JAK JA SIĘ NAZYWAM ?!

Samuel Serwata

JAK JA SIĘ NAZYWAM ?!

 

Było wilgotno. Byłem w miejscu, którego nie dało się określić. W suficie, którego nie dosięgałem, był mały prostokątny otwór. Jedyne co mi się udało zobaczyć, to wschodzące słońce, drwiące ze mnie. One zaraz miało wyjść z ciemności, a ja nie. Nad otworem, niczym duch, unosiła się mgła.Jedyne co mnie nie zawodziło jeszcze to słuch. Z jednej strony słyszałem dzwony kościelne, a z drugiej szum drzew. Ze ścian wokół mnie rozlegało się syczenie. Stąpałem po wodzie. Dotykałem po omacku ściany, próbując wyczuć cokolwiek. Byłem uwięziony.  Nie wiemgdzie, ani przez kogo.
Potknąłem się. Od upadku odratowała mnie tylko ściana. Zacząłem przeszukiwać kieszenie. Nigdy nie wiadomo, co można w nich znaleźć. Znalazłem najpotrzebniejszą rzecz. Zapałki. Odpaliłem jedną. Woda przypominała smołę. Mój wzrok jednak dostrzegł metalowy drążek. Zgasiłem zapałkę. Pociągnąłem.. Rączka była przytwierdzona do kamiennego włazu. Woda zaczęła spływać w szczeliny. Udało się. Miałem nadzieję, że znajdę jakieś podziemne przejście, kanały lub cokolwiek innego.
Ciężki właz opadł z łomotem otwierając przejście. Cała woda spłynęła do wewnątrz. Słychać było echo pustej przestrzeni. Pomarańczowe światło biło z wnętrza. Przykucnąłem i nachyliłem się do środka. Wewnątrz był korytarz, wyłożony mieniącymi się, świetlistymi cegłami. Nie było niczego po czym mogłem zejść. Wskoczyłem do środka mając nadzieję, że nie skręcę karku. Odległość między podłogą a sufitem miała dwa metry.
Szedłem wolno otoczony ze wszystkich stron światłem. Na końcu korytarza stał kamienny stół, a na nim leżała stara księga w twardej, czarnej oprawie. Kartki miała złocone i  puste. Między nimi tkwił ołówek. Wziąłem go, mając nadzieję, że do czegoś mi się przyda.  Rozejrzałem się wokół, wyczuwając nieokreślony ruch lub szept. Zastanawiałem się nad kolejnym  ruchem. Podniosłem  księgę, a pod nią był kolejny właz ozdobiony literami, układającymi się w zdanie:  „Stopień I. Ciekawość.”
Złapałem za drążek klapy i pociągnąłem w swoją stronę. Nie szło łatwo jak w poprzednim przypadku, ale się udało. Klapa opadła z hukiem. Przedarłem się przez pajęczynę, próbując zajrzeć do jej wnętrza. Zobaczyłem drabinkę i zszedłem po niej. Kolejny tunel, niemal identyczny jak ten z którego wyszedłem. Szedłem do przeciwległego końca, na którym znajdował się podobny stół, a na nim łuk, kilka strzał i podobny napis: „Stopień II. Złodziej”.  Wziąłem łuk i strzały ze sobą. Gdybym go zostawił, napis i tak by nie zniknął. Te rzeczy  i tak pewnie nie należą do nikogo.
Kolejne przejścia wyglądały podobnie. Każdy kolejny korytarz był ciemniejszy od poprzedniego. Na trzecim stole była sakiewka z monetami i napis „Stopień III. Głupota”. Przy kolejnym latarka i napis „Oświecenie”. Nie mogłem zrozumieć do czego owe stopnie mnie prowadziły, ani jaki miały sens. Na piątym stole stała piersiówka z trunkiem i napis „Opój”. Na kolejnym leżał ludzki szkielet i napis „Zagłada”.
Przy przekroczeniu siódmego stopnia, rzeczy zaczęły się zmieniać. Słychać było z oddali grzechotanie. Przy kolejnym korytarzu musiałem włączyć latarkę. Stanąłem wyczuwając ruch i słysząc, że coś turla się w moim kierunku. Gdy snop światła padł na coś co uderzyło o krawędź mojego buta, krzyknąłem na widok ludzkiej czaszki. Grzechot również stał się głośniejszy. Zacząłem świecić w jedną a potem w drugą stronę. Kiedy dostrzegłem ruchu, zacząłem biec. Nie mogłem uwierzyć w to co widziałem. Kościotrup podchodził powoli w moją stronę, a gdy znalazł głowę, podniósł ją i przymocował na wiadome miejsce.
Na końcu korytarza stał tylko stół. Nie było klapy, tylko napis „Nicość”. Moje usta natomiast wypowiedziały słowo, które cały czas toczyło się przez mój umysł – „Piekło”. Za sobą słyszałem narastające skrobanie. Latarka nieoczekiwanie zgasła, a przestrzeń wypełnił chłód. Usłyszałem grzmot. Kościotrup zamknął klapę. Z przestrzeni narastało dzwonienie łańcuchów. Usiadłem na zamarzniętym stole. „Pijacki, głupi, złodziej, zaślepiony ciekawością trapiony nieszczęściami w nicości zwanym powszechnie piekłem.” – Teraz miałem niewątpliwie całą wieczność na gorzkie przemyślenia nad samym sobą. Cholerny głupiec ze mnie.

