Szczęśliwa Ręka
Doris
„W każdym razie wszystkie przedstawione światy, zarówno „rzeczywiste”, jak i „fantastyczne”, mogą nabrać kształtu tylko za pośrednictwem literatury, w której to, co zewnętrzne, i to, co wewnętrzne, świat i ja, doświadczenie i wyobraźnia, złożone są z tej samej słownej materii. Polimorficzne wizje oczu i duszy mieszczą się w jednostajnych linijkach złożonych dużą i małą czcionką, pośród kropek, przecinków i nawiasów; kartki gęsto pokryte znakami niczym ziarenkami pisaku sprowadzają różnobarwne widowisko świata do powierzchni wciąż tej samej i wciąż odmiennej, niczym wydmy przesuwane pustynnym wiatrem”.
Italo Calvino
„Szczęśliwej ręce” mógłby z powodzeniem patronować Italo Calvino, mistrz intelektualnej gry z czytelnikiem, eksperymentu narracyjnego, piętrowych konstrukcji, alegorii i wykorzystania rozmaitych form i struktur, niekoniecznie zgodnie z ich przeznaczeniem. Przy tym jednak gawędziarz, o lekkim piórze i niewyczerpanej wyobraźni.
W powieści Kuby Kulasy nie tylko kolejne segmenty historii zagnieżdżają się w sobie bez końca, ale też rozprzestrzeniają macki naokoło, zagarniając przestrzeń i panosząc się w czasie, wbudowują kolejne skrytki, zamykając w nich nie, jak byśmy mogli się spodziewać, odpowiedzi, a po prostu zstępne zagadnienia, z nich zaś wywlekają nowe sensy. Otrzymujemy w rezultacie wielopoziomową i przestrzenną konstrukcję, którą możemy dowolnie rozbierać, nadgryzać, próbować, składać na nowo i bawić się w jej odczytywanie niczym wieloczłonowego rebusu.
Autor otwiera swoją powieść na rozmaite gatunki i formy przekazu, nie stawiając granic, pozwalając im swobodnie przeistaczać się, meandrować, zwijać i rozwijać, by naszej wyobraźni, naszym leniwym zwojom mózgowym zapewnić maksimum ożywczej gimnastyki.
Jakże inspirujący temat na powieść! Ręka pisarza, przeszczepiona innej osobie, przejmuje nad nią kontrolę i pisze sama, zmusza go do aktywności, powstają kolejne opowiadania… ale czyje? Oto jest pytanie, które prowadzi nas w różne kierunki, a co jeden, to ciekawszy. Rozpoczynamy od śledztwa, i ono będzie tutaj osią wokół której obraca się historia. Wszak bez ustalenia, kto posiada prawa autorskie do powstających utworów, nie sposób zdecydować ani w kwestii ich publikacji, ani honorarium. Tymczasem naprzeciwko siebie stają butnie dwa konkurencyjne wydawnictwa i dwoje potencjalnych spadkobierców, że nie wspomnę o człowieku, który dosłownie „posiada” przeszczepioną, utalentowaną rękę przyszytą do własnego barku i codziennie czuje się przez nią paskudnie molestowany. Spod ręki wychodzą okrągłe litery, układają się w słowa, te z kolei w zdania, pod wpływem myśli… czyjej? Styl, charakter pisma, poruszane tematy, nuta niezależności i sposoby uwodzenia czytelników i prowadzenia ich na manowce, wszystko idealnie pasuje do zmarłego w tragicznym wypadku autora, że się tak wyrażę – pierwszego właściciela ręki. Jest jednak parę różnic, na tyle istotnych, że trudno je zignorować.
„Pisanie to najłagodniejsza forma nawiedzenia” – czytamy. I przechodzi nas dreszcz na myśl, ile rozmaitych głębi może kryć się w tym króciutkim sformułowaniu. Italo Calvino w swoich „Wykładach amerykańskich” dopowiada: „Jak dobrze potrafiłbym pisać, gdyby mnie nie było! Gdyby pomiędzy białą kartką papieru, a wrzeniem słów i opowieści, które przybierają formę i ulatniają się zanim ktoś zdoła przelać je na papier, nie istniała ta krępująca przysłona, jaką jest moja osoba!” I tutaj, obok niezaprzeczalnego elementu grozy, niezbadanych ponadnaturalnych mocy, głosu z zaświatów, który czuje, że nie zakończył jeszcze swojej misji na ziemi, zbuntowanego organu, realizującego swój własny plan, stają przed nami zagadnienia obszerniejsze, choć równie niezbadane.
Przechodzimy na grunt filozofii, do pytań o naturę bytu i świadomości, do fundamentalnej kwestii tajemnicy istnienia, do duchowej podbudowy naszej fizyczności, której materia nie wystarcza, potrzebuje też oparcia pozaempirycznego, budowanego na wierze, bez możliwości doświadczalnej weryfikacji. Nauka wie już bardzo dużo, sprawdziła niezliczoną ilość koncepcji, potwierdzając lub obalając domniemania. Nie wie jednak wszystkiego. Wobec spraw duszy, tego, co po śmierci, a nawet wobec nieodkrytych, jednak wciąż antycypowanych możliwości ludzkiego mózgu, pozostaje tymczasem bezradna. Przechodzimy do gdybania, dotykamy sfery nieznanej, fantastyki jak u Lema, ale i mistyki, katolickiego wniebowstąpienia i buddyjskiej reinkarnacji, wędrówki dusz, wchodzenia duszy w obce ciało, międzygatunkowego dusz szaleństwa, świadomości organizmów na różnym etapie rozwoju, ewolucji i jej różnych potencjalnych dróg. Mamy w jednym z opowiadań inteligentnego głowonoga, zdolnego przetwarzać informacje, gromadzić doświadczenia, smakować świat zmysłami rozsianymi w całym ciele, przybierać dowolny kamuflaż i porozumiewać się z otoczeniem na mnóstwo sposobów, w tym imitując światło. Czemy w swojej pysze człowiek przypisuje sobie pierwsze miejsce na inteligentnej mapie życia?
