Powrót Ojca

Piter Murphy

 

Powrót Ojca

 

Witaj, Córeczko.
Długo zwlekałem, aby przyjść do Ciebie. Miałem powody. Przyniosłem Ci kwiaty. Takie jak lubiłaś. Pamiętam, jak zrywałaś mamie stokrotki na łące i przynosiłaś mi je w swoich malutkich rączkach. Dlaczego odeszłaś tak szybko? Nawet nie zdążyłem Ci powiedzieć, jak bardzo Cię kochałem. Twojej mamie powiedziałem, ale teraz wiem, że jej również mówiłem zbyt rzadko i za późno. Kiedy pytałaś mnie, gdzie jest mama, co ja mogłem Ci powiedzieć? Oszukałem Cię i nie było mi z tym dobrze. Chciała żyć, ale jedna chwila przekreśliła jej życie, zmieniając nasze losy. Pytałaś, dlaczego mama śpi, kiedy się obudzi. Zadawałaś wiele pytań, a ja nie potrafiłem na nie odpowiedzieć. Tak mi przykro, że w Twoim krótkim życiu nie potrafiłem Cię wspierać. Mama chciała żyć, podobnie jak Ty. Tamtego dnia spieszyła się z pracy jak zawsze, aby się z nami zobaczyć. Pijany kierowca tira nie dał jej szansy na ratunek. Możliwe, że nawet nie czuła bólu. Ja również pytałem, dlaczego właśnie nas to spotkało. Pamiętasz, jak pokazywałem Ci chmury, mówiąc, że mama patrzy na nas z nieba? Starałaś się to wszystko ogarnąć swoim krótkim doświadczeniem. Uśmiechałaś się promiennie, machając do nieba i wołając: „Patrz, tato, mama się uśmiecha". Kochanie! Moja dusza wtedy wyła, ale przyklejałem sztuczny uśmiech do twarzy. Pytałaś coraz rzadziej, a ja nie wiedziałem dlaczego.
Chyba rozumiałaś mój ból. Teraz sama na mnie patrzysz z góry. Uwielbiałaś, kiedy brałem Cię na ręce i wznosiłem jak najwyżej. Byłaś, jesteś i będziesz moim ukochanym dzieckiem. Całą swoją miłość przelałem na Ciebie. Byłaś bardzo podobna do mamy – czasami nienawidziłem Cię za to, a jednocześnie kochałem. Kiedy się tuliłaś w moich ramionach, kiedy bawiliśmy się w berka, zawsze widziałem ją. Byłyście do siebie tak podobne. Byłaś tak radosnym dzieckiem. Uczyliśmy się żyć na nowo, każde z nas na swój sposób, bez tej trzeciej osoby. Błądziliśmy po omacku, szukając szczęścia w potwornym bólu. Teraz wiem, że przeżywałaś ból po swojemu. A ja znowu Cię zawiodłem. Nie potrafiłem sobie poradzić z myślami, że kiedyś znów zostanę sam.
Nie wiedziałem wtedy, że Bóg planuje to tak szybko. Z wolą Boga zawsze przegrywałem. Nie było szans na kompromis. Byłem zbyt zadufany w sobie, buntując się i szukając innej drogi, nie chciałem zrozumieć. Chyba ciągle nie rozumiem... Co ja miałem Ci mówić, kiedy robiłaś się smutna w parku, gdy inne dzieci spacerowały z mamami? Pamiętasz jesienny dzień, kiedy podarowałaś mi w parku liście klonu, twierdząc z uporem, że one potrafią mnie rozweselić? Rozbawiłaś mnie tym tekstem. A nasze wygłupy, gdy się przekomarzaliśmy? Tak, kochanie... to był nasz świat, skurczony, ale nasz. Tak nam było lżej żyć. Zostałaś moją królową. Rozpieszczałem Cię, jak tylko potrafiłem, a ty oczekiwałaś ode mnie po prostu zwykłej ojcowskiej miłości.
Nauczyłaś mnie, Córeczko, tej siły, którą nosiłaś w sobie. Miałaś siłę, aby godnie znosić swoje cierpienia i jeszcze, aby pocieszać ojca, który nie potrafił ukryć buntu. Powtarzałaś: „Tatusiu, ja wyzdrowieję". Dlaczego tak mówiłaś? Dałaś mi nadzieję. Ja ją tam w sobie pielęgnowałem i podlewałem każdej nocy obfitymi łzami. Ty wiedziałaś, że umierasz, prawda? Chyba znowu nie rozumiałaś czegoś, co się dzieje, ale byłaś pogodzona z rzeczywistością. Zdałaś celująco egzamin ze swojego krótkiego życia. A przecież miałaś wkrótce iść do szkoły, potem na studia. Miały być pierwsze randki i mąż. Ja bym z pewnością grał oburzonego ojca, a ty buntowniczą córeczkę. Miałem tyle planów... Byłoby fajnie wiedzieć, że jesteś gdzieś na wyciągnięcie