Pewna Forma Życia

Autor: Amélie Nothomb

Okładka wydania

Pewna Forma Życia


Dodatkowe informacje

  • Autor: Amélie Nothomb
  • Tytuł Oryginału: Une Forme De Vie
  • Gatunek: Powieści i opowiadania
  • Język Oryginału: Francuski
  • Przekład: Joanna Polachowska
  • Liczba Stron: 112
  • Rok Wydania: 2011
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 125 x 190 mm
  • ISBN: 978-83-7495-758-8
  • Wydawca: Muza
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    4,5/6

    4,5/6

    6/6

    4,5/6

    5,5/6

    5,5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Miqa

Amélie Nothomb to belgijska pisarka, z której twórczością nie miałam dotychczas żadnych kontaktów. Autorka uwielbia pisać listy i właśnie pewien epistolarny okres z jej życia został opisany w książce „Pewna forma życia".

 

Melvin Mapple to szeregowy amerykańskiej armii od 6 lat stacjonujący w Iraku. Decyzję o zaciągnięciu się do wojska podjął z przymusu – był to jedyny sposób, by w jakimś stopniu uniknąć biedy i głodu. 30 latek nie wiedział wtedy jak katastrofalna w skutkach dla jego zdrowia i życia będzie ta decyzja. Dlaczego? Ponieważ teraz widzimy go jako 39-letniego weterana wojennego, który waży prawie 200 kg, popada w schizofrenię i cierpi z powodu... jedzenia. „W nocy, przygnieciony własnym ciężarem, wyobrażam sobie, że to nie moja tusza, tylko piękna, młoda kobieta leżąca na moim ciele." Kobieta imieniem Szeherezada. Postanawia napisać list do swojej ulubionej autorki - Amélie Nothomb, która z początku jest sceptycznie nastawiona do postaci żołnierza. Obawia się, że może być to jakiś kiepski żart. Z czasem jednak zaczyna się nim coraz bardziej interesować i prosi mężczyznę, by opowiedział jej o sobie.

 

„Drogo zapłacił za zaspokojenie głodu."

 

Z początku widzimy jak Melvin pochłaniając ogromne ilości jedzenia tworzy swoisty bunt przeciwko wojnie, w którą został wplątany. Nie od dziś wiadomo, że otyłość w najdalszym stadium rozwoju towarzyszy amerykańskim żołnierzom, którzy nie mogą pogodzić się z tym, że muszą zabijać niewinnych ludzi – w tym kobiety i dzieci. Jedzenie staje się ich substytutem życia – cieszą się, że jeszcze żyją i jednocześnie buntują się przeciwko amerykańskiemu systemowi. Książka nosi tytuł „Pewna forma życia" ponieważ Melvin Mapple, dzięki autorce zyskał „dostęp do pewnej formy istnienia."

 

Ciężko jest zrecenzować tę krótką, 111-stronicową książeczkę tak by nie zdradzić wszystkich wątków. Pewne jest to, że pani Nothomb pięknie operuje słowem pisanym, nie pozwalając czytelnikowi oderwać się od ciekawej lektury. Mnie książka nauczyła dwóch ciekawych słów: pleonazm i paralipsa.

 

Pierwszy raz spotkałam się z tak oryginalną książką. Historia w niej opisana całkowicie mnie zaskoczyła swoim zakończeniem – mogę nawet powiedzieć, że nieco mnie to zakończenie rozczarowało. Ale autorka ma otwartą furtkę, jeśli chciałaby kiedyś dalej kontynuować ten wątek. Jestem ciekawa jak to się wszystko skończyło w prawdziwym świecie... Polecam :)

Książkówka

Nie wiem czy pamiętacie, swego czasu, głośne zjawisko pod nazwą „Pro-ana"? Propaguje ono anoreksję jako świadomy styl życia, świadomy wybór. Jego „wyznawcy" czerpią radość z każdego utraconego grama, faktu niejedzenia jak i dążenia do coraz niższej wagi ciała. A czy mogłoby istnieć coś przeciwnego temu zjawisku? Czyli świadome tycie w myśl jakiejś idei? Okazuje się, że w pewnym sensie może.

 

Amélie Nothomb, belgijska pisarka, swoją króciutką książka pt. „Pewna forma życia" daje tego dobry przykład. Poznajemy w niej pewnego amerykańskiego żołnierza, pełniącego służbę wojskową w Iraku, imieniem Melvin. Decyduje się on napisać list do pisarki zmotywowany zasłyszana informacją, że odpowiada ona tym, którzy decydują się na korespondencję z nią. Wierzy, że tylko ona może go zrozumieć... Amélie, choć początkowo niechętnie, daje się wciągnąć w wir wymiany listów, w których Melvin zdradza o sobie coraz więcej szczegółów. Okazuje się, że jest „bulimicznym buntownikiem" – na znak protestu przeciwko wojnie pochłania coraz to większe ilości jedzenia, można by rzecz, że „zajada" swój stres i ból związany z udziałem w krwawych (i często śmiertelnych) starciach.

 

O ile sam ten fakt, noszący znamiona zaburzeń psychicznych jeszcze nie jest nad wyraz szokujący i przejmujący to stosunek żołnierza do swojej tuszy już tak. Uczynił on ją, bowiem odpowiednikiem ukochanej kobiety (nadając jej imię Szeherezady), z którą nie rozstaje się ani na chwilę. Całymi dniami oczekuje na cudowne, wieczorne chwile, gdy będzie mógł objąć swoją lubą i cieszyć jej obecnością...

 

Te niesamowite opisy sprawiają, że pisarka wsiąka w tok korespondencji i sama nie wie, kiedy ten obcy człowiek staje się poniekąd częścią jej życia. W końcu dzieje się coś, czego Amélie się nie spodziewała – jej korespondencyjny znajomy nagle milknie i nie odpowiada na listy... Czy to się stało? Zabiła go wojna? Może jego ukochana, Szeherezada? A może zwyczajnie postanowił definitywnie zakończyć kontakt z pisarką?

 

Odpowiedź na te pytania z lekka szokuje. Samo zakończenie zaś, mnie osobiście trochę...zbulwersowało (tak, to chyba dobre określenie). Nie spodobało mi się, że w ostatniej decyzji, jaka pada na kartach książki jest tyle...tchórzostwa! Jeśli w sposób świadomy na coś się decydujemy powinniśmy liczyć się z konsekwencjami zakończenia danej sprawy i mężnie stawić im czoło. Może jednak oceniam to zakończenie zbyt subiektywnie? Może nie zrozumiałam rozterek autorki tak jakby tego chciała? A może wręcz przeciwnie, a ja tylko ośmieliłam się wytknąć jej błąd?

 

Być może ile czytelników tyle wersji oceny jej poczynań. Dlatego kończę mój wywód by nikomu nie narzucić swojego zdania, a tylko zachęcić do wyrobienia sobie własnego podczas tej niezwykłej i wartościowej lektury. A jest nią nie tylko zbiór korespondencji tych dwojga, a także fascynujące studium ludzkich słabości i psychologicznych oddziaływań wynikających z różnych aspektów ludzkiego (duchowego) wnętrza i doświadczeń życiowych.

Kolmanka

Uff... za każdym razem, kiedy czytam jakąkolwiek powieść tej belgijskiej pisarki, jestem w szoku, jak w tak małej objętości można zawrzeć tak wiele wymownej treści. Nothomb jest zdecydowanie mistrzynią krótkiej formy. Tyle myśli kłębi mi się teraz w głowie. Nie wiem od której strony mam ugryźć tę recenzję. Mam tak zawsze po lekturze tej pisarki...

 

Spróbujmy. Amelie opisuje w niej swe korespondencyjne doświadczenia z czytelnikami. Jest tym typem, który słowo pisane na papierze ceni i z chęcią na nie odpowiada. Tym razem dostaje list od niejakiego Melvina - niespełna 40-letniego żołnierza stacjonującego w Iraku, przy tym bulimika. Jego otyłość jest głównym tematem ich rozmów. Twierdzi on, że w ten właśnie sposób chce ukazać swój protest, leczy samotność i strach. Z listów wynika, że mężczyzna ma tendencje do bujania w obłokach na pograniczu schizofrenii. Sam przyznaje, że jest wielkim fanem Nothomb i powieści nadają sens jego życiu a także cieszy się, że może on żyć w jej świadomości. Pisarka jest zafascynowana postacią kreowaną przez Melvina. Jednak ich korespondencja urywa się niespodziewanie....

