Okładka wydania

Kings of Leon. Sex on Fire

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Kings of Leon. Sex on Fire | Autor: Drew HeatleyMichael Heatley

Wybierz opinię:

CzarnyKapturek

Myślę, że sława to taki dosyć dziwny temat. W sumie dlaczego niektórym ludziom nadajemy status sławnej? Bo co? Bo kilka razy pokazała się w telewizji? Jednak patrząc na to z innej perspektywy – osoby, które zajmują się stroną techniczną, tj. operator kamery czy dźwiękowiec też powinni być tymi popularnymi. Jednak tak nie jest. Czasami jednak wydaje mi się, że posiadają oni większą wiedzę w swoim fachu niż niejeden dziennikarz.

 

Zastanawia mnie również to z jakich powodów niektóre osoby (a raczej coraz większa część populacji) robi się sławna. Wielbimy ich, ubóstwiamy, chodzimy na ich koncerty, premiery filmowe, czy nawet spotkania autorskie w przypadku pisarzy. Niektórzy z tych niesławnych nie przepadają za debiutantami, ale przecież każdy kto wykonuje jakąś czynność kiedyś zaczął. Nie od razu można zostać wszechwiedzącym. No chyba, że większość jednogłośnie stwierdzi, że debiutujący jest kompletnym beztalenciem w danej dziedzinie. Wtedy warto się nad tym trochę zastanowić.

 

Czasami przerażają mnie moje wstępy, bo za dużo piszę o tym, o czym nie powinnam...

 

Kings of Leon – mówi komuś coś ta nazwa? Ostatnio przydarzyła mi się taka sytuacja: był to piątek i w ten dzień miałam sprawdzian z angielskiego i jak zwykle za szybko zrobiłam wszystkie zadania. Sprawdziłam dwa razy moje odpowiedzi i wiedząc, że nic więcej nie poprawię oddałam mój arkusz, a następnie wyciągnęłam z plecaka książkę i oddałam się lekturze. Po tym jak wszyscy skończyli zagadałam do koleżanki siedzącej za mną. Skomentowałyśmy sprawdzian, a potem ona zapytała się mnie co czytam. Pokazałam jej okładkę, a ona: „Kings of Lion... to są ci co śpiewają Use Somebody?" Trafiła w dziesiątkę, to oni!

 

Jednak jak już wspomniałam wcześniej – każdy musi mieć początek, a potem być rozpoznawalny z czegoś, co zrobił. Tak samo było w przypadku chłopaków z Tennesee.

 

Do sięgnięcia po książkę o tym zespole skłoniło mnie to, że ich lubię. Czarodziejski, zachrypnięty głos Caleba mogłabym słuchać dniami i nocami. Chyba mam słabość do głosów. Ehhh...

 

Zespół tworzą czterej panowie o tym samym nazwisku. Trzech z nich to bracia plus ich kuzyn.

 

Nathan, Caleb i Jared wychowali się w rodzinie bardzo religijnej. Ich ojciec był pastorem zielonoświątkowym, więc razem z nim i mamą jeździli po Ameryce. Ivan Leon – głowa rodziny – głosił kazania i z tego co wyczytałam robił to całkiem dobrze. Ciągle byli w trasie, ale za to byli ze sobą bardzo zżyci. Dzięki takiemu dzieciństwu Nathan w wieku ośmiu lat nauczył się grać na perkusji.

 

Kilkanaście lat później powstał zespół – Kings of Leon, to nic, że basista nie potrafił grać na basie, a wokalista śpiewał niezrozumiale.

 

Niestety ich talentu radośnie nie przyjęła amerykańska publiczność, więc postanowili spróbować gdzie indziej, a mianowicie w Europie, gdzie spotkali się z wielką aprobatą. I tak zaczęła się najbardziej szalona impreza w ich życiu.

 

Autorzy Kings of Leon. Sex on fire opowiadają oczywiście o trudnej, ale również wspaniałej historii trójki braci oraz ich kuzyna. Po kolei omawiają całą dyskografię, dodając cytaty z różnych komentarzy, artykułów czy wypowiedzi przeróżnych osób.

