Księga Wszystkich Dusz Tom 3  Księga Życia — okładka lub ilustracja
Kliknij, Aby Powiększyć

Księga Wszystkich Dusz Tom 3 Księga Życia

Czas Czytania: Około 5 min

Informacje O Książce

Twórcy I Treść

Tytuł Oryginału
The Book of Life
Przekład
Anna Reszke

Wydanie I Dystrybucja

Rok Wydania
2025
ISBN
9788368591194
Wydawca
Mag
Miejsce Wydania
Warszawa

Parametry I Szczegóły

Cykl
Księga Wszystkich Dusz Tom 3
Język Oryginału
Angielski
Liczba Stron
648
Wymiary
140 x 220 cm
Oprawa
Twarda, barwione brzegi

Recenzja:

Zaczytani_w_marzeniach

Są książki, które przeczytamy, odłożymy na półkę i po pewnym czasie o nich zapomnimy. Są też takie, które wchodzą w nasze życie tak głęboko, że po latach nie potrafimy już oddzielić ich historii od własnej. „Księga życia” Deborah Harkness, trzeci tom serii „Księga wszystkich dusz”, należy dla mnie zdecydowanie do tej drugiej kategorii.

To nie jest zwyczajna powieść fantasy, kolejna historia o wampirach, czarownicach i świecie istot nadprzyrodzonych. To książka, która jest częścią mojej czytelniczej historii. Trafiła w moje ręce, kiedy miałam szesnaście lat, a moja przygoda z książkami dopiero się rozpoczynała. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że literatura może stać się czymś więcej niż sposobem na spędzenie wolnego czasu. Nie wiedziałam, że książka może być schronieniem, drugim światem i miejscem, do którego można uciec, kiedy rzeczywistość boli bardziej, niż chciałoby się przyznać. Właśnie wtedy odkryłam świat, w którym magia, historia, wampiry, czarownice i demony nie były tylko wymysłem autora. Dla mnie stały się przestrzenią wolności. Przestrzenią, w której mogłam na chwilę zapomnieć o realnych problemach i zanurzyć się w czymś niezwykłym.

I chyba dlatego po tylu latach nadal wracam do tej historii. „Księga życia” ma dla mnie znaczenie, którego nie da się zamknąć w liczbie gwiazdek ani zwykłej ocenie. Nie potrafię spojrzeć na nią wyłącznie jak recenzentka analizująca konstrukcję fabuły, tempo czy kreację bohaterów. Zbyt wiele wspomnień znajduje się pomiędzy jej stronami. To jedna z tych książek, które pamiętają człowieka, którym kiedyś byliśmy. Deborah Harkness stworzyła świat niezwykle bogaty, mroczny i fascynujący. Świat, w którym magia nie jest jedynie ozdobnikiem, a nadprzyrodzone istoty nie zostały sprowadzone do prostych stereotypów. Wampiry mają swoją historię, czarownice swoje dziedzictwo, demony własne miejsce w skomplikowanej strukturze świata. Wszystko jest ze sobą powiązane, a przeszłość nieustannie przypomina o swoim istnieniu.

To właśnie historia i jej połączenie z fantastyką zachwycały mnie od początku. Jako szesnastolatka chciałam przede wszystkim uciec w ten świat. Dzisiaj widzę w nim znacznie więcej. Widzę opowieść o odpowiedzialności, rodzinie, dziedzictwie, miłości i konsekwencjach wyborów. Widzę bohaterów, którzy muszą zmierzyć się nie tylko z przeciwnikami, ale również z własną przeszłością. Diana Bishop jest dla mnie jedną z najważniejszych postaci tej serii. Jej droga od kobiety, która przez lata próbowała odsunąć swoją magiczną naturę, do osoby świadomej własnej siły, jest historią o odnajdywaniu siebie. Diana nie dostaje gotowych odpowiedzi. Musi sama nauczyć się, kim jest i czego chce. Jej relacja z Matthew Clairmontem również przestaje być jedynie romansem pomiędzy czarownicą i wampirem. Ich miłość zostaje wystawiona na próbę przez przeszłość, rodzinne tajemnice i świat, który nie zawsze chce zaakceptować ich wybory. I właśnie dlatego ich historia nie jest dla mnie banalnym romansem. Jest opowieścią o tym, jak trudno stworzyć własne życie, kiedy wokół nas istnieją oczekiwania, zasady i historie napisane przez innych. „Księga życia” pokazuje, że przed przeszłością nie można uciekać w nieskończoność. Można ją przemilczeć, można próbować ją zapomnieć, można udawać, że nie ma już znaczenia. Ale ona prędzej czy później wróci. Bohaterowie muszą więc zdecydować, czy pozwolą, aby dawne wydarzenia określiły ich przyszłość, czy też odważą się napisać własną historię.

