Read with tea, dog & me
Rio de Janeiro łatwo sobie wyobrazić jako miejsce stworzone do ucieczki od codzienności. Słońce, ocean, samba, plaża, nocne życie i poczucie, że tutaj można na chwilę zapomnieć o wszystkim. I właśnie z takim nastawieniem do Brazylii przyjeżdża Iwo – ceniony warszawski chirurg, który wraz z przyjaciółmi planuje beztroskie wakacje. Początek tej historii ma więc w sobie lekkość, swobodę i atmosferę przygody. Tyle że Rio bardzo szybko pokazuje swoje drugie oblicze...
„Skazany w de Janeiro” Piotra Mikołaja Skobla okazał się dla mnie historią o tym, jak niewiele czasem potrzeba, żeby bezpieczny i uporządkowany świat rozsypał się na kawałki. Wystarczy jedna decyzja. Jeden krok za daleko. Jedno przekroczenie granicy, którego konsekwencji nie jesteśmy jeszcze w stanie przewidzieć.
I właśnie słowo „granica” wydaje mi się jednym z kluczy do tej powieści.
Iwo przyjeżdża do Brazylii jako człowiek, który ma swoje życie, zawód, pozycję i określony obraz samego siebie. Jest chirurgiem – profesją wymagającą odpowiedzialności, precyzji i opanowania. Tym bardziej interesujące jest obserwowanie, co dzieje się z człowiekiem, kiedy zostaje wyrwany ze swojego bezpiecznego świata i skonfrontowany z sytuacją, nad którą nie potrafi już zapanować.
Bo przecież łatwo być silnym, kiedy wszystko układa się po naszej myśli.
Prawdziwy sprawdzian zaczyna się wtedy, kiedy tracimy kontrolę.
Autor bardzo wyraźnie wykorzystuje kontrast pomiędzy pięknem Rio a jego brutalnością. W jednej chwili mamy plażę, słońce, sambę i wakacyjną beztroskę, a chwilę później pojawia się świat, w którym przemoc, cierpienie i zagrożenie przestają być odległym obrazem z wiadomości. Stają się rzeczywistością bohatera.
Ten kontrast zrobił na mnie duże wrażenie.
Bo czasami życie również tak wygląda. Potrafi w jednej chwili zmienić krajobraz. Jeszcze przed momentem jesteśmy przekonani, że wiemy, dokąd zmierzamy, a chwilę później stoimy pośrodku sytuacji, której nie rozumiemy i której nie potrafimy kontrolować.
I wtedy zaczynamy poznawać samych siebie.
„Skazany w de Janeiro” nie jest jednak wyłącznie sensacyjną historią o zagrożeniu. W centrum tej opowieści znajduje się człowiek – jego psychika, strach, poczucie winy, ból i konsekwencje decyzji. To właśnie przemiana Iwo wydaje mi się najważniejszym elementem powieści. Ekstremalne doświadczenia zmuszają go do konfrontacji z własnymi słabościami i pytaniem, kim właściwie jest, kiedy wszystko, co dotychczas definiowało jego życie, przestaje wystarczać.
I tutaj książka zaczęła być dla mnie czymś więcej niż sensacją.
Zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy człowiek może wrócić do dawnego siebie po doświadczeniu, które całkowicie go zmienia.
Czy można zapomnieć?
Czy można wybaczyć?
Czy można wybaczyć przede wszystkim sobie?
To ostatnie pytanie wydaje mi się szczególnie trudne.
W powieści pojawiają się ból, zdrada i cierpienie, ale również nadzieja, odkupienie i siła przyjaźni. I właśnie ten kontrast sprawił, że nie odebrałam tej historii jako opowieści pogrążonej wyłącznie w mroku. Skobel pokazuje, że nawet wtedy, gdy człowiek znajdzie się w sytuacji, z której pozornie nie ma wyjścia, może pojawić się ktoś albo coś, co pozwoli mu zrobić kolejny krok.
Bardzo ważny jest dla mnie motyw przyjaźni.
W sytuacjach granicznych szybko okazuje się, kto rzeczywiście stoi obok nas. Przyjaźń przestaje być wtedy wspólnym spędzaniem czasu, żartami i dobrymi wspomnieniami. Staje się wyborem. Wiernością. Gotowością do poświęcenia czegoś dla drugiego człowieka.
I chyba właśnie wtedy poznajemy jej prawdziwą wartość.
Podobało mi się również to, że autor nie ogranicza Brazylii do pocztówkowego obrazu. Rio w tej książce jest miejscem kontrastów – pięknym i fascynującym, ale jednocześnie niebezpiecznym i brutalnym. Oficjalny opis powieści bardzo mocno podkreśla właśnie tę dwoistość.
To sprawia, że miejsce akcji niemal staje się osobnym bohaterem.
Rio nie jest tylko tłem.
Rio oddziałuje na ludzi.
Kusi.
Zachwyca.
Oślepia.
A potem brutalnie przypomina, że pod powierzchnią piękna istnieje rzeczywistość, której turysta może przez pewien czas nie zauważać.
Warto też wspomnieć o języku powieści. Fragmenty dostępne przed lekturą pokazują, że Skobel potrafi budować zarówno atmosferę wakacyjnej beztroski, jak i bardziej refleksyjne momenty. W jednym z fragmentów pojawia się myśl o bezinteresownej pomocy, która „krąży” i kiedyś może powrócić jako dobro. To dobrze współgra z głównym przesłaniem książki – że dobro, przyjaźń i nadzieja mogą pojawić się nawet w najbardziej nieoczekiwanym momencie.
Nie jest to jednak opowieść pozbawiona ciężaru.
Wręcz przeciwnie.
Im bardziej historia Iwo zmierza w stronę mroku, tym mocniej czułam, że wakacyjny wyjazd był tylko początkiem znacznie trudniejszej podróży. Tej najważniejszej – w głąb własnego sumienia.
I chyba dlatego tytuł „Skazany w de Janeiro” można odczytać szerzej niż tylko jako zapowiedź sensacyjnych wydarzeń.
Skazany na co?
Na konsekwencje własnych decyzji?
Na cierpienie?
Na konfrontację z samym sobą?
A może również na przemianę?
Bo czasami człowiek zostaje „skazany” na sytuację, której nigdy by dla siebie nie wybrał. I dopiero później odkrywa, że właśnie ona zmusiła go do przewartościowania całego życia.
To jedna z tych historii, które przypominają mi, że nie mamy pełnej kontroli nad własnym życiem. Możemy planować, przewidywać i zabezpieczać się na wszelkie możliwe sposoby, ale istnieją sytuacje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć.
Pozostaje wtedy pytanie: co zrobimy, kiedy już się wydarzą?
Czy pozwolimy, żeby nas zniszczyły?
Czy spróbujemy się podnieść?
I czy po wszystkim będziemy jeszcze potrafili zaufać ludziom?
„Skazany w de Janeiro” jest dla mnie właśnie opowieścią o takim podnoszeniu się. O człowieku, który musi przejść przez ból, zdradę i doświadczenia, jakich nigdy nie chciałby przeżyć, żeby zrozumieć siebie na nowo. Nie chodzi więc wyłącznie o przetrwanie. Chodzi o to, kim stajemy się po przejściu przez piekło.
Po zamknięciu książki zostało ze mną kilka emocji – niepokój, smutek, ale również nadzieja.
Bo choć Skobel pokazuje, jak szybko raj może zamienić się w koszmar, przypomina jednocześnie, że nawet z najciemniejszego miejsca może rozpocząć się droga ku światłu.
I chyba właśnie to zapamiętam z tej historii najbardziej.
Nie Rio.
Nie piękne plaże.
Nie egzotykę.
Tylko człowieka, który został zmuszony do spojrzenia w lustro wtedy, gdy najbardziej chciałby odwrócić wzrok.
Bo czasami najtrudniejszą podróżą nie jest ta na drugi koniec świata.
Najtrudniejsza jest podróż do własnego wnętrza.
I właśnie o niej, pod pozorem sensacyjnej historii rozgrywającej się w gorącym Rio de Janeiro, opowiada Piotr Mikołaj Skobel.
Ida
Urlop w brazylijskim Rio de Janeiro kojarzy się z radością, słońcem, oceanem, plażą i sambą tańczoną przez piękne kobiety. Słowem - atmosfera beztroskich wakacji. W taki sposób swój wyjazd postrzegał również Iwo, ceniony chirurg z Warszawy, który wraz z przyjaciółmi wybrał się do słonecznego Rio. Wydaje się, że jedyne, co ich tam czeka to przygoda, wspaniała zabawa i wolność, bo jadą w stricte męskim towarzystwie. Niestety, dość szybko okazuje się stolica samby to także zupełnie inny świat pełen niebezpieczeństw. Powieść „Skazany w de Janeiro” zapowiada się, jak daleka podróż z ciekawostkami dotyczącymi Brazylii, ale staje się w pewnym momencie mocną sensacyjno-obyczajową lekturą, która pokazuje brutalne reguły przestępczego świata.
Rio de Janeiro jest nie tylko efektownym tłem dla wydarzeń, ale i mikroświatem o dwóch różnych twarzach. To tam dobro i zło, bogactwo i skrajna bieda doprowadzają do codziennych dramatów i życiowych tragedii. Takie kontrasty nagle stają przed naszymi bohaterami, zafascynowanymi brazylijską metropolią. Iwo i jego przyjaciele przyjeżdżają do Brazylii, aby spędzić wspaniałe wakacje, jednak nieszczęśliwy splot wydarzeń, bynajmniej nie przypadkowych, wpędza ich w problemy, jakich nigdy wcześniej nie mieli. Iwo trafia do brazylijskiego więzienia słynącego z ciężkiego rygoru i bardzo złej sławy. System skazuje go jako winnego, a przyjaciele niestety zawodzą.
Historia Iwo jest jak droga przez mękę, na którą sam skazany nie zasłużył. Bezlitosny, więzienny świat nie jest czymś, co ceniony i żyjący na co dzień w luksusie chirurg potrafi znieść bez uszczerbku na zdrowiu czy psychice.
Ta powieść jest mieszanką lekkiej, wakacyjnej przygody z najgorszymi wydarzeniami, które są jak senne koszmary. Niestety, Iwo odczuje je na własnej skórze. Jego życie zmieni się tak szybko, że aż trudno mu będzie uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. A to wszystko spowoduje nieuchronną przemianę człowieka sukcesu w osobę, która nagle zrozumie, że sens życia tkwi zupełnie gdzie indziej, niż dotąd sądził. Sprawdzi się też powiedzenie o przyjaciołach poznanych w biedzie, a całość będzie najlepszym testem, na kogo Iwo może liczyć. Rodzina, żona, przyjaciele, znajomi z pracy. Oni wszyscy mimowolnie wezmą udział w tym sprawdzianie. Wyniki poznamy wraz z Iwo, a ocenę wystawi już samo życie.
Historia bogatego chirurga, który czuje, że nie tylko ma cały świat u swoich stóp, ale też w pełni go kontroluje, pokaże jak bardzo można się mylić. Chwila zapomnienia i beztroski, a także bezmyślności nie umyka tym, którzy tylko czekają na takie zwroty akcji. Mroczna strona brazylijskiego Rio nigdy nie śpi i czuwa nad miastem, jak okrywająca je ciemna peleryna z niewidzialnymi połączeniami. Bezpieczne i uporządkowane życie Iwo zmienia się w jednej chwili i odtąd musi o nie walczyć i to dosłownie.
Doskonale napisana powieść zaciekawia już od początku. Tutaj nie tylko mamy wciągającą fabułę, ale i bardzo realne postacie, którym towarzyszymy w chwilach ekstremalnych wydarzeń, najważniejszych decyzji i najtrudniejszych wyborów. W tej historii jest też miejsce na poznawanie relacji międzyludzkich. Iwo i jego żona Lucia, Iwo i jego rodzice oraz brat, Iwo i przyjaciele, a także Iwo i współwięźniowie. Jak w tych wszystkich układach rozłożą się siły i kto z nich wyjdzie jako zwycięzca, a kto przegra i zaprzepaści wszystkie szanse?
Dzięki tej powieści możemy poczuć atmosferę Rio de Janeiro, gdzie pomnik Chrystusa Króla czeka na podróżnych z otwartymi ramionami. Będzie niemym świadkiem tego, co wydarzyło się w tym mieście, ale pomoże też Iwo odnaleźć drogę nie tylko do wolności, ale i w głąb siebie.