13 Małych Błękitnych Kopert

Autor: Maureen Johnson

Okładka wydania

13 Małych Błękitnych Kopert


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 4 votes
Akcja: 100% - 5 votes
Wątki: 100% - 6 votes
Postacie: 100% - 4 votes
Styl: 100% - 6 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 3 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Agnes Recenzentka

Do książki „13 małych błękitnych kopert" przyciągnęła mnie głównie okładka i tajemniczy tytuł. Nie byłam pewna czego spodziewać się po takiej powieści, tym bardziej, że opis nie wydawał mi się wtedy aż tak ciekawy jak mógłby być. Postanowiłam o niej napisać właśnie dlatego, że na pewno wielu z Was czeka jeszcze jakaś podróż, a nawet jeśli nie, to i tak warto przeczytać to, co napiszę poniżej...

 

Siedemnastoletniej Ginny umiera ukochana ciotka, z którą często przebywała będąc małym dzieckiem. Ich ulubioną grą było „dziś mieszkam w...". Po wielu latach gra powraca do nastolatki w bardzo dosłownej formie. Dziewczyna dostaje w spadku po ciotce 13 małych błękitnych kopert... Ale czy tylko?

 

Pierwsza koperta zawiera instrukcję, według której Ginny ma się udać do Londynu. Otrzymuje w tym celu 1000 dolarów, które ma przeznaczyć na bilet w jedną stronę i plecak, a resztę zostawić na taksówkę. W liście znajduje się dokładny adres miejsca, do którego ma pojechać bohaterka oraz dodatkowo namiary na niewielką chińską restaurację nieopodal. Ciotka idealnie wszystko zaplanowała, a żeby plan mógł się udać, nakreśliła kilka prostych zasad... Po pierwsze – Ginny wolno zabrać jedynie tyle rzeczy, ile zmieści się w plecaku. Po drugie – nie wolno jej korzystać z przewodników, map, pomocy językowych ani prowadzić pamiętnika. Po trzecie – nie może zabrać więcej pieniędzy i karty kredytowej. Do dyspozycji ma jedynie pieniądze z koperty. I w końcu po czwarte – nie może zabrać ze sobą żadnej elektroniki, telefonu, laptopa, aparatu... Najważniejszą niepisaną zasadą jest: OTWIERASZ KOLEJNĄ KOPERTĘ DOPIERO NA WYZNACZONYM MIEJSCU. Żadnego „powodzenia". Żadnego „będzie dobrze". Ma tak zrobić i koniec.

 

A więc wyruszacie w podróż zostawiając wszystko w tyle. Nie dzwonicie do rodziny, nie macie z nikim kontaktu, zdani tylko na siebie kupujecie bilet w jedną stronę, a Waszym jedynym wyposażeniem jest 13 kopert i... zaufanie. Dalibyście radę? Czy pojechalibyście w taką podróż tylko dlatego, że poprosiła Was o to zmarła ciotka? W dzisiejszych czasach trudno obyć się bez technologii, a to nie książka ze średniowiecza. Opisywana historia toczy się tu i teraz. A może kolejne koperty są puste? Czy w kolejnej też będzie 1000 dolarów? Jedna ciężka, druga lekka... Nie prześwitują. Macie straszliwą chęć otworzyć kolejną i po prostu czytać. A jednak coś Was pcha w stronę lotniska. Wybór należy do Was. W kopercie znajduje się jeszcze jedno, ważne zdanie, które (przynajmniej mnie) bardzo by zachęciło do podróży – możecie jedynie wysyłać widokówki na domowy adres. Zastanówcie się – czy to nie wspaniałe? Możliwość zwiedzenia całej Europy, całego świata, bez kontaktu, bez pomocy... A gdzieś tam miliony mil od Was rodzice dostają pocztówkę z różnych zakątków, w których aktualnie się znajdujecie...

 

Jak można się spodziewać – Ginny wyrusza w podróż i ściśle przestrzega zasad. Tymczasem w kopertach zamiast wyjaśnień, znajduje jedynie kolejne cele i wskazówki. Tu nie ma niczego wyłożonego na tacę. Musi sama się dowiadywać, poznawać, podążać trasami, używać tych samych środków transportu, poznawać ludzi i zdobywać pieniądze. Im dalej jeździ, tym więcej rozumie. Ma wątpliwości, boi się i jest pewna siebie. Podróżuje w głąb życia ciotki i własnego ja. Poznaje sekrety, o których już nigdy nie porozmawia ze zmarłą. Jej prawdziwym celem jest to, co najważniejsze. Przyjaźń, poznanie siebie i miłość. Wystarczy okazać odrobinę zaufania (a tak trudno ufać osobom, które już odeszły). Wystarczy chcieć. Odważyć się. Gdyby nie ta mała błękitna koperta, Ginny nigdy nie wyruszyłaby w podróż. A nawet gdyby chciała, z całą pewnością nie pojechałaby w ten sposób. Bez elektroniki, pieniędzy, znajomych twarzy. W końcu wcale nie marzyła o takiej „wycieczce".

 

Czcionka jest w miarę duża, łatwo się ją czyta i kolor kartek również nie przeszkadza. Każdy rozdział to jedna koperta. Żałuję, że kiedyś tak łatwo się poddałam. Po przeczytaniu pierwszych trzech rozdziałów skapitulowałam i odstawiłam książkę na półkę, by wrócić do niej pół roku później. I po tym powrocie przeczytałam ją do końca w dwa dni. Być może zaczęłam ją w niewłaściwym czasie, albo za bardzo bolał mnie fakt, że chciałabym przeżyć to samo (z wyjątkiem śmierci bliskiej osoby). Dlaczego właściwie ją odłożyłam? Naprawdę nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. Jednak bardzo się cieszę, że byłam w stanie do tego wszystkiego wrócić. Tym razem przymus czytania każdej książki do końca przyniósł pozytywne efekty. Po tę powieść warto sięgnąć. Bardzo wiele potrafi człowiekowi uświadomić.

 

A teraz powracam do początku recenzji. Niedawno skończyły się wakacje. Upał dawał o sobie znać. Teraz nadeszła jesień, a wraz z nią koce i ciepła herbata przy odkrywaniu nowych historii. Właśnie w takie dni warto czytać książki takie jak ta. Na pewno miło będzie się ją czytało w czasie podróży, tak samo miło, gdy portfel każe siedzieć w domu. W końcu nie każdy otrzymuje kopertę z 1000 dolarów na bilet do Londynu ;)

 

Historia dla osób młodszych i starszych. Zarówno młodzież jak i rodzice ucieszą się z lektury. To odpowiedni czas. Nie przegapcie tej chwili!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!