Okładka wydania

Drwal

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 3 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 3 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 3 votes

Polecam:


Podziel się!

Drwal | Autor: Michał Witkowski

Wybierz opinię:

Wichajster

Święta Bożego Narodzenia, oprócz wspaniałej atmosfery i nastroju refleksji, niosą ze sobą bardzo prozaiczny problem- problem związany z wyborem prezentów dla bliskich. Tworząc w pamięci mapę sklepów, w których istnieje chociaż cień szansy na zdobycie czegoś ciekawego, zaczęłam łazić po empikach i innych matrasach, gdzie pośród stosów książek z pastelowymi okładkami, z których krzyczały na całe swoje celulozowe gardło naklejki promocyjne, zauważyłam książkę nie tyle niepozorną, bo tego jednego akurat nie da się o niej powiedzieć, ale nazwijmy to, ascetyczną. Czarna okładka, niebieski kontur człowieka. Witkowski, przyjacielu, dawnośmy się nie widzieli, od wydania Margot minęły przecież dwa lata. Tak zaczęła się moja przygoda z Drwalem. Przygoda skończyła się dla mnie w dość żenujący sposób, bo książkę przeczytałam zanim zdążyła zrobić to osoba, która ją ode mnie dostała. Ale to już jest rekomendacja- naprawdę trudno się oderwać.

 

Michała poznajemy w pociągu, kiedy gapiąc się na ptaki i studenta uczącego się do egzaminu zdradza nam, że jedzie do faceta „od domku". I tu właściwie, po tych dwóch zdaniach opada kurtyna, i zanim w tekście pojawi się nazwisko „Witkowski" pewnym staje się fakt, że autor jest równocześnie narratorem, który ponownie bierze nas za rękę i prowadzi nad morze, Bałtyk kochany. Nie do Lubiewa, bo Lubiewo koduje w sobie zbyt wiele znaczeń i wspomnień, by mogło pomieścić choćby jedną jeszcze historię. I to jaką historię. Bo to, czego narrator staje się świadkiem i jednocześnie odkrywcą, w gnijących z nudów, listopadowych Międzyzdrojach jest rasową kryminalną historią, z mnóstwem bohaterów, połączonych ze sobą nierozerwalnie, równocześnie niejednoznacznie. Wszystko zaczyna się od „faceta od domku". Kim są „faceci od domków"? Są przedmiotem badań i fascynacji narratora, jego konikiem i tematem do prozy. Zamieszkują mikroskopijne domki, od których nie muszą płacić podatków, siedzą w dziczy, w Bieszczadach, nad Kłajpedą, albo w środku pomiędzyzdrojskiego lasu i najzwyczajniej w świecie borsuczeją. A autor szura po całej Polsce, od jednego faceta od domku, do drugiego faceta od domku, uciekając przed swoim mieszkaniem, swoimi pokojami umeblowanymi, od Hiszpan Marioli, hałaśliwych Alei Jerozolimskich i sąsiadów Ukraińców. Witkowski ląduje u drwala, u Roberta, którego dzień po dniu, zaczyna odkrywać. Zamiast pachnącego zwietrzałym piwem i starymi kapciami wnętrza, Witkowski zostaje wprowadzony w świat porcelany z Ćmielowa, otoman i lamp z wzorem starogermańskim. Fascynacja Drwalem rośnie, wraz z poznawaniem jego domku, odkryciem jego lekomanii, przyjaciół i powiązań, jakie miał z pachnącym komuną światem nadmorskich interesów. W międzyczasie pojawia się sprzymierzeńcy autora będącego na tropie sensacji- jest Jadźka Parszywa, pan Wojtek, Mieszko no i oczywiście luj. Jakby to, u Witkowskiego bez luja?! Lujek Mariusz, staje się w pewnym momencie nawet bohaterem głównym, to z jego życia pochodzi pieczarkowe love story i historia psa Ogona. Z nim nawet związana jest fabuła Skrzypiec, których napisaniem Witkowski się odgraża. W tle, jako bohaterowie mrocznych historii z przed lat, czai się nie tylko naćpany drwal Robert, ale i jego przyjaciel Rozklekotany, Norweg Kran, pan Kazmierz z lujem Dominem oraz posępne widmo Anity Ekberg vel Brigitte Bardot vel Sophii Loren.

 

Początkowo wolno płynąca opowieść opierająca się głównie na opisywaniu wnętrz, bohaterów, wspomnień, przyjaciół zmienia się i przyspiesza, kiedy Robert, któremu Michał przyglądał się z pewnym politowaniem, zwłaszcza po odkryciu, że dzieli on swoje zainteresowania równo między antyki, grę na trąbie i sitcomy na DVD, ze zborsuczałego faceta od domku przemienia się w żądnego sprawiedliwości łowczego. Z prowadzonego w szalenie chaotyczny i „witkowski" sposób śledztwa, dowiadujemy się o przeszłości, która ściga bohaterów Drwala. Ośrodek rządowy Grodno, leśniczówka Malinowskiego, porzucony junak pana Zbyszka, podpoznańska posiadłość w której przyjaciel Robera, Rozklekotany pracowicie sadził rododendrony... I mknący po zalanej deszczem promenadzie w Międzyzdrojach ludzie jak widma, napiętnowani komuną, zniszczeni, lub ustawieni do końca życia nawiązanymi wówczas znajomościami i ubitymi interesami.

 

Prócz całkiem składnej fabuły, Witkowski zdaje się udowadniać- jestem mistrzem w tworzeniu bohaterów, indywidualności. W typowy dla siebie sposób przedstawia ludzi przez opisy ich domów, zwyczajów, sposobu mówienia i rodzaju palonych papierosów. Drwal Robert, jego motorower, tajemnicza szopa i zając z różowym języczkiem wiszący w wiatrołapie to dopiero wierzchołek góry lodowej. Po niej pojawia się przecież chociażby Krewetka- wścibskie, zachłanne stare babsko, mające w ogródku tabliczkę „Zimmer Frei", dom obwieszony tandetnymi ozdobami i „biodegradowalną górę laczków". Mistrzowsko opisana zostaje scena, kiedy Witkowski pojawia się w krewetkowych progach, i nie tylko zostaje rozpoznany jako „pan co się w telewizorze udziela", ale zostaje poproszony o założenie „laczy". Wyobraźnia pracuje, już tworzy się wizja do szpiku kości nowoczesnego autora, dbającego o wizerunek, wypachnionego Hugo Bossem z iPhonem w kieszeni, który stojąc pod ścianą oklejoną tapeta imitującą boazerię ma zdjąć stylowe buty i założyć wysłużone „lacze". Perełka.

 

Jest też hipster Mieszko, z którego Witkowski kpi jak może- z jego czapy, którą musi nosić także w środku lata, gaci w jabłka i banany, z miłości do magazynu „WAD", z fascynacji fotografią, bogatej kolekcji polaroidów w końcu, kamionkowego wazonika w kanciapie i chęci uczestniczenia w milionie projektów. I jak na złość, czyni go autor cieciem, pilnującym niszczejącego ośrodka, do którego dopiero za kilka miesięcy wejdą Szwedzi z firmy SKANSKA.

 

Michał ma też do siebie przeogromny dystans. Nie ukrywa, że nie rusza się nigdzie bez swojego „przenośnego MediaMarktu", że nosi na szyi pendrive'a i nogę lalki Barbie. Przyznaje się do bycia neurotykiem i hipochondrykiem bez prawa jazdy, jawnie uważa się za istotę wyższą, od takiego chociażby luja. Epatuje wręcz swoim poczuciem wyższości, wyśmiewając papkę dla mas, z których czuje się wyłączony- portreciki Wałęsy w bursztynowych oprawkach, zakupy w Netto i picie domowego wina. Czuje się zwyczajnie lepszy, co irytuje, irytuje bo wyśmiewa to co dla wielu jest codziennością. Wyśmiewa zachwyt kiełbasą i piwem z kija, nad które on przekłada zieloną herbatę i homary. Powoli wprowadza nas w świat, który nie musi się podobać, ba można go nawet uznać za żałosny, pełen pozy i fałszu. Ale warto o nim wiedzieć. O świecie ludzi, którzy brzydzą się picia z kubków z duralexu i rozwiązywania sudoku. W którym spać chodzi się w specjalnie za dużym sweterku z Zary i ogląda się wyłącznie Felliniego i Bergmana. W ich świecie liczy się marka, cena, lans. Ważne żeby było głośno i modnie. Ale Witkowski zdradza się. Zdradza się na moment, kiedy narracja z pierwszoosobowej, na moment przeskakuje na trzecioosobową i okazuje się nagle, że narrator, potrafi pisać obiektywnie, potrafi porzucić swoje porównania i spostrzeżenia. Zmylenie czytelnika czy niekonsekwencja? Taka sama, jak obdarzenie Michała, bohatera tak niezwykle powierzchownego, który sam przyznaje- liczy się dla mnie żeby było najdroższe, który opisując swoje przedmioty zawsze wspomni ich markę, niezwykłą wrażliwością. Jak to możliwe, żeby człowiek brzydzący się kawy w szklance z koszyczkiem, potrafił docenić zapach talii starych kart? Niezwykłe, ile cech łączą w sobie witkowscy bohaterowie.

 

Autor nawiązuje też do swoich książek, jest dumny z nagród i nominacji- dla kogoś kto po raz pierwszy sięga po prozę Witkowskiego, nie zawsze oczywista będzie Michaśka, luje i Larysa Jasnowidząca. Także i tu pozwala sobie na „odrobinę" próżności- biegając od rannego luja, do Hotelu Wiedeńskiego, potem znowu do leśniczówki, ostatecznie lądując w ruinach ośrodka zastanawia się jak to ma sens, skoro książka ta zapewne będzie do kupienia na stacjach benzynowych.

 

Książka wciąga. Wciąga niezaprzeczalnie, historia kryminalna nie jest zła, ale najwspanialsze są wędrówki autora wokół opisywanych miejsc, zjawisk i ludzi. Jest to taka naprawdę wysypisko myśli wolnej człowieka inteligentnego, pewnego swoich poglądów, obdarzonego szalonym, lecz specyficznym poczuciem humoru. Warto ją znać, nawet za cenę podprowadzenia komuś osobiście kupionego prezentu świątecznego. A osobom pozbawionym czasu, polecam audiobooka- tym o mocnych nerwach i cierpliwości ze stali, czytanego przez autora, tym którzy mają warunki by na chwilę przymknąć oczy, czytanego przez wspaniałego Andrzeja Chyrę (grasejujące „er" Mieszka, wykonane po mistrzowsku).

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial