Okładka wydania

Cień Wiatru

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 6 votes
Akcja: 100% - 7 votes
Wątki: 100% - 7 votes
Postacie: 100% - 4 votes
Styl: 100% - 8 votes
Klimat: 100% - 9 votes
Okładka: 100% - 4 votes
Polecam: 100% - 7 votes

Polecam:


Podziel się!

Cień Wiatru | Autor: Ruiz Zafón Carlos

Wybierz opinię:

Symonides

"Cień wiatru" to książka, do której przez długi czas nie mogłem się przekonać, mimo jej wielkiej popularności. Osądzałem ją po pozorach, a utrzymana w bardzo delikatnych pastelowych barwach okładka mówiła mi, że to pewnie spokojna powieść, z gatunku tych, które opowiadają o cichych losach kolejnych pokoleń jakiejś familii. Słowem spodziewałem się nudziarstwa. Dopiero jakiś czas temu - pod wpływem, chyba, recenzji na jakimś blogu, dostrzegłem w tej ilustracji dyskretną elegancję. Zrozumiałem, że ta powieść nie musi walczyć o uwagę krzykliwą obwolutą, bo jej treść broni się sama. Z takim nastawieniem zacząłem ją czytać. wssssssssssp! Stało się - wessało mnie do końca, nie pozostawiając ani trochę mojej uwagi na sprawy realnego świata. :)

 

Powieść "Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafona zabiera nas w świat Barcelony pierwszej połowy XX wieku. Czasy generała Franco, rewolucji, wojen, w których do głosu w państwie dochodzą rozmaici krętacze i szemrane typy. W tej oto scenerii poznajemy Daniela - młodego chłopca, będącego synem antykwariusza. Pewnego dnia ojciec zabiera go do tajemniczego miejsca zwanego Cmentarzyskiem Zapomnianych Książek. Daniel ma wybrać sobie jedną książkę, tom który będzie jego przeznaczeniem, o który będzie musiał dbać przez całe życie. I nasz bohater dokonuje wyboru, mając wrażenie, że to książka wybrała jego. Jego los staje się nierozerwalnie związany z powieścią "Cień wiatru" autorstwa nieznanego Juliana Caraxa. Powieść okazuje się dla Daniela tak fascynująca, że postanawia dowiedzieć się o autorze więcej i poszukać innych jego książek. Tym sposobem Daniel natrafia na tajemniczą historię nieszczęśliwej miłości, skomplikowanych relacji rodzinnych i pasji. Dodatkowo, wkrótce okazuje się, że wszystkie książki tego autora próbuje zdobyć – by je potem spalić - tajemnicza postać bez twarzy przestawiająca się jako Lain Coubert - postać z z książki, gdzie okazała się być diabłem. Jeśli dodamy do tego okrutnego, psychopatycznego inspektora policji, który jest głęboko zamieszany w aferę otrzymujemy niesamowicie wciągającą mieszankę o niebanalnej fabule, zakręconej intrydze i ciekawych bohaterach.

 

"Cień wiatru" jest literaturą najwyższej próby. Fabuła niesamowicie wciąga i ciekawi, co najważniejsze jest prawie nieprzewidywalna. Prawie - bo pewnych istotnych faktów domyśliłem się już na początku, nie popsuło mi to jednak w żaden sposób przyjemności czytania. Bardzo podobał mi się sposób, w jaki narrator odsłaniał kolejne zawiłości historii. Odbywało się to stopniowo, dozując informacje poprzez rozmowy z kolejnymi postaciami. Ich opowiadania o przeszłości są jednak tylko tłem dla wydarzeń teraźniejszych w książce. Ale tłem, które pozwala spojrzeć na historię z odpowiedniej perspektywy i wyjaśnia wiele spraw. Świetnie zarysowane są sylwetki bohaterów. Są one wyraziste - mają swoje motywy i uczucia. Nikt nie jest całkowicie biały lub czarny. Po mistrzowsku są oni wprowadzani w akcję książki - tak "stopniowo". Najpierw natrafiamy o wzmiankę o kimś, potem ten ktoś się co jakiś czas pojawia na kartach, żeby ostatecznie odkryć swoje znaczenie dla całości historii. W ten sposób czytelnik ma wrażenie rzeczywistego poznawania świata razem z bohaterem, a nie zaś wrzucenia w wir akcji jak do basenu. Obrazy malowane słowami przez autora są bardzo plastyczne i bez problemu możemy wyobrazić sobie Barcelonę, po której poruszają się wręcz namacalne postaci z książki. Co dla mnie ważne - ta książka nie jest naiwna, wręcz przeciwnie fabuła sprawia wrażenie spójnej i logicznej. Dziwne wydało mi się tylko to, że czarny charakter - inspektor Fumero - nie szukał podejrzanych osób, w najbardziej oczywistych miejscach ich pobytu.

 

Podsumowując, jak dla mnie ta książka to niemal ideał. Świetnie napisana, o ciekawej fabule i postaciach, z doskonałym prowadzeniem narracji. Fabuła nie jest naciągana. To wszystko sprawia, że czytelnik staje się prawdziwym współuczestnikiem akcji, a Daniel i inni - jego przyjaciółmi. I o jakości książki świadczy chyba fakt, że po jej przeczytaniu czułem się jakbym wrócił z wakacyjnej przygody w dobrym towarzystwie. Chciałem tam wrócić, chciałem dalej przebywać z bohaterami w tym świecie. Ale niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy...

 

Viconia

Dopóki nie zaczęłam pałętać się po blogowym świecie książkoholików myślałam, że jestem jedyną osobą na świecie, która nie przeczytała zupełnie nic Zafona. Tutaj dowiedziałam się, że na szczęście więcej jest takich, ale postanowiłam w końcu nadrobić zaległości. Zaczęłam więc czytać i... no cóż, czegoś innego się spodziewałam. Bo tyle wszędzie zachwytów przeczytałam na temat tej książki a ja czytam i czytam i jakoś nic mnie nie zachwyca. Dlatego mam takie opory przed czytaniem tego, co każdy po kolei wychwala. Pomyślałam sobie „może ja jestem jakaś dziwna", ale dzielnie czytałam dalej. I w końcu odkryłam w czym rzecz. Bo ja spodziewałam, że po przeczytaniu jednej strony lektura pochłonie mnie na amen i jak ktoś będzie mnie chciał od niej oderwać to może przy tym ucierpieć. A tu się okazuje, że jednak potrzeba trochę czasu, żeby odkryć co takiego magicznego jest w tej historii.

 

Jako , że chyba każdy mniej więcej wie o czym jest „Cień wiatru" to ja tylko tak ogólnie. Kiedy Daniel ma 10 lat ojciec zabiera go na Cmentarz Zapomnianych Książek, gdzie ma wybrać dla siebie tę jedną jedyną. Daniel znajduje tam „Cień wiatru" Juliana Caraxa. Zakochuje się w tej książce a kiedy próbuje znaleźć inne jego dzieła okazuje się, że są one praktycznie nie do zdobycia, bo ktoś wyszukuje i pali każdy egzemplarz. Jak można się domyślić Daniel postanawia odkryć kto i dlaczego tak bardzo nienawidzi Juliana, że chce pozbyć się każdego dowodu jego istnienia.

 

Nie ukrywam, że na początku trochę musiałam zmuszać się do czytania i to przez dobre kilkadziesiąt stron. Kiedy doszłam do momentu, w którym autor wywołał we mnie ciekawość poszło już z górki. Także jeśli ktoś ma problem z przebrnięciem przez początek i zastanawia się czy czytać dalej to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że warto. Bo w gruncie rzeczy to bardzo piękna opowieść o tym, jak osoby trzecie, które podobno chcą dla nas najlepiej potrafią zniszczyć nam życie. I że niektórzy całe życie potrafią przeżyć z nienawiścią i żądzą zemsty w sercu. Co – jak się okazuje na końcu – nikomu na dobre nie wyjdzie.

 

Wszystko pięknie, ładnie – jest bardzo przemyślana intryga, dzięki czemu z niecierpliwością czeka się na rozwiązanie. Jest magiczna atmosfera, która wisi nad nami podczas czytania. Jest mroczny czasem klimat (choćby w momentach, kiedy odwiedzamy dom Aldayów) i z pozoru niewytłumaczalne zjawiska. Język też jest bardzo piękny (chociaż moim zdaniem czasami aż do przesady). Tylko tak teraz sobie myślę, że gdyby odjąć to wszystko to jednak zostały by nam tylko nieszczęśliwe miłości i rodzinne tragedie, czyli coś, co w niejednej sadze rodzinnej znajdziemy. Ale przyczepić się do tego nie zamierzam, bo jednak autor wyszedł ponad to i z tego, co serwowano nam już setki razy potrafił zrobić coś naprawdę dobrego i oryginalnego.