 

***

Pisarz odłożył biały, nieporęczny długopis i oparł się na obrotowym fotelu na kółkach, który dosyć, że się nie obracał, to w dodatku nie jeździł. Zasiadł na miękkim łóżku i zanim włączył telewizor, zastanowił się jeszcze przez chwilę, czy wszystko, co napisał jest warte wydania. Gdy nie drążyła w nim już żadna odosobniona myśl, włączył śnieg w telewizorze. Przełączał z jednego rodzaju na drugi, aż do momentu, gdy natrafił na kółko kontrolne. Gdy mu się znudziło, przełączył z powrotem na śnieg.
Oglądanie przerwał mu łoskot dobiegający z kuchni. Była noc, a w mieszkaniu poza nim samym był tylko mróz. Pisarz ostrożnie zaczął się zakradać do swojej własnej kuchni. Rozchylił drzwi będąc gotowym nawet na przybycie świętego Mikołaja, ale jednak to, co zobaczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. W kuchni miotał się kościotrup, rozwalający wszystko, co tylko wpadło w jego ręce. Poza kośćmi miał jedynie oczy które szybko spoczęły na niedoszłym pisarzu.
Pisarz zrobił krok do tyłu całkowicie przerażony. Szkielet zaczął iść w jego kierunku. Ten gest pomógł pisarzowi podjąć błyskawiczną decyzję. Zaczął uciekać w stronę własnego pokoju. Próbował zamknąć drzwi,  lecz trupia dłoń przed nim dotknęła klamki. Przerażony pisarz upadł i zaczął czołgać się. Jego drogę przecięły meble. Pisarz przeklął meble.
- Przeklinam meble.
Truposz był już jednak w środku i wolno zbliżał się w jego stronę. Próbował znaleźć coś czym mógłby w niego rzucić. Wybrał jednak skok w stronę fotela. Przeturlał się po nim, i zaszedł telewizor od tyłu, mając nadzieję, że ten go obroni.
- Czego kurwa ode mnie chcesz?! – Spytał grzecznie pisarz. Szkielet stanął.
- Imię, kurwa, jak ja się nazywam?!
- A skąd ja mam niby wiedzieć?! Nie wiem kim jesteś!
Kościotrup podchodził do niego dokładnie tak, jak w jego opowiadaniu.
- Po cholerę się chowasz, ty marny pisarzyno?!
- Odejdź, zmoro nieczysta!
- Boisz się? Boisz się własnego umysłu? Czyż nie tak zakończyło się twoje nowe opowiadanie? – Pisarz zaczął się zastanawiać.
- „Coś złego”?
- Coś złego zaraz może ci się stać.
- Ale, dlaczego? Czego ode mnie chcesz?!
- Imienia, debilu, nie dałeś mi imienia.
- Ale, głównemu bohaterowi też nie dałem. Postać epizodyczna ma być ważniejsza od głównej?
- Bo mi zależy.
- Kościotrup, ci nie wystarczy?
- Nie wystarczy!
Pisarz stanął na równe nogi, podczas gdy ten w skupieniu mu się przyglądał.
- Robert. – Powiedział głośno i wyraźnie pisarz. – Możesz usiąść, jeśli chcesz.
- Dzięki ci bardzo, jestem naprawdę wdzięczny, ale z propozycji nie skorzystam.
- Co? Dlaczego?
- Idę na miasto.
- Po co? W takim stroju?
- A co?
- Ja tam nie wiem, czy to jest najlepszy pomysł.
- Wy cholerni pisarze, wszyscy jesteście tacy sami. Nie zważacie na uczucia i osobowość bohaterów, których tworzycie. Myślicie, że opisując ich wiecie o nich wszystko.
- Przepraszam.
Robert mimo tego usiadł w fotelu i założył nogę na nogę. Po chwili, nie chcąc na niego patrzeć, spojrzał na wycięte z gazety, czarno białe zdjęcie Dalego, wiszące na ścianie. Po czym znowu spojrzał na pisarza.
- To, co z tymi ciuchami?
- Wytłumacz mi jedną rzecz. W jaki cholerny sposób, przedostałeś się z opowiadania do rzeczywistego świata.
- W opowiadaniu wszystko jest możliwe.
- Co? Nie rozumiem, o co ci chodzi.
- Nie ważne. Zacznij szukać dla mnie ciuchy, nie mam całej nocy.
Pisarz wyszedł zza telewizora, obszedł fotel i otworzył szafkę, na którą wcześniej wpadł. Sprawdzając kolejne rzeczy, kościotrup zaczął mu przyglądać. Natomiast kiedy pisarz spoglądał na niego, ten odwracał momentalnie wzrok.
- Chyba nie znam twojego rozmiaru.
- Widzisz jak niewiele o mnie wiesz?
- Może opowiesz mi coś o sobie.
- Spierdalaj. To ty jesteś pisarz.
Wtedy ten rzucił w niego spodniami, a następnie koszulą.
- Co mam zrobić? Zmienić zakończenie?
- Poczekaj na swojego głównego bohatera, zobaczymy, co ci powie.
- Chciałem napisać zbiór opowiadań, które każde z nich będzie się źle kończyć.
- Jak napiszesz jedno z dobrym zakończeniem to nic nikomu nie ubędzie.
- To rozwali założenia całej książki. Zresztą, co mi zrobisz? Naślesz na mnie wszystkich bohaterów książki?
- Nie. Zajebię ci.
- No, to zmienia postać rzeczy. Chyba nic z tego nie będzie.
- Coś mi się zdaje, że ta opowieść zaraz też będzie miała złe zakończenie, i zdaje mi się też, że zaraz też stanie się coś złego…

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: