Wszystkie Moje Rewolucje
Doris
„Ale czy nie jest tak, że prawda pamięci to prawda szczególna. Pamięć wybiera, usuwa, wyolbrzymia, umniejsza, wysławia, oczernia. Kształtuje własną wersję wydarzeń, przekazuje własną rzeczywistość”.
„Wszystkie moje rewolucje” jest jak wartka rzeka, którą dość często musimy płynąć pod prąd wydarzeń, ku ich źródłu, tam bowiem prowadzą nas liczne reminiscencje. Bez nich byłoby nam trudno zrozumieć całą historię. Z każdym kolejnym flashbackiem poznajemy bliżej irańską rodzinę Sadrów. Sara - matka, Lejla i Mina – siostry, Dariusz – ojciec rewolucjonista, Matka, ponumerowani od 1 do 6 stryjowie, Montazemolmolk – legendarny przodek, od którego wszystko się zaczęło –rozpychają się łokciami, każde z nich bowiem ma do opowiedzenia własną wizję rodzinnej opowieści, rozdeptują więc ścieżki pamięci milczącej kobiety, cierpliwie czekającej na swoją kolej przed gabinetem w klinice zapłodnienia. Zapatrzona we własne wnętrze, przenoszone w różne rejony minionych lat, Kimja ściska w ręku tubę z rozmrożonym nasieniem, w nadziei, iż nareszcie zostanie matką. Jest prawnuczką błękitnookiej dziewczynki urodzonej w XIX wieku w haremie przez jedną z kilkudziesięciu nałożnic agi chana. Między tymi odległymi punktami swobodnie płynie historia Iranu, od rewolucji konstytucyjnej 1906 roku, przez zamach stanu 15 lat później, aż po opresyjne rządy islamistów, znów skrywające kobiety pod burką i odbierające im prawa człowieka. Defiluje przed nami niekończący się, spływający krwią Irańczyków rząd zdeprawowanej, despotycznej władzy, rozgrywają się kolejne rewolucje, a wraz z nimi, tym samym nurtem, podąża historia licznej rodziny.
Nie jest to autobiografia, choć w sumie równie dobrze mogłaby nią być. Rodzice autorki również aktywnie działali w opozycji przeciwko irańskim reżimom. Hołdujący idei wolności i człowieczeństwa nie mogli pogodzić się z tyranią zarówno rządów świeckich, jak później religijnych. W końcu, podobnie jak bohaterowie powieści, zmuszeni byli wyemigrować do Francji – krainy idealnej, ze snów i wyobrażeń, która ich mocno rozczarowała. Z pewnością sporo skojarzeń i obrazów Negar Djavadi wydobyła z osobistych wspomnień. Poruszamy się więc stale między Iranem i Francją, między baśniowym dzieciństwem rodem z 1001 nocy, coraz bardziej przez dziecko rozumianą opresją państwa i późniejszym lodowatym wyobcowaniem imigranta, który próbuje wpasować się w nową dla niego rzeczywistość.
Mieszanka tematów, bogato zilustrowane sylwetki bohaterów i wnikliwe spojrzenie w ich wnętrza, stany psychiczne, nastroje i pragnienia ludzi, których machina historii popycha wbrew ich woli w kierunku, którego nie planowali. Autorka sprawnie porusza się pośród tej wielości wątków, zmian czasu i perspektywy, perfekcyjnie nimi zarządza, rozpinając przed nami barwny, pełen historii gobelin, utkany spójnie, z dużym talentem.
„Irańczyk tkwi zamknięty w egzystencjalnym, codziennym dylemacie: „Mówić albo umrzeć”. Negar Djavadi mówi więc, pięknie i zajmująco, stara się nadążać za napływającymi falami obrazów, wytłumaczyć nam skomplikowaną rzeczywistość Iranu na przestrzeni ostatnich ponad stu lat. Udaje się jej to na tyle, że w obliczu prawdy i krytyki zawartej w napisanej 10 lat temu powieści, w Iranie nadal utrzymywane jest na nią embargo, pozostaje tam nieprzetłumaczona i niemal nieznana.
Kajmi czekając w klinice pozwala taśmie wspomnień swobodnie się przewijać. Czemu akurat teraz? Lada chwila będzie miała w swoim łonie zalążek nowego życia, spełni się jej największe marzenie. Pamięta jak trudno było jej samej zaaklimatyzować się we Francji, jak inna się czuła, całkiem nie na miejscu, jak daremnie poszukiwała w pamięci zwykłych pojęć, oczywistych dla francuskich dzieci, które w tym języku dorastały. Aż w końcu zrozumiała, że „po to by się zintegrować z jakąś kulturą, trzeba się najpierw odłączyć od własnej. Oddzielić się, zdezintegrować, rozpaść”. Dotychczas się to jej nie udawało. Mówi: „Stale gonię teraźniejszość. Ale teraźniejszość nie istnieje. Jest jedynie antraktem, przelotnym wytchnieniem, które w każdej chwili mogą przegnać, zniszczyć, zetrzeć na proch, wyłaniające się z przeszłości dżiny”. Teraz jest odpowiednia chwila, by spróbować raz jeszcze, by dla mającego się urodzić dziecka zawrzeć pakt o nieagresji pomiędzy tym co było, a tym co przed nimi, zrobić miejsce na nowe życie tutaj, we Francji. Przyjdzie jeszcze czas na przekazanie irańskiego dziedzictwa, lecz by tak się stało, sama musi je sobie uporządkować i zamknąć w odpowiednich przegródkach.
Powieść jest obszerną, wielopokoleniową sagą, jednak historię rodziny poznajemy w sposób zupełnie nielinearny, tak jak się ona układa w głowie Kajmi, teraz już Kam albo Kimi. Była wówczas dzieckiem. Co prawda dzieckiem, które wiele przeszło, widziało głośne demonstracje, pistolet przystawiony do skroni ojca, pamięta huk bomby wrzuconej do mieszkania, lęk podczas wędrówki w stronę irańsko-tureckiej granicy. Część wspomnień Kajmi możemy skonfrontować z relacją jej matki, w której zapiskach wybrzmiewa cały lęk i jednocześnie determinacja, jakie towarzyszyły jej podczas ucieczki z Iranu i wkraczania w niewiadomą przyszłość. Wszystkie pamiątki, zdjęcia, zostawiła za sobą. Jak jednak oczyścić z tęsknoty serce, którego zostawić przecież nie mogła?
Zyskali złudne poczucie bezpieczeństwa w zamian za więzi z rodziną, kulturą, tradycją, z wszystkim co wyznacza tożsamość, ukorzenia człowieka, daje mu zaplecze na dalsze życie. Na obczyźnie każdy z nich radzi sobie z osamotnieniem i wykluczeniem w inny sposób, albo po prostu sobie nie radzi. Negar Djavadi roztoczyła przed nami całe spektrum takich usiłowań, wiarygodnych, przedstawionych z empatią i zrozumieniem. Syndrom uchodźcy, niegodnego korzystać z udogodnienia ruchomych schodów, przemykającego ulicami ze spuszczonymi oczyma, goniącego czy uciekającego? Nie wiadomo. Małomównego, byle nie zdradzić się z obcym akcentem. To dokuczliwe piętno.
„Wszystkie moje rewolucje” to powieść głęboko humanistyczna, oswajająca wszelką inność, pokazująca, jak trudno niekiedy pogodzić się z własną tożsamością, a co dopiero odkryć ją przed innymi. „Wszystkie moje rewolucje” to istny konglomerat zagadnień i fabuł, mieści w sobie elementy powieści historycznej, psychologicznej analizy, silne akcenty społeczno-polityczne z domieszką sensacji i głęboką nutą orientalnego posmaku. Jest zarazem współczesna i zanurzona w bliskowschodniej tradycji, i to zderzenie dwóch zupełnie różnych światów jest dojmujące nie tylko dla bohaterów, którym niełatwo się przestawić, ale też dla nas, świadomych całkowitej ich nieprzystawalności. Ponoć fabuła jest fikcyjna, za to jakże prawdopodobna, być może po części zaczerpnięta z rzeczywistych biografii.
Ileż to rewolucji przeżyła Kimja? Trudno zliczyć. Pod uwagę musimy wziąć zarówno przewroty polityczne w Iranie, jak też rodzinne zawirowania, a także, wcale nie mniej dotkliwe, te bardzo osobiste. Problemy płci, depresji, alienacji, pragnienie macierzyństwa – wszystko z czym duża część populacji sobie nie radzi. Zabójstwa, aresztowania, tortury, zamachy, ucieczki i ukrywanie się – to nazbyt wiele, jak na jedną rodzinę, która do tego zostaje rzucona daleko od dającej poczucie bezpieczeństwa rozgałęzionej familii. Poczucie wyobcowania zamiast ich scalić, oddala od siebie pięcioosobowy rodzinny organizm, każąc każdej z jego odnóg w pojedynkę dryfować korytarzami nie do końca rozumianego, zagmatwanego, obojętnego na ich los francuskiego labiryntu.
Informacje:
-
Autor:Negar Djavadi
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Społeczno-Obyczajowa, Historyczna
-
Tytuł Oryginału:Désoriental
-
Język Oryginału:Francuski
-
Przekład:Katarzyna Marczewska
-
Liczba Stron:448
-
Rok Wydania:2025
-
Wymiary:125 x 205 mm
-
ISBN:9788383960234
-
Wydawca:Czarne
-
Oprawa:Miękka
-
Miejsce Wydania:Wołowiec
-
Ocena:6/6