Teoria Ruchów Vorbla
Alex9
Vorbla, mężczyznę w średnim wieku, poznajemy w trakcie badań lekarskich – nie przebiegają tak, jak mógł się spodziewać, ale też od rana widział zwiastuny, że tego dnia do udanych nie zaliczy. Rytuał poranny, celebrowany od lat, został zakłócony; wracając teraz do tego, co wydarzyło się rano, bohater korzysta z okazji, by cofnąć się do przeszłości swojej i rodziny. W ten sposób poznajemy historię jego rodziców, teściów – i jego samego. Wspomnienia nie są zbyt przyjemne, ale ukazują ludzi takimi, jacy byli i są. Bez upiększeń, z wszystkimi mało chwalebnymi szczegółami, osadzonych w rzeczywistości, w której funkcjonują i która ma na nich wpływ, chociaż jest jakby przez nich niedostrzegana. Każdego z bohaterów pokazano przez wydarzenia mające wpływ nie tylko na jego życie, lecz i na ludzi z jego otoczenia. Mimo braku wzajemnej bliskości poczynania każdej postaci mają istotne znaczenie dla życia najbliższych, chociaż oni tego nie zauważają. Historia poznania się rodziców Vorbla znajduje odzwierciedlenie w jego życiu – powtarza za nimi taki sam schemat; czy, gdyby znał przeszłość, doszłoby do tego? A może od drugiej strony: czy gdyby rodzina jego żony była nią rzeczywiście, a nie zbiorem jednostek współegzystujących pod jednym dachem, spotkaliby się kiedykolwiek i skopiowali poczynania rodziców? Brak kontaktu między pokoleniami wydaje się tu główną przyczyną oddalenia, jednak by ono zaistniało, musiałaby w przeszłości ta bliskość zaistnieć – w tym wypadku raczej daje się zaobserwować tylko działanie przypadkowego mechanizmu, kontynuowane dla korzyści, które wcale nie następują.
Saga rodzinna czy raczej zaprzeczenie wartości z nią – rodziną – wiązanych są treścią "Teorii ruchów Vorbla"? Może jedno i drugie, chociaż autor przewrotnie ukazuje podstawową komórkę społeczną, a zamiast wzajemnego wsparcia i uczuć – wyobcowanie i obojętność. Łatwość zapominania ludzi to cecha wspólna wszystkich członków tej rodziny; tak jakby wypierali ze świadomości niewygodne fakty i zdarzenia.
Niespodziewanie dla siebie przedstawiciele kilku pokoleń zbierają się przy jednym stole. Do skutku dochodzi coś, co nigdy nie miało się zdarzyć – choć powinno. Mebel zgromadził wokół siebie ludzi, tak jak nic wcześniej w ich przeszłości; zbieg okoliczności? los tak chciał? Wychodzą przy nim na jaw skrywane pilnie tajemnice, daje też schronienie, którego nie mogły dać chore więzy rodzinne. Mebel w przeciwieństwie do rodziny był rzeczywisty i widoczny, chociaż też zapomniany jak ona.
Czym jest tytułowa "Teoria ruchów Vorbla"? To teza ruchów Browna przeniesiona na grunt społeczny – zamiast pyłków zderzających się i miotających w niekontrolowanej wędrówce w zawiesinie są tu ludzie, a ową zawiesiną jest życie. Każda akcja ze strony jednego człowieka ma swoją reakcję w poczynaniach innej osoby i tak jak tam nie widać cząstek oddziałujących na pyłki, tak tu nie zauważa się siły sprawczej, ludzkiej aktywności działającej na życie innych. Jedyne, co można obserwować, to czyny pojedynczego człowieka, które wydają się nielogiczne i pozbawione sensu, chociaż miały swe źródło w poczynaniach otoczenia mniej lub bardziej bliskiego.
LadyBoleyn
Nie lubię czytać poradników ani też książek psychologicznych – nie przemawiają do mnie autorzy, którzy najczęściej zjawiska, powiązane z ludzkimi problemami, przypisują całemu społeczeństwu. Zawsze, gdy czytam długie monologi oraz porady, jak jednostka powinna funkcjonować wśród ludzi, odnoszę wrażenie, że dany pisarz próbuje mnie ocenić i zmienić na siłę moje życie. Mam natomiast słabość do autorów, którzy tworzą książkę, z jasno zarysowaną fabułą, w której występują bohaterowie, swoim postępowaniem ukazujący rzeczy złe i dobre. Taką powieścią jest „Teoria ruchów Vorbla" Tomasza Białkowskiego.
