glowahanna
"Skrzek" to psychologiczna powieść, której głównym bohaterem jest mężczyzna - ojciec, mąż, właściciel wymarzonego domu na przedmieściach. W teorii ma wszystko - pracę, rodzinę, zdrowie, ale jednak doszedł od momentu, w którym nie wie co dalej. Nie wie dlaczego jako jeden z niewielu w firmie nie awansuje, nie wie co będzie, gdy za 18 lat spłaci kredyt za mieszkanie i nie wie dlaczego ludzie prowadzą tak nudne i głupie dialogi. Nie odnajduje się ani w domu ani w pracy.
Swoje przemyślenia, lęki i cały trud z jakim się zmaga, spisuje tak, żeby nikt tego nie zobaczył i nikt nie przeczytał. Bo przecież - jako głowa rodziny, musi nie może pozwolić sobie na słabości. A słabości w życiu bohatera trochę jest - nie układa mu się z żoną, która wiecznie ma do niego o coś pretensje, a o którą tak długo zabiegał, nie cierpi swojej pracy i przełożonego - hipokryty, dzieci go irytują, podobnie jak ich porozrzucane zabawki po całym domu. Jest drażliwy, nie może spać i jest rozczarowany - samym sobą i całym swoim przewidywalnym do bólu życiem. I zupełnie nie wie co się z nim dzieje. Do tego co jakiś czas prześladuje go widok pociągu, torów i przejazdu kolejowego - nocami śni, że stoi na torach i nie może z nich zejść, rankiem każdego dnia walczy z innymi kierowcami o to, żeby szybko przejechać przez przejazd zanim szlaban się zamknie, żeby nie utknąć w korku na kilka następnych minut, a w radio słyszy informację, że ktoś rzucił się pod pociąg.
W końcu jednak coś w jego życiu się zmienia. Pozornie nieprzyjemne spotkanie z kolegą po pracy, okazało się być przełomowe. Choć był to wieczór pełen dziwnych sytuacji, dziwnych spotkań i dziwnych rozmów, podczas którego gubi swój notes i po którym musi skonfrontować się ze sobą, z rolami, które odgrywa, ze swoim życiem, swoimi emocjami i małżeństwem. Czy uda mu się wreszcie znaleźć swoje miejsce w świecie i swoją drogę? Tego dowiemy się sięgając po "Skrzek".
Książka dosyć długa i to był jej największy minus - mam wrażenie, że można było opisać tę historię nieco bardziej zwięźle, ale sama historia i postać głównego bohatera naprawdę mnie zaciekawiła. Ciekawy portret psychologiczny dorosłego mężczyzny jakich wielu - ojca, męża, nienagannego pracownika, który wpadł w wir zarabiania pieniędzy, spłacania kredytu, wspinania się po szczeblach kariery. Mężczyzny, który nie zwraca uwagi na to co czuje, jakie ma potrzeby i co daje mu szczęście. I na pewno nie jest to społeczny prestiż ani wizja spłacania domu przez 20 lat. W książce czuć atmosferę niepokoju, analizę jego emocji.
Nie ma tu wartkiej akcji ani dynamicznej fabuły co może być jednocześnie zaletą i wadą lektury. Autor porusza przy tym ważne kwestie społeczne, które niestety są wciąż aktualne. Zwraca uwagę na zbyt duże wymagania społeczne stawiane mężczyznom i kryzys tożsamościowy. Komur nie daje nam gotowych odpowiedzi, ale dobitnie pokazuje jak ważne - i trudne - jest stawianie granic, umiejętność życia na własnych zasadach, a nie zgodnie z oczekiwaniami jakie ma wobec nas społeczeństwo. Bo wcześniej czy później, to przed czym całe życie próbujemy uciec, zagłuszyć, wróci do nas ze zdwojoną siłą. Możemy udawać, odgrywać rolę, ale od siebie nie jesteśmy w stanie uciec nawet w najpiękniejszym domu i w najbardziej wymarzonej pracy. Ciekawa książka dla miłośników powieści z mocno psychologicznym tłem.
Dodaj komentarz