To przesłanie po latach odbieram zupełnie inaczej niż wtedy, gdy miałam szesnaście lat. Wtedy najbardziej fascynowała mnie magia. Dziś bardziej fascynuje mnie człowiek ukryty pod warstwą magii. I może właśnie dlatego powrót do tej książki jest dla mnie tak wyjątkowy. Czytam ją dzisiaj jako dorosła kobieta, ale gdzieś pomiędzy stronami wciąż odnajduję tamtą szesnastolatkę. Dziewczynę, która dopiero zaczynała swoją przygodę z książkami i odkrywała, że można mieć całe światy zamknięte w papierowych okładkach. Dziewczynę, która potrzebowała miejsca, w którym mogłaby odetchnąć od tego, co realne. I literatura jej to miejsce dała. Nie uważam, że każda książka musi być idealna, aby była ważna.

„Księga życia” również ma swoje momenty wymagające od czytelnika cierpliwości. Jest rozbudowana, pełna szczegółów, historii, bohaterów i wątków. Nie prowadzi czytelnika za rękę. Wymaga zaangażowania. Ale właśnie dzięki temu jej świat pozostaje tak sugestywny. Nie jest dekoracją. Żyje. Ma własną pamięć, własne zasady i własne rany. A kiedy historia się kończy, trudno oprzeć się wrażeniu, że żegnamy nie tylko bohaterów, ale cały świat, do którego zdążyliśmy przywyknąć. Dla mnie to pożegnanie ma jeszcze jeden wymiar. Żegnam również pewien fragment własnej młodości. Pamiętam, jak książki zaczynały zajmować coraz ważniejsze miejsce w moim życiu. Pamiętam fascynację opowieściami, które pozwalały mi przekraczać granice rzeczywistości. Pamiętam, jak świat magii i istot nadprzyrodzonych stawał się moją bezpieczną przystanią. I wiem, że gdyby nie tamte książki, być może moja miłość do czytania wyglądałaby dziś zupełnie inaczej.

Dlatego „Księga życia” nie jest dla mnie wyłącznie trzecią częścią trylogii. Jest symbolem początku. Początku przygody z literaturą, która z czasem stała się czymś znacznie większym. Była ucieczką, kiedy potrzebowałam ucieczki. Była światem, kiedy mój własny świat wydawał się zbyt trudny. Była miejscem, do którego mogłam wrócić bez względu na to, co działo się wokół mnie. I może właśnie dlatego dzisiaj, po latach, nadal potrafię otworzyć tę książkę i poczuć tę samą magię. Oczywiście jest ona już inna. Mniej naiwna, bardziej świadoma, może nawet bardziej bolesna. Ale wciąż prawdziwa. Bo są historie, które czytamy oczami, a są takie, które czytamy całym sobą. „Księga życia” należy do tych drugich. Nie wiem, czy gdybym przeczytała ją po raz pierwszy dzisiaj, bez całego bagażu wspomnień, zachwyciłaby mnie w dokładnie taki sam sposób. I właśnie w tym tkwi jej wyjątkowość. Ona nie istnieje dla mnie tylko jako książka. Istnieje jako wspomnienie. Jako początek. Jako część dziewczyny, którą kiedyś byłam. Jako dowód na to, że czasami fikcyjny świat może uratować w nas coś bardzo prawdziwego.

Dlatego kiedy odkładam „Księgę życia” na półkę, nie mam poczucia, że kończę czytać historię. Mam poczucie, że na chwilę zamykam drzwi do świata, który przez lata był mi bliski. Ale wiem, że te drzwi nigdy nie zostaną zamknięte naprawdę. Wystarczy otworzyć książkę, a wszystko wróci: magia, historia, tajemnice, wampiry, czarownice i ta niezwykła przestrzeń, w której kiedyś jako szesnastoletnia dziewczyna mogłam schować się przed światem. I właśnie dlatego „Księga życia” jest dla mnie czymś więcej niż powieścią. Jest kawałkiem mojego życia zapisanym między kartkami. Przypomnieniem, że czas płynie, my się zmieniamy, dorastamy, przechodzimy przez kolejne doświadczenia, ale pewne książki pozostają w nas na zawsze. Nie dlatego, że są doskonałe. Dlatego, że pojawiły się w naszym życiu dokładnie wtedy, kiedy były potrzebne. A tę książkę spotkałam wtedy, gdy miałam szesnaście lat i dopiero uczyłam się, czym jest miłość do literatury. Dzisiaj wiem, że tamto spotkanie nie było przypadkowe. Bo czasami książka nie tylko opowiada nam historię. Czasami pomaga nam przetrwać własną.

Dodaj komentarz

Wyślij