Głównym bohaterem wyżej wskazanej książki jest Vorbl – mężczyzna w średnim wieku, którego poznajemy w trakcie badań lekarskich. Na co dzień Sebastian, bowiem tak brzmi jego imię, pracuje jako fizyk i wiedzie dosyć spokojne życie, u boku swojej żony i kochanki, traktującej go przedmiotowo. Wizyta w szpitalu sprawia, że zaczyna reasumować swoją dotychczasową egzystencję, ujawniając tajemnice oraz wariacje, które wystąpiły podczas ostatnich pięćdziesięciu lat. Zwierzając się, wspomina wydarzenia z przeszłości, będące powiązane z jego rodziną – żoną, rodzicami i teściami. Jak się okazuje – niespełnione ambicje ojca oraz nie do końca udane małżeństwo miały decydujący wpływ na światopogląd Vorbla, który uporczywie poszukuje sensu życia w codziennych sprawach. Poniewierana przyjaźń, miłość i inne ważne wartości, uświadamiają mu, że tak naprawdę jest samotny – nawet, gdy znajduje się w centrum społeczeństwa.
Przyznam, że napisanie recenzji „Teorii ruchów Vorbla", w sumie to opisanie samej fabuły, jest nie lada wyzwaniem, gdyż ciężko ten utwór zdefiniować i opisać w kilku zdaniach. Nigdy dotąd nie czytałam takiej książki – zarazem rozumiem wszystko, co autor chciał przekazać, ale też i mam wrażenie, że coś pominęłam i nie do końca wyciągnęłam wszelkie możliwe wnioski z tejże lektury. Tomasz Białkowski stworzył powieść, która intryguje już od pierwszej strony – dramat połączony z przewrotną komedią i wiecznym przypadkiem sprawia, że czytelnik nie ma pojęcia, kiedy powinien ubolewać nad losem bohaterów, a kiedy też przejmować się ich rozterkami i banalnymi problemami. Autor posiada lekkie pióro i widać, że doskonale orientuje się w kwestiach, ukazanych w „Teorii ruchów Vorbla". Utrzymana w zaskakującym stylu lektura sprawia, że ciężko oderwać się od dalszych wyznań głównego bohatera, któremu wytrwale towarzyszyło uczucie pustki. Imponuje mi fakt, że owa książka jest jednym z tych dzieł, które potrafią wnieść ważne wartości do życia odbiorcy. Nie jest to kolejna powieść, mająca na celu jedynie ukazanie ludzkiej historii, a tekst, który otwiera przed nami pewne drzwi, wskazujące początek czegoś nowego. Po przeczytaniu tego utworu warto choć na chwilę zatrzymać się w miejscu i zastanowić się nad egzystencją popadającego w skrajność Vorbla, który – jak większość ludzi – poszukiwał jedynie spokoju i szczęścia, które ciągle go omijało. W powieści można natknąć się na wiele wspomnień postaci odnośnie wydarzeń z przeszłości, które miały większy, ale też i mniejszy, wpływ na teraźniejszość. Pan Białkowski jest prawdziwym mistrzem w mieszaniu życia stworzonych przez siebie bohaterów oraz łączeniu ich życiorysów ze sobą, dzięki czemu, pomimo, iż nie widują się praktycznie w ogóle, są ze sobą powiązani, nie tylko więzami krwi, ale też i decyzjami.
Tomasz Białkowski stworzył wyraźnie zarysowanych bohaterów, z których każdy jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Sądzę, że za sprawą tych fikcyjnych osób, autor ukazał niekiedy zachowania ludzi, których mijamy codziennie. Mogłoby się wydawać, że ich życie należy do ustabilizowanych, a oni sami – do szczęśliwych, jednak wewnętrznie tkwi ciężka do wykrycia drzazga, która jest niewidoczna dla ludzkich oczu. Stopniowy rozpad więzi, nieumiejętność panowania nad własnymi emocjami, strata miłości i przyjaźni pokazuje, jak wiele błędów popełniamy każdego dnia, zapominając o rzeczach istotnych lub też świadomie akceptując kolejną wariację, której konsekwencje poznajemy dopiero w przyszłości. Jednak od tego utworu bije również przede wszystkim samotność głównego bohatera, który starannie ukrywał wszelkie swoje żale i niepowodzenia. Smutna historia o prawdziwie trudnych wyborach.
„Teoria ruchów Vorbla" to lektura niezwykła, która potrafi wstrząsnąć, ale też i wywołać pozytywne odczucia. Tomasz Białkowski niebanalnym pomysłem i intrygującym stylem całkowicie zainteresował mnie swoją twórczością, wprowadzając innowacje, o których dotychczas nie słyszałam. Polecam książkę tym, którzy potrafią czytać między wierszami, mając wiecznie otwarty umysł.;)
Monika Sylwia B.
