Wanda Rajska
Mire po jednej z wielu pijackich nocy wstaje rano i stwierdza, że nie ma ręki! Niezły horror! Za chwilę wchodzi do pokoju jego matka, zauważa, co się dzieje... i zaczyna zrzędzić: "Och, synu mój, skaranie twoje boskie... On całej ręki nie ma... O, do chuja z takim dzieckiem!" I już wiesz, że znalazłeś się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. I że zaczyna się jazda bez trzymanki!
Zbiór opowiadań Ivana Medesiego przybywa do nas z ciekawego miejsca – z Ruskiego Krsturu, centrum społeczności rusińskiej w serbskiej Wojwodinie. Przyznaję się szczerze, że nigdy nie słyszałam o istnieniu takiej mniejszości narodowej. Mogę się natomiast domyślać, że życie w jakiejkolwiek małej, zamkniętej i tak czy inaczej odizolowanej społeczności, stwarza specyficzne warunki i piętrzy trudności nieznane grupom pozbawionym takiego doświadczenia. To poczucie obcości i wyalienowania w różnych momentach wyraźnie wybrzmiewało na kartach tych opowieści, być może było nawet główną przyczyną ich powstania. „Jedzenie” zostało napisane w języku rusińskim, a więc języku mniejszości. Następnie przetłumaczone zostało na język słowacki i w 2019 roku zdobyło najważniejszą słowacką literacką nagrodę w dziedzinie prozy – nagrodę Anasoft Litera. Co ciekawe, jak czytamy w notce dodanej przez tłumaczki, na język polski przetłumaczone zostało przy wykorzystaniu zarówno wersji rusińskiej, jak i słowackiej.
Wróćmy jednak do treści tej pozycji. "Jedzenie" to zbiór sześciu przewrotnych, groteskowych i mających sobie za nic dobre maniery opowiadań. Schodzimy nisko, niziutko po drabinie społecznej, by obserwować tych, którzy tam sobie krążą: pijacy, narkomani, życiowi nieudacznicy, przegrani nienawidzący swojego życia, dzieci patologicznych rodziców. Oprócz wspomnianego Mira, który rano budzi się bez ręki, poznajemy w następnym opowiadaniu nastoletnią narkomankę, która wybiera się w niedaleką podróż komunikacją miejską po narkotyki. Niby nic wielkiego, ale poziom paranoi, w której nurza się uzależniony umysł dziewczyny sprawia, że i dla niej i dla nas rozpoczyna się pasjonująca i śmiertelnie niemal niebezpieczna eskapada! Kolejny bohater to Capundrek (cóż za imię!) – dziwak mieszkający w swojej chatce na odludziu, który pewnego razu obmyśla przedziwny psikus, którym zamierza zadziwić mieszkańców wioski. Kolejne opowiadanie, „Poczciwe życie”, podobało mi się chyba najbardziej i najmocniej zapadło mi w pamięć. Dowiadujemy się w nim, jak nudną egzystencję może całkowicie wykoleić pozornie błahe zdarzenie. Z tym, że może jednak nie, może nadal jest nudno, jakby nic się nie stało? Mamy jeszcze nauczyciela – nieudacznika i Krzysztofa – dziecko dorastające w patologicznej rodzinie, a marzące o czymś więcej. Dzieje się tu naprawdę dużo!
Cały przedstawiony przez Medesiego świat – nasi bohaterowie, ich słowa i myśli, ich otoczenie i wszystko, co im się przydarza, pływa w oparach absurdu i niedorzeczności, przerysowania i wulgarności, a często naprawdę srogiej obrzydliwości. Chwilami jest niemal nie do wytrzymania, to zdecydowanie nie jest proza dla wrażliwego czytelnika. Szczególnie upodobał sobie autor wszelkie ekskrementy i wydzieliny ludzkiego ciała, ukazane najobrzydliwiej, jak to tylko możliwe! Według opisu powinnam jeszcze dostrzec "sprzeciw wobec wybrakowanej rzeczywistości", łamanie obyczajowych norm i przeciwstawianie się uniformizacji, stagnacji i nudzie, ale czytałam chyba za mało wnikliwie... Mnie chwilami naprawdę rzeczywiście bawiła i ciekawiła lektura tych opowiadań, często pozytywnie zaskakiwała, czasem jednak i dla mnie było o krok za daleko, choć do szczególnie delikatnych czytelników się nie zaliczam. Na pewno jest to coś nietypowego i bardzo mocnego. Jestem pewna, że zbiór znajdzie swoich czytelników, którzy lubią takie nieocenzurowane, krwiste i naprawdę dzikie teksty.
językoweinspiracje
Czy literatura musi być wygodna? Czy musi trzymać się ustalonych reguł, logicznych ciągów zdarzeń i granic, które wyznaczamy jej my, czytelnicy? „Jedzenie” Ivana Medešiego udowadnia, że zdecydowanie nie. Moim zdaniem jest to książka specyficzna pod wieloma względami, dziwaczna, brutalna, groteskowa, momentami odpychająca, a jednocześnie niezwykle żywa i pełna energii i dlatego tak trudno przejść obok niej obojętnie.
Na książkę składa się sześć dłuższych opowiadań, sześć historii i sześciu głównych bohaterów. Każde z nich jest inne, ale wszystkie łączy pewien rodzaj przekory i niezgody na rzeczywistość. Bohaterowie upadają, błądzą, próbują coś zmienić, czasem podejmują decyzje trudne do zaakceptowania, ale mimo wszystko ciągle próbują. Właśnie w tym widzę jedną z najważniejszych myśli tej książki: życie nieustannie zmusza nas do podnoszenia się i ruszania dalej.
Medeši zabiera czytelnika do świata byłej Jugosławii, przede wszystkim Serbii i serbskiej Wojwodiny. Pojawia się serbska telewizja, programy telewizyjne, lokalne realia, a także społeczność, z której sam autor się wywodzi. Ivan Medeši jest Rusinem z Ruskiego Krsturu, miejscowości będącej centrum rusińskiej społeczności w Wojwodinie. Stanowi to ważny kontekst, ponieważ książka wyrasta z doświadczenia mniejszości, również tej językowej. Pierwotnie została napisana po rusińsku, a więc w języku mniejszości, i dopiero później przeszła kolejne etapy translatorskiej podróży.
Dla mnie jako językoznawcy i tłumacza historia przekładu jest tutaj niezwykle interesująca. Książkę na słowacki tłumaczyły Magdalena Bystrzak i Olga Stawińska, a każda z nich była tłumaczką wiodącą przy określonych opowiadaniach. Pracowały zarówno z rękopisem w oryginale w języku rusińskim jak i słowackim tłumaczeniem Maroš Volovár, który wspierał je w tłumaczeniu na język polski. Miały więc do czynienia z prawdziwym wyzwaniem translatorskim i tekstem, którego językowa tożsamość wymyka się prostym klasyfikacjom.
Trudno zresztą jednoznacznie powiedzieć, czy „Jedzenie” "pachnie" bardziej Słowacją, Serbią, czy jeszcze innym miejscem. Jest w nim kontekst słowacki, ale równie mocno obecna jest Serbia, Wojwodina, rusińska diaspora, wiejska i peryferyjna rzeczywistość. Jest plebejskość, rustykalność, pewna szorstkość. Jest też językowy miks i styl, który nie próbuje dopasować się do większościowego gustu.
Dzięki temu możemy powiedzieć, że ta książka jest buntownicza.
Medeši przekracza granice na wielu poziomach: obyczajowym, stylistycznym, językowym, formalnym. Nie boi się tematu alkoholu, sek*u, narkotyków, uzależnienia, brzydoty ani sytuacji, które mogą wzbudzać w czytelniku dyskomfort. Ale ta obrzydliwość nie jest tutaj przypadkowa i pełni ważną funkcję.
Szczególnie mocno zapadło mi w pamięć opowiadanie o Żermén, kobiecie uzależnionej od narkotyków, która podczas podróży komunikacją miejską zostaje właściwie zamknięta we własnych myślach. Jest głód, pragnienie narkotyku, zmieniony stan świadomości, doświadczenie ciała i płci. Pojawia się również scena z podpaską, która zdecydowanie nie należy do tych, które łatwo zapomnieć. W tym właśnie momencie autor przekracza granicę dobrego smaku. Tyle że robi to po coś, chce pokazać doświadczenie uzależnienia bez upiększania go.
Podobnie działa groteska. W pierwszym opowiadaniu Mire po kolei traci kończyny, a jednocześnie prowadzi słowne batalie ze swoją rodziną. W innym Capundrek mieszka w chatce, a jego główne „działanie” to w dużej mierze prowokacyjna bezczynność. Siedzi, obserwuje i snuje wyobrażone formy sprzeciwu wobec świata, który nie oferuje mu żadnych perspektyw. W opowiadaniu „Światło życia” Krzysztof próbuje naprawić świat, ale zamiast tego śni o setkach wściekłych aktówek pedagogicznych stojących przed jego domem. Trudno o bardziej absurdalny obraz, a jednocześnie trudno nie dostrzec w nim czegoś bardzo prawdziwego: bezsilności człowieka wobec rzeczywistości, którą chciałby naprawić. Podobnie jak historia o Capunderku, utrzymane jest ono w tonie brutalnej, prowincjonalnej psychogroteski i czarnego humoru. Utwór stanowi bezlitosną dekonstrukcję życia lokalnego inteligenta na głębokiej prowincji. Bohater zmaga się z potężnym wypaleniem zawodowym, psychicznym marazmem i poczuciem totalnej bezsensowności swojej pracy oraz egzystencji.
W „Jedzeniu” można znaleźć liczne odniesienia do literatury, muzyki, lokalnej kultury, a nawet popkultury. Autor bawi się konwencjami, korzysta z błędów logicznych i pozornie bezsensownych pomysłów. Chaos jest tutaj wpisany jakby w DNA tych historii, ale nie oznacza to, że tekst jest przypadkowy. Przeciwnie, pod tym chaosem kryje się własna logika.
Nie da się tej książki czytać szybko. Trzeba się zatrzymać. Posłuchać języka. Zastanowić się, co właściwie kryje się pod kolejną warstwą absurdu. Czasem się roześmiać, czasem poczuć niesmak, a czasem po prostu zapytać: dlaczego autor zrobił to właśnie w ten sposób?
„Jedzenie” jest literaturą mniejszościową nie tylko ze względu na język autora. Jest mniejszościowa również w swoim podejściu do literatury, ponieważ nie podporządkowuje się temu, co wypada, co jest popularne i co łatwo zaakceptować. Jest jak literacki buntownik, który świadomie wychodzi poza ustalone schematy.
Właśnie to przekraczanie granic wydaje mi się jednym z kluczy do odczytania tej książki. Może być formą buntu, ale też próbą poradzenia sobie z rzeczywistością. Jeśli otaczający świat wyznacza granice, które nas męczą i ograniczają, literatura może stać się przestrzenią, w której można je przekroczyć. Medeši korzysta z tej wolności bez żadnych kompleksów.
Nie dziwi mnie więc, że książka została uhonorowana w 2019 roku Anasoft Litera, najważniejszą słowacką nagrodą literacką w dziedzinie prozy.
Po lekturze mam poczucie, że „Jedzenie” jest trochę jak drzazga wśród grzecznie poukładanych opowieści: pojawia się, uwiera i burzy porządek. Jest przekorne, anarchistyczne i całkowicie niepokorne. Ale pod całą tą warstwą kryje się coś bardzo uniwersalnego: ludzie, którzy próbują znaleźć sposób na życie w świecie, który często ich ogranicza.
Może właśnie dlatego literatura potrzebuje takich książek, żeby przypominać, że czasem najlepszym sposobem na poradzenie sobie z rzeczywistością jest ją zakwestionować.
„Jedzenie” nie daje łatwych odpowiedzi. I całe szczęście. Zmusza do patrzenia dalej, poza to, co oczywiste. A to, moim zdaniem, jest jeden z najciekawszych rodzajów literackiego buntu.
Podczas lektury „Jedzenia” miałam poczucie, że to książka, której nie da się do końca zrozumieć bez poznania jej szerszego kontekstu. Dlatego sięgnęłam po podcast „Literatura ze Środka Europy” Marcina Piotrowskiego, w którym rozmawiano o twórczości Ivana Medešiego. Ta rozmowa pomogła mi lepiej zrozumieć językowe, kulturowe i literackie tło książki, a także spojrzeć inaczej na jej buntowniczy charakter, groteskę i przekraczanie granic.