Pisząca ręka spaja tutaj wszystkie poboczne historie, nadaje im wspólną myśl przewodnią, pokazuje, jakimi drogami wędruje wyobraźnia i każe też mieć na uwadze, jak wiele fantastycznych wizji, od Verne`a po Lema, stało się już bytem najzupełniej realnym i wykorzystywanym w naszej codzienności. „Wyobraźnia artysty jest światem potencjalności, którego nie zdoła pomieścić żadne dzieło”, który wymyka się z białych kartek, gdzie usiłowano go przygwoździć i rozpoczyna własny spacer, eksplorując rzeczywistość.
Od gęstwy przypuszczeń, jakie przepychają się w naszym umyśle po lekturze powieści Kuby Kulasy trudno się uwolnić. Czy poszczególne komórki mogą przechowywać informacje tak, by po przeszczepieniu organu w obce ciało dalej z tej wiedzy korzystać? Czy przeszczepiony organ zmienia w jakimś stopniu świadomość, osobowość, talenty u biorcy? I jeszcze jedno. Na ile możemy sami kierować własnym życiem, a ile zależy po prostu od ślepego trafu? Autor pisze: Świat jest serią przypadkowych kolizji”, wybierając jedną z dróg sprawiamy, że ziszcza się ledwie ta jedna z całego wachlarza możliwości. W ten sposób otwieramy jednak przed sobą nowe setki, tysiące rozgałęzień, jakimi możemy pójść, nowe ścieżki, będące konsekwencjami poprzednich decyzji, i tak w nieskończoność… Chyba, że przyjmiemy wersję istnienia światów alternatywnych…
W jednej z przewrotnych opowieści Calvino – „Zamek krzyżujących się losów”, czytamy:
„- Kim jesteś?
- Jestem człowiekiem, który miał poślubić tę drugą dziewczynę, miał pójść tą drugą z rozstajnych dróg”.
Tak też wygląda nasze życie. Stoimy stale na skrzyżowaniu bez świateł, zmuszeni wybierać, nie mając w ręku wszystkich kart.
Mała książeczka, pisana lekko, choć w żadnym razie nie przegadana, lecz poprowadzona precyzyjnie pewną ręką pisarza, mieści w sobie zadziwiająco wiele narracji, gry wyobraźnią, dróg interpretacji, dotyka sfery sacrum i profanum, sięga po naukowe definicje i ustalenia jedną ręką, drugą przebierając w fantazji, baśni, micie oraz myśli ludzkiej, usiłującej od wieków dotknąć czegoś więcej niż pozwala jej wzrok i empiria. W tej wielowątkowości zaś nic się nie rozłazi i nie zgrzyta, puzzle pięknie wskakują we właściwe miejsca, budując spójną, intensywną, sięgającą idei nieskończoności, prapoczątku, Boga i Kosmosu historię. Jej bohaterami są pisarz, czytelnik i dzieło oraz sam proces twórczy jako impuls, gotowość, kompulsja niemal, przekraczająca granice życia i śmierci, nie uznająca ich. Czytajcie proszę do samego końca, by nie uciekł wam suspens, szalony szus, jaki Kuba Kulasa wykręcił na finiszu.
Odautorskie uwagi zamieszczone jako deser, na zakończenie, są tak samo istotne, jak cała wcześniejsza treść, płynnie łączą się z duchem powieści, udowadniając, jak przypadek niesie nas dalej, podsuwa kolejne kroki i na swój sposób pisze historię. I choć to, o czym czytamy, wrzuca na nasze czytelnicze barki niezły ładunek przypuszczeń, dywagacji, refleksji o ciężarze gatunkowym słonia, to pewien rodzaj dystansu, ironicznego podkładu, przymrużenie oka, jakie wyczuwamy od czasu do czasu, przełamuje powagę, dodaje opowieści lekkości i nie pozwala nam popaść w przesadę. Powieść kieruje się własnymi prawami, pisarzowi dajemy maksimum swobody, czerpiemy zaś od niego to, co wydaje nam się ważne, może nam pomóc, poszerzyć naszą wiedzę, horyzonty, wrażliwość, zainspirować. Po oddaniu w ręce czytelników książka wymyka się spod kontroli autora i podąża własną drogą.
„(…) kimże jest każdy z nas, jeśli nie wypadkową nabytych doświadczeń, informacji, lektur, wyobrażeń? Życie każdego człowieka jest encyklopedią, biblioteką, inwentarzem przedmiotów, zbiorem rozmaitych stylistyk, gdzie wszystko nieustannie może podlegać przemieszaniu i porządkowaniu na wszelkie możliwe sposoby”. (Italo Calvino)
Ze „Szczęśliwej ręki” każdy wyniesie coś innego, co go wzbogaci. Ważne, że bogactwa tutaj co niemiara, trzeba tylko umieć kopać.
Informacje:
-
Autor:Kuba Kulasa
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Obyczajowa
-
Tytuł Oryginału:Szczęśliwa Ręka
-
Język Oryginału:Polski
-
Przekład:Brak
-
Liczba Stron:192
-
Rok Wydania:2025
-
Wymiary:160 x 230 mm
-
ISBN:9788368310351
-
Wydawca:Biuro Literackie
-
Oprawa:Miękka
-
Miejsce Wydania:Kołobrzeg
-
Ocena:6/6