Joanna Żyrek
Recenzję książki pod tytułem „Dieta imitująca post” rozpocznę od wyjaśnienia, czym właściwie jest proponowana kuracja żywieniowa. Opracował ją profesor Valter longo. Ma z założenia imitować pozorną głódówkę, a w jej trakcie uruchamiane są procesy, takie jak autofagia i ketoza.
Niniejsza publikacja, której autorami są Kleine-Gunk Bernd i Bernhard Hobelsberger, wypełniona jest estetycznymi fotografiami i zestawami przepisów oraz obiecuje wprowadzić czytelnika w ten dietetyczny świat. Rzetelna popularyzacja nauki jednak zostaje przysłonięta marketingowym spłyceniem merytorycznym.
Pierwszym zauważalnym mankamentem jest powierzchowność, z jaką potraktowano kluczowe procesy biochemiczne. Autorzy rzucają hasło o pozytywnym wpływie postu na zwalczanie komórek nowotworowych, nie zadając sobie trudu, by wyjaśnić ten mechanizm. Biochemia istotna dla zrozumienia tego istotnego procesu została przemilczana, a ja chętnie bym się z nią zaznajomiła, gdyż to interesująca tematyka. Można było przykładowo rozwinąć kwestię powszechnego w onkologii Efektu Warburga, tj. uzależnienia komórek nowotworowych od intensywnej glikolizy tlenowej.
W książce wspomniano o autofagii, a pojęcie ketozy i ketogenezy przy okazji potraktowano po macoszemu. Wypisano benefity diety ketogenicznej, ale na wady i skutki niepożądane miejsca zabrakło.
Skomponowane przepisy, jakie w książce się znajdują, opierają się na modelu niskowęglowodanowym, niskobiałkowym i wysokotłuszczowym (uwzględniane są wyłącznie tłuszcze roślinne), jednak brak tu solidnego wytłumaczenia, dlaczego taka kompozycja jest kluczowa. Zdanie ze wstępu, iż proponowane dania dostarczają odpowiedniej ilości energii, by organizm sprawnie funkcjonował, a jednocześnie przełączył się w tryb postu, trąci nieco fałszem. Wchodząc w głęboki deficyt (1100 kcal pierwszego dnia i ok. 750 kcal w kolejnych czterech), organizm nie funkcjonuje na pełnych obrotach, doświadcza przejściowego stresu adaptacyjnego i wyrzutu kortyzolu. Autorzy powinni zatem doprecyzować, co według nich oznacza wyraz “sprawnie”.
Do niepełnego obrazu ketozy dołączyć można brak wyjaśnienia glukoneogenezy. Po wyczerpaniu glikogenu organizm wytwarza glukozę z substratów niecukrowych. Choć ciała ketonowe stanowią paliwo zastępcze dla OUN, mózg nigdy nie przechodzi na nie w stu procentach. Wyłączone z metabolizmu ketonowego są m.in. określone rodzaje komórek glejowych (astrocyty). Warto wspomnieć, że erytrocyty odpowiedzialne za transport tlenu nie mają mitochondriów, więc też ketonów energii nie zaczerpną.
Lektura zdradza również spore braki w opracowaniu edytorskim. Zamieszczony na stronie 16 schemat określa rozkład uszkodzonych składników komórkowych przez enzymy mianem autolizosomu, a opisany proces to autoliza. Osobliwym potknięciem jest także fragment ze strony 23: „Błonnik pokarmowy z warzyw, grzybów i sałaty (...)”, który rodzi nieuzasadnione pytanie, z jakich przyczyn sałatę wykluczono z kategorii warzyw.
Publikacja serwuje informacje z korzyściami zdrowotnymi udowodnionymi naukowo, ale nie podaje zbyt wielu odnośników do źródeł. Zastanawia chociażby to, na jakiej dokładnie bazie eksperymentów na zwierzętach prof. Valter Longo poparł tezę o poprawie zdolności uczenia się i zapamiętywania. Bibliografia książki poświęconej zdrowiu powinna mieć bogatą bibliografię.
W książce zabrakło również jakiegokolwiek zróżnicowania planów żywieniowych, ta sama kaloryczność proponowana jest bez względu na płeć, wiek czy poziom aktywności zawodowej.
Wymiar praktyczny przepisów czasem wprawia w zakłopotanie. Tytułowa „szybka zupa” może wymagać składników tak wyszukanych, że samo ich zdobycie staje się czasochłonnym przedsięwzięciem.
Dostrzegalne błędy składniowe i literówki, które powinny zostać wyłapane na etapie korekty, trochę podważają profesjonalizm wydawniczy. Na stronie 19 wkradła się niepoprawna deklinacja: „działanie układu odpornościowy” (zamiast odpornościowego). Na stronie 24 serwowany jest „omlet z sałata” (zamiast sałatą). Z kolei na stronie 132 czytamy, że: „Cykoria jest niezwykle zdrowa dzięki zawartych w niej gorzkich substancjach”, gdzie gramatyka domaga się celownika (“dzięki zawartym w niej gorzkim substancjom”).
Obiektywność wymaga zaznaczenia, że książka posiada walory w swojej warstwie wizualnej i użytkowej. Przepisy są napisane językiem czytelnym i przystępnym. Zdjęcia potraw, kolorowe, dopracowane i apetyczne, dowodzą, że sztuka kulinarna ma w sobie autentyczny artyzm. Na pochwałę zasługuje również promowanie uniwersalnych nawyków żywieniowych. “Dieta imitująca post” przekonująco przedstawia walory zdrowotne warzyw, orzechów i aromatycznych przypraw, przypominając, że naturalne składniki potrafią wykazywać potencjał leczniczy skuteczniejszy niż częstokroć skuteczniejszy niż leki i suplementy z aptecznej półki.