Okładka wydania

Pod Dwiema Kosami Czyli Przedśmiertne Zapiski Żywotnego Mariana

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Danuta Noszczyńska
  • Tytuł Oryginału: Pod Dwiema Kosami Czyli Przedśmiertne Zapiski Żywotnego Mariana
  • Seria: Dla Eli
  • Gatunek: ObyczajowePowieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 318
  • Rok Wydania: 2012
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140 x 210 mm
  • ISBN: 9788362405169
  • Wydawca: Sol
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Duży Dół
  • Ocena:

    5/6

    4,5/6

    6/6

    5/6

    6/6

    5,5/6

    5/6

    5/6

    6/6

    4/6

    5/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 2 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Pod Dwiema Kosami Czyli Przedśmiertne Zapiski Żywotnego Mariana | Autor: Danuta Noszczyńska

Wybierz opinię:

Isadora

Mam przed sobą jedną z tych książek, które intrygują mnie właśnie dlatego, że nie wiem, czego się po nich spodziewać. Zarówno enigmatyczny opis, jak i wiele obiecujący tytuł pobudziły moją wyobraźnię do tego stopnia, że nie zwlekając dłużej, z ogromną niecierpliwością i ciekawością sięgnęłam po książkę Danuty Noszczyńskiej i... bez reszty pogrążyłam się w świecie obsesji niejakiego Mariana Żywotnego.

 

Ten na pierwszy rzut oka wcale sympatyczny 77 - latek a zarazem autor pamiętnika, wiedziony pragnieniem zapisania się w pamięci potomnych, postanowił dokonać swoistego podsumowania swojego długiego życia i dać świadectwo swych rozlicznych cnót oraz doznanych krzywd w postaci zapisków; żeby było jasne - przedśmiertnych, gdyż - ogarnięty zabobonnym lękiem - żył w przekonaniu, że będąc "pod dwiema kosami" stał się bardziej podatny na śmierć niż kiedykolwiek wcześniej.

 

Jak na skrupulatnego kronikarza przystało Marian snuje opowieść o swoim życiu począwszy od dzieciństwa spędzonego pod okiem zahukanej, harującej do upadłego matki oraz ojca darmozjada i alkoholika, którego ciężką rękę dobrze znała cała rodzina.

 

Z nostalgią wspomina czasy kawalerskie oraz okoliczności, w jakich poznał swoją żonę Apolonię; sporo miejsca we wspomnieniach poświęca swym dzieciom: czterem córkom i synowi, którzy haniebnie zawiedli ojcowskie oczekiwania i obrócili wniwecz marzenia o cudownej rodzinie i lepszym życiu.

 

Marian z rozrzewnieniem opowiada o latach spędzonych w rodzinnej wsi Mużyny i przepracowanych w pobliskich zakładach przemysłowych. Dzięki jego zapiskom poznajemy realia polskiej wsi i specyfikę prowincjonalnego życia, którym niepodzielnie rządzą plotka, dbałość o pozory oraz swoiście pojmowana pobożność. Jesteśmy świadkami przemian, które w ciągu bez mała pięćdziesięciu lat zachodziły w Polsce widzianych oczyma bohatera i przez pryzmat jego doświadczeń; obserwujemy czas powojennych transformacji na wsi, kształtowania gospodarki komunistycznej i jej upadku, a także narodziny kapitalizmu - wszystko to z perspektywy Żywotnego, co jest bardzo cennym i niejednokrotnie zabawnym doświadczeniem.

 

Pozornie sielskie i spokojne życie Mariana skutecznie zaburzają nieustanne konflikty, w które popada główny bohater: a to z sąsiadami, a to z własną rodziną. A wszystko przez niesprawiedliwość losu - czy raczej dopusty boże - ludzką zazdrość i zawiść, za których przyczyną egzystencję Mariana, tak daleką od wymarzonego ideału, przepełnia permanentne poczucie krzywdy, słusznego gniewu na ludzką podłość oraz gorycz, że on, jako prawy i bogobojny katolik, człek skromny, sprawiedliwy, miłosierny i uczciwy, z jakiejś przyczyny nieustannie doświadczany przez Boga, nie może wieść życia takiego, na jakie w swoim mniemaniu zasłużył.

 

Taki oto autoportret kreśli Marian Żywotny - a kreśli go w dobrej wierze, absolutnie i całkowicie przekonany o jego autentyczności i słuszności. Czytelnika zaś, w miarę poznawania autora zapisków, ogarnia coraz większe zdumienie i przerażenie. Wbrew jego intencjom, z kart pamiętnika wyłania się nam sylwetka człowieka, którego określiłabym jako połączenie staropolskiego Sarmaty i bohaterów filmu "Sami swoi", jednak pozbawionych ich dobrodusznych cech.

 

Marian Żywotny to wieczny malkontent obwiniający wszystkich dookoła za życie, które całkowicie mija się z jego oczekiwaniami. Swoją frustrację, niezadowolenie i poczucie krzywdy wyładowuje na najbliższych tyranizując ich i unieszczęśliwiając w źle pojętym poczuciu obowiązku. To skończony egoista skupiający na sobie uwagę całego otoczenia, nie potrafiący docenić tego, co ma; pełen zawiści intrygant bez skrupułów manipulujący ludźmi, mający na celu wyłącznie własny interes. Jest wyjątkowo nieżyczliwym, małostkowym, zazdrosnym i kłótliwym sąsiadem, którego raduje cudze nieszczęście, a czyjeś powodzenie traktuje jako osobistą zniewagę. To zakłamany, pełen fałszywej pobożności i skromności człowiek uważający się za dobrego katolika i patriotę, sprawiedliwego i dobrotliwego niczym sam Pan Bóg.

 

Mogłabym jeszcze długo wymieniać cechy, które bezwiednie potwierdził autor pamiętnika, a których istnienia nawet u siebie nie podejrzewał. Jednak paradoksalnie postać Mariana Żywotnego budzi ambiwalentne uczucia. Nie można zaprzeczyć, że jest zabawny, komiczny wręcz, w swoich poczynaniach, zachowaniu i mentalności. Jego największy tragizm polega na przekonaniu o własnej nieomylności, trwaniu w nieuświadomionym błędzie oraz pewności czytelnika, że nikt i nic nie będzie w stanie zmienić tego stanu rzeczy.

 

Marian, choć wyjątkowo irytujący, nieraz odrażający w swym egoizmie, oportunizmie, reprezentujący najbardziej skrajną postać moralności Kalego, osobliwie budzi jakąś sympatię i litość...

 

"Pod dwiema kosami..." to rewelacyjne studium osobowości człowieka, którego pokrętna logika, podwójna moralność, specyficzna mentalność, życiowe cele i motywacje nigdy nie przestaną mnie zadziwiać, przerażać i fascynować. Choć cechy te budzą nasz wewnętrzny sprzeciw, bezsilną wściekłość oraz kompletne niezrozumienie, jednocześnie uświadamiają nam, że postać Mariana nie jest nam całkiem obca.

 

Zdaje się kumulować nasze najgorsze narodowe przywary, fobie, obsesje, których tak bardzo się wstydzimy, ale do których jesteśmy tak bardzo przywiązani. Marian Żywotny w brawurowy sposób je uosabia, dzięki czemu mamy bardzo wnikliwy i wszechstronny wgląd w typową polską mentalność, i to na dodatek w nie tak do końca krzywym zwierciadle. Bo choć wiele cech zostało celowo wyeksponowanych, wyolbrzymionych lub przerysowanych, to ich autentyzm i trafność jest zatrważająca.

 

Książka Danuty Noszczyńskiej rozbawiła mnie cudownie realistyczną stylizacją językową, która przydaje fabule realizmu i ożywia narrację za sprawą zręcznie uchwyconej specyfiki mowy wiejskiej i gwarowej. Czytając zapiski bohatera miałam wrażenie, jakbym uczestniczyła w rozmowie z własnym dziadkiem; wiarygodność, autentyzm i sugestywność stylu poraża!
Dużym atutem książki jest barwna galeria postaci, oczywiście na czele z samym Marianem Żywotnym. Choć bohaterów poznajemy głównie poprzez pryzmat osobowości autora zapisków i jego wyobrażeń, wnikliwość obserwacji i trafność analizy charakterów nawet postaci drugoplanowych zadziwia swoją dogłębnością i akuratnością. Istnym majstersztykiem jest przewrotność, z jaką autorka przemyca prawdziwy obraz świata i bohaterów przefiltrowany przez osobowość Mariana. Choć jest ona przepełniona gorzką ironią skłaniającą do refleksji nad kondycją natury człowieka, to jednak rozdźwięk, jaki istnieje między wyobrażeniami głównego bohatera a rzeczywistością jest tyleż przerażający, co zabawny.

 

"Pod dwiema kosami..." jest wyjątkowo udaną książką, pełną ironicznego humoru, który sprawia, że nawet wyjątkowo niesympatyczne cechy bohatera nie tyle rażą, co śmieszą. Jej autentyzm, przenikliwość i humor nie tylko dostarczą Wam świetnej rozrywki, ale też skłonią do przemyśleń, gdyż stanowią podstawę doskonałego studium osobowości. Uwielbiam takie lektury i gorąco Was zachęcam do sięgnięcia po tę książkę. Nie mogę Wam zagwarantować, że polubicie głównego bohatera, prawdopodobnie będzie Was niepomiernie irytował, jeśli mogę użyć tego eufemizmu, ale zapewniam, że naprawdę warto udzielić mu głosu. I niech się dzieje Wola Nieba, ament.

 

Scathach

Danuta Noszczyńska ukończyła studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Aktualnie prowadzi warsztaty plastyczne oraz Amatorski Teatr Autorski w jaworzniańskim centrum kultury. Od 2007 roku wydała sześć powieści, m.in. Luizę pilnie sprzedam, które cieszą się wielkim popytem wśród czytelników.

 

Powieść Pod dwiema kosami, czyli zapiski przedśmiertne Żywotnego Mariana Danuty Noszczyńskiej od początku budziła moje obawy. Z jednej strony byłam bardzo ciekawa, z drugiej pełna niepokoju czy aby nie będzie w tej książce przesady. Obawy okazały się płonne, żadnej przesady nie było, a pozostała jedynie przednia zabawa przy poznawaniu życia głównego bohatera i jego rodziny.

 

Tytułowy Marian osiąga 77 rok życia i pełen niepewności co do swojego dalszego życia, postanawia spisać wspomnienia ze swojego obfitego bytowania na ziemi. Rok, który spędził pod przysłowiowymi dwiema kosami okazał się dla niego rokiem płodnym literacko.

 

Żywotny Marian bowiem miał co dokumentować. Nie trapił go przestrzegany przez średniowiecznych kronikarzy i pamiętnikarzy topos skromności – wręcz przeciwnie – bohater co rusz przechwala się i puszy. Marian do przykład everymana. Może nim być każdy, a co gorsza – prawdopodobnie nikt z nas nie potrafi z radością rzec, że takowego Mariana na swojej drodze nie spotkał. Spotkał z pewnością. Zrzędę, który ZAWSZE ma rację, ZAWSZE jest we wszystkim najlepszy, wszędzie wietrzy podstępy i knowania, nie pozwala nikomu dojść do głosu, widzi belkę w oczach innych, a w swojej na drzazgę nie zwróci uwagi, jest zawistny i niesamowicie chciwy. Co więcej, co rusz posługuje się cytatami z Pisma Świętego na potwierdzenie swej nieomylności i gorliwości w wierze. Trzy słowa idealnie opisujące jego postać to konformizm, kołtuństwo i dulszczyzna. Marian bowiem nade wszystko dba o pozory. Przed sąsiadami rzecz jasna.

 

By dokładniej zarysować jego postać, autorka umieściła go w wyjątkowo sprzyjającej rzeczywistości – jest on mieszkańcem zaściankowej wsi, pamiętającym czasy komuny i lojalizmu. Wsi, w której każdy o każdym wszystko wie, w której ksenofobia wznosi się na wyżyny, a najbardziej wpływową osobą jest oczywiście miejscowy proboszcz. Zaściankowość ma tutaj znaczenie fundamentalne – mieszkańcy Mużyn nie grzeszą wykształceniem, większość z nich charakteryzuje ograniczenie i ciasnota umysłowa. Są wierni zabobonom, choć wszyscy wyznają wiarę chrześcijańską. Przemieszanie tych dwóch antagonistycznych światów podkreśla prawdzie oblicze Mariana, postaci wyjątkowo antypatycznej. Podejrzewam, że przy lekturze, każdemu czytelnikowi stanie przed oczami jego własny, znany z autopsji odpowiednik Pana Żywotnego.

 

Autorka wykonała kawał dobrej roboty przy stylizacji języka na gwarę. Gwarę, w której co rusz spotkamy słowa takie jak „najsampierw", "weszłem" czy "poszłem". Naleciałości te są w pamiętniku Mariana dominantą językową.

 

Jego pamiętnik staje się nie tylko rozliczeniem oraz swoistym rachunkiem sumienia, lecz także wielki oczkiem puszczonym przez autorkę do czytelnika – książką pełną skrzącego humoru, wyczuwalnej ironii, a momentami także i sarkazmu.

 

Satyra na narzekających wszystkowiedzących Marianów Polskich. Przewyborna zabawa.

 

Bon apetit!

 

LadyBoleyn

Lamentów, krytyki i śmiechu względem niektórych manier osób starszych istnieje wiele. Obiektem żartów często są staruszki, noszące charakterystyczne moherowe berety, które uwielbiają powoływać się na Boga oraz zaciekle walczyć o miejsca w autobusie. Oczywiście, istnieją wyjątki od reguły, które swego wieku nie uważają za błogosławieństwo. W literaturze najczęściej możemy spotkać dziadków, którzy przeszli wiele oraz posiadają praktycznie do wszystkiego dystans, jedynie niekiedy zapominając o wszelkich troskach. Nie wiem, dlaczego z lekką obawą podeszłam do książki „Pod dwiema kosami, czyli przedśmiertelne zapiski Żywotnego Mariana" autorstwa Danuty Noszczyńskiej. Jednak teraz muszę przyznać, że żałuję, iż za tą lekturę zabrałam się dosyć późno.

 

Głównym bohaterem tejże powieści jest Marian Żywotny – emerytowany elektryk, uczciwy obywatel Rzeczpospolitej, abstynent, mąż Apolonii oraz ojciec Jadwigi, Bożeny, Haliny, Wandy i Tadeusza. Siedemdziesięciosiedmioletni mężczyzna postanawia napisać swój pamiętnik, połączony zarazem z najważniejszymi wspomnieniami z jego życia. Dotychczas uważał, że pisanie jest typowo kobiecym zajęciem, a jako typowy chłop, od babskich wariacji stronił. Jednakże zwierzając się księdzu o swoich rozmyślaniach, względem tworzenia własnych dzienników, dowiedział się, że to właśnie męska ręka spisała najistotniejsze dzieje z historii Polski. Marian, pomimo tego, że jest wychowany w wierze katolickiej i ogromną wagę przywiązuje do Kościoła, wierzy w zabobon, iż po starca w jego wieku przyjdzie śmierć z dwoma kosami. Głównie również dlatego pragnie pozostawić dla swoich potomków nieco historii z własnej egzystencji. Marian Żywotny opowiada nam o swoim dzieciństwie, urozmaicanym awanturami wiecznie pijanego ojca, miłosnych zalotach do inteligentnej Poli, która nie zwracała uwagę na zakochanego młodzieńca, oraz o dzieciach, które nie do końca spełniły marzenia rodziciela. Nie brakuje również intrygujących wspomnień z dni pracy, walki o każdy przywilej, rodzinnych kłótni czy też konfliktów z sąsiadami, którzy perfidnie wybudowali dom na polu Mariana, do którego nie posiadał uprawnień, czy też śmiali urodzić kilku synów, kiedy on cały czas był obdarowywany córkami. Żywot Mariana niewątpliwie należał do interesujących i on sam nie pozwalał, aby jego bliscy się nudzili, co chwilę wprowadzając kolejne swoje pomysły. Jednak jedno trzeba mu przyznać – żył tak, jak chciał i nie bał się nikogo ani niczego, wiedząc, że racja zawsze stoi po jego stronie.

 

Mariana Żywotnego pokochałam od pierwszej strony jego zapisków. I ta miłość od pierwszego wejrzenia (przeczytania?) wytrwała do ostatniego jego słowa i cóż – trwa do chwili obecnej. Mariana pokochała również moja babcia, która miłośniczką literatury nie jest, a na poznanie tego czarującego mężczyzny poświęciła całą noc, z szybkością czytając o nowych pomysłach, nazywanego przez nią zdrobniale, Marianka. I nie ma co ukrywać – bohater książki „Pod dwiema kosami, czyli przedśmiertelne zapiski Żywotnego Mariana", czaruje od samego początku, powodując, że na ustach czytelnika nieraz gości uśmiech czy też grymas zaciekawienia. Ta niezwykła postać posługuje się typowo wiejską gwarą, dzięki czemu wydaje się być jeszcze bardziej autentyczne, za co ogromne brawa powinna otrzymać autorka, oraz posiada własne priorytety, nie licząc się praktycznie z niczyim zdaniem. Marian urzeka swoim urokiem i bezpośredniością – nigdy nie „owija w bawełnę", mówiąc wprost o swoich przygodach, które zawsze spowija nić humoru. Sama jego postać zaskoczyła mnie najbardziej tym, że nigdy nie miał wyrzutów sumienia. W paru sytuacjach nie zachował się zbyt grzecznie i zawsze do końca był przekonany własnych racji. Nie potrafił przyznać się do błędu i skrytykować samego siebie, co również idealnie określiło jego charakter i temperament.

 

Danuta Noszczyńska stworzyła fenomenalną książkę, o której na pewno szybko nie zapomnę. Pisarka posiada bardzo przyjemny styl, choć przyznam, że powieść nie należy do takich, które czyta się lekko, jednak w tym przypadku ten fakt jest na plus. Dzięki temu dłużej możemy delektować się przygodami Mariana i powoli poznawać kolejne wydarzenia z jego życia. Bardzo polubiłam głównie język, jakim posługiwała się pisarka, przedstawiając wszystko z perspektywy emerytowanego elektryka – gwara połączona z ciekawym i intrygującym tokiem myślenia nieraz powodowały, że wybuchałam śmiechem. Opisy i dialogi tworzą rewelacyjną całość. Niewątpliwie, pomysł pani Noszczyńskiej na napisanie tego typu powieści był kapitalny, a główny bohater powinien przejść do historii za swój wspaniały styl bycia. Czytając „Pod dwiema kosami" kilkakrotnie przed oczami widziałam sceny z filmu „Sami swoi", w których Kargul i Pawlak bawią tak samo jak pan Żywotny, choć przyznam, że do Mariana mam o wiele większy sentyment.

 

Książka należy do takich, które bawią i śmieszą. Perypetie Mariana Żywotnego i jego familii należą do wyjątkowych i na pewno godnych uwagi. Danuta Noszczyńska oprócz opowieści o wariacjach z udziałem głównego bohatera, często nawiązuje również do historii komunizmu i pokazuje nieco młodszym czytelnikom, jakie absurdy wystąpiły w naszym kraju w tamtym czasie. Kłótnie Mariana z sąsiadami nieraz powodowały, że kiwałam głową z dezaprobatą, lecz znacznie bardziej podobały mi się rozdziały poświęcone opowieściom o dzieciach starca, dzięki którym możemy zauważyć, jak zawiłe mogą być działania losu. Zakończenie tejże lektury nieco zaskoczyło mnie, choć kilkanaście stron przed ostatnimi zdaniami spodziewałam się takiego rozwiązania całej sprawy. Czytając rozmowę Mariana z Apolonią, wiecznie oddaną żoną, która była w stanie zrobić dla męża niemal wszystko, odczułam znaczy smutek, co spowodowało, że nieco zirytowałam się na Mariana. W latach młodości zaciekle walczył o jej względy, a z czasem można było zauważyć, że Żywotny do końca nie pojął, jak powinna wyglądać prawdziwa miłość. Spotkanie po latach z dawnymi przyjaciółmi pokazało, jak wiele Apolonia straciła, choć też i oczywiście zyskała, odrzucając możliwość studiowania na uniwersytecie. Szkoda, że Marian nie potrafił tego docenić.

 

„Pod dwiema kosami, czyli przedśmiertelne zapiski Żywotnego Mariana" to lektura, przy której nie można się nudzić. Danuta Noszczyńska stworzyła fenomenalną powieść, w której góruje wspaniałe poczucie humoru i która potrafi urozmaicić monotonność dnia. Książkę szczerze polecam i mam nadzieję, że jeszcze nieraz będę miała możliwość zapoznania się z piórem tejże pisarki.

 

Viconia

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić Mariana Żywotnego. Poznajemy go, kiedy ma 77 lat - czyli żyje pod przysłowiowymi dwiema kosami - i będziemy mu towarzyszyć przez cały ten rok. Marian obawiając się śmierci postanawia opowiedzieć swoje 77-letnie życie. Pisze o swoim dzieciństwie, młodości, o tym, jak spotkał swoją przyszłą żonę, o dzieciach. Ot, takie zwyczajne życie szarego człowieka. Co więc jest tak wyjątkowego w tym wszystkim? Co sprawia, że warto po tę książkę sięgnąć? Postać Mariana właśnie.

 

Pani Noszczyńska stworzyła bohatera, do którego odczuwamy antypatię od pierwszych stron, ale mimo to nie potrafimy się od lektury oderwać. Bo ciekawość jak potoczyło się dalej życie jego i jego bliskich jest dużo silniejsza niż niechęć do pana Żywotnego. Jakim zatem człowiekiem jest Marian Żywotny?

 

Miał dość nieszczęśliwe dzieciństwo, więc wymarzył sobie, że jego rodzinie będzie żyło się lepiej. To człowiek, który uważa, że wszystko mu się należy, a żeby to dostać dąży po trupach do celu. Często krzywdzi przy tym swoich najbliższych, ale nawet tego nie zauważa, bo przecież wszystko robi w imię wyższego dobra. Zazwyczaj swojego. Oczywiście przy tym wszystkim jest wzorowym katolikiem, dlatego bezbłędnie potrafi nagiąć Pismo i rady proboszcza do swoich potrzeb. Takim sposobem podporządkował sobie żonę, teściów i dzieci oraz zatruwał życie całej okolicy. Tak właściwie Mariana nie da się dokładnie opisać, a przynajmniej ja tego nie potrafię.

 

Autorce udało się to doskonale, więc koniecznie musicie sprawdzić to sami ;) Jestem pełna podziwu dla Pani Danuty, ma niesamowity zmysł obserwacyjny. Opisując Mariana zadbała o każdy najdrobniejszy szczegół, każdą cechę charakteru a do tego dodała wspaniałą wiejską gwarę. Nasz bohater jest jak żywy i naprawdę można odnieść wrażenie, że czyta się czyjś prawdziwy pamiętnik.

 

Ja przez większość czasu miałam ochotę zdzielić Mariana czymś ciężkim w głowę, tak na opamiętanie. Bo z jednej strony powtarzałam sobie, że to przecież tylko książka. Ale z drugiej, jak się tak głębiej zastanowić – ilu Marianów Żywotnych macie w swoim bliższym lub dalszym otoczeniu? Drażniąca jest właśnie ta świadomość, że nie jeden Marian czai się gdzieś w pobliżu z zamiarem zatrucia nam życia ;) Już chociażby po tym można poznać dobrą książkę – po emocjach, które wzbudza.
I żeby ktoś nie pomyślał, że jedyne uczucie towarzyszące lekturze tej książki to ciągła irytacja. Gwarantuję, że równie często na waszych twarzach zagości uśmiech.

 

Szczególnie wtedy, kiedy Marianowi zdarzy się wpaść we własne sidła.

 

Ja jestem zachwycona i teraz pozostaje mi tylko zaprosić Was do lektury! No i życzę Wam, żebyście w swoim otoczeniu mieli jak najmniej takich Marianów!

 

Alex9

Marian Żywotny to człowiek krzywdzony zawsze i wszędzie oraz przez wszystkich i wszystko. Nie, to nie pechowiec, ofiara losu czy fajtłapa. Co to to nie, prawda jest inna i jak zwykle leży w innych, czyli w rodzinie, mniej lub bardziej bliskich znajomych, tak w ogóle w ludziach, z którymi miał pecha zetknąć się Marian. Tylko on wie ile cierpienia i bólu zadało mu otoczenie. Zaczęło się jeszcze w domu rodzinnym, jako najmłodszy był na szarym końcu, to starsze rodzeństwo opływało w dostatki, a on zawsze musiał zadowalać się resztkami po nich. To nic, że czasy wojny i te, następujące po nich, nie były łatwe dla nikogo, w końcu jedynym, który odczuł ówczesną biedę był tylko on - Marian. Mogłoby się wydawać, iż późniejsze lata wynagrodzą trudne dzieciństwo, nic bardziej mylnego, jaki początek taki i dalszy ciąg, ale nie uprzedzajmy faktów. W końcu dobre chwile też, właśnie chwile - nic dłuższego, miały miejsce w życiorysie Mariana.

 

Plan na życie został przez tę jednostkę opracowany w każdym szczególe dosyć wcześnie i gdy nadarzyła się okazja trzeba było zacząć wcielać go w życie. Jedynie mały szczegół psuł założenia organizacyjne, no, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Każdą przeszkodę można usunąć z drogi przy odrobinie sprytu oraz pomocą niebios i wtedy tylko trzeba poczekać na efekty. Dlaczego ktoś inny ma dostać to co się należy Żywotnemu? W końcu sprzątnięcie sprzed nosa narzeczonej to nie nic takiego, jak to się mówi "oko za oko". Jak już się udało odhaczyć jeden punkt programu czas na kolejny, acz rodzina świeżo poślubionej żony znowu kłody pod nogi rzuca. Jednak zgodnie z wolą boską i zamysłem Mariana, wszystko można dostosować do siebie, czyli inni powinni przystać na warunki jego - bo przecież nie wolno zadawać cierpienia bliźnim ... czyli panu M. Sąsiedzi też dolewają do czary goryczy parę litrów upokorzeń. Z biegiem dni, biegiem lat rośnie góra żalu, czasem ciut się zmniejsza, lecz nie trwa długo czas błogostanu, bo inni czyhają tylko na Mariana by zakłócić jego spokój. A to rodzą im się synowie, a to kupują synowi motocykl, to znowu rodzina nie chce pomóc w zakupie auta. A tak w ogóle, to żona, córki i upragniony syn, nie spełniają wymagań głowy rodu. Nie to ci nowi zza płotu, oni specjalnie zawzięli się na Mariana, żyją zgodnie z JEGO planem, mają to czego ON pragnął ...

 

Każda strona przynosi czytelnikowi coraz pełniejszy obraz pana Żywotnego. Początkowo wydaje się historia Mariana humorystyczna, chociaż wraz z kolejnymi rozdziałami komizm ustępuje całkowicie odmiennemu odczuciu. Portret namalowany słowami mógłby wydawać się zbyt karykaturalny gdyby nie to, że faktycznie zbyt wiele podobnych mu osobników snuje się po świecie. "Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana" są przedstawione z punktu widzenia głównego bohatera, to on w formie swoistego pamiętnika, zdaje relację ze swojego życia, a zapis to jest przede wszystkich krzywd, zaznanych od świata ... Groteskowość postaci uwydatnia jego wady, ale też skłania do zastanowienia się nie tylko nad tym czy znamy analogicznych ludzi, lecz również czy sami nie jesteśmy nim ...

 

Jjon

Od debiutu Danuty Noszczyńskiej w 2007 roku Historią nie Magdaleny w dorobku autorki pojawiło się już kilka kolejnych powieści: Blondynka moralnego niepokoju, Hormon nieszczęścia, Mogło być gorzej, Kufer babki Alicji, Luizę pilnie sprzedam. Książka Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana to moje pierwsze spotkania z prozą tej pisarki – spotkanie bardzo udane. Wnikliwość i trafność spojrzenia, doskonały zmysł obserwacyjny, poczucie humoru to cechy, które pozwoliły autorce na przedstawienie czytelnikom Mariana Żywotnego, przeciętnego przedstawiciela polskiego społeczeństwa. Ów blisko osiemdziesięcioletni mężczyzna, spodziewający się śmierci lada dzień, spisuje swoje przeżycia, chcąc zostawić po sobie coś dla potomnych.

 

Jak przeżył swoje życie? Przeżył je tak, jak umiał najlepiej – był wzorowym, wiernym mężem, dobrym ojcem, który chce dla swoich dzieci tego, co najlepsze. Był pracowitym człowiekiem, który starał się, aby jego rodzinie żyło się jak najlepiej. Był człowiekiem szczerym, wiernym tradycjom rodzinnym i kulturowym, pobożnym katolikiem, lojalnym pracownikiem. Marian nigdy nikogo nie mógłby skrzywdzić. Jednym słowem – ideał jakich mało. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że taki obraz samego siebie widzi Marian Żywotny.

 

Gdyby zapytać bliskich Mariana, jak postrzegają swojego męża, ojca, sąsiada, biedny Marian pewnie by się zdziwił. Przekonany o tym, że zawsze ma rację, na pewno pomyślałby, że ktoś się pomylił, mówiąc o nim, że jest nieczułym mężczyzną bez odrobiny wrażliwości i zrozumienia, fałszywie pobożnym, a pod pozorem religijności kryjącym swoją zazdrość, zawiść, zakłamanie. Marian to ktoś, kto dobro widzi tylko w sobie. Doskonale mu się udaje tak manipulować innymi, aby wszystko szło po jego myśli.

 

Przyznam, że Danuta Noszczyńska bardzo mi zaimponowała. Pozornie zabawna książka niesie w sobie wiele mądrości podanej w niezwykle przystępny. Myślę, że dzięki Marianowi Żywotnemu będziemy nie tylko uważać na to, by takich Marianów z naszej rzeczywistości omijać szerokim łukiem, ale również zatrzymamy się, by przyjrzeć się sobie i zadbać o to, aby nasze przedśmiertne zapiski – jeśli w siedemdziesiątym siódmym roku życia będziemy chcieli spisać – nie byłyby podobne do pamiętnika Mariana Żywotnego.

 

Izuś

Marian Żywotny, główny bohater najnowszej książki Danuty Noszczyńskiej, to facet idealny.

 

Otóż Marian jest sprawiedliwy i wielkoduszny, jest wspaniałym mężem i ojcem, dobrym człowiekiem, wierzącym i praktykującym chrześcijaninem, BOGOBOJNYM człowiekiem, który absolutnie zasługuje na wszystko co najlepsze i oczywiście miłym i uczynnym sąsiadem.

 

Czyż nie wydaje się Wam, iż Marian to ten, na którego czekałyście całe życie?:)

 

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie dwie ważne rzeczy. Marian ma 77 lat, a wszystko co zostało napisane powyżej, jest kompletną bzdurą.

 

Oczywiście w mniemaniu Mariana, to wszystko jest prawdą, jednakże fakt pozostaje faktem, a Marian - Marianem.

 

Pewnie zastanawiacie się, cóż to Marian ma ciekawego do opowiedzenia i dlaczego zdecydował się na opisanie swoich losów?
Jak sam pisze, za moment skończy 77 lat, więc śmierć rychło nadejdzie. Postanowił więc, dla potomnych spisać swój żywot.

 

A nie powiem, jest co czytać. Uśmiałam się ogromnie czytając wypowiedzi Mariana, oraz jego nadęte myślenie. Marian, to takie połączenie Ferdynanda Kiepskiego z Kargulem i Pawlakiem. Język w jakim spisane są wspomnienia bohatera, jest iście interesujący. Poznałam mnóstwo nowych słów, które niejednokrotnie wprawiały mnie w zdumienie.

 

Narracja jest świetna i rzeczywiście nie sposób się nudzić. Cała książka, utrzymana jest w klimacie żartobliwym i lekkim, co sprawi, że po tę pozycję warto sięgnąć.

 

Cóż, ja nie mam wątpliwości, że każdy z nas miał okazję poznać Mariana Żywotnego. Takich Marianów na świecie są całe miliony, a co jeden to lepszy od drugiego. Wystarczy się tylko rozejrzeć.

 

Bardzo spodobała mi się idea tej książki, dzięki niej mamy możliwość poznać fascynującą, a zarazem przerażającą osobowość człowieka, który jest absolutnie przekonany, że jest dobrym człowiekiem, a wszystko co wydarza się złego na drodze, po której stąpa spowodowane jest, nie decyzjami jakie podejmuje, ale wolą Boga. Co więcej, Marian jest przekonany o swojej wielkości i dobroduszności, a wszystkiego co złe, dopatruje się w rodzinie, i sąsiadach.

 

Z książki wyłania się także ciekawy obraz wsi wraz z językiem i zwrotami gwarowymi.

 

Do treści książki cudownie nawiązuje okładka. Jest rodem z PRL-u. Bardzo przypadła mi do gustu, a w porównaniu do poprzednich okładek książek autorki, ta wypada bardzo korzystnie. Zdecydowanie do mnie przemawia:)

 

Podsumowując, zachęcam do "rozmowy" z Marianem, która zostanie w Was na długo, a Marian będzie jawił się Wam złe wspomnienie o człowieku, w fantastycznej książce;)

 

Polecam!

 

Kolmanka

Wiele razy miałam przyjemność czytać wspomnienia spisane w formie pamiętnika przez kobiety. Zwykle były młode, rozczarowane miłością, rozgoryczone, ambitne lub też urodziły się w krajach, gdzie ich prawa nie były szanowane a one same balansowały na granicy życia i śmierci. A tymczasem - odmiana. 77-letni Marian, zgorzkniały i stetryczały chłop postanawia spisać dzieje życia swego - dla potomności.

 

Jego wielce bogobojne życie mijało swoim rytmem na maleńkiej wsi gdzieś w Polsce. Kiedy poznał i rozkochał w sobie młodą Apolonię, uznał, że odtąd jego życie będzie mlekiem i miodem płynące. Niestety, jako że życie to nie bajka, musiał zmierzyć się z szarością dnia codziennego. A na marudził się przy tym okrutnie. Twierdził, że żona przeistacza się w ślamazarę, sąsiedzi ciągle mu złorzeczą i robią na złość a ludzie bogaci to banda złodziei i chałaciarzy ("co to pewnie w łapy dają naokoło ino patrzeć"). I tak dziadzina spisuje sobie swoje losy, myśląc, że dobiega kresu swych dni.

 

Powieść napisana jest językiem... chłopskim. Nie zabraknie tu takich kwiatków jak "przyszłem" czy "poszłem" bądź "ament w pacieżu." Czyta się to cudownie;) Albo pękałam ze śmiechu albo denerwowałam się na jego infantylność, zacofanie i głupotę. Marian to zdecydowanie facet starej daty, który żonę traktuje jak niewolnicę, (na zasadzie "przynieś, zrób głupia babo, zamieć, zmyj, nie leń się obiboku") a sam przekonany jest o swej wyższości i wyjątkowości. Do tego wierzący jest okrutnie, bądź też wydaje mu się że jest. To ten typ, który gdy dowiaduje się o śmierci ateisty, cieszy się i twierdzi, iż to kara od samego Boga jest (nawet styl powieści mi się udzielił;)). Marian jest konserwatywny aż do bólu i wydaje mi się, że niestety takie osobowości po dziś dzień pewnie można spotkać w niejednej polskiej wsi.

 

Pomimo braku sympatii do samego Mariana, jego pamiętniki czyta się wyśmienicie. Rozumiem jego zachwyty nad życiem na wsi. Opisy wiejskiej przyrody i swojskiego jadła. Przerażał mnie jego stosunek do żony, dzieci i ludzi. Wszechwiedzący Marian z wiekiem wcale nie zyskał rozumu, a chyba nawet znacznie mu się pogorszyło:) Wielkie brawa należą się autorce powieści. Tak doskonale wczuła się w postać, że całkowicie zapomniałam o tym, iż Marian jest postacią fikcyjną. Na prawdę chylę czoła pani Danucie i polecam każdemu z Was. Duże emocje gwarantowane:)

 

Książkówka

Niewiele jest takich książek, które „wołają" do mnie od pierwszego wejrzenia. Niewiele jest też takich, których recenzje sprawiają, że chcę dany tytuł mieć jak najszybciej. Mimo to takie przypadki jednak czasem mają miejsce. Obietnica świetnej rozrywki i chwil z uśmiechem na ustach sprawiła, że czym prędzej chciałam przeczytać świeżo wydaną książkę Danuty Noszczyńskiej pt. „Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana". I oto jest!

 

Chwila zaznajomienia z okładką i wypukłym na niej, tytułem (bardzo takie lubię, to chyba już jakiś fetysz czytelniczy) i byle szybciej do pierwszej strony. A tam? A tam...Marian, tak po prostu... Opisać go nie sposób, zatem zwyczajnie oddam mu głos.

 

Już mam mówić? Teraz? Aaa...no to ten...Nazywam się Żywotny Marian. Z małżonką moją Apolonią i dzieckami naszymi mieszkamy we wsi Mużyny koło Łomży. Wiek już mnie naszedł słuszny i zdrowie moje liche, aż żem zaczął czuć ostatek mojego życia na tym ziemskim padole. Jak już wspomniałem wiek mój już zaawansowany mocno, bo żem skończył już siedemdziesiąt sześć lat a w tym roku siedemdziesiąt siedem będzie to i śmierć już na człowieka dybie. Pomyślał żem razu pewnego, że trza dla potomnych pamiątkę po sobie zostawić, co by przyszłe pokolenia znały losy mojego trudnego żywota.

 

Jakem pomyślał tak żem zrobił (wcześniej pytając o zdanie naszego księdza proboszcza, bo przecie wszystko w życiu trzeba robić po myśli Bożej). Jako że ksiądz mój pomysł pochwalił i zatwierdził to żem go w czyn zaczon wprowadzać.

 

Opisałem tam wszystko – i to, co dzieje się teraz i to, co było kiedyś. Swoje zasłużone miejsce w pamiętniku mym posiadła ma małżonka Apolonia i historia naszego z nią poznania się. Najdrobniejszych szczegółów nie śmiałem pominąć, zatem wszyscy się niedługo dowiedzą jak moja ślubna z pięknej i bądź, co bądź mądrej kobiety, przepoczwarzyła się w nierozgarnięte babsko, której wszystko trzeba tłumaczyć jak cielęciu, by załapała.

 

Ale nie tylko o niej rzecz się ma. Opowiadam też o moim potomstwie, któregom w ilości pięciu sztuk się dorobił. Pracowalim z Apolonią wytrwale nad różnorodnością płci, ale jeden czort chciał, że trafili nam się cztery córki (Jadwiga, Bożena, Halina, i Wanda) i jeden jedyny syn, Tadeusz. Życiorysy ich też przybliżył żem w swych notatkach by każdy wiedział, że na Jadźce klątwa, przeto wisi w postaci uśmiercania mężów. Bożenka...latawica jedna...szkoda słów. Halinka też jakaś pechowa...Tadek za to dryg miał! Szkoda, że jeno do bab...Same problemy i trudy sypały się na moją biedną głowę! I komuna dała popalić i sąsiedzi...Plemię Żmijowe...Choć łatwo nie było wszystkom dokładnie zanotował – niechaj następne pokolenia wiedzą jakem żył ja, Marian Żywotny.

 

I tak pokrótce przedstawia się całokształt niniejszej książki. Starałam się po trosze przybliżyć Wam styl i język, jakim jest pisania, ale wierzcie mi, że nie sposób naśladować go w pełni – tak potrafi tylko Mar...przepraszam, pani Danuta.

 

Jednak to nie wszystkie atuty tych zapisków. Kolejny to masa humoru, który bardzo ożywia fabułę i sprawia, że ciężko się od niej oderwać. Ale to jeszcze nie wszystko... To, co uderzyło mnie podczas lektury chyba najmocniej to jej autentyczność... Wszak ile to takich Marianów po świecie chodzi...? W swojej okolicy bez problemu naliczyłabym kilku...Niemal bezkrytycznych wobec siebie osobników, podporządkowujących swoje decyzje i uczynki woli Bożej – nawet, gdy te nie są godne pochwały to i tak wytłumaczenie w nauce Boga się na nie znajdzie...

 

Świetna satyra na wiele niechlubnych cech Polaków gdzie na podium stoi hipokryzja katolicka – przyznaję, że uwielbiam się z tego śmiać.

 

I tym, którzy śmiać się lubią z różnych przywar naszych, narodowych polecam tę książkę. Także tym, którzy chcą się odstresować oraz mile i lekko spędzić czas przy lekturze.

 

Za możliwość przeczytania niniejszej książki dziękuję wydawnictwu SOL.

 

Ines

Szanowny Panie Marianie!

 

Po wielu pozytywnych recenzjach Pańskiego dzieła pt. "Pod dwiema kosami, czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana", postanowiłam także i ja zapoznać się z jego treścią. Moje pozytywne odczucia wzbudziła już na samym początku okładka: stonowana, lekko wystylizowana, ale w dobrym guście i ze smakiem. Od razu zaczęłam się zastanawiać, czy to Pan i Pańska Małżonka, Apolonia, na niej widniejecie, no i czy sam tekst będzie równie dobry. Jakie są moje wrażenia, napiszę na końcu tego listu, a teraz, o ile Pan pozwoli, zamierzam przyjrzeć się Pańskiemu pamiętnikowi dokładniej...

 

Powstał on ze strachu przed rzekomo czyhającą na Pana śmiercią, a dokładniej mówiąc z obawy przed okrytymi złą sławą, legendarnymi dwoma kosami, czyli siedemdziesiątymi siódmymi urodzinami. Faktem jest, że choroba, szczególnie dla kogoś kto wcześniej nigdy nie chorował (a już dla mężczyzny zwłaszcza), jest rzeczą absolutnie nie do zniesienia i przywodzi na myśl tylko tragiczne zakończenie. Nie dziwi więc strach przed spotkaniem z Bogiem, do którego jakże często się Pan odnosi w swoich "Zapiskach"... A tak na marginesie: to niesłychane, do czego może doprowadzić obawa przed śmiercią i jakie dzieła mogą być jej efektem...

 

Na samym wstępie przedstawia się Pan razem z całą rodziną, czyli wspomnianą już żoną Apolonią oraz dorosłymi dziećmi: Tadeuszem, Jadwigą, Bożeną, Haliną i Wandą. Gromadka ta zacna, wokół Pana skupiona, zamieszkuje wieś Mużyny, a pracuje w zakładach elektrycznych Elpol piastując różne stanowiska - od magazyniera poczynając, poprzez elektryka, pielęgniarkę i pracownika przy taśmie na dziale montażowym kończąc. Wszyscy oni stanowią trzon Pana książki, która jest wskutek tego zapisem życia nie tylko Pana, ale i ich samych (wszak rodzina to jest siła!) oraz społeczności wiejskiej, wśród której przyszło Wam żyć. Oj, ciekawie tam macie w Mużynach, nie powiem! Wszelkie szczegóły związane z Waszą wsią, jej sympatycznymi mieszkańcami, na czele oczywiście z księdzem Jeremim, zatargi między sąsiadami czy ich liczne problemy oraz takie wydarzenia jak świniobicie, przypominały mi podobne zatargi w mojej okolicy, wszelkie waśnie, spory, ot ludzkie sprawy... Bardzo realnie Pan je przedstawił, w prosty, przystępny i wyrazisty sposób, no a przy tym jaki prawdziwy i często zabawny! Uśmiałam się towarzysząc Panu w częstych wizytach na plebani, sprzeczkach z Przybłędami czy Merduniami albo zabiegach o kolejnych zięciów dla córek czy żony dla Tadeusza... Rytm Waszego uporządkowanego życia, wierność Bogu i przykazaniom czy oddanie pracy bliskie są przecież każdemu człowiekowi.

 

Nacierpiał się Pan, Panie Marianie i wstydu najadł za ojca pijaka, a jak Pana serce musiało boleć, kiedy w szale bił on Pańską zahukaną matkę. To smutne dzieciństwo miało z pewnością duży wpływ na Pańską decyzję, by zostać abstynentem do końca życia. Zadziwił mnie Pan także tym, że jako młody chłopak pasł Pan gęsi. Choć to zajęcie wybitnie nie dla chłopców, zajął się Pan tym, bo w domu się nie przelewało i każdy grosz się liczył. Brawo, odważny z Pana człowiek! Pańskie życie bez wątpienia naznaczone jest wydarzeniami historycznymi. To, iż przykładowo trafił Pan do partii, nie było wynikiem upodobań politycznych, a jedynie chęcią zapewnienia Pańskiej rodzinie lepszego bytu, czego dowodem niech będzie to, iż Pańska matka nie wiedziała o tym wstydliwym dla Pana fakcie. Swoją odwagę, męstwo oraz zaradność chciał Pan wpoić swoim dzieciom. Ale dzieci jak to dzieci, czasem sobie z czymś nie radzą, wsparcia szukają i wtedy pomoc rodziców jak znalazł. Ponieważ (wybaczy Pan szczerość) pani Apolonia nie należy do tych najbardziej rozgarniętych, to właśnie Pan musiał wziąć sprawy w swoje ręce i wesprzeć swe pociechy - a to zasady savoir-vivre im wpajając (np. brak rozmów podczas posiłków), życie uczuciowe im organizując, a to znów chroniąc przed natarczywą sąsiadką. Taki troskliwy, dobry z Pana ojciec, Panie Marianie. Czasem miałam wrażenie, że znam Pana jak własną kieszeń! I dopiero po chwili przychodziła myśl, że jak to ja, prosta kobieta, literata jakiegoś znam? Niby skąd?

 

Aby nie przedłużać, napiszę na koniec, iż cieszę się ogromnie, że wystraszył się Pan tych dwóch kos, bo inaczej nie powstałyby te Pańskie "Zapiski...". Niech Pan zdrów będzie i wieku sędziwego dożyje!

 

Pozdrawiam serdecznie,
Wierna czytelniczka

 

Do słów owej czytelniczki (pod którymi się oczywiście podpisuję) chciałabym dorzucić swoje przysłowiowe trzy grosze. Powieść pani Danuty Noszczyńskiej warta jest z pewnością uwagi i czasu jej poświęconego. Jest to doskonałe studium psychologiczne człowieka (którego rys charakterologiczny bliski jest chyba każdemu z nas, bo niejeden Marian Żywotny po naszym ziemskim padole chadza), dające możliwość analizy socjologom, kulturoznawcom, językoznawcom, psychologom i innym specjalistom. Stylizacja językowa, dobór postaci, zdarzeń i miejsca akcji zasługują na pochwałę, bo widać w nich poświęcony czas, mozolną pracę i głębokie przemyślenia autorki. Co zatem sprawia, że książka ta w moim mniemaniu nie zasługuje na sześć gwiazdek, a jedynie na cztery? To brak kropki nad i, wykrzyknika czy czegoś podobnego. "Zapiski Mariana..." moim zdaniem nie mają dobrego zakończenia! Brakło mi podsumowania, wypunktowania, wniosków... Przyznam się, że czytałam ten pamiętnik z nadzieją, że finał okaże się bardziej spektakularny. Wiadomo, czytelnik powinien sam znaleźć konkluzję, delektując się skończoną lekturą. Ja odniosłam jednakże wrażenie, że pani Noszczyńska pisała sobie i pisała, a jak jej się skończył pomysł, to przestała i książkę skończyła. A szkoda, bo tak w mojej pamięci nie pozostanie interesujący, często groteskowy, aczkolwiek prawdziwy obraz Mariana, którego znamy z naszego otoczenia, ale średniej jakości wystylizowana pisanina, do której chyba już nie wrócę... A szkoda, bo zapowiadało się tak oryginalnie i niezwykle ciekawie...

 

Magda

Danuta Noszczyńska- urodziła się w Jaworznie, ukończyła krakowskie Liceum Sztuk Plastycznych oraz studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prowadzi autorski teatr amatorski, reżyseruje i pisze scenariusze. Jako pisarka zadebiutowała w 2007 roku powieścią Historia nie Magdaleny.

 

Nasz główny bohater Żywotny Marian dożył szacownego wieku siedemdziesięciu siedmiu lat. Wierzy, że będąc „pod dwiema kosami" śmierć może przyjść po niego w każdej chwili. Ogarnięty tym zabobonnym lękiem postanawia prowadzić zapiski żeby zostawić po sobie jakiś ślad dla potomności. Skrupulatnie prowadzony dziennik dostarcza nam informacji praktycznie o całym życiu Mariana. Bohater opowiada o swoim dzieciństwie, ojcu, który nie stronił od alkoholu i często używał pasa. Wspomina też czasy kawalerskie i podstępny plan, dzięki któremu zdobył Apolonię- swoją późniejszą żonę. Doczekał się z nią piętki dzieci w tym jednego syna, niezbyt jednak udanego. To właśnie swojemu bujnemu życiu rodzinnemu Marian poświęca w swoich zapiskach najwięcej miejsca.

 

Nasz bohater całe życie spędził we wsi Mużyny. Pracował w pobliskich zakładach przemysłowych jako elektryk. Jest zagorzałym katolikiem, człowiekiem wiernym tradycjom, sprawiedliwym i uczciwym, przykładnym mężem i ojcem rodziny. Za takiego właśnie uważa się Marian, jednak wyobrażenie to dalekie jest od prawdy. W rzeczywistości Żywotny jest nieżyczliwy, zawistny i niezwykle kłótliwy. Z powodzeniem uprzykrza życie sąsiadom, rozsiewając o nich plotki. Wtrąca się w życie swoich dzieci, unieszczęśliwiając ich w ten sposób i nie pozwalając na podejmowanie samodzielnych decyzji. Nie docenia żony i traktuje ją jak gorszą od siebie. Jest pełen fałszywej pobożności, którą zawsze tłumaczy swoje postępowanie. Najgorsze jest jednak to, że Marian w swoim mniemaniu jest wzorem wszelkich cnót i nie ma nawet o czym dyskutować.

 

Pani Noszczyńska stworzyła genialną satyrę na największe ludzkie wady. Wykreowała bohatera, któremu zawsze wieje wiatr w oczy. Wiecznie niezadowolony i pokrzywdzony przez los Marian intryguje, donosi i manipuluje wszystkimi dookoła. Nie widzi przy tym nic złego w swoim nikczemnym zachowaniu, uważa się bowiem za człowieka pobożnego, który wszystko co robi, robi w imię wyższego dobra. Jego postać, choć celowo przejaskrawiona, opisana w sposób prześmiewczy, zadziwia autentycznością. W czytelniku Marian budzi ambiwalentne uczucia. Jest zabawny, wręcz groteskowy, jego pojmowanie świata i chłopska mentalność może nas niejednokrotnie rozbawić, ale z drugiej strony jego ciasnota umysłowa i egocentryzm chwilami mogą bardzo drażnić. O ile świetnie czyta się o takim bohaterze, o tyle posiadanie kogoś takiego w rodzinie lub nawet „za płotem" nie jest już takie zabawne. A jestem przekonana, że każdy z nas takiego Mariana, a może nawet Marianową zna.

 

Warto dodać, że przez pryzmat losów bohatera możemy też wiele dowiedzieć się o życiu ludzi w ówczesnych czasach, jesteśmy obserwatorami przemian jakie wtedy zachodziły. Cała książka pisana jest specyficznym jękiem, stylizowanym na wiejską gwarę. Nie brak tu językowych smaczków, które dawno już wyszły z użycia i za to wielki plus dla autorki. Książka jest też pełna dobrego humoru, ironii, a nawet sarkazmu. Uwagę zwraca świetnie dobrana okładka, która kojarzy mi się trochę z czasami PRL-u. Pewien niedosyt może budzić jedynie zakończenie książki. Mnie się podobało, ale Ci którzy liczą na przemianę bohatera mocno się zawiodą. Marian prawdopodobnie do ostatnich dni, które przyjdzie mu spędzić na tym ziemskim padole, nie nabierze rozumu. Do lektury zachęcam wszystkich, którzy mają ochotę na sporą dawkę dobrego humoru.

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu SOL.

 

Cinnamon

Żywotny Marian, mieszkaniec wsi Mużyny z dziada pradziada, wstąpił w zagrożony przez Ponurego Kosiarza wiek – właśnie dobił siedemdziesiątej siódmej wiosny i tylko czeka, aż Najjaśniejszy Pan zawezwie go do swego Domu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nastąpi to lada dzień: kobieta już nieporadna irytuje swoją osobą, nieznośne, samolubne dzieci doprowadzają do wrzenia krwi, paskudni sąsiedzi psują swoją osobą każdy dzień, no i dopiero co zoperowany rak prostaty... Marianowi nie pozostaje nic innego, tylko klepać swoje Zdrowaśki, Koronki, a w między czasie postanawia spisać w brulionie swoje zacne poczynania z całego życia, żeby to potomni mogli go wspominać jako zasłużonego chrześcijanina, kochającego męża i troskliwego ojca. Zapiski te posłużą mu także jako rachunek sumienia przed Ostatnią Drogą. Ale jak przedstawia się życie pana Żywotnego naprawdę, od strony jego najbliższych, sąsiadów i czytelników?

 

Dzieciństwo Mariana nie było piękne i łatwe. Wciąż konkurował z rodzeństwem swym starszym, a ojciec był pijakiem i ciężką rękę posiadał, co często okazywał mając w dłoni żelazny pogrzebacz. Cała rodzina na długie lata spamiętała tęgie baty od żywiciela rodziny. Przy okazji jego pogrzebu młody Marian poprzysiągł sobie, że nigdy nie będzie taki jak ojciec – ani alkoholu do ust nie weźmie, ani ręki na niewiastę swą i dziatki nie podniesie bez byle powodu. Jak sobie poprzysiągł, tak zrobił, ale rozumowanie Mariana jest zgoła opaczne niż innych ludzi. To, co dla niego było nie lada powodem, dla nas jawi się zwykłą nic nie znaczącą błahostką. Ale po kolei...

 

Marian to człowiek zaradny i przedsiębiorczy, toteż czego sobie zażyczył, zawsze z błogosławieństwem Bożym otrzymywał. W ten sposób zdobył swoją małżonkę, Żywotną Apolonię, w której zakochał się podczas wiejskiego odpustu. Zamarzył sobie mieć ją za żonę, to i zdobył! A fakt, że Pola była wtedy po słowie z przyszłym inżynierem z miasta, Marianowi nie wadził. Uknuł pewną intrygę, dzięki której i rąk sobie nie pobrudził, a żonę sobie pozyskał. Cwany lis z tego Mariana! I żeby nie było – wszystkim jego poczynaniom przyświecała wola Boża, więc o grzechu nie ma mowy.

 

Z żoną Apolonią dochował się piątki dziatwy – syna Tadeusza i czterech panien: Jadźkę, Bożenkę, Halinę, Wandę. Uch, aż krew zalewała Mariana, gdy sąsiadom rodziły się same chłopaki, a żona jego potrafiła spłodzić mu tylko dziewuchy! A w ogóle cóż to za dzieci? Jakieś takie felerne, ino pech je prześladuje... Jak to Marian zwykł mówić: Pan potrafi naznaczyć jego osobę szczęściem, ale zaraz dosypuje chochlę goryczy i coś musi się sknocić... Tak było, między innymi, z wymarzonym samochodem. Modlił się o niego pan Żywotni, odkładał na niego każdy zarobiony grosz, a kiedy w końcu Pan uraczył cudem mechaniki swego wiernego syna okazało się, że to trefna sztuka i trzeba na niego dodatkowo pieniądze wykładać...

 

Dosyć o Marianie, czas na moje o nim zdanie. A posłużę się pewnym znanym określeniem z pewnego znanego serialu komediowego: Marian to menda, jakich na tym świecie mało. Marudne toto, nie widzące swoich wad i przywar, psioczący na rzeczywistość i wszystkich ludzi dookoła niego. Niewdzięczny, cwany, na dodatek dewotka w męskim wcieleniu. Aż żal wielki wzbiera na myśl, co jego rodzina z nim przeżyła... Jednak trzeba przyznać: zapiski jego pisane w wiejskiej gwarze tak mocno wciągają, że żywot jego pod dwiema kosami przeczytałam w jeden dzień z haczykiem. Jak to się stało, co mnie tak przytwierdziło? Pewnie świadomość, że takich Marianów na naszym świecie można spotkań na każdym kroku...

 

Polecam wszystkim bez wyjątku, a Autorce należą się brawa za napisanie tak świetnej powieści!

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial