Zwątpienie

Andrzej F. Paczkowski

 

Zwątpienie

 

Szatan przychodził do niej każdego wieczora i gwałcił. Uprawiali bolesny ale jakże przyjemny seks. Za każdym razem zaczynało się to i kończyło tak samo: przychodził, zdejmował z niej ubranie i kładł się, wchodząc w nią gwałtownie. Wyrywała się i płakała, prosiła, szlochała i próbowała się spod niego wydostać. Szatan był jednak silny i ciężki, jak wór kartofli, nie dało się nim nawet poruszyć. Poruszał się za to on sam w jednym i tym samym rytmie. Rozwierał jej nogi tak szeroko, niemalże łamiąc je, wbijał się w nią z siłą byka i oczywiście byka przywodził jej na myśli, ponieważ na głowie miał dwa długie rogi. Podniecały ją te rogi, w szale łapała za nie i mocno ściskała, jak również próbowała ścisnąć nogi, co jednak nie za bardzo jej się udawało, ponieważ pomiędzy nimi znajdował się on. Miała wrażenie, że jest wszędzie, że jest w niej i jednocześnie w każdym miejscu tego pokoju. Jakkolwiek bała się i chciała krzyczeć, to jednak żaden najmniejszy dźwięk nie wydostał się z jej ust. On samym tylko wzrokiem ostrzegał ją przed krzykiem. Wchodząc, unosił palec do ust i dawał jej do zrozumienia, by zamilkła. Potem przejeżdżał tym samym palcem wokół szyi. Nie była głupia, doskonale widziała, co to miało oznaczać: piśniesz choć słówko a będzie po tobie. Więc milczała, nawet kiedy wdzierał się w nią bezdusznie i kaleczył ją od wewnątrz, ponieważ to, czym zadawał jej ten ból, miało ogrmone rozmiary. Za każdym razem próbowała nie dać po sobie poznać, że się boi, jednak jak tylko zrzucał z siebie ubranie i chlubił się swoją wielkością, truchlała, wiedząc co to oznacza. Kuliła się w sobie, drżała, po policzkach płynęły łzy. Jak bardzo chciałaby stąd uciec, wydostać się z tego pokoju i zapomnieć o wszystkim. Wydostać się z grzesznego ciała, które nocami zamieniało się w jej więzienie. Wpaść w ramiona Jonasza i płakać, wtulać się w jego wielką pierś, czuć bijące serce i zapomnieć o całym świecie. Tak jak to było kiedyś. W dawnych, zdawało się, odległych czasach...

 

Ale Jonasza tu nie było, Jonasz ją zdradził, Jonasz jej nie wierzył, nazwał ją dziwką i wyrzucił z serca a potem ze swojego domu. Taki był ten, którego tak bardzo kochała: okrutny i bezduszny.

 

Płakała więc też z powodu zranionej duszy i pękniętego serca. Bo szatan przychodził każdej nocy i brał od niej to, co należało się przecież Jonaszowi. Ale Jonasz gardził jej ciałem. Jonasz już nie uważał go za swoją świątynię...

 

Szatan zadawał coraz większy ból. Wdzierał się głębiej i głębiej, coraz silniej, parskając i wzdychając. Z jego ust ciekła piana, ślina, czy co to było, nie wiedziała, było za ciemno. A po jej udach też coś spływało, lecz nie była to ślina a świeża krew. Za chwilę łóżko przesiąknie krwią a ona zacznie tracić poczucie czasu. Powoli świat się rozmyje, odpłynie i będzie jej tak przyjemnie...

 

Teraz jednak leży na łóżku, na niej wali się szatan. Ona jest bezsilna, on jest silny nad wyraz. I jest w niej. Nie wydostanie się, dopóki nie skończy swego okrutnego dzieła. Teraz ona nie chce aby przestał. Bolą ją nogi, gdzieś tam wypływa z niej ciepła krew. Ból ją wkrótce otępia a upływająca krew działa kojąco. Nagle zaczyna odczuwać pożądanie. Z początku coś się tam zapala, gdzieś w ciemności, w niej, w jakichś zakamarkach niezgłębionego ciała. Potem rozpala się, aż wreszcie wybucha gorączką. Chce więcej. Nie czuje bólu, może nawet teraz łamać jej kości, może robić cokolwiek. Trzyma go za rogi, bo przecież czegoś trzymać się musi, kiedy tak nią rzuca na wszystkie strony. Te rogi... tylko one dają jej jeszcze jakieś poczucie rzeczywistości, aczkolwiek jakiejś rozmazanej, dalekiej, nijakiej. Za chwilę zapomni o wszystkim by pogrążyć się w rozkoszy, by prosto z niej wpaść w otępienie, potem w pustkę, samotność i wreszcie w nowe cierpienie, jakim będzie zrozumienie, że jego nie ma, że jest ona, że z krwią wypływa z jej ciała jeszcze jakaś inna ciecz. Mieszają się razem te dwie barwy i wsiąkają w materac.

 

Tymczasem on napiera coraz bardziej, z jego gardła wydostaje się dziwny dźwięk, głęboki, głos nie z tego świata. Ma ochotę rozszarpać to ciało na kawałki, ale wie że nie może, przecież jeszcze nie raz będzie jego panem i jeszcze nie raz sprawi, że ukoi jego chucie, nie tylko te cielesne ale również te inne, te które nasycą się widokiem jej krwi, i jej samej leżącej w bezładzie, tak poddaną, tak bezbronną, tak... okropnie ludzką, słabą.

 

W ciemności nikt by tego nie zobaczył, ale jej oczy zmieniają się, gorączka ciała ogarnia duszę. Takiego zespolenia nie przeżyła nigdy nawet z Jonaszem. Czy tak bardzo musiano poniżyć jej ciało by obudziły się w nim te nieznane jej wcześniej nieziemskie żądze? Chciałaby krzyczeć z rozkoszy, ból przecież minął, choć gdzieś tam czuje i wie że jest. On nie zniknie, nigdy nie znika, już jej pan się o to postara, wie jak to robić, jest dobrym nauczycielem. Więc nie mogąc krzyczeć, jęczy i wije się pod nim. On chwyta jej głowę i bije nią w ramę łóżka by nie krzyczała, bo jednak coś tam wydostaje się z jej ściśniętego gardła. Zaciska więc to zdradzieckie gardło i patrzy jak ona na chwilę milknie, jak oczy wychodzą jej z orbit i próbuje złapać choć trochę tchu. Puszcza. Ona dyszy jak po biegu a łza za łzą wypływa z oczu i podobnie jak krew skapuje i wsiąka w materac pod nimi.

 

Szatan ma w sobie tyle siły! Ona również, chociaż nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Powoli zbliża się kulminacja. Jonasz nigdy mi tego nie dał, myśli jeszcze w przebłysku świadomości. Tylko Szatan wie jak jej dogodzić, tylko on potrafi i dlatego przychodzi, bo wie i czuje, że sama sobie tego życzy, że tego właśnie pragnie.

 

Trochę ogłuszona od uderzeń głową w ramę łóżka i od przyduszenia, czuje jednocześnie jak w dole, tam gdzie on dotyka ją w miejscu do którego nigdy nie dotarł Jonasz, powoli coś się dzieje, rośnie, nabrzmiewa. Zaraz eksploduje. Za chwilę będzie po wszystkim. Łapie więc go za ogromne rogi i przyciąga jeszcze do siebie. Rozkraczyłaby się bardziej, ale to już nie jest możliwe. On przyspiesza tempo i wbija się w nią tak mocno, że za każdym razem krzyczy. Zaciska jej dłonią usta i pcha ze zdwojoną siłą. Jest z niej zadowolony, przecież tak wiele wytrzymuje. I choć jutro, gdy przyjdzie, znowu będzie się go bała, to cokolwiek się stanie i tak jest cała jego, daje mu coś, co się mu należy.

