Okładka wydania

Q. Ponadczasowa Historia Miłosna

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Q. Ponadczasowa Historia Miłosna | Autor: Evan Mandery

Wybierz opinię:

Miiincik

 „Najlepszy czas to teraźniejszość."

 

Miłość. Jest to taka wyjątkowa relacja o której wszyscy mówią i piszą, piszą i mówią. I tak w kółko, na okrągło o tym samym, przez setki i tysiące lat. On ją kocha, ona go nienawidzi, ona darzy go niezwykłym uczuciem, on traktuje ją jak powietrze. On jest szlachcicem, ona zubożałą mieszczanką. On kocha ją, ona kocha jego, lecz jedno z nich choruje na śmiertelną chorobę, zginęło na wojnie, w porywach rodzice przeszkadzają zakochanym. Zarówno los jak i samo życie pisze dla nas wiele scenariuszy owego uczucia. Kto wie, może kiedyś jeden z nich dosięgnie i nas?

 

Q? Co to jest? Literka, której w języku polskim praktycznie nie używamy, oczywiście. Nie trzeba być geniuszem, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Lecz w książkowej rzeczywistości wykreowanej przez Evan Mandery, Q jest... kobietą, której pełne imię brzmi Quentina Elizabeth Deveril. Cóż, pozostańmy może przy zdrobnieniu. Q kocha pewnego mężczyznę, on też ją kocha wskutek czego zamierzają wziąć ślub. Niespodziewanie przyszły małżonek kobiety spotyka pewnego dziwnego pana i... cały proces zamążpójścia mocno się komplikuje.

 

„Każda piosenka została już zaśpiewana, każdy obraz namalowany, a historia opowiedziana. Jedyne, co warto zrobić, to zaśpiewać, namalować lub opowiedzieć to samo równie dobrze lub lepiej."

 

Notki o autorze tym razem nie znajdziecie, bo opis pisarza, jaki znalazłam na lubimy czytać jest wyjątkowo suchy i bezpłciowy. Aż ciśnie mi się na usta określenie: jak sam autor. I choć wiem, że to nie przystoi młodej damie obrażać innych, zwłaszcza starszych to... to nie mogę się powstrzymać i parę słówek Wam skrobnę. Trzeba być naprawdę facetem bez jaj, jakimś wyrzutkiem społecznym, który jest kompletnie oderwanym od rzeczywistości, pięcioletnim dzieciaczkiem, żeby napisać tak denną, przewidywalną do bólu, bezsensowną powieść. Mam dalej wymieniać? Pozwólcie, że oszczędzę Wam bólu. Już wystarczy, że moje serce pęka z rozpaczy, udręki i bezsilności, bo oto zetknęłam się z kolejnym bardzo słabym średniakiem i książką, która gdyby nie istniała to w sumie nikt by na tym nie ucierpiał. Ale do rzeczy, Kochani, do rzeczy. Co mnie w tej książce tak irytowało? Oj wiele rzeczy, uwierzcie. Sprawa pierwsza: powtarzalność fabuły. Ja rozumiem, że nie każdy ma głowę pełną pomysłów, lecz skoro tych pomysłów nie ma to po co brać się za pisanie książki? Tak mniej więcej do połowy akcji było względnie znoście, ogólny poziom utrzymywał się na poziomie toaletowej lektury, czyli dało się to zdzierżyć- bardzo dobry trening dla osób z nerwicą! Ćwiczenie cierpliwości i spokoju, czyli czytaj i staraj się nie rozrywać kartek, ani nie wyrzucać książki (choć w tym przypadku słowo 'książka' nie chce mi przejść przez usta i traktuję je duuużym cudzysłowem)- efekt gwarantowany. Polecam. Natomiast, jeżeli chodzi o drugą połowę to naprawdę nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać. Strona do strony wszystko było podobne, działo się dokładnie to samo tylko w innych okolicznościach. Tego nie da się opisać, to po prostu trzeba zobaczyć. Oczywiście grozi to dużym ryzykiem, może pomrzeć z nudów, ale... ale zabronić Wam nie mogę. Więc róbta co chceta!

 

Czy jest sens pisać więcej? Czyż poprzedni akapit nie skazał tej książki na całkowitą porażkę? Ależ skazał, ale jeszcze sobie pomarudzę, bo jak zauważyłam parę chwil temu marudzenie po prostu poprawia mi nastrój. To chyba jedyny plus recenzowania słabych książek. Akcji poświęciłam już wystarczająco dużo słów, zresztą zbędnych, bo jakby się tak dobrze zastanowić to ten, kto chcę przeczytać tę książkę i tak ją przeczyta, kto nie chce ten nie przeczyta i muszę przyznać, że ten drugi typek jest na wygranej pozycji. Przejdę teraz do bohaterów, którzy... którzy w sumie są równie nijacy co cała książka. Sam narrator i główny bohater jest po prostu głupi, mimo że trochę już żyje, owego życia nie potrafi pojąć i zrozumieć na tyle dobrze, ażeby móc normalnie funkcjonować. Wkurzał mnie (bo określenie 'irytował' jest stanowczo zbyt delikatne) tak bardzo, że zasłużył sobie na pierwsze miejsce w moim rankingu nielubianych bohaterów! Gratuluję i zapewniam, że to nie lada osiągnięcie. Jedynym światełkiem w tunelu, jeżeli chodzi o postaci (za chwilę przekonacie się, że jednak były inne zalety) była Q- mądra, podświadomie wyczuwam, że piękna, jakby anielska... Jako jedyna w całej tej chmarze wyróżniała się osobowością.

 

A jednak znalazłam zalety. Jakby się tak dobrze zastanowić są one bardzo ważne, więc oczywiście cieszę się, że nie jestem zmuszona spisać tej książki na straty. To, co mnie w „Q. Ponadczasowej historii miłosnej." ujęło to to, że cała opowieść jest niezwykle delikatna, jakby opowiadał ją jakiś anioł. Oczywiście, ma to związek z tym, że autor to ciota, lecz zapomnijmy na chwilę o tych brzydkich określeniach i po prostu cieszymy się tym nietypowym klimatem i anielskim nastrojem, który niezwykle rzadko zdarza się w powieściach. Kolejnym atutem jest morał z całej historii: bez względu na wszystko co zrobimy nie mamy wpływu na bieg czasu, a nasz wybór nigdy nie będzie w stu procentach słuszny i prawidłowy. Trzeba żyć pełnią życia i korzystać ze wszystkich dóbr, póki jeszcze ma się siły, zdrowie i chęci. I na tym zakończymy nasze rozważania. Koniec...

Kyou

Q, a właściwie Quentinę Elizabeth Deveril, poznał w kinie. Byli tam tylko oni i jeden mężczyzna. Oboje zdegustowani zachowaniem owego pana zaczynają rozmawiać po seansie. Nasz główny bohater jest zauroczony piękną kobietą. Po pierwszej randce już wie - są dla siebie stworzeni. Oboje uwielbiają te same rzeczy, ludzi. Tylko kwestią czasu jest, nim postanawiają wziąć ślub.

 

- Mam na imię Q - mówi i wyciąga do mnie długą, sztywną, uwodzicielską dłoń.
- Twoi rodzice byli chyba przesadnie oszczędni w słowach.

 

Czas mija im na przygotowaniach. Aż nagle nasz bohater, którego imię i nazwisko pojawia się tylko raz, dostaje zaproszenie na spotkanie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż właśnie wydał książkę. Jednak doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kto napisał to zaproszenie. Rozpoznaje swój styl pisma i z ciekawością wybiera się w umówione miejsce. Spotyka siebie, tak jak się spodziewał, starszego o jakieś dwadzieścia pięć lat. Co najlepsze, bohater wcale nie wydaje się być jakoś niesamowicie zdziwiony i po prostu przechodzi nad tym do porządku dziennego.

 

- Chodzi o Q - mówi. - Nie wolno ci ożenić się z Q.

 

Nasz bohater spotyka się z samym sobą trzy razy. Poznaje swoją historię po ślubie z kobietą swojego życia. Dowiaduje się, że będzie miał syna. Syna, którego pokocha nad życie. Niestety - chłopiec umrze na chorobę Battena. Będzie to cios dla nich obojga. Nie poradzą sobie z tym.

 

Ja-60 mówi dalej:
- Po tym, jak go zdiagnozowali, urządzamy mu pokój szpitalny tak, żeby nadal mógł oglądać mecze w telewizji. Początkowo nadal notuje wyniki, potem tylko ogląda, a potem zasypia już w połowie. Przed śmiercią spytał mnie, czy moglibyśmy pójść na jeszcze jeden mecz. Obiecałem, że pójdziemy.
Piłka z dużą prędkością ląduje w rękawicy łapacza.
- Nie zdążyliśmy.

 

~~~

 

Tylko Ja-60 nie wstał z krzesła i przez pełne entuzjazmu wrzaski kibiców dobiega do mnie płacz starego człowieka.

 

Mimo, że mężczyzna jeszcze nie poznał chłopca, nie potrafi sobie poradzić z myślą, że ma go stracić. Zaczyna odwiedzać wszystkie pogrzeby, chodzić na cmentarz. Po nieudanej próbie odratowania ogrodu Q, postanawia posłuchać swojej starszej wersji.

 

Nie raz, nie dwa czytając ową historię miałam łzy w oczach. Było w niej coś takiego... prawdziwego. Autor przekazał nam coś, co trudno jest dać mając do dyspozycji tylko papier. Przekazał nam uczucia. Uczucia, które wręcz wyciekały z każdej ze stron. Cierpiałam razem z naszych bohaterem, gdy dowiedział się o śmierci syna i tą sytuację przeżyłam najbardziej.

 

Zaciekawił mnie motyw podróży w czasie. Raczej jest niespotykany w romansach. Autor w bardzo ciekawy sposób pokazał, że każda decyzja zmienia bieg czasu i każda nie jest tak naprawdę dobra. Ciągłymi zmianami główny bohater tylko zmarnował sobie życie. Dużo można się nauczyć z tej powieści.

 

Na okładce zachęcają nas do czytania i ostrzegają, przed czytaniem w miejscach publicznych, gdyż zakończenie jest wzruszające. Mnie jakoś nie ruszyło.Nie wydawało mi się, by było w nim coś wartego łez. Przypadł mi do gustu pomysł autora a jego styl pisania tylko dodaje uroku powieści. Były jednak momenty, które mnie najzwyczajniej w świecie nudziły. Miałam wtedy ochotę odłożyć czytanie na później. Jednak gnana ciekawością czytałam dalej i się nie zawiodłam.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial