Staronowopolska Fantastyka Naukowa ...

Marcin Orlik

 

Staronowopolska Fantastyka Naukowa,

Czyli "Trzecie Stadium Ewolucji" Janusza Szablickiego

 

 

Bez przywiązania
Książkę zakupiłem w antykwariacie za zawrotną sumę trzech złotych groszy dziewięćdziesiąt. Nie porwała mnie fabuła opowiadań. Nie przywiązałem się do żadnego z bohaterów stworzonych przez autora. Okładka, jak na wydanie peerelowskie, całkiem, całkiem, ale bez ciepłych emocji. Więc po co ja piszę o takiej książce?

 

Fantastyka naukowa po staronowopolsku
Odpowiedź jest prosta - moją uwagę przykuł język, jakim posługuje się autor. Otóż trzymałem w ręce jedyny znany mi przykład fantastyki naukowej napisany językiem wyjętym z lat dwudziestych poprzedniego wieku. Książka, w której "magnetorygle" występują obok "rozchełstanej kurty piżamy" zasługuje na uwagę za sam język, którym była napisana. Mało tego - sam język używany przez autora jest językiem wysokim, sam pisarz nie bał się ani terminów technicznych, jak "czasze kondensatorów elektrycznych", ani słownictwa z tzw. "wyższej półki", jak np. frenetyczne. Cóż mogę więcej powiedzieć?

 

Neologizmy, neologizmy, starologizmy
Lata siedemdziesiąte to czas, gdy język angielski nie miał jeszcze tak silnego wpływu na polszczyznę jak w dniu dzisiejszym. Brak terminów, luka, którą obecnie wypełniły w języku polskim zapożyczenia, wymuszała użycie neologizmów. Oczywiście, w latach siedemdziesiątych mieliśmy już przecież telefony, ale co powiecie na audyfon? Mieliśmy też helikoptery, a jak podoba się wam autopter? A może coś w rodzaju unowocześnionego motoroweru, zwanego biopedem? Co myślicie o zastąpieniu słowa "dyktafon" "mnemotronem"? Ale widać już wpływ języka angielskiego, chociażby w słowach "holoman" i "superścisły". Książka zmusiła mnie do zastanowienia się, jak nazywalibyśmy rzeczy codziennego użytku, takie jak chociażby mikser, gdybyśmy spróbowali słowotwórstwa. Może poszlibyśmy za przykładem Chorwatów, którzy za odpowiednik naszego "samolotu" mają "zrakoplov" (zrak - powietrze, ploviti - żeglować, pływać) i wyszedł im "powietrzopław"?

 

Słowa, słowa, słowa
Autor uznaje słowa dziś uznawane za anachronizmy za jak najbardziej normalne i aktualne. Fakt, książka była wydana w 1979 roku, ale naprawdę nie wydaje mi się, by język literacki mógł się tak zmienić w tak krótkim czasie. Notoryczne (choć urocze) używanie słowa "żywo" zamiast "bardzo", "zydla" w miejscu dzisiejszego "taboretu, krzesła", wyrażenia jak "znakomita większość" i "takie indywiduum" dopełniają obrazu języka użytego w książce. Zagadka na koniec, sam muszę sprawdzić znaczenie tego słowa. Czym jest "stadło"? Kontekst: "W stadle Melindy i Jana od dawna nie działo się najlepiej".

 

Wielki miks (mieszanka)
Co więc powstanie, gdy wymieszamy te wszystkie trzy aspekty języka, neologizmy, anachronizmy, dosypiemy język literacki i doprawimy naukowymi terminami? Mniej więcej coś takiego:

 

Obydwa biopedy sczepione ze sobą jakby w śmiertelnych zapasach chyżo przesuwały się w poprzek magistrali, po coraz to odleglejszych pasmach, zagarniając za sobą coraz to nowe pojazdy. (...) Poprawiłem (...) opaskę nawigacyjną (...). Nadal jednak byłem lekko oszołomiony, jazda ma była nad wyraz niepewna(...)

 

To czytać, nie czytać?
Polecam - koneserom niestandardowego stylu w książkach. Polecam ciekawym. Polecam lingwistom. Zaiste, twa matrona czytałaby książkę tą, gdyby akurat czajnika nie obgryzała. Dziękuję, dobranoc. Tfu. Podzięki składam, nocy dobrej życzę.

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!