 

Amelie wyraźnie zaniepokojona tą sytuacją, zaczyna na własną rękę poszukiwania Melvina. To co odkryje i co stanie się potem, jest szokujące, dziwne i co najmniej irytująco-intrygujące. Nie mogę Wam tego zdradzić, bo zepsuję tylko radość z czytania.

 

Nie znajduję minusów. Może jestem mało obiektywna, po prostu uwielbiam Nothomb i każde literackie spotkanie z nią, budzi we mnie ogromne emocje i niepokoje. Czym się niepokoję? Nie umiem odpowiedzieć. Czasem tak po prostu mam. Jestem pewna, że znacie to uczucie niepokoju wywołanie klimatem jakieś powieści lub filmu bądź pasjonującego utworu... właśnie, to to!

Varia

Korespondencja autora książek ze swoimi czytelnikami nie powinna nikogo dziwić. Odpowiadanie na listy, choć bywa żmudne i męczące, staje się świetnym sposobem na poznanie swych wielbicieli. Czasami zaskakują oni adresatów nie tylko tematyką listu, ale i samą osobą nadawcy. Taką niezwykłą przesyłkę otrzymała właśnie Amélie Nothomb, czyniąc z niej motyw przewodni swej najnowszej powieści.

 

Melvin Mapple jest żołnierzem armii stanów zjednoczonych stacjonującym od sześciu lat w Iraku. Niebezpieczeństwo czyhające na niego na każdym kroku, przyczyniło się do powstania ogromnego stresu, a ten kolei przerodził się w jeszcze większe problemy. W chwili zaciągania się do wojska, Melv ważył niespełna pięćdziesiąt kilogramów. Był głodny, wychudzony i przerażająco biedny. Dziś jego tusza sięga blisko dwustu, a mężczyzna cierpi jeszcze bardziej. Szukając słów pocieszenia postanowił napisać do Amélie, pisarki, która jako jedyna jest w stanie go zrozumieć.

 

Pewna forma życia to zapis korespondencji pomiędzy dwójką bohaterów. Listy te są bardzo emocjonalne, naszpikowane ludzkim dramatem i wołaniem o pomoc. Nie ma wątpliwości, że głos Melvina jest tym decydującym. To on nadaje powieści tempo oraz szokuje kolejnymi faktami na temat swojego życia. Wydaje się nam, że amerykańscy żołnierze są odzwierciedleniem walecznych postaci z serii filmów i figurek G.I. Joe. Zawsze gotowi do ataku, świetnie wyszkoleni, i co najważniejsze – wysportowani. Sądząc po listach jednego z nich, takie wyobrażenia można włożyć jedynie między bajki.

 

Amélie Nothomb po raz kolejny udowodniła, że na stu stronach można zmieścić takie ilości emocji, jakie dla wielu starczyłyby na opasłą sagę. Historia otyłego szeregowca co rusz wprawia nas w zdumienie. Jesteśmy pełni współczucia wobec sytuacji w której się znalazł, a jednocześnie czujemy ironię jego dramatu. Drwiny, nietolerancja i brak szacunku do własnej osoby, stają się nagle problemami niezwykle istotnymi.

 

Książkę czyta się błyskawicznie, a niespodziewany zwrot akcji dodaje jej jeszcze więcej napięcia. Niestety, nie wszystko jest tu idealne. Nie spodobało mi się zakończenie całej historii. Dosłownie ostatnie 3-4 strony są dla mnie może nie tyle klapą, co drobną farsą. Widać, że autorka ma spory dystans do swojej osoby, ale jeżeli w opisanej tu historii jest choć cień prawdy, to nie chciałabym aby właśnie taki był jej finał.

 

Nie mniej jest to powieść bez wątpienia wyjątkowa i naprawdę warta poznania. Zwraca uwagę na z pozoru błahy problem, który już niedługo może dotyczyć nas, bądź ludzi nam bliskich. Polecam ją dla odrobiny refleksji, zadumy, ale i dobrej rozrywki.

Dm1994

Melvin Mapple - szeregowy armii amerykańskiej, który od sześciu lat stacjonuje w Bagdadzie. Ubóstwo i głód zmusiły go by już jako trzydziestolatek zaciągnął się do wojska. Niestety wybór ten nie wpłynął pozytywnie ani na stan psychiczny, ani fizyczny żołnierza. Mężczyzna ma teraz 39 lat, waży 200 kg i cierpi na chorobę podobną do schizofrenii - gdy leży wydaje mu się, że zamiast grubych warstw tłuszczu spoczywa na nim piękna kobieta.

 

Pewnego dnia Melvin postanawia napisać list do swojej ulubionej pisarki - Amelie Nothomb. W tej krótkiej treści pisze min.: "Piszę do Pani, bo cierpię jak pies. Potrzebuję trochę zrozumienia, a wiem, że Pani mnie zrozumie". Oczywiście nasza bohaterka i zarazem autorka reaguje na pismo dość "normalnie" - odbiera go jako żart. Pisze min. "Melvinowi Mapple'owi bez wątpienia potrzebny był psychiatra. "Jednak w końcu decyduje się ona na odpisanie na tą dość dziwną wiadomość otrzymaną od amerykańskiego szeregowego, przesyła mu też również kilka swoich powieści. W ten sposób między bohaterami nawiązuje się korespondencyjna, regularna relacja. Czy Amelie Nothomb uda się pomóc cierpiącemu żołnierzowi?

 

Jakiś czas temu miałam już okazję zachwycania się twórczością tej belgijskiej pisarki, przy okazji recenzji książki "Podróż zimowa". Już wtedy moja intuicja podpowiadała mi, że jej kolejna wydana w Polsce książka wywoła u mnie podobne emocje. Tym razem moja intuicja mnie nie zawiodła. Co prawda powieść ta nie zachwyca gabarytami - zajmuje tylko 111 stron. Jednak na tej niewielkiej liczbie kartek znajdziemy piękną historię opisaną wspaniałym, charakterystycznym dla tej autorki językiem, który pozwala czytelnikowi wręcz delektować się jej talentem. Plusem dla polskiego wydania jest również bardzo dobrze dopasowana i klimatyczna okładka.

 

Nie wiedząc, co więcej mogę powiedzieć o tej książce podsumuję :D Naprawdę, naprawdę gorąco polecam, gdyż jest to bardziej ambitna lektura, jednak napisana w taki sposób, że jej język nie męczy, a wręcz cieszy. Poza tym nie jest to wielka księga, lecz niewielka książeczka, więc jej lektura nie zajmie wam dużo czasu.

Orchisss

Z okładki:

Amelie Nothomb znana jest z tego, że chętnie koresponduje z czytelnikami. Pewnego dnia dostaje list od Melvina Mapple'a, amerykańskiego żołnierza od sześciu lat stacjonującego w Iraku. Jako wielbiciel jej książek Melvin uważa, że tylko ona potrafi go zrozumieć i posłużyć mu radą. Zaciągnął się do wojska w wieku 30 lat, z głodu i biedy. Dziś ma lat 39, waży prawie 200 kilogramów i cierpi.

 

Jest przeciwnikiem tej wojny i swój protest wyraża niekontrolowanym pochłanianiem śmieciowej żywności. Na dodatek popadł w lekką schizofrenię: nocami ma wrażenie, że leży na nim piękna kobieta o imieniu Szeherezada i to ciężar jej ciała nie pozwala mu zasnąć. Traktuje więc nadwagę jako swoją kochankę.

 

Melvin zdaje sobie sprawę, że zaczyna mieć poważny problem. Prosi więc Amelie o radę ...

 

Recenzję poprzedniej książki A. Nothomb rozpoczęłam od wyznania, że nie mam zaufania do książek niezbyt imponujących objętością. Od tego czasu czytelnicze życie wielokrotnie brutalnie zweryfikowało moja przeświadczenie. Nie ilość stron o jakości przesądza ... Okładka też nie. Ameryki pewnie nie odkryję, jeśli stwierdzę, że o jakości książki przesądza ... słowo. A słowo u Amelie Nothomb ma wielką wagę i autorka nie szafuje nim nadaremno.

 

Troszkę drażni mnie to, że opisy okładkowe niejednokrotnie dość znacznie odbiegają od treści książki. Czasem mam wrażenie, że ukazują zawartość w krzywym zwierciadle i sprawdzają czujność potencjalnego czytelnika. Niestety, i w tym przypadku, mamy do czynienia z lekkim wypaczeniem tego, co znajdziemy w samej historii. Musiałam to wreszcie napisać, bo to kolejna książka i kolejne okładkowe faux pas.

 

"Pewna forma życia" to powieść niemalże epistolarna. Melvin pisze do Amelie, Amelie odpisuje, okraszając tę korespondencję dodatkowym komentarzem, niejednokrotnie bardzo intymnym. Sama historia jest bardzo intymna - Amelie-narratorka powieści zdradza wiele szczegółów życia osobistego i nawyków. Pytanie do prawdziwych znawców prozy i samej pani Nothomb - czy faktycznie taka właśnie jest czy może być? Intymny jest również sposób postrzegania otyłości przez samego Melvina - obnaża się przed obcą kobietą - w sensie dosłownym i przenośnym, opowiadając o swoich zmaganiach ze sporą nadwagą. Przypisuje swojemu tłuszczowi różne właściwości - raz jest to kochanka o imieniu Szeherezada, a raz mówi, że to jego rodzina - żona i dziecko, tyle, że ma ich w sobie. "(...) wolałem ich zostawić w sobie, bo tak jest bardziej intymnie, tak też łatwiej ich chronić i karmić" *. Melvin używa swojej otyłości jako formy protestu przeciwko wojnie w Iraku. Twierdzi, że jedzenie to największy narkotyk naszych czasów - nie sposób się od niego uwolnić i nic nie daje takiej przyjemności.

 

Proza Amelie Nothomb, przynajmniej w przypadku "Pewnej formy życia" jest niespokojna i niepokojąca. Sama Amelie twierdzi, że bez niepokoju nie ma przyjemności. Autorka idealnie dawkuje słowa, jej listy do Melvina, komentarze do i dookoła jego listów są niezwykle trafne i spójne, a przede wszystkim krótkie. Po raz kolejny przekonałam się jak wielkim kunsztem jest zamieścić tyle treści w zaledwie 110 stronach. Treści poruszane przez A. Nothomb zmuszają do myślenia. Może i pochłoniesz tę powieść w godzinę, lecz zapewniam - nie zapomnisz o niej miesiącami ...

 

Wojna w Iraku, otyłość, problemy kontaktów międzyludzkich - to tematy, które porusza Nothomb. Lekkość z jaką ubiera w słowa prawdy, które nie brzmią banalnie - to chyba jedna z największych zalet tej książki. "Ktoś wkracza w nasze życie, trzeba zaakceptować, że równie łatwo jak do niego wszedł, będzie mógł je opuścić" **.

 

Amelie Nothomb napisała też pięknie ... o pisaniu listów. Scharakteryzowała siebie jako czytelniczkę i pisarkę listów. Zdradziła swoje przyzwyczajenia. I - znów trafnie - uchwyciła to, co najpiękniejsze w prowadzeniu korespondencji "Lektura (listu) umożliwia poznanie drugiego człowieka, pozwalając jednocześnie zachować tę głębię, jaką ma się wyłącznie wtedy, kiedy jest się samemu" ***. Pod ostatnim zdaniem pozostaje mi jedynie podpisać się ... wszystkimi kończynami.

 

Piękna proza, piękne słowa. Coś mi podpowiadało, że po "Podróży zimowej" i ta powieść przypadnie mi do gustu. Nie myślałam, że aż tak bardzo. Polecam, polecam gorąco. O uprzedzeniach, o pisaniu, o byciu dla kogoś, o byciu dla siebie. W fantastycznie spójny i zwięzły sposób. Jeszcze raz - polecam gorąco!

 

* A. Nothomb, "Pewna forma życia", Wydawnictwo MUZA 2011, s. 63.
** tamże, s. 81-82.
*** tamże, s. 71-72.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!