 

Biografia nie stawia muzyków tylko w pozytywnym świetle, autorzy poruszają takie tematy jak bójki, libacje alkoholowe a nawet fakt, iż Followille zażywali narkotyki. Do każdego czynu członkowie zespołu się przyznają. Chyba dzięki temu ich polubiłam zupełnie z innej strony. Wcześniej ceniłam ich za muzykę, którą lubię słuchać, a teraz również za to, kim są.

 

Z publikacji tej oprócz niekolorowych faktów każdy czytelnik dowie się różnych ciekawostek. Zrozumie sens większości tekstów, chociaż i tak są one aż nadto dosadne, dowie się dlaczego Caleb napisał taką a nie inną piosenkę oraz razem z muzykami odwiedzą większość festiwali.

 

Najbardziej co denerwowało mnie podczas czytania tej biografii toto, że autorzy często opisywali osoby, dzięki którym KoL zabłysnęło w świecie muzycznym. Gubiłam się, bo nie wiedziałam czy dalej czytam o grupie, czy o osobie, która im pomagała. Powiem szczerze, że sięgając po tę książkę miałam nadzieję, że okaże się znacznie lepsza. Specjalnie zostawiłam sobie ją na sam koniec.

 

Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło: nauczyłam się rozróżniać poszczególnych członków grupy, dowiedziałam się co za wydarzenia i emocje skłoniły do napisania poszczególnych tekstów. Moim zdaniem ta książka jest idealna dla każdego fana, a kilku stronicowa wkładka fotograficzna powaliła mnie. Nie spodziewałam się takiej niespodzianki. Jednak nie radzę nastawiać się na nie wiadomo jakie wielkie co. To po prostu opowieść o chłopakach, którzy stali się sławni, mają swoją przeszłość i dalej tworzą. Podczas lektury czytelnik przeskakuje z jednego koncertu na drugi, aż w końcu można stracić rachubę.

 

Jak już wspominałam, książka powinna spodobać się fanom. Na pewno nic nie wniesie do waszego życia, ale fajnie wygląda książka na półce, która opowiada o zespole, który lubisz.

 

Po przeczytaniu czułam się jakbym skończyła jakiś podręcznik. Sęk w tym, że na przykład takiego podręcznika do biologii bym nie zrozumiała, a w przypadku TAKIEJ biografii jest zdecydowanie inaczej. Uzupełniłam swoją wiedzę o brakujące fragmenty na temat zespołu.

 

Tak czy siak, polecam, a moja ocena jest za wykonanie tej książki, a nie historię muzyków.

 

Nathalien

Każdy z nas ma zespoły, których muzyka nigdy się nie nudzi. Dla mnie jednym z nich jest Kings of Leon, dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, by przeczytać niedawno wydaną w Polsce biografię, bez wahania po nią sięgnęłam. Przerabiałam już autobiografie i biografie aktorów, więc historia jednego z ulubionych zespołów była dla mnie swego rodzaju pierwszym razem, podobnie jak po raz pierwszy spotkałam się z książką wydawnictwa Sine Qua Non. Pewnie zastanawiacie się, co krążyło mi po głowie po lekturze. Cóż mogę powiedzieć?

 

King of Leon. Sex on Fire to pierwsza rzetelna biografia. Autorzy śledzą losy zespołu od czasów, gdy był on jedynie lokalną grupą muzyków z nadzieją na karierę. Zabierają nas do chwil, gdy Sex on Fire czy Use Somebody po raz pierwszy podbijały listy przebojów na całym świecie. Pozwalają towarzyszyć artystom w tej fascynującej przygodzie.

 

W skrócie - książka ta jest napisaną z rozmachem opowieścią o jednej z najbardziej fascynujących formacji rockowych naszych czasów.

 

Zaczęłam ją czytać na jednym z wykładów. Mam podzielną uwagę, toteż skupiałam się na obu rzeczach. Z początku. Książka dość szybko skupiła całą moją uwagę, odebrała wszelkie troski i pozwoliła skupić się na historii muzyków i całego zespołu. Przyznajcie, często Wam się to zdarza przy czytaniu biografii i to zespołów muzycznych? Bardziej zawładnął mną tylko dokument o Beyonce puszczany niedawno w telewizji. Tutaj ojciec i syn, będący autorami tej książki, udowodnili, że muzyka Kings of Leon łączy pokolenia i że nadaje się dla każdego. Jak najbardziej się zgadzam - na co dzień nie słucham podobnych klimatów, a jednak Kingsi mnie uwiedli od pierwszego przesłuchania Sex on Fire.

 

Przepadam za zespołem od kilku ładnych lat, mniej więcej od ukazania się tytułowego singla Sex on Fire na polskim rynku muzycznym. Ich piosenki nastrajają melancholijnie, a jednocześnie radują, pobudzają, dodają energii... Mnie osobiście nie raz dokładają odwagi i motywują do różnych działań. Teksty niosą ze sobą jakieś wartości, nie są puste, byleby tylko były i dobrze się nuciło, ale mają swój przekaz - mało takich zespołów odnosi obecnie sukces. Nie chcę nikogo urazić, ale żadne One Direction, Miley Cyrus i inne gwiazdki nigdy nie dorównają Kings of Leon, mimo iż teoretycznie KoL jest mniej znany w świecie. Więc jeśli słuchacie tych zespołów z przebojami o niczym, to proszę Was, poświęćcie te piętnaście minut, by włączyć Youtube'a i puścić sobie kilka piosenek Kings of Leon. Zrozumcie tekst i wyczujcie duszę piosenki, a zrozumiecie, skąd moja miłość do zespołu i dlaczego pragnęłam poznać ich historię.

 

Niestety książka ma też wady i to dość poważne. O ile z początku lektura była wciągająca, tak im dalej brnęłam, tym szło mi to ciężej. Język dobry, nie było widać żadnych zgrzytów, mimo że książkę pisały dwie osoby, ale... Zabrakło pazura, czegoś, co by mnie non-stop utrzymywało przy lekturze i nie pozwalało jej odłożyć na bok. Wiem, że trudno o to w biografii, ale wiem też, że jest to możliwe, bo kilka takich bardziej wciągających (ale wciąż nie majstersztyków) czytałam. Pod tym względem mocno się zawiodłam. Jak już odłożyłam książkę, było mi ciężko ponownie po nią sięgnąć i nową porcję lektury zaczynałam z lekkim przymusem.

 

Plus za to, że autorzy przedstawili zarówno dobre strony członków zespołu - trzech braci i ich kuzyna -, jak i wady oraz wpadki. Libacje alkoholowe, bójki, narkotyki to nie tajemnica, muzycy sami się do nich przyznają. W końcu też możemy poznać genezę wielu utworów, na które zaczęłam dzięki temu patrzeć pod innym kątem.

 

Nie spodziewajcie się jednak fajerwerków, bo takowych nie ma. Zwykła biografia. Porywająca, owszem, ale spokojnie można ją odłożyć na półkę w trakcie czytania i to bez większych wyrzutów sumienia z przerwanej lektury. Czyta się przyjemnie. Książka ładnie wygląda, jest napisana dobrym językiem. Dodatkowo w środku znajdziemy gratkę dla fanów - wkładkę fotograficzną, dyskografię i spis inspiracji muzycznych.

 

Podsumowując, Kings of Leon. Sex on Fire jest pozycją obowiązkową dla fanów zespołu. Ciekawi mogą śmiało sięgać, a nuż ich historia zaciekawi, aczkolwiek co to za czytanie biografii bez jakiegokolwiek pojęcia o zespole i granej przez niego muzyce?

 

C.C.Clouds

Zacznijmy od tego, że to pierwsza biografia, jaką przeczytałam. Zagłębienie się w lekturze ułatwił mi fakt, że Kings of Leon to jeden z moich ulubionych zespołów, z chęcią więc zabrałam się do czytania.

 

Zazwyczaj czytam powieści, tzw. ,,młodzieżówki", zdarzają się również takie z głębokim przesłaniem, poważniejsze. ,,KINGS OF LEON. SEX ON FIRE" to pierwsza biografia, jaka znalazła się w mojej biblioteczce, czego, już na samym początku Wam oznajmię, wcale a wcale nie żałuję!

 

Dziś – jeden z najsłynniejszych, najbardziej rozpoznawalnych zespołów na świecie, a kiedyś... no właśnie...

 

Niezaprzeczanie chłopcy, co ja mówię, teraz już stu procentowi faceci, zasłużyli na swój sukces. Ciężką pracą, wytrwałością pokazali, że wystarczy po prostu się przyłożyć, uwierzyć w siebie, a marzenia się spełnią. Trio braci Followillów przyszło na świat jako dzieci Ivana i Betty Ann, zgodnie z rodzinną tradycją wszyscy zwracają się do nich, używając drugich imion. Ivan Nathan, Anthony Caleb i Michael Jared większą część dzieciństwa spędzili na podróżach po południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych wraz z ojcem, wielkim kaznodzieją i ich matką. Jeździli z jednej mszy na drugą na kilku-kilkunastodniowe rekolekcje (ich rodzina należała do Zjednoczonego Kościoła Zielonoświątkowców). Nigdzie nie zatrzymywali się na dłużej, wiedli typowe ,,życie na walizkach".

 

Kiedy ojciec braci zrezygnował z kościoła, rozwiódł się z ich matką w 1997 roku - chłopcy przeprowadzili się do Nashville, gdzie zainteresowali się muzyką rockową. Wcześniej jedynym rodzajem muzyki, jaką słyszeli, była muzyka sakralna. Rockowych kawałków znali zaledwie kilka, kiedy udało im się posłuchać ich w radiu. Do powstania zespołu najbardziej przyczynili się najstarsi barcia – Nathan i Caleb. Dopiero po czasie wciągnęli w to swojego najmłodszego brata Jareda i kuzyna Matthew – aby podpisać kontrakt potrzebowali dobrać sobie więcej członków do zespołu. W jednym z wywiadów Caleb wspomina, jakoby ,,porwali" Matthew z jego rodzinnego miasteczka, mówiąc jego matce, że zatrzyma się u nich tylko na tydzień. W rzeczywistości nigdy nie wrócił na stałe do domu.

 

Zespół ciągle szlifował swój talent, nie próżnował. Jednak największy sukces osiągnął poza oceanem, w Wielkiej Brytanii. Na zadowolenie ojczystej publiczności musieli jeszcze długo poczekać. Z wielką radością przyjmowali swoje osiągnięcia, które tylko motywowały ich do dalszej pracy.

 

Stanowią dla mnie ogromny autorytet. Swoją muzyką oczarowali nastolatków, jak również tych, którzy swoje lata młodości mają dawno za sobą. Na tle innych zespołów Kings of Leon wyróżnia charakterystyczny wokal Caleba, niesamowite przeciąganie wyrazów, których niekiedy publiczność nie była w stanie zrozumieć, brzmienie chłopaka z południa... jednym słowem: hipnotyzował i hipnotyzuje nadal. Kiedy słyszę jego głos, gdziekolwiek, od razu rozpoznaję, że to oni, że to właśnie Kings of Leon. Ma w sobie to coś.

 

Na pochwałę zasługuje również, a jakże!, fakt, że przed założeniem zespołu jedynie Nathan umiał grać na jakimś instrumencie. Reszta wyszła w praniu. Tak naprawdę podczas ,,robienia kariery" uczyli się grać. Postanowili i tak też się stało. Walczyli o marzenia. Z każdą płytą zyskiwali coraz większą popularność, ich image ewoluował, choć w pewnym sensie pozostawał ciągle taki sam. Słuchając ich płyty, odbiorcy nie nachodziła potrzeba „przesunięcia" dalej, odsłuchania następnej piosenki. Nie sposób się przy nich nudzić.

 

Kings of Leon serwują potężną dawkę emocji, zdrową porcję mocnego rocka. Z pewnością nie jest to „boysband z przypadku". Sami zapracowali na swój sukces, pokazując, że w pełni na to zasługują. Zawdzięczać to mogą wyłącznie sobie samym (niewątpliwie pomógł im również Angelo Petraglia i inni, ale to ich determinacja była tego kluczem).

 

Choć nie raz dochodziło między członkami KoL do starć, często dosyć bolesnych, bardzo się ze sobą zżyli. Wszystkie utrudnienia, jakie los postawił na ich drodze, tylko wzmocniły ich relację. I może to jest właśnie dzięki tamu wciąż możemy zachwycać się ich muzyką.

 

KoL stanowią wzór do naśladowania. Rodzinna więź potrafi przetrzymać wszystko, ciężką pracą można dorobić się sukcesu. Jeśli tylko bardzo się chce.

 

Zapraszam do zapoznania się z historią Kingsów, nie zabraknie również ogromnej dawki śmiechu. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tej biografii, Wasz szacunek do nich się pogłębi, tak jak się stało w moim przypadku. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Serdecznie dziękuję za nią Wydawnictwu SQN, a Was już teraz zapraszam do zapoznania się z historią zespołu ;) .

 

Agnes Recenzentka

W towarzystwie wystarczy rzucić dwa hasła – "Sex on fire" oraz „Use somebody" i wszyscy już wiedzą, że chodzi o Kings of Leon. Każdy potrafi zanucić melodie tych dwóch utworów, spora większość zna nawet tekst. Wszyscy dziwią się, gdy ktoś nagle powie, że nie wie kto to i nie zna tych utworów. Wyjątki potwierdzają regułę. Są jeszcze fani. Ci, którzy znają więcej utworów, zawzięcie kolekcjonują plakaty, mają za sobą niemal tak samo długie trasy koncertowe jak ich zespół i posiadają w swoich zbiorach całą dyskografię. Mają się czym chwalić, bo kupiona w sklepie płyta z muzyką – nie ukrywajmy – jest dziś rzadkością. Jeśli ma się idola, czy to jeden człowiek, czy cały zespół, kolekcja płyt, pamiątek i pozostałych rzeczy jest normą, a wręcz rzeczą konieczną. Zespół nie żyje i nie tworzy bez fanów.

 

Do kolekcji można teraz dołączyć także książkę będącą biografią zespołu Kings of Leon. Okładka pod względem graficznym jest tak doskonale wycieniowana, że nie trzeba się nawet zastanawiać nad kupnem. Fotografia zespołu, tytuł książki – to wszystko zachęca do kupna. Z opisu dowiadujemy się, że jest to biografia. Oczywiście fan zespołu tylko się ucieszy. Osoba zainteresowana biografiami również. Wszyscy pozostali mogą sobie zadać pytanie, czy warto. Osobiście należę do tego grona osób, które nie przepadają za biografiami, nie słuchają nałogowo Kings of Leon i długo się zastanawiały nad odpowiedzią. Brzmi ona: jak najbardziej warto! Warto kupić tę książkę. Tak, warto ją przeczytać. W końcu – Warto poznać choć trochę zespół, który niedługo pojawi się także tutaj, w Polsce. Dla zagorzałych wielbicieli, wiernych fanów, każdego z kupionym już biletem na koncert, ta lektura powinna być obowiązkowa! Tym razem mogę napisać więcej – każda osoba, która nie znosi biografii i całe życie ich unika, powinna wiedzieć, że nie wszystkie biografie są takie złe, jak życie je pisze.

 

Pod względem technicznym, pomijając wcześniej wspomnianą szatę graficzną okładki, książka ma oprawę miękką, ale wyjątkowo przyjemną w trzymaniu podczas czytania. Grzbiet się nie zgina nawet mimo najszerzej otwartej książki. To ogromny plus dla tych, którzy lubią zachowywać swoje książki w stanie idealnym. Kartki mają lekko ciemny odcień, dzięki czemu biografię ze spokojem można czytać w pełnym słońcu. Kolejnym plusem jest czcionka – nie za duża i nie za mała, idealna dla tych, którzy mają problemy ze wzrokiem. Odpowiednia jest też interlinia i odstęp między poszczególnymi literami, a potem wyrazami. Tekst został rozmieszczony w taki sposób, że książkę czyta się niebywale szybko, a treść jest zaskakująco przyjemna i łatwo wpada w myśl. Po jednym przeczytaniu ze spokojem można zapamiętać większość faktów dotyczących zespołu. A jest o czym czytać.

 

Skoro o treści już mowa, biografii prawie niczego nie brakuje. Całość rozpoczyna się pochwałą zespołu. Pierwszy rozdział opisuje życie członków, płynnie przechodzi do powstania zespołu, następnie pierwszych utworów, później płyt, aż po największe hity, opisy wpływów i tego, jaki wpływ wywierają na twórców fani. Kontrakty, przygotowania, inspiracje, źródła tekstów, ich znaczenie i głębsze rozumienie. Coraz większa sława i zdanie innych osób na temat zespołu. Tego, w jaki sposób Kings of Leon rozpoczynało swoją muzyczną karierę, aż do chwili obecnej. Inspiracje, festiwale i trasy koncertowe, czyli wszystko to, co fan chciałby i powinien wiedzieć – o ile już wcześniej tego nie wyczytał w zasobach Internetu. Na końcu książki wydzielono osobne działy. Jednym z nich są właśnie inspiracje. Wypisano wszelkie zespoły i osobistości, które są uwielbiane przez członków zespołu, oraz napisano za co zostały polubione, a także kiedy i w jaki sposób członkowie Kings of Leon o ich zamiłowaniu wspomnieli. Ostatnim działem jest dyskografia, gdzie znalazły się wszystkie płyty, daty ich wyprodukowania, listy utworów wraz z miejscami na listach przebojów, a także płyty winylowe i wyróżnione w pewien sposób ścieżki audio. Całość została opisana stylem godnym zespołu i także powinna być już znana fanom.

 

Biografia „Sex on fire" została napisana doskonałym, wyrafinowanym poniekąd stylem, który tylko podkreślił osiągnięcia zespołu jako całości i każdego członka osobno. Nic w tym dziwnego, gdyż została stworzona przez Michaela Heatleya, który ma w swoim dorobku ponad sto książek opisujących życie rockmanów. Niestety lektura ma jedną wadę, która zdecydowanie zasmuci wielbicieli zespołu. Brakuje tu zdjęć. W samym środku umieszczono siedem kolorowych fotografii. Lepszym zdecydowanie pomysłem byłoby umiejscowienie ich przy każdym z rozdziałów, oczywiście w znacznie większej ilości. W tym wypadku to jak wrzucenie najróżniejszych urywków z całego życia zespołu do jednego worka, a skoro nie było wiadomo, czy lepiej na początku, czy pod koniec, rzucono je na środek. Niestety to częsty zabieg w tego typu książkach, a wielka szkoda.

 

Ale czymże jest jedna wada w obliczu tylu pozytywów? Serdecznie zachęcam do zapoznania się z biografią zespołu Kings of Leon. Warto!

 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję grupie Sztukater oraz Wydawnictwu Sine Qua Non.

 

Skrawki Myśli

Nie jest łatwo być współcześnie muzykiem. Nie wystarczy dobrze grać czy śpiewać. W muzycznym świecie showbiznesu, który pełen jest ludzi ambitnych, upartych i co najważniejsze zdolnych trzeba mnóstwo determinacji, samozaparcia i ogromnych umiejętności, by zaistnieć i pozostać na scenie a nie podzielić losu tak wielu, którzy stali się gwiazdą jednego przeboju bądź albumu. Droga ku sławie, zwłaszcza tworząc w zgodzie ze sobą, jest kręta i wyboista. Nie każdemu dane jest nią kroczyć. Nie każdemu udaje się oczarować, zahipnotyzować i posiąść cały świat. Udaje się to tylko nielicznym. I tak rodzą się gwiazdy-legendy.

 

Michael Heatley, autor ponad stu książek poświęconych muzyce, w tym licznych biografii muzycznych gwiazd takich choćby jak: Deep Purple, Johna Lennon'a czy Neil'a Young'a, wraz z synem Drew Heatley napisał pierwszą w pełni kompletną biografię zespołu, który w krótkim czasie skradł serce i porwał miliony – Kings of Leon.

 

Michael i Drew Heatley zabierają czytelnika w pełną muzyki, młodzieńczego szaleństwa i spełniających się marzeń podróż od dzieciaków amerykańskiego, zbuntowanego pastora do płyty, dzięki, której zespół w pełni ugruntował swą pozycję w panteonie legendarnych gwiazd sceny muzycznej. Droga ta jest kręta, trudna i pełna wybojów a jej pokonywanie ukazuje w pełni determinację jaką mieli w sobie ci cudowni chłopcy, by stać się kimś więcej niż tylko zespołem jednego hitu czy krótkiego sezonu. W książce poznamy w pełni ich muzyczną drogę od pierwszego minialbumu "Holy Roller Novocaine" aż po album "Sex on Fire", w którym stali się tymi, jakich znamy obecnie.

 

Z biografii zespołu dowiemy się, że muzyka Kings of Leon nie zawsze była taka, do jakiej już od jakiegoś czasu jesteśmy przyzwyczajeni, bo większość słuchaczy zachłysnęło się muzyką zespołu dopiero w chwili, gdy właśnie zaczynał kochać ich cały świat. Książka Michaela i Drew Heatley'ów prowadzi poprzez muzykę Kings of Leon od szaleństwa, czasem bałaganu dźwięków do piosenek, które już na zawsze wbiły się w serca i głowy słuchaczy. Muzyka Kings of Leon ewaluowała. Ona dorastała, dojrzewała z tymi ludźmi. Wraz z nią z chłopców stawali się mężczyznami. Aż trudno uwierzyć, że na początku swej muzycznej kariery, a czego dowiemy się z biografii, muzycy Kings of Leon właściwie nie byli muzycznie ukierunkowani, dopiero uczyli się co osobiście porywa ich serca i dusze, co lubią i co mogłoby stać się elementem ich własnej twórczości. Poznamy ludzi młodych, którzy dopiero wkraczają w okres buntu i młodzieńczych eksperymentów. Z czasem dojrzewają, poznają siebie i siebie kształtują. Wraz z nimi zmienia i kształtuje się ich muzyka. Przeżywają wzloty i upadki, może nie nazbyt dramatyczne, lecz nie pozostające bez znaczenia dla młodych muzyków. Z trudem przebijają się w dżungli muzycznego biznesu. Bezustannie muszą udowadniać, że są warci uwagi. Nie mają łatwo. Ich rodzimi słuchacze nie poznają się na ich muzyce. W Ameryce słucha się bowiem tego, co słuchają inni. To jest modne. Trzeba ogromnego wysiłku, by stać się modnym. I nie jest tu tak ważna sama muzyka. Na szczęście muzycy z Kings of Leon są uparci. Nie poddają się. I w końcu przekonują do siebie publiczność. Najpierw przychodzi czas na Europę, zwłaszcza publiczność Wielkiej Brytanii. Tu wszystko się zaczyna. Tu stają się sławni. A w końcu doceniają ich również słuchacze z USA.

 

Warto poznać zespół Kings of Leon od korzeni. Zgłębić drogę ku obecnemu kształtowi ich muzyki, poznać ich od pierwszych młodzieńczych riffów, od słów pierwszej, niedojrzałej jeszcze i szalonej piosenki. Wtedy poznamy Kings of Leon w pełni i może trochę inaczej "spojrzymy" na ich muzykę. Ich twórczość nabierze dodatkowej głębi i kolorytu.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial