Kroniki Białego Królika Tom 1 Alicja W Krainie Zombie

Autor: Gena Showalter

Okładka wydania

Kroniki Białego Królika Tom 1 Alicja W Krainie Zombie


Dodatkowe informacje

  • Autor: Gena Showalter
  • Tytuł Oryginału: Alice In Zombieland
  • Seria: Kroniki Białego Królika
  • Gatunek: Fantasy & SFPowieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Angielski
  • Przekład: Jan Kabat
  • Liczba Stron: 512
  • Rok Wydania: 2013
  • Numer Wydania: I
  • ISBN: 9788323890768
  • Wydawca: Mira
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    5,5/6

    -

    -

    2/6

    4/6

    -

    -

    5,5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 8 votes
Akcja: 100% - 4 votes
Wątki: 100% - 4 votes
Postacie: 100% - 8 votes
Styl: 100% - 5 votes
Klimat: 100% - 6 votes
Okładka: 100% - 7 votes
Polecam: 100% - 6 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Ag.

Gena Showalter to młoda autorka książek z kategorii paranormal romance. Ostatnio można znaleźć w sklepach jej książkę „Alicja w Krainie Zombi", która wyszła dzięki Mirze/Harlequinowi w 2013 roku.

 

Alicja traci w wyniku wypadku samochodowego rodzinę – ojca, który był alkoholikiem widzącym potwory, matkę, która ufała mu w 100% i siostrę, z którą Alicja, a raczej Ali, bo tak woli jak się do niej mówi, była niesamowicie blisko. Podczas chwili przytomności Alicja widzi, jak ciała jej rodziców zostają zjedzone przez dziwne bestie. Opiekę nad szesnastolatką przejmują dziadkowie – urocza para, która dba o wnuczkę, stara się jej dogodzić, ale też dokształca się specjalnie dla niej w slangu młodzieżowym. Nowa szkoła, nowi znajomi – to jeszcze bardziej dołuje pogrążoną w żałobie dziewczynę. Alicja poznaje jednak Kat, z którą się zaprzyjaźnia, a potem Cole'a, który wywołuje w niej mieszane uczucia – z jednej strony pociąga ją, a z drugiej się go boi. W końcu jednak i chłopak zwraca na nią uwagę. Okazuje się, że nie tylko podoba mu się jako dziewczyna, ale też widzi w niej coś, co może być bardziej pociągające niż wszystko inne. Alicja jest bowiem zdolna do tego, by zobaczyć zombi – nie każdy może tego dokonać, tylko wyjątkowo dobrzy ludzie są na tyle wrażliwi, by zobaczyć monstra. Dziewczyna przyłącza się do paczki Cole'a, która stara się ją za wszelką cenę zniechęcić, i zaczyna walkę z potworami, które prześladowały jej rodzinę od dawna. Nie jest to jednak łatwa wojna – by zabić zombi Alicja musi nauczyć się wielu nowych rzeczy, które wcale nie są proste w wykonaniu.

 

Książka to typowy przykład gatunku fantastyki młodzieżowej i romansu. Głowna bohaterka, Alicja, to zwykła dziewczyna, która po wielkim przełomie w życiu, staje się zadziorną i pewną siebie nastolatką. Czasem jednak jej pyskówki były dość śmieszne, jak z podstawówki. Groziła większym i silniejszym od siebie, wykazując się nie tylko odwagą, ale i głupotą. Nie mniej to intrygująca postać – nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie ma zdolności, odkrywa je powoli i nieudolnie. Przy okazji przeżywa pierwszą miłość i pierwszą przyjaźń, pierwsze rozczarowania i uniesienia.

 

Inne postacie są niemniej interesująca. Urzekli mnie dziadkowie dziewczyny – para staruszków, która przy niej musi przeżyć drugą młodość. Dokładnie tak samo ciekawa jest przyjaciółka Alicji, Kat. To pewna siebie, popularna dziewczyna, która początkowo kojarzyła mi się z jednym z „plastików" z „Wrednych dziewczyn", potem jednak odkryłam w niej wiele mądrości. To ona pouczała Ali na temat stosunków seksualnych (uwaga – odradzała jej seks! Wielki plus za to dla autorki), ale też stawała bezwarunkowo w jej obronie. Odznaczała się też w książce błyskotliwymi i bezczelnymi odpowiedziami.

 

Rozczarował mnie jednak Cole. Jako facet, którego boi się cała szkoła, w pewnym momencie zmiękł i przestał wydawać mi się interesujący. Początkowo z jego postaci biła siła i niebezpieczeństwo, potem miłość sprawiła, że stał się potulny jak baranek. Szkoda.

 

Sam wątek miłosny jest tu mocno rozwinięty, ale nie jest głównym z motywów. Na pierwszy plan wysuwa się dramat dziewczyny, która straciła rodziców, zmieniła całkowicie swoje życie i została wepchnięta w wir całkiem nowych doznań. Ali musiała dostosować się do nowej sytuacji, gdyż jej zdolności nie pozwalały, by nie walczyła z zombi.

 

Jeśli chodzi o wątki fantastyczne – moim zdaniem zbyt mocno są one przekombinowane. Po pierwsze zombi-duchy, które mogą zobaczyć tylko konkretne osoby. Po drugie sposób walki z nimi – trzeba wyjść z ciała, stać się duchem, pobić je i na koniec porazić światłem z dłoni. Co dziwne – w książce każdy ma antidotum na ugryzienia zombi, a te zdarzają się wielokrotnie w każdej bitwie. I na koniec – duchy zwykłych ludzi, a konkretnie Emmy, siostry Ali. Pojawiał się on czasem, by ostrzec dziewczynę, jednak nie przypadł mi do gustu.

 

Motywy z „Alicji w Krainie Czarów" w „Alicji w Krainie Zombi" są dla mnie mało widoczne. Jest Alicja, która wyglądem przypomina tę od Carrolla, jest też królik w postaci chmury. Są tytuły świadczące o powiązaniu z tamtą powieścią i podtytuł na okładce „Skrócić ich o głowę!". I to chyba wszystko.

 

Język powieści jest prosty. Pierwszoosobowa narracja tylko raz zmieniła się w trzecioosobową, na początku powieści, gdzie Alicja straciła przytomność. Ali opowiada wszystko tak, jakbyśmy jej słuchali – często powtarza „i wiecie co?". Jest też bardzo zdystansowana do własnej osoby – wprost mówi o swoich bólach, o niepewności, często jej słowa zaprzeczają myślą – to moim zdaniem najlepsze fragmenty powieści.

 

Gdy pierwszy raz usłyszałam o „Alicji..." pomyślałam, że będzie to książka o zaprzeczeniu utopii. Dlatego pochłaniając kolejne rozdziały, poczułam się oszukana. Dałam książce jednak szansę i nie żałuję. To wciągająca opowieść o dziewczynie, która wie, że walczy o dobro najbliższych. Jest tu kilka momentów, gdzie jej myśli kręcą się tylko wokół ukochanego chłopaka, nie jest to jednak wylew miłości w jego stronę. Nie, wręcz przeciwnie – wszystko jest wyważone, a dialogi między młodymi są świetne. No i zdecydowanie to, co mnie zaskoczyło – nastolatki, które rozmawiają o seksie, ale nie zachęcając się wzajemnie do jego uprawiania, a do wstrzymania się z nim do ślubu. To fascynujące.

 

Komu polecam? Książkę czyta się świetnie, to przyjemna lektura, od której nie można się wręcz oderwać. Jedyne co mnie denerwowało to zupełnie nowe spojrzenie na zombi (swoją drogą, pisownia też mnie denerwuje!). Wolę klasyczne ujęcie, ale nie oznacza to, że przez to skreślam powieść. Nie. To dobra młodzieżówka, z nowymi fantastycznymi potworami i walką na linii dobro-zło, tu dodatkowo podkreśloną postaciami. Podążycie za Białym Królikiem?

Scarlett

Wokół „Alicji w krainie czarów" narosło wiele mitów i interpretacji. To ciężkie podołać reinterpretacji tak wieloznacznej historii dla dzieci, analizowanej nawet przez psychoanalityków. Gena Showalter podjęła się tego zadania i podziwiam ją za odwagę. Ale czy podziwiam ją za ten utwór?

 

Alicja żyje w dość specyficznej, choć kochającej rodzinie. Jej ojciec cierpi na paranoje, dlatego nie pozwala wychodzić swojej familii po zmroku. Dziewczyna pragnie normalnie żyć, dlatego przekonuje ojca, by z okazji jej urodzin wybrać się na występ jej młodszej siostry. Mężczyzna z oporami zgadza się na jednorazową wieczorną eskapadę, co jednak kończy się dla nich tragicznie. Alicja dowiaduje się, że jej ojciec miał rację. Zdarza się, że czasem zmarli wstają z grobów...

 

Czytając powieści z gatunku paranormal romance naprawdę staram się unikać porównań z programowym dziełem tego stylu, czyli Zmierzchem. Czasem jednak nie da się pominąć manifestu „epoki". Jak trudno zrozumieć Młodą Polskę bez „Confiteoru" tak trudno pojąć nurt paranormal romance bez dzieła Stephanie Mayer. Jednak ja staram się uwolnić umysł od schematów i nie wpasowywać książek na siłę w znane schematy. Jednak niekiedy sztampa bije po oczach i niestety tak jest tym razem. Bella charakteryzowała się tym, że nie lubiła pełnego brzmienia swojego imienia. Podobnie dzieje się z Aly, dla której obrazą majestatu jest Alicja w ustach znajomych i nauczycieli.

 

Postacie są dość dobrze wykreowane. Oczywiście schematyzm jest obecny jak w wszystkich innych aspektach książki. Główny amant jest złym chłopcem, takim mrocznym i tajemniczym. Oczywiście posiada mroczny sekret i enigmatycznych przyjaciół. Typowy przedstawiciel paranormal romance. Przyznaję jednak, że całkiem zacnie wykreowana została główna bohaterka. Polubiłam ją, utożsamiłam się z nią i z ciekawością śledziłam jej perypetie. To sympatyczna dziewczyna i jej emocje są wiarygodne oraz stosowne do przedstawionej sytuacji. Całkiem przyzwoicie jak na powieść dla młodzieży.

 

Akcja, choć początkowo była szablonowa to z czasem się rozkręca. Robi się coraz ciekawej, akcja przyśpiesza, a wydarzenia nabierają rumieńców. Showalter zdaje się rozkręcać i z każdą stroną jest lepiej i bardziej intrygująco. Rozwiązanie zagadki zaskoczyło mnie i rozbudziło apetyt na więcej.

 

Styl tekstu jest dość dobry. Od razu widać, że pisarka ma duże doświadczenie w pisaniu książek dla kobiet. Język „Alicji w krainie zombie" jest prosty, jasny, klarowny. Idealnie pasuje do młodzieżowej treści. Opisy są dość dokładne i podane w zgrabny sposób. Efektownie zaraportowane zostały walki, starcia i kłótnie. Mogłam w łatwy sposób to sobie wyobrazić. Były niesamowicie dynamiczne. Niestety tytułowe zombie nie są przerażające. Nie podoba mi się sposób ich zaprezentowania. Autorka chciała być nowatorska, chociaż przy okazji motywu żywych trupów, a wyszła nielogiczna sieczka. Co gorsza taka mieszanka nie była ani trochę przerażająca. Ten zborowy czarny chara ter nie wywołał we mnie żadnego niepokoju.

 

Publikacja ta absolutnie nie jest reinterpretacją baśni Carolla. Oba teksty łączy jedynie imię głównej bohaterki i motyw królika. Jeśli ktoś oczekuje fanficku na podstawie krainy czarów to się mocno rozczaruje. Zabrakło mi tych czarów właśnie, gonienia własnego ogona, jakiegoś szaleństwa panującego po drugiej stronie lustra. Owszem tytuł brzmi dobrze i zgrabnie, ale i tak uważam, że to żerowanie na wspaniałym dziele, bo wszelkich inspiracji baśni Carolla ze świecą szukać.

 

Akcja powieści jest bardzo ciekawa i z pewnością kiedyś przeczytam kontynuację. Może łagodniej oceniłabym „Alicję w krainie zombie" gdyby nie to oczywiste nawiązanie do mojej ukochanej baśni? Prawdopodobnie tak. A teraz czuję się perfidnie oszukana przez pisarkę.

Kornelia

Ile już było paranormalnych romansów? Ile dziwnych stworzeń walczących ze złem? Ile magii i czarów w książkach dla młodzieży? Niezliczone ilości, które cały czas rosną i rosną. Tym razem w moje ręce wpadła swobodna interpretacja znanej wszystkim „Alicji w Krainie Czarów". Ale Alicja teraz znalazła się w krainie zombie. Jak sobie tam poradzi?

 

Tytułową Alicję poznajemy w dość normalnych okolicznościach – na zabawie z siostrą na podwórzu obok domu. Wydaje się, że wszystko jest normalne, ale szybko przekonujemy się, że wcale nie. Alicja i jej młodsza siostra nie mogą po zmroku wychodzić z domu. Ich ojciec bowiem ma pewną obsesję na punkcie istot czających się w mroku. Tylko on je widzi. Tylko on się ich boi. Alicja nie wierzy w bajki ojca, ale nie jest też w stanie przeciwstawić się mu. Pewnego jednak dnia, gdy zbliżają się urodziny Alicji, młodsza siostra błaga ją, by poprosiła ojca o pewną przysługę. W szkole będzie recital, w którym Emma chciałaby wziąć udział, problemem jest to, że skończy się on już po zmroku.

 

Alicja kocha swoją siostrę całym sercem, dlatego też postanawia wyprosić u matki pozwolenie. I choć idzie to opornie, w końcu udaje się namówić ojca i całą czwórką jadą na przedstawienie. Emma wypadła świetnie, wszyscy dobrze się bawili, oklaskiwali grających, a ojciec dziewczyn zaczął się robić coraz bardziej niespokojny. W pewnym momencie na siłę zaczął ciągnąć całą rodzinę do samochodu. Rozglądał się wokół, poprosił żonę, żeby to ona prowadziła i wybrała jak najszybszą drogę do domu. Ta jednak prowadziła tuż obok cmentarza. Dziesięć minut przed domem, tuż za cmentarzem, rozbili się, samochód dachował. Alicja obudziła się w momencie, gdy „istoty" pożywiały się jej ojcem. Jak to się skończy? Czy Alicja w końcu uwierzy w zło, o którym tak długo opowiadał jej ojciec?

 

Gena Showalter dość ciekawie potraktowała znaną wszystkim, kultową więc powieść. Mimo że jest to romans paranormalny, w którym mamy dziewczynę o pewnych mocach, mamy chłopaka tajemniczego, pewnego siebie i mamy między nimi chemię, która ciągnie ich ku sobie, to wbrew pozorom nie jest to odpychające. Właściwie to tuż po zakończeniu książki zaczęłam się zastanawiać kiedy będzie następna część. Wciągnęłam się. Historia toczyła się wolna, dając czytelnikowi czas na rozmyślanie, na poznanie nowego dla Alicji świata, w którym musiała nauczyć się żyć. Musiała pogodzić się z tym, że cały czas patrzyła na ojca krzywo, a on miał rację. Chronił swoją rodzinę.

 

Alicja jest typową bohaterką romansów dla nastolatek, mimo to ma w sobie jakąś ciekawą historię. Nie irytowała mnie, nie sprawiała, że chciałam zamknąć książkę i więcej do niej nie wrócić. Może dlatego, że dziewczyna sama chciała poznać prawdę, uczyć się walczyć z potworami, próbowała dać z siebie wszystko, choć niemalże nic nie wiedziała na ich temat. Może to właśnie ten upór, próba poradzenia sobie z własnymi demonami tak mnie do niej przekonała.

 

„Alicja w Krainie Zombie" to ciekawa książka. Czyta się ją szybko, płynnie, strony są wręcz pochłaniane. Nie można się od niej oderwać, a po przeczytaniu ma się niedosyt. To chyba mówi samo za siebie. Szczerze polecam.

Jane Rachel

Gdyby słuchała ojca i nie uważała go za dziwaka, jej rodzina żyłaby teraz. Gdyby tamtego dnia nie poprosiła ich o coś, co było wręcz wykluczone, nie byłaby sierotą. Właśnie – „gdyby". Na gdybanie jest za późno. Chcąc pomścić utraconą rodzinę, Alicja robi coś, co zawsze uważała za wymysł ojca – zaczyna zabijać zombi.

 

Przyznajcie sami, że Alicja w krainie zombi od razu przykuła Waszą uwagę. Tytuł i okładka robią piorunujące wrażenie. Czyżby Gena Showalter chciała stworzyć kolejną powieść opartą na znanych wszystkim historiach? Czy chciała stać się kolejną Marissą Meyer, której Saga księżycowa podbiła czytelnicze serca? Czy chciała w ten sposób przekazać własną wizję Krainy Czarów, tylko że niebezpieczniejszą? Sądzę, że tak. Odpowiedź na każde z wyżej postawionych pytań jest twierdząca. Niestety problem polega na tym, że autorka najnormalniej w świecie poszła na łatwiznę...

 

„Moja opinia na ten temat? Żyjcie zgodnie z głoszonymi przez siebie zasadami, ludzie."
(str. 26)

 

Nie chcę zmniejszać Waszego entuzjazmu, ale na samym początku wymienię wszystkie minusy Alicji w krainie zombi. Gotowi? Przygotujcie się na to, że trochę ich będzie.

 

Ujmę to jednym słowem: schemat. Wszystko w tej książce było schematyczne, dosłownie. Nie poczułam żadnego powiewu świeżości, pomysłów, wyobraźni czy twórczości; tylko i wyłącznie postaci oraz akcja wyjęte z szablonu powieści młodzieżowych, którym autorka nadała imiona, nazwy i tchnęła w nich minimalną ilość życia. Schematyczna była główna bohaterka i jej sytuacja. Alicja oczywiście miała również schematyczną, wszystkowiedzącą, lubianą, pyskatą i cudowną przyjaciółkę. Tak jak w szablonie, przyszła do szkoły jako nowa uczennica, i tak jak głosi schemat, poznała chłopca, który był niebezpieczny, groźny, nonszalancki i niegrzeczny. Jej zachowanie było przewidywalne, już nie mówiąc o akcji. Czy to nie dziwne, że po pierwszych trzech rozdziałach, kiedy zgasł promyk nadziei na ciekawą, wciągającą lekturę, wiedziałam, co stanie się dalej? Są dobrzy i źli, Alicja ma przyjaciół i wrogów, wszyscy są czarni albo biali, bohaterowie są bardzo szablonowi, musi być ta wredna zołza i ta kochana przyjaciółka. Oczywiście nie może zabraknąć osoby podającej się za dobrą, która tak naprawdę okazuje się szpiegiem. Nie chcę Wam spolerować tymi wszystkimi minusami Alicji w krainie zombi, ale i tak dowiecie się tego po trzech rozdziałach. Powieść pani Showalter zbudowana jest na starym schemacie powieści z lat 2005-2010, który teraz nie jest mile przyjmowany, a co najważniejsze – wygasa. Bardzo duża ilość czytelników literatury młodzieżowej ma dość szablonu, na którym opierają się lektury takie jak Dary anioła czy też Szeptem. Różnica między Darami anioła a Alicją w krainie zombi polega na tym, że seria pani Clare została zapisana jako dyktator tej nowej mody, zaś Alicja... Geny Showalter mogłaby podbić serca czytelników, gdyby została wydana dużo wcześniej. Może Wam schemat nie będzie bardzo przeszkadzał, ale mnie, osobie, która przeczytała wystarczająco dużo szablonowych książek, bardzo denerwuje i sprawia, że nisko oceniam lektury.

 

Uwierzcie mi, miałam ogromną nadzieję, że Alicja w krainie zombi zmieni moje spojrzenie na oryginalną wersję, sprawi, że nie będę mogła spać przez kilka nocy, wywoła dreszczyk emocji na skórze lub po prostu bardzo mocno wryje się w pamięć i jej nie opuści, ale... z bólem serca przyznaję, że w ogóle mnie nie porwała. Nawet zombi nie były dla mnie straszne, nie mówiąc już o tej całej walce z nimi, tajnej organizacji i super mocach głównej bohaterki.

 

Autorka próbowała przenieść pewne elementy z Alicji w Krainie Czarów do swojej powieści. Przez długi czas zastanawiałam się, które rzeczy pojawiają się w obu Alicjach, ale... no właśnie, ciągle jest jakieś „ale". Oprócz mocno zaznaczonego białego królika nie ma nic! Myślałam jeszcze nad złą królową, lecz ma się ona nijak do tej prawdziwej. Zdaję sobie sprawę z tego, że autorka mogła zapożyczyć tylko tytuł i pomysł na okładkę, a fabuły wcale nie chciała upodabniać do Alicji w Krainie Czarów, ale... (znowu „ale") przyznam, że miałam ogromną nadzieję. Tak, powiem wprost – oczekiwałam, że będzie tak jak w Sadze księżycowej. Skoro powiązanie między Alicjami odpadło, liczyłam na wciągającą akcję i porywającą historię, lecz to również się nie sprawdziło. Czy ja naprawdę przesadzam? Czy jestem zbyt surowa?

 

„Coś czego już się nauczyłam: prawdziwe życie wymaga ryzyka."

(str. 258)

 

Oprócz minusów Alicja... ma też plusy – niestety tylko dwa. Jeden z nich jest znaczący dla treści: styl i język powieści. Gena Showalter swoją powieść napisała bardzo lekko i przyjemnie, w sam raz dla nastoletnich czytelników. Czyta się bardzo szybko i bez problemów. Drugim plusem jest okładka i tytuł, które bardzo dobrze wabią czytelnika. Nie da się przejść obojętnie obok powieści z tak tajemniczym tytułem i cudowną okładką.

 

„Niewidoczny, nieznany wróg wciąż jest wrogiem."

(str. 479)

 

Podsumowując:

Zawiodłam się. Jest mi przykro, że Alicja w krainie zombi nie spełniła tego, czego można było oczekiwać po opisie i wyglądzie książki. Z pewnością jestem sobie sama winna, ponieważ za dużo spodziewałam się po powieści. Nie zmienia to faktu, że minusy są – i to duże. Na pewno sięgnę po drugą część. Nie dlatego, że pokochałam świat Alicji, ale z tego powodu, że chcę zobaczyć, czy pani Showalter odstąpiła od szablonu i czy pojawi się w kontynuacji coś przykuwającego uwagę. Czy polecam? Jako lekką lekturę na kilka wieczorów tak, ale jako powieść mającą wciągnąć Was do innego świata raczej nie.

Ciarolka

Czasami nasze życie może obrócić się o 180 stopni w ciągu zaledwie jednej sekundy. Doprowadzają do tego decyzje, które podjęliśmy, miejsce, w którym się znaleźliśmy czy po prostu zwykły przypadek. Alicję Bell właśnie coś takiego spotyka. W jednej chwili traci całą rodzinę w wypadku samochodowym i wie, że nic już nie będzie takie samo.

 

"Gdyby ktoś mi powiedział, że całe moje życie zmieni się między jednym uderzeniem serca a drugim, parsknęłabym śmiechem. Od szczęścia do tragedii, od niewinności do upadku? Żarty. Ale tyle wystarczyło. Jedno uderzenie serca. mgnienie oka, oddech, sekunda - i wszystko, co znałam i kochałam, zniknęło."

 

Przed wypadkiem jej życie nie było idealne. Miała kochających ją rodziców i siostrę, ale jej ojciec był chory psychicznie, na dodatek nie stronił od alkoholu. Uważał, że po świecie chodzą zombi, czekający tylko na chwilę, w której będą mogły dopaść jego najbliższych, dlatego nie pozwalał córkom wychodzić z domu po zmierzchu, a także starał się je kontrolować. Jednak pewnego dnia poszedł na ustępstwo, ponieważ młodsza siostra Alicji miała swój ważny dzień - koncert baletowy. Żadne z nich nie podejrzewało, że już za kilka godzin wydarzy się tragedia...

 

Nie da się opisać, jak czuje się ktoś, kto stracił wszystkie ukochane mu osoby. Alicja przeprowadza się do dziadków i próbuje poukładać sobie życie na nowo, choć wie, że utraciła cząstkę siebie. Rozpoczyna naukę w nowej szkole, gdzie zaprzyjaźnia się z Kat, poznaną w szpitalu oraz spotyka chłopaka, z którym przeżywa dziwne wizje...

 

Szybko okazuje się, że zombi istnieją, ponieważ Alicja sama zaczyna ich widywać. Wbrew pozorom nie ucieka przerażona i nie chowa się po kątach. Ojciec uczył ją samoobrony, więc ma pewne podstawy, ale postanawia dalej się szkolić i stawić czoło zombiakom by pomścić śmierć swojej rodziny. Zdaje sobie sprawę, że ojciec był całkowicie normalny i że to traumatyczne wydarzenia z jej życia sprawiły, że zaczęła widzieć te okropne istoty.

 

"Zło czaiło się w świecie. Zło było realne. Moje głupie przekonanie, że jesteśmy w jakiś sposób od niego odseparowani, zostało rozwiane na dobre, tak; wiedziałam teraz, że już nigdy się to nie zmieni."

 

Niesamowicie podoba mi się mitologia zombi. Istnieje kilka cech, które łączą je z tego typu bohaterami z innych powieści jak na przykład postrzępione ubrania, poszarzała cera czy woń rozkładu, ale autorka stworzyła kilka niepowtarzalnych cech, które sprawiają, że zombiaki z Alicji w krainie zombi są inne. Mianowicie nie każdy może ich zobaczyć. Widzą je tylko osoby, które mają do tego dar lub które przeżyły coś tak oddziałującego na psychikę, że odblokowali w sobie tę umiejętność. Poza tym zombi nie żywią się mózgami, nie piją krwi, nie rozrywają ciała na strzępy, tylko zabierają ducha ofiary wpuszczając w jej ciało truciznę. Bardzo mi się ten pomysł spodobał, wcześniej nie spotkałam się z czymś takim, także myślę, że przeciwnicy powieści o zombi mogą nie zniechęcić się do tej ze względu na ich połączenie z duchami, zjawami.

 

Zachowanie Alicji nieraz mi się podobało, ale zdarzały się takie momenty, że irytowało. Denerwowała mnie przede wszystkim tym, że była raz waleczna, niezwyciężona i odważna, a raz zachowywała się jak napalona nastolatka gapiąca się wygłodniałym wzrokiem na chłopaków. Poza tym jej relacja z Colem często przypominała mi tani romans. Raz deklarowali się jako przyjaciele, następnego dnia już się całowali, a następnego dnia znowu przyjaciele. I jeszcze te ciągłe pytania Alicji z serii "To czy jesteśmy razem? Chodzimy ze sobą?". Nie wiem, czy to jest normalne zachowanie i czy tak postępują wszystkie amerykańskie nastolatki. Podobało mi się jednak jej nastawienie do zombi i odwaga. Bo chyba niewielu ludzi wyszłoby samotnie w środku nocy, aby przekonać się, że rzeczywiście widział jednego z nich przez okno swojego pokoju.

 

Zdecydowanie moją ulubioną bohaterką jest Kat. Od chwili, w której Alicja ją poznała, wiedziałam, że jest godna sympatii i polubiłam ją z całego serca. Zabawna, sprawiająca wrażenie zarozumiałej, choć tak naprawdę ukrywa pod maską zadufania w sobie swe niepewności. A przede wszystkim myślę, że każdy chciałby mieć taką przyjaciółkę jak ona. Wierną i kochającą aż po grób, gotową poświęcić się w imię przyjaźni. Myślę, że życie z taką osobą nigdy nie jest nudne.

 

Mimo swojej troszkę większej objętości powieść czyta się zaskakująco szybko. Ułatwia to duża czcionka, która bardzo mi się podoba, bo czytanie maciupeńkich literek to dla mnie udręka. Akcja raz zwalnia, raz przyspiesza, szczególnie przypadły mi do gustu momenty strać z zombi. Główna bohaterka jest ok, choć uważam, ze autorka trochę za bardzo chciała wykreować ją na zwykłą nastolatkę. Jeśli chodzi o Cole'a, to nie sposób się w nim nie zakochać, choć nie wiedzieć czemu, przypomniał mi trochę mniej mroczną wersję Patcha z Szeptem. Może dlatego, że zawsze w odpowiedniej chwili przybywał Alicji z odsieczą? Uważam, że Alicja w krainie zombi zasługuje na uwagę, choć, moim skromnym zdaniem, istnieją lepsze powieści. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa tego, jak potoczą się dalsze losy Alicji. Dzięki tej książce możecie miło spędzić czas, zapomnieć o problemach i zrelaksować się, co w dzisiejszych czasach wszystkim nam się przyda.

Medziks1

"Nie spocznie, dopóki nie odeśle każdego żywego trupa z powrotem do grobu. Na zawsze."

 

Alicja straciła wszystko co znała. W wypadku zginęła cała jej rodzina, ona jedna przeżyła. Kiedy okazało się, że szalony ojciec nie był znowu taki niespełna rozumu, jest już za późno. Dziewczyna, uświadamiając sobie wszystko co kiedyś mówiła tacie, kwestionująca jego zakazy stała się nagle potulna jak baranek. Czy to znaczy, że siedziała z założonymi rękami, w duchu pragnąc zemsty na krwiożerczych zombi? Nie, za sprawą wielu odkryć oraz polujących na nią kreatur dostaje możliwość odegrania się.

 

Główna bohaterka łatwo wzbudza sympatię i nie drażni głupotą. Owszem, zawsze musi postawić na swoim, ale jest inteligenta oraz pracowita. Pasuje do niej powiedzenie "Cicha woda brzegi rwie.", bo choć wygląda i zachowuje się niewinnie - nienagannie wręcz biorąc pod uwagę jej wiek i to co robi np. na imprezach - potrafi nieźle przyłożyć, nie tylko zombi! Jej przyjaciółka, Kat to równie interesują postać z charakterkiem i ciętym językiem. Ubarwia mroczny świat Alicji i jest jednym z niewielu miłych akcentów w jej życiu. Niestety, na tym kończą się rozpoznawalni i oryginalni bohaterowie. O większości nie potrafiłabym powiedzieć niczego poza imieniem.

 

Akcja rozwija się dość szybko, choć nie widzę powodu, dla którego powieść jest tak obszerna, wiele scen można by wyciąć bez strat dla historii. Jeśli chodzi o temat zombi został on potraktowany dość dobrze, autorka rozbudowała charakterystykę tych stworzeń, a ciekawym elementem było dodanie dziennika nie do rozszyfrowania.

 

Problem pojawia się kiedy wkraczamy do licealnego świata. Strojenie się na bale, szkolne rozterki i inne elementy nieodłączne nastoletniemu okresowi były w większości płytkie i słabo napisane. Dialogi również pozostawiają wiele do życzenia, a szkoda.
Wątek miłosny był niedopracowany i słaby. Alicja bardzo szybko poznaje swojego ukochanego, diabelnie przystojnego, ale niebezpiecznego i przyciągającego kłopoty Cole'a. Ciężko było uwierzyć w to jak rozwijała się relacja tej dwójki. Autorka znana jest z romansów dla starszych czytelników, więc opisanie młodzieżowego zakochania mogło sprawić jej problem. To z jaką łatwością przyszło bohaterce podporządkowanie się obcemu chłopakowi i zaufanie mu było nieco przerażające, choć po części zrozumiałe. Niestety, ta część książki nie wyszła najlepiej, dodatkowo zajmowała zdecydowanie za dużo miejsca. Mogłam się tego spodziewać po wydawnictwie Harlequin, ale przeoczyłam ten szczegół.

 

Oczekiwałam więcej nawiązań do "Alicji w Krainie Czarów". Uwielbiam książkę Carrolla, a po tym tytule spodziewałam się napomknięć o oryginale. Wszystko wyglądało dobrze - tytuł niezaprzeczalnie sugerujący klimat powieści, okładką z zagubioną dziewczyną w pięknej sukni, detale takie jak symbole karciane, do tego hasło: "Skrócić ich o głowę!". Co dostajemy po takich zapowiedziach? Owszem, początek to wierne odwzorowanie oryginału, tak samo tytuły rozdziałów. Dalej znajdziemy tylko białego królika - zgodnie z tytułem cyklu, ale... to wszystko? Rozumiem, że nie jest to unowocześniona wersja powieści o Alicji, a bohaterki łączy niewiele ponad imię. Używając jednak tego tytułu autorka zobowiązała się do czegoś, a nie udało jej się wywiązać z obietnicy, szkoda.

 

Podsumowując, oczekiwałam czegoś więcej. Chciałam baśniowej opowieści, gdzie znajdziemy mnogość nawiązań do pierwowzoru. Pozytywnie zaskoczyła mnie groza powieści, bo choć raczej nie odbierze nam spokoju nocnego snu, zdecydowanie wnosi wiele do książki. Potencjał jaki miała, nie został w pełni wykorzystany. Dałam się złapać - jestem pewna, że nie ja jedna - na chwytliwy tytuł, nawiązujący do powszechnie rozpoznawalnego dzieła. Uważam, że to pozycja mało wyróżniająca się na tle innych i niestety trochę się zawiodłam.

 

Ciekawostki:
• Autorka znana jest z cyklu "Władcy Podziemi", który jest romansem paranormalnym dla dorosłych
• Na końcu książki znajdziemy wywiad z Geną Showalter, którym zdecydowanie wzbudziła moją sympatię i ciekawość, nie na tyle jednak, by sięgnąć po kolejne części serii
• To nie pierwsza powieść o zombi na koncie pisarki

Dusia

Motyw Alicji z Krainie Czarów był już kilkakrotnie eksploatowany, powstała pełnometrażowa bajka Disneya, film fabularny z Johnym Deppem, anime (ale podobno niewarte oglądania). Nadeszła pora na "adaptację" literacką. Do roboty wzięła się Gena Showalter, znana polskim Czytelnikom głównie z serii romansów „Władcy Podziemi".

 

Alicja Bell od zawsze uważała ojca za wariata przewrażliwionego na punkcie zombie. Trzymał całą rodzinę pod kloszem, nie pozwalał na wieczorne wyjścia. Raz dał się przekonać - i skończyło się tragicznie. Gdy na niebie pojawił się obłok w kształcie królika, rodzina Bellów miała wypadek, w którym zginęli wszyscy - oprócz Alicji. Szesnastoletnia bohaterka w delirium dostrzegła dziwne, cuchnące zgnilizną postacie wgryzające się w jej rodziców... i nie był to skutek powypadkowego szoku! Gdy trafiła pod dach dziadków i do nowej szkoły, upiory nie przestały się pojawiać. Na horyzoncie zamajaczyła też grupka tutejszych rozbijaków z niesamowitym Colem na czele.

 

Recenzowana powieść ma z „Alicją w Krainie Czarów" wspólnego niewiele – właściwie tylko tytuł i to, że bohaterka wchodzi do zupełnie nowego dla siebie świata. Książka koncentruje się na dwóch rzeczach: rozgryzaniu tajemnic zombie i walce z nimi oraz coraz bliższym poznawaniu Cole'a i jego paczki. Co ciekawe, temu pierwszemu elementowi poświęcono więcej miejsca niż wątkowi romantycznemu. Alicja cały czas wzdycha do Cole'a, ale ich drogi jakoś się nie schodzą. Za to na swojej drodze coraz częściej napotykają zombiaki, które mocno się uaktywniły, odkąd nasza bohaterka zaczęła się nimi... interesować. Oczywiście tylko nieliczni widzą te stwory (i do tych nielicznych zombie czują szczególny pociąg), ale "normalnym" ludziom też mogą zaszkodzić - zwłaszcza, gdy ci się boją. Jak to w literaturze (i anime) bywa, z nieprzeliczoną hordą zombie walczą nastoletni wojownicy (i wojowniczki). W „Alicji w Krainie Zombie" także dorośli mają pewien udział w tym pogromie. Autorka pozwoliła sobie na wprowadzenie dodatkowych wątków, także miłosnych, które mogą się ciekawie rozwinąć w kolejnych częściach - oby nie zdominowały ciekawego, pełnego akcji głównego wątku.

 

Przez cały czas lektury miałam wielki problem z wyobrażeniem sobie głównej pary bohaterów. Dziewczyny z okładki - w domyśle Alicji - nie mogłam umieścić w ferworze walki, nie widziałam jej jako walecznej i butnej istotki kreowanej na stronach książki. Wygląda raczej na osóbkę, którą trzeba wiecznie ratować z opresji - nawet Cole stwierdził, że wygląda jak księżniczka z bajki, nie jak wojowniczka. O Cole'u mówiąc: waleczny, odważny, pewny siebie, pokryty tatuażami, przystojny i... marzący o studiach prawniczych. Ilość zalet wręcz przytłacza. Pewnym uzasadnieniem jego kryształowego wizerunku niech będzie narracja prowadzona przez Alicję, ale mimo wszystko ten chłopak był zbyt idealny. Poza tym, czy wyobrażacie sobie adwokata (czy nie daj Boże – sędziego) z tatuażami? Bo ja jakoś nie bardzo.

 

Podsumowując, „Alicja w Krainie Zombie" to wciągająca, choć długa lektura dla fanek szybkiej akcji, pięknych i niebezpiecznych facetów oraz elementów fantastycznych. Nie obeszło się bez pewnej naiwności czy uproszczeń, ale można przymknąć na nie oko. W końcu po taką książkę sięga się dla rozrywki, dla zombie, dla akcji, a nie by wytykać jej uchybienia w kreacji bohaterów. Ja na pewno przeczytam drugą część - a Wam polecam pierwszą.

Agnes Recenzentka

Poznajcie Alicję. Alicja czyta „Żelaznego Króla", słucha takich zespołów jak Red i Skillet oraz żyje w pozornie normalnej rodzinie – ojciec, matka, młodsza siostra, która nie potrafi usiedzieć w miejscu. Co mogłoby zaszkodzić tej sielance?

 

Alicja właśnie skończyła szesnaście lat i straciła... wszystko. Powiadają, że szesnaste urodziny są słodkie, jednak nie ma nic słodkiego w rozkładających się ciałach, które właśnie dobierają się do twojego ojca, a potem matki... Dlaczego Alicja zgodziła się na wyjazd? Czy choć raz nie mogła ustąpić? Z okazji swoich urodzin choć raz chciała wyjść z domu po zmroku. A dokładniej – po zmroku do niego wracać. Jej siostra miała wystąpić w przedstawieniu, a nie mogła tego zrobić ze względu na ojca, który każdego wieczoru czuwał bacznie przy domowych oknach, zaburzając sielski widok tej rodziny. Wierzył bowiem, że po ich świecie chodzą Oni. Potwory. Mordercy. Żywe trupy. Zombi. Niestety tylko on mógł je zobaczyć, a to nie ułatwiało ochrony. Większość miała go po prostu za świra, łącznie z Alicją. I nagle, w jeden wieczór, wszystko się zmieniło. Nastolatka uwierzyła, bo zobaczyła na własne oczy coś, co do tej pory dostrzec mógł jedynie jej ojciec. Teraz już zmarły. Ojciec, który uległ i ten jeden raz zawiózł córki na przedstawienie. Jedyny, który wiedział, jak to się może skończyć. Zbieg okoliczności sprawił, że wracali tą drogą. Zbieg okoliczności sprawił, że niedaleko domu był cmentarz. Zbieg okoliczności chciał, żeby prowadziła matka. W zbiegu okoliczności doszło do wypadku, z którego żywa wyszła jedynie Alicja. Była jedyną osobą, która widziała, jak jej rodzice są zjadani przez potwory, których tak bardzo bał się ojciec. A na niebie widniał nieodłącznie biały królik...

 

Od początku do samego końca coś się działo. Akcja trzymała w napięciu i aż zastanawiałam się co będzie dalej, gdy akurat nie mogłam czytać. Z każdą kolejną stroną miałam więcej pytań. Jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić książki o zombi, w której główną rolę otrzymała nastolatka. Najbardziej zainteresowało mnie połączenie słynnej „Alicji w Krainie Czarów" z masakrą. Bo w istocie, każdy rozdział nosił tytuł przyporządkowany tej pierwotnej wersji i miało to znaczenie. Nigdy też nie spodziewałam się, że szesnastoletnia sierota wyląduje w liceum. Sama nie wiem dlaczego było to dla mnie szokiem. Byłam nastawiona na walkę. Samą w sobie, brutalną, z hektolitrami krwi i odorem rozkładających się ciał. Zamiast tego otrzymałam zagadki, zagadki, więcej zagadek. I mało w nich było zombi, a znacznie więcej zwyczajnych ludzi – innych uczniów. Oczywiście, jak się później okazało, ci „zwykli" byli „niezwykli".

 

Objętościowo nie zmniejszałabym tej książki. Pod tym względem jest idealna. Zawartość też się zgadza. Doskonały odcień kartek, świetna czcionka i odpowiednia jej wielkość. Technicznie czytało się po prostu wyśmienicie! Nie ujdzie uwadze fakt, że strony przelatywały przez palce, ale to akurat zasługa fabuły, o której wspomniałam już wcześniej. Okładka, która na początku średnio mi się spodobała, z czasem nabrała swego rodzaju czaru. Ostatecznie całość wypadła niebywale dobrze, a rzadko się zdarza, by wszystko ze sobą idealnie współgrało. Chociaż książka wydaje się masywna i ciężka, w rzeczywistości jest ona zdumiewająco lekka i z łatwością można ją ze sobą nosić. Nie radziłabym jednak czytać jej w mieście, bo czasem można powpadać na ludzi, ewentualnie słupy.

 

Jeszcze zanim zaczęłam czytać, zobaczyłam, że powieść ma wysoką ocenę czytelniczą. Byłam do niej nieco sceptycznie nastawiona, a po skończeniu jestem w stu procentach przekonana, że ocena jest w pełni zasłużona. To po prostu jedna z tych historii, przy których można się świetnie bawić! Opisy były tak plastyczne, że na początku, w trakcie opisywanego wypadku samochodowego, musiałam przerwać czytanie, bo psychicznie nie dawałam rady znieść tego, co się działo. Z czasem to stało się ogromnym atutem, bo mogłam przeżywać to samo co główna bohaterka. A było co przeżywać! Kolejny plus – mało wylewnych, denerwujących opisów, dużo działania. Opis uczuć w takiej dawce, by nie zniechęcać. Była wystarczająca, by poczuć to samo i zrozumieć. Emocje? Na pewno. Zwroty akcji? Często. Zaskoczenia? Zdarzały się. Nie twierdzę oczywiście, że to książka idealna – bo takie można było odnieść wrażenie. Czasami wydawała się banalna, ale to mi nie przeszkadzało. Dawno tak dobrze się nie bawiłam przy czytaniu.

 

Przyznam to, bo muszę być szczera. Po przeczytaniu tej historii wyszłam na świeże powietrze i na samym początku mój wzrok powędrował ku niebu. O tak, szukałam białego królika i wiem, że Wy też będziecie to robić. Nie wszystko się wyjaśniło, więc królik gdzieś tam jest i trzeba być bacznym. Druga część pojawi się wkrótce i już nie mogę się jej doczekać. Na ten moment opowieścią jestem szczerze zachwycona i oby więcej takich książek!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!