Marcowy Strych
Aneta Sawicka
"Marcowy strych" Haliny Grochowskiej to książka będąca kontynuacją "Październikowej pralni". Pierwsza część zrobiła na mnie ogromne wrażenie, wywołując lawinę emocji i sprawiając, że o książce nie mogłam zapomnieć jeszcze długi czas po odłożeniu jej na półkę. Dlatego też tak chętnie zabrałam się do lektury drugiej części, w której ponownie mogłam spotkać mieszkańców kamienic zebranych wokół zielonogórskiego podwórka. Spotkałam tu bohaterów, których doskonale pamiętałam z poprzedniego opowiadania, czułam się więc trochę jakbym przyszła w odwiedziny do znajomych, których jakiś czas nie widziałam. Niewiele się tutaj zmieniło. Wszędzie wokół nadal panuje PRL-owska bieda, dzieci mają swój świat, dorośli walczą o przetrwanie w tych trudnych czasach. Naszym bohaterom przybyło lat, a dzieci stały się młodzieżą u progu dorosłości.
Wydarzenia opisane w "Marcowym strychu" zaczynają się w roku 1954, a kończą w 1968 mamy więc tutaj dość długi okres czasu. Dla młodych ludzi są to lata przełomowe- z dzieci ganiających po podwórku stają się młodymi dorosłymi, którzy zaczynają myśleć o wyborze zawodu, przeżywają pierwsze miłości, doświadczają pierwszych dorosłych przygód. To wszystko odbywa się na tle PRL-owskiej rzeczywistości. Już na samym początku książki możemy na przykład śledzić przebieg walk o Dom Katolicki (miało to miejsce w 1960 roku), w który chętnie zamieszali się najmłodsi bohaterowie książki. Autorka zapoznaje nas również z rozwojem ruchu harcerskiego ze szczepu Makusynów, do których działania chętnie przyłączają się niektórzy mieszkańcy podwórka. Spotykamy w książce również ponownie Grażynkę i Mariusza, których łączy prawdziwa przyjaźń pomimo tego, że ich matki wciąż toczą ze sobą wojnę między innymi o tytułowy strych, będący miejscem wspólnym wszystkich mieszkańców. Oczywiście, tak jak w poprzedniej części również tutaj nie brakuje opisów zwykłego codziennego życia, Autorka w niezwykle ciekawy sposób kreśli przed czytelnikiem obraz zwyczajnej PRL-owskiej rzeczywistości. Opowiada nam o tym, jak żyło się ludziom w tych czasach, w jaki sposób zdobywali potrzebne do życia środki, jak radzili sobie z biedą, w jaki sposób zarabiali i jak kształcili się młodzi ludzie. Jest tu obraz różnych polskich rodzin, zarówno takich które starały się żyć godnie w niełatwych czasach, jak i takich w których alkohol pozwalał przetrwać trudną rzeczywistość.
"Marcowy strych" nie wstrząsnął mną tak jak poprzednia część, w której szczególnie dotknął mnie obraz dzieci i ich trudnego, pełnego przemocy dzieciństwa. Tutaj dzieci te są już znacznie starsze, więc są również traktowane nieco inaczej. Nie oznacza to jednak, że książka nie wywołała we mnie emocji. Wręcz przeciwnie. Z ogromną przyjemnością czytałam opis czasów, które ogromnie mnie fascynują. Pani Halina Grochowska oddała w ręce czytelników książki, które nie mają jakiejś zawiłej, pełnej wymyślonych wątków fabuły. Autorka stworzyła powieści, które opisują zwyczajne życie, zwyczajnych ludzi, co okazało się zabiegiem rewelacyjnym. Takie obyczajowe opowiadanie pozwoliło mi przenieść się do lat PRLu i poczuć jak naprawdę żyło się ludziom w tamtych czasach. Czytanie obu książek było dla mnie prawdziwą podróżą w czasie, która przyniosła mi ogrom satysfakcji, ale również wiedzy na temat lat 50 i 60. Bardzo mnie te czasy interesują, emanują jakąś niesamowitą atmosferą, którą pani Halina doskonale oddała w obu swoich książkach. Jeśli lubicie czytać o tym okresie historii Polski to koniecznie zapoznajcie się z prozą pani Grochowskiej. Dla mnie przeczytanie tych książek było ogromną przyjemnością.
Misteriosa
„Marcowy strych” to powieść, która zabiera czytelnika w podróż do czasów PRL, oferując nie tylko wciągającą fabułę, ale również wartościowe tło historyczne, które pozwala lepiej zrozumieć życie w tamtej epoce. Autor koncentruje się na losach kilku rodzin z sąsiedztwa, których historie wplatają się w szerszy obraz społeczeństwa PRL-owskiego. Dzięki tej książce czytelnik zyskuje unikalną okazję, by przyjrzeć się codziennym sprawom ludzi żyjących w tamtych czasach - ich radościom, smutkom, miłościom i rozczarowaniom.
Powieść, mimo że jest fikcyjna, pełna jest historycznych odniesień, które stanowią doskonałe źródło wiedzy na temat życia w Polsce Ludowej. Autor zręcznie łączy wątki obyczajowe z opisami społecznymi, dzięki czemu książka nie tylko bawi, ale również edukuje. Zamiast stawiać na wyraźne analizy polityczne czy socjologiczne, przedstawia życie w sposób osobisty i pełen emocji. W ten sposób czytelnik dostaje pełniejszy obraz tamtych czasów, lepiej rozumiejąc, jakie były mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa.
Akcja powieści toczy się na przestrzeni kilku lat, a jej głównymi bohaterami są mieszkańcy kamienicy. W tle przewija się temat pierwszych miłości, rozstań, przyjaźni i zdrad, które ukazane są w kontekście realiów tamtych czasów. Każdy z bohaterów ma swoją własną historię, której elementy przenikają się w sposób naturalny. Relacje między postaciami są autentyczne i pełne wzlotów oraz upadków, co sprawia, że książka jest niezwykle ludzka i bliska sercu.
Co warto podkreślić, powieść została napisana lekkim, przystępnym językiem, dzięki czemu jest łatwa w odbiorze, nawet dla osób, które nie są zaznajomione z literaturą opowiadającą o PRL. Autor zręcznie balansuje pomiędzy narracją historyczną a osobistymi historiami postaci, przez co fabuła wciąga od pierwszych. Co ciekawe, mimo iż jest to trzecia część serii, nie trzeba znać poprzednich książek, by zrozumieć fabułę „Marcowego strychu”. To świadczy o zdolności autora do tworzenia historii, które są samodzielnymi opowieściami, ale jednocześnie wplecionymi w szerszy kontekst.
Dużą zaletą książki jest także sposób, w jaki autor ukazuje życie w PRL w sposób zróżnicowany - przez pryzmat różnych rodzin i postaci, z których każda ma swoją unikalną perspektywę. To sprawia, że czytelnik może zobaczyć, jak różnorodne były doświadczenia ludzi żyjących w tym okresie, jakie mieli aspiracje, marzenia, ale także obawy. Kiedy myślimy o PRL, często mamy na myśli wielkie wydarzenia polityczne, lecz autor przypomina nam, że to życie codzienne - z jego zmaganiami, zwykłymi problemami i radościami - również miało swoją niepowtarzalną wartość.
Książka dostarcza także wielu cennych informacji na temat społeczeństwa PRL, nie w sposób nachalny, ale raczej subtelnie, poprzez przedstawienie zwykłych ludzi, którzy borykali się z problemami tamtych lat. Możemy zobaczyć, jak codzienna rzeczywistość była zdominowana przez system, który miał wpływ na wszystko – od pracy, przez życie rodzinne, po drobne przyjemności, które w czasach PRL były na wagę złota.
Chociaż sama fabuła koncentruje się na zwykłych ludziach, książka nie jest jedynie opowieścią o codziennym życiu. Zawiera również elementy refleksji nad tym, jak tamte czasy wpływały na człowieka, jego wybory i relacje. To nie tylko książka dla miłośników literatury historycznej, ale także dla każdego, kto interesuje się psychologią społeczną i tym, jak systemy polityczne wpływają na życie jednostki. W powieść umiejętnie wplecione są również rzeczywiste ważne wydarzenia z czasów PRL, dzięki czemu czytelnik ma szansę zdobyć nową wiedzę na ten temat.
„Marcowy strych” to książka, która zasługuje na uwagę nie tylko ze względu na swoje walory literackie, ale również jako świetne źródło wiedzy o Polsce. Warto sięgnąć po nią, by lepiej zrozumieć, jak żyli ludzie w PRL, jakie były ich nadzieje, lęki i jak system wpływał na ich życie codzienne. Książka jest wciągająca, napisana w przystępny sposób i polecam ją każdemu, kto chce poznać nieco bliżej atmosferę tamtych czasów.
czytacz1967
Proponuję w tym felietonie „Marcowy strych” Haliny Grochowskiej. Czytelnik powinien skojarzyć ten tytuł z innym, „Październikowa pralnią”. „Marcowy strych” to ciąg dalszy „Październikowej pralni”. Znajomość „Pralni” ułatwi czytanie „Strychu”.
Jak pamiętamy, rzecz dzieje się w Zielonej Górze, na jednym z podwórek tego Miasta. Bohaterami pierwszej części były dzieci komentujące niełatwą rzeczywistość lat pięćdziesiątych Polski. Dzieci dorosły, są już licealistami, przeżywają pierwsze miłości i zdumienia światem. Mają swoje zdanie na każdy temat. Niejednokrotnie są opozycją wobec rodziców. I tak powstał „Marcowy strych”.
Ze strychu więcej widać niż gdybyśmy siedzieli w pralni. W pralni ( czyli w ukryciu) stawiałeś pierwsze kroki, na strychu przygotowywało się do dorosłego życia.
Zmaganie się z dorosłością zaczniemy od miłości. Wątek Grażynki i Mariusza przypomina historię Jadzi i Witka z filmu „Sami swoi”. Dwie zwaśnione rodziny, dwoje zakochanych w sobie ludzi, próba załagodzenia sporu. Między rodzinami Grażynki i Mariusza również trwa spór. Sami nie wiedzą o co. Młodzi nie potrafią żyć bez siebie. Ten wątek trwa od początku do końca powieści. Ten zabieg Halinie Grochowskiej naprawdę się udał: miłość scala, miłość opowiada życie, pozbawia świat szarości. Ma wiele odcieni ( to widać, czuć nawet) na kartach „Marcowego strychu”. Pozbawiona może być wulgarności, lecz nie sentymentu. Pozbawia nudy.
Mówi się że Polska lat sześćdziesiątych to kraj szary, nieco brudny, oddalony od reszty świata. Na kartach „Marcowego strychu” nie widać tego aż tak jak w „Dzienniku Telewizyjnym”, propagandowym programie informacyjnym z tamtych lat. Już to że odbiorniki były ustawione na odbiór sygnału czarno-białego wiele mówił o tamtych czasach. Ale nie u Grochowskiej. Aż się tęczuje ( proszę bez niepotrzebnych skojarzeń!) w życiu dorastającej młodzieży z pewnego zielonogórskiego podwórka. Pewnie tak się dzieje dzięki „Makuszynom”, słynnemu hufcowi którego założycielem jest Zbigniew Czarnuch. Ten wątek zajmuje całą powieść, wpleciony jest w wątek miłosny.
O tym w jakim ustroju żyją, bohaterom Grochowskiej przypomina walka o parafię kościoła katolickiego. Poświęcony jest tym wydarzeniom rozdział pod tytułem „Ptasi sejm”, przypomina ten wątek historię świątyni w Nowej Hucie. Nie było łatwo wytłumaczyć władzy ludowej że Polska może i w nazwie Ludowa, to jednak katolicka.
Kto przeczytał „Pazdziernikową pralnię”, ten wie czego można się spodziewać po „Marcowym strychu”. Potoczysty język w którym Autorka opowiada historię osiedlowego podwórka zielonogórskiego. Brak „dziur” czyli miejsc spowalniających ową opowieść. Być może gdzieniegdzie ostre wyrażenie, lecz tylko w sferze dialogu. W strefie narracji elegancki, wręcz wzorcowy sposób prowadzenia opowiadania.
Można się jednak przyczepić do tego stylu wzorcowego. Jakby Autorka nie chciała wyjść poza ramy obranego kursu. Bała się dodać nowych rzeczy, akantów, drobiazgów upiększających obraz?
Pewno czepiam się, jak zwykle. Tak naprawdę robię problem, tam gdzie go nie ma. Po prostu nad „Strychem” unosi się duch powieści lat siedemdziesiątych. Duch mikroświatów, gdzie wszystko miało swoje miejsce. Rodzice mają plac, dzieci strych. Pozory zaś zostaną pozorami.
Być może słychać w tle muzykę Jerzego Matuszkiewicza – Dudusia. Taką w stylu „Czterdziestolatka”, sentymentalną a jednak mającą w sobie dużo radości.
Warto jednak zacząć lekturę od „Pralni”. Czyli należy zejść poniżej parteru. I powoli wchodzić na wyższe kondygnacje. Aby lepiej zrozumieć dom. Jego mieszkańców. Ten w Zielonej Górze, i jak ten zwany Polską.
Agnesto
Biorę w ręce kontynuację „Październikowej pralni” i ponownie zanurzam się w czasach tak niedawnych przecież, a tak odległych jednocześnie. Dzieciaki, te najmniejsze, które wcześniej przeszkadzały przy nogach dorosłych, które podsłuchiwały ich rozmów, i które kosztowały pozostawionych po libacji napojów. Te dzieci, które biegały po rabatkach warzywnych i nie zawsze słuchały wołania do domu. Te, które razem poznawały rzeczywistość, teraz dorosły i stają u progu dorosłości. Mają po czternaście, siedemnaście lat, kończą szkoły i muszą zdecydować co dalej. Jaki zawód wybrać, by mieć przyszłość jako taką i pracę i fach w ręku, który będą i cenić i lubić, i z którego się utrzymają.
Wiele życie narzuca i wiele wymaga.
Wiele grozy wprowadza i strachu.
I aż trudno uwierzyć, że wszystko zaczęło się od prostokąta, od podwórza przy Daszyńskiego, gdzie gawędziło razem i żyło się razem. Gdzie nikt nie miał sekretów i nikt nic nie ukrywał. Dzieci dorastały w gromadzie, zawsze razem, a od siebie uczyły się tego co im wolno i tego, co jest zakazane. Uczyły się być rezolutne i mądre, co w wieku dojrzewania przynosi efekty.
Jednak nauka ukróciła ich wzajemne kontakty. Rozjechali się do szkół z internatami, bądź zajęli własną edukacją i egzaminami, które wówczas decydowały niemalże o wszystkim. Były bramą do przyszłości, kluczem do zamka uniwersytetów i dziekanatów i internatów też.
Dobre oceny miały wielką wartość.
Jedno postanowiło wybrać medycynę, inne inżynierię. Przypadkowe spotkania po latach zaskakiwały. Zmieniały się twarze koleżanek i kolegów z podwórka, z upływem czasu zmieniały się marzenia i aspiracje. Zmieniały się też uczucia. Te same berbecie, które kiedyś dokazywały pod stołem biesiadnym, teraz stawały na wprost siebie i … chowały rumieńce, jakie malowały ich policzki. Zaczęły budzić się uczucia i emocje. Zaczęła się myśl o byciu razem....
Okazuje się, że to podwórko przy Daszyńskiego wychowało każde z dzieci na przyzwoitego człowieka. Że te dzieci są teraz samodzielne, odpowiedzialne i mądre. Że szanują rodziców i to, co dzięki nim dostali. Że szanują i siebie nawzajem. Że zakochują się w koleżankach z podwórka i że te koleżanki to wspaniałe kobiety. Że obecne trudne czasy zmian kiedyś się skończą i po nich przyjdzie spokój i szansa dla nich. Że dostaną lepszą Polskę, lepszą niż rodzice.
I tak, jak w „Październikowej pralni”, jako czytelnik, łapałeś się na tym, że chciałbyś takiego kilkuletniego ancymona przytulić do siebie i z uśmiechem zmierzwić mu włosy na głowie, tak teraz – przy „Marcowym strychu” kibicujesz im. Obserwujesz te dzieci na przestrzeni lat, widzisz, jak dorastały i dokąd zaszły i coś w tobie sprawia, że się cieszysz. Ba, czujesz dumę, że mimo tych zmian w rządzie i ustroju, mimo zamieszek na ulicach i trudnych lat, w których przyszło im żyć, że mają szansę na lepszą przyszłość. Że znają wartość człowieka, pieniądza i pracy.
Czytanie „Marcowego strychu” sprawia niewytłumaczalną przyjemność. I choć okładka nie jest adekwatna do wnętrza książki, to owe zaskoczenie jest na plus. Okazuje się bowiem, że płyniesz po tekście i jest ci z tym wygodnie. Że odpoczywasz. I nie musisz znać „Październikowej pralni” by w nakreśloną fabułę tej powieści wejść i się w niej rozsiąść.
Taki jest „Marcowy strych”, na który zapraszam.
Hello_Librorum
„Marcowy strych” stanowi kontynuację wydanej w 2023 roku powieści „Październikowa pralnia”, która przedstawiała losy pięciu rodzin zamieszkujących kamienice okalające jedno z podwórek w Zielonej Górze. Bohaterami historii były wówczas dzieci, komentujące wydarzenia, których były świadkami oraz niełatwą rzeczywistość, w jakiej przyszło im żyć.
Akcja „Marcowego strychu” toczy się kilkanaście lat później, kiedy poznani wówczas dziecięcy bohaterowie dojrzewają. Są już nastolatkami i rozpoczynają swoje zmagania z wejściem w dorosłość. Kończą szkoły, przeżywają pierwsze miłości i podejmują pierwsze poważne decyzje dotyczące ich przyszłości. Chodź razem dorastali, ich drogi przez lata rozeszły się. Magdalena, Małgosia, Justyna, Krzysztof, Bożena, Grażyna, Mariusz, Michał, Piotr i Kamil rozjechali się do różnych szkół, zajęli własnymi sprawami, a ich kontakty osłabły. Spotkania po latach rozłąki często bywają jednak zaskakujące. Twarze kolegów i koleżanek wyglądają inaczej niż te, które ma się w pamięci. Wobec dawnych znajomych budzą się nowe, nieznane dotąd uczucia. A przy tym bohaterowie są świadkami i uczestnikami ulicznych walk o Dom Katolicki.
Znajomość „Październikowej pralni” nie jest konieczna do tego, aby zrozumieć „Marcowy strych”. Zdecydowanie jednak warto zacząć od tego pierwszego tytułu, aby w pełni zrozumieć książkę i jej bohaterów. Dzieci, które mieliśmy okazję poznać w pierwszej części, teraz stają u progu dorosłości, wyrosły na odpowiedzialnych i mądrych młodych ludzi, doskonale radzących sobie w trudnych czasach. Postaci stworzone przez Halinę Grochowską to bohaterowie, do których czuje się ogromną sympatię, którym się kibicuje i traktuje jak dobrych znajomych z sąsiedztwa. Czytelnik odczuwa wręcz dumę obserwując, na kogo wyrosły te małe dzieci sprzed lat, których wszędzie było pełno, jak daleko zaszły i jakimi ludźmi się stały. Bez lektury pierwszej części tej historii sympatia do bohaterów pozostanie, jednak poznanie ich jako maluchów, a także znajomość ich historii rodzinnych zdecydowanie zmieni odbiór powieści i sprawi, że będzie się ją czytało jak historię o starych znajomych. W „Marcowym strychu” Mamy okazję obserwować ich codzienność, na którą składają się nastoletnie rozterki i problemy, ale także radości.
Czarna okładka z czarno-białym zdjęciem może sugerować, że mamy do czynienia z dość ciężka lekturą i nie zachęca do sięgnięcia po nią. Nic bardziej mylnego. Lektura „Marcowego strychu” to przyjemność. Książka jest napisana przystępnym, często potocznym językiem, jest lekka i przyjemna w odbiorze. Opowiadanie jest pozbawione niepotrzebnych dłużyzn, co w połączeniu z umiejętnie skonstruowanymi dialogami sprawia, że przez lekturę płynie się z przyjemnością. Polska lat sześćdziesiątych w opowieści Haliny Grochowskiej nie jest bynajmniej szara i ponura. W życiu bohaterów wiele się dzieje, przede wszystkim w sferze uczuciowej. Dla tych, którzy pamiętają czasy, w których rozgrywa się akcja powieści, jej lektura będzie doskonałą okazją do tego, aby powrócić do tamtych lat i przypomnieć sobie minione wydarzenia. To również dobra propozycja dla tych, którzy lubią tematykę związana z czasami PRL.
Dzięki Halinie Grochowskiej mamy okazję obserwować codzienne życie zwykłych młodych ludzi w realiach, które choć miały miejsce tak niedawno, to jednak są tak bardzo różne od znanej nam rzeczywistości. Dla wielu czytelników będzie to zapewne dość sentymentalna podróż i powrót do czasów młodości, wspominanych z nostalgią. Dla innych, możliwość poznania ludzi takich jak my, którym przyszło żyć w niespokojnych czasach. Bez wątpienia jednak w tej lekturze niemal każdy znajdzie coś dla siebie.
Uleczkaa38
„MARCOWY STRYCH” - to kontynuacja opowieści Haliny Grochowskiej pt. „Październikowa pralnia”, przedstawiającej losy bohaterów osadzone w realiach PRL-u. Tym razem mamy przyjemność poznać ich dalsze perypetie, umiejscowione z kolejnych latach życia w Zielonej Górze. Zapraszam was do poznania recenzji tej pozycji, która ukazała się nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej.
Dzieci dorosły, stając się już nie tylko obserwatorami realiów komunistycznej Polski, ale i uczestnikami tegoż życia. I tak też Grażynka i Mariusz patrzą na otaczającą ich rzeczywistość z nadzieją na mimo wszystko lepsze jutro. To właśnie im przyjdzie bowiem budować nową przyszłość, którą ma znaczyć m.in. walka o Dom Katolicki, ale też i spotkanie z pewnym wyjątkowym pedagogiem w osobie harcerskiego druha - Zbigniewa Czarnuha. Jest też i ich miłość, żyjąca na przekór skonfliktowanych ze sobą od lat ich rodzin...
Halina Grochowska dała nam zatem piękną kontynuację swojej opowieści, umiejscowioną kilka lat później w tej samej okolicy pewnego zielonogórskiego osiedla. Dała kontynuację ciekawą, z pewnością bardziej dojrzałą i zarazem niezwykle poruszającą, gdyż też i losy oraz sprawy bohaterów są już bardziej dorosłe, co w mej ocenie działa z korzyścią dla całości tej opowieści. Bo też patrzymy już na tych młodych bohaterów i na ich młode losy w nieco inny sposób, który mnie osobiście bardzo wzrusza.
Jako słowo się rzekło, mamy tu przede wszystkim losy Grażynki i Mariusza, rozpisane na przestrzeni kilku kolejnych lat, które obejmują nie tylko ich osobiste, rodzinne i miłosne perypetie, ale też i które łączą się z ważnymi wydarzeniami o charakterze społeczno-politycznym. Szkoła, harcerstwo, pierwsze porywy serca..., ale z drugiej strony bezduszny komunizm i próby czynnego oporu, które nierzadko prowadzą do wielkich tragedii. Całość relacji przyjmuje postać lekkiej i naprawdę interesującej opowieści, którą „żyjemy” już od pierwszych chwil lektury.
Kolejny raz autorka przekonuje nas do uwierzenia w tę powieść - zarówno w kreację bohaterów, będących nieidealnymi ludźmi z „krwi i kości”, którzy przypominają tak bardzo nas samych, naszych bliskich, znajomych i sąsiadów..., jak i też do uwierzenia w obraz tamtej dawnej Polski, który z założenia był smutnym i szarym, ale jednak nie aż tak bardzo z perspektywy spojrzenia naszych młodych bohaterów, dla których były tam też rzeczy piękne, wyjątkowe i wspaniałe. Uważam, że takie ujęcie realiów PRL-u pozwala nam cieszyć się w większym stopniu przyjemnością tego czytelniczego spotkania, gdyż gorzkich relacji o tamtym czasie znamy aż za dużo.
Z pewnością lepiej jest znać pierwszą część tej opowieści, gdyż wówczas możemy cieszyć się chociażby porównywaniem naszych bohaterów z „tu i teraz” do przeszłości i ich dzieciństwa, nie mówiąc już o ogólnej łatwości zrozumienia choćby tego, dlaczego dwie główne rodziny są ze sobą skonfliktowane. Jednak, jeśli sięgniemy bezpośrednio po tę drugą część, to też będziemy mogli cieszyć się przyjemnością dobrej lektury, która nas bawi, wzrusza, nie raz i nie dwa razy zachwyca. I oczywiście jest to książka raczej dla osób, które same żyły w realiach PRL-u, gdyż to dla nich lektura ta będzie czymś na kształt niezwykłej, czytelniczej podróży w czasie. Z drugiej strony jednak młodzi odbiorcy być może lepiej zrozumieją losy młodych bohaterów książki, co też ma zawsze duże znaczenie.
Powieść Haliny Grochowskiej pt. „Marcowy strych”, to z pewnością udana kontynuacja pierwszej części cyklu, która ciekawi, intryguje, zaskakuje i dogłębnie porusza. I dlatego też gorąco polecam i zachęcam was do sięgnięcia po tę książkę, a w zasadzie po obie książki, jeśli jeszcze tego nie zrobiliśmy.
Informacje:
-
Autor:Halina Grochowska
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Obyczajowa
-
Tytuł Oryginału:Marcowy Strych
-
Język Oryginału:Polski
-
Przekład:Brak
-
Liczba Stron:272
-
Rok Wydania:2024
-
Wymiary:144 x 206 mm
-
ISBN:9788380113473
-
Wydawca:Warszawska Firma Wydawnicza
-
Oprawa:Miękka
-
Miejsce Wydania:Warszawa
-
Ocena:6/6 6/6 6/6 5/6 5/6 5/6