Shantaram

Autor: Gregory David Roberts

Okładka wydania

Shantaram


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 3 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 3 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Dosiak

Fabuła tej książki jest tak niezwykła, a losy głównego bohatera tak skomplikowane i nieprzewidywalne, że niemal niemożliwe wydaje się by Shantaram był powieścią autobiograficzną. Gregory David Roberts został skazany na wiele lat za napady rabunkowe na banki i sklepy. Podejmując ogromne ryzyko uciekł z jednego z najcięższych więzień w Australii i przedostał się do Indii, aby uciec przed wymiarem sprawiedliwości. Niespodziewanie dla samego siebie w tym dalekim i bardzo egzotycznym kraju odnalazł swoje miejsce na Ziemi; miłość do zamieszkujących Bombaj Hindusów i uwielbienie dla samej metropolii.

 

Roberts pokazuje, że nikogo i nic nie można oceniać jednoznacznie. Wydawałoby się, że skoro główny bohater (przez przyjaciół nazywany Linbabą) jest więziennym zbiegiem, bliskim współpracownikiem indyjskiego szefa mafii i handlarzem walutą to z pewnością jest zły do szpiku kości. Okazuje się jednak, że mężczyzna, który kradł i rabował, potrafi także z poświęceniem nieść pomoc mieszkańcom najuboższych dzielnic, kochać i lojalnie wspierać swoich nowych przyjaciół. W miarę poznawania historii bohatera, docieramy także do jego najskrytszych myśli, obaw, wyrzutów sumienia i pragnień. A wtedy trudno już z taką samą surowością oceniać jego czyny.

 

Autor ma prawdziwy talent pisarski i już od pierwszej strony można wyczuć, że z łatwością przelewa swoje myśli na papier. Sposób, w jaki pisze o Indiach, o mieszkańcach Bombaju i wielu niezwykłych ludziach, których spotkał na swojej drodze sprawia, że czułam jakbym sama również ich znała. Indie to przedziwny kraj, w którym wielość różnych kultur, wierzeń i tradycji nieustannie miesza się z sobą. Mimo tego jakikolwiek spór między mieszkańcami zostaje szybko rozwiązany, a konflikt zażegnany. Trzeba jednak pamiętać, że ci sami ludzie, którzy chętnie pomagają nowym przybyszom zaaklimatyzować się w ich państwie i z prawdziwą życzliwością odnoszą się do siebie na co dzień, w sytuacjach poważnego zagrożenia nie zawahają się przed linczem, i śmiertelnym pobiciem wroga. Tylko tam gangsterzy z własnym kodeksem etycznym są traktowani przez zwykłych ludzi, jako dobroczyńcy i opiekunowie, którzy pomagają ubogim mieszkańcom slumsów. Wpływowego i groźnego przywódcę mafii Kadirbaja połączyła z autorem silna więź. Często i długo dyskutowali na wiele filozoficznych tematów. Te dyskusje są prawdziwą perełką powieści- zajmujące i ciekawe, skłaniają do rozmyślań nad sensem życia, miejscem człowieka w świecie i jego skłonnościami do dobrych lub złych uczynków.

 

Tytułowy Shantaram to imię nadane autorowi przez mieszkańców jednej z indyjskich wiosek, oznaczające „boży pokój". Dla człowieka należącego do zachodniej cywilizacji nadanie imienia przez Hindusów to wielkie wyróżnienie i całkowita akceptacja.

 

Gorąco polecam tę powieść, bo każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Miłośnicy przygód i niebezpiecznych misji, amatorzy teologicznych i filozoficznych dysput, a także ci, którzy chcieliby poczytać o niezwykłej przyjaźni i oddaniu. Siłą opowieści Robertsa jest jej autentyczność. W sieci można znaleźć zdjęcia, pokazujące autora z jego hinduskimi przyjaciółmi oraz miejsca opisane w książce, m.in. modny ówcześnie klub „Leopold". W 2007 roku powstał pomysł zekranizowania powieści, postać Lina miał zagrać Johnny Depp, ale dwa lata później wycofano się z realizacji tego projektu. Gregory David Roberts planuje spisać swoje dalsze losy, ponieważ Shantaram nie jest zamkniętą całością i nie wyjaśnia wielu kwestii, dotyczących osoby autora.

Pani M

Jakiś czas temu zachęcona pozytywnymi recenzjami książki Shantaram, postanowiłam przekonać się na własnej skórze, czym zachwycają się znajomi blogerzy. Zamówiłam powieść w bibliotece. Trochę zrzedła mi mina, gdy zobaczyłam, ile liczy sobie stron, ale zaparłam się i dałam się porwać opowieści. Pochłonęłam ją w dwa dni, zaniedbując wszystko. Z niecierpliwością przebierałam nóżkami, czekając na kontynuację. Czy była równie dobra jak poprzedniczka?

 

Na okładce czytamy: „Minęły dwa lata od dramatycznych wydarzeń opisanych w Shantaram. Lin stracił dwie najważniejsze osoby w życiu – przewodnika duchowego Kadirbaja i miłość życia, Karlę, która została poślubiona przez hinduskiego potentata medialnego. Po kolejnej szmuglerskiej akcji wraca do Bombaju, który zmienił się nie do poznania – za bardzo i za szybko. Wielu jego przyjaciół ruszyło w dalszą drogę, nowi przywódcy mafijnej siatki prześcigają się w coraz brutalniejszych interesach, a osławiony święty człowiek kwestionuje wszystko, czego Lin nauczył się o życiu i miłości. Teraz musi znaleźć swoje miejsce w mieście zła, które żyje według zupełnie nowych zasad. Nie może opuścić Miasta Wysp – Karla i fatalna obietnica, którą kiedyś złożył, nie pozwolą mu na to".

 

Uwierzcie mi, chciałabym napisać, że Cień góry powalił mnie na kolana, ale nie mogę tego zrobić. Zacierałam ręce, gdy przyszła do mnie przesyłka i zobaczyłam tę powieść. Mój zapał jednak w miarę upływu lektury stygł coraz bardziej. Przyłapywałam się na tym, że czytając, jestem myślami gdzieś w innym miejscu. Nie umiem wam powiedzieć, co się stało, że kontynuacja nie spełniła moich oczekiwań. Shantaram był po prostu magiczny. Przeniósł mnie do innego świata. Obcego, miejscami przerażającego, ale mimo wszystko fascynującego. Tu cała ta magia wyparowała. Wróciłam do Indii i czułam się tam dziwnie.

 

Gregory David Roberts postawił sobie wysoko poprzeczkę, ale moim zdaniem nie udało mu się jej przeskoczyć. Bohaterowie stracili swoje „ja". Miałam wrażenie, że zlali się w jedną, bezkształtną masę. Rozmowy, jakie ze sobą przeprowadzali, nie były zbyt interesujące. Dało się je czytać, ale pośladków nie urywały. Zabrakło mi rozbudowania wątków dotyczących samych bohaterów, tego, co się z nimi działo. Jestem bardzo rozczarowana. A już liczyłam na to, że tak jak Marcin Meller, którego słowa znajdują się na winiecie dołączonej do okładki, wywieszę na drzwiach kartkę „czytam – nie dzwonić przez kilka dni".

 

Przyznam szczerze, że miałam problemy, by dokończyć lekturę. Końcówkę niesamowicie męczyłam. Wiedziałam, że czeka mnie trudna lektura, ale nie przewidziałam, że będzie aż tak ciężko. Wiem, że tematyka poruszana przez autora do najprostszych nie należy, lecz uważam, że w pierwszej części lepiej sobie z nią poradził. Teraz poległ, a szkoda. Dochodzę do wniosku, że nie wiem, czy Gregory David Roberts dobrze zrobił, pisząc kontynuację. Moim zdaniem Shantaram był kompletny i niczego mu nie brakowało.

 

O tym, czy sięgniecie po tę książkę, zadecydujcie sami. Mnie ona bardzo rozczarowała. Liczyłam na znaną mi z pierwszej części magię i zostałam z niczym. Jeżeli zdecydujecie się na lekturę, zróbcie najpierw jedną rzecz. Przeczytajcie Shantaram. Ostrzegam, łatwo nie będzie, ale warto poświęcić tej powieści czas. Bez lektury poprzedniej części kompletnie pogubicie się w Cieniu góry i odłożycie go na półkę, zanim na dobre rozpoczniecie z nim swoją przygodę.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!