BOLESŁAW PRUS, CZYLI OD LEGENDY DO LEGENDY - ADAM MIKS
BOLESŁAW PRUS, CZYLI OD LEGENDY DO LEGENDY
Bolesław Prus (wł. Aleksander Głowacki) – pisarz, publicysta. Urodzony w 1847 roku w Hrubieszowie, zmarł w 1912 w Warszawie. Najbardziej cenię „Lalkę”, potem „Emancypantki”. Uwielbiam nowele: „Katarynka”, „Kamizelka” i „Nawrócony”.
W każdym położeniu, czy jest ono wygodne, czy niewygodne, naród powinien pracować w kierunku praw swojego rozwoju, nic nie odkładając do lepszych czasów.
Bolesław Prus
Legenda mówi, że umarł nad ranem, w dłoni trzymał gęsie pióro. Pracował nad powieścią „Przemiany”. Nigdy jej nie dokończył. Z tego powodu znalazła się w zbiorze „Nowele, opowiadania, fragmenty” wydanym przez wydawnictwo Gebethner i Wolff w roku 1935. Ostatnie słowo w tytule aż nadto krzyczy w stronę czytelnika. Tym bardziej że jedynym fragmentem w tomie jest właśnie niedokończona „Przemiana”. Pozostałe dzieła są podpisane słowem finis.
Pisarz był tytanem pracy. Panowie Gebethner i Wolff zmieścili wszystkie prace Bolesława Prusa w 26 tomach. Czego on nie pisał! Felietony, bajki, nowele, opowiadania, kroniki, recenzje. W zbiorach Prusa możemy znaleźć nawet... wiersze. Niektórzy mogą zarzucić, że są lichej jakości, w stylu częstochowskich rymów. W licealnych salach lekcyjnych mówi się o nich niezbyt głośno. Są nawet omijane głębokim milczeniem.
Lecz spójrzmy na ten fragment twórczości Prusa od innej strony. Wbrew wszystkiemu i wszystkim uznajmy, iż sam fakt podjęcia próby napisania wierszy przez Bolesława Prusa świadczy o... wielkości pisarza. Wielki autor powinien próbować sił w najróżniejszych stylach, w przeróżnych formach. Jak już wspomniałem, Bolesław Prus bardzo dobrze się poruszał w labiryncie gatunków. To, że podróżował głównie w granicach prozy, nie oznacza, że nie mógł wpaść na choćby jeden dzień w ramy poezji. Powiedzieć, że „skoczył w ramiona”, to raczej za dużo. Nie Bolesław Prus.
A jednak należy się szacunek dla samych prób. Podziw wzbudza również walka z chorobą, z którą pisarz się zmagał przez całe życie. Nie zastanowił Was, czytelnicy, fakt, że Prus w „Lalce” opisał tylko fragment Warszawy? A także niewielką część Paryża, do którego wybrał się Wokulski? Wyjaśnienie jest proste: Prus cierpiał na agorafobię. Irracjonalny strach przed przebywaniem na otwartej przestrzeni nie pozwolił mu na odwiedzenie prawej strony stolicy Francji. Prawdopodobnie również nie spacerował zbyt długo warszawskimi ulicami. Pamiętam relację, w której opisywano, że aż 3 kompanów Prusa musiało brać go pod pachy, aby pisarz mógł przejść przez bramę kamienicy, w której mieszkał.
Wielkość twórcy „Lalki” polega również na odtwarzaniu na papierze tego, co się zobaczyło. To nie prawda, że opis miasta może być zmyślony. Trzeba być dokładnym, ba – wręcz drobiazgowym. Należy posługiwać się niczym innym jak realizmem połączonym z naturalizmem. Bodajże to właśnie Prus jako pierwszy w Polsce, a drugi w Europie (po Emilu Zoli) zastosował tę metodę. Warto w tym miejscu wspomnieć powieść „Brzuch Paryża” tego francuskiego pisarza. Kto odważny, niech spróbuje porównać pewne partie tego dzieła z „Lalką”. Podobno widać wpływ powieści paryżanina na pióro warszawianina.
Z pewnością informacje o Warszawie zawarte w „Lalce” są jedynymi takimi w literaturze polskiej. Przed Prusem nikt, a po nim niewielu pisarzy, tak jak on, zapisało stolicę Polski na kartach jakiejkolwiek powieści. Warszawa jest także tłem w powieści „Emancypantki”. I co ciekawe, oba teksty ukazują miasto prawie w tym samym czasie, w latach 80. XIX wieku („Lalka” dzieje się 8 lat wcześniej). Perspektywa ukazania miasta jest jednak różna. W „Lalce” mamy wąskie uliczki przy Krakowskim Przedmieściu. „Emancypantki” zaś pokazują Warszawę od strony Wisły. Kto czytał, powinien zrozumieć aluzję. A ci, którzy nie mieli książki w ręku, oczywiście polecam.
To była, tak mi się wydaje, ciężka praca dla Prusa – poznawać Warszawę. Przy agorafobii nie wychodził ot tak na spacerek, by zwiedzać miasto – zwłaszcza te odległe krańce. Brzeg Wisły, czy ten z lewej strony, czy ten widoczny z Pragi, to jednak (za czasów pisarza) wyprawa na cały dzień. Myślę, że nie obyło się bez pomocy. Prawdopodobna pomoc miała na imię dorożka. Czy była zaczarowana? Gałczyński co prawda miał na myśli Kraków, gdy pisał owe nieśmiertelne strofy, w których zaznaczył magiczne moce pojazdu konnego. Może jednak i w Warszawie zdarza się co jakiś czas noc, podczas której naprawdę dzieją się zaklęte chwile? Tego nie wiem. Można jednak przypuszczać, że w dniu śmierci Bolesława Prusa wydarzyło się coś czarodziejskiego, niewiarygodnego.
Gdy umiera ktoś nieprzeciętny, rodzą się anielskie skrzydła. Tak chce legenda. Ponoć są one zwiastunem. W przypadku Bolesława Prusa – zwiastunem nieśmiertelności. Amen.
Korzystałem z publikacji „Prus. Śledztwo biograficzne” Moniki Piątkowskiej. Fakty oplotłem jednak swoim własnym wyobrażeniem, mitem i dywagacjami o Bolesławie Prusie.
Władysławowo – Warszawa, 5.08.2023 rok.