Okładka wydania

Igrzyska Śmierci

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 11 votes
Akcja: 100% - 14 votes
Wątki: 100% - 8 votes
Postacie: 100% - 9 votes
Styl: 100% - 13 votes
Klimat: 100% - 9 votes
Okładka: 100% - 10 votes
Polecam: 100% - 12 votes

Polecam:


Podziel się!

Igrzyska Śmierci | Autor: Suzanne Collins

Wybierz opinię:

Sara

Ostatnio z lekkim dystansem podchodzę do książek, które (zazwyczaj na okładce) są straszliwie wychwalane i komplementowane, jakie to one są niezwykłe. "Igrzyska śmierci" również należą do tego zbioru, ponieważ parę znanych nazwisk i film znalazło się na odwrocie, np. sam Stephen King czy Stephenie Meyer. Za powieści Suzanne Collins miałam się wziąć już dawno, ponieważ zachęcała mnie do tego moja kumpela, ale ja zawsze zapominałam o niej. Niedawno, podczas spotkania w gronie znajomych, podpatrzyłam to "dzieło" i pożyczyłam. A teraz mam wyrzuty, że nie zrobiłam tego wcześniej:)
Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Igrzyskach śmierci, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny a musi troszczyć się o młodszą siostrę i chorą matkę, a jest prawdziwa walka o przetrwanie.

 

Narracja jest pierwszoosobowa - doskonale poznajemy Katniss, która rzuca się na ochotnika na Głodowe Igrzyska. Pochodzi z najbiedniejszego dystryktu, jest zwinna, doskonale poluje, ma intuicje i na pewno charakterek, którym przekonuje wszystkich do tego, że to właśnie ona może zostać zwycięzcom. Towarzyszy jej chłopak - Peet, którego zna jedynie z widzenia oraz z jego dobrego serca. Razem trafiają na arene, wplątani w wymyślony romans, który zostaje 'narzucony' przez ich ludzi.

 

"Igrzyska śmierci" na miejscu okazały się dla mnie sukcesem. Miałam wrażenie, że czytam bardziej brutalne wydanie Big Brother'a, w którym znalazły się dzieci oraz młodzi ludzie, zdani tylko na siebie i z jedną wskazówką: "nie dać się zabić". Mimo iż fabuła jest strasznie absurdalna i wręcz niedorzeczna, to ta książka wydaje mi się strasznie prawdziwa. Opowiada o przyjaźni; o tym jaki wpływ ma na nas rodzina i nasi bliscy; ile jesteśmy w stanie poświęcić dla osoby, którą kochamy. Ukazuje również traumatyczną walkę o przeżyje; jak w człowieku momentalnie wyzwala się instynkt samozachowawczy. Ile w człowieku może pozostać człowieczeństwa po czymś takim? Do czego jesteś w stanie się posunąć, aby przeżyć? I czy to jest tego warte?

 

Mimo, iż romans pomiędzy dwójką głównych bohaterów wydał mi się odrobinę 'napompowany' i naciągany, to wydaje mi się, że autorka dobrze zrobiła umieszczając go w książce - w końcu trzeba pozostawić jakieś aspekty dobra. W powieści nie brakuje również wzruszających momentów: sama śmierć Rue jest przybijająca, albo moment po zakończeniu igrzysk - nie chce zdradzać, bo musiałabym ujawnić, jak się skończy książka.

 

Obiecuję, że kiedy sięgniecie po tą opowieść to się nie rozczarujecie. Ona wbije was w fotel, nie pozwoli zasnąć, doprowadzi do tego, abyście skończyli ją jeszcze dzisiaj; wciąż przed oczami będziecie mieli pytanie: Kto będzie następny? Już się nie mogę doczekać siedemdziesiątych piątych Igrzysk, a na razie (dla tych, którzy mają ją w planach)... 74 Głodne Igrzyska czas zacząć! A ja już nie mogę się doczekać drugiej części i trzeciej:)

Leanne

Opis Wydawcy:

Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów.

 

Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Igrzyskach śmierci, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny - musi troszczyć się o młodszą siostrę i chorą matkę, a jest prawdziwa walka o przetrwanie...
Uznana pisarka Suzanne Collins jest mistrzynią w konstruowaniu zaskakujących zwrotów akcji, doskonale łączy refleksję z przygodą i romansem w swojej nowej, świetnej powieści o przyszłości, która niepokojąco przypomina teraźniejszość.

 

Jest to pierwszy tom trzyczęściowego cyklu.

 

"Niech los zawsze Wam sprzyja !"

 

Gdy tylko słyszę tytuł "Igrzyska Śmierci" w moich oczach pojawia się blask, serce dudni, a pierwsze słowo jakie przychodzi mi na myśl to magia, choć zasadniczo debiut Suzanne Collins i pierwsza część fenomenalnej Trylogii, niewiele ma z magią wspólnego. Żadnych zaklęć, klątw, różdżek, ani przenoszenia w czasie. A jednak, to wyrażenie jest jak najbardziej adekwatne do treści. "Igrzyska..." to ogólnoświatowy fenomen, książka która doczeka się już wkrótce ekranizacji. Podbiła serca milionów i zapoczątkowała szturm serii Antyutopijnych. Sięgnij Czytelniku po "Igrzyska Śmierci" i zanurz się w tę niesamowitą historię, o społeczeństwie na ruinach dawnego świata. Naszego świata już nie ma, więc wejdź wraz z bohaterami na arenę i walcz o życie, jeżeli tylko nie brak Ci odwagi... tutaj jest tylko jedna zasada: Nie dajcie się zabić. Reszta jest całkowicie nieważna. Pamiętaj o tym. A by wzniecić pożar, wystarczy jedna iskra. Panie i Panowie, siedemdziesiąte czwarte Głodowe Igrzyska uważam za otwarte!

 

Przyszłość - Ameryka Północna to jedynie ruiny, na których powstało futurystyczne Państwo Panem. Jego stolicą jest Kapitol, otoczony przez dwanaście podległych sobie rejonów, nazywanych powszechnie dyskrytami. Okrutne kapitolańskie władze, niczego nie pragną bardziej jak ukazania udręki mieszkańców dyskrytów. Chcą przypomnieć kim są, a są prochem. W zasadzie niczym. Ku uciesze bezpiecznych i dobrze sytuowanych mieszkańców, raz w roku organizowane są Głodowe Igrzyska, transmitowane na żywo przez telewizję. Biorą w nich udział wylosowani młodzi ludzie - jedna para obojga płci z każdego rejonu, pomiędzy dwunastym a osiemnastym rokiem życia. Turnieju na życie, albo śmierć.

 

Katniss Everdeen, szesnastolatka zamieszkująca wraz z chorą na depresję matką i młodszą siostrą, zwaną Prymulką, jeden z najuboższych dyskrytów - dwunastkę, nigdy nie pogodziła się ze swoim losem. Po śmierci ojca jest główną żywicielką rodziny - utrzymuje ją przy życiu dzięki polowaniom, praktyki zaś uczył ją ojciec i najbliższy, w zasadzie jedyny powiernik, Gale. Dziewczyna nienawidzi wszechobecnego pyłu Złożyska, powszechnej śmierci głodowej i Strażników Pokoju, snujących się po ulicach i odwracających wzrok od ludzkiego cierpienia. Kiedy jej dwunastoletnia siostra zostaje w wyniku losowania jednym z Trybutów, dwunastego dyskrytu, dziewczyna bez wahania postanawia ją zastąpić. Czy istnieje nawet najmniejsza szansa na zwycięstwo? Kotna nigdy nie była szkolona na bezlitosną wojowniczkę, ma miękkie serce i nade wszystko kocha swoją rodzinę, której nie chce opuszczać. Nigdy nie zabiła człowieka. Chociaż może jeśli uda jej się zapomnieć, że poluje na ludzi to różnica przestanie istnieć?

 

Nigdy w życiu nie spotkałam i jestem przekonana, że nie spotkam książki, która wywołałaby we mnie aż tak ogromne emocje i która byłaby w każdym calu doskonała i sprawiająca, że chce się do końca życia wygłaszać pochwały na jej temat, jakkolwiek wydawałyby się puste. Kroplą w morzu pozornych błahostek, czyniących te powieść tak genialną, jest narracja, z perspektywy głównej bohaterki w czasie teraźniejszym. To dzięki temu, że jest tak umiejętnie poprowadzona, akcja ma tak szybki i spójny przebieg. To także ona sprawia, że od "Igrzysk Śmierci" nie można się oderwać. Czyta się tak szybko, że ciężko nadążyć z przewracaniem kartek. W naszej głowie szumi, jak po nadużyciu alkoholu, w uszach łopoczą miliardy skrzydeł, na policzkach wykwitają piekące rumieńce, a cały świat wiruje gdy tracimy oddech. Wszystko pędzi w zastraszającym tempie, a chwilę po przeczytaniu pierwszej strony, z przerażeniem uświadamiamy sobie, że to już koniec.

 

Podziwiam i zawsze podziwiać będę, świat jaki z ogromnym rozmachem i precyzją wykreowała Suzanne Collins. Tutaj każdy, najmniejszy nawet szczegół jest bardzo istotny. Nie tylko dla konstrukcji utworu, ale także dla konstrukcji całego Kapitolu. Czy Państwo naprawdę jest tak niezachwiane, jak się wydaje? Czy zwyczajna dziewczyna z biednego dyskrytu może doprowadzić do jego upadku? Zadziwiające jest ukazanie w tej książce brutalności i okrucieństwa, oscylującego między duchowym a cielesnym. Ciężko jest zdecydować, które jest gorsze. Mordowanie nastolatków dla rozrywki to nie tylko potworna, ale także niezwykle wyrafinowana forma okrucieństwa, zważywszy na każdy detal i każdy szczegół w konstrukcji Areny i świata przedstawionego. Tutaj wszystko jest doskonale zaplanowane, a Autorka nie szczędzi Czytelnikowi brutalnych, krwawych i przerażających opisów, ani szokujących zwrotów akcji. Czy w świecie skąpanym we krwi, wylanej przez bratobójczą walkę, jest miejsce na litość i współczucie? Niekiedy szokujące, ale zawsze barwne i oryginalne "Igrzyska Śmierci" nie są lekturą o której zapomnimy za dzień, miesiąc, rok. To co stworzyła Pani Collins zostanie w nas już na zawsze i nie pozwoli o sobie zapomnieć.

 

Kolejnym z miliona plusów tejże książki, są bohaterowie. Znakomicie skonstruowani, ciekawi, a przede wszystkim prawdziwi. To nie kolejne drewniane kukły niezdolne do odczuwania emocji, z jakimi mamy okazję spotkać się w literaturze. Poczynając od głównej bohaterki a kończąc na postaciach znajdujących się na drugim, a nawet trzecim planie. Katniss jest silną, niezależną i odważną dziewczyną, nie bojącą się bronić siebie, swoich najbliższych i swoich przekonań. To ona rzuca dyktatorom wyzwanie, ona rozpoczyna bunt. Katniss, dziewczyna która igra z ogniem. A przecież jeszcze wczoraj obrabiała upolowaną zwierzynę, zastanawiając się jak przeżyć kolejny dzień. Dzisiaj trafiła na arenę, ale i tu musi walczyć o przetrwanie. Główna bohaterka przeżywa niesamowicie poruszające, na wskroś prawdziwe i realistyczne emocje, w których zatonie niemalże każdy Czytelnik. To tak sugestywne odczucia, że wszystkie wydarzenia przeżywamy wraz z postaciami i zatracamy się w historii o futurystycznym Państwie i jego mieszkańcach. Mamy tutaj do czynienia z bardzo typowym dla powieści z wielu gatunków trójkątem. W tym wypadku skomplikowana relacja pomiędzy Katniss, najbliższym przyjacielem, a sojusznikiem z areny, który przed kilku laty ocalił jej życie, Peetą, znakomicie dopełnia fabułę, ale nie czyni z "Igrzysk" romansu. Wątek jest rozbudowany i piękny, acz w nienużących, idealnie odmierzonych proporcjach. Dziewczyna staje przed niemożliwym wyborem, nie tylko miłosnym - Igrzyska wygrać może tylko jedna osoba. Nie wygra go razem z Peetą. Któreś musi zginąć, żeby drugie mogło święcić triumfy.

 

Nie do opisania są emocje których doświadczyłam, czytając te książkę. Momentami parskałam śmiechem, ale zdecydowanie najwięcej było łez - one płynęły mi po policzkach regularnie. O moim przywiązaniu do poszczególnych bohaterów i tym jak stali się prawdziwi w moich oczach, przekonałam się gdy odchodziło któreś z nich. Przeżywałam to tak bardzo, że można pomyśleć iż odeszła bliska mi, realna osoba. Nie mam słów by określić jak wspaniała jest ta książka i jak wielkie emocje ona budzi. Czytałam ją wiele miesięcy temu, mam za sobą także dwie kolejne części Trylogii. I co dziwne, te emocje wcale nie opadły. Śmiem twierdzić, że nie opadną nigdy. Gorąco zachęcam do zanurzenia się w tą piękną, ale i brutalną historię o totalitarnym Państwie i zwyczajnej szesnastolatce, która burzy cały znany dotychczas mieszkańcom dyskrytów, świat. Wesołych Głodowych Igrzysk, moi Drodzy. I niech los zawsze Wam sprzyja.

 

Caroline Ratliff

Tak długo 'Igrzyska śmierci' spędzały mi sen z powiek, że w końcu postanowiłam je kupić, przeczytać i mieć święty spokój. A wszystko to przez ogrom pozytywnych recenzji na temat dzieła Suzanne Collins, które jest pierwszą częścią trylogii o magicznym państwie Panem. Polecana przez tyle sławnych i wpływowych osób - Stephenie Meyer, mego Mistrza Stephena King'a, a co najważniejsze, idola i ulubionego piosenkarza Adama Lamberta - w końcu musiała wpaść na moją półkę. I tak się stało. Otóż 'Igrzyska Śmierci' to jedyna pamiątka z mojego pobytu w Krynicy. Nie moja wina, że nie lubię kupować pamiątek - no chyba, że ów pamiątki są równie wspaniałe jak ta.

 

W państwie Panem panuje bieda. A do tego istnieje okrutna tradycja. Polega ona na tym, że każdy dystrykt musi co roku dostarczyć chłopca oraz dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, którzy wezmą udział w Głodowych Igrzyskach, krwawym i okropnym turnieju, transmitowanym na żywo przez telewizję. Spośród dwudziestu czterech uczestników szansę na przeżycie ma tylko jeden.

 

Główną bohaterką jest szesnastoletnia Katniss, mieszkająca w dwunastym dystrykcie wraz z matką i młodszą siostrą. Po śmierci ojca jest głową rodziny. Jej życie nie wygląda łatwo - musi polować, by zdobyć pożywienie. Jej rodzina jest biedna, jednak Katniss z miłości nie pozwala matce i siostrze tego odczuć. W momencie, gdy do startu w Igrzyskach zostaje wylosowana Prim, jej ukochana młodsza siostrzyczka - dziewczyna zgłasza się na ochotnika, by zamiast siostry walczyć o życie w krwawym turnieju. Wraz z nią na Igrzyska pojedzie Peeta - chłopak, który niegdyś uratował naszej bohaterce życie.

 

Spodziewałam się kolejnego paranormal romance - dzięki Bogu, myliłam się. Tutaj mamy do czynienia z najczystszą fantastyką jaka tylko może być - Katniss nie jest ani wampirem ani innym zmiennokształtnym, o których teraz się tyle pisze. Jest zwykłą dziewczyną, którą wystawiono na ciężką próbę. Fantastyczna narracja, bo pierwszoosobowa - czyli tak jak lubię najbardziej. Postacie pięknie zarysowane, wykreowane, z 'tym czymś'. Autorka ma taki styl pisania, że od książki nie mogłam się oderwać. Czytałam w domu, w tramwaju a także w szkole. Powieść wywarła na mnie ogromne wrażenie.

 

Czytając o poczynaniach Katniss, denerwowałam się, gdy ona była zdenerwowana, odczuwałam pragnienie, gdy ona nie miała odstępu do wody, a gdy ona odczuwała fizyczny ból - odzywał się we mnie ból psychiczny. Bardzo zżyłam się z główną bohaterką i podczas czytania 'Igrzysk Śmierci' towarzyszyło mi wiele emocji. Żałuję jednak (a może i nie?), że autorka nie rozbudowała choćby troszeczkę wątku miłosnego między Katniss a Peetą. I pomimo, że ich uczucie było trochę naciągane, bardzo dobrze, że w ogóle zostało wplecione w fabułę. Momenty, gdy główna bohaterka opiekuje się swym towarzyszem są bardzo emocjonalne.

 

Chwała pani Suzanne za pomysł - genialny motyw walki o przeżycie na Igrzyskach. Opis emocji towarzyszących uczestnikom na arenie to również mistrzostwo. Trzeba być naprawdę oryginalnym, by w dzisiejszych czasach zawładnąć rynek wydawniczy czymś innym niż losy zmiennokształtnych. W 'Igrzyskach Śmierci' jest to codzienna rzeczywistość połączona z nutką magii.

 

Zawsze mówię, że jeśli Stephen King poleca jakąś książkę, to musi być ona naprawdę dobra, bo Mistrz nie zadowala się byle czym. Przy tej powieści miał absolutną rację. 'Igrzyska Śmierci' na długo zapadną mi w pamięć. Nie mogę doczekać się kolejnych tomów trylogii - 'W pierścieniu ognia' oraz 'Kosogłosa'. Polecam gorąco.

 

Indyvidualna

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o „Igrzyskach śmierci" pomyślałam, że to kolejna, płytka powieść dla młodzieży o wielkiej, zakazanej miłości, tyle, że tłem tej zakazanej miłości są jakieś śmiertelne rozgrywki napakowanych gladiatorów. Nie miałam najmniejszej ochoty sięgnąć po sporej grubości 'klocek' w czarne okładce, ale im więcej słyszałam o tej powieści tym bardziej byłam jej ciekawa.

 

Po kilku miesiącach oczekiwania w długim ogonku, nareszcie wypożyczyłam jedyny egzemplarz w bibliotece i nie mogąc się doczekać czytanie rozpoczęłam już w autobusie.

 

Przeczytałam kilka stron, po czym odłożyłam książkę na półkę, bo zwyczajnie nie zainteresowała mnie na tyle, żebym miała jej poświęcić każdą wolną chwilę. Po jakimś tygodniu powróciłam do przerwanej lektury i uzależniłam się. „Igrzyska śmierci" wciągnęły mnie bez reszty i nie sposób było się od nich oderwać.

 

Główną bohaterką książki Suzanne Collins jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która wraz z mamą i młodszą siostrą mieszka w najbiedniejszej 'dzielnicy' państwa Panem. Kraj powstał na zgliszczach Ameryki Północnej. Dwunasty Dystrykt jest najbiedniejszą 'dzielnicą' kraju. Mieszkańcy głodują. Nic dziwnego, skoro Kapitol nie interesuje się swoimi podwładnymi. W dobrobycie żyją tylko osoby z pierwszych dystryktów no i stolica.

 

Po tragicznej śmierci ojca, Katniss jest jedynym żywicielem rodziny. Wraz ze swoim najlepszym przyjacielem umyślnie łamie prawo i całymi dniami poluje w lesie. Jest niesamowitą łuczniczką i rzadko kiedy zdarza się jej wrócić do domu bez zdobyczy.

 

I w sumie o tym mogłaby być owa powieść: o młodej dziewczynie utrzymującej rodzinę z nielegalnych polowań i tak mogłoby się z początku wydawać, jednak bogaty Kapitol często się nudził. Tak często, że ludzie nim rządzący wymyślili makabryczną rozrywkę pod jakże uroczą nazwą: Głodowe Igrzyska. Każdy dystrykt musi wylosować do tej 'zabawy' dwóch uczestników (chłopaka i dziewczynę) w wieku od dwunastu do osiemnastu lat.

 

Igrzyska jak igrzyska: przeciwników jest dwudziestu czterech, jednak zwycięzca może być tylko jeden.

 

Ustawione walki z minimalnym rozlewem krwi?

 

Nie, nie w tych igrzyskach. Tu toczy się walka na śmierć i życie. Na poważnie.

 

Mało tego, od wejścia na arenę uczestnicy zabawy są pilnie śledzeni surowymi oczami kamer. Każdy ich ruch, rozmowa, grymas i każda śmierć jest nagrywana i transmitowana na całe Panem.

 

Nie ma to jak rozrywka dla mas, prawda?

 

Jak każdy wie, los jest typem dość przewrotnym i do gry zostaje 'zaproszona' młodsza, delikatna siostrzyczka Katniss, Prim. Bohaterka, dobrze wiedząc, że Prim nie ma najmniejszych szans na przeżycie, postanawia zgłosić się na ochotniczkę. Jednak, żeby było jeszcze ciekawiej jej partnerem jest chłopak, który kiedyś uratował jej życie.

 

W taki sposób Katniss zaczyna rozpaczliwą walkę o życie dla siebie i swoich najbliższych w odległym Dwunastym Dystrykcie.

 

Nie da się zaprzeczyć, że pokochałam bohaterkę powieści jak żadną inną. Samodzielna i ironiczna szesnastolatka z wyraźną skłonnością do mówienia wszystkiemu i wszystkim ostrego 'nie'. Z początku może troszkę mnie irytowała swoją doskonałością, ale odkąd zostaje postawiona przed wejściem na arenę jej tok myślenia zmienia się o całe sto osiemdziesiąt stopni. Mimo, że jest tak odważna i samodzielna w jej działaniu widać determinacje i rozpacz. Przecież jest jeszcze dzieckiem. Doskonałość dziewczyny widoczna na początku książki rozmywa się niczym poranna mgła w promieniach porannego słońca.
Jednak jest jeszcze drugi uczestnik igrzysk, którego również obdarzyłam sympatią. Mam na myśli Peetę, który mógłby być idealnym kandydatem na rycerza na białym koniu, gdyby nie chore zasady Głodowych Igrzysk. Jaki jest? Pozornie zakochany w Katniss, ale czy na pewno? Czy to prawdziwa miłość czy może taktyka, która ma zwabić potencjalnych sponsorów? Intrygująca osobowość na właściwym miejscu.

 

Co mogłabym jeszcze napisać?
Nie jest to książka dla dzieci. Zdecydowanie nie!

 

„Igrzyska śmierci" jest swojego rodzaju perełką na rynku wydawniczym obecnych czasów, który ocieka historiami o wampirach i (ostatnio) o aniołach. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Polowania, miłość, strach, determinację, okrucieństwo, walkę o życie i całe morze krwi, która została przelana tylko i wyłącznie dla rozrywki mas.

 

Obraz przyszłości?
Oby nie.

 

Lilien

Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny - musi troszczyć się o młodszą siostrę i chorą matkę, a jest to prawdziwa walka o przetrwanie...

 

"Igrzyska Śmierci" to bestseller. Dlaczego wybrałam akurat tą książkę? Na pewno nie z tego powodu. Namówiła mnie do niej moja najlepsza przyjaciółka podczas wspólnego wyjazdu w góry. Gdy się wspinałyśmy po Górach Sowich opowiadała mi historię młodej Katniss, która wzięła udział w głodowych igrzyskach organizowanych przez Kapitol. Z każdą chwila nabierałam pewności, że "muszę to przeczytać, gdy tylko wrócimy". I tak właśnie zrobiłam. Przyznaję, że pierwszy raz książka wciągnęła mnie tak bardzo od pierwszej strony. Jak dla mnie nic jej nie pobije. Ani "Zmierzch", "Harry Potter", "Kod Leonarda Da Vinci", czy cokolwiek innego. Po prostu nic. Jest idealna. Jakby stworzona tylko po to, bym ją wreszcie zdobyła. Dzisiaj na półce mam całą sagę o losach Kat i jestem z nich dumna.

 

Pozycja przyciąga już samą okładką. Czerń oznaczająca śmierć nawiązuje do igrzysk, w których zginęło tylu ludzi. Broszka z kosogłosem, jako znak wyzwolenia i samej Katniss. Jak najbardziej pasuje do treści powieści, za co duży plus. Książka jest wyjątkowa. To na pewno. Wyjątkowa, dlatego, że pani Collins stworzyła zupełnie nowy świat, nową rzeczywistość, w której główną potrzebą jest walka o przetrwanie. Ale zanim o tym, może krótko o samej autorce. Suzanne swoją pisarską karierę rozpoczęła w 1991 roku, jako twórczyni telewizyjnych programów dla dzieci. Zanim stworzyła bestsellerową powieść "Igrzyska śmierci" będącą pierwszą częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa Panem, napisała kilka bajek i opowiadań, a w końcu zasłynęła pięcioczęściowym cyklem kronik o podziemnym świecie i Gregorze - chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obszary. I ta seria, i "Igrzyska śmierci" przez wiele tygodni utrzymywała się na liście bestsellerów "The New York Timesa", zyskując fantastyczne recenzje zarówno krytyków, jak i czytelników.

 

Co do stylu pisania to jest przystępny. Język prosty, bez udziwnień. Żadnych nużących momentów, wiecznie coś się dzieje. Fabuła dopracowana, wszystko zgrane w logiczną całość. W większości książek jest jeden określony punkt kulminacyjny. Tutaj czegoś takiego nie ma. Dlaczego? Ponieważ wszystko stwarza takie napięcie i nasuwa pytanie "I co teraz?", tak, jak gdyby cała powieść była jednym wielkim punktem kulminacyjnym. Czytelnik nie ma chwili na wytchnienie od przerażających wydarzeń, bo zaraz pojawiają się następne. Wielu pomyśli, „Co za dużo to nie zdrowo". Nie tutaj.

 

Jeśli chodzi o bohaterów to na pierwszym miejscu postawiłabym główna bohaterkę za jej determinację, zimną krew i charakter, jaki stworzyła jej pani Collins. Może też, dlatego, że sama się z nią ustosunkowuję, jeśli chodzi o charakter. Prim? Słodka dziewczynka, dla której Kat była wstanie się poświęcić. W tej części mało o niej się dowiedziałam, ale mimo to zwróciła moja uwagę. Peeta? Peta jak dla mnie z początku wydawał się strasznie dziecinny. Za to Gale - uosobienie męstwa i odwagi. Każdy z nich mimo wszystko ma to coś, dzięki czemu ich historia nabiera kolorów i po prostu wciąga.

 

"Igrzyska Śmierci" zakwalifikowano do opowiadań science-fiction. Czy ja bym to do tego podłożyła? Być może, ale ustosunkowałabym to też trochę do rubryki thrillerów ze względu na te wszystkie wydarzenia. Ale to moje zdanie. Jednym słowem. Nikt się przy niej nie powinien znudzić, a i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

 

Koleżanka dzisiaj mi się spytała, czy jako zagorzała książkoholiczka mam wśród tych setek historii jedną ulubioną. Z miejsca powiedziałam, że tak. I to ją zdziwiło. Tak, mam. Historię Katniss Everdeen walczącą o przetrwanie i wyzwolenie się ze szponów Kapitolu. Książkę oceniam na 6/6 pkt. i naprawdę zachęcam do czytania, bo mało jest pozycji takich, jak ta, które nie tylko się różnią fabułą, ale i potrafią tak wciągnąć czytelnika do głębszego poznania państwa Panem i kapitolińskiej władzy. Na koniec chciałam tylko dodać, że powstaje ekranizacja "Igrzysk Śmierci", do której zdjęcia już zostały zakończone. Teraz tylko czekać na premierę. Oczywiście ja się już na nią szykuję.

 

Grafogirl

Zazwyczaj unikam antyutopii jak ognia, twierdząc, że mnie nudzą. Najczęściej odkładam podobne pozycje na półkę, szybko o nich zapominając. Uprzedzenie dość długo powstrzymywało mnie przed zakupieniem "Igrzysk śmierci", jednak przeczytałam wiele pozytywnych recenzji. Z negatywnymi opiniami spotykałam się niezwykle rzadko – zazwyczaj ginęły w morzu pochwał. Jeśli wierzyć tym rewelacjom, czekała mnie na prawdę fascynująca lektura, dlatego przezwyciężyłam niechęć i zakupiłam tę powieść.

 

Jak się dowiedziałam, Suzanne Collins to autorka, która na świecie zasłynęła pięcioczęściowym cyklem kronik o świecie podziemnym, o ile mi wiadomo, nie wydanym w Polsce. "Igrzyska śmierci" to jej pierwsza sprzedawana tutaj książka.

 

Autorka stworzyła futurystyczny kraj Panem ze stolicą w Kapitolu, powstały na gruzach Ameryki Północnej. Państwo te dzieli się na dwanaście dystryktów, a każdy z nich zajmuje się oddzielną częścią gospodarki. Mieszkańcy często głodują, w wielu miejscach żyją na skraju nędzy, a w Panem szerzy się okrucieństwo. Aby zapobiec zamieszkom, władze co roku organizują tak zwane "Głodowe Igrzyska", w których dwudziestu czterech młodych uczestników (po dwoje z każdego dystryktu) walczy o życie na specjalnej arenie. Zwycięzcą może zostać tylko jedna osoba, która pokona głód, pragnienie, rany, liczne niebezpieczeństwa, niekorzystne warunki oraz pozostałych zawodników.

 

W takim świecie żyje Katniss – szesnastoletnia dziewczyna, która po śmierci ojca zostaje głową rodziny i stara się utrzymać dwunastoletnią siostrę oraz chorą matkę. Codziennie walczy o przetrwanie w najbiedniejszym, dwunastym dystrykcie. Kierując się miłością do rodziny wplątuje się w walkę o śmierć i życie, z której możne nie wyjść cało.

 

Pomysł na powieść jest bardzo ciekawy. Walka o przetrwanie, nienawiść do władzy oraz jej okrucieństwo to elementy popularne, lecz Głodowe Igrzyska są jedyne w swoim rodzaju. Dzięki nim "Igrzyska śmierci" wciągają od pierwszej do ostatniej strony i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Zmagania bohaterki dostarczają niesamowitych emocji.

 

Akcja mknie w zawrotnym tempie. Nie sposób domyślić się rozwoju wydarzeń – co chwilę autorka zwodzi czytelnika i zaskakuje aż do osobliwej, nieprzewidywalnej końcówki, która bardzo przypadła mi do gustu. W tle występuje także wątek miłosny, który nie przysłania akcji, dodaje całości smaku i dodatkowo ciągle mąci czytelnikowi w głowie.

 

Na pochwałę zasługują także wspaniali bohaterowie. Zostali bardzo dobrze wykreowani. Każda postać ma wyraźnie przedstawiony, odrębny charakter. Katiniss to odważna, oddana bliskim dziewczyna, która odznacza się dużymi umiejętnościami i inteligencją. Nie rozkleja się nad sobą i swoim nieszczęściem, nie jęczy, nie płacze, ale stara się przeżyć. Moją sympatię wzbudziła także mała Rue. Mimo że drobna i najmłodsza, odznacza się wielkim hartem ducha oraz dobrą duszyczką.

 

Zacząwszy czytać przeraziłam się tym, że powieść została napisana w czasie teraźniejszym. Jak dotąd spotkałam się z tylko jedną taką książka, która wypadła bardzo słabo – chaotycznie, niezrozumiale i pusto. Początkowo załamałam się i zniechęciłam, jednak styl Suzanne Collins jest tak dobry, że nie można się pogubić, a z czasem przestaje zwracać się zauważać czas teraźniejszy. Język powieści nie jest ani prosty, ani trudy, czyta się przyjemnie i szybko.

 

"Imperium śmierci" to wspaniała opowieść nie tylko o okrucieństwie, bezwzględności, odwadze, ale też o miłości, przyjaźni i poświęceniu. To książka, którą pochłania się w jeden wieczór i długo nie można o niej zapomnieć. Z czystym sercem polecam każdemu 'Igrzyska śmierci", gdyż zasługują na szczególną uwagę.

 

Dosiak

W państwie Panem, powstałym na gruzach dawnej Ameryki Północnej, panuje niezwykle okrutny proceder. Raz do roku odbywają się tzw. Głodowe Igrzyska, w których udział biorą wyłonieni przez losowanie młodzi ludzie z każdego dystryktu. Zasady turnieju są bardzo proste – przeżyć może tylko osoba, która pokona wszystkich przeciwników. W walce toczącej się na śmierć i życie nie ma żadnych reguł, niepisanych zasad czy honorowych uczynków. Ku uciesze telewidzów Igrzyska zawsze są bardzo krwawe i brutalne.

 

Główną bohaterką powieści jest, mieszkająca w najbiedniejszym dystrykcie szesnastoletnia Katniss Everdeen. Od śmierci ojca dziewczyna musi dbać o matkę i siostrę, które same z pewnością nie przetrwałyby nawet kilku miesięcy. Katniss wiedzie surowe i pełne trudów życie, ale jeszcze nie wie, że los przygotował dla niej wyzwanie, od którego nie ma ucieczki.

 

O trylogii Suzanne Collins czytałam wiele pozytywnych relacji. Czytelnicy zachwycali się każdym tomem, chwaląc niezwykłą fabułę i mistrzowskie wykonanie. Obawiałam się, że powieść pod jakimś względem mnie rozczaruje i będę żałować poświęconego na nią czasu. Na szczęście moje odczucia po lekturze pierwszej części są zupełnie odmienne. Igrzyska śmierci to fantastyczna i niezwykle wciągając opowieść o poświęceniu, dokonywaniu trudnych wyborów i próbie zachowania godności nawet w najbardziej uwłaczających człowiekowi momentach życia.

 

Akcja powieści rozgrywa się w przerażającej rzeczywistości, w której śmierć niewinnych ludzi nie robi na nikim wrażenia. Turniej, podczas którego nastoletni zawodnicy bez cienia żalu mordują rówieśników bije rekordy oglądalności. Organizatorzy starannie dbają o podsycanie napięcia, często zmuszając zawodników do konfrontacji lub dokonania niezwykle dramatycznych wyborów. Władza usytuowana w Kapitolu kontroluje mieszkańców Panem, nie pozwalając im na opuszczenie swoich dystryktów. Urodzeni w biednych regionach państwa, przez całe życie muszą ciężko pracować, aby nie przymierać głodem. Los pojedynczej jednostki nie znaczy nic.

 

Wizja wykreowana przez Suzanne Collins nie jest tylko przerażającą fikcją literacką, ponieważ okrucieństwo; wojny i walki wpisane są w historię niemal każdego społeczeństwa. Uświadomienie sobie tej oczywistości sprawia, że od opisanych wydarzeń nie można się zdystansować. Zachowanie bohaterów zapada głęboko w pamięć, zmuszając do refleksji nad tym, do jakich czynów ludzie są zdolni. Na szczęście oprócz osób, cechujących się niewyobrażalnym bestialstwem, czytelnik ma okazje poznać szlachetnych bohaterów, kierujących się zapomnianym już etosem.

 

Igrzyska śmierci to bardzo emocjonująca i wstrząsająca opowieść. Autorka trzyma czytelnika w napięciu od pierwszej strony, umiejętnie dawkując kolejne znaczące wydarzenia. Dzięki temu zabiegowi książka wzbudza zainteresowanie i sprawia, że dzieje bohaterów nie są odbiorcy obojętne. Przyznam, że postępowanie Katniss wywołało mój podziw i nie mogę doczekać się aż poznam jej dalsze losy. Z pozoru słaba dziewczyna z dwunastego dystryktu ma buntowniczą i zadziorną naturę, dzięki której radzi sobie nawet w ekstremalnych sytuacjach. Na szczęście nie jest postacią przerysowaną bądź wyidealizowaną. Wszystkie jej umiejętności to efekt ciężkiej pracy i warunków, w jakich się wychowała.

 

Autorka wplotła w fabułę delikatny wątek romansowy. Nić porozumienia i sympatii łącząca postaci ma szansę przerodzić się w mocniejsze uczucie, jednak w państwie Panem szczere reakcje i prawdziwa miłość nie są mile widziane. Uważam, że żaden czytelnik nie pozostanie obojętny wobec takiej historii, dlatego zachęcam do zapoznania się z twórczością Suzanne Collins. W pierwszym kwartale 2012 roku w polskich kinach pojawi się ekranizacja powieści, wyreżyserowana przez Gary'ego Rossa.

 

Gosiarella

"Igrzyska Śmierci" czytałam zaraz po jej premierze w Polsce. Szczerze mówiąc pamiętam, że nie wiązałam z nią wielkich nadziei. Okładka nie obiecywała za wiele, a antyutopie były dla mnie zupełną nowością. Teraz ta niesamowita książka jest dla mnie najwyższą granicą - jest dziesiątką w świecie, w którym nie istnieje nic powyżej nędznych trójek. Przez 2 lata nieustanie poszukiwałam książki, którą choćby w połowie dorównywała jej poziomem - niestety z marnym skutkiem. Suzanne Collins jest mistrzynią, która zostawia daleko za sobą pozostałych autorów, więc jeśli jeszcze nie znasz historii głodowych igrzysk nadszedł czas to zmienić.

 

"Dwunasty Dystrykt — mamroczę. — Tu możesz bezpiecznie umrzeć z głodu."

 

"Burmistrz przedstawia historię Panem, państwa, które powstało na gruzach miejsca zwanego niegdyś Ameryką Północną. Wylicza katastrofy, susze, burze, pożary, podniesienie poziomu oceanów, co pochłonęło sporą część kontynentu, brutalną wojnę o resztki żywności. W rezultacie powstało Panem, wspaniały Kapitol otoczony pierścieniem trzynastu dystryktów. Dopiero wtedy obywatele zaczęli się radować pokojem i dobrobytem. Później nadeszły Mroczne Dni, powstanie dystryktów przeciwko Kapitolowi. Dwanaście uległo, trzynasty zmieciono z powierzchni ziemi. Traktat o Zdradzie zapewnił nam nowe prawa, gwarantujące pokój, a co rok, dla przypomnienia, że Mroczne Dni nie mogą się powtórzyć, rozgrywamy Głodowe Igrzyska.

 

Zasady igrzysk są proste. Za udział w powstaniu każdy z dwunastu dystryktów musi dostarczyć daninę w postaci dwojga uczestników, chłopca i dziewczyny. Dwadzieścia cztery ofiary, zwane trybutami, zostaną uwięzione na ogromnej arenie pod gołym niebem, na której może się znaleźć wszystko, począwszy od spalonej słońcem pustyni, skończywszy na skutym lodem pustkowiu. Przez kilka tygodni uczestnicy turnieju walczą na śmierć i życie. Zwycięża ostatni trybut zdolny utrzymać się na własnych nogach."

 

„Chwytam jego rękę i ściskam ją mocno, przygotowując się na spotkanie z kamerami. Boję się chwili, w której będę musiała ją puścić..."

 

Katniss Everdeen i Peeta Mellark zostają trybutami 12 Dystryktu. Wraz ze swoim mentorem wyruszają do Kapitolu by się zaprezentować przed mieszkańcami i odbyć szkolenie. Od samego początku są stylizowani na przyjaciół, co jest dość niezwykłe, jednak nie protestują jeśli dzięki temu mają zyskać przychylność widzów, a tym samym zapewnić sobie nieco lepsze warunki na arenie. Jednak na prezentacji telewizyjne Peeta wyznaje, że jest od dawna zakochany w Ketniss, a to zmusza ich do zachowania pozy nieszczęśliwych kochanków, z których tylko jedno ma możliwość przeżyć igrzyska.
Muszę się pilnować, żeby nie zdradzić wam za dużo, ponieważ Suzanne Collins jest mistrzynią w nagłych zwrotach akcji i trzymaniu czytelników w nieustannym napięciu. Ponadto nie spotkałam się jeszcze z żadnym autorem, ani człowiekiem, który w porównywalnym stopniu potrafiłby manipulować moimi uczuciami. Mimo tego, że znam od dawna cały cykl i wiem co się zdarzy za moment, to i tak w trakcie czytania niektórych scen płaczę, jak dziecko i nie umiem się powstrzymać. W innych coś ściska mi serce i nie potrafię odejść od książki. Cała fabuła jest wręcz niesamowicie wciągająca, gdy tylko muszę ją odłożyć, choć tylko na chwilkę to i tak nie potrafię skupić się na niczym innym. Największym plusem jest jednak to, że po zakończeniu książki odczuwam pustkę, brak i tęsknotę - właśnie tak silnego wciągnięcia się w fabułę i zżycia z bohaterami brakowało mi najbardziej w książkach.

 

"Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię."

 

Przejdźmy jednak do głównych bohaterów. Ketniss jest niezaprzeczalnie najlepiej wykreowaną żeńską postacią literacką. Jest silna, odważna, zdeterminowana i zaradna. Co prawda jej niedomyślność lub raczej złe interpretowanie pewnych faktów bywa denerwujące to jednak dzięki temu jest bardziej ludzka. Nie sposób nie zżyć się z Ketniss i nie kibicować jej ze wszystkich sił, mimo iż pewne jej decyzje nie do końca są po naszej myśli. Co do Peety jest moim ulubionym bohaterem literackim. Honorowy, serdeczny, oddany i przede wszystkim dobry. Jego miłość do Ketniss jest jedną z najlepszych, jakie miałam okazję poznać na papierowych kartkach. Trójkąt miłosny nie byłby oczywiście kompletny bez Gale'a, za którym średnio przepadam, ale dużo osób go uwielbia. Z postaci drugoplanowych, a przede wszystkim z pozostałych trybutów najbardziej przypadła mi do gustu dziewczynka z jedenastki. Mała Rue, choć niepozorna urzekła mnie swoją dziecięcą niewinnością połączoną z niezwykłą dla jej wieku zaradnością. Zabrzmi to dziwnie, ale bohaterowie tej powieści stali się dla mnie realnymi osobami, którym życzyłabym lepszego losu. Dowodzi to, że kreacja postaci jest perfekcyjna.

