Okładka wydania

Miasto Kości. Dary Anioła. Tom 1

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 7 votes
Akcja: 100% - 4 votes
Wątki: 100% - 6 votes
Postacie: 100% - 5 votes
Styl: 100% - 7 votes
Klimat: 100% - 5 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 4 votes

Polecam:


Podziel się!

Miasto Kości. Dary Anioła. Tom 1 | Autor: Cassandra Clare

Wybierz opinię:

 

Mumin

Istoty nadprzyrodzone to temat, który u wielu ludzi budzi nie małą fascynację. Niektórych historie o wilkołakach, duchach czy wampirach przerażają, inni pozostają w stosunku do takowych niewzruszeni, natomiast artystów opowieści tego typu skłaniają często do tworzenia, dając wenę i zapał do pracy. Można to zaobserwować na przykładzie masy dzieł, filmowych bądź książkowych, w których te stwory zostały ukazane, przedstawione na wiele różnorakich sposobów i wplątane w dużą ilość bardziej lub mniej ciekawych wątków. Powstały nawet swoiste wzorce danego stwora, przypisujące mu pewne cechy i zachowania, określające wygląd i czasem nawet charakter. Wiadomo jednak, że twórcy często lubią wyłamywać się z ram, typowych schematów i robić coś własnego, stworzyć własny wizerunek wampira, wilkołaka czy anioła, nierzadko mieszając ich żywoty z ludzkimi. Jeśli autor się postara i nie zabraknie mu umiejętności, jego pomysł może bardzo dobrze się rozwinąć, a prawidłowo ukierunkowany w wersji finalnej dać sporą dawkę przyjemności i zyskać szerokie grono odbiorców. Takowe zyskała na pewno seria Dary Anioła autorstwa Cassandry Clare, o której zawsze było dość głośno, a podczas niedawnej premiery filmu szał na pozycje napisane przez ową amerykańską autorkę osiągnął wręcz apogeum. Nie mogłem więc sobie odpuścić szansy przeczytania "Miasta kości", pierwszej części cyklu. I powiem prosto z mostu - nie żałuję.

 

"W tym momencie drzwi się otworzyły, a Jocelyn wydała cichy okrzyk.

- Jezu!
- To tylko ja - odezwał się Simon. - Choć już mi mówiono, że podobieństwo jest uderzające."

 

Clary ma piętnaście lat, mieszka wraz ze swoją mamą w nowojorskiej kamienicy i nie wyróżnia się na tle swoich rówieśników - no może tylko mocno ognistymi włosami, ale to przecież nic wielkiego. Pewnego wieczoru wraz z Simonem, jej bliskim przyjacielem, udaje się do klubu. Tam zwraca uwagę na pewnego niebieskowłosego chłopaka, którego zdaje się śledzić grupka ludzi. Gdy podąża za nimi do magazynu, jest świadkiem morderstwa, jednak nikt inny nie widział osób, które rzekomo tego dokonały. Nazajutrz ponownie spotyka chłopaka, który poprzedniej nocy śledził i pozbył się jegomościa o kolorowej fryzurze. Znowu jednak tylko ona jest w stanie go zobaczyć i z nim porozmawiać. Udaje jej się to, jednak w trakcie ich konwersacji przerywa im telefon, a kilka chwil później okazuje się, że mama Clary zniknęła... Co się stało? Kto ją porwał? Jakie tajemnice skrywa Nowy Jork? Odpowiedzi na te i wiele więcej pytań poznacie, gdy odważycie się wkroczyć do "Miasta kości"!

 

Jak już wspominałem na początku, nie żałuję lektury tomu pierwszego Darów Anioła. O nie, jakże bym mógł? Przyznam, że rozpoczynając czytanie byłem do powieści nastawiony bardzo sceptycznie. Oczekiwałem raczej miernej treści, książki skierowanej typowo dla nastolatek w wieku szkolnym. Jednak po kilkunastu stronach wiedziałem, jak bardzo się myliłem. W akcje wciągnąłem się bowiem momentalnie, na samym wstępie zostałem wbity w fotel i porwany w wir wydarzeń. Działo się dużo i nie było miejsca na nudę. Kończąc jeden rozdział miałem ochotę od razu zagłębić się w następny i poznać dalsze losy bohaterów jak najszybciej. Niestety obowiązki szkolne i domowe wzywały, przez co książki nie mogłem skończyć tak szybko jak chciałbym, ale nie żałuję. Mogłem dłużej delektować się lekturą i cieszyć z większej ilości dni z nią spędzonych.

 

Książka wciąga, ma wartką akcję i nie nudzi, ale oprócz tego ma także wiele innych zalet. Przede wszystkim jest to świetny warsztat pisarski Cassandry Clare. Autorka pisze z gracją, posiada własny styl i potrafi posługiwać się słowem, dzięki czemu "Miasto kości" czytało mi się przyjemnie, szybko przewracałem strony i z chęcią powracałem do lektury, jeśli coś lub ktoś wcześniej mi przerwało. Mocną stroną powieści są także bez wątpienia bohaterowie, posiadający własne osobowości, ciekawe charaktery i po prostu żyjący w oczach czytelnika. Nie zawsze też lubią siebie nawzajem, więc gdy dochodziło do tarć między nimi, nie raz wynikały z tego zabawne sytuacje, a cięte riposty i błyskotliwe docinki sprawiały, że szczerzyłem zęby na każdym kroku. Dobry humor można także z powodzeniem dodać do plusów, jakimi cechuje się dzieło Clare. Ale jeszcze na moment powrócę do postaci, a konkretnie do Clary, jednej z głównych person obecnych w książce. Miała pazur, muszę przyznać i nie raz swoimi wypowiedziami potrafiła rozłożyć mnie na łopatki, jednak w gruncie rzeczy to ona, zaraz obok literówek, najbardziej podczas lektury mnie irytowała i uprzykrzała, choć nieznacznie, przyjemność jaką z niej czerpałem. Bywały bowiem takie sytuacje, gdzie miałem wrażenie, jakoby Clary zachowywała się nienaturalnie, wręcz sztucznie. Udawała, że nic się nie dzieje, albo że paranormal activity to u niej normalka. Takie fragmenty nieco psuły mi dobry i mocny wizerunek bohaterów, jaki Cassandra Clare uprzednio stworzyła, w ogólnym rozrachunku jednak nie wpływa to bardzo na moją ocenę. Za wszystkie wcześniej wymienione zalety jestem w stanie na te małe mankamenty przymknąć oko i dalej chwalić "Miasto kości" pod niebiosa!

 

No tak, chwalić pod niebiosa, ale samą historię. Na pewno nie jakość wydania czy oprawę graficzną, bo oba elementy stoją na niskim, niegodnym tej opowieści poziomie. No spójrzcie na okładkę: czy nie wygląda ona jak screen z tandetnej gry komputerowej? Czy widząc taką oprawę na księgarskiej półce czulibyście się zachęceni do kupna powieści? Ja na pewno nie. Wiem, że książki po okładce się nie ocenia, co w tym przypadku doskonale się sprawdza, ale mimo wszystko większość z nas tak robi, nie ma co się oszukiwać. Jesteśmy wzrokowcami, lubimy patrzeć na ładne obrazki. A z książką jest jak z człowiekiem - najważniejsze jest pierwsze wrażenie, czym w przypadku naszego papierowego przyjaciela jest właśnie okładka. Co się zaś tyczy środka... Literówki! Masa literówek, zwłaszcza pod koniec. Wiadomo, każdy może się pomylić, jestem więc w stanie wybaczyć dwa, trzy błędy, jakich się doszukam, jeśli jednak jest ich więcej? Gdy płacę za książkę średnio 30/40 złotych, to wymagam. Nie mówię już nawet o jakości historii, ale o samym wydaniu. Czyli chcę między innymi rzetelnej i dokładnej korekty. No cóż, tego niestety w "Mieście kości" nie zastałem, ale nie ma tego złego - na dniach ukazało się bowiem nowe wydanie, z genialną oprawą graficzną, w które z pewnością się zaopatrzę!

 

"Sarkazm to ostatnia deska ratunku, dla osób o upośledzonej wyobraźni."

 

Lektura "Miasta kości" wprawiła mnie w niemały zachwyt. Bardzo żałuję, że nie było mi dane zaznajomić się z tą książką wcześniej i teraz mam ogromną ochotę na to, aby włożyć dzieło Cassandry Clare do ręki każdemu, by ten przekonał się na jak genialny pomysł wpadła pisarka i w jak bezbłędny sposób przelała go na papier. Bardzo polecam!

 

Nathalien

Niedawno spisywałam swoje wrażenia z seansu ekranizacji pierwszej części Darów Anioła. Ostatnio postanowiłam je sobie odświeżyć, bo po czterech latach od ukazania się na naszym rynku polskiego wydania - do dziś pamiętam, że przeczytałam książkę zaraz po premierze - niezbyt wiele z niej pamiętałam. Dodatkowo nowe wydanie kusiło z nową mocą i po prostu nie mogłam się mu dłużej opierać. Drugie wejrzenie, drugie czytanie... i drugi raz zakochałam się w tej książce.

 

Clarissa Fray mieszka z matką w Nowym Jorku. Pewnego wieczoru postanawia zajść do jednego z klubów, który niespodziewanie przyciąga jej uwagę. W środku staje się świadkiem morderstwa, które, jak się okazuje, widziała tylko ona i zabójcy. Kilka dni później jeden z nich ją odnajduje, ale nie z zamiarem zabicia, a poznania i wyjaśnienia, kim jest i dlaczego widziała coś, czego nikt inny nie zauważył. W tym momencie życie Clary ulega zmianie, wpychając ją do świata, o którym słyszała jedynie w najpiękniejszych koszmarach... i przy okazji w ramiona niezwykle przystojnego Nocnego Łowcy.

 

Co na wstępie zraża, to przytoczenie opinii Stephanie Meyer, tym samym mając nadzieję na promocję książki wśród zmierzchomaniaków. To nie jest dobry chwyt marketingowy, bo "Zmierzch" reprezentuje o wiele niższy poziom zarówno fabularny, jak i językowy. Można jednak przymknąć na to oko i ja tak zrobiłam.

 

Muszę pochwalić autorkę za niezwykle oryginalny wówczas pomysł. Wiem, że na rynkach zagranicznych nie był on niczym aż tak świeżym, ale u nas zdecydowanie ukazał wcześniej nieporuszany temat. Walka szkolonych zabójców z demonami próbującymi zawojować światem pod władzą złego charakteru. Brzmi może trochę banalnie, ale takie nie jest. Wystarczy zagłębić się już w pierwsze kilkanaście stronic tej historii, by się przekonać, ile tkwi w niej magii. Mnie tyle wystarczyło, by przypomnieć sobie, za co pokochałam tę książkę i całą serię za pierwszym razem.

 

Trudno mi się czytało o Clary - piętnastolatce. Dwudziestka już jednak na karku i poszukuję nieco dojrzalszych postaci w fantastyce, ale czego się nie robi z miłości do sagi? Mimo to postać Clary została dobrze wykreowana. Jest odważna, typowo dla tego wieku naiwna, aczkolwiek inteligentna, ma odpowiedni talent (prześlicznie rysuje) do umiejętności, którą potem ujawnia. Jej amant, Jace Wayland od razu zdobył moje serce po raz kolejny. Ma niesamowite poczucie humoru, nie stroni przed inteligentną bezczelnością, jest sprytny, odważny, ale też przystojny i seksowny. Do Isabelle i Aleca byłam z początku nastawiona sceptycznie, ale jakąś sympatię miałam. Gorzej było w sumie z Maxem i Simonem. Ten drugi to mnie już szczególnie irytował - taki nijaki, "friend zone forever", czego nie znoszę.

 

Ach, ten Valentine - takiego go lubię. Ekranizacja niestety go zepsuła, więc z naprawdę wielką przyjemnością poznawałam tę postać w wersji książkowej. I ten niesamowity kot Hodge'a - Church... Chyba zaczynam mieć podobnego kręćka na punkcie kotów w literaturze jak jedna ze znanych Wam recenzentek - Sheti. Ten tutaj jest momentami przezabawny. Sam Hodge jest nudny jak flaki z olejem, ale niczego więcej się po nim nie spodziewałam. Za to od Magnusa Bane'a oczekiwałam przebojowości i ją dostałam - więc w sumie książka pod względem bohaterów nieco przerosła moje oczekiwania.

 

Język jest typowo młodzieżowy. Czyta się płynnie, szybko i bez przerw na nudę. Z przyjemnością pochłonęłam książkę w dwa dni, pozwalając swojej wyobraźni zaszaleć, bowiem próbowałam sobie wyobrazić wszystkie sceny po swojemu, a nie według filmu i wybranych do niego aktorów. Zabawę miałam przednią, ale opisy Cassandry Clare jak najbardziej umożliwiały mi utworzenie własnego świata akcji w głowie.

 

Wznowione wydanie jest po prostu niesamowite pod względem graficznym. Co prawda wkradły się te same błędy, co w pierwszym tomie starego wydania - na tytułowej stronie gości napis "Tom I trylogii", na tylnej okładce Simon zostaje nazwany wampirem... Szkoda, że nie zostało to zmienione, skoro i tak wydawano książkę w nowej wersji. Świadczy to tylko o niechlujstwie wydawnictwa. Mimo to amerykańska wersja okładek jest przepiękna. Siostra woli tę polską - uważa, że oryginalne okładki są o wiele brzydsze, więc jak widać, kwestia gustu.

 

"Miasto Kości" zdecydowanie jest lekturą, do której przyjemnie się wraca po latach. Szybko zapomniałam, że mam do czynienia z nastolatkami i wpadłam w świat Nocnych Łowców jak śliwka w kompot. Polecam pierwszy tom, jak i całą serię osobom żądnym przygód, czegoś świeżego na rynku, ucieczki od dziesiątek dystopii i marnej fantastyki. Tutaj dostaniecie coś dobrego i wartego Waszej uwagi.

 

Daria CreatedEternity

Rodzina to grupa społeczna, której ufamy najbardziej. Darzymy ich bezgranicznym zaufaniem, mówimy im wszystko, wiedząc, że nam pomogą. Wyciągną z kryzysu, który nas dopadł. Sądzimy, że wiemy o naszej rodzinie wszystko. Spędziliśmy z nimi całe życie, egzystując w przekonaniu, że nie ukrywają przed nami żadnych tajemnic. Lecz co jeśli oni jednak nie są z nami szczerzy? Jak się czuje ktoś, kto dowiedział się, że jego matka, osoba, która zawsze była obok, okazała się kłamcą? Taiła przed nim najważniejsze rzeczy i używała wszystkich możliwych sił, by ten ktoś zapomniał o dawnych czasach. O rzeczach, o których nie powinien pamiętać. Bycie okłamywanym to jedno, lecz bycie okłamywanym przez najbliższych, przez swoją rodzinę, to najgorsza rzecz, jaka może człowieka spotkać. To jak cios w serce.

 

"Ludzie zwykle płaczą nie wtedy, kiedy są zdenerwowani albo przestraszeni, tylko wtedy, gdy są sfrustrowani."

 

Clary to zwyczajna piętnastolatka, która pewnego niefortunnego dnia w klubie Pandemonium widzi coś, czego nikt inny nie dostrzega. Dziewczyna ujrzała tajemniczych ludzi, którzy stali nad zakrwawionym chłopakiem. Chciała mu pomóc, lecz szybko jednak okazało się, że to nie są zwyczajni ludzie. Dziewczyna później ponownie widziała kogoś, kogo nie powinna. Cały świat przewrócił się jej do góry nogami, gdy jej matka została zaatakowana i porwana. Ciosem dla piętnastolatki był fakt, iż mama ukrywała przed nią ogromny sekret. Wtedy Clary wkroczyła w świat Nocnych Łowców.

 

Cassandra Clare to powszechnie znana twórczyni serii Dary Anioła, które zdobyły wielką popularność wśród czytelników. Czterdziestoletnia pisarka napisała pierwszą część bestsellerowego cyklu w 2007 roku. Na podstawie "Miasta kości" powstała ekranizacja wyreżyserowana przez Haralda Zwarta, która swoją premierę miała w sierpniu tego roku. Dlaczego sięgnęłam po tę pozycję? Chciałam zobaczyć, jaki jest fenomen tej książki. Chciałam zrozumieć dlaczego tyle ludzi pokochało tę serię. No i zrozumiałam.

 

"Sarkazm to ostatnia deska ratunku dla osób o upośledzonej wyobraźni."

 

Pani Clare zadziwiająco dobrze stworzyła świat Przyziemnych, Podziemnym, demonów i Nocnych Łowców. Bardzo podobały mi się wszelkie oryginalne pomysły, które pisarka wplotła w fabułę. Z powszechnie znanych istot, stworzyła coś niesamowicie ciekawego, wybijającego się spośród innych powieści tego gatunku. Trzeba przyznać, że o demonach, wampirach, wilkołakach, jest naprawdę mnóstwo książek, lecz ta ma w sobie to 'coś'.

 

Ogromnym plusem tej powieści jest humor. Nie przypominam sobie, by był choć jeden rozdział, który by mnie nie rozbawił. W każdą sytuację pisarka potrafiła wpleść jakiś zabawny motyw. Nie pochłonęła jej ogromna powaga sytuacji i wszystkie zmartwienia bohaterów. Ironiczne teksty, zabawne docinki, sarkastyczne stwierdzenia, to tylko jeden z wielu powodów, dla których pokochałam tę książkę.

 

"Tylko ludzie pozbawieni celu są nieszczęśliwi."

 

Pomimo iż ta pozycja ma ponad pięćset stron, czyta się ją niewiarygodnie szybko. Wszystko to dzięki nieprzerwanej akcji, która niezmiernie ciekawi czytelnika. Opisy walki, zmagań głównych bohaterów są naprawdę dobrze skrojone, jasne i trzymające w napięciu.

 

Bohaterzy są dobrze wykreowani. Wyraziści, ciekawi i oryginalni. Główna bohaterka to normalna nastolatka, która nie irytuje czytelnika. Nie zgrywa również nie wiadomo jakiego bohatera, jak się dzieje w wielu innych książkach z gatunku PR czy fantasy. Jace to postać, którą nie można nie polubić. Wnosi wiele do powieści. Niesamowicie intryguje czytelnika.

 

"[...] kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy zostać zniszczonym."

 

Wątek miłosny to jedyna rzecz, do której miałam wątpliwości. Autorka starała się, by nie przesłonił on pierwotnego planu książki, i to jej się udało. Ale miałam wrażenie, że było go trochę za mało. Wydawał mi się lekko niedopracowany. W całość dodany został również trójkącik miłosny, lecz on okazał się stanowczo inny niż w książkach, w których do tej pory się pojawiał. No cóż, mam nadzieję, że pani Cassandra dopracuje wątek miłosny w następnych częściach.

 

Język jest bez zarzutu. Przystępny, bez dużej liczby kolokwializmu czy też wulgaryzmów. Przeznaczony zdecydowanie dla młodzieży, która powinna bez problemu odnaleźć się w tej książce.

 

Komu polecam "Miasto kości"? Wszystkim, którzy lubią ciekawe pozycje o nadprzyrodzonych rzeczach i którzy uwielbiają się pośmiać podczas czytania. Dzieło pani Clare to intrygująca powieść, która pochłonie czytelnika już od pierwszy stron. Polecam!

 

"Nie możesz ratować innych, dopóki nie uratujesz siebie."

 

Anna73

Po przeczytaniu tak wielu pozytywnych recenzji nie mogłam przejść koło tej książki obojętnie. Jak tylko nadarzyła się okazja, zagłębiłam się w lekturze I tomu Darów Anioła. Na początku ogarnął mnie chaos, pojawiło się mnóstwo postaci, ziemskich i nieziemskich, i nie bardzo potrafiłam ogarnąć ich powiązania, ale dalej było już zdecydowanie lepiej. Wciągnęłam się w tę oryginalną fabułę i żałuję, że po odłożeniu pierwszego tomu nie mogłam sięgnąć po kolejny.

 

Clary jest przeciętną nastolatką, która mieszka z matką. Podczas imprezy w klubie, gdzie udała się z przyjacielem Simonem, staje się świadkiem napaści na nastolatka. Próbuje mu pomóc, ale chłopak ginie i... rozpływa się w powietrzu. Co ciekawsze, kiedy nadchodzi Simon z ochroniarzem, okazuje się, że napastników widzi tylko Clary. Sytuacja jest przedziwna. W domu zdenerwowana matka usiłuje zabrać Clary na przymusowe wakacje. Dziewczyna wściekła opuszcza mieszkanie, a potem przez telefon słyszy odgłosy walki i głos matki. Pędzi do domu, a za nią podąża chłopak z klubu, Jace. Mieszkanie jest przewrócone do góry nogami, po matce nie ma ani śladu, a z pokoju wyłania się potwór, który atakuje Clary. Dziewczyna zabija go, ale sama zostaje ranna. Jace pomaga jej uciec. Okazuje się, że chłopak należy do nifilimów, czyli Nocnych Łowców. Co ciekawsze, zagłębiając się w zdolności Clary okazuje się, że i w jej żyłach płynie krew Clave, poznaje tam opowieść o Aniele Rajzelu i jego darach. Ten Anioł dał Nocnym Łowcom trzy cenne przedmioty: Kielich, Miecz i Lustro, które dawały im niezwykłą moc i ponadnaturalne zdolności. Kielich zaginął, a misja jego odnalezienia spadła na Clary. Ten atrybut był związany z jej rodzicami. Dziewczyna jest zdezorientowana i zszokowana, ale za wszelką cenę chce odnaleźć matkę i wyjaśnić tę sytuację.

 

Jaką prawdę odkryje Clary? Jak zmieni ona jej życie?

 

Trudno streścić fabułę powieści, aby nie odkryć zbyt wielu faktów i nie spolerować. Powieść jest zaskakująca i bardzo ciekawa. Po zawiłym początku, czytelnik zostaje porwany przez wir zdarzeń i czekają go niesamowite chwile. W tej książce nic nie jest oczywiste i trudno przewidzieć, co nas spotka na kolejnych stronach. Autorka zwodzi nas bardzo skutecznie, by pozostawić chwilami w zdumieniu, a chwilami w zaskoczeniu. Finał większości wątków jest zupełnie inny niż nam się wydaje. Początkowo klujące się uczucie między Clary i Jacem ma zupełnie nieoczekiwany finał, co jest wielkim plusem powieści i tutaj brawa dla Autorki za oryginalność.

 

Książka opowiada o grupie młodzieży i jest generalnie skierowana do młodzieży, choć i starszym czytelnikom powinna przypadną do gustu. Po przeczytaniu bardzo wielu pozycji o wampirach, wilkołakach i innych stworach, muszę przyznać, że Cassandra Clare stworzyła bardzo oryginalną powieść, potrafiła mnie zaskoczyć i zadziwić, a na pewno zaciekawić.

 

Anath

Kilka miesięcy temu „Dary Anioła" zaproponowała mi przyjaciółka, jeszcze przed tym wielkim zafascynowaniem filmem. Odrzuciłam jej propozycję, ponieważ uważałam, że nie będę czytać o wampirach, wilkołakach, ani o innych stworach. Kilka dni temu poprosiłam ją o tę książkę i nie zawiodłam się.

 

Clary to zwykła nastolatka, która nie różni się niczym od swoich rówieśników. Ha, pozory jednak mylą. Dziewczyna ma dar, który pozwala jej widzieć coś, czego zwykli ludzie nigdy nie mają zobaczyć. Podczas imprezy w jednym z klubów spotyka kilkoro nastolatków, którzy próbują zabić zupełnie „niewinnego" chłopaka. Nie widzi tego nikt, oprócz Clary. To dla niej wielki wstrząs. Takim oto sposobem poznaje trójkę Nocnych Łowców – Jace'a, Aleca i Isabell. Jej świat staje do góry nogami – matka znika, dziewczyna trafia do zdemolowanego mieszkania, gdzie czeka na nią niejeden demon.. Czy coś jeszcze może być takie samo, jakie było wcześniej?

 

„Na razie ostatnie wydarzenia nauczyły Clary tego, że bardzo łatwo jest stracić wszystko, co uważało się za dane na zawsze."

 

Ogromnie podoba mi się ogólny zapis całej książki. Autorka darowała sobie opisy natury, wyglądu różnych rzeczy. Bardziej zwróciła uwagę na dialogi między postaciami. Rozmowy, dzięki którym sporo dowiadywaliśmy się o otoczeniu bohaterów, ich wyglądzie, zainteresowaniach.

 

Cieszę się również, że większość bohaterów, którzy występują w „Mieście Kości" są nastolatkami. Dzięki temu, my, młodzi, bardziej rozumiemy ich zachowanie, emocje. Wiele rzeczy nie jest nam obcych.

 

Clary, prawdę mówiąc, polubiłam od razu. Wydała mi się dobrą dziewczyną, pozytywną i dającą jak najwięcej siebie dla innych. Zauważalne jest to wtedy, kiedy wraz z Jace'em pomagają Simonowi lub Alecowi. Jednak, dziewczyna ma też charakter. Uparcie dąży do celu, jest ambitna. Kiedy trzeba, nie szczędzi sobie słów krytyki, czy niekiedy (bardzo) ciętych ripost. Wiele zmienia się, kiedy poznaje Jace'a. Staje się bardziej odważna, potrafi przezwyciężyć strach.

 

Autorka w bardzo ciekawy i wyrazisty sposób przedstawia świat, który nie jest widoczny dla zwykłych ludzi. Opowiada o Wilkołakach, Wampirach, Wróżkach, Skrzatach, Rusałkach, Demonach, Nocnych Łowcach.. Pomimo, iż stworów jest bardzo dużo, to sytuacje, w których one się pojawiają bez problemu da się zrozumieć. Cassanrda Clare nie skupia się tylko i wyłącznie na głównych bohaterach i ich problemach. Powiązuje z nimi także innych, przez co wydarzenia stają się o wiele ciekawsze.

 

Bohater, w którym (dosłownie) się zakochałam, to Jace. Szesnastoletni Nocny Łowca. Żyje w Instytucie wraz z dwójką przyjaciół, z którymi zwykle idzie na polowania. Chodzi tutaj o Isabell i jej brata Aleca. Jace jest kontrowersyjnym bohaterem, ale nie da się na niego nie zwrócić uwagi! Jest chamski, bezczelny, arogancki, rzuca ripostami gdzie popadnie, ale potrafi być czuły, troskliwy, opiekuńczy, wyrozumiały. Ma wspaniałe poczucie humoru. Przez połowę książki śmiałam się z jego wypowiedzi. Na dodatek, jest umięśniony i najsprawniejszy ze swoich rówieśników. Po prostu, ma w sobie to „coś".

 

„-Co pani może o tym wiedzieć? To znaczy, o miłości.
Dorothea rozłożyła miękkie białe ręce na kolanach.
-Więcej, niż przypuszczasz. Czytałam w twoich fusach od herbaty, pamiętasz, Nocny Łowco? Nie zakochałeś się jeszcze w niewłaściwej osobie?
-Niestety, Damo Nieba, moją jedyną prawdziwą miłością pozostaję ja sam.
Dorothea wybuchnęła śmiechem.
-Przynajmniej nie martwisz się odrzuceniem, chłopcze.
-Niekoniecznie. Od czasu do czasu się odtrącam, żeby było ciekawiej."

 

Jako, że jestem miłośniczką romansów, ogromnie spodobał mi się wątek miłosny w owej książce. Cóż, trzeba przyznać, że nawet nie jeden. Myślę, że bardziej rozwinie się w drugiej części. Nie zabrakło także wątku przyjaźni, która w każdej książce ma swój udział.

 

„Tam, gdzie jest nieodwzajemnione uczucie, występuje nierównowaga sił – odparł Hodge. – Można ją łatwo wykorzystać, ale nie jest to mądre postępowanie. Miłości często towarzyszy nienawiść. One mogą istnieć obok siebie."

 

Kiedy zgłębimy się bardziej w „Mieście Kości", zauważymy, że nie jest to pusta książka o Wilkołakach, Wampirach i Bóg wie czym jeszcze. Niesie ze sobą wiele prawd. Opowiada o stawianiu sobie celów w życiu, dążeniu do nich, poleganiu na przyjaciołach i pomaganiu sobie nawzajem.

 

„-Nie jestem nieszczęśliwy. Tylko ludzie pozbawieni celu są nieszczęśliwi. Ja mam cel."

 

Książkę polecam absolutnie wszystkim. Nawet tym, którzy mają o niej zdanie takie, jakie ja miałam na początku. Warto chociaż spróbować ją przeczytać. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni. Bardzo szybko się czyta. Jeden rozdział, drugi.. aż nagle pierwsza część za Wami. Jeśli chodzi o film, to nie preferuję go, bardziej polecam książkę. Stworzy zupełnie inne, lepsze wyobrażenie w Waszej głowie niż gotowe obrazki..

 

Ciarolka

Cassandra Clare, a właściwie Judith A. Rumelt urodziła się w amerykańskiej rodzinie w Teheranie. Zanim skończyła 10 lat mieszkała we Francji, Anglii i Szwajcarii. Od szkoły średniej mieszkała w Los Angeles i Nowym Jorku. W 2004 roku rozpoczęła pracę nad Miastem kości. Jej inspiracją był krajobraz Manhattanu, który niejednokrotnie możemy podziwiać w powieści.

 

Clary Fray to zwykła nastolatka, spędzająca wolny czas z Simonem, najlepszym przyjacielem, z którym zna się od najmłodszych lat. Czują się świetnie w swoim towarzystwie. Pewnego wieczoru wybierają się na imprezę, gdzie Simon jak zwykle okropnie tańczy. Clary zauważa dziwnego chłopaka z niebieskimi włosami, który podąża za przepiękną dziewczyną w bieli, jak pies za kością. Para nie zauważa dwóch śledzących mężczyzn z nożami. Nasza bohaterka przerażona idzie za nimi, ma zamiar zadzwonić na policję, gdyż przeczuwa, że za chwilę stanie się coś strasznego.

 

I rzeczywiście ma miejsce coś niewyobrażalnego. Okazuje się, że Clary obdarzona jest Wzrokiem - ma zdolność widzenia istot, które nie do końca należą do naszego świata. Tak rozpoczyna się poszukiwanie odpowiedzi na wiele pytań - dziewczyna przez całe życie była oszukiwana. Dowiaduje się, że istnieją Nocni Łowcy, Nefilimi, potomkowie aniołów, którzy polują na dokuczające demony. Dwaj mężczyźni, a właściwie jeszcze chłopcy oraz dziewczyna w bieli są właśnie Nocnymi Łowcami. Niedługo po tym wydarzeniu Clary spotyka Jace'a - pogromcę demonów i trafia do Instytutu, nowojorskiego centrum dowodzenia i miejsca zamieszkania niektórych łowców. Poznaje pozostałą dwójkę, Isabelle i Aleca, zgodne rodzeństwo, którzy wspólnie z przybranym bratem Jace'em walczą ze złem.

 

Ludzi nazywają Przyziemnymi, nie mają do nich szacunku, wręcz traktują ich z pogardą i obrzydzeniem. Uważają, że rasa ludzka to coś gorszego od nich samych. Nie wspomniałam o jeszcze jednej grupie "tworów", ale już to zmieniam. Wampiry, wilkołaki, skrzaty i inne bajkowe istoty ogólnie nazywane są Podziemnymi. Przez Nocnych Łowców również nie są zbyt dobrze traktowani, zresztą z wzajemnością, gdyż trwa między nimi Porozumienie, ugoda zawarta przed laty, która powoli traci na wartości.

 

W tym czasie, gdy Clary przebywa poza domem, jej matka, Jocelyn, zostaje zaatakowana przez Pożeracza, obrzydliwego demona; i porwana. Nastolatka zdaje sobie sprawę, że nic nie jest takie jakby się mogło wydawać. Wspólnie z nowymi przyjaciółmi i Simonem próbuje ją odnaleźć i uratować.

 

Międzyczasie poznajemy problem, który dotyczy Nocnych Łowców. Mówi się, że ich wróg numer jeden, Valentine, o którym wiadomo, że przed kilkunastu laty zginął w Powstaniu, jednak żyje, a nawet ma się dobrze. Próbuje odnaleźć zaginiony Kielich Anioła, jeden z Darów, jakie Nocni Łowcy otrzymali u zarania dziejów, służący do tworzenia nowych Łowców.

 

Jak potoczą się losy Clary? Czy odkryje prawdę o sobie? Kim okaże się Valentine? Odpowiedzi na te pytania, a także inne pyszności poznacie w Mieście kości.

 

" [J]: Trzymaj się z daleko od mojej broni. Nie dotykaj żadnej bez mojego pozwolenia.
[C]: Cóż, właśnie pokrzyżowałeś moje plany sprzedania jej na eBayu."
[J}: Sprzedania na czym?
[C]: Mitycznym miejscu o wielkiej magicznej mocy."

 

Trudno ubrać w słowa moje uczucia towarzyszące tej powieści. Postaram się zrobić to jak najlepiej, choć zapaleni fani tej serii powinni zrozumieć mnie bez całej dalszej paplaniny.

 

Zacznę może od Clary, gdyż to ona jest główną bohaterką. Prawie szesnastolatka, wychowywana bez ojca, ale za to przez wspaniałą, może trochę nietypową matkę. Do chwili, w której porwano jej rodzicielkę żyła w błogiej nieświadomości o istnieniu innego świata. Gdy zapoznała się z całą hierarchią tego "innego czegoś", co ma miejsce tuż przed nosem, ujawniły się w niej wszystkie najlepsze cechy: waleczność, niestrudzenie, poświęcenie dla przyjaciół, ogromna odwaga, a także upartość. Bardzo ją polubiłam i myślę, że fajnie by było mieć w swoim otoczeniu kogoś takiego jak ona.

 

Nie mogę również zapomnieć o Jace'ie, w którym totalnie się zakochałam! Przepiękny, zabawny, ale z takim ironicznym poczuciem humoru, pełen sarkazmu, powodujący u mnie napady śmiechu. Chciałabym go poznać w prawdziwym świecie! Żaden demon, żadna inna istota mu niestraszna, zna się doskonale na swoim fachu. Przy tym przyjaciel od serca. Czego więcej chcieć? Nie jest bez wad, ale te wady właśnie są urzekające, sprawiają, że jeszcze bardziej go polubiłam. Przede wszystkim doskonale ukrywa swoje uczucia pod pozą "mam wszystko gdzieś" lub "urzekła mnie twoja historia". Dołączam do liczącego tysiące, a może nawet miliony fanek fanclubu Jace'a!

 

" [Czarownica]: Czytałam w twoich fusach od herbaty, pamiętasz, Nocny Łowco? Nie zakochałeś się jeszcze w niewłaściwej osobie?
[J}: Niestety, Damo Nieba, moją jedyną prawdziwą miłością pozostaję ja sam.
[Cz]: Przynajmniej nie martwisz się odrzuceniem, chłopcze.
[J]: Niekoniecznie. Od czasu do czasu sam się odtrącam, żeby było ciekawiej."

 

Pozostałe postacie są również bardzo charakterystyczne, zawsze zwracam na to uwagę, ponieważ nie mogę znieść mdłych, monotematycznych bohaterów. Magnus Bane to czarownik, z jakim nie mieliście do tej pory do czynienia! Chyba zajrzę kiedyś do jego domu:) Nieco mniej polubiłam Aleca, który wydawał mi się trochę nudny, ale wybaczam mu to, bo ta cecha jest właśnie charakterystyczna tylko dla niego.

 

Co jeszcze mogę dodać? Miasto kości to jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję przeczytać w całym moim życiu, a uwierzcie, trochę tego jest. Żałuję tylko, że odkryłam ją dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale. To niesamowita, rewelacyjna, genialna i "inne-pozytywne-epitety" powieść, którą polecam wszystkim, bez wyjątku. Jestem pewna, że kiedyś do niej powrócę, teraz jednak mam w planach kolejne części. Stańcie u bram Miasta kości i zatraćcie się w nim tak, jak ja.

Sara

Do tej książki przymierzałam się dość długo, ponieważ fabuła mnie nie pociągała - jak dla mnie za bardzo fantasty. Jak wtedy bardzo się myliłam. "Miasto Kości" pochłonęłam jednym tchem - wręcz pożarłam tą książkę i czułam ogromny niedosyt. Dostałam tę książkę od mojej kumpeli, która wręczyła mi ją z uśmiechem na ustach i powiedziała: "Masz. Musisz przeczytać. Zakochasz się w niej". I miała absolutną rację.
Kiedy zaczynałam czytać na początek zwróciłam uwagę na okładkę - zdjęcie Alex'a Petteyfer'a to zupełnie co innego. Zaczęłam niewinnie, bo już na starcie książka dostała wielkiego minusa (a właściwie dwa):

 

1. Polska okładka - nienawidzę jak jest pokazany bohater (sama wolę go sobie wyobrazić)
2. Chwyt marketingowy na nazwisko Stephenie Meyer.

 

Już po kilkunastu stronach wróciła do moich łask. Jak zasiadłam - tak nie mogłam się oderwać. Jest to zupełnie inna historia - dziwie się niektórym, że porównują ją do serii Sagi Zmierzchu. Fabuła jest strasznie wciągająca - niezbyt rozbudowane opisy, które nie ciągną się prze pięć stron, ciekawe i zabawne dialogi między bohaterami, trzymająca w napięciu atmosfera, która sprawiała, że musiałam wiedzieć natychmiast, co się zaraz wydarzy.
Najważniejszym chyba elementem byli charyzmatyczni i pełni życia bohaterowie. Cassandra doskonale zarysowała postać Jace'a, który dla mnie był symbolem męskości - zadziorny, przystojny z przenikliwym spojrzeniem, które budziło mnie w środku nocy, nie pozwalając zasnąć. Również ciekawą postacią jest Clare, która nie do końca wie czego chcę, można odczuć, że jest lekką egoistką, ale nie żywię przez to do niej niechęci. Muszę wspomnieć również o Isabelle i Simonie, którzy wydają mi się naprawdę barwnymi postaciami.

 

Cassandra Clare ma doskonały i lekki sposób pisania, co uczyniło tę książkę bardzo przyjemną w odbiorze, nie wieje nudą. Jedyne czego mogę się przyczepić to wiek bohaterów w tej części - po zachowaniu, postawie i wypowiedziach nie za bardzo pasuje mi obraz Jace'a jako siedemnastolatka (jeśli mam porównywać, np. do chłopców, których ja znam osobiście) - powinien on mieć z minimum osiemnaście, ale to tylko taka lekka uwaga.
Jak pewnie większość z was, którzy przeczytali tą część wkurzyło zakończenie - ja jednak uważam, że jest ono błyskotliwe, nie spodziewałam się takiego obrotu akcji, ale jako nierozważna romantyczka mam nadzieję, że wszystko obróci się w stronę prawdziwego uczucia.

Leanne

Opis Wydawcy:
Dziewczyna, ze skłonnością do wpadania w tarapaty, wampir który zmaga się ze swoją mroczną naturą, półanioł, pogromca demonów. Połączyła ich miłość i walka, dzieli ich wszystko. Razem wkraczają do... Miasta Kości.

 

"Łatwe jest zejście do Piekieł".

 

W ciemnościach nie widzisz nic. Prócz błyszczących, miodowych oczu, wpatrujących się w Ciebie z uwagą. Słyszysz huk i świst serafickiego noża, rozprawiającego się z Demonami, wszelkiej maści. Hotel Durmont zamieszkują wampiry, Brooklyn zajmuje jedna z największych, sfora wilkołaków, a na wystawnych przyjęciach Magnusa Bane'a spotkasz czarowników, faerie i kelpie, zachęcające do skosztowania niebieskich drinków, których skutki zażycia, są raczej mało przyjemne. Witaj w Świecie Nocnych Łowców, drogi Czytelniku. To zbyt nietuzinkowy i wspaniały świat, byś zapomniał o nim chwilę po skończeniu lektury. Więc uważaj. Jeśli zaczniesz czytać, zamieszkasz tam na zawsze. A zejście do samego Piekła, jest czasem łatwiejsze niż by się mogło wydawać.

 

Na chwilę obecną, myślę, że tak znakomitej pisarki jaką jest Cassandra Clare - Autorka ogólnoświatowego fenomenu, serii "Dary Anioła" którą tworzy równolegle z Trylogią prequelową - "Diabelskie Maszyny" nie trzeba nikomu przestawiać. Z nikomu nieznanej Autorki, Cassandra została jedną z najpopularniejszych i najbardziej rozchwytywanych pisarek świata, jej słowa widnieją na okładkach większości książek Paranormalnych, a to wszystko za sprawą tomu pierwszego bestsellerowej serii - "Miasta Kości".
Szczerze mówiąc, przed jej kupnem nie przeczytałam opisu, nawet nie zadałam sobie trudu sprawdzenia o czym opowiada ta historia. Poniekąd pragnęłam, by książka mnie zaskoczyła, poleciałam zresztą za tłumem i kupiłam część pierwszą, z powodu morza pochlebnych opinii. Wszyscy prześcigali się w zachwytach nad tą książką i bohaterami - ja oczywiście do nich dołączam.

 

Clarissa Fray, to zupełnie zwyczajna szesnastolatka. Taka, która mieszka ze swoją do bólu racjonalną matką, darzy sympatią Luke'a przyjaciela rodziny, spędza większość czasu z wieloletnim przyjacielem Simonem, a w wolne wieczory jest stałą bywalczynią klubu Pandemonium, lub tworzy w wyobraźni postacie nie z tego świata, które potem przenosi na papier. Jedna, z pozoru zwyczajna niedziela w klubie, raz na zawsze zmieniła jej dotychczasowe życie - zmiany -przybierają postać niebieskowłosego chłopaka, co nie jest w Pandemonium nowością. On jednak posiada nóż, który bynajmniej nie jest atrapą. A on sam jest Demonem. A tam gdzie są Demony, zawsze pojawiają się Nocni Łowcy.

 

Przeczytałam w życiu naprawdę sporo powieści, długofalowych serii z wielu, wielu gatunków. Czasem trafiały się dobre, czasem bardzo dobre pozycje. Ale z tak wspaniałą, nietuzinkową i w każdym calu oryginalną jak ta jeszcze się nie spotkałam. Tematyka wydawać się może oklepana - wszak opis, sugeruje nam anioły i wampiry, czyli dobrze nam znany paranormalny miszmasz. I tak jest w istocie, ale historia jest zbyt sugestywna i pięknie przyozdobiona, byśmy mogli uznać ją za schematyczną w jakikolwiek sposób. Nie spotkamy tutaj typowych Aniołów Stróżów, z pierzastymi skrzydłami, grzecznych wilkołaków i wampirów na diecie wegetariańskiej. Autorka powołała do życia całkiem nową rasę, Nocnych Łowców - synów Rajzela, powstałych z krwi jego i krwi ludzkich mężczyzn. Ich zadaniem jest trzymanie w ryzach świata ludzi i Podziemnych - wampirów, likantropów, faeries i innych nadnaturalnych stworzeń. Nefillim czuwają nad Porozumieniami, przestrzegają Kodeksu Nocnych Łowców, a przede wszystkim są święcie przekonani, że Przyziemni - jak nazywają zwyczajnych ludzi, nie mają pojęcia o ich istnieniu. Do czasu.

 

"Upadek kusi,tak jak kusiło wchodzenie na szczyt".

 

Matka Clary ginie w tajemniczych okolicznościach, a ona sama nie może pozbyć się natrętnie jej towarzyszącego Jace'a Waylanda - aroganckiego i zarozumiałego, acz diabelnie przystojnego pogromcy Demonów. Oboje zmagają się z prawdą o swoim pochodzeniu, a Świat Nocnych Łowców - z odwiecznym, dawno uznanym za zmarłego wrogiem, który na dodatek ma dziwne powiązania z rodziną Clary, która nie jest zwyczajną nastolatką... jakby tego było mało, do nieznanego świata zostaje wciągnięty jej przyjaciel, który - delikatnie mówiąc, nie zostaje przez Nefiliim przyjaźnie przyjęty.

 

Książka jest perfekcyjna, idealnie dopracowana i niesamowita. Narracja, choć nie z perspektywy Clary bezpośrednio, daje pole do popisu Autorce i zaznajamia Czytelnika z szerokim gronem postaci. Cassandra zgrabnie łączy wszystkie wątki, a intryga i tajemnice, towarzyszące nierozerwalnie przez całą książkę, sprawiają, że nie jesteśmy w stanie jej odłożyć. Wykreowała ona rozbudowany i fantastyczny świat półaniołów, gdzie nic nie jest oczywiste, sen przeplata się z jawą, a po ulicach Nowego Jorku śmigają wampiry na motorach zasilanych demoniczną mocą. To świat, do którego każdy z nas chciałby się przenieść i z którego już nie uciekniemy, jeśli tylko rozpoczniemy przygodę z "Miastem Kości". Akcja nie pędzi w zastraszającym tempie, ale w żadnym razie nie jest nużąca ani patetyczna. Autorka jest mistrzynią zaskakujących zwrotów akcji i kiedy wydaje nam się, że już wszystko wiemy, ona serwuje nam kolejną szokującą niespodziankę. Samo zakończenie, na moment odebrało mi oddech i sprawiło, że zaczęłam się poważnie zastanawiać, nad wezwaniem karetki, tak bardzo było niespodziewane i nadzwyczajne.

 

Emocji w trakcie czytania, ani po skończeniu lektury, nie brakuje. Ja momentami byłam przekonana, że skoczyło mi ciśnienie, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce podniecenia. Były chwilę, że moja ekscytacja sięgała zenitu, a ja tańczyłam dziki taniec radości. Razem z bohaterami, śmiałam się i płakałam, momentami zbyt głośno, tak niesamowita i sugestywna była to historia.

 

Co się zaś tyczy bohaterów - są oni niewątpliwie jednym z największych plusów książki. Plastyczni i świetnie skonstruowani, przyprawiający o zawrót głowy, nikogo nie pozostawiający obojętnym. Główna bohaterka, choć z początku mnie irytowała, zyskała moją sympatię. Nocni Łowcy, zupełnie mnie oczarowali, a w szczególności pewien blondyn o hipnotyzującym spojrzeniu - Jace Wayland. Cechujący się arogancją, zapatrzony w siebie, bezczelny i sarkastyczny. Naprawdę, kiedy czytałam sceny z jego udziałem, miałam ochotę umrzeć i obrócić się w proch, bo emocje i podniecenie nie dawały mi spokoju. Uwielbiam Waylanda, cokolwiek zrobi i jakkolwiek się zachowa. I w przeciwieństwie do Clary, gdy ten się do mnie odezwie, ja zamiast uderzyć go porządnie w twarz, po prostu bym zemdlała z wrażenia. I myślę, że nie jestem w tym odosobniona. Zarówno bohaterzy , jak i cała seria Pani Clare, nie są osobami i książkami o których można zapomnieć, nie można być neutralnym w wyrażaniu swojej opinii. Można twory Cassandry kochać, albo nienawidzić, ale nie można pozostać wobec nich obojętnym.

 

Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, gorąco zachęcam do zapoznania się z tą niesamowitą książką, a najlepiej wyposażcie się we wszystkie części tej serii - pierwszą rzeczą jaką zrobicie po skończeniu "Miasta Kości" będzie sięgnięcie po część drugą i chęć natychmiastowego przeniesienia się do "Miasta Popiołów".

 

Grafogirl

Dziewczyna, odnajdująca ukryte zdolności, tajemniczy, nieco arogancki chłopak, niebędący człowiekiem i moc potworów. Walka ze złem przeplatana burzliwymi rozterkami miłosnymi bohaterki, od czasu do czasu urozmaicona kłótniami i cichym urazem.

 

Brzmi znajomo?

Ten typ powieści zazwyczaj odtrąca mnie już po przeczytaniu opisu, lecz czasem zdarza się, że wychodzę z księgarni z podobną książką z mocnym postanowieniem przeczytania kolejnej opowiastki o wampirach bądź aniołach.

 

"Miasto kości" Cassandry Clare to pierwszy tom serii "Dary Anioła". Trafiłam na niego zupełnie przez przypadek i, po wpływem wielu pozytywnych recenzji, zdecydowałam się przeczytać. Po niezbyt zachęcającym opisie, wyraźnie podkreślającym, że czeka nas romans i spotkanie z paranormalnymi istotami, spodziewałam się czegoś słabego i nad wyraz prostego, lecz zostałam mile zaskoczona.

 

Główną bohaterką jest Clary. Mieszka wraz z nadopiekuńczą, ale kochaną matką, a ojca zastępuje jej Luce – sympatyczny przyjaciel rodziny. Żyje jak typowa nastolatka – czasem sprzecza się z rodzicielką, uczęszcza do szkoły, a wolny czas spędza z największym przyjacielem – Simonem. Pewnego dnia los pchnął ich w stronę klubu "Pandemonium", gdzie dziewczyna spotyka Jace'a, Izabelle i Aleca – Nocnych Łowców, którzy właśnie próbują zabić pewnego chłopaka. Przerażona dziewczyna spostrzega, że tylko na widzi tajemniczych nastolatków, a ich ofiara nie jest człowiekiem, lecz demonem. Niedługo później Clary dowiaduje się, że jej matka została porwana, więc bohaterka wyrusza na poszukiwanie, wkraczając w świat pełen magii oraz wyjątkowych stworzeń. Wielokrotnie musi walczyć ze złem, niegodziwością i okrucieństwem, a także ze swoimi uczuciami.

 

Biorąc pod uwagę zarys fabuły, nie można powiedzieć, że "Miasto kości" zachwyca oryginalnością. Motyw z dziewczyną, która odkrywa swoje ponadprzeciętne moce oraz miłość między nią a półaniołem (wampirem, wilkołakiem) jest wyjątkowo popularny. Na półkach w księgarni stoi wiele podobnych powieści, co jedna, to gorsza. W przypadku "Miasta kości" sytuacja wygląda o niebo lepiej.

 

Na uwagę zasługuje opisywany w książce świat, który można z czystym sercem nazwać osobliwym. Nie chodzi mi o ludzkie miasta, lecz o Podziemny Świat. Został przedstawiony w mistrzowski sposób. Stada wilkołaków, wampiry na latających motorach, czarownicy z kocimi oczami i moc innych magicznych stworzeń sprawia, że czytelnika "otacza" magia.

 

Akcja mknie w szybkim tempie, a autorka często serwuje czytelnikowi wiele nagłych, niespodziewanych zwrotów, dzięki czemu powieść wciąga aż do ostatnich stron. Najbardziej cieszyło mnie to, że problem, z którym zmagają się bohaterowie, nie grzeszy nadmierną prostotą. Pełno w nim zawiłości, zagadek i niedomówień, a pod koniec całość mocno się komplikuje. W niektórych momentach można przewidzieć to i owo, lecz zdarza się do niezwykle rzadko i nie wpływa na jakość powieści.

 

Nie mogę powiedzieć, że zakończenie mi się podobało. "Miasto kości" to dopiero pierwszy tom, więc wiele wątków nie zostało wyjaśnionych, a walka ze złem dopiero się rozkręca. Zdecydowanie wolę książki, gdzie akcja została rozpoczęta i zakończona w tym samym tomie. Zapobiega to nagłym zawieszeniom fabuły. Mam nadzieję, że następnych tomów z serii "Dary Anioła" nie opanuje chaos, a historia nie okaże się być nadmiernie pogmatwana i pokręcona.

 

Zagmatwane są nie tylko związki rodzinne Clary, ale także pochodzenie oraz charakter niektórych postaci. Zły czy dobry? Odpowiedź na te pytanie wielokrotnie zaskakuje, co moim zdaniem jest dużym plusem. Cieszę się także, że Clary nie odznacza się głupotą, a Jace nie należy do zbyt aroganckich chłopców. Często ironiczny i nieprzyjemny, lecz zdecydowanie da się lubić.
Styl Cassandy Clare należy do tych prostych, ale przyjemnych. W książce aż roi się od dowcipnych, dialogów oraz ciekawych opisów, co znacznie umila czytanie.

 

Początkowo książka mnie nudziła, lecz szybko się to zmieniło. Zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Spodziewałam się historii słodkiej, mdłej i prostej, a otrzymałam książkę pełną akcji oraz humoru. Historia Clary nie zachwyca, ale też nie nudzi.

 

Uważam, że "Miasto kości" to pozycja idealna dla młodych czytelników. Wartka akcja, przyjemny język i zawiły wątek miłosny tylko to podkreślają. Powieść świetnie nadaje się na podróż czy nudny wieczór, kiedy chcemy odpocząć od ambitniejszych lektur, a także przeczytać coś ciekawego i przyjemnego.

Sophie Carmen

Wyobraź sobie, że gdzieś tam daleko, jest kraj zupełnie Ci, drogi Czytelniku, nieznany. Gdzie wszystko wydaje się takie idealne. Gdzie wszystko jest takie proste... Ale czyżby na pewno? Czy to na pewno jest utopijny świat, który sobie wymarzyłeś? Życie nie jest proste, drogi Czytelniku. Ma swoje zalety i wady. Jednak... mimo tylu sprzeczności, oprócz dobra jest też zło, które czyha na każdym kroku. Brakuje kogoś, kto będzie umiał się tego pozbyć. Uwolnić nas o tego co złe, chociaż nie oznacza to brak problemów. Zapraszam na recenzję książki tak mrocznej, wyjątkowej i niesamowitej jak tylko możesz sobie wyobrazić.

 

Młoda Clary Fray postanawia wraz z swoim przyjacielem Simonem udać się do klubu Pandemonium. Już przy wejściu dziewczyna zauważa interesującego chłopaka, który bardzo wyróżniał się z tłumu. Mimo tego, że dziewczyna próbuje dobrze się bawić, zauważa owego chłopaka i młodą kobietę, która zaciąga go w ustronne miejsce. Clary wydaje to się dość dziwne, i pod wpływem chwili podąża za nimi. Wtem życie dziewczyny obraca się o 180 stopni. Na jej oczach dziwny chłopak zostaje zabity przez dwójkę mężczyzn i kobietę, która go tam zwabiła. Clary próbuje wezwać pomoc, aby chociaż sobie pomóc, ale okazuje się, że nikt nie widzi trójki zabójców oprócz niej, a ciało, no cóż, znikło.

 

A teraz czas na moją przygodę, pod tytułem „Moja przygoda z książką po obejrzeniu filmie na jej podstawie". Powiem szczerze, że stare okładki raczej mnie nie przyciągnęły do książki, a wręcz zniechęciły. Wiem, wiem. Nie ocenia się książki po okładce, no ale stało się. Przez to nie miałam nawet ochoty sięgnąć po opis. Lecz gdy powstał film na podstawie Miasta kości musiałam porządnie zmusić siebie, aby na niego nie pójść. Gdy znajoma mnie zaprosiła, nie byłam w stanie jej odmówić. Poszłam, zobaczyłam, i byłam pozytywnie zaskoczona. I wtedy zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że obejrzałam film przed przeczytaniem tego tytułu. Wtedy także było pełno recenzji Miasta kości, więc wiedziałam, że muszę go przeczytać. W jednym z licznych konkursów udało mi się zdobyć drugą część, czyli Miasto popiołów. No ale od drugiej części nie zacznę. Więc już miałam zacząć odkładać pieniądze, na kupno pierwszej, ale ni stąd ni zowąd na Mikołajki dostałam Miasto kości, więc jak najszybciej chciałam się za nie zabrać. Poczekałam chwilę, ale miałam ku temu powody, więc ku przestrodze pewnej osóbki, zaczekałam, aż znajdę czas, aby zabrać się za tą 500 stronicową książkę.

 

Postawiłam wysoką poprzeczkę pierwszej części serii Dary Anioła. Udało się. A nawet więcej – Miasto kości obaliło moje największe pomysły. Nawet spodziewałam się czegoś na miano dobrej książki na wolny czas, a ona wcale taka nie jest. Bez najmniejszego problemu mogę ją mianować wybitną książką, która porwała mnie w otchłań czasoprzestrzenną i nim się obejrzałam, skończyła się. Co mogę ci, kochany Czytelniku, powiedzieć, jest to, że każdy szanujący się „książkoholik" musi zapoznać się z tą pozycją. Język jest lekki, łatwy do zrozumienia przez co książkę czyta się przyjemnie. Jeśli myślisz, że ta książka, jest kolejną „szablonową" powieścią – mylisz się, i to nawet nie wiesz jak bardzo.

 

Bohaterowie są jak najbardziej mocną stroną Miasta kości. Każdy ma swój wyjątkowy charakter, i różni się od innych. Clary nie jest podobna do innych głównych bohaterek. Jest silna, ma swoje zdanie i robi wszystkim na przekór. Bardzo się z nią zżyłam, ponieważ jest w pewnym sensie podobna do mnie. Jace – osoba w której nie sposób od razu się nie zakochać. Jest zabawny, troskliwy, arogancki a w dodatku uroczy. Jeśli wyobrażasz sobie perfekcyjnego chłopaka, to myślę, że byłby nim Jace. Osoba która była najmniej dopracowana, to była Jocelyn. Odrobinę zdenerwowało mnie to, że nie wszystkie postacie były zwizualizowane. Jednak najzabawniejsze było to, że mimo tego, że postaci było trochę za dużo, Cassandra Clare tak to wymyśliła, że bez problemu można wszystkich spamiętać.

 

Clare potrafi tworzyć nagłe zwroty akcji, zupełnie jak Sara Shepard, i wprowadzić nas do swojego świata, zupełnie jak J.K. Rowling. I bez większego namysłu, autorka Miasta kości znajduje się na mojej liście numer jeden, na równinie z stworzycielką Harrego Pottera. Miastko kości jest naprawdę niesamowite, i wciągnie czytelnika już od początku. Lubisz fantastykę? Wilkołaki? Wampiry, elfy i inne takie? Musisz sięgnąć po Miasto kości!

 

"Kochać to niszczyć, a być kochanym, to zostać zniszczony"

Kamila M

Miasto kości jest pierwszym tomem, rozpoczynającym trylogię Dary Anioła. Jakiś czas temu było o całej serii dość głośno, zbierała pozytywne recenzje, a Czytelnicy byli nią wprost oczarowani. Ja, za namową kuzyna, postanowiłam sobie kupić pierwszą część, choć nie ukrywam, że miałam co do tego wątpliwości, gdyż tego typu lektury nie należą do moich ulubionych. Ale cóż, raz się żyje, mleko się wylało, książka wylądowała na mojej półce. Przyszła więc pora, żeby ją przeczytać... i to był strzał w dziesiątkę! Po kilkunastu pierwszych stronach zrozumiałam, czym tak zachwycają się inni i dlaczego ta książką jest tak wysoce oceniana.

 

Clary jest przeciętną nastolatką, która pewnego razu, wraz ze swoim przyjacielem Simonem, wybiera się do klubu, gdzie zostaje świadkiem dziwnego zdarzenia z udziałem jeszcze dziwniejszych osób. Chcąc nie dopuścić do, jak jej się wydaje, morderstwa, Clary podąża w ślad za nimi i trafia do małego pomieszczenia. Poznaje tam Jace'a, Aleca i Isabell - Nocnych Łowców. Od tej pory, życie tej "przeciętnej" nastolatki ulega całkowitej przemianie. Odkrywa tajemnice ukrywane przed nią przez lata, które niekoniecznie muszą się jej spodobać. Uczy się żyć w nowym otoczeniu i stara się uwolnić matkę, mającą wiele do wyjaśnienia...

 

Miasto kości jest niesamowitą książką, która wciąga Czytelnika w swój świat już po przeczytaniu kilku pierwszych stron. Sama byłam zaskoczona, że tak łatwo uległam autorce i jej stylowi, i od razu wpadłam w jej literackie sidła.

 

Przede wszystkim, jest tu fabuła, absorbująca nas już od pierwszych chwil i nie dająca nam wytchnienia choćby na minutę. A co równie ważne, są tutaj też bohaterowie, którzy znakomicie dopełniają całość i dzięki nim, ta pozycja staje się jeszcze lepsza. A co jest w nich takiego wyjątkowego? Świetna kreacja ich charakterów, pośród których każdy znajdzie coś dla siebie. Zaczynając od Clary - niepewnej siebie, ale bystrej nastolatki, przez czarującego, inteligentnego i będącego ideałem każdej dziewczyny, Jace'a, po Isabell - pewną siebie piękność, za którą ogląda się każdy facet. W tym wachlarzu cech i osobowości, każdy Czytelnik znajdzie bohatera, którego obdarzy sympatią i się z nim utożsami. A to jeszcze nie są wszyscy!

 

Wspomniałam już o literackich sidłach autorki, w które wpadają wszyscy po kolei, co niezaprzeczalnie jest zasługą stylu, jakim posługuje się Cassandra Clare. Jest on niezwykle przejrzysty i plastyczny, dzięki czemu z łatwością możemy wyobrazić sobie wydarzenia dziejące się na kartach tej książki.

 

I oczywiście cóż by to była za powieść dla młodzieży beż wątku miłosnego! I tutaj go nie zabraknie, aczkolwiek może on nie rozwinąć się tak, jak sobie to wyobrażaliśmy, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. A skoro już o zaskoczeniu mowa, to jeśli nie chcecie mieć złamanego serca, od razu zaopatrzcie się w drugi tom tej trylogii, bowiem zakończenie może być dla Was ogromnym szokiem. Dla mnie było, i żałuję, że nie mam pod ręką następnej części tej trylogii.

 

Tak więc, podsumowując, mimo początkowych wątpliwości, z całego serca polecam Wam Miasto kości, które z pewnością przypadnie do gustu każdemu Czytelnikowi. Ale ostrzegam! Nie biorę odpowiedzialności, jeżeli zapomnicie o swoich obowiązkach. W tę książkę bardzo łatwo się wciągnąć, więc lepiej uważajcie!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial