Okładka wydania

Łąka Umarłych

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Marcin Pilis
  • Tytuł Oryginału: Łąka Umarłych
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 384
  • Rok Wydania: 2009
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 9788362405138
  • Wydawca: Sol
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Duży Dół
  • Ocena:

    6/6

    6/6

    6/6

    5/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Łąka Umarłych | Autor: Marcin Pilis

Wybierz opinię:

Agnesscorpio

Ludzie ludziom zgotowali ten los.

 

Każdy z nas pamięta zapewne to zdanie, z jednej ze szkolnych lektur, która przedstawiała odległe czasy i odległe czyny ludzi, stawiających czoła okrutnej rzeczywistości. Gdy skończyłam czytać najnowszą książkę Marcina Pilisa, „Łąka umarłych", od razu przypomniał mi się ten cytat. Nie wiem czy będę w stanie oddać swoje wrażenia po przeczytaniu tej powieści, bo ciągle jestem w samym środku wioski Wielkie Lipy, w której dzieje się akcja. Niesamowicie poruszająca historia, traktująca o złej stronie człowieczej natury, ukazująca zło, które może mieszkać w każdym z nas, które ukryte za zasłoną normalności, wysuwa swe żądne krwi macki, w momencie gdy sami zostajemy postawieni w sytuacji zagrożenia. I wówczas... budzi się bestia. To straszne, kiedy możemy sobie uświadomić, że każdy z nas nosi w sobie takiego potwora i tylko niektórzy będą na tyle silni, aby go stłamsić, zdusić i zachować to coś, co kreuje nas na myślące istoty i podobno odróżnia nas od zwierząt. Człowieczeństwo...

 

Tego zabrakło bohaterom książki Pilisa. Tutaj liczyła się wola przetrwania, ślepe posłuszeństwo, siła tłumu i ukryte, mordercze skłonności niektórych ludzi. Którzy pociągnęli za sobą tych słabszych, tych niezdecydowanych, tych niepewnych, tych tchórzliwych. Którzy zadecydowali o losie innych, własnym i przyszłych pokoleń. Którzy zamienili się rolami. Z ofiar stali się katami. Bez usprawiedliwienia, bez idei, bez zrozumienia. I to jest największą tragedią tych ludzi.

 

Akcja „Łąki umarłych" rozgrywa się w trzech wymiarach czasowych. Te trzy daty stają się dla mieszkańców Wielkich Lip datami, które zmieniają ich życie, ich sens istnienia i uruchamiają falę wydarzeń, która zdaje się ich pochłaniać bez końca. Rok 1942, niemieccy żołnierze wkraczają do wioski, rok 1970, młody student przyjeżdża do miejsca, w którym jego ojciec-astronom prowadził wieloletnie badania i mieszkał tu w czasie wojny i w końcu 1996 rok, kiedy to były niemiecki żołnierz, jako starzec, postanawia odwiedzić wioskę, w której wydarzyło się coś, co na zawsze zaważyło na jego życiu.

 

Autor stworzył niezwykle sugestywną historię, z wielką umiejętnością łącząc poszczególne wątki w jedną spójną całość. Od początku opowieść pochłania czytelnika, stawiając go przed pytaniami, zagadkami i nieoczekiwanymi wydarzeniami. A pod tym wszystkim czai się groza, od której czytelnikowi podnoszą się włoski na karku. Nie wiem jak określić gatunek tej książki. Bo to i sensacja i thriller i dramat.

 

Niewątpliwą zaletą książki, oprócz przedstawionej historii, jest język, jakim autor się posługuje. Tutaj chłop mówi jak chłop, niemiecki żołnierz jak niemiecki żołnierz, profesor jak profesor. Poza tym pewien romantyzm w języku autora sprawia, że niektóre sformułowania są nasączone swego rodzaju poetyckością, co w połączeniu z przedstawianymi wydarzeniami, stanowi szokujący kontrast dla czytającego.

 

Książkę czyta się błyskawicznie, historia wzrusza, zaskakuje, stawia pod ścianą, pozbawia spokojnego oddechu. Jedna z lepszych książek, jaki ostatnio miałam okazję przeczytać.

 

A na koniec, jeden z fragmentów, który całkowicie wyprowadził mnie z równowagi, zostawiając zrozpaczoną i rozumiejącą, do czego to wszystko zmierza:

 

„Obejmuje żonę i tuli ją do siebie; jej głowa wciska się pod szyję Fiszkego, a ręce głaskają jego ramię. Cały świat, który przed chwilą runął, mieści się teraz w ich uścisku dawanym sobie nawzajem, w czułości wspierającej kolejny krok. Po co Fiszke miałby patrzeć na innych ludzi? Inni ludzie już nic nie znaczą, innych ludzi już nie ma. Gdyby inni ludzie byli tu, nie dopuściliby do tych potworności. Wzrok Fiszkego tylko chwilami odrywa się od ziemi, ale wtedy wędruje gdzieś wysoko, wbity w niebo. Fiszke nie zatrzymuje spojrzenia na żadnym wybranym elemencie, wodzi wzrokiem, jak gdyby to był odruch, coś, czego nie kontroluje. Potem Fiszke całuje Szaję w czoło, coś do niej szepce, i oboje, przywarci do siebie jak jedno ciało, idą w szeregu, nie zważając już na nic."

 

Właśnie tak.

 

Nie ma świata. Nie ma ludzi. Nie ma honoru. Nie ma uczuć. Nie ma braterstwa. Współczucia. Sprawiedliwości. Nie ma już nic...

 

Isadora

"Sumienie to coś więcej niż obawa, że ktoś widzi; to obawa, że sam nie zapomnę" (Stefan Garczyński)

 

"Ludzie ludziom zgotowali ten los" (Zofia Nałkowska)

 

Te dwa cytaty jako pierwsze nasunęły mi się po przeczytaniu książki Marcina Pilisa. Próbuje ona skłonić czytelnika do własnych poszukiwań odpowiedzi na jedno z najważniejszych pytań, jakie gnębią ludzkość od jej zarania - skąd się bierze zło?

 

Za tym fundamentalnym pytaniem pojawiają się jak gromada cieni następne:

 

czym jest sumienie? do jakich czynów zdolny jest człowiek? co skłania człowieka do popełnienia zbrodni? jak po czymś takim można powrócić do normalnego życia? jakie są konsekwencje wyborów człowieka? czy można odpokutować za swoje zbrodnie?

 

Książka niniejsza jest literackim nawiązaniem do prawdziwych wydarzeń z czasów II wojny światowej, do jednego z wielu niechlubnych dla Polaków incydentów jakim była dokonana w 1941 roku na terenie wsi Jedwabne okrutna zbrodnia na żydowskich mieszkańcach przez ich polskich sąsiadów.

 

Historia ta uzmysłowiła lubującym się we własnym męczeństwie Polakom, że i oni są zdolni do największych podłości, do czynów porównywalnych z tymi, które popełniali hitlerowscy zbrodniarze.

 

Ta niewygodna i wstydliwa prawda do dziś bulwersuje co poniektóre jednostki przywiązane do mitu mesjanizmu i bohaterstwa wojennego Polaków. Podobnie uwiera i bulwersuje bohaterów "Łąki umarłych" - ale każdego z innych powodów.

 

Główny bohater, Andrzej Hołotyński, który o dokonanej zbrodni dowiaduje się z pamiętnika swojego ojca - biernego obserwatora tamtych wydarzeń, głęboko zszokowany postawą mieszkańców Lip Wielkich zastanawia się, jak to możliwe, by zwyczajni, prości ludzie w jednej chwili zmienili się w stado krwiożerczych bestii, których nie trzeba było wcale namawiać, aby rzucili się na swoich żydowskich współmieszkańców, dokonali na nich okrutnej rzezi, rozgrabili ich majątek. Jak to możliwe, że ci spokojni, grzeczni chłopi, na co dzień przecież pozbawieni wyobraźni, nagle wykazują się jej upiornym nadmiarem jeśli chodzi o zadawanie cierpienia bliźnim. Dlaczego cała wieś przypatruje się tej apokalipsie bez słowa, dlaczego nie odezwał się ani jeden sprawiedliwy, który powiedziałby "stop"? Co wstąpiło w niewinne, słodkie dzieci, które bardzo z siebie dumne prowadziły na śmierć swoich żydowskich rówieśników?

 

I wreszcie jak to możliwe, że nazajutrz, kiedy jeszcze dogasały ruiny dawnej synagogi, w której zamknięto i spalono LUDZI, mieszkańcy spokojnie, flegmatycznie, niespiesznie powracali do zwykłego, normalnego życia? Czy myśleli o tym, co zrobili? Czy nękały ich jakiekolwiek wyrzuty sumienia - jeśli tak, to jak sobie z nimi poradzili? A jeśli nie, to gdzie się podziało ich sumienie?

 

Sumieniem tej zamkniętej społeczności był przeor klasztoru w Wielkich Lipach, ojciec Jan. On, w przeciwieństwie do Andrzeja, nie miał najmniejszych złudzeń co do natury ludzkiej oraz tego, do czego zdolny jest człowiek. Wiedział, że w ludziach oprócz dobra drzemią też pokłady zła i że bardzo niewiele trzeba, aby je wyzwolić. Nie mógł pogodzić się ani z tym, czego dopuściła się wieś, ani z tym, że nie był w stanie zapobiec tamtym wydarzeniom. Całe jego późniejsze życie było podporządkowane próbom odkupienia win - swoich i całej społeczności.

 

Ludzie w Lipach Wielkich różnie ustosunkowali się do wydarzeń, które zainicjowali. Byli tacy, którzy po latach, rozpamiętując sankcje, jakie ich dotknęły z tego powodu (izolacja wioski przez SB, by nikt nie dowiedział się o zbrodni, pokuta narzucona przez przeora), za wszystko, co ich spotkało w konsekwencji ich czynu, winili Żydów.

 

Był też jednak człowiek, który uświadomienie sobie ogromu zbrodni przypłacił utratą zdrowia psychicznego.

 

Był także oficer Wehrmachtu, dla którego spontaniczna i gorliwa akcja Polaków była niczym innym jak tylko dobrze zorganizowana pomocą w wielkim dziele likwidowania Żydów.

 

Byli w końcu funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa oraz przedstawiciele aparatu partyjnego, dla których mord na Żydach z czasów wojny stał się niemal wyłącznie narzędziem nacisku, dzięki któremu mogli manipulować ludźmi wedle uznania.

 

Jedno wydarzenie - diametralnie różne refleksje i postawy życiowe. Wydarzenie, które zmieniło w dosłownym znaczeniu tego słowa życie każdej jednostki - czy to pośrednio, czy bezpośrednio zaangażowanej w pogrom. Każdy bohater przeżywa je na własny sposób, próbuje zrozumieć, obarczyć winą, pogodzić, zepchnąć w nieświadomość, uciszyć kłamstwem, odpokutować. I wszystko, wszystko to chyba jest możliwe, z wyjątkiem zrozumienia. Bo jak można zrozumieć zło?

 

Jak można pogodzić się z tym, że i we mnie istnieje? Że tak naprawdę także we mnie egzystują niskie i podłe uczucia nienawiści, nietolerancji, zawiści, obojętności, a nie tak znów bardzo stabilny kręgosłup moralny dopuszcza skłonność do zadawania cierpienia z czystej ciekawości i dla samej przyjemności krzywdzenia słabszych?

 

Książka podejmuje trudny i kontrowersyjny temat, jednakowoż bardzo potrzebny do ukazania pełnego obrazu społeczeństwa polskiego nie tylko w czasie okupacji. To także studium człowieka postawionego w sytuacji granicznej, próba zmierzenia się z pojęciem psychologii tłumu. To w końcu poszukiwania odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania, jakie gnębią ludzkość. To próba odpowiedzi na pytanie, do czego zdolny jest człowiek i co nim kieruje. To opowieść o dwoistej ludzkiej naturze, o moralności, wyborach i ich konsekwencjach. I o pamięci, która potrafi nękać nie gorzej niż niejedno nieczyste sumienie.

 

Gorąco polecam!

 

Jjon

Wreszcie!

 

Bynajmniej nie jest to mój okrzyk, który wyrażałby ulgę, że skończyłam czytać Łąkę umarłych. Jest to okrzyk zadowolenia z tego, że trafiłam wreszcie na książkę, która dała mi to, czego oczekuję od literatury.

 

Wreszcie ktoś odważył się podjąć temat, który – mimo że niełatwy – nie powinien nadal być przemilczany. Wreszcie ktoś napisał powieść uniwersalną – taką, która ma szanse porwać zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Wreszcie ktoś wyszedł poza płytką powiastkę o trzydziestolatce, która chciała, a nie mogła. Wreszcie ktoś uczy czegoś wartościowego. Wreszcie ktoś w ciekawy sposób daje lekcję historii. Wreszcie ktoś odważył się połączyć niestandardowo różne typy powieści – thriller, powieść z elementami historycznymi i romans. Wreszcie ktoś zmusza do myślenia. Tym kimś jest Marcin Pilis. Nawet przez chwilę nie czułam zmagania autora z własnym tekstem czy wymyślania czegoś na siłę. Miałam wrażenie, że wszystko zostało przemyślane w najdrobniejszych szczegółach, bowiem kolejne tajemnice są uchylane w najbardziej odpowiednich momentach i są podawane maleńkimi porcjami. Tę książkę po prostu się smakuje – i treść, i sposób pisania. Mimo trudnej tematyki. Mimo stawianych pytań; pytań, na które naprawdę trudno odpowiedzieć.

 

Mogłabym jedynie powiedzieć, że żałuję, że dopiero teraz dane mi było odkryć pisarstwo Marcina Pilisa. Jednak zamiast żałować, cieszę się ogromnie, że tak się stało.

 

Książkę Łąka umarłych przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka.

LadyBoleyn

Przyznam, że spędziłam kilka minut, wpatrując się w zapalone świeczki, jakie można dostrzec na okładce książki „Łąka umarłych" autorstwa Marcina Pilisa. Sama ilustracja jest niezwykła, nostalgiczna i wprowadza w duszy czytelnika pewnego rodzaju niepokój, ale też i zaciekawienie tego, co odnajdzie się w tej lekturze. Patrzę w milczeniu na te świeczki i wzrokiem zaczynam je liczyć, dochodząc do wniosku, że jest ich dokładnie dziewięć. Tego typu symbole zwykle ukazują, ile osób zginęło i ilu powinniśmy wspomnieć. Tylko i wyłącznie dziewięć świateł tkwi na okładce, choć cała ona powinna tonąć w ognistych blaskach, aby oddać to, jak wiele osób zostało uśmierconych w całej tej powieści. Zaczynam zabawę słów, chociaż o niektórych książkach nie powinno mówić się zbyt dużo, by nie przyćmić tego, co pisarz chciał przekazać.

 

Rok 1942. Okres drugiej wojny światowej, mordu, egoizmu, ale też i altruizmu. Do małej wsi, Wielkie Lipy, wkracza niewielki oddział esesmanów, którego zadaniem jest wywiezienie wszystkich Żydów, mieszkających na tych terenach i skłócenie ich z Polakami. Rodowici mieszkańcy wioski nie pozwalają jednak, aby ich dotychczasowi przyjaciele zginęli – chowają ich w swoich mieszkaniach, piwnicach, klasztorach, gdziekolwiek, byleby tylko ocalili życie, które staje się najcenniejszym darem. Każdy dzień otrzymuje smak strachu zarówno dla tych, którzy są ofiarami, jak i tych, którzy grają cichych bohaterów. Wszystkie te wydarzenia spowija tajemnica, która po latach wychodzi na jaw.

 

Rok 1970. Czasy komunizmu, rządów Gomułki, pewnego rodzaju szarości. Student z Krakowa, Andrzej Hołotyński, przyjeżdża do Wielkich Lip, gdzie swoją pasję astronomiczną rozwijał jego ojciec, po którym odziedziczył obserwatorium. Mężczyzna zaraz, gdy przybywa do wsi, zostaje napadnięty i pobity, a następnie trafia do klasztoru, gdzie osoby duchowne dosyć chłodno witają go w swoich murach, zachęcając do wyjazdu z Wielkich Lip. Również Hanka, niedoszła pielęgniarka, namawia go do opuszczenia tej wioski, gdzie czuć klimat zgrozy i wiecznych sekretów. Andrzej jednak postanawia zostać, pragnąc rozwiązać tajemnice z przeszłości, o których czyta w dzienniku swojego ojca, który stacjonował w Wielkich Lipach podczas drugiej wojny światowej. Nie wie, że nie tylko przeszłość, ale też i teraźniejszości, jest przerażająca.

 

Rok 1996. Pojawienie się wolności, wprowadzenie innowacji, zalążek stabilizacji. Do Wielkich Lip przyjeżdża były niemiecki oficer, Karl Strauch, który pragnie zmierzyć się z własną wojenną przeszłością i rozliczyć się z tego, co zrobił. Mężczyzna bez skrupułów mordował ludność oraz stosował najwyższy wymiar okrucieństwa, nie mając żadnych wyrzutów sumienia. Wraz z wiekiem jego myśli zaczynają być coraz bardziej przejrzyste, a on sam nie potrafi zapomnieć o tym, co wydarzyło się we wsi, która umarła razem z tymi, którzy odeszli.

 

Dotychczas czytałam jedną książkę tego autora, „Relikwia", która utrzymana była w bardzo podobnym stylu co „Łąka umarłych". W piórze Marcina Pilisa tkwi tajemnica – i to właśnie najbardziej odczuwa się, czytając tą lekturę. Praktycznie na każdym kroku możemy dostrzec zagadkę oraz niedomówienia, które dopiero stopniowo mogą zostać odkryte przed spragnionymi wrażeń czytelnikami. Styl pisarza należy lekkich i przyznam, że łatwo zatopić wzrok w jego uporządkowanym słowotoku, z zainteresowaniem śledząc rozwój akcji. Ponownie muszę wspomnieć o pomysłowości autora, który zaskoczył mnie samą fabułą i miejscem Wielkich Lip, ale też i formą powieści. Rozdziały są przeplatane: raz czytamy o dziejach Andrzeja z 1970 roku, później wojenne dzienniki jego ojca, a następnie przechodzimy do nieczystych myśli niemieckiego oficera, który po ponad pięćdziesięciu latach zaczyna odczuwać to, czego nie był w stanie dotychczas. Początkowo obawiałam się, że pogubię się w całej tej kompozycji, ale to jest praktycznie niemożliwe, ponieważ lektura cechuje się uporządkowaniem i nie trzeba się ani chwili zastanawiać, o kim mowa w kolejnej części tekstu. Sekrety skrywane przez mieszkańców Wielkich Lip zaskakują oraz sprawiają, że na chwilę można zatrzymać się w miejscu, zastanawiając się, jak rząd pozwolił, aby w tej wsi zapanowała taka sytuacja. W wiosce nie ma dzieci ani chociażby krzty radości – wszyscy milczą, bojąc się, że swoją mową mogą powiedzieć zbyt wiele, narażając się na ogromne niebezpieczeństwo. „Łąka umarłych" to książka, z jaką jeszcze nigdy się nie spotkałam, bowiem jako czytelnicy stajemy się żywymi obserwatorami tych zdarzeń – niczym Andrzej Hołtyński stopniowo poznajemy całą zatajoną prawdę, która po raz pierwszy wychodzi na jaw. Marcin Pilis to prawdziwy mistrz tworzenia wspaniałych opisów, całkowicie oddających osobowość i uczucia bohaterów. Niekiedy nie poznajemy tego, co brzmi we wnętrzu danej postaci, lecz na podstawie jego działań, kroków i wypowiedzi szybko można ocenić człowieka, wiedząc, kim jest naprawdę. Dialogi wspaniale wpasowują się w opisy, dzięki czemu czytamy doskonałą, zsynchronizowaną całość.

 

Praktycznie cały czas zastanawiam się, gdzie jest granica ludzkich działań. Ponownie po mojej głowie chodzi pytanie, które już nieraz w tym roku sobie zadałam: kim jest człowiek, a kim nie powinien być? Zbrodnie hitlerowskie były jednymi z najgorszych w historii, bowiem stosowano ogromne okrucieństwo, które śni się po nocach nadal tym, którzy przetrwali okres szykanowania i zagłady. Nie rozumiem, jak można zabijać z uśmiechem na ustach, pozbawić życia z lekkością oraz spowodować lawinę nieszczęść, myśląc tylko o wykonaniu zadania. Zaimponowała mi postać niemieckiego oficera, który pod koniec życia zaczynał pamiętać swoje czyny z każdym detalem. Co jest zaskakujące – nie chciał rozgrzeszenia, a możliwości spalenia wszystkich dowodów, które świadczyły o jego okrucieństwie. Wydarzenia z 1970 roku również zaskakują. Sam motyw zapadłej wsi budzi zainteresowanie, lecz to, co się w niej dzieje – napady, niedomówienia, milczenie powoduje, że czytelnik pragnie dowiedzieć się, co takiego skrywają mieszkańcy. Prawda wychodzi na jaw dopiero po długich latach i powiem szczerze, że nie takiego zakończenia się spodziewałam.

 

„Łąka umarłych" to druga książka Marcina Pilisa, która wprawiła mnie w dziwny stan spokoju, po odłożeniu jej na półkę. „Relikwia" znacznie bardziej mną wstrząsnęły, lecz przyznam, że recenzowana przeze mnie pozycja również posiada wiele delikatności, ale też i stanowczości. Polecam „Łąkę umarłych" tym, którzy lubią stopniowo poznawać prawdę oraz przenieść się kilkanaście lat w tył, obserwując zbrodnie, o których się nie mówi.

 

Natula

Mam problem, bo nie wiem czy istnieją właściwe słowa na opisanie emocji które są we mnie od momentu przeczytania kilku pierwszych zdań powieści. Jestem kilka dni po lekturze „Łąki umarłych" Marcina Pilisa, sądziłam że kiedy opuszczę rejony tej zapomnianej przez Boga wsi - „ Wielkie Lipy i wielki świat to były określenia niemające ani głębokich, ani stałych powiązań, a pozostawiona samej sobie wioska przypominała porzucony na pół siny płód, duszony samozapętlającą się pępowiną" - to odetchnę, a wraz z napięciem odejdzie ode mnie złość i bezradność. Niestety to było czcze marzenie.

 

Wielkie Lipy to ponura wieś otoczona równie ponurym, ciemnym lasem. Mieszkańcy to ludzie prości, których spowił koszmar minionych lat. Żyją szczelnie w swoich domach, nie tolerując zmian ani obcych. Nad wsią dominuje mroczny klasztor, którego mury pamiętają przerażające czasy, kiedy to w roku 1942 do wsi wkroczył odział esesmanów, wtedy to między Polakami i Żydami pękła ostatnia łącząca ich nic porozumienia. Światkiem dramatycznych wydarzeń jest naukowiec Jerzy Hołotyński, który wiele lat później w roku 1970, wymusza na swoim synu Andrzeju obietnicę, że ten po jego śmierci, odwiedzi obserwatorium astronomiczne mieszczące się na terenie upiornej wsi. Młody chłopak, odkrywa ponurą tajemnicę mieszkańców, pragnie zakończyć makabryczny dział historii, nieświadomy konsekwencji wysyła list do dowódcy oddziału esesmanów. W roku 1996 Karl Strauch przyjeżdża do Polski, chcąc zmierzyć się ze swoją wojenną przeszłością staje twarzą w twarz z mieszkańcami Wielkich Lip.

 

Marcin Pilis to prozaik, dziennikarz. Jest redaktorem tygodnika „Kurier Jurajski", a także autorem „Relikwii" i „Opowieści nawiasowej". Śmiało można powiedzieć, że jest to pisarz który nie boi się trudnych i kontrowersyjnych tematów. Mało tego, potrafi fabule dodać atrakcyjności stosując trafne opisy, które tchną realizmem, jednocześnie pisząc językiem prostym aczkolwiek bardzo wymownym powoduje u czytelnika chwilowy bezdech.

 

„Łąka umarłych" to powieść genialna, nie znalazłam w niej nic co mogłoby być solą w oku, lub drażniło jak natrętny komar. Nie będę bawić się w dyplomację, takich książek nam potrzeba. Powieść zawiera w sobie ogrom pytań, na temat tego czym jest człowieczeństwo, zło, gdzie mieszka w człowieku odwaga, chęć pomocy, zrozumienie czy współczucie. W tekście pojawiają się odpowiedzi na te pytania, przyznam, że zrobiły na mnie ogromne wrażenie, w proste słowa ubrana została istota egzystencji ludzkości. Pilis ukazuje również jaki wpływ na człowieka ma chora ideologia, która w sposób nieodwracalny potrafi zniszczyć wszystkie ludzkie odruchy, a strach o życie w połączeni z paniką i uprzedzeniami może tak skrzywić psychikę, że rozpoznawalność tego co złe jest niemożliwe.

 

Marcin Pilis nadał „Łące umarłych" ciekawą konstrukcję, płynnie przenosi czytelnika w kolejne lata, z mocą mistrza ceremonii stopniuje napięcie i tworzy niepowtarzalne obrazy.

 

Tło powieści jest rewelacyjne, na planie posępnej wsi dopada nas duchota, otoczeni złem, czujemy ciężar który blokuje nasze płuca, z każdą stroną coraz mniej mamy tchu.

 

„Więc świat nie notuje cierpienia i bólu (...)", nie notują go drzewa, ptaki, zielona trwa na łące, ale ludzie są jak gąbki i toksyny tragedii potrafią skutecznie zatruć życie dookoła skażonego osobnika, a wtedy nawet spokojnie szumiąca brzoza, śpiewa mroczną, bolesna pieśń.

 

„Łąka umarłych" to lektura obowiązkowa, to trzeba przeczytać, nie ma że boli. Mimo że jest to fikcja literacka, to znając historię wiemy, że takie zdarzenia są bardzo prawdopodobne. Zróbmy sobie rachunek sumienia i nie pozwólmy żeby uprzedzenia, i strach kierowały naszym życiem, bo żyć trzeba – właściwie.

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SOL, a także portalowi Sztukater za jej udostępnienie.

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto
  • Zobacz Mini Tutorial