Kibel
masło
W „Kiblu” Anna Sudoł łączy najczystszą groteskę z prześmiewczym komentarzem rzeczywistości. Umieszcza bowiem w tytułowym ceramicznym pojemniku na wszelkie ludzkie nieczystości istotę z pogranicza horroru i nauki. Nie dość, że twarz potrafi mówić człowieczym głosem, to jeszcze filozofuje i doradza głównej bohaterce w zmaganiach z beznadzieją dnia codziennego. Doprowadza do podjęcia przez nią decyzji, która skieruje ją na nowe ścieżki.
Mam nie lada kłopot z prozą Sudoł i to z kilku powodów. Bo choć „Kibel” czyta się gładko i można dostrzec w nim może nie nowość formy ale oryginalność tematu, to jednak miałem to nieszczęście, że niedawno w zbiorze opowiadań Bory Chung przeczytałem tekst o podobnym zamyśle – tam również bohaterka znalazła w toalecie istotę żywą, z którą nawiązałą bliską relację. A zatem czytając Sudoł miałem wrażenie, że „gdzieś to już było”. No ale to ja.
Drugi zgrzyt pojawił się w pod koniec „Kibla” – autorka ewidentnie przyspieszyła akcję, by spointować całą historię i z gracją wylądować telemarkiem. Bo o ile tajemnica powstania istoty i skuteczności jej rad napędzała historię, w pewnej chwili całość spowolniła, zaś opowieść stała się zbiorem rozważań przykrytych żartobliwymi wtrętami o nieporadności współczesnych trzydziestoparolatków. Pośpiech w zakończeniu wątków wpłynął negatywnie na mój odbiór książki. No ale to ja.
No i trzecia kwestia związana jest z oznaczeniem adresatów „Kibla”. Ośmielę się stwierdzić, że o wiele więcej przyjemność w obcowaniu z XLP znajdą o wiele młodsi ode mnie. Bo to o nich jest ta książka, o wchodzących (wreszcie) w poważne i odpowiedzialne życie, o zagubionych w świecie wspomnianych wcześniej trzydziestoparolatków, którym dorosłość wadzi, a nie prowadzi za rękę zgodnie z ich zapotrzebowaniem, jest szorstka i niewygodna. Lepiej odnajdą się w „Kiblu” (jakkolwiek to nie brzmi) mieszkańcy „warszawki”, pochłaniacze kebabów i wegańskich tortilli (nieco nawiązuję do tekstu autorki, nie zamierzam nikogo urazić), nieustannie niedorośli, choć starzy, trochę rozpieszczeni, za bardzo oczekujący od innych niż wymagających od siebie. To (chyba) o nich jest ta opowieść. Bo Sudoł kreśli dość ponury ich świat – zaangażowanych w związki „po łebkach”, zapatrzonych w migoczące ekrany telefonów, zafascynowanych AI, zatrudnionych w korporacjach, prowadzących puste, wyblakłe życie.
Mieszkaniec (mieszkanka) kibla jest metaforą zjawisk współczesnych, zaś bohaterka postacią, w której, jak sądzę w zamierzeniu autorki, mamy przeglądać się i ja, i Ty. Stąd slangowy, pełen anglicyzmów język, prędki jak skrolowanie kolejnych postów, stąd absurd, kicz i wiersze, dzięki którym bohaterka, w co głęboko wierzy, zostanie obsypana nagrodami i stanie się sławna. Stąd jej wewnętrzna potrzeba, by wyrwać się z kołchozu, jakim jest praca biurowa i wyruszyć na oceany poezji (przyznam się, że jej naiwność w tym temacie rozbawiła mnie czule), a przy okazji zostać „kimś”. I zdaje się, że właśnie taki temat najbardziej ciekawi Sudoł – jak bowiem poradzi sobie samotna, młoda kobieta, która wyzbywa się pracy (której nienawidzi), by gonić za płonnymi marzeniami i zdobyć najwięcej rzeczywistych lajków w najbardziej z rzeczywistym z ludzkich żyć?
Jeśli odrzucimy wątki humorystyczne, staniemy oko w oko z osobą przegraną, niezrealizowaną i nie mającą pomysłu na własną przyszłość kobietą. Dorosłą zagubioną w lesie znaczeń i ludzkich relacji. Odseparowaną od świata i prawdziwej bliskości, obcą nawet dla najbliższych i tym samym obcą dla siebie. Osobą, która woli i nawiązuje bliższą relację z czymś z wnętrza sedesu, niż z ojcem, który być może w nieco nieudolny sposób próbuje „ratować” córkę przed samoistną zagładą, czego ona, córka, nie umie i nie chce dostrzec, widząc w postawie mężczyzny ojcowską nieudolność i niezrozumienie jej „ciężkiego losu”. I jeśli sądziła, że rady XLP wyciągną ją na powierzchnię, najpierw czeka ją nie tylko walka z przyziemną materią (pisanie wierszy idzie jej całkiem sprawnie), ale przede wszystkim z rodzicami, którzy szczerze niepokoją się o jej stan ducha i umysłu (no bo kto by pomyślał, tak po prostu rzucić robotę!). Kiedy więc w drzwiach mieszkania przyszłej znanej poetki staje ojciec z walizkami, wiadomo już, że przewidywania XLP o świetlanej przyszłości na spokojnych wodach mórz i oceanów oddalają się wraz z mirażem, który wytworzył(a).
Sama postać XLP jest przedstawiona prześmiewczo – oto bowiem szczyt osiągnięć naukowych, odpowiednik sztucznej inteligencji o niemal nieograniczonych możliwościach analitycznych, a zamknięty w czterech, że tak powiem, porcelanowych (a niech tam!) ścianach. Jest zatem „Kibel” opowieścią o współczesnym uzależnieniu od sztucznej inteligencji i zbyt głęboką wiarą w zawiłości algorytmów.
Mimo mojego sarkania i kręcenia nosem, „Kibel” polecam. Jest to bowiem tego rodzaju literatura, której odbiór w przeważającej mierze wiąże się z własnymi doświadczeniami, klęskami i triumfami. Warto zaspokoić swoją ciekawość i sięgnąć po powieść Anny Sudoł. To taki rodzaj literatury, który odrzuca albo wciąga w wieloznaczeniowość. Na pewno pozostaje w pamięci.
Informacje:
-
Autor:Anna Sudoł
-
Gatunek:Literatura Piękna, Powieść, Obyczajowa, Groteska
-
Tytuł Oryginału:Kibel
-
Język Oryginału:Polski
-
Przekład:Brak
-
Liczba Stron:152
-
Rok Wydania:2025
-
Wymiary:125 x 200 mm
-
ISBN:9788367713702
-
Wydawca:Korporacja Ha!art
-
Oprawa:Miękka
-
Miejsce Wydania:Warszawa
-
Ocena:Brak