 

Największym dla mnie minusem była czcionka. No okropna. Taka maleńka, że się bardzo źle czyta i oczy się męczą.

 

Podsumowując. Jest to naprawdę dobra książka. Ma swoje minusy, ale cieszę się, że w końcu po nią sięgnęłam. Co prawda nie padłam z zachwytu, ale jak by nie było bardzo miło spędziłam czas w Barcelonie sprzed lat. Polecam każdemu, bo nawet jeśli nie zachwyci kogoś zupełnie, to i tak warto się z nią zapoznać.

 

Niedopisanie

Rozmyta, pastelowa okładka. Staroświeckie zdjęcie. Ojciec trzymający za rękę biegnącego syna. Wokół mgła.

 

Cień wiatru oczarował mnie już samą okładką. Tytuł pierwszego rozdziału: Cmentarz Zapomnianych Książek brzmiał jak wstęp do krainy baśni. Przyznam sama, że nie potrafię policzyć, ileż to razy śnił mi się taki cmentarz – potężna biblioteka, w której mogłabym zamieszkać na zawsze, przechadzając się pośród licznych tomików ..

 

Daniel Sempere w dniu dziesiątych urodzin zostaje zaprowadzony przez swojego ojca do takiego właśnie wyśnionego miejsca. Otrzymuje odpowiedzialne zadanie, które odmieni całe jego życie. Spośród książek przeklętych, tych, o których niemal nikt już nie pamięta, ma wybrać jedną i przyjąć ją pod swoją opiekę. Ostatecznie to nie Daniel wybiera książkę – to ona wybiera jego. Cień wiatru Juliana Caraxa stanie się zalążkiem nowej, niezwykłej historii.

 

Opowieść Carlosa Ruiza Zafona zupełnie mnie oczarowała. Zwykle połykam książki w błyskawicznym tempie, teraz jednak celowo przerywałam lekturę, by móc przedłużyć czas przebywania w niezwykłym świecie wykreowanym przez autora. Tajemnicza, wypełniona staroświeckimi budowlami Barcelona, mroczna intryga, przerażająca rodzinna tajemnica, wielka miłość i – książki. Książki, których w tej powieści pełno. Literatura bezustannie splata się tu z życiem, kreuje rzeczywistość. Carax niczym demiurg decyduje o ludzkich losach, nie jest w stanie jednak oddzielić tworzenia od rzeczywistości. Na zawsze zmienia w ten sposób życie najbliższych sobie osób i swoje własne.

 

Ogromnym atutem powieści jest jej niezwykle plastyczny język. Zafon znakomicie operuje metaforami, tworzy bardzo wyraziste opisy, które przenoszą nas na przesycone magią uliczki Barcelony. Dopełniają je stylizowane czarno-białe zdjęcia. Nieco senny, tajemniczy klimat miasta przełamują wyjątkowo barwne i żywe dialogi. Każda z postaci mówi swoim własnym językiem, ma ulubione powiedzonka, specyficzny styl. Przy okazji brawa dla tłumaczy, którym udało się te różnice stylu w pełni oddać – wykonali naprawdę świetną pracę!

 

A skoro już o różnicach między bohaterami mowa, warto przyjrzeć się im bliżej. Nie będę szczególnie oryginalna – podobnie jak setki czytelników największą sympatią obdarzyłam nie pierwszoplanowego bohatera, Daniela, ale jego przyjaciela – włóczęgę, Fermina Romero de Torres. Jego poczucie humoru, radość życia i dobroć sprawiły, że polubiłam Fermina ogromnie i z radością przyjmowałam każde jego pojawienie się na kartach książki. Jest postacią tak interesującą, że zastanawiam się, skąd autor wziął pomysł – musiał zaczerpnąć go z życia. Były szpieg jest uroczy w tak naturalny i niewymuszony sposób, że podbija serce czytelnika niemal od pierwszej chwili. Polubiłam również i Daniela – trochę przypominał mi głównego bohatera Madame Libery. Obaj wyróżniali się wśród rówieśników inteligencją, oczytaniem i romansowymi skłonnościami. Ale i postaciom pobocznym nie brak wyrazistości. Nawet pojawiający się w kilku zaledwie scenkach zegarmistrz don Federico na długo zapada w pamięć – i to nie tylko przez swoją skłonność do przebierania się w damskie fatałaszki...

