Miriada

Autor: Edyta Szczurek Maksymiuk

Okładka wydania

Miriada


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Indyvidualna

Powiem otwarcie, nie przepadam za powieściami przygodowymi. Jestem totalnie antyprzygodowym człowiekiem, ale to chyba, dlatego, że jestem zawodowym domatorem i unikam wszelkich wyjazdów czy wycieczek. Mimo tej całej mojej niechęci do książek przygodowych, kiedy tylko zobaczyłam okładkę Miriady i przeczytałam notkę na obwolucie stwierdziłam, że książkę muszę koniecznie przeczytać. Od tak dawna nie czytałam książki o odważnych książętach i zapierających dech w piersiach przygodach. Stwierdziłam, że czas najwyższy przeczytać coś innego niż kolejną powieść fantasy czy romans paranormalny, a nuż przekonam się do tak zwanych przygodówek? Niestety, nie dość, że powieść mnie rozczarowała to jeszcze skutecznie zniechęciła mnie do tego typu literatury, ale po kolei.

 

Debiutancka powieść Edyty Szczurek-Maksymiuk to opowieść o młodym, mężnym księciu królestwa o baśniowej nazwie Maremontia. Owe królestwo zostało zaatakowane przez dwa wrogie wojska: Wieczny Zachodni Horyzont oraz Gravana. Rozpoczyna się krwawa, zacięta wojna, w której ginie zatrważająca ilość ludzi. Władca Maremontii, Taumas Mężny, ginie w masakrze pozostawiając państwo w rękach swojego syna, nastoletniego Monticola, który wcale nie jest gotowy do objęcia władzy nad królestwem. Jest jeszcze dzieckiem, niedojrzałym młodzieńcem, który dopiero zaczyna wkraczać w okres dojrzewania. Niestety, Maremontia nie może zostać bez władcy, a przynajmniej nie teraz, podczas krwawej wojny, w której giną ludzie, a wrogowie bezwstydnie zagarniają ziemie należące do Taumasa. Monticola nie ma wyjścia i wraz z przyjaciółmi, zgrają dzieciaków, postanawia ratować królestwo i odzyskać utracone terytoria. Pytanie jest tylko jedno: czy wyjdzie z morderczej walki zwycięsko?

 

Książka wcale, ale to wcale mnie nie wciągnęła. Na początku był chaos i nie mogłam się zorientować, o co właściwie chodzi. Kim są te dzieciaki grzęznące w zaspach i gdzie w ogóle zmierzają. Dopiero po kilku stronach dowiedziałam się, kim są bohaterowie Miriady. A kim są? Zgrają dzieciaków ze szpadami, mieczami i inną bronią, której zwyczajne dziecko nie byłoby w stanie nawet podnieść, a co dopiero z nią wędrować i czy walczyć. Cóż, debiuty często ociekają brakiem logiki. Postaci powieści są... Sztywne i pełne wątpliwości i rozterek. Nie zdołałam nikogo polubić, a to naprawdę niedobrze, jeśli czytelnik nie darzy sympatią ani jednego bohatera. Lektura wtedy staje się prawdziwą torturą, którą naprawdę ciężko przetrwać. Mimo tego czytałam dalej z każdą stroną coraz szerzej ziewając i modląc się w duchu, żeby akcja w końcu się rozkręciła. Niestety, akcja rozkręca się wolno, wręcz w ślimaczym tempie, a logiki jak nie było, tak nie ma. Szczególnie wtedy, gdy młodszy brat księcia – Władek (nie ma to jak wymieszać imiona wyciągnięte z powieści fantasy z pospolitymi polskimi imionami, które automatycznie pozbawiają tekst całej magii) - zostaje ciężko ranny podczas walki z wrogiem. Jego plecy spływają krwią, rana jest poważna, a mimo braku opieki medycznej (nie czarujmy się, nawet w średniowieczu znaleźć było można 'lekarza') żyje i ma się dobrze, a czary nimfy Rybki są jedynie zabiegiem kosmetycznym. Przecież tak być nie może!

 

A gdzie magia? Gdzie przygody? Gdzie akcja? Tajemnicze spiski? No gdzie?

 

Powiem wam gdzie: w każdej innej powieści, ale nie tutaj.

 

Maleńkim pluskiem są prześliczne ilustracje, które zdobią tekst, ale nic poza tym.

 

Nastawiłam się na zupełnie inną historię. Myślałam, że Miriada będzie swojego rodzaju baśnią o odważnym księciu i jego mężnych przyjaciołach, którzy będą mu towarzyszyć w wyprawach czy obmyślaniu strategii jak podejść wroga i odzyskać władzę, a zamiast tego dostałam historyjkę o zagubionych, rozwrzeszczanych, momentami zadufanych w sobie i pustych dzieciakach machających ostrymi przedmiotami, palącymi papierosy jeden za drugim czy rozmyślającymi o tym, czy je ktoś zdradzi czy też nie.

 

Nie wiem, może jestem za stara, a może nie wczytałam się wystarczająco dobrze w powieść Szczurek-Maksymiuk, ale książka znudziła mnie, rozczarowała i zmęczyła. Nie zachwyciła mnie w ogóle, choć kiedy przeszukiwałam Internet w poszukiwaniu informacji o autorce znalazłam wiele pozytywnych komentarzy na temat Miriady. No cóż, są gusta i guściki, akurat w mój gust powieść nie trafiła, ale może w wasz trafi? Kto wie?

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!