„Teoria ruchów Vorbla", która ukazała się w 2011 r. to jedna z kilku powieści w dorobku jej autora, Tomasza Białkowskiego. Jako że nie jest to aktualna nowość wydawnicza warto wspomnieć, iż za jej napisanie Białkowski otrzymał w 2012 r. Literacką Nagrodę Warmii i Mazur „Wawrzyn", przyznaną mu przez jurorów. W tym roku ukazała się jego kolejna powieść, zatytułowana „Powróz".
Chcąc literalnie wytłumaczyć tytuł „Teoria ruchów Vorbla" należy odnieść się do tezy ruchów Browna, który Białkowski niejako przeniósł na grunt społeczny. Ludzie, niczym pyłki w fizyce, miotają się i zderzają z sobą w zawiesinie zwanej życiem. Może mało poetycka metafora, ale nie można odmówić jej pewnej słuszności.
W recenzowanej książce głównym bohaterem Białkowski uczynił niejakiego Sebastiana Vorbla; mężczyznę będącego w średnim wieku, z wykształcenia fizyka, który oprócz statusu męża, dorobił się także pozycji kochanka. To poprzez kreację tej postaci Białkowski snuje swoją opowieść, która stanowi dość osobliwą prozę. W zamierzeniu miała to być przewrotna książka o rodzinie, jak sam autor wskazuje w opisie na okładce. Nie wiem czy można ją za takową uznać, choć przewrotna jest. Na pierwszym planie jednak pozostaje postać Vorbla, którego poznajemy w szpitalu podczas badań lekarskich. Ta wizyta budzi w nim tak nostalgiczny nastrój, że zaczyna snuć wspominki ze swego życia, jakby już niemal umierał. Przez wewnętrzne monologi jest mielone wszystko, począwszy od wspomnień o rodzicach, niespełnieniu ambicji ojca, przez refleksje nad nudnym życiem rodzinnym i nieudanym małżeństwem, a skończywszy na smutnej konstatacji, że właściwie przegrał swoje banalne życie. Przebrnięcie przez tak skonstruowaną fabułę stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie. Nie przepadam bowiem za powieściami zbyt mocno uderzającymi w jakąś pseudo psychologiczną nutę.
Co do klasyfikacji samej fabuły sprawa też nie jest oczywista. Ciężko bowiem ten utwór kategorycznie zdefiniować. Ma on w sobie wiele smutku, jest niejako połączeniem dramatu z przewrotną komedią. Z jednej strony nie można odmówić Białkowskiemu lekkości pióra, a z drugiej permanentna pustka towarzysząca Vorblowi sprawia, że czytelnik w pewnym momencie traci instynkt wskazujący na to, co jest jeszcze zabawne i nie warte uwagi, a co już stanowi życiową tragedię bohatera.
Z całej tej auty przygnębienia, jakie przynajmniej we mnie wywołała ta książka, wyłania się też przyczynek do refleksji nad ludzką egzystencją w ogóle. Dzieje się tak za sprawą Vorbla, który pragnąc jedynie szczęścia i spokoju (a może należałoby rzec, aż), zaczyna popadać w skrajność, a pozory sukcesu i spełnienia stają się jedynie wierzchnią stroną codzienności, wystawioną na pokaz innym, a nie rzeczywistością.
To, jak Białkowski przedstawił podstawową komórkę społeczną zwaną rodziną może kłuć w oczy. Oto bowiem, zamiast ostoi wsparcia i miłości, Vorbl odnajduje w niej obojętność, oportunizm i wyobcowanie. Wspólnota bliskich sobie członków rodziny jawi się jako grupka przypadkowo powiązanych z sobą ludzi. Smutne, niewygodne, ciężkie do zaakceptowania, ale jakże często obecne w życiu.
Zwarzywszy na fakt, że książka liczy zaledwie 176 stron jej lektura nie była wielkim wysiłkiem, aczkolwiek powinna być raczej przyjemnością. Niestety mnie nie porwała. Ba, nawet mnie nie zaciekawiła, choć w gruncie rzeczy nie mogę wskazać żadnego elementu, który jakoś rażąco mi nie odpowiadał. Czasem miałam wrażenie, że autor próbuje przemycić między wierszami jakąś zaszyfrowaną myśl, ale ogólny wydźwięk powieści nie zachęcił mnie, bym zastanowiła się nad tym, jaką.
Informacje:
-
Autor:Tomasz Białkowski
-
Gatunek:Powieści i Opowiadania
-
Tytuł Oryginału:Teoria Ruchów Vorbla
-
Język Oryginału:Polski
-
Przekład:
-
Liczba Stron:176
-
Rok Wydania:2011
-
Wymiary:145 x 205 mm
-
ISBN:9788362247103
-
Wydawca:JanKa
-
Oprawa:Miękka
-
Miejsce Wydania:Pruszków
-
Ocena:
5/6
5/6
3/6