inka
Fenomen Dmitrija Głuchowskiego, rosyjskiego pisarza, ale i dziennikarza, sięga debiutu z 2002 roku, kiedy to w wieku osiemnastu lat publikuje za darmo, na swojej stronie internetowej, postapokaliptyczną powieść „Metro 2033” (jest jeszcze „Metro 2034” i „Metro 2035” zamykające tryptyk). Od tego się zaczęło. Wizja Moskwy przyszłości rozpaliła wyobraźnię fanów na całym świecie (sic!), a jej pokłosiem stał się międzynarodowy projekt Uniwersum Metro 2033, w którym to pisarze (również polscy), stosując się do reguł ustalonych przez Głuchowskiego, tworzą własne, oryginalne hybrydy. Równie ciekawym przykładem futurystycznej literatury jest, nomen omen, „Futu.re”. A „Tekst”, powieść realistyczna, jak firmują ją wydawcy, tylko potwierdza wysoki poziom literacki autora, jego bogatą wyobraźnię i urzekający, sugestywny język. I to rzeczywiście gotowy „tekst” pod adaptację. I takowa powstała.
„Tekst” – thriller kryminalny z aspiracjami/ ambicjami do kina psychologicznego z 2019 roku w reżyserii Kima Szypienki i ze scenariuszem rozpisanym przez samego Dmitrija Głuchowskiego. Główny bohater (jak w powieści) Ilja Goriunow „zostaje wrobiony przez Piotra Chazina w posiadanie narkotyków i trafia do więzienia. Po siedmiu latach dochodzi do konfrontacji”. Tak głosi filmowy blurb. Ale to oczywiście ogromne uproszczenie. „Tekst” Szypienki to niemal wierne przeniesienie na ekran „Tekstu” Głuchowskiego. Widać ten sam klimat, dialogi i wątki. Plus świetne plenery i muzyka. Warto obejrzeć po przeczytaniu książki i skonfrontować. To tak na marginesie. Wracając do meritum.
Jest w tej powieści mroczny nastrój z Franza Kafki, kiedy niesłusznie, absurdalnie oskarżony bohater próbuje bezskutecznie się bronić i kiedy wymiar sprawiedliwości bezwzględnie ogłasza „winny”. Jest klimat orwellowskiego „Roku 1984”, gdy system wbija obcasem w błoto każdą wyróżniającą się jednostkę. Są też pierwiastki rodem ze „Zbrodni i kary” Fiodora Dostojewskiego. Głuchowski po mistrzowsku operuje takimi terminami, jak wolność, miłość, determinizm, zemsta. Czytelnik znajduje tutaj całą paletę emocji, rozważań, analiz psychologicznych, monologów wewnętrznych.
Prawdziwe wyzwanie to rekonstrukcja zdarzeń. Połączenie w całość fragmentów układanki. Punktem wyjścia jest teraźniejszość. Ilja, po siedmiu latach spędzonych w więzieniu, próbuje poradzić sobie w nowej rzeczywistości, odnaleźć swoje nowe ja. W tym niełatwym zadaniu ma mu pomóc powrót do przeszłości. Spotyka siebie: dwudziestoletniego studenta filologii rosyjskiej, ambitnego, zdolnego chłopaka pełnego optymizmu, miłości do matki, Moskwy i Wiery (kolejność dowolna). Jakże innym człowiekiem czynią go okoliczności, na które nie ma wpływu: „Systemu nie pokonasz, ale można się stać niewidzialnym i on o tobie zapomni. Trzeba to przeczekać, przetrzymać”. Tragizm postaci na miarę greckiego dramatu, aż chciałoby się rzec. I właściwie już od momentu zapoznania się z bohaterem, współczujemy? Kibicujemy? Potępiamy?
Drugim bohaterem powieści jest Moskwa. „Moskwa ruszała się i oddychała. Żyła”. I ta piękna, widziana młodymi oczami Ilji, i ta „przepocona”, opisywana przez zmienionego Ilję, który „spędził siedem lat w odbiciu Moskwy, po drugiej stronie lustra”. Jego wędrówka dawnymi śladami wspomnień bardzo przypomina dantejskie zstępowanie do kolejnych kręgów piekieł. Tak, jakby ogrom prawdy w jednorazowej dawce był nie do zniesienia.
Jest jeszcze trzeci bohater powieści (choć każda z postaci wspomnianych przez Głuchowskiego mogłaby stworzyć zupełnie odrębną historię). To telefon. Rekwizyt skupiający uwagę jak w soczewce. Będący clou fabuły. To medium łączące Ilję ze światem. I namiastka bliskości z drugim człowiekiem. Także przedmiot kontroli, który sam przejmuje kontrolę. Od niedawna krąży wśród użytkowników smartfonów nowa choroba; uzależnienie. Syndrom FOMO, czyli lęk przed utratą łączności, utratą dostępu do informacji. Ilja boi się swojego nowego życia. Nie jest gotowy, dlatego (trochę przypadkiem), przejmuje tożsamość porucznika Chazina. Jak do tego doszło i jakie miało konsekwencje? Trzeba przeczytać. Nie chcę spolerować.
I trochę szkoda, że obecne wydanie ma okładkę z fotosem aktora odtwarzającego w filmie z 2019 roku postać Ilji. Rozumiem, chwyt marketingowy, produkty powiązane itp., itd. Ale jednak szkoda. „Czytamy” oczami. I komunikat jest jasny: komercyjny thriller. A przecież niekoniecznie…
Poprzednia, graficzna wersja z „Przemiany” Franza Kafki była zdecydowanie bardziej wymowna.
Pani M
Ilja Goriunow, główny bohater pierwszej realistycznej powieści Dmitra Glukhovsky’ego, właśnie wyszedł z więzienia. Od sąsiadki dowiaduje się, że musi pochować zmarłą dwa dni wcześniej na zawał mamę. Oczywiście Ilja z tej „okazji” upija się. Pozostaje mu smarfton. Jak to urządzenie wpłynie na byłego skazańca?
Słyszałam na temat tej książki bardzo skrajne opinie. Jedni wychwalali ją pod niebiosa, twierdząc, że jest to najlepsza powieść w dorobku autora. Drudzy zaś mówią, że jest to literacki bełkot i szkoda tracić czas na lekturę. Ja plasuję się po środku, ale bliżej mi do tych, którzy uważają, że jest to dobra książka. Tekst na pewno nie przypadnie do gustu wszystkim.
To jest bardzo trudna w odbiorze książka. Są tutaj wstawki filozoficzne, które dla wielu czytelników mogą stanowić spore wyzwanie. Przyznaję szczerze, że mnie czasem męczyły, ale dałam radę i nie żałuję. Na początku było mi trudno wczuć się w tę historię. Od czwartego rozdziału przepadłam na dobre i pochłonęłam książkę prawie jednym tchem.
Ilja jest bohaterem, który może wzbudzać skrajne uczucia. Ja na początku szczerze go nie lubiłam. Potem było mi go trochę żal i koniec końców uważam, że można poczuć do niego odrobinę sympatii. Tym bardziej, że każde jego zachowanie da się wytłumaczyć. Moim zdaniem takich ludzi jak on w dzisiejszych czasach jest dużo, ale nie chcę zbyt dużo zdradzić, żeby nie psuć wam lektury. Nie chcę nikomu narzucić mojego sposobu interpretacji tej książki.
Tekst jest powieścią poruszającą bardzo aktualne problemy. Dziś wielu ludzi traktuje telefon niemalże jak przedłużenie swojej ręki. Sama mam znajomych, którzy bez niego nie potrafią wytrzymać dłużej niż parę minut. A jeszcze parę lat temu telefon komórkowy był czymś, na co nie wszyscy mogli sobie pozwolić. Ja jeszcze pamiętam czasy tych wielkich telefonów z wyciąganą antenką. Gdzieś u moich rodziców jest jeszcze taki.
To na pewno nie jest lekka i przyjemna lektura. Jeśli podejdziecie do niej z nastawieniem, że to będzie coś pokroju Futu.re czy Metro 2033, możecie się po tej książce bardzo przejechać. To jest Dmitry Glukhovsky w zupełnie innym, ciężkim wydaniu. Radziłabym robić sobie przerwy w trakcie czytania, żeby przemyśleć to, co autor chciał nam przekazać. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam jego słowa, ale na pewno na długo pozostaną w mojej pamięci. Myślę, że w naszych czasach brakowało nam tego typu literatury.
Autor analizuje państwo, w którym mieszka. Nie koloryzuje przy tym niczego. Po prostu mówi, jak jest. Musicie nastawić się na to, że będzie szaro i przygnębiająco. Jeśli więc nie lubicie książek, które w pewnym momencie mogą zacząć was nieco dobijać, najlepiej odpuśćcie sobie lekturę, bo nic tutaj dla siebie nie znajdziecie i tylko zmarnujecie swój czas, wściekając się na autora.
Podkreślę jeszcze raz fakt, że jest to książka o dość dużym kalibrze. Ciężka i momentami niełatwa w lekturze, ale jest tak prawdziwa, że przeraża i zmusza do przemyśleń. Myślę, że powinni się zapoznać z nią wszyscy rodzice, którzy mają nierozstające się ze smartfonem dzieci. Niech to będzie dla nich kubeł zimnej wody. Kawał dobrej lektury. Podejrzewam, że jeszcze kiedyś do niej powrócę. Już dawno żadna powieść nie wywarła na mnie tak ogromnego wrażenia.
RELLAH
Głuchowski, Głuchowski… oj pisać to ty potrafisz. Czytając „Tekst” miałem wrażenie, że czytam uwspółcześnioną wersję „Zbrodni i Kary” Fiodora Dostojewskiego. Klimat i panujący nastrój od razu przypominają mi ten element zaszczucia głównego bohatera przez natłok myśli. W tym przypadku Raskolnikowską siekierą został telefon, ale zacznijmy od początku.
Nasz bohaterto dwudziestoletni Ilja student jednego z moskiewskich uniwersytetów. Ma kochającą matką, dziewczynę i marzenia o lepszym jutrze. Niestety został wrobiony w handel narkotykami, a woreczki z kokainą posadziły go na całe okrągłe siedem lat w rosyjskim więzieniu. Kto go w robił? Czy można było tego uniknąć? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w powieści, bo nie chcę tego zdradzać tutaj. Zadajmy jednak inne pytanie: Ile może znieść jeden człowiek?
Naszego bohatera przy zdrowych zmysłach za kratkami trzymała tylko myśl - powrót do domu. Do matki, która samotnie go wychowywała. Do dziewczyny, z którą planował przyszłość. Jak miało się okazać stracił to wszystko bezpowrotnie.
Każdy ma swoje granice. Limit Ilji zostały przekroczony. Zrozpaczony po śmierci matki posłuchał się najgorszego z doradców. Alkoholu. Na rauszu postanawia wyrównać rachunki i wymierzyć sprawiedliwość wedle własnego prawa. Odnajduje policjanta, któremu „zawdzięcza” odsiadkę. Za sprawą podstępu zwabia go pułapkę i obdarowuje go prezentem w postaci ciosu nożem. Pozbywa się ciała wrzucając je do okolicznej studzienki kanalizacyjnej. Historia mogłaby się tu zakończyć, gdyby nie telefon ofiary, który otwiera możliwość kradzieży tożsamości na potrzeby dalszej zemsty.
Telefon, małe elektroniczne „pudełeczko”, które kontroluje nasze życie. Problemem często jest to, że nie zdajemy sobie sprawy z tego jak ta mała puszka Pandory gromadzi, nasze tajemnice, nasze „prawdziwe” lub „wykreowane” ja. Tylko co, jeśli ją ktoś otworzy? I to nie będzie właściciel? Przyznajcie się przed samymi sobą, ile „dobra” mogłoby ujrzeć światło dzienne, gdybyście zgubili swój telefon? No właśnie. (Puszczam oczko)
Ilja mając owe narzędzie jest wstanie się wcielić w funkcjonariusza Pietię, mając praktycznie całe jego życie w pamięci urządzenia. Zaczyna się „gra” na zupełnie nowym poziomie. Gdzie poznajemy świat zdeprawowanej policji. Przepełniony korupcją i machlojkami wszelkiej maści. Świat w której „człowiek człowiekowi człowiekiem”. Brnąć dalej w fabułę wypadałoby zadać sobie pytanie nie oto kto wygra, a o to czy w tym świecie możemy w ogóle mówić o zwycięstwie?
Głuchowski w swej twórczości przyzwyczaił czytelników, że Rosja nie jest najlepszą opcją wakacyjny, więc domyślacie się jak tutaj sprawy się mają. W swoich powieściach nieustanie krytykuje ją na wielu płaszczyznach, a zwłaszcza na arenie politycznej. Dla władz jest to dość „niewygodny” obywatel, który zresztą za swoją poglądy i działalności niedawno został skazany na osiem lat w łagrze. W powieści zostaje wzięty na tapet system sądownictwa i wymiar sprawiedliwości, które wypaczone są przez królową urzędów - korupcję. Wszak, gdyby portfel matki bohatera był zasobniejszy, to wyrok skazujący syna mógłby być zupełnie inny. Policja nie jest przedstawiona w lepszym świetle. Kolesiostwo, układy, bezwzględność i szara strefa to przymioty jakie można jej przypisać.
Ilja Goriunow nie jest bohaterem dobrym, ani też złym. To postać złamana przez ciężar egzystencji. Zgnieciony wydarzeniami i przerzuty przez „Matkę Rosję”. Choć fikcyjny, to tak realny. Nasz rodak Tomasz Komenda odsiedział osiemnaście lat za niewinność. Świat dla nich obu zatrzymał się wraz z przekroczeniem bram więzienia. Nie poczekał choćby sekundy. „Tekst” chwyta za serce obrazem zmian, które odcisnęła na głównym bohaterze odsiadka. Po wyjściu, choć wszystko było mu bliskie i znajome to jednak dla serca stało się zupełnie obce. Być może już na zawsze takie będzie.
Podsumowując „Tekst” to powieść, która wspaniale podkreśla brud światów Głuchowskiego wynosząc go do rangi sztuki literackiej. Książka nie jest idealna, ma swoje mankamenty, ale nie wspominałem ich w recenzji, bo moim zdaniem nikną wobec całości. Czytając ją niezliczoną ilość razy widziałem nawiązania do „Zbrodni i Kary”, czasem wprost, a czasem subtelnie. A może chciałem je widzieć? Po lekturze czytelnik jest skonfundowany, bo ilość emocji, nierzadko sprzecznych, które oferuje jest siłą. Choć w moim sercu króluje fantasy i sci-fi, to pożarłem tą lekturą z miłością im dorównującą.
Dodaj komentarz