ręki. To moja wina. Mówiłaś, że boli Cię główka, a ja myślałem o miliardzie innych spraw. Mało dostrzegałem Ciebie. Przez egoizm nie zainterweniowałem na czas. Zabijałem Cię powoli. Diagnoza nie pozostawiała złudzeń. Wyrok bez nadziei. Lekarze mówili, że mogę liczyć na cud. Dlatego zagrałem z Bogiem. A on miał już plany. Teraz to widzę. Balansowałem na krawędzi rzeczywistości. Ukrywałem przed Tobą łzy, kochanie. Tak bardzo chciałem być dobrym ojcem, że przegapiłem Twoją chorobę. Kiedy w szpitalu pytałaś, co płynie w rurkach, ja mówiłem, że lekarstwo. Pamiętasz? Patrzyłem, jak zabijają Cię na moich oczach. Nie skarżyłaś się, byłaś taka dzielna. Widziałem uchodzące z Ciebie życie i prosiłem Boga, aby zabrał mnie. A Bóg milczał. W białej szpitalnej sali zaczęłaś nagle pytać o niebo, czy umieranie boli. Kochanie, teraz znasz odpowiedź. Pogrzebu prawie nie pamiętam. Tak musiało być, abym nie postradał rozumu. Maleńka, biała sosnowa trumienka, las ludzi, pamiętam czyjeś łkanie i potem długie nic.
Twój pokoik jest do dzisiaj taki, jakim go opuściłaś, gdy wyjeżdżałaś na ostatnią chemię. Jest w nim Twój ukochany miś – Kubuś, są zasuszone liście z naszego spaceru i Twoje zdjęcia. I jest przeklęta cisza, której tak nienawidzę. Rzadko tamwchodziłem. Bałem się otwartych drzwi i przeklętej ciszy zaczarowanej w moich oczekiwaniach. Nie zawsze miałem siłę, aby wierzyć, że stanie się cud.
Jestem tutaj, aby znowu się z Tobą pożegnać, na swój sposób. Nigdy nie nauczę się z tym żyć, to już wiem. Zresztą ja już od dawna nie żyję. Proszę o jedno. Wybacz mi, Kochanie, i wybacz mamie. Scenariusz naszego życia nie przewidywał takiego zakończenia. Ale to nie my go pisaliśmy.
Ja po Twojej śmierci popadłem w obłęd. Nie wiem, dlaczego to robiłem.
Chodziłem po parku, po którym stąpały twoje małe nóżki. Nie chciałem tego robić.
Nie mogłem patrzeć spokojnie na szczęście innych.. Pamiętam twarz pierwszej dziewczynki i jej delikatne pytanie – dlaczego? Nie chciałem, aby cierpiały. Zawsze wybierałem podobne do Ciebie i mniej więcej w Twoim wieku. Po śmierci pierwszej poczułem się lepiej, chociaż przez parę nocy mi się śniła. Złapano mnie po paru miesiącach. Nie byłem ostrożny. Sąd nie rozumiał, że robiłem to, aby nie cierpiały jak Ty. Skierowano mnie do szpitala psychiatrycznego, a potem do więzienia.
Dwadzieścia pięć lat w celi nie zmieniło mnie tak bardzo, jak powinno. Wierzyłem, że to moja misja. Kiedy opuściłem mury więzienia, wiedziałem, że będę robił to dalej. I stał się cud. W momencie kiedy przestałem w niego wierzyć i na niego czekać... Poszedłem do parku, szukając Ciebie. I znalazłem. Dziecko było z mamą. Była ubrana w jasny płaszczyk i niebieskie kalosze. Miała niebieskie oczy i była taka radosna. Stałem nieopodal, czekając na ten moment, kiedy będę mógł jej pomóc. Stałem, czekałem i patrzyłem. W pewnej chwili dziecko spojrzało na mnie i wyczytałem w jej oczach miłość. Wyczytałem w nich Twoje spojrzenie i prośbę – nie rób tego. Chyba zemdlałem. Nie wiem, jak długo tam leżałem. Byłem ukryty za kępą modrzewi, prawie niewidoczny. Poczułem ulgę. Świat nagle dał mi jasną odpowiedź.
Zrozumiałem, kochanie...dlatego tutaj jestem. Muszę to zakończyć. Zobacz, co mam. To pistolet. Wiem, że zwykły i nabyty nielegalnie, ale czy to ważne? Za chwilę będziemy razem. Ty jesteś aniołem, a ja diabłem, ale może spotkamy się gdzieś po drodze? Ja, Ty i mama. Kocham Was... Czekacie na mnie? Powiedz, że czekacie.
Żegnaj, Córeczko. Kochałem Cię...

 

„Powrót ojca" – opowiadanie ukazało się w antologii „Szkice z życia" w 2012 roku.

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!