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że zapewne nie każdemu Cień wiatru musi przypaść do gustu. Zafon ma swój własny, specyficzny styl – albo się go uwielbia, albo nienawidzi, obojętnym nie pozostawia nikogo. Mnie oczarował bez reszty. Cień wiatru przypominał mi trochę dziewiętnastowieczne powieści – które podobno autor uwielbia – wymieszane z klimatem filmów Almodovara. Koktajl to znakomity. Polecam gorąco.

 

Magda

Pierwsze dni lata 1945 roku. O świcie, przez opustoszałe jeszcze i okryte mgłą ulice Barcelony, powoli budzącej się do życia, podąża młodziutki Daniel Sempere, prowadzony przez swojego ojca do jednego z najbardziej tajemniczych miejsc, jakie przyjdzie mu poznać. Tym miejscem jest Cmentarz Zapomnianych Książek. Znajdują tam schronienie książki zapomniane przez wszystkich i przeklęte. Zgodnie z tradycją Daniel ma wybrać sobie jedną, by ocalić ją od zapomnienia. Chłopiec powoli zagłębia się w pogrążony w lekkim półmroku, niekończący się labirynt regałów i półek, od dołu do góry zapełnionych różnymi tytułami. W końcu jego wybór pada na Cień wiatru, autorstwa nieznanego Juliana Caraxa. Nie wiadomo, czy to Daniel, wiedziony jakimś niewyjaśnionym przeczuciem, wybrał ten tytuł spośród tysięcy innych, czy to może książka w jakiś sposób wybrała jego. Jedno jest pewne, poranek spędzony na Cmentarzu Zapomnianych Książek okaże się dla niego początkiem niezapomnianej przygody.

 

Nie będę rozpisywać się na temat samej fabuły, bo żadne słowa nie są chyba w stanie oddać wielowątkowości tej powieści. Akcja toczy się niespiesznie i czytelnik ma możliwość powoli zagłębiać się w opowiadaną historię, smakować każde zdanie i delektować się nim. Cała książka utrzymana jest w niesamowitym, magicznym klimacie, a wszystko rozgrywa się w nastrojowej scenerii Barcelony. Największą zaletą jest według mnie przepiękny język- niezwykle plastyczny i poetycki. Na uwagę zasługują też genialnie wykreowani bohaterowie. Jednym z moich ulubionych jest niejaki Fermin Romero de Torres- postać nietuzinkowa, barwna, z interesującą przeszłością. Ośmielę się go nawet zaliczyć do jednego z najciekawszych bohaterów literackich, z jakimi miałam do tej pory do czynienia.

 

Przyznam, że po Cień wiatru sięgnęłam tylko z uwagi na pozytywne opinie innych czytelników, bo opis z tyłu okładki raczej mnie nie zachęcił. Liczyłam na wiele i niestety trochę się zawiodłam. Pomimo, że powieść jest przemyślana, bohaterowie wyraziści i perfekcyjnie nakreśleni, a język po prostu zachwycający, to sama historia mnie nie porwała. Akcja początkowo była dla mnie zbyt rozwlekła. Z zapartym tchem przeczytałam 200 ostatnich stron, natomiast w całej opowiedzianej wcześniej historii czegoś mi brakowało. Na pewno nie zaliczę tej książki do jednej z moich ulubionych, niemniej jednak wszystkich, którzy jeszcze jej nie czytali, zachęcam do lektury, choćby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie i być może dołączyć do licznej grupy zachwyconych czytelników.

 

Ema

Czasami marzę, aby noc po skończeniu książki trwała wiecznie. Niczym nie da się opisać leżenia w ciemności, wciąż z wypiekami na twarzy, gorączkowego rozmyślania nad poznaną historią. Gdyby noc ta nigdy się nie skończyła, przeżywane emocje zostałyby z nami na zawsze. A tak? Giną gdzieś - w rzeczywistości, w cieniu wiatru...

 

W wieku dziesięciu lat Daniel Sempere odwiedził Cmentarz Zapomnianych Książek, aby wynieść z niego zapomniane przez Boga i ludzi dzieło niejakiego Juliana Caraxa - "Cień wiatru". Kiedy w późniejszych latach chłopak zapragnął zapoznać się z innymi powieściami autora, okazało się, iż wszystkie odnalazł i spalił tajemniczy osobnik bez twarzy imieniem Lain Coubert, czyli - nomen omen - identycznie, jak diabeł w książce Caraxa...

 

Przed rozpoczęciem kolejnej książki Zafona automatycznie uznałam, iż to Barcelona figurować będzie jako miejsce jej akcji. Nie pomyliłam się. Autor najwidoczniej jest zakochany w swoim rodzinnym mieście, ale nikt nie ma mu tego za złe. Dzięki temu możemy o Barcelonie czytać tak, jak nie zrobilibyśmy tego podczas lektury żadnej innej pozycji - a to za sprawą barwnych, plastycznych opisów stworzonych dzięki nieprzeciętnie bogatemu słownictwu autora; magicznej, niepowtarzalnej atmosferze. Prawdę mówiąc w tym momencie nie mogę się nadziwić, że nigdy tam nie byłam. Mam wrażenie, jakbym znała każdy zakątek tego klimatycznego miasta.

 

Bardzo pozytywnie odebrałam też fakt, że "Cień wiatru" to pod pewnymi względami książka o... książkach. Dzięki temu przez kartki powieści przewija się sporo nazwisk rzeczywistych autorów - m.in. Victora Hugo czy Aleksandra Dumasa. Ta historia to wprost raj dla każdego bibliofila - także dzięki ogromnej liczbie złotych myśli. Świadczy to o specyficznym sposobie postrzegania świata przez Zafona.

 

"Nie kwestionujesz prawdziwości omamu, po prostu idziesz za nim, póki się nie rozwieje lub cię nie zniszczy."

 

Autor może pochwalić się również ponadprzeciętną wyobraźnią i talentem. "Cień wiatru" napisany jest z pomysłem (i to jakim!), a czyta się go niesamowicie szybko. Autor pisze z wyczuciem i umie budować napięcie. Ta książka tak pochłania, że nie możesz już robić nic innego niż śmiać się z wyjątkowego poczucia humoru Zafona i być zaciekawionym licznymi mrocznymi tajemnicami! Lekturze towarzyszą wszystkie możliwe emocje - płacz, śmiech oraz refleksja - spowodowane nieustannymi niespodziankami, mogącymi nie raz przyprawić o mocniejsze bicie serca.

 

Nie mogę nie wspomnieć też o przesłaniu, obecnym w każdym dziele Zafona. Tym razem dotyczy ono koła życia, naszych wyborów i błędów, roli przeszłości w życiu każdego z nas.

 

O tym... i o zdjęciach znajdujących się w "Cieniu wiatru". Już dawno nie czytałam książki z ilustracjami, nawet jeśli będą nimi czarno-białe zdjęcia. Oglądanie każdego z nich sprawiało mi niewypowiedzianą radość - tym bardziej, że idealnie pasowały one do historii.

 

"Niewiele rzeczy tak bardzo oszukuje jak wspomnienia."

 

Zafon wykreował całą masę interesujących postaci. Mimo tego, że jest ich niezliczona niemal ilość, to wszystkie są dopracowane - a przy tym nietuzinkowe. Główny bohater, Daniel, zdobył moją sympatię inteligencją, wrażliwością i poczuciem humoru - ale i tak nie ma go co porównywać do Fermina, przyjaciela Daniela. Fermin cechował się gadatliwością, nie szczędził sobie wulgaryzmów, lubił wszystko koloryzować, nigdy nie chował się za maską obłudy. Zdobył moje uznanie szczerością i odwagą. Tylko czekałam na sceny z jego udziałem! Natomiast Julian Carax... Och, Julianie! Nie zgadzałam się ani z tobą, ani z twoimi działaniami... Dlaczego więc płakałam właśnie z twojego powodu?

 

"Cień wiatru" to książka, którą można porównać do snu: jest cudowna, mija nie wiadomo kiedy, a gdy się kończy nie możemy pogodzić się z powrotem do rzeczywistości. Już dawno nie czytałam tak doskonałej książki. Gorąco polecam.

 

Ewa Król

W Barcelonie wszystko ma swój cień

Magia dwudziestowiecznej Barcelony, idealnie odzwierciedlona w Cieniu wiatru, przeplata się w tejże powieści z losami bohaterów związanych ze sobą za sprawą książki pozostawionej na Cmentarzu Zapomnianych Książek. W jakich okolicznościach i przez kogo? To tylko jedno z wielu pytań, ciągnących czytelnika pomiędzy wersy kolejnych stronnic, od których nie sposób się oderwać.

 

Daniel Sempere, zauroczony powieścią tajemniczego Juliana Caraxa, postanawia ruszyć na poszukiwania śladów mistrzowskiego pisarza. Poszukiwaniom tym towarzyszą: przemiana z małego chłopca w mężczyznę, poznawanie ludzi wpływających na jego życie, przeżywanie miłości i zdobywanie przyjaźni. Natomiast Barcelona, w której toczy się akcja, jest nie tylko tłem, ale i jednym z ważniejszych bohaterów. Zafón stworzył idealną powieść krajobrazu miejskiego, bawiąc się słowami oraz tworząc niezwykle plastyczne opisy, działające na wyobraźnię. Całości dopełniają zdjęcia, które – w połączeniu z mistrzowską prozą – sprawiają, że czytelnik zakochuje się w Barcelonie, nawet bez uprzedniego poznania jej.

 

Postaci wydają się być nierozłączne ze scenerią, sceneria zaś – nierozłączna z postaciami. Pod względem kompozycyjnym i merytorycznym Zafón stworzył powieść idealną – lekką w odbiorze, a zarazem złożoną i po brzegi nasyconą zróżnicowaną treścią. Gdy Daniel Sempere wychodzi na ulicę, czytelnik wychodzi wraz z nim – i odczuwa upał panujący w ówczesnej Barcelonie, zapach lata i morskiej bryzy. Jest to wrażenie niezastąpione – i wymagające kunsztu literackiego, który posiada zarówno autor, jak i tłumacze, którym udało się zachować ulotną magię ukrytą gdzieś pomiędzy wersami.

 

Czytając Cień wiatru można odnieść wrażenie, że autor próbował złapać kilka przysłowiowych srok za ogon. Pod pretekstem stworzenia powieści obyczajowej przemycił wspomnienie, wątki pasujące do thrillera i historie brzmiące jak wyciągnięte z dobrego romansu. W toku czytania czytelnik może postawić sobie pytanie, czy to ma służyć wzbogaceniu formy. Zdecydowanie nie, taki cel tylko zniszczyłby niezwykłość tej powieści – i należy o tym pamiętać, gdy dochodzi do wartościowania jakości zawiązującego się thrillera czy stwierdzenia, że tworzy się klasyczny romans i pora zamknąć książkę. Nic z tych rzeczy! Momentami taki natłok form bywa zaskakujący, jednak bardzo płynnie łączy się z innymi wątkami, w efekcie dając pełen obraz historii.

 

Natomiast historia sama w sobie jest wielowątkowa i zarazem przejrzysta. Życie Daniela w zakasujący sposób przeplata się nie tylko z losami jego bliskich, ale i całkiem obcych osób, które z czasem stają się dla niego bardzo ważne. Fascynujący wątek Juliana Caraxa nakłada się na przeżycia głównego bohatera, pozostawiając czytelnika z zagadką, czy to przypadek czy coś więcej. Być może lektura Cienia wiatru podsunie rozwiązanie – a przynajmniej zapewni fascynujące przeżycia i podaruje miłość do piękna Barcelony. 

Wiewiórka W Okularach

Przez długi czas obserwowałam fenomen „Cienia wiatru” w internecie i blogosferze książkowej, zastanawiając się, na czym właściwie on polega. Gdzie się nie obejrzałam, tam wszyscy wpadali w zachwyt nad tą powieścią i rozpływali się w samych superlatywach, jakby było to dzieło co najmniej stulecia, jeśli nie wszech czasów. Gdy sytuacja nieco się uspokoiła, sama sięgnęłam po „Cień wiatru”, mając ochotę się przekonać, czy i na mnie wywrze takie ogromne wrażenie, jak na innych. Sami zobaczcie poniżej, czy tak było faktycznie...

 

„Cień wiatru” to właściwie książka o książkach. O tym, jakie są one dla nas istotne i jakie nasze życie byłoby bez nich ubogie. Ale pomyliłby się ktoś, gdyby pomyślał, że to tylko traktat na kilkaset stron o tym, jakie to książki są piękne i ważne w naszym życiu. Mamy tu też akcję, może nie gnającą na złamanie karku ze strony na stronę, ale stopniowo rozwijającą się przez całą książkę aż do spinającego wszystko elegancką klamrą finału.

 

Głównym bohaterem jest młody Daniel Sempere, syn księgarza prowadzącego księgarnię Sempere i Synowie w Barcelonie drugiej połowy XX wieku. Chłopiec, jeszcze jako nastolatek, zostaje przez ojca zaprowadzony na Cmentarz Zapomnianych Książek, gdzie można sobie wybrać jedną, jedyną książkę, mającą być już zawsze jego przyjacielem. Wybór naszego bohatera pada na nieznany nikomu „Cień wiatru” autorstwa niejakiego Julia Caraxa. Daniel pochłania powieść w jedną noc, a potem, zafascynowany nią, postanawia odnaleźć inne książki tego samego autora i poznać losy tajemniczej postaci Caraxa. To wplątuje go w serię zagadkowych wydarzeń i sprowadza na niego, jego przyjaciół i rodzinę zainteresowanie bezwzględnego inspektora Fumero, który za wszelką cenę chce przerwać śledztwo młodego Sempere. Daniel spotyka też na swojej drodze miłość swojego życia i uparcie dąży do rozwiązania skomplikowanej zagadki...

 

Muszę powiedzieć, że książka wciągnęła mnie całkowicie i zakochałam się w niej beznadziejnie. Losy Daniela Sempere i jego ojca, a także Fermina Romero de Torresa, przyjaciela rodziny, są poprowadzone w taki sposób, że człowiek nie może oderwać się od czytania. Przeplatane są one zagadkowymi losami Juliana Caraxa, autora „Cienia wiatru”, którego inne powieści zostały spalone w przeszłości przez jakąś tajemniczą postać. Zagadka, która intryguje czytelnika, okazuje się być łapiącą za serce historią miłości dwojga młodych ludzi. Ale zanim dotrzemy do jej rozwiązania, musimy zagłębić się w barcelońskie uliczki, poznać urok stolicy Katalonii i pośmiać się z żartów i ciętych ripost Fermina, który jest chyba moją ulubioną postacią w tej powieści. Boimy się również – głównie spotkania z inspektorem Fumero, ale także samej atmosfery panującej w mieście. To są czasy po II wojnie światowej, czasy dyktatury generała Franco, kiedy nikt nikomu nie ufał. Epoka konfidentów i kunktatorstwa, pełna strachu przed jutrem i agresji policji wobec zwykłego obywatela. Świat wypełniony brutalnością władzy, która krzywdzi zwykłych, szarych mieszkańców kraju z powodu widzimisię jakiegoś inspektora. Te wszystkie emocje niemal kipią na kartach powieści i zalewają raz po raz niczego nie spodziewającego się czytelnika, powodując szybsze bicie serca.

 

Nie sposób nie wspomnieć o języku, jakim posługuje się Zafón. To jedna z niewielu książek, które są napisane tak pięknie, że aż momentami dech zapiera. Poetyckie i malownicze, czasami niemal liryczne opisy otaczającego bohaterów świata są zderzone z dosadnymi i surowymi opisami brutalności organów władzy. Z drugiej strony, język bohaterów jest naprawdę zróżnicowany (od łagodnych słów ojca Daniela aż po dosadne przekleństwa w ustach Fermina) tak samo, jak bohaterowie. Nie da się do nich nie przywiązać, polubić ich albo znienawidzić. Każdy jest nakreślony wiarygodnie psychologicznie i ma swój własny charakter. Smucimy się razem z nimi, denerwujemy i radujemy tak, jak postaci w książce, co jest wspaniałym dodatkiem do tej cudownej całości.

 

Jeśli ktoś chciałby pokusić się o przypisanie „Cienia wiatru” do jednego gatunku literackiego, to życzę mu powodzenia. Jak dla mnie, to gatunki takie jak kryminał, horror, powieść historyczna i obyczajowa łączą się tutaj w idealnych proporcjach, dając mieszankę, która pozwoli zapomnieć o otaczającym nas świecie na długie godziny.

 

Naprawdę i szczerze z całego serca polecam każdemu przeczytanie tej powieści. „Cień wiatru” to cudowna historia, w której nagromadzenie tajemnic, sekretów i niedomówień nie pozwala oderwać się od lektury, a czytelnik jest ciągle pozostawiany z niedosytem. Pozwólcie porwać się tej historii i dajcie znać, czy i Was tak wciągnęła i zachwyciła, jak mnie.

 
 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial