Okładka wydania

W Poszukiwaniu Szczęśliwego Domu

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Ewa Lenarczyk
  • Tytuł Oryginału: W Poszukiwaniu Szczęśliwego Domu
  • Gatunek: ObyczajowePowieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 320
  • Rok Wydania: 2011
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140 x 210 mm
  • ISBN: 9788377221563
  • Wydawca: Novae Res
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Gdynia
  • Ocena:

    4,5/6

    2/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

W Poszukiwaniu Szczęśliwego Domu | Autor: Ewa Lenarczyk

Wybierz opinię:

Meme

Dom, niby takie zwykłe, trzyliterowe słowo, a jak wiele znaczy dla człowieka. To nie tylko nasza prywatna oaza spokoju, ale również miejsce, w którym czujemy się najlepiej. Mamy tam bliskich – osoby, które nas kochają, bez których życie nie byłoby dla nas takie samo. I choć przeżywamy w nim lepsze i gorsze chwile, nie wyobrażamy sobie, jakbym mogło go po prostu nie być. Dom to według słownika języka polskiego przystosowany pod względem konstrukcyjnym i użytkowym budynek, przeznaczony do celów mieszkalnych. Ale czy wiedząc tyle o samym wyrazie i znaczeniu słowa „DOM" możemy powiedzieć czym jest szczęśliwy dom?

 

Co kojarzy się Wam z Panią Ewą Lenarczyk? Gdybym usłyszałam te nazwisko z pewnością powiedziałabym dostojność i rodzina królewska ;) Ale kim jest osoba, z którą kojarzą mi się tak niecodzienne rzeczy? Ewa Lenarczyk urodziła się w Elblągu, w którym mieszkała do matury w 1975 roku. Potem przeprowadziła się do Gdańska. Po ukończeniu Medycznego Studium Zawodowego pracowała w szkole jako higienistka, później jako ankieterka w Urzędzie Statystycznym, a przez kolejne 9 lat zarządzała Halą Targową na Gdańskiej Zaspie. Dziś zajmuje się marketingiem sieciowym pewnej znanej polskiej marki. Można by o niej powiedzieć, że jest kobietą, która żadnej pracy się nie boi. Autorka przez 15 lat mieszkała w malowniczej kaszubskiej wsi Wilanowo, po czym znów przeprowadziła się do Trójmiasta. Jako pisarka zadebiutowała w styczniu 2010 roku książką „Zojda z Bieszczad". Jesienią tego samego roku ukazała się jej druga książka „Nasza klasa i co dalej", która niezwykle spodobała się czytelnikom (a której jak dotąd jeszcze nie czytałam). A co tym razem zaproponowała Nam ta wszechstronna osoba?

 

„W poszukiwaniu szczęśliwego domu", to współczesna historia o Kopciuszku. Młoda tłumaczka Ewelina wyjeżdża na saksy do Stanów. Na jednym z wykwintnych bali, które obsługuje, poznaje przystojnego mężczyznę. Tajemniczy nieznajomy okazuje się być księciem Filipem z Oberstdorfu, który zakochuje się do szaleństwa w Ewelinie i proponuje jej wspólne spędzenie świąt w swoim zamku w Austrii. Dziewczyna wyjeżdża z nim i poznaje historię starej, znamienitej rodziny, której członkowie żyją według tradycji i zasad wprowadzanych od wieków przez kolejnych dziedziców. Ewelina krok po kroku zaczyna odkrywać tajemnice starego rodu Oberstdorfów...

 

„Przeszła przez salę balową, bibliotekę i wracając do siebie, stanęła pod drzwiami gabinetu księżnej Wiktorii. Chwyciła za klamkę, lecz drzwi były zamknięte. Odsunęła się o krok i patrzyła, jakby chciała przez nie cokolwiek zobaczyć. Czuła, że coś ją tam ciągnie. Jakieś fluidy wciągały ją do środka. Zamknęła oczy i zdawało się jej, że widzi wnętrze gabinetu z wielkim biurkiem, w którym część blatu jest podniesiona, a stamtąd jakaś niewidzialna ręka wyjmuje pożółkłe kartki."

 

Muszę przyznać, ze po raz pierwszy nie wiem co napisać o książce. Z jednej strony zachwyciła mnie, a z drugiej – niektóre opisy najchętniej bym wycięła. Mimo tego konfliktu moich racji, lekturę oceniam pozytywnie, a o samej twórczyni tego dzieła, zawszę będę myślała jak o kimś, kto posiada ogromną wyobraźnię i potrafi wciągnąć czytelnika w swój niezwykły świat literatury ;) Ale zacznijmy od początku ^^ Kiedy chwytałam za lekturę, miałam nadzieję na miłą i spokojną, a jednocześnie zachwycającą pozycję. Zaczęłam czytać i bardzo spodobało mi się to, jak autorka wprowadziła Nas w życie Eweliny. Kolejne etapy jej egzystencji czytałam z równie wielkim uśmiechem co na początku ;)

 

Najbardziej ujęło mnie to jak autorka sterowała naszymi emocjami i tym co w danej chwili myślimy o głównej bohaterce. Przyznaję, iż początkowo przemiła, prosta, a zarazem niezwykła osoba, jaką z pewnością była „pierwsza" Ewelina, bardzo przypadła mi do gustu ;) Jednak z czasem zaczęła mnie denerwować, kiedy to zaczęła „zgrywać wielką Panią" i wręcz panoszyć się. Cieszę się jednak, że Pani Ewa postanowiła, że tzw. „pierwsza" postać znów zagości na kartkach jej powieści. Za takową operację należą się Pani Lenarczyk ogromne brawa – nie łatwo jest tak grać na uczuciach czytającego ^^

 

Idąc dalej spodobała mi się sama fabuła. Niby bardzo prosta, a zarazem treściwa i wyczerpująca. Przyznaję się jednak, że bardziej podobała mi się ta część książki, w której bohaterka przeżywała czas swoistej regeneracji i odkrywała tajemnicę rodu Oberstdorfów. Nie mówię aczkolwiek, że podróże z Filipem i romantyczne chwile, które przeżywali zakochani, nie podobały mi się. Było wręcz przeciwnie – z chęcią wczytywała się w tą bajkową historię, która przypominała mi początkowo losy księcia Wilhelma i księżnej Katarzyny ;)

 

„(...) Ja mieszkam w dość dużym mieście w Austrii na trasie z Wiednia do Niemiec. Kiedyś Oberstdorf był stolicą księstwa, a po utworzeniu kantonów stracił swoją rangę.
- Ale jest znane ze skoków narciarskich.
- Byłaś może? Wasz skoczek bił tam przecież rekordy, czekaj on się nazywał Marysz.
- Małysz Adam, taki malutki, ale odbiegamy od tematu. (...)"

 

Niestety muszę również wspomnieć o tym, co nie obeszło się bez moich negatywnych komentarzy - opowieści Basi o gwałtach. Rozumiem, że Pani Ewa chciała nam uświadomić okropną rzeczywistość zjawiska, które ma miejsce na co dzień, jednak myślę, że dla czytelnika nie była to za „smaczna" lektura, tak jak dla Eweliny, której to Barbara zdawała relację. Wiem również, że takich sytuacji nie powinno się przemilczeć, aczkolwiek te opisy tym bardziej mnie zdegustowały z powodu postawy „pokrzywdzonej".

 

Reasumując muszę stwierdzić, że pierwsza publikacja Pani Ewy, która mogłam przeczytać pozostanie w mojej pamięci jako opowieść o błędach przeszłości. Jedno tylko zastanawia mnie nawet tuż po lekturze – skąd pomysł na takowy tytuł? No cóż, mam nadzieję, iż się kiedyś dowiem, a moja recenzja zachęci choć kilka osób, bo pozycję warto przeczytać, pomimo, że ma kilka niedociągnięć. Z mojej strony – nie mogę się doczekać kiedy chwycę za kolejną lekturę autorstwa Pani Lenarczyk ;D

Sil

Nie z tej bajki...

 

Kocham happy endy, jak chyba każdy. Choć jestem pasjonatką kryminałów, od czasu do czasu mam ochotę przeczytać dobrze napisany romans, z przewidywalnym, ale wspaniałym zakończeniem. Zresztą, to właśnie romansami zaczytywałam się przez trzy czwarte mojego czytelniczego życia i dopiero od kilku lat moje spojrzenie na świat książki zupełnie się odmieniło. Przychodzą jednak takie dni, szczególnie w tym chłodnym i deszczowym okresie jesiennym, że nie chcę czytać o bólu i cierpieniu, nie chcę gimnastykować mojego umysłu zastanawiając się nad rozwiązaniem jakiejś kryminalnej zagadki. Mam ochotę na ciepłe bambosze, kocyk, gorącą czekoladę i równie ogrzewającą książkę. Wówczas właśnie, a nie jak większość czytelników latem, sięgam po romanse. Tym razem skusiłam się na książkę Ewy Lenarczyk zatytułowaną „W poszukiwaniu szczęśliwego domu". Zauroczyła mnie okładka. Bardzo dobrze wykonana, przyjemna w dotyku i taka... ciepła. Właśnie taka, jakiej potrzebowałam w te nieprzyjemne i nielubiane przeze mnie dni.

 

Na obwolucie książki przeczytać możemy, że jest to historia współczesnego Kopciuszka. I w zasadzie tym stwierdzeniem zostałam „kupiona". To właśnie historia Kopciuszka jest moją ulubioną bajką. Oglądałam chyba każdą możliwą ekranizację tej baśni i mam tu na myśli zarówno te tradycyjne jak i te uwspółcześnione. Z rozmarzeniem myślałam więc o lekturze powieści pani Lenarczyk.

 

Ewelina Jasińska, dwudziestoczteroletnia gdańszczanka, studentka filologii angielskiej od lat odkładała każdy zarobiony grosz na podróż do Stanów Zjednoczonych. Plan był przedni – zarobienie sporej gotówki i nauka języka w praktyce, co miało ułatwić dziewczynie napisanie pracy magisterskiej. Dzięki ciotce najlepszej przyjaciółki Barbary, po czwartym roku studiów jej marzenia się ziszczają i dostaje zaproszenie za wielką wodę. Ewelina, skromna i nieśmiała dziewczyna, przyjmuje pierwszą ofertę pracy, jaką otrzymuje i zaczyna ciężkie życie na emigracji (na szczęście jedynie kilkumiesięcznej). Zupełnie inaczej postępuje Barbara, której żadna praca nie potrafi zadowolić. Koniec końców dziewczyna trafia do nocnego klubu, gdzie zostaje kelnerką i obsługuje gości w przebraniu króliczka. Niemal natychmiast ściąga do pubu Ewelinę, która skuszona obietnicą wysokich zarobków decyduje się porzucić pracę pomywaczki. Na jednym z przyjęć, na które Ewelina zostaje wysłana w charakterze hostessy, poznaje przystojnego, dobrze wychowanego, inteligentnego i najwyraźniej bardzo bogatego mężczyznę – Filipa Oberstdorfa, który wprowadzi zamęt w jej, dotychczas bardzo poukładane, życie. Kim jest Filip? Czy między nim i Eweliną może dojść do czegoś więcej? Czy taki związek ma racje bytu? Szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę urodzenie mężczyzny? Czy świat i to zarówno Filipa jak i Eweliny, jest przygotowany na ich związek? Tego, oraz o wiele, wiele więcej, dowiecie się, jeśli sięgniecie po książkę autorstwa Ewy Lenarczyk „W poszukiwaniu szczęśliwego domu".

 

Powyższy opis stanowi jedynie ogólny zarys ogromu akcji, którą autorka przedstawiła czytelnikowi w swojej najnowszej powieści. Znajomość Filipa i Eweliny stanowi więc tylko preludium do dalszych perypetii dziewczyny, które rozpisane zostały na niemal trzystu dwudziestu stronach książki. A w jej życiu... wydarzy się naprawdę bardzo... bardzo dużo różnych rzeczy. Niektóre z nich, a nawet ich większość przejść może wyobrażenia niejednego czytelnika. Jednak koniec końców, jak to bywa w każdym prawdziwym romansie, wszystko zacznie zmierzać we właściwym kierunku.

 

Przyznać muszę, że bardzo długo po skończeniu lektury nie mogłam zabrać się za napisanie recenzji. Siedziałam i myślałam. Próbowałam sobie to wszystko poukładać, wyciągnąć jakieś jasne przesłanie, złożyć fabułę w logiczną całość, zrozumieć zamysł autorki. Niezupełnie mi się to udało, nie mogłam jednak już dłużej zwlekać z wyrażeniem opinii na temat powieści „W poszukiwaniu szczęśliwego domu".

 

Za duży plus książki uznaje ogólny pomysł na to, co wydarzy się w życiu bohaterki. Nie ma chyba na tym świecie dziewczyny, która choć przez chwilę nie pragnęłaby spotkać księcia jak z bajki. Oczywiście spotkanie na swej drodze prawdziwej miłości to już wygrana na loterii i można uznać, że skoro się kogoś pokochało, to właśnie takiego przysłowiowego księcia. Ale jakby to było spotkać takiego prawdziwego? Właśnie coś takiego przytrafia się Ewelinie. Spełnienie marzeń. Moich. Twoich. Ale czy jej? Tego już niestety nie mogę być taka pewna. Pod wpływem poznanych osób główna bohaterka ulega bardzo dużej metamorfozie, zmienia się do tego stopnia, że czasem miałam problem z odnalezieniem w niej postaci z pierwszych stron powieści. Czy człowiek może zmienić się tak z dnia na dzień? A może przedstawiona nam bohaterka jest delikatnie mówiąc, płyta? To osądzić będziecie musieli sami. Na drugi ogień idzie rozwinięcie fabuły. Sam pomysł uznaje za dość dobry, choć jest on już nieco oklepany. Niestety realizacja pozostawia wiele do życzenia. Dialogi są bardzo słabe, miejscami śmieszą, a czasem przyprawiają czytelnika, a przynajmniej mnie, o niesmak. Niejednokrotnie odkładałam książkę i bałam się po nią ponownie sięgnąć. Opisy niestety również nie należą do najlepszych i częściej zniechęcają do ich czytania niż przyciągają uwagę. Nie mogę również nie wspomnieć o scenach miłosnych, które opisane zostały w sposób uwłaczający zarówno kobiecie jak i mężczyźnie. Mam tu na myśli przede wszystkim te sceny, które mają miejsce w pierwszej części powieści. To niestety nie wszystkie minusy opisywanej książki. Trudno doszukać się w niej postaci, które odzwierciedlać by mogły prawdziwych ludzi. Absolutnie z nikim nie potrafiłam się utożsamić. Wszyscy wydawali mi się równie płytcy i niesympatyczni.

 

To wszystko to oczywiście moje i wyłącznie moje odczucia, których nie mam zamiaru nikomu narzucać. Zapoznałam się z kilkoma recenzjami zamieszczonymi w sieci i wiem, jak różne opinie wydawane są na temat książki Pani Lenarczyk. To w sumie nawet dobrze, że opinie są tak różne, dzięki temu możliwa jest burzliwa dyskusja, prowadząca do konkretnych wniosków.

 

Mnie, pomimo szczerych chęci i naprawdę wielkiego uwielbienia dla bajek o Kopciuszku, powieść „W poszukiwaniu szczęśliwego domu" nie przypadła do gustu. Choć nieustannie coś mnie od niej odrzucało przeczytałam ją jednak od deski do deski. Zapytacie; „dlaczego". I to jest właśnie najdziwniejsze, bo mimo tych wszystkich minusów, książka wciąga. Czytelnik, choć się domyśla, chce zobaczyć co będzie dalej. Nie mogłam się powstrzymać i musiałam się dowiedzieć się, co jeszcze autorka nam zaserwuje i jak wobec nowych przeszkód zachowa się Ewelina. I tak właśnie, każdą kolejną stronę czytałam w coraz większym szoku.

 

Nie jestem w stanie, z czystym sumieniem, polecić Wam lektury tej książki. Nie mogę Was również zniechęcić. Sami musicie podjąć decyzję, czy chcecie dowiedzieć się, co przygotowała autorka dla swojej bohaterki i w jaki sposób to opisała. Jeśli mam być szczera, to nawet liczę na to, że sięgniecie po tę książkę, bo chciałabym poznać więcej opinii na jej temat. Może tkwię w błędzie? Może nie dojrzałam czegoś, co było oczywiste i co sprawiało, że książka ta była jednak wyjątkowa? Jeśli tak to proszę, powiedzcie mi o tym, bo naprawdę trudno mi było wystawić tak negatywną opinię.

Klara203

Ewa Lenarczyk z domu Borkowska, z rodu Jasińskich (ur.1956 r. w Elblągu). W 1975 r. przeniosła się do Gdańska, gdzie m.in. zarządzała Halą Targową na Zaspie. Aktualnie zajmuje się marketingiem sieciowym Polskiego Kolagenu. Blisko 15 lat mieszkała w malowniczej kaszubskiej wsi, a obecnie znów mieszka w Trójmieście.

 

Jako pisarka zadebiutowała w styczniu 2010 r. ponadczasową powieścią ,,Zojda z Bieszczad". W przygotowaniu jest ,,Kochaj mnie od morza do morza"- romans ponad granicami dwóch krajów i barierami językowymi. Niesamowita i piękna opowieść o gorącej Bułgarii pachnącej opaloną papryką oraz zimnym, dostojnym Gdańsku.

 

Każdy pragnie zmienić swoją przyszłość i mieć lepsze życie, w którym nic nie brakuje. Niestety często to nie jest możliwe, gdy ma się za mało pieniędzy, dlatego też wyjeżdża się zagranicę do pracy. Tam życie biegnie inaczej i można więcej zarobić niż w Polsce. Niekiedy zdarza się także, że możemy znaleźć swoją wielką miłość.

 

,,WSPÓŁCZESNA HISTORIA O KOPCIUSZKU"

 

Taki tytuł by mogła nosić książka Ewy Lenarczyk ,,W poszukiwaniu szczęśliwego domu", w której biedna polka poznaje bogatego księcia. A wszystko rozpoczyna się od wyjazdu młodej tłumaczki Eweliny wraz z koleżanką Basią do Stanów w poszukiwaniu pracy. Dziewczyny po długim poszukiwaniu wreszcie natrafiają na wspólną pracę, w której stają się kelnerkami. Basia zakochuje się w szefie a Ewelina na jednym z balów poznaje przystojnego mężczyznę. Tajemniczym mężczyzną okazuje się być książkę Filip z Oberstdorfu, któremu spodobała się młoda tłumaczka. Pożegnalna kolacja miała być ich ostatnim spotkaniem, ale tak nie jest. Posłaniec księcia dociera do Polski i zaprasza Ewelinę na święta do zamku w Austrii, w którym mieszka Filip. Dziewczyna godzi się na wyjazd i spędza mile czas z ukochanym. Książę prosi ją o rękę, która po pewnym czasie zostaje przyjęta a Ewelina zaczyna całkiem nowe życie. Niestety po ślubie książkę Filip umiera a Ewelina zostaje całkiem sama. Przed nią ukazuje się ciężkie zadanie, w którym to musi pomóc ludziom mieszkającym w zamku przed niebezpiecznymi spadkobiercami. Odkrywa również wielką tajemnicę, która zmienia bieg wydarzeń. Poznaje również wielką miłość, którą może w każdej chwili strącić przez tajemnicę Oberstdorfów.

 

Książka bardzo mi się spodobała, ponieważ jest nieprzewidująca. Poza tym cały czas nie mogłam poznać końcówki tej opowieści. Dzieło Ewy Lewczyńskiej pokazało mi również, że wielka miłość istnieje i że nikt nie zna swojej przyszłości. Udowodniło mi również, że ukrywane tajemnicę mogą czasem trochę pozmieniać w naszym życiu.

 

Muszę przyznać, że okładka książki bardzo przyciąga wzrok czytelnika. Pewnie wiele osób przez to kupi tą książkę i nie pożałują, ponieważ cała historia jest niesamowita. Książka jest podzielona, tak jakby na rozdziały, co umożliwia zrobienie chwilowej przerwy i zajęcie się swoimi obowiązkami.

 

Nigdy nie wracam do książek, które już raz zostały przeze mnie przeczytane, ale dla tej książki zrobię wyjątek. Ciekawi mnie to jaka będzie moja reakcja za parę lat na tę dzieło i co będę myślała. Mogę być jednego pewna, że ta książka nigdy mi się nie znudzi.

 

Gdybym miała wybrać ,,Kopciuszka" czy ,,W poszukiwaniu szczęśliwego domu", nie umiała bym. Te dwie książki tak są do siebie podobne. Jedna z nich jest napisana w sposób bardziej bajeczny i niesamowity a druga zaś w sposób realny i prawdziwy. Łączy je tylko jedno, że każda z bohaterek odnalazła swojego księcia.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial