RELLAH
Podchodząc do literatury stanowiącej bezpośrednie rozszerzenie popularnych uniwersów znanych z gier wideo, zazwyczaj uzbrajam się w gęstą tarczę sceptycyzmu. Praktyka pokazuje bowiem, że większość tego typu pozycji to produkty pisane na kolanie – tanie odcinanie kuponów od znanej marki, których jedynym celem jest bezczelne wyciągnięcie gotówki z portfeli najwierniejszych fanów. Spodziewałem się, więc rzemieślniczej katastrofy, jednak Noc Smoka autorstwa Richarda A. Knaaka okazała się pozycją niezwykle niejednoznaczną. To książka stanowiąca dziwny kompromis pomiędzy wyśmienitym warsztatem pisarskim a głęboko rozczarowującą i momentami bezmyślną strukturą fabularną.
Zaczynając od pozytywów, największe zaskoczenie przyniosła mi sama warstwa warsztatowa. Knaak operuje piórem z zaskakującą dojrzałością. Udało mu się odnaleźć doskonały, złoty środek pomiędzy surowym, minimalistycznym stylem Hemingwaya a przesadnie rozwlekłą, popadającą w gotycki patos narracją, która jest grzechem głównym wielu współczesnych autorów fantasy. W tekście nie ma miejsca na tak zwane „lanie wody” czy samolubne paragrafy pisane tylko po to, by autor zachwycał się brzmieniem własnych zdań. Każdy opis ma swoje przeznaczenie – wprowadza czytelnika w ponury, ciężki klimat Grim Batol bez niepotrzebnego spowalniania rytmu prozy. Na osobną uwagę zasługują fantastycznie wyreżyserowane starcia. Batalistyka w wykonaniu Knaaka jest dynamiczna, mięsista i pełna napięcia – do tego stopnia, że w trakcie lektury rzeczywiście można zacząć wątpić w szczęśliwy finał potyczek.
Interesująco wypada również sposób, w jaki autor podszedł do wykreowania postaci. Choć na pierwszy rzut oka mamy tu do czynienia ze sztampowym zestawem erpegowych archetypów, Knaak tchnął w nie wystarczająco dużo ludzkich sprzeczności, by obronić je przed banałem. Krasus, będący uosobieniem sędziwej mądrości, nie jest bezbłędny i popełnia brzemienne w skutkach pomyłki. Porywczy, młody Kalec potrafi zdobyć się na bezinteresowne poświęcenie, a doświadczony w bojach, twardy warrior Rom ujawnia zaskakująco wrażliwą stronę. Nawet będąca symbolicznym uosobieniem niewinności Irini potrafi zabić z zimną krwią, gdy sytuacja zaczyna tego wymagać. Zamiast płaskich klisz dostajemy zatem żywe, reagujące na bodźce postaci.
Niestety, czar pryska w momencie, gdy przyglądamy się tej historii przez pryzmat przynależności do świata Warcrafta. Dla osoby znającej to uniwersum, konstrukcja opowieści bywa potężnym rozczarowaniem. Największy zarzut mam do traktowania ciągłości fabularnej i rozwoju znanych bohaterów. Rhonin i Vereesa, których relację śledziliśmy w Dniu Smoka, nagle pojawiają się w zupełnie nowym miejscu swojej życiowej drogi bez zaoferowania czytelnikowi chociażby emocjonalnego mostu, który pokazałby, jak do tego doszło. Co więcej, obiecujące nowe postaci, takie jak kapitan Marcus Windthorne na pokładzie Podmuchu Burzy, zostają wprowadzone z dużą pompą tylko po to, by chwilę później wyrzucić je na śmietnik historii niczym murlocze odchody.
Sama struktura głównego konfliktu przypomina momentami uderzanie głową w mur i liczenie na to, że mur w końcu się podda. Schemat przebiegu wydarzeń jest nużąco powtarzalny: nasi bohaterowie rzucają się na wroga, zostają dotkliwie pobici, uwięzieni lub pozbawieni przytomności, po czym w bliżej nieokreślony sposób zbierają siły tylko po to, by natychmiast powtórzyć ten sam, zakończony klęską manewr. Ten pętlowy chaos sprawia, że przez dobrą połowę książki zamiast zatopić się w lekturze, szukałem wymówek w postaci obowiązków domowych, byle tylko odłożyć powieść na półkę. Co prawda w ostatniej ćwiartce akcja wreszcie wchodzi na właściwe tory i zaczyna prawdziwie angażować, ale niesmak po wcześniejszym ślamazarnym brnięciu przez fabułę pozostaje.
Otrzymujemy więc dzieło o dwóch całkowicie różnych obliczach. Z jednej strony to znakomicie napisana, sprawnie poprowadzona i świetnie zbalansowana pod kątem językowym powieść rzemieślnicza. Z drugiej – potwornie wtórna, momentami bezsensowna i chaotyczna pozycja franczyzowa, która zawodzi jako kontynuacja losów uwielbianych bohaterów.