 

Wreszcie następuje moment kulminacyjny: dzieje się coś, co nie miałoby nigdy prawa zdarzenia. Oto Szatan łączy się z człowiekiem, przelewa w niego swoje soki, swoją część samego siebie. Przelewa z pewnością siebie, ponieważ wie, że ziarna te padają na jałową glebę. Dlatego właśnie wybrał to ciało. Ponieważ było puste i nigdy nic z niego nie wyrośnie. Było to takie... ludzkie.

 

Ona również dochodzi w tej samej chwili i wpada w otchłanie rozkoszy. Przez chwilę nie ma jej pomiędzy żywymi, jej dusza lewituje gdzieś w innym wymiarze. Najlepiej już by tam pozostała na stałe, czuje, że powrót nie będzie oznaczał niczego dobrego. Gdyby jej dusza miała ręce i nogi, zapierałaby się wszystkimi kończynami, broniąc się przed powrotem. Ale nagle znowu coś się dzieje a ona wraca. Otwiera oczy, pierwsze co widzi to ciemność. Dopiero po chwili oczy widzą więcej a pamięć powolutku wraca na swoje miejsce, wszystko zaczyna się układać. Puzzle pamięci zamieniają się w cały obraz wydarzeń sprzed paru zaledwie sekund.

 

Resztkami sił przybliża rękę do krocza, nogi ma nadal szeroko rozchylone gdy natrafia na ciepło. Podnosi rękę do oczu i widzi coś ciemnego. Krew. Coś się z nią dzieje, drży, ciało zaczyna reagować na ból, podskakuje jak ryba po odcięciu głowy. Konwulsje i torsje, które właśnie nadeszły ją na chwilę obezwładniają a potem nie pozostaje jej już nic innego: w nocnej ciszy rozległa się przeraźliwy krzyk.

 

W oddali zapala się światło, słychać głosy, stukanie, kroki biegnących ludzi mieszające się z jej skomlącym krzykiem.
– Proszę otworzyć trójkę! – rozlega się rozkaz.
Krótki dźwięk otwiera drzwi do celi, zapala się światło. Jedna z sióstr odwraca się z niechęcią, innej jest źle. Nadchodzą dwie kolejne.
– Boże, co się tu stało.

 

Ona nadal krzyczy i ręką bije o ścianę, rozmazując krew. Widok jest straszny, jakby przed chwilą dokonano tutaj świniobicia. Wszędzie krew, całe łóżko zachlapane krwią. I ten mdlący zapach...
– Prędko, musimy ją stąd zabrać!
– Ona umiera!
– Znowu to zrobiła!

 

Siostry krzyczą jedna przez drugą, jedna nawet się żegna dyskretnie i szybko. Taki widok nie jest bowiem normalny.
– Dlaczego nikt jej nie pilnował!
– Myślałam, że...
– Prędko! Wykrwawia się. Proszę zbudzić cały personel!

 

Bożena ciągle krzyczy, potem jej krzyki przechodzą w jęki i cichy płacz. Jest cała zbroczona w krwi i te jej nienaturalnie rozkraczone nogi...
– Co jej się stało? – pyta pielęgniarka.
– Nie wiem, ale to nie pierwszy raz. Kiedy dotarła tutaj za zabicie swojego przyjaciela, kompletnie jej odbiło. Ale jeszcze nigdy nie ukrzywdziła sobie tak bardzo jak teraz.
– Czym to sobie zrobiła?
– Nie wiem, w celi nie było żadnego ostrego przedmiotu.

 

Ona to wszystko jeszcze słyszała, ale zanim dotarli do sali operacyjnej rozmowy powoli ucichły. Wpatrywała się w światła nad sobą i powoli zamykała oczy.

 

Kiedy Jonasz powiedział jej, że jej nie kocha, była zrozpaczona. Silnie wierzyła w Boga i jedyne co jej przyszło na myśli to pójście do kościoła. Ale nigdy do niego nie dotarła. Drogą spotkała dziwnego człowieka, powiedział jej, że wie kim jest i wie też co się jej przytrafiło. Z początku mu nie uwierzyła, ale kiedy powiedział jej wszystko o jej związku z Jonaszem, nagle zrozumiała, że ten człowiek mówi prawdę. Zabrał ją ze sobą do lasu, tam pokazał jej się pod prawdziwą postacią. Powiedział, że jest Szatanem i wie o wszystkim co się dzieje na zapomnianym przez Boga świecie. Ona przecież tak mocno wierzyła w Pana, więc kiedy teraz stanął przed nią ktoś zupełnie inny, wyśmiewając się z Niego, mówiący, że Boga nie ma, bo gdyby był, to nie pozwoliłby aby Jonasz ją opuścił i przestał kochać. Ona była dobrze wychowana i miała słabą wolę, odznaczała się dobrocią serca i nigdy nikomu nie uczyniła nic złego. Ale to co zrobił Jonasz tak bardzo ją zabolało, że nie mogła tego tak po prostu zostawić. Szatan powiedział:
– Idź i każ mu za to zapłacić!

 

Więc wróciła do domu Jonasza, zapukała a gdy otworzył, weszła do kuchni, chwyciła nóż i zatopiła go w jego sercu. Potem jeszcze dziesięć razy wyciągała i wbijała ostrze, aż wreszcie opadła z sił. Kiedy potem uświadomiła sobie co się stało, zaczęła płakać. Zadzwoniła też po policję. W momencie gdy przyjechali, była już cała oszalała, nie można było z nią rozmawiać, jej oczy straciły blask. Patrzyła tylko w jeden punkt. Tam w kącie, za tymi krzątającymi się ludźmi stał Szatan i śmiał się. Nic więcej, po prostu stał i się głośno śmiał. I nikt oprócz niej go nie widział.

 

Zamknięto ją w zakładzie, próbowano leczyć ale nie udało im się już nigdy z nią porozmawiać. Bo za każdym razem, kiedy pytali:
– Dlaczego to zrobiłaś?
Ona odpowiadała:
– To Szatan kazał mi go zabić.
Pewnego dnia przyszedł do niej do celi i powiedział:
– Będziesz dobrym naczyniem dla mnie. Otrzymasz też nagrodę, bo uczyniłaś co ci kazałem bez żadnego sprzeciwu.

 

I zbrukał jej ciało pierwszy raz.

 

Potem powtarzało się to jeszcze wiele razy i było już tylko gorzej. Wszyscy myśleli że robi to sobie sama a ona tymczasem była bezbronna i zdana na niego.

 

Dopiero wtedy uświadomiła sobie co się właściwie stało i dlaczego wydarzyło się to, co się wydarzyło. Otóż tamtego dnia, kiedy Jonasz ją porzucił, idąc do kościoła, wcale tak naprawdę nie zamierzała tam pójść, ponieważ przestała wierzyć. Boga nie ma, powtarzała. Gdyby był, nie pozwoliłby aby to się stało. Bóg by do tego nie dopuścił. Znikła gdzieś jej wiara, przepadła jak kamień rzucany w wodę.

 

Ten moment wybrał sobie Szatan, pojawił się tuż obok niej, wykorzystał sytuację i tym samym kolejna dusza w postaci tej młodej dziewczyny została przez niego sprowadzona na manowce.

 

Umierając na operacyjnym stole Bożena czuła, ze nie ma dla niej nadziei. Oto coś przepadło, nic nie zostało, wszystko się skończyło. Nastaje koniec. Jedynie czego żałowała to swego zwątpienia w Boga, bo teraz wiedziała z całą pewnością, że Bóg istnieje, tak samo jak istniał Szatan.

 

Pocieszeniem było dla niej, że właśnie w tym momencie wydostaje się z więzienia, jakim stało się dla niej własne ciało...

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!