For The Most Beautiful One

OST:

Opis:

Michał Lipka

GRECKA BOGINI MOJA ZIOMÓWKA

 

Zespół Eris Is My Homegirl doskonale zapamiętałem z występu w „Must Be The Music”. Był bowiem bodajże jego najjaśniejszą gwiazdą ówczesnej edycji - co samo w sobie nie byłoby zbyt wielkim osiągnięciem, bo większości finalistów tego programu najzwyczajniej w świecie nie jestem w stanie słuchać, gdyby band, na całe szczęście, nie okazał się naprawdę dobry. A przecież fanem metalu nie jestem. Tak czy inaczej jednak, nie spieszyło mi się do sięgnięcia po ich płytę, ale w końcu - jak widać - trafiła w moje ręce i... No właśnie, i co? Sam nie jestem do końca pewien. Z jednej strony nawet mi się podobało, z drugiej to już nie to, co na scenie show. Ale po kolei.

 

Treść. Bo piosenki to przecież nie tylko muzyka (choć zastanawiam się czy metalowi rzeczywiście potrzebny jest tekst, skoro wszystkie screamy, growle i im podobne wokalne tricki sprawiają, że nie wiadomo o czym właściwie krzyczy do mnie człowiek na wokalu; nieartykułowane wyrażanie treści, którą chce się przekazać byłoby o wiele ciekawsze). O czym są więc teksty na płycie? O wszystkim, i o niczym. Głównie o życiu, z nutą prób filozofowania. O miłości, przyjaźni, problemach, zdradzie… O rzeczach wielkich, rzadziej małych. Treścią się nie zachwycę, bo pod tym względem piosenki zachwycają mnie rzadko – słucham więc Jacka Kaczmarskiego, słucham Pidżamy Porno, Strachów na Lachy i różnych projektów Kazika, bo oczekuję głębi, tekstów, nad którymi mógłbym przysiąść na dłużej, które mogę analizować i przetrawiać. Dla mnie muzyka to ostatni nośnik poezji, bo współczesne wiersze zabijają to, czym poezja być powinna. Z tej przyczyny treść piosenek Eris na kolana mnie nie powala, ale jednocześnie doceniam, że nie są one tak puste, jak choćby popowe (że już o disco i disco polo nie wspomnę) kawałki.

 

Tyle o „treści”, przejdźmy więc do, przynajmniej z mojej perspektywy, najważniejszego pytania, czyli: dlaczego piosenki na tej płycie podobają mi się mniej, niż te znane ze sceny „Must Be The Music”? Ponieważ to, co widziałem w tym programie było surowe, może niedopracowane, ale pełne pasji. Chłopaki, kolokwialnie mówiąc, młócili i krzyczeli bez wprawy, ale miało to swój urok. Byli nieoszlifowanym może nie diamentem, ale na pewno szlachetnym kamieniem – z tym, że jak każdy kruszec, po poddaniu obróbce, stracili swoje pierwotne, indywidualne cechy. I to widać po tej płycie. Eris Is My Homegirl, zespół, który swą nazwę wziął od greckiej bogini niezgody i chaosu, ale postrzeganych także w twórczym sensie, ów chaos zgubił. Grają metal, jaki mają do zaoferowania wszyscy inni, nieszczególnie mocny, pełen typowo amerykańskich naleciałości (spokojne, liryczne, popowe refreny… nie znoszę czegoś takiego). Jest to dobrze wykonane, spodoba się miłośnikom takiego podejścia, ale dla mnie metal powinien być ciężki, brutalny, drażniący nerwy i niepokojący. Tu, nawet jeśli taki bywa, wycisza się gdy zaczyna się śpiew rodem z list przebojów.

 

Poza tym poszczególnym kawałkom brakuje też pewnej różnorodności. To jednak cecha wspólna dla metalu i tylko nieliczne, a zarazem najlepsze zespoły, potrafią przełamać tę tendencję. Chłopaki z Eris Is My Homegirl tego nie zrobili, ale jednocześnie szukają, eksperymentują, może jeszcze trochę boją się wyjść poza to, co popularne, znaleźć swoją indywidualną drogę, niemniej ich muzyka jest dobra rzemieślniczo. To jeszcze nie artyzm, ale jak na debiut nie jest źle.

Ocena: 4/6

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

For The Most Beautiful One

Dodatkowe informacje:

  • Tytuł Oryginalny: For The Most Beautiful One
  • Wykonawca/y: Eris Is My Homegirl
  • Gatunek: Metal
  • Dystrybutor: Sonic Distribution
  • Premiera (Świat): 2016-07-01
  • EAN: 5901844917033
  • Nośnik: CD
  • Filmowe: Filmowe
  • Track Listing: Track Listing
  • 1: Creation
  • 2: Light And Air [3:01]
  • 3: The Kingdom Of Sea And Hell [4:35]
  • 4: Heroes [3:30]
  • 5: Labyrinth [4:12]
  • 6: Andromeda [4:20]
  • 7: White Stigma [3:41]
  • 8: Crime And Punishment [4:08]
  • 9: Everything For Nothing [3:24]
  • 10: The One Who Fell [3:36]
  • 11: Maybe, Someday… [4:16]
  • 12: The Weakest Point [3:12]
  • 13: The End Is The Beginning [3:29]

Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!