Przeznaczenie

Krzysztof Kamieński

PRZEZNACZENIE

 

Opowiadanie „Przeznaczenie" z kolejnego, nieopublikowanego tomu opowiadań „Wschody i zachody" Krzysztofa Kamieńskiego.

 

 

Zima miała się zwolna ku końcowi. Dni stawały się dłuższe, a i słońce świeciło cieplej. Szedłem marcowym porankiem przez las, w podnoszącej się mgle, ot tak po prostu, trzyma-jąc się wydeptanej sarniej ścieżki. Nieśmiało zaśpiewywały ptaki, czując zbliżającą się wiosnę, czasem trzasnęła potrącona przeze mnie gałązka, zakłócając leśny rytm dźwięków.
– Jesteś tu? – zaszumiało między drzewami.
Zatrzymałem się, świadomy dziwnego przywidzenia.
– Jesteś tu? – pytanie okrążyło mnie szarym szeptem. Poczułem się dziwnie nieswojo. Co za urojenia? Stanąłem, szukając wzrokiem przyczyny.
– Witaj – zaszumiało już całkiem blisko i wyraźnie.
Ogarnęło mnie uczucie czyjejś obecności. Dziwne uczucie. Usiadłem na zwalonym pniu, przerywając wędrówkę. Zbierałem myśli. Znowu zaszeleścił niemy głos.
– Nareszcie możemy porozmawiać. Nie bój się, jestem tylko twoim przeznaczeniem. Nie możesz mnie zobaczyć, a to, że mnie słyszysz zawdzięczasz zwykłemu przypadkowi zda-rzającemu się raz na tysiąc lat. Nie każdy może rozmawiać z przeznaczeniem.
– Ty jesteś moim przeznaczeniem? – zapytałem, mocno zdezorientowany, uświadamia-jąc sobie, że pytanie powstało niewypowiedziane w moich myślach.
– Tak, jestem twoim przeznaczeniem i mam z tobą dużo pracy, bo przez cały czas szu-kam dla ciebie nowych dróg życia, opierając się na twoich decyzjach. Widzisz, każda podjęta przez ciebie decyzja otwiera nowe drogi, nowe możliwości.
Rozejrzałem się dookoła. Słońce przebijało się przez las, oświetlając czerwonawe pnie sosen. To było realne. Ale ten dziwny dialog. Rozmawiam z moim przeznaczeniem?
– Opierasz się na moich decyzjach? I to otwiera nowe szlaki? Brzmi logicznie. A jeśli czasem nie podejmę decyzji?
Usłyszałem cichy śmiech.
– Wielu ludzi sądzi, że jeśli nie podejmą w określonym momencie decyzji, to są zwol-nieni z obowiązku dalszego planowania życia. Niestety, nie mają racji.
– Dlaczego? – zapytałem.
– To proste. Brak decyzji też jest decyzją. Twoje życie możesz porównać do toczącego się z góry kamienia. Podejmując decyzje, zmieniasz kierunek jego ruchu. Zatrzymać go nie możesz, bo napędza go czas. Jeśli nie podejmiesz w określonej sytuacji decyzji, to kamień będzie toczyć się dalej, tyle, że w niewiadomym kierunku.
– Interesujące. Z tego jednak wynika, że najprostszym rozwiązaniem będzie niepodej-mowanie decyzji i zdanie się na ciebie. Ostatecznie, przeznaczenie wybiera dalsze koleje losu, nie ja.
– Nie masz racji. Biorąc w ręce stery swojego życia możesz wpływać na przeznaczenie i zmieniać ukazującą się przyszłość. Każda chwila, w której coś postanowisz i wykonasz, może mieć wpływ na twój los. Załóżmy, że podjąłbyś dzisiaj decyzję obejrzenia wystawy malarstwa, którą tak bardzo chcesz zobaczyć.
Tu się zdziwiłem, bo faktycznie wybierałem się już długo na tę wystawę, ale jakoś bez skutku.
– Rzeczywiście, chcę pójść na tę wystawę, ale jakoś nie mogę się wybrać. Czy to jest ta-kie ważne?
Zaszumiało. Po chwili milczenia przyszła odpowiedź.
– Sytuacja jest wyjątkowa. Rozmawiasz ze swoim przeznaczeniem, co normalnie się nie zdarza, uchylę jednak rąbka tajemnicy, żebyś zrozumiał swoje możliwości.
– Mów. Jestem ciekawy.
– Gdybyś poszedł dzisiaj na tę wystawę, tak jak początkowo planowałeś, to spotkałbyś na niej kolegę z lat szkolnych, który zaproponowałby ci spotkanie w kawiarni. Podczas roz-mowy doszłoby między wami do porozumienia. Wynikiem zdarzenia byłoby wspólne założe-nie firmy. Zostałbyś bogatym człowiekiem. Brzmi jak przepowiednia. Prawda? Tyle tylko, że ten czas już minął, a ty, mijając to skrzyżowanie życia i przypadku jesteś dalej, ale w innym miejscu.
– Czyli, to już się nie zdarzy?! – zawołałem rozczarowany.
– Nie, to już się nie zdarzy. Ta możliwość należy do przeszłości. Ale nie martw się. Cały czas mijasz skrzyżowania życia i przypadku, tylko nie zdajesz sobie z tego sprawy. Masz szan-sę tak długo, jak długo toczy się twój kamień. Wykorzystuj to. Kiedyś przestanie się toczyć.
– I co wtedy się stanie?
– Wtedy przychodzi kres istnienia. Śmierć. I to jest jedyny moment, na który nie masz wpływu. Zresztą, uważam, że jest to sprawiedliwe. Śmierć równa wszystkich. Biednego z bo-gatym, mądrego z głupim. To jest meta i kres.
Nigdy nie sądziłem, że na dzisiejszym spacerze odbędę taką rozmowę. Przestawało być ważne, czy są to urojenia, czy też biję się i mocuję z własnymi myślami. Rozumowanie miało sens i było prawdziwe.
– Kres istnienia. A co jest dalej? Po śmierci?
W tym momencie słońce zaszło za chmurę i powiał zimny wiatr. Wstałem z pnia. Od-powiedź nie nadeszła. Znów byłem sam, a moje przeznaczenie rozpłynęło się gdzieś po le-śnym mchu i wiedziałem, że nie będę mógł z nim już więcej rozmawiać. Mimo wszystko by-łem wybrańcem losu. Raz na tysiąc lat. Pomyśleć tylko, że gdybym poszedł dzisiaj na tę wy-stawę, to zostałbym bogatym człowiekiem. I jak tu podejmować właściwe decyzje, żeby cie-szyć się dobrym życiem?
Zawróciłem, i po dobrym kwadransie byłem znowu na obrzeżach miasta. Zatrzymałem się na chwilę i podjąłem decyzję powrotu do domu przez stary park, który darzyłem wielką sympatią ze względu na romantyczną atmosferę tego miejsca. Wielkie drzewa, opuszczony pałacyk i częściowo zarośnięty staw.
Stałem potem przy parkowej ławce, podziwiając, jak zwykle odbicie starego pałacyku w lekko falującej wodzie. Było ciepło i czuło się wiosnę. Dlaczego nie poszedłem na tę wysta-wę? Byłbym teraz bogatym człowiekiem. Zamiast tego chodzę tu po parku, szukając wczoraj-szego dnia. Ta rozmowa z przeznaczeniem była więcej niż drażniąca.
– Piękny widok, prawda?
Ocknąłem się z zadumy. Stała w odległości kilku kroków, otulona szalem. Kasztanowe włosy rozsypane na ramionach i te szare oczy z dużymi rzęsami. Całość zamknięta w wiosen-nym płaszczu. Zjawisko nagłe i niecodzienne. Zawrót głowy. Trzeba się opanować.
– Tak, piękny.
Cisza. Brak słów.
– Często pani tu przychodzi?
– O, tak. Tu jest cicho i spokojnie.
Banał. W tym momencie wiedziałem jednak, że nie mogłem podjąć lepszej decyzji, jak pójście na ten poranny spacer. Mijały sekundy zaznaczane przesuwającymi się kolejno skrzy-żowaniami życia i przypadku.
– Mogę panią zaprosić na kawę?
Zaśmiała się swoim uroczym śmiechem, który towarzyszył mi później wiele lat.
– Nie wiem – odpowiedziała, a ja byłem nagle najszczęśliwszym na świecie człowie-kiem.
– Życzę szczęścia – szepnęło przeznaczenie, odlatując.

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!