 

"— Już jestem twój — zauważa. — Co ze mną zrobisz? Odwracam się do niego.
— Ukryję cię tam, gdzie nie spotka cię nic złego."

 

Zdaję sobie sprawę, że ta recenzja nie jest ani obiektywna, ani pod żadnym względem krytyczna, jest to spowodowane tym, że w ciągu moje krótkiego życia, w którym przeczytałam nie jedną książkę przed oraz po przeczytaniu Igrzysk po raz pierwszy, nie natrafiłam na żadną, która mogłaby się z nią równać. Właściwie nie znalazłam też nawet w połowie tak dobrej, jak ona. Dlatego ocena będzie całkowicie niesprawiedliwa - w skali ocen nie da się oddać jej geniuszu. Jest wciągająca, dynamiczna, momentami wyciska łzy, często przeraża okrucieństwem, bezustannie przepełniona jest wartką akcją z elementami dygresji głównej bohaterki, które skłaniają do rozważań. Chyle czoła przed geniuszem autorki, która stworzyła arcydzieło po które będę sięgała jeszcze nie raz w przyszłości, i które dalej będzie manipulować moimi emocjami, aż do skraju wytrzymałości. Czytanie Igrzysk Śmierci jest niewątpliwą przyjemnością, której każdy powinien spróbować.

 

"Najpierw jedna osoba, potem następna, a w końcu niemal wszyscy w tłumie dotykają ust wskazującym, środkowym i serdecznym palcem lewej dłoni i wyciągają ją ku mnie. To stary i rzadko widywany gest naszego dystryktu, sporadycznie używany podczas pogrzebów. Oznacza podziękowanie, a także podziw. Tak się żegna kogoś drogiego sercu."

 

Beatrice

Czytaliście kiedyś taką książkę, po której nie mogliście myśleć o niczym innym? Przez którą zarywaliście noce, chociaż wiedzieliście, że następnego dnia czeka Was ważny egzamin? Książkę, która wywróciła Wasz świat do góry nogami i nie pozwoliła zapomnieć o wstrząsających prawdach zapisanych na jej stronicach? Taką, która dogłębnie Was poruszyła i nie pozwoliła choć na chwilę o sobie zapomnieć? Taką po której nie byliście w stanie przeczytać nic innego, bo to co was kiedyś satysfakcjonowało, nagle okazało się zwyczajne i nudne? Przyznam, że od dłuższego czasu nie czytałam takiej książki.. aż natknęłam się na Igrzyska Śmierci. W tym momencie wszystko się zmieniło. Gdy wcześniej interesowałam się imprezami i koncertami, tak teraz, czegokolwiek się dotknę, myślę tylko o Katniss i Peecie. Próbuję czytać inne książki, ale myślami cały czas powracam do Igrzysk i gdybym tylko mogła, natychmiast wybiegłabym z domu do empiku po następne części. Tak więc jeśli macie ochotę na coś naprawdę wstrząsającego i odbierającego dech w piersiach, nie możecie ominąć tej książki. To by była zbrodnia!

 

Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Igrzyskach śmierci, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny a musi troszczyć się o młodszą siostrę i chorą matkę, a jest prawdziwa walka o przetrwanie...

 

Potrzebny jest chłopak i dziewczyna. Okrutne igrzyska mają być radosnym świętem, a tak naprawdę są jedynie pokazem władzy, jak zależne są dystrykty od Kapitolu. Walka dzieci o przetrwanie i zabijanie się nawzajem. Istna rozrywka, jednak nie dla wszystkich. Co roku rodziny 24 trybutów czekają z nadzieją na powrót ich dziecka. Jednak zwycięzca jest tylko jeden. Tylko jedno z nich przeżyje i wróci do domu. Co roku w dożynki odbywa się losowanie, jedni czekają na nie ze zniecierpliwieniem, mając nadzieję na wieczną chwałę, a niektórzy śmiertelnie przerażeni mają nadzieję, że to nie im przypadnie ten „zaszczyt". Co roku ginie dwudziestu trzech młodych ludzi!

 

„- Prim!- z mojego gardła wydobywa się stłumiony okrzyk, mięśnie odzyskują sprawność.- Prim!- nie muszę się przeciskać przez tłum. Dzieciaki momentalnie się rozstępują, żeby zrobić mi przejście do estrady. Doganiam Prim w chwili gdy ma wejść na schody. Jednym ruchem ręki zagarniam ją za siebie.
- Zgłaszam się na ochotnika!- dyszę. – chcę być trybutem!"

 

Igrzyska śmierci to naprawdę wstrząsająca opowieść, jednak najgorsze w niej jest to, że nie odbiega tak bardzo od rzeczywistości. Suzanne Collins przytacza nam okrutną opowieść o brutalnym świecie- kraju Panem. Opowieść o miłości i walce o przetrwanie. O strachu i opanowaniu, o odgrywaniu podanej nam roli. Nie sposób oderwać się od książki, kiedy zacznie się czytać. Jednak o pokochaniu tej książki decyduje wiele czynników- nie tylko pomysł, ale i jego realizacja.

 

Cały świat widzimy oczami niezwykłej osoby- Katniss. To ona prowadzi nas przez dwunasty dystrykt, historię igrzysk, a wreszcie przez maskowane okrucieństwo Kapitolu oraz walkę o przeżycie na arenie. Oddaje wszystko bardzo dokładnie, wszelkie opisy otaczającej natury oraz swoje własne buntownicze uczucia. Widzimy świat oczami niezwykle dynamicznej osoby, której nie sposób nie polubić.

 

Każdy z bohaterów został przez autorkę doskonale wykreowany, nie wyidealizowany, był jedyny w swoim rodzaju. Trudno było mi się rozstawać nawet z niektórymi trybutami, bo chociaż byli wrogami, odczuwałam przykre uczucie bezsilności przy każdym wystrzale armatnim, który ogłaszał śmierć jednego z nich. W roli Katniss trudno się nie odnaleźć i nie przeżywać wszystkich wydarzeń. Ciąg akcji również nie pozwala oderwać się od lektury, tak więc jeśli macie ważne sprawy na głowie, lepiej nie zabierajcie się od razu za Igrzyska Śmierci, bo utkniecie w nich do ostatniej stronicy. Naprawdę nie sposób się oderwać.

 

Osobiście naprawdę wczułam się w rolę Katniss, nawet myślałam tak jak ona, aby obrać właściwą strategię. Dziwiło mnie jedynie to, że taka spostrzegawcza dziewczyna, nie potrafi ujrzeć uczucia, którym darzy ją Peete. Ja sama od razu go pokochałam, jednak Kotna (jak nazywał ją Gale) odgrywała jedynie rolę i myślała, że również jest tak w jego przypadku.

 

Nadal nie mogę pozbyć się tej książki z głowy, cały czas zaprząta moje myśli i najchętniej od razu zabrałabym się za następną część. Teraz żadna inna książka nie wydaje się dla mnie tak ważna i interesująca jak wcześniej. Dawno nie przeczytałam takiej powieści jak ta. Jest po prostu wspaniała i wstrząsająca, oraz posiada wszystko co za co cenię dobre książki. Polecam z całego serca dosłownie wszystkim. Koło takiej pozycji nie można przejść obojętnie!

 

Fonin

Jak będzie wyglądał świat za pięćdziesiąt, sto lat? W jakiem kierunku podąży technika, jaka mentalność będzie cechowała ludzi? Wielu zadaje sobie to pytanie. Niektórzy widzą świetlaną przyszłość. Jednak jest i druga strona medalu. Może nie doczekamy się tego i już w przyszłym roku nastąpi tyle razy zapowiadany Koniec Świata? A może spełni się czarny scenariusz reżyserów i autorów książek o tej tematyce?

 

Jedną z takich wizji poznajemy z pierwszego tomu trylogii Suzanne Collins.

 

Książka ta już od bardzo dawna mnie intrygowała. Czytałam wiele pozytywnych opinii i już nie mogłam doczekać się kiedy do mnie trafi. Niestety lista zakupów książkowych długa jak z Warszawy do Łodzi, ale kierując się na wschód. Jakaż była moja radość kiedy szkolna biblioteka została obdarowaną paczką od wydawnictwa Media Rodzina, a w niej „Igrzyska śmierci".

 

Mimo iż czekały na mnie stosy innych pozycji, zabrałam się za lekturę tej powieści i nawet się nie spostrzegłam, kiedy ku mojemu rozczarowaniu zabrakło tekstu. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu, a niestety jego zakup muszę odłożyć na jakiś czas. Jedyna nadzieja w bibliotekach.

 

Odległa przyszłość. Świat nawiedziły liczne kataklizmy i zniszczyły Ziemię. W miejscu dawnej Ameryki Północnej powstało państwo Panem rządzące przez Kapitol. Otoczony on jest przez dystrykty w których zmusza się ludzi do niewolniczej pracy na rzecz stolicy. Powstanie było tylko kwestią czasu. Władze jednak brutalnie stłumiły zamieszki. Od tego czasu na przestrogę mieszkańcom Panem organizowane są Głodowe Igrzyska. Z każdego dystryktu losowani są trybuci. Chłopiec i dziewczyna w wieku od dwunastego do osiemnastego roku życia. Walczyć będą oni z trybutami z pozostałych dystryktów na śmierć i życie ku uciesze kapitolskiej gawiedzi.

 

Katniss Everdeen mieszka w dwunastym, najbiedniejszym dystrykcie. Musi wykarmić matkę i młodsza siostrę. Pełni rolę głowy rodziny choć sama ma zaledwie szesnaście lat. Pomaga jej w tym przyjaciel, Gale, który tak jak ona walczy o przetrwanie własne i swoich bliskich.

 

Jednak tego roku w dniu dożynek, które poprzedzają Głodowe Igrzyska, wszystko się nieodwracalnie zmienia.

 

Powieść ta dosłownie rzuciła mnie na kolana. Świat przedstawiony szokuje, przeraża i skłania cichutkich modlitw, próśb by nigdy do tego nie doszło. Trafiamy do miejsca gdzie nie liczy się absolutnie nic, nic poza przetrwaniem. Dzieciństwo, które z złożenia powinno być beztroskie zostaje przerwane w najokrutniejszy sposób, a niewinni młodzi ludzie rzuceni na arenę gdzie muszą wykazać się przebiegłością, sprytem, bezwzględnością i pozbawić życia ludzi zanim oni zabiją ich.

 

„- Katniss, to tylko polowanie. Nie znam lepszego myśliwego od ciebie – mówi Gale.
- Igrzyska to coś więcej niż łowy. Oni są uzbrojeni. Myślą – mówię.
- Tak jak i ty. Ale ty masz większą wprawę. Naprawdę polowałaś – upiera się. - Dobrze wiesz, jak zabijać.
- Nigdy nie zabiłam człowieka.
- A właściwie co to za różnica? - pyta Gale ponuro.
Najgorsze jest to, że jeśli zdołam zapomnieć, że poluje na ludzie, nie będzie żadnej."*

 

Suzanne Collins z zadziwiającą zręcznością zastosowała tu kontrast. Z jednej strony mamy państwo rozwinięte cywilizacyjnie do granic możliwości, wynalazki o jakich marzą dzisiejsi naukowcy, miasto Kapitol niczym obraz z filmów science – fiction. Z drugiej zaś prymitywne warunki życia mieszkańców poszczególnych dystryktów, brak leków, szkolnictwo opiera się jedynie na podstawowych czynnościach jak pisanie czy czytanie, aż wreszcie walki na arenie niczym w starożytnym Rzymie.

 

Narracja pierwszoosobowa sprawia, że mamy możliwość poznania emocji, myśli, przeżyć głównej bohaterki. Katniss nie jest zwykłą dziewczyną myśląca o chłopcach i pocałunkach. Życie boleśnie ją doświadczyło. Musiała szybko dorosnąć, objąć domowy ster, a przecież sama była tylko dzieckiem.

 

Akcja utworu jest bardzo dynamiczna. Pędzi przed siebie niczym strzała wypuszczona z łuku, nie omijając jednak ważnych wydarzeń. Jednocześnie opisanych jest wiele szczegółów. Autorka zaskakuje opisywanymi scenami niemal na każdym kroku. Czytelnik z mocno bijącym sercem czeka na kolejne niespodzianki na następnych stronach, a ustawione są one do samego końca.

 

Nie zapominajmy jednak, że Katniss to nie jedyna bohaterka „Igrzysk Śmierci". Mamy tu do czynienia z paletą różnorodnych osobowości. Od zabiedzonych mieszkańców dwunastego dystryktu, poprzez różowowłosą Effie Trinket, niemal ciągle pijanego Haymitch'a, kolorową ludność Kapitolu (w tym niezwykłego stylistę Cinne) do Peety Mellarka.

 

Wszyscy oni są wyjątkowi. Niektórzy wzbudzają podziw, inni współczucie, a jeszcze inny prawdziwą niechęć. Moim faworytem jest Haymiych. Uwielbiam tego człowieka, i mimo iż nie jest on przystojny, ani w ogóle atrakcyjny, darzę go wielką sympatią (mam nadzieje, że mi go tam w kolejnych tomach nie zabiją). Chciałam napisać, że rozumiem jego zachowanie, ale w sumie nigdy nie przeżyłam (i mam nadzieję, że nie przeżyję) tego co on, lecz wiele go tłumaczy i ja to akceptuje.

 

Okładka ze skrzydełkami również jest niezwykła. Niby nic ciekawego, ale przyciąga wzrok. Uwielbiam kiedy litery są wypukłe, tu mamy jeszcze taki obrazek. Minusikiem jest jedynie farba jaką wydrukowane jest nazwisko autorki. Niestety po jednym czytaniu lekko się starła. Wspaniała oprawa graficzna nie kończy się jednak na okładce. W środku również co nieco. Ładne grafiki. Oryginalne oznaczenia rozdziałów. Wszystko jest perfekcyjne. Książkę tylko wypożyczyłam, ale na pewno trafi ona na moja półkę.

 

Recenzja ta nie oddaje wszystkich moich odczuć związanych z „Igrzyskami Śmierci". Nie mogę się doczekać kolejnego tomu pt „W pierścieniu ognia", ale również filmu, który zawita w kinach w marcu 2012 roku.

 

Agniecha

Już w marcu 2012 roku na ekrany wejdzie futurystyczny film o tytule „Igrzyska śmierci". Historia ta stworzona została 4 lata wcześniej przez amerykańską pisarkę Suzanne Collins w powieści o tym samym tytule. Kobieta ta, która swoją karierę zapoczątkowała jako twórczyni dziecięcych programów emitowanych w telewizji zyskała światową sławę dzięki swojej trylogii, w której nastoletnia dziewczyna staje przeciwko władzom państwa Panem. „Igrzyska śmierci" to pierwszy tom z tej niezwykłej trylogii, który daje początek nie tylko buntowniczemu nastawieniu, ale i miłości.

 

W państwie przyszłości- Panem, istnieje 12 dystryktów. Każdego roku, władze organizują głodowe igrzyska, w których z każdego dystryktu wystawianych jest dwóch trybutów- chłopak i dziewczyna. Biorą oni udział w krwawych igrzyskach, w których wygrany może być tylko jeden. W tym roku, chcąc chronić swoją młodszą siostrę Prim, do igrzysk zgłasza się Katniss Everdeen. Jednym z jej przeciwników jest chłopak, który w dzieciństwie uratował jej życie, kiedy przymierała z głodu. Dziewczyna na dłuższy czas musi jednak zapomnieć o przeszłości, a także swoich bliskich, których pozostawia w swoim dystrykcie. Teraz musi skupić się na tym, aby przetrwać głodowe igrzyska, stanowiących główną rozrywkę dla najbogatszych.

 

Choć powieść jest fenomenem na skalę światową, to w zasadzie większego szału nie ma- przynajmniej w moim mniemaniu. W zasadzie ciężko jest ją sklasyfikować do jednego gatunku, bowiem zgrabnie łączy w sobie wiele elementów fabularnych. Jest to nietypowy thriller, kiedy musimy zaczytywać się w najrozmaitszych krwawych zabójstwach młodych ludzi. Posiada także elementy romantyczne, kiedy to nawiązuje się tajemnicza nić porozumienia pomiędzy Katniss i Peetą. Jednakże przede wszystkim fabuła obfituje w swoiste melodramaty o równych obliczach. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście post-apokaliptyczny kraj, na terenie dawnej Ameryki Północnej. Krajem rządzi Kapitol, który trzyma swoich obywateli w garści. Wszelkie objawy buntu są tępione, czego przykładem może być zgładzenie dystryktu trzynastego. Teraz zostało ich tylko dwanaście, a Kapitol co roku przypomina ludziom o tym, że to oni tutaj rządzą, poprzez organizację głodowych igrzysk. Dlaczego głodowych? Bowiem młodych ludzi pozostawia się samych sobie. Daje się im zdecydowanie niewielkie szanse na przeżycie, jeżeli sami w sobie nie są w stanie wykształcić takich umiejętności. Umiejętności łowieckie, a także znajomość roślinności mogą okazać się zbawienne. Wszystko jednak skupia się na wsparciu z zewnątrz. Nie należy zapominać, że przez cały tydzień przed igrzyskami młodzi trybuci walczą o względy ewentualnych sponsorów. Dobrze obrana strategia może ich uratować w najgorszych chwilach igrzysk. Wszystko jednak kręci się wokół tego, że młodych ludzi traktuje się tutaj jak zabawki, a nie istoty ludzkie. Ekipa zajmująca się trybutami z dystryktu dwunastego stawia na ogień, a mentor Katniss i Peety stawia na miłość, którą ujmuje serca widzów całego Panem. Wkrótce dochodzi do samych igrzysk i wówczas czytelnik bije się z myślami krążącymi mu wokół tego tematu. Trudno jest sobie wyobrazić to jak młodzi ludzie mordują się wzajemnie. I to z zimną krwią! Ale choć fabuła mocno chwyta za serce to jednak jest tylko jedna jedyna scena w całej powieści, która porusza do głębi. Ciekawość bierze, kiedy rozmyśla się nad tym, jak filmowi twórcy zaprezentują tą scenę w ekranizacji. Pomiędzy liczną dramaturgią przebijają się także liczne elementy survivalu, bowiem towarzyszymy bohaterom i możemy nauczyć się, jak radzić sobie w niektórych przypadkach. Oczywiście, na niektóre sceny trzeba patrzeć przez palce, bowiem przedmioty tutaj występujące raczej nie istnieją w rzeczywistym życiu. Aczkolwiek sama forma zostaje zachowana i może okazać się niezwykle przydatna, kiedy komuś przyjdzie zgubić się w lesie. Ostatecznie, na sam koniec, rozwiązuje się tutaj pewna forma buntu, która urosła w sercu szesnastoletniej Katniss, a co kontynuowane będzie w przyszłych tomach powieści.

 

Suzanne Collins, ma dar chwytania za serca. Jej powieść nie jest zwyczajną i głupią młodzieżówką. Nie brak jej inteligencji, a przede wszystkim realności. Porusza bardzo wiele tematów, przede wszystkim zagrożeń jakie czyhają na rodzaj ludzki. W dodatku opisuje to w taki sposób, że, zwyczajnie, chwyta za serce. Postacie przez nią wykreowane są to bardzo silne osobowości. Jednakże takie jest właśnie założenie powieści. Większość to bezwzględne bestie. Inne z kolei potrafią odnaleźć w sobie zrozumienie, a także wyciągnąć do człowieka rękę kiedy jest w potrzebie. Innymi słowy nie brak im ludzkich odruchów, w szczególności jeżeli w grę wchodzi honor. Niektóre to jedyne w swoim rodzaju persony, które bardzo wiele wnoszą w całokształt. Uwaga czytelnika skupia się nie tylko na trybutach biorących udział w igrzyskach, ale również postaciach, które stoją i przyglądają się im z boku. Jest to zaskakujące, co spowodowane jest tym iż autorka prowadzi tu narrację pierwszoosobową i to w osobie Katniss- jednej z uczestniczek. Jednakże jako bardzo bystra dziewczyna interesuje się światem, który ją otacza, a także ludźmi w jej otoczeniu. Z tego też powodu bez problemu opisuje ludzi, z którymi ma do czynienia, trafnie ocenia ich charaktery i wydaje się, że czyta im w myślach. To właśnie ona sprawia, że są oni widoczni w całym tym zamieszaniu jakim są igrzyska. W powieści tej ważni są nie tylko bohaterowie. Istotny jest także reżim panujący w Panem. Autorce udało się stworzyć niezwykły i jednocześnie zatrważający świat po katastrofie. Świat, którym rządzi Kapitol nie znający litości wobec obywateli kraju. Kraju, w którym bogatym niczego nie brakuje, a biedniejsi przymierają z głodu. Codzienne zmagania z jednym z najważniejszych problemów współczesnego trzeciego świata zostały wykorzystane przez autorkę w tej fantastycznej historii.

 

„Igrzyska śmierci" to dopiero początek tego co Suzanne Collins przygotowała dla swoich czytelników. Jest to nietypowe wprowadzenie do historii walki o wolność i uznanie. Tu mamy dopiero początek tej drogi, bardzo krwawy i pełny wzruszeń. W pierwszym tomie, autorka nie boi się bawić uczuciami czytelnika. I to nie tylko młodego, ale też i starszego odbiorcy. Dzięki elementom fantastycznym, do których zaliczać mogą się najrozmaitsze krzyżówki zwierząt, czy też niezwykłe gadżety; dzięki romantycznej historii, która wzrusza nie tylko sponsorów, ale i czytelnika, a także poprzez świat przyszłości, w którym młodzi ludzie muszą, dosłownie, walczyć o przetrwanie, amerykańska pisarka zakorzeniła w czytelniku uwielbienie do opowieści fantastycznej. Z pewnością niejeden miłośnik tej lektury wybierze się w marcu na salę kinową, aby zobaczyć jak Gary Ross, twórca „Miasteczka Pleasantville". poradzi sobie z ekranizacją tego bestsellera.

 

Nathalien

- Chcę dowieść, że jestem kimś więcej niż zaledwie pionkiem w ich igrzyskach.
- Ale nie jesteś kimś więcej. Nikt z nas nie jest. Na tym polegają igrzyska.

 

„To nie jest książka dla dzieci. To jest powieść dla dojrzałych młodych ludzi, którzy rozumieją, że okrucieństwo jest częścią historii ludzkości, którzy potrafią dostrzec jego znamiona w najbardziej wyrafinowanych formach i którzy jak Katniss mają w sobie odwagę i determinację, by mu się przeciwstawić." Tym akcentem wprowadzamy Was do naszej recenzji niesamowitych „Igrzysk śmierci" autorstwa Suzanne Collins, amerykańskiej pisarki mającej już na koncie inną serię książek, która jednak w ogóle nie umywa się do tego światowego fenomenu. Tak, jesteśmy zachwycone. Tak, gorąco polecamy. I nie, nie powiemy Wam o niej... ani jednego złego słowa!

 

Na terenach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, w którym panują rygorystyczne zasady i każde niezastosowanie się do nich obfituje we wszelkiego rodzaju kary. W jego centrum znajduje się imponujący swą nowoczesnością Kapitol, który otoczony jest dwunastoma dystryktami. O ile Kapitolińczycy wiodą niemal rajskie życie, tak mieszkańcy dystryktów zmuszani są regularnie przechodzić przez to samo piekło. Raz w roku, podczas dożynek, z każdego dystryktu wybierana jest dwójka trybutów w wieku od dwunastu do osiemnastu lat - chłopak i dziewczyna, którzy wraz z wybrańcami z pozostałych części kraju stoczą między sobą morderczą walkę na wybranej przez organizatorów arenie w ramach tzw. Głodowych Igrzysk. Ich celem jest przypomnienie mieszkańcom zdarzeń mających miejsce w przeszłości, a konkretnie powstania wobec władzy, którego klęska doprowadziła do zniszczenia trzynastego dystryktu i w ten sposób uświadomić, że wszelki ponowny bunt jest bezcelowy.

 

Główna bohaterką jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która po śmierci ojca zmuszona jest nauczyć się życia, polowania i przetrwania w trudnych warunkach. Wszystko to po to, aby zapewnić swojej matce i dwunastoletniej siostrze możliwość przeżycia. Mieszka w dwunastym dystrykcie, który uważany jest za najbiedniejszy i niewarty uwagi, dzięki czemu panują w nim luźniejsze kontakty między częścią mieszkańców i Strażników Pokoju zesłanych przez Kapitol. Katniss jest jedną z takich osób. W zamian za przymykanie przez straże oka na jej nielegalne wychodzenie do lasu poza granicami dystryktu i polowanie, dzieli się z nimi zdobyczą. Ryzykuje, że kiedyś zostanie przyłapana, byleby tylko utrzymać rodzinę, co stało się jej zadaniem po śmierci ojca.

 

Nachodzi dzień dożynek i wyboru dwóch trybutów na siedemdziesiąte czwarte Głodowe Igrzyska. I wbrew temu, co może Wam teraz siedzieć w głowach, Katniss wcale nie zostaje wybrana...

 

Przyznaję się bez bicia, że najpierw obejrzałam film, a dopiero potem sięgnęłam po książkę. Wiem, grzech niewybaczalny. Szczególnie że byłam tak zachwycona filmem, że potem ociągałam się z przeczytaniem pierwszego tomu z obawy, że okaże się on gorszy od ekranizacji. I w końcu dostałam opinię koleżanki, że cała trylogia jest niesamowita i muszę ją przeczytać. Zaufałam – mamy tak podobny gust literacki, że niemal zawsze to, co lubi jedna, podoba się też drugiej. Dodatkowo pierwszy tom od dwóch miesięcy stał już u mnie na półce, a ja ciągle nie mogłam się zebrać... W końcu jednak wymierzyłam sobie mentalnego kopniaka i zabrałam książkę na wykłady. Jak zaczęłam czytać w oczekiwaniu na ich rozpoczęcie, tak niemal z płaczem przerwałam, gdy w końcu ono nastąpiło. Skończyłabym książkę w ciągu jednego dnia, ale obowiązki wzywały, więc lektura zajęła mi dwie doby. I mówiąc szczerze, nie istnieje na Ziemi zbyt wiele rzeczy, na które zamieniłabym wrażenia z lektury tej książki.

 

Ale po kolei...

 

Zabierając się za „Igrzyska śmierci", znałam już historię z filmu z niesamowitą Jennifer Lawrence, która swoją grą aktorską sprawiła, że Katniss nie można było nie pokochać. Znałam też Peetę, Gale'a, Haymitcha, Cinnę, małą Rue, ale przede wszystkim znałam zakończenie. Mimo to książka wywarła na mnie ogromne wrażenie – cóż, nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że wersja papierowa jest w większości przypadków lepsza od swojej ekranizacji, a że jestem fanką akurat tego filmu, to taka opinia w moich ustach oznacza coś naprawdę wartego uwagi.

 

Przechodząc jednak do książki...

 

Katniss Everdeen jest jedną z moich ulubionych bohaterek wszechczasów. Dziewczyna rzuca cień na własne bezpieczeństwo, dbając o przeżycie rodziny i w tym celu nielegalnie polując czy też pobierając jedzenie z Pałacu Sprawiedliwości, za co do puli trybutów losowanych podczas dożynek dostaje dodatkowe wpisy ze swoim imieniem. Stawia na szali swój udział w igrzyskach oraz, co za tym idzie, swoje życie, byleby tylko ocalić jej bliskich. Jednocześnie postanawia, że nigdy nie wyjdzie za mąż i nie będzie mieć dzieci, gdyż nie potrafiłaby skazać ich na takie piekło.

 

Dzień dożynek to prawdziwy test jej odwagi. Nie powiem Wam, czego dziewczyna wtedy dokonuje, za to przyznam, że podczas czytania tych scen sama zaczęłam się zastanawiać, co ja bym zrobiła na jej miejscu, czy znalazłabym w sobie tyle siły, by postąpić równie bohatersko. I ponownie - mimo znajomości rozwiązania problemu w filmie, tutaj akcja na nowo mnie zaskoczyła. Nie z powodu jakichś różnic w wydarzeniach, ale dzięki sposobowi, w jaki Suzanne Collins opisuje wszystko, co dzieje się wokół głównej bohaterki, dzięki temu, jak przedstawia nam świat oczami Katniss.

 

Jej charakter jest godny podziwu i tu znowu ukłon w stronę autorki za taką kreację postaci. Zwinna, sprytna, inteligentna, skłonna do gigantycznych poświęceń i umiejąca szybko dostosować się do sytuacji – dawno tego nie było w literaturze i to zdecydowanie jest jeden z czynników, które przesądziły o sukcesie trylogii. Do tego walczyła do końca, nawet gdy wszystko obróciło się przeciwko jej szczęściu. Ciągle wierzyła w pomyślny scenariusz, jej optymizm był chorobliwie zaraźliwy zarówno dla czytelnika, jak i dla widza.

 

W sprawie innych bohaterów – cóż, uwielbiam Peetę Mellarka. Ach, jak ja bym chciała, żeby mój facet był tak jak on...! I tutaj gigantyczny plus dla pani Collins za kolejną kreację – wielokrotnie nie wiedziałam, czy czyny Peety świadczą o tym, że chce pomóc Katniss czy też jej zaszkodzić. I sama w to nie wierzę, ale to tylko sprawiło, że pokochałam go bardziej. Podobnie miałam w przypadku Damona z „Pamiętników wampirów"... i jak się raz zaczęło z pięć lat temu, tak ciągle nie minęło dzięki obsadzeniu w tej roli Iana Somerhaldera. Ale wracając do tematu...

 

Co do Gale'a, drugiego bohatera męskiego, którego nie mogło zabraknąć w powieści tego typu, gdyż obecnie trójkąt miłosny niemal gwarantuje sukces – nie wiem, czy taki był cel autorki, ale nie lubię gościa. Jest miły, czarujący i w ogóle, ale psuje mi chemię między Katniss i Peetą, za co z miejsca dostał ujemne punkty. Mówcie, co chcecie, nie przekonam się za Chiny, że uczucie między nim a Katniss byłoby właściwe!

 

Oprócz dramatu Igrzysk, ich akcji powiązanej z dość krwawą jatką oraz trójkąta miłosnego mamy również sporą dozę komizmu. Postacie takie jak Haymitch, Caesar, Effie wprowadzają mnóstwo zabawnych sytuacji i dialogów – wierzcie mi, nie sposób się nie śmiać, mimo że zewsząd otacza nas ogrom okrucieństwa prezydenta Snowa.

 

Właśnie, okrucieństwo. Istnieje od starożytności i mimo że wszyscy byliśmy i jesteśmy jego świadkami w codziennym życiu, ciągle nie umiemy go powstrzymać. Jestem pewna, że wszystkie powstające obecnie dystopijne wizje świata mają w sobie cząstkę, która z pewnością pojawi się w przyszłości i doprowadzi do urealnienia rzeczy opisywanych w takich powieściach jak właśnie „Igrzyska śmierci" czy recenzowana już wcześniej przeze mnie „Atrofia". Przecież rozmiar okrucieństwa rośnie w zastraszającym tempie, mimo że świat zdaje się tego nie zauważać, a taka obojętność nigdy nie przynosi pozytywnych efektów. Czy tylko ja nie byłabym zdziwiona, gdyby w ciągu kolejnych stu do dwustu lat w jakimś kraju władze rzeczywiście wprowadziłyby takie igrzyska, by siać postrach i trzymać obywateli w ryzach poprzez terror?

 

Odnosząc się już bezpośrednio do książki, mój egzemplarz nabyłam z wymiany i niestety jest on już z okładką filmową, jednak wciąż liczę na to, że przy kupnie całej trylogii w formie pakietu (tak bardziej się opłaca niż tylko drugi i trzeci tom) upoluję okładkę typowo książkową. Obie bardzo mi się podobają i muszę przyznać, że po przeczytaniu książki nabierają nowego znaczenia.

 

Podsumowując, jedyny element historii, do którego nie jestem przekonana to Gale, chociaż jestem pewna, że jeśli Peeta i Katniss zejdą się w kolejnych tomach, to wybaczę Gale'owi jego uczucie do Kotny (jak ją G. zwykł nazywać – uroczo, nie?). Poza tym jestem książką zachwycona! Wywołała u mnie całą gamę emocji. W sumie po ostatnich moich recenzjach wychodzi na to, że najchętniej wszystko bym oceniła na 10 punków, ale mówi się trudno, że akurat na recenzowanie takich książek padł wybór. Niedługo posypie się trochę gorszych ocen – tutaj jednak nie ma o takiej mowy!

 

Gorąco polecam! Zaufajcie mi, że to jedna z ciekawszych pozycji ostatnich lat i mimo że lubię zarówno Harry'ego Pottera, jak i nie mam nic do Zmierzchu, tak ustawienie Igrzysk w tym samym szeregu w jednym z cytatów z tylnej okładki nieco mnie ubodło, bo cała trylogia powinna stanąć na znacznie wyższej półce.

 

Daria CreatedEternity

Jedzenie. Czym jest dla nas? Potrzebą, pragnieniem, rozkoszą, przyjemnością. Jemy, bo musimy, jemy, gdyż chcemy. Jemy, ponieważ wywołuje to bardzo miłe uczucie. Spożywamy, aby poczuć sytość i spełnienie. Czy osoby, które nigdy nie miały biedy, wiedzą co oznacza 'pójść spać z pustym żołądkiem'? Czy takie osoby potrafią sobie wyobrazić prawdziwy głód? Najprawdziwsze pragnienie spożycia czegoś. Czegokolwiek. Jak wiele osób wie, co oznacza umieranie z głodu? Jak to jest egzystować kilka dni, ba!, tygodni, zadowalając się jedynie mizernymi porcjami, jedzeniem, które sami znaleźliśmy? Czy można być w pełni szczęśliwym, gdy głód doskwiera? Mimo wszystko żyć, choć żołądek zwija się z bólu, błagając o drobny przysmak? Nie, nie można. Jedzenie nie tylko pozwala nam żyć, daje siłę, ale również radość, namiastkę szczęścia. Rozkosz.

 

"Niszczenie jest łatwiejsze od tworzenia."

 

Nadszedł czas na siedemdziesiąte czwarte Igrzyska Głodowe. Zostaną wybrane dwie osoby z dwunastu Dystryktów. Katniss zrobiła wszystko, aby jej młodsza siostra Prim, nie została wylosowana. Spośród tysięcy kartek, nie było najmniejszej szansy, aby wylosowano jedną kartkę z nazwiskiem Primrose Everdeen. Jednak los zaskoczył wszystkich. Wylosowano dwunastolatkę. Katniss, która kocha siostrę ponad życie, zgłasza się na ochotnika, by iść na Igrzyska zamiast Prim. W tenże sposób staje się trybutem w Głodowych Igrzyskach. Tylko jedna osoba z dwudziestu czterech wróci żywa... Osobą, która również idzie na Igrzyska z dwunastego Dystryktu jest Peeta. Chłopiec, który dawno temu uratował głodującą Katniss, dając jej chleb.

 

Suzanne Collins odniosła ogromny sukces, tworząc "Igrzyska śmierci". Książka ta podbiła serca milionów czytelników. Wyreżyserowano ją. Amerykańska pisarka stworzyła również cykl pt. "Underland Chronicles", która wraz z "Igrzyskami śmierci" utrzymywała się na listach bestsellerów w Ameryce. Sięgnęłam po Igrzyska z czystej, nieprzezwyciężonej ciekawości. Chciałam poznać fenomen tej powieści. Udało mi się?

 

Pierwsze strony pisarka przeznaczyła na to, aby czytelnik w pełni zapoznał się z Panem, Dystryktami, działaniem Igrzysk i Kapitolu. Suzanne jasno i klarownie przedstawiła nam stworzony przez siebie brutalny świat, gdzie głód doskwiera tysiącom ludzi i gdzie największą rozrywką jest patrzenie, jak młodzi ludzie w wieku od dwunastu do osiemnastu lat zabijają się nawzajem.

 

Coś, co rzuciło mi się w oczy, to właśnie brutalność. Pani Collins nie bała się szczerze, bez najmniejszych ogródek opisywać przerażającej, krwawej wojny na arenie, niebywale okrutnego życia w Dystryktach i walki o przetrwanie. Niektóre opisy ran, zdarzeń, mogły pobudzić u czytelnika miliony emocji. Od obrzydzenia, po współczucie aż do niedowierzania.

 

"Igrzyska śmierci" to niezwykle oryginalna książka. Tego zdecydowanie jeszcze nie było. Collins miała fenomenalny pomysł i bardzo dobrze wcieliła go w życie. Świetnie budowała napięcie, sprawiała, że czytelnik sam starał się zachowywać cichutko, dokładnie jak główna bohaterka, aby inny trybut nas nie dostrzegł. Po tym, jak Katniss wylądowała na arenie wręcz niemożliwością stało się zaprzestanie czytania!

 

Bohaterzy byli dobrze nakreśleni. Główna postać to waleczna, wiedząca, czego od życia chce dziewczyna. Utrzymywała rodzinę po śmierci ojca. Polowała, zarabiała pieniądze, sprzedając swoje zdobycze, okazała się niezwykle dojrzała. Niekiedy nieco nadpobudliwa, ale bardzo bystra. Podczas Igrzysk domyślała się takich rzeczy, jakich wiele osób nie byłoby w stanie zrozumieć, czy rozpracować w normalnych warunkach. Peeta to postać, którą polubiłam, ale również która mnie intrygowała. Chciałam zrozumieć, jego podejście do sprawy i wszelkie działania na arenie, jak i w Kapitolu.

 

Wątek miłosny okazał się bardzo nietypowy. Nie jest go za dużo, absolutnie nie przesłania pierwotnego planu książki. Jego specyficzność sprawia, że czytelnik zaczyna się zastanawiać, jak się zakończy, czy wszystkie emocje bohaterów są szczere.

 

Język, jakim posługuje się pisarka, jest przystępny. Wciągający. Nie sprawia żadnych trudności, lecz również nie odzwierciedla się ubogim słownictwem. "Igrzyska śmierci" nie posiadają kolokwializmów ani wulgaryzmów, co może zachęcić do przeczytania tej powieści, tą grupę czytelniczą, która nie toleruje takich zabiegów w książkach.

 

"Igrzyska śmierci" to powiew świeżości na rynku, coś oryginalnego, wciągającego, niezastąpionego. Bawi się emocjami, potrafi zaskoczyć, obrzydzić oraz zachwycić. Polecam. Książka ta jest warta przeczytania.

 

"Nie zapomina się twarzy człowieka, który jest ostatnią nadzieją."

 

Agnieszka.pi

Zaliczam się do tego szerokiego grona osób, które po trylogię Suzanne Collins sięgnęły dopiero po obejrzeniu filmu. Mało tego – ja swoją przygodę z nią rozpoczęłam i zakończyłam w przeciągu jednego tygodnia, dobre kilka miesięcy po zapoznaniu się z ekranizacją. Gdybym mogła, rozwodziłabym się nad wszystkimi tomami jednocześnie, ale nie chciałabym psuć wrażeń potencjalnym przyszłym czytelnikom, więc zachwycać się będę wyłącznie tomem pierwszym. Nie ukrywam, „Igrzyska śmierci" bardzo przypadły mi do gustu i z ręką na sercu polecam – zwłaszcza osobom zmęczonym wilkołakami i mieniącymi się w słońcu wampirami wyskakującymi zza każdego zakrętu, nastolatkami marzącymi wyłącznie o poderwaniu Tego-Idealnego-Chłopaka, nastoletnimi czarownicami i supersprzedającymi się książkami z założenia „tylko dla dorosłych".

 

Rzecz się dzieje w odległej(?) przyszłości. Nie istnieje świat nam współczesny. Na kontynencie, który my znamy pod nazwą Ameryki Północnej, na ruinach państwa znanego nam jako Stany Zjednoczone, powstało Panem. Składa się ono z Kapitolu – miasta leżącego w centrum, będącego siedzibą władz, słynącego z przepychu i bogactwa, w jakim pławią się jego mieszkańcy oraz z dwunastu dystryktów otaczających stolicę. Każdy z nich wyspecjalizowany jest w innej dziedzinie i ma za zadanie zaopatrywać resztę kraju w wytwarzane przez siebie dobra – w praktyce większa część zaopatrzenia trafia jednak do Kapitolu.

 

Kiedyś istniał jeszcze Trzynasty Dystrykt, jednak został zmieciony z powierzchni ziemi w ramach manifestacji potęgi i wszechwładzy Kapitolu podczas tłumienia buntu dystryktów, który wybuchł na kilkadziesiąt lat przed akcją właściwą powieści. Ku pamięci i w ramach utrzymania w ryzach pozostałych dzielnic kraju, co roku władze organizują Głodowe Igrzyska. Z każdego z dystryktów losowana jest para trybutów (ofiar) - w ten sposób dwadzieścia cztery osoby trafiają na arenę znajdującą się na obrzeżach Kapitolu i tam między sobą walczą o przetrwanie. Wszystkie chwyty są dozwolone – powszechnie wiadomym jest przecież, że zwycięzca może być tylko jeden, a stolica złakniona jest krwi i spektakularnych śmierci.

 

W okolicznościach zbliżających się kolejnych Głodowych Igrzysk poznajemy główną bohaterkę – Katniss Everdeen, która jest też narratorką w powieści, więc otaczający świat widzimy z jej perspektywy. Ma ona 16 lat, pochodzi z Dwunastego (najbiedniejszego, najgorszego, najbardziej oddalonego od „cywilizacji" i zacofanego) Dystryktu, od czasu śmierci ojca w wybuchu w kopalni – bo Dwunastka specjalizuje się w górnictwie – pełni rolę głowy rodziny, próbując ułatwić przeżycie bliskim. W wyniku złośliwości losu, Katniss, aby ratować życie wylosowanej do udziału w igrzyskach młodszej siostry, zgłasza się na ochotnika i zajmuje jej miejsce. Kto oglądał film/czytał książkę, wie, jak się potoczy akcja, kto nie oglądał/nie czytał – musi nadrobić zaległości, bo o fabule już nie wspomnę.

 

Dla większości czytelników jest to świetna książka przygodowa, dobrze dopracowana, trzymająca w napięciu i oddziałująca na wyobraźnię, momentami nieco naiwna, z szerokim wachlarzem barwnych postaci. Subiektywny punkt widzenia – z perspektywy głównej bohaterki – nieco ogranicza nam postrzeganie świata, jednakże właśnie w tym aspekcie książka zdecydowanie góruje nad filmem: mamy sposobność przyjrzenia się wnętrzu Katniss, poznajemy ją bliżej i niejako sami stajemy się częścią akcji, poprzez wybrany przez autorkę sposób narracji. Mimo że widziałam film i znałam zakończenie „Igrzysk śmierci", lektura stanowiła niewątpliwą przyjemność i uzupełnienie obrazu właśnie przeżyciami wewnętrznymi.

 

Ci, którzy szukają czegoś więcej w literaturze i lubią/chcą po przeczytaniu ostatniego zdania poświęcić chwilę na refleksję, także nie będą rozczarowani. Suzanne Collins stworzyła świat totalitarny (wcale nie taki obcy i nierzeczywisty, mimo futurystycznej otoczki), z rządem przemocą i terrorem utrzymującym w ryzach uciśnione społeczeństwo. Głód i niedostatek wyzierają z każdego rozdziału „Igrzysk śmierci", towarzyszą prawie wszystkim (nie licząc oczywiście Kapitolu), a coroczny spektakl z udziałem młodych mieszkańców każdego w dystryktów, będący niczym innym, jak demonstracją siły, transmitowany jest w każdym zakątku Panem. Zmagania na arenie oglądać musi każdy obywatel – jest to jeszcze jeden środek kontrolowania społeczeństwa, to już nawet nie zawoalowana groźba Kapitolu, to pewne siebie zawołanie: „Mieliście czelność wystąpić przeciwko władzy, teraz za to płacicie – wasze dzieci zabijają się na oczach wszystkich i ku naszej radości". Trybuci znajdują się pod stałą obserwacją widzów – niczym bohaterowie tak dobrze znanych nam reality show.

 

„Chleba i igrzysk" potrzebował lud starożytnego Rzymu. Jak się okazuje, pewne cechy charakteryzujące rodzaj ludzki nie zmieniają się przez setki lat.

 

 

Suzanne Collins, Igrzyska śmierci, wyd. Media Rodzina, Poznań 2009

 

Ciarolka

Suzanne Collins swoją pisarską karierę rozpoczęła w 1991 roku jako twórczyni telewizyjnych programów dla dzieci. Zanim stworzyła Igrzyska śmierci napisała kilka bajek i opowiadań, a w końcu zasłynęła pięcioczęściowym cyklem kronik o podziemnym świecie i Gregorze - chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obrazy. I ten cykl, pt. "Underland Chronicles", i Igrzyska śmierci przez wiele tygodni utrzymywały się na liście bestsellerów New York Timesa. Suzanne Collins mieszka w Connecticut z rodziną i trzema kotami.

 

Bohaterką powieści jest Katniss Everdeen, która nie ma łatwego życia. Jest obywatelką państwa Panem powstałego na ruinach dawnej Ameryki Północnej, podzielonego na dwanaście dystryktów. Każdy region posiada własną specjalizację. Katniss żyje w najbiedniejszym Dwunastym Dystrykcie specjalizującym się w górnictwie. Po śmierci ojca jej matka popadła w depresję, więc dziewczyna sama musi opiekować się dwunastoletnią siostrą Prim i utrzymywać rodzinę. Zajmuje się kłusownictwem - razem z przyjacielem Galem poluje na zwierzynę i zbiera rośliny niezbędne do przeżycia. Władze wiedzą o przestępstwie, które popełnia, ale w zamian za mięso udają, że nic nie widzą.

 

Życie w Dwunastym Dystrykcie jest tylko nudną egzystencją, ludzie są tak biedni, że ledwo starcza im na cokolwiek do jedzenia (chleb to rarytas), a często umierają śmiercią głodową. Jedynym państwowym wydarzeniem, które się tam odbywa są doroczne dożynki, podczas których młodzież - chłopiec i dziewczyna - w wieku od 12 do 18 lat wybierani są na reprezentantów dystryktu w Głodowych Igrzyskach. Ma to miejsce w całym Panem, dlatego w tych zawodach bierze udział 24 nastolatków. Nie są to jednak zwykłe zawody sportowe, co to to nie... To prawdziwa walka o przetrwanie, walka na śmierć i życie, z której tylko jeden zawodnik wychodzi zwycięsko. Obywatele bogatych dystryktów, takich jak pierwszy czy drugi przez całe życie szkolą się do tego zadania, a następnie zgłaszają się na ochotnika, dlatego mieszkańcy biedniejszych dystryktów praktycznie nie mają szans na przetrwanie.

 

" W Dwunastym Dystrykcie dojrzały wygląd jest nie lada osiągnięciem, bo bardzo wielu ludzi przedwcześnie umiera. Widząc osobę w podeszłym wieku, ma się ochotę podejść, pogratulować długowieczności, spytać o sekret umiejętności przetrwania. Pulchnym ludziom się zazdrości, bo najwyraźniej nie muszą z trudem wiązać końca z końcem, jak większość z nas. Tutaj wszystko wygląda inaczej. Zmarszczki są niepożądane. Duży brzuch nie świadczy o sukcesie."

 

Podczas losowania w Dwunastym Dystrykcie na przedstawicielkę płci żeńskiej zostaje wybrana mała siostra Katniss, która w tym roku bierze udział po raz pierwszy w "wyborach". Nasza główna bohaterka przerażona i zaskoczona zgłasza się na ochotnika, gdyż chce ochronić siostrę przed niechybną śmiercią. Zostaje okrzyknięta bohaterem, ponieważ jest pierwszą w historii dystryktu osobą, która zgłosiła się z własnej woli. Chłopakiem, który będzie jej towarzyszył, a jednocześnie będzie śmiertelnym wrogiem jest Peeta, syn piekarza. Wspólnie wyruszają na największą i najstraszniejszą przygodę swojego życia.

 

Na kilka dni zatrzymują się w Kapitolu, stolicy Panem. Jest to niewyobrażalnie bogate miejsce i całkowicie różne od biednego Dwunastego Dystryktu. Dlatego to, co widzą tam bohaterowie przechodzi ich najśmielsze wyobrażenia. Przechodzą tam trening i mogą zobaczyć swych przeciwników. Cały czas są kamerowani i pokazywani w telewizji w całym kraju, bo igrzyska to przede wszystkim chęć pokazania ludowi, kto tu rządzi i dostarczenie płytkim mieszkańcom stolicy i bogatych dystryktów rozrywki. Katniss będzie musiała pokazać na co ją stać i przetrwać. Nagroda dla zwycięzcy jest ogromna - ustawiony jest na całe życie a także rodzimy dystrykt otrzymuje dobra.

 

Jaka jest w ogóle idea igrzysk? Po co ktoś wymyślił, aby je organizować? Jest to kara za to, że przed laty Trzynasty Dystrykt zorganizował powstanie w wyniku którego cały jego obszar został zmieciony z powierzchni ziemi. Teraz wszyscy obywatele muszą pamiętać o tym wydarzeniu i wiedzieć, że władzy nie wolno się sprzeciwiać.

 

"Kapitol zabiera dzieci z naszych dystryktów i na naszych oczach zmusza je do bratobójczej walki. W ten sposób rządzący przypominają nam, że jesteśmy zdani na ich łaskę i niełaskę. Mamy pamiętać, że nie przeżyjemy następnego powstania."

 

Dobra, dosyć już opowiadania fabuły. Choć moje streszczenie wydaje się mega długie, to tak naprawdę jest to zaledwie początek całej niesamowitej historii.

 

Ogromną zaletą powieści jest różnorodność bohaterów. Katniss to niezwykle odważna i waleczna dziewczyna, która zrobi wszystko, aby zapewnić rodzinie byt, choć sama nie jest jeszcze do końca dorosła. To, jak radziła sobie podczas Głodowych Igrzysk było niesamowite. Świadczy to o jej zaradności, umiejętności poradzenia sobie w każdej sytuacji. Myślę, że dzięki swemu doczesnemu życiu, potrafiła przetrwać tę istną walkę na śmierć i życie. Katniss nie jest zadufaną w sobie nastolatką myślącą o ciuchach i o chłopakach. To osoba twardo stąpająca po ziemi, posiadająca duże życiowe doświadczenie, które sprawia, że traktujemy ją jak osobę dojrzałą emocjonalnie, która zna życie i jest nieufna w stosunku do innych, często nawet spostrzegana jako osoba arogancka.

 

Peeta to kolejna ciekawa postać. Mimo, że jest synem piekarza to również cierpi biedę, ponieważ jego rodzinie nie wolno brać sobie chleba (no, chyba, że czerstwy), również muszą go kupować, a na to ich nie stać. Jest silny od dźwigania ciężkich worków z mąką i na początku powieści trochę dziecinny. Wydarzenia zmieniają go w mężczyznę, sprawiają, że inaczej patrzy na świat.

 

Na uwagę zasługuje również sytuacja w kraju Katniss. Niby ludzie są wolni, ale ustrój kojarzy mi się trochę z totalitaryzmem czy komunizmem. Nie można sprzeciwiać się władzy, choćby wypowiedzenie najdrobniejszej uwagi na temat ich "sposobów" rządzenia napawa strachem. Władza jest obłudna, pod podszewką kryje się prawda. Podobnie telewizja - doskonale ukazane tu jest, jak potrafi manipulować ludźmi. Zastanawiam się, ile tej manipulacji jest w naszym życiu? Na ile telewizja stara się przedstawiać nam różne fakty w sposób jej odpowiadający?

 

Sama nie wiem co mogę jeszcze napisać na temat tej książki. Tyle myśli mam w głowie, ale nie umiem ich ubrać w słowa, więc wybaczcie, jeśli moja recenzja jest chaotyczna i nieskładna. Od wielu miesięcy chciałam przekonać się, co jest takiego w tej powieści, że wszyscy chętnie ją czytają, nawet osoby, które sięgają po coś raz na rok. Na początku mojej przygody z Igrzyskami Śmierci wydawały mi się zwyczajnie średnie i zastanawiałam się, czym wszyscy tak się zachwycają. Po pewnym czasie zrozumiałam. Ciekawość, co będzie dalej, jak potoczą się losy Katniss i innych opanowała mnie do tego stopnia, że połowę książki przeczytałam w jeden dzień, mimo, że na komputerze miałam świetną nową grę, w którą chętnie bym pograła. Wybrałam Igrzyska śmierci i wcale tego nie żałuję.

 

LittleAngel

Futurystyczne państwo Panem, zbudowane na ruinach czegoś, co kiedyś było Ameryką Północną. Wokół Kapitolu, gdzie swą siedzibę obrały władze, skupiło się trzynaście dystryktów oczekujących pokoju i dobrobytu. Coś jednak się zepsuło, coś zawiodło, coś poszło nie tak...

Dystrykty wystąpiły przeciwko Kapitolowi, dochodząc swych praw w krwawym buncie. W buncie, który się nie powiódł.

 

Buntowników spotkała ciężka kara. Dystrykt 13. został zmieciony z powierzchni Ziemi. Reszta, zmuszona do życia w izolacji, co roku składa ofiarę dla Kapitolu. Co roku dwoje młodych ludzi – dziewczyna i chłopiec w wieku od 12 do 18 lat –z każdego Dystryktu są wybierani w trakcie dożynek na drodze losowania do udziału w krwawych Głodowych Igrzyskach. Zwycięzca przechodzi do historii i ma zapewniony bezpieczny, spokojny byt na odpowiednim poziomie. Zwycięzca zostaje ulubieńcem Kapitolu. Ale zwycięzca może być tylko jeden. Resztę czeka śmierć.

 

Katniss Everdeen mieszka w biednym, dwunastym Dystrykcie. Jej ojciec, górnik, zginął w czasie wybuchu w kopalni. Od tamtej pory to właśnie na głowie dziewczyny spoczywa odpowiedzialność za matkę w depresji i młodszą siostrę, Prim. Razem ze swym przyjacielem, Gale'em, niemal codziennie poluje w leżącym przy granicy Dystryktu lesie. Kłusownictwo jest zakazane, jednak władze Dystryktu przymykają na to oko – w końcu sami kupują od nich mięso czy zebrane na łące pod lasem owoce.

 

W trakcie tegorocznych dożynek Katniss staje na placu pośród swoich rówieśników, aby jak co roku przeżyć chwile grozy i, jak co roku, modlić się, żeby to nie na nią padł wybór losu. Gdy Effie Trinket, opiekunka trybutów z Dwunastego Dystryktu, wyciąga los z imieniem jej siostry, serce dziewczyny na chwilę zamiera. Gdy wreszcie dociera do niej straszna prawda, już wie, co powinna uczynić.
Zgłasza się na ochotnika – w zastępstwie Prim.

 

Jej towarzyszem, a zarazem przyszłym przeciwnikiem na arenie, zostaje syn piekarza – Peeta Melark. On i Katniss, wraz z Effie Trinket oraz Haymitch'em – dawnym zwycięzcą Igrzysk, który co roku jest mentorem trybutów z Dystryktu 12 – wyruszają w podróż do Kapitolu, gdzie wśród przepychu przygotowywani są do walki na śmierć i życie, którą zmuszony będzie obejrzeć cały kraj...

 

Obawiałam się nieco lektury „Igrzysk śmierci" – narracja w czasie teraźniejszym nie należała do moich ulubionych i myślałam, że czytanie może mnie po prostu męczyć. Przekonałam się jednak – nie tylko na przykładzie tej książki – że jeśli fabuła jest ciekawa, historia wciągająca, a pióro autora lekkie, czas narracji nie ma żadnego znaczenia.

 

Historia z „Igrzysk..." nie była dla mnie żadną nowością – oglądałam ekranizację. Mimo to z przyjemnością śledziłam losy bohaterów. Katniss jako narratorka znakomicie wywiązała się ze swojej roli, chociaż nie zawsze potrafiła przekazać mi swoje emocje. Nic to! Książka i tak mi się podobała, chyba bardziej niż przypuszczałam.

 

Będąc na ostatnich już stronach swej pierwszej (i na pewno nie ostatniej!) przygody z Katniss, obejrzałam ekranizację jeszcze raz – tym razem dostrzegałam różnice pomiędzy scenami z książki, a tymi przedstawionymi w filmie, wiedziałam, co zostało zmienione, a co pominięte. Fakt, że tym razem był to rodzinny, przedświąteczny seans, wpływa na mój ostateczny odbiór tej historii jako całości.

 

Pamiętam, że pierwszy kontankt z „Igrzyskami..." wywołał we mnie niepokój – wszystko przez świadomość, że przecież taki świat może się uformować naprawdę, że bardzo przypomina coś, co już było, tylko w innej formie, okrucieństwo, które powtarzało się wiele razy i za pewne powtarzać będzie, bo człowiek w tej dyscyplinie ma niemal nieograniczoną wyobraźnię.

 

Jak by to było, znaleźć się na miejscu Katniss?

 

Nasza główna bohaterka posiada umiejętności, które mogą pomóc jej wygrać – potrafi wspinać się po drzewach, a przy tym jest lekka jak piórko (lata walki o codzienny posiłek zrobiły swoje), potrafi znosić głód i wszelkie trudy i niewygody, a dzięki polowaniom nauczyła się zdobywać jedzenie, celnie strzelać z łuku i wyrobiła sobie tak cenną w tym wypadku kondycję. Jej matka – córka aptekarzy – przekazała jej nieco wiedzy o ziołach i roślinach. Katniss jest mądra i sprytna, ale też zamknięta w sobie. Nie ufa nikomu poza swym przyjacielem – Gale'em – ale przecież jego nie będzie razem z nią na arenie.

 

Peeta, jej towarzysz niedoli, od początku wydaje się człowiekiem spokojnym i przyjaźnie nastawionym. Dziewczyna jednak nie wie, na ile jego zachowanie jest prawdziwe – może to tylko gra, strategia przeżycia...

 

Śledząc zmagania Katniss z jej punktu widzenia, jesteśmy świadkami wielu wydarzeń. Przede wszystkim uderza nas jednak okrucieństwo Kapitolu –Igrzyska są ukazywane szerokiej publice jako program dostarczający rozrywki i wielu emocji, chociaż tak naprawdę służą tylko zastraszaniu, ukazywaniu potęgi. Skoro Kapitol jest zdolny odbierać ludziom dzieci i zmuszać je do zabijania siebie nawzajem ku uciesze gawiedzi, to znaczy, że jego władza nie ma granic. Tak rządzący bronią się przed kolejnym buntem.

 

Książka bardzo mnie wciągnęła, chociaż przecież poznałam wcześniej tę historię. Już sam ten fakt świadczy, jaka jest dobra.

 

Oglądałeś film? I co z tego? Spróbuj przeczytać książkę. Zginiesz w jej odmętach, chociaż przecież już to wszystko znasz.

 

Wiki

"Igrzyska śmierci", czyli walka na śmierć i życie

 

Powieść Suzanne Coliins zmusza do refleksji na temat granic człowieczeństwa oraz tego, ile jesteśmy w stanie zrobić, by przeżyć.

 

Do tej pory omijałam science-fiction szerokim łukiem. Jakoś nie przekonują mnie wizje przyszłości, w których prym wiodą wymyślne maszyny itd. Wolę, gdy w powieści opisywana jest nasza rzeczywistość, może być z domieszką fantastyki. Jednak gdy zobaczyłam ekranizację "Igrzysk śmierci" w reżyserii Gary'ego Rossa, zmieniłam zdanie (recenzja). Tak mi się spodobała, że oglądałam ją aż 3 razy. I pod jej wpływem postanowiłam przeczytać książkę Suzanne Collins.

 

Państwo Panem jest okrutnym i nieprzyjaznym miejscem, które powstało na ruinach Ameryki Północnej. Na samym środku znajduje się Kapitol, który otacza 12 dystryktów. Ich mieszkańcy są zmuszani do krwawej daniny. Co roku odbywają się Głodowe Igrzyska, podczas których 12 chłopców i 12 dziewczyn w wieku 12-18 lat staje do walki na śmierć i życie. Może wygrać tylko jedna osoba, reszta zostaje zabita przez uczestników. Wszystko transmitowane jest przez telewizję, ku uciesze Kapitolu.

 

Główną bohaterką jest Katniss Everdeen, mieszkanka Dwunastego Dystryktu. Dziewczyna od śmierci ojca dba o to, by w domu nie brakowało jedzenia. Musi pomagać chorej matce oraz młodszej siostrze, które bez niej by sobie nie poradziły. Nie wie, że niedługo będzie wystawiona na ciężką próbę...

 

"Igrzyska śmierci" to powieść science-fiction dla młodzieży. Jest pierwszą częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa (następne to "W pierścieniu ognia" oraz "Kosogłos"). Suzanne Collins opisuje w niej, jak wygląda rzeczywistość w państwie totalitarnym, które za nic ma ludzkie życie. Mieszkańcy dystryktów głodują, a Kapitol się dobrze bawi i opływa w bogactwie. Najbardziej barbarzyńską rozrywką są jednak Igrzyska Głodowe, które mają upamiętniać rozlew krwi podczas Powstania. Nie jest to tylko literacką fikcją, tak naprawdę można w niej odnaleźć wiele odniesień do naszego świata. Życie w państwach totalitarnych jest bardzo podobne do tego z powieści. A Igrzyska przypominają walki gladiatorów, tylko bardziej okrutne, gdyż dzieci zabijają dzieci.

 

Powieść czyta się błyskawicznie z uwagi na lekkość języka. Historia wciąga czytelnika od samego początku i wprost nie sposób się od niej oderwać. Dobrym posunięciem jest wprowadzenie narracji pierwszoosobowej, dzięki temu możemy poznać tę historię z pierwszej ręki. Wydarzenia widzimy oczami Katniss, możemy poznać jej myśli, lęki i niezwykłą determinację. A także motywy jej działania, które w filmie nie są takie wyraźne. Muszę przyznać, że dałam się jej trochę zwieść. Okazała się bardziej przebiegła niż myślałam.

 

"Igrzyska śmierci" obfitują w nagłe zwroty akcji, które zmieniają perspektywę o 180 stopni. Powieść została podzielona na trzy części - przygotowanie do walki, igrzyska oraz zwycięstwo. Druga i trzecia część są najbardziej dynamiczne i krwawe. Zakończenie jest zaskakujące i trochę złudne - daje wiele możliwości kontynuacji. Co więcej, powieść zmusza do refleksji na temat granic człowieczeństwa oraz tego, ile jesteśmy w stanie zrobić, by przeżyć. Polecam ją miłośnikom science-fiction oraz niebanalnych historii.

 

Kamila M

Miłość. Przyjaźń. Nienawiść. Złość. Rozpacz. Zwątpienie.
Przetrwanie. Silna wola. Wytrwałość.
Walka. Głód. Śmierć.
Witamy na 74. Głodowych Igrzyskach!

 

Panem jest podzielone na dwanaście dystryktów. Każdy dystrykt specjalizuje się w czymś innym. Od bogatszych do biedniejszych - każdy zaopatruje Kapitol w coś innego.

Dwunasty Dystrykt, górniczy - tutaj mieszka Katniss i Peeta, kolejni uczestnicy Głodowych Igrzysk. Przed sobą mieli tylko jednego zwycięzcę, który teraz stał się ich mentorem.
Dwadzieścia cztery młode osoby zostają wypuszczone na arenę. Już w pierwszych sekundach dokonują rzezi na sobie nawzajem. Czy Katniss i Peeta mają szansę wytrwać do końca rozgrywek? Przecież zwycięzca może być tylko jeden, więc kto odpadnie jako ostatni?

 

Wątpię, że dziś jest ktoś, kto tej książki nie czytał, nie oglądał jej ekranizacji, czy w ogóle o serii tej nie słyszał. A jeśli ktoś taki jest – Czytelniku, nadrób to jak najszybciej możesz! (mówię oczywiście o książce)

 

Otóż Igrzyska Śmierci zdobyły ogromną sławę na całym świecie. Porównywalną do sagi Zmierzch czy serii o młodym czarodzieju, Harrym Potterze. Tak, tak, dobrze czytacie. Te książki są do siebie porównywane, więc to już jest recenzja sama w sobie.

 

Należę do grona tych, którzy najpierw obejrzeli film, a dopiero potem sięgnęli po książkę. U mnie się to stało z prostego powodu - przed ekranizacją o tej serii (ba! o całej książce) nie miałam zielonego pojęcia. A i jeszcze po premierze kinowej, długo nie wiedziałam o jej istnieniu. Ale nic, o książce się dowiedziałam, ale czy od razu ruszyłam do najbliższej księgarni/biblioteki (niepotrzebne skreślić) po tę lekturę? Otóż nie. Film nie wzbudził we mnie większych emocji, to i do książki mnie nie ciągnęło. Ale nadszedł moment, kiedy coraz częściej natrafiałam na pozytywne, a czasem nawet więcej, recenzje Igrzysk Śmierci, co wzbudzało we mnie ciekawość. Jednak dopiero kiedy koleżanka zachwycała się tą książkę, postanowiłam po nią sięgnąć. Nie powiem, że z zapartym tchem czekałam, aż w końcu będę mogła rozpocząć lekturę. Wręcz przeciwnie - do czytania zabierałam się z wyraźnym dystansem. I tak też brnęłam przez pierwszą część - niechętnie, bez zainteresowania lekturą. Na początku nie przypadł mi do gustu styl autorki. Wydawał mi się taki jakiś... ciężki, ponury (?). Choć niewątpliwie miały na to wpływ wydarzenia, które opisywała Suzanne Collins. Bo trudny skakać z radości, kiedy wybierają Cię do Głodowych Igrzysk, podczas których możesz umrzeć. Trudno też cieszyć się życiem, jeśli nie wiesz, czy kiedykolwiek spotkasz jeszcze swoją rodzinę i przyjaciół. Dlatego też, nie poddawałam się i czytałam dalej.

 

Pod koniec pierwszej części akcja nabiera rozpędu i nareszcie zaczynam się nią interesować. Dzięki Bogu, bo naprawdę nie chciałam wystawiać tej książce złej recenzji. Tak naprawdę, akcja zaczęła mnie interesować dopiero od momentu, kiedy Katniss strzeliła z łuku w kierunku sędziów. Tak, wtedy zaczęłam śledzić wydarzenia z zapartym tchem. A i na brak ciekawych wydarzeń nie mogłam narzekać. Mniej więcej od tego momentu zaczynają się prawdziwe Głodowe Igrzyska. Oczywistym jest fakt, że od samego początku kibicowałam Katniss. Pomińmy, że sama postać bohaterki nieco mnie irytowała swoją podejrzliwością, ale i pewnością siebie, bo (to nie jest cytat) "nie zwracają na mnie uwagi, więc strzelę do nich z łuku, żeby się mną zainteresowali" po prostu mnie zdenerwowało. Poza tym, że zagwarantowało to Kotnej wysoką ocenę, to byłam ją gotowa uśmiercić już przed wypuszczeniem na arenę. Irytowało mnie też to, że dziewczyna nie widziała w sobie żadnych wad, ale to pomińmy...

 

Wracając do pozostałych bohaterów. Moje uczucia co do Peety były mieszane. Nie widziałam w nim wroga, tak, jak jego koleżanka z dystryktu, ale też nie byłam do niego całkowicie przekonana. Oczywiście moje uczucia zmienił się, kiedy... Ci co czytali wiedzą, który moment sprawił, że wprost pokochałam tego chłopaka, a tym, którzy nie czytali, nie chcę zdradzać zbyt wiele, więc wybaczcie, ale nie zdradzę Wam, który moment sprawił, że polubiłam Peetę.

 

Czy jest coś, co w tej książce nie przypadło mi do gustu? Nie, raczej nie ma niczego takiego.
Tak jak wspomniałam wcześniej, gdzieś od drugiej części robi się naprawdę ciekawie, a lektura zaczyna Czytelnika wciągać. Rozgrywki na arenie śledziłam z zapartym tchem. Cieszyłam się ze śmierci każdego przedstawiciela innego dystryktu (oprócz tej jednej, która naprawdę mnie przybiła), cierpiałam z każdą kolejną raną Katniss i cieszyłam się razem z nią z każdego upolowanego zwierzęcia. Słowem - przepadłam.

 

Książkę skończyłam czytać dokładnie o 22.55 w miniony poniedziałek, a kiedy poznałam zakończenie, nie mogłam zasnąć. Żałowałam, że nie mam pod ręką drugiej części serii, czyli W pierścieniu ognia, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, co będzie dalej. Moje początkowe obiekcje, co do tej książki, teraz okazują się być zupełnie bezpodstawne. Także, drogi Czytelniku, jeśli jeszcze nie sięgnąłeś po Igrzyska Śmierci, to zrób to jak najszybciej. Jest to naprawdę wspaniała historia o przetrwaniu, zemście, poświęceniu i... miłości.

 

Według mnie książka jest lepsza od filmu, aczkolwiek film też jest dobry! Więc jeśli tylko przeczytasz książkę, możesz bez obaw zasiąść przed komputer/telewizor (niepotrzebne skreślić), przygotować sobie popcorn i zacząć oglądać. Obiecuję, że ani przeczytania książki, ani obejrzenia filmu nie będziecie żałować.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial