Na Ustach Grzechu

Autor: Magdalena Samozwaniec

Okładka wydania

Na Ustach Grzechu


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 4 votes
Postacie: 100% - 6 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Bojalubietakinie

Magdalena Samozwaniec wywodzi się z rodziny w której właściwie każdy członek spełniał się w roli artysty. Wnuczka Juliusza Kossaka, córka Wojciecha Kossaka, siostra Jerzego Kossaka i Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, stryjeczna siostra Zofii Kossak-Szczuckiej. Takie geny i bogata rodzinna tradycja zobowiązują. Zatem i Magdalena Samozwaniec, de domo Kossak, podjęła się próby zaistnienia w literaturze. Próba ta okazała się początkiem pisarskiej kariery, mimo iż na początku nie sądzono, że autorka odniesie sukces.

 

Jej pierwsza powieść - "Na ustach grzechu" wydana została w 1922 roku w Krakowie. Podtytuł owej książki brzmi: "powieść z życia wyższych sfer towarzyskich". Niewątpliwie Magdalena Kossak była osobą, która w tychże sferach się obracała. Dobre oko obserwatora, cięty język i doskonałe poczucie humoru pozwoliły jej w swej powieści stworzyć absurdalny i niezwykle zabawny świat socjety. Autorka wyśmiewa przywary polskich wyższych sfer, naigrawa się z mentalności panien i kawalerów, którzy w życiu kierują się jedynie zasadą własnego dobra.

 

"Na ustach grzechu" to parodia niezwykle popularnej "Trędowatej" Heleny Mniszkówny. Co ciekawe okazuje się, że w roku 1909, kiedy owa "Trędowata" została wydana przez samego "Gebethnera i Wolffa" sprzedaż była tak wysoka, że jedynie "Quo Vadis" może się z nią równać pod względem nakładu. Prus, Żeromski i inni wielcy pisarze nie pobili sukcesu Heleny Mniszek.Paradoks! Magdalena Samozwaniec "urzeczona" ową lekturą, postanowiła nadać jej zabawnego kształtu i wyśmienicie ją sparodiowała.

 

Przyznam, że dawno żadna książka nie ubawiła mnie tak mocno. Były fragmenty przy których po moich policzkach płynęły łzy ze śmiechu, a rozchichotany brzuch zaczynał boleć.

 

"Na ustach grzechu" należy czytać dokładnie, słowo po słowie, ciesząc się kunsztem zestawień wyrazowych, porównań, metafor. Pisarka poza ogólnym obrazem elit naśmiewa się także często z jakże popularnych w naszym społeczeństwie wtrętów z języka francuskiego. Jak widać wyśmiewanie od dawien dawna (między innymi przez Krasickiego) makaronizmów nic nie zmieniło w myśleniu społeczeństwa i w dwudziestoleciu międzywojennym kwestia ta nadal istnieje i podlega kpinom i żartom.

 

Nie jest to dzieło najwyższych lotów, ale warto je przeczytać z uwagi na kąśliwe uwagi autorki, przezabawny obraz XX-wiecznego społeczeństwa i ze względu na bardzo trafną przedmowę autorstwa Jerzego Waldorffa.

 

Bacha85

Magdalena Samozwaniec, pierwsza dama polskiej satyry debiutowała właśnie tą powieścią. Po początkowych trudnościach, na jakie natrafiła, gdy nikt nie chciał wydać tej książki, znalazła wsparcie u rodziny, gdyż to ojciec sfinansował debiut córki. Powieść dość szybko podbiła rynek stając się literackim przebojem.

 

Fabuła książki opiera się na opisaniu miłosnych perypetii przystojnego, lecz zubożałego hrabiego Kotowicza i młodej Steńki Doryckiej. Na przeszkodzie uczuciom dwojga młodych stają ich rodziny. Matka hrabiego postanawia ożenić go z bogatą baronówną Śwydrypałjo, natomiast Steńka wydana zostaje za hrabiego Dolarego Chłapskiego. Ale czy tak banalne trudności są w stanie ukrócić prawdziwą miłość?

 

Postacie przedstawione przez autorkę są bardzo jednowymiarowe. Nie znajdziemy w nich głębi, wewnętrznych rozterek, często nawet na próżno szukać w nich jakichś myśli. Kierują się instynktem oraz bezrefleksyjnie poddają urokowi chwili. Dotyczy to zarówno dwójki głównych bohaterów, jak i ledwie zarysowanych postaci drugoplanowych, o których niewiele więcej można stwierdzić ponadto, że są.

 

Cała opowieść dość luźno nawiązuje do książki Heleny Mniszkówny „Trędowata", zresztą Magdalena Samozwaniec planowała zatytułować ją „Ospowata", lecz za namową Tadeusza Boya – Żeleńskiego zmieniła swój zamiar. W ogólnym zamyśle jest wykwintną parodią romansowych powieści, jakie królowały wśród społeczeństwa dwudziestolecia międzywojennego i którymi namiętnie zaczytywały się współczesne autorce kobiety. Do bólu naiwna historia hrabiego i Steńki to dopiero przedsmak głębi satyry, jaka wyszła spod pióra młodszej córki Wojciecha Kossaka.

 

Prawdziwą perłą w tej powieści jest język, bezlitośnie naśladujący napuszony styl, pełen rozwlekłych, często oderwanych od rzeczywistości metafor, jakim charakteryzują się dzieła Heleny Mniszkówny. Wiele zdań misternie skleconych przez Magdalenę Samozwaniec na stałe weszło do kanonu polskich aforyzmów. Często znaleźć możemy perełki, takie jak „ Stefania zapłoniła się aż po białka, a nawet żółtka swoich oczu", które sprawiają, że lektura jest tym przyjemniejsza i nie sposób nie śmiać się w trakcie lektury.

 

Jest to króciutka książka, ale niezmiernie esencjonalna, idealnie szydzi z banalnych romansów, które często charakteryzują się szalenie kwiecistym językiem. Czas natomiast pokazał, że taki styl pisania do dziś ma wielu naśladowców, a niskiej jakości literatura rozrywkowa ma się nad wyraz dobrze. Każdy, kto choć raz zetknął się z tego typu powieściami powinien sięgnąć również po „Na ustach grzechu". Zresztą jest to pozycja, którą z czystym sercem mogę polecić każdemu miłośnikowi literatury, jeśli tylko ma poczucie humoru i potrafi docenić zabawę językiem.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!