Wersja dla osób niedowidzącychWersja dla osób niedowidzących

Okładka wydania

Kosogłos

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Kosogłos | Autor: Suzanne Collins

Wybierz opinię:

Sara

Obok trzeciego tomu serii wydawniczej Igrzyska Śmierci również nie mogłam przejść obojętnie. Książka została wydana w Polsce w listopadzie 2010 roku, a ja zakupiłam ją i przeczytałam w grudniu minionego. Przyznam się szczerze, że spodziewałam się naprawdę bardzo dobrej lektury i naprawdę mocnego zakończenia całego cyklu - niestety "Kosogłos" okazał się nieco słabszy od dwóch poprzednich części, ale nadal urzekający i na swój przedziwny sposób intrygujący.

 

Katniss Everdeen, czyli główna bohaterka i zarazem narratora wydarzeń zamieszkuje wraz z matką, siostrą oraz swoim przyjacielem i jego rodziną w trzynastym dystrykcje, który wywoływał wiele skandali. Po całej sytuacji jaka miała miejsce pod koniec drugiej części dziewczyna postanawia walczyć z tyranią kapitolu i bezwzględnym władcą, który więzi jej partnera z Głodowych Igrzysk. W końcu po wielu namowach zgadza się zostać tytułowym Kosogłosem, który ma zmotywować ludzi oraz pokazać im, że jest jeszcze nadzieja.

 

Jeśli ktoś czytał poprzednie moje recenzje ten wie, że uwielbiam tą serię, a Suzanne Collins uważam za bardzo dobrą, utalentowaną współczesną pisarkę, która stworzyła świat niewyobrażalny, ale jednocześnie strasznie prawdziwy, gdzie rządzi dyktatura, tyrania, okrucieństwo, a formy rządów odbiegają zupełnie od norm godnych dla życia człowieka.

 

Autorka posługuje się płynnym, zwięzłym, niezbyt rozbudowanym językiem, który skupił uwagę wielu czytelników na całym świecie. Nie dziwię się, że tak wiele osób zachwyca się tą wymyśloną historią. Bohaterowie są żywi, charyzmatyczni, a powieść nie jest bynajmniej sielankowa.

 

W tej części było, moim zdaniem, zdecydowanie więcej uczuć, takich głębszych przemyśleń głównej bohaterki, ale również dużo dramatów, które były wplątane w wartką i szybką akcję, która tylko wiła się przez kolejne strony. Naprawdę nie spostrzegłam się, gdy skończyłam całą książkę - musiałam jedynie przystopować przy trzeciej części, ponieważ trzeba było iść spać.

 

Jak wcześniej wspomniałam - "Kosogłos" jest znacznie mniej atrakcyjny niż "Igrzyska Śmierci" czy "W pierścieniu ognia". Moim zdaniem przez samą końcówkę, która mnie nie zachwyciła, nie powaliła i nie sprawiła, że oczy wyszły mi na zewnątrz z zaskoczenia. Miałam nadzieję, że wszystko jednak potoczy się inaczej, a niektóre wątki rozegrają się w zupełnie inny sposób. Nie chciałabym za bardzo zdradzać fabuły, bo uważam, że tę serię niemal trzeba przeczytać - ja również się przed nią broniłam, ale nie poznałam jeszcze ani jednej osoby, która powiedziałaby, że ten cykl w jakiś sposób ich nie zaskoczył.

 

Polecam wszystkim wszystkie książki autorstwa Suzanne Collins, która mam nadzieję jeszcze nie jedną nam napisze. A mi żal rozstawać się z Peetą, Katniss, Gale'm oraz z całym Kapitolem:)

Leanne

"Dlaczego nie zginęłam? Powinnam nie żyć."

 

"Nazywam się Katniss Everdeen. Dlaczego nie zginęłam? Powinnam nie żyć."

 

Popiół. Tylko tyle zostało z najuboższego, dwunastego dyskrytu, w futurystycznym Państwie Panem, położonym na ruinach Ameryki Północnej. Katniss Everdeen, dziewczyna która igra z ogniem, przeżyła swoje pierwsze Głodowe Igrzyska. Przeżyła także Ćwierćwiecze Poskromienia, ponownie znajdując się na Arenie. Ponownie wyszła zwycięsko z gry potężnego Kapitolu. Jak długo będzie w stanie uciekać przed śmiercią? Dyskrytów zawsze było dwanaście. Trzynastka to jedynie legenda, którą władze stolicy usilnie próbowały wymazać z kart historii. Nie da się jednak wymazać czegoś, co istnieje. Tam wraz z matką i siostrą ukrywa się teraz dziewczyna. Wybuchły powstania, a Państwo zostało skąpane we krwi i chaosie. Wszyscy chronią ją za wszelką cenę. Katniss Everdeen, to symbol oporu przeciw dyktatorskiej władzy. Kosogłos.

 

Dwa pierwsze tomy tej uzależniającej Trylogii, pozostawiły po sobie wiele ogromnych emocji i wiedziałam, że na zawsze zostaną zapisane w mojej pamięci. Druga część zakończyła się w sposób sugerujący, a wręcz wymuszający ciąg dalszy, więc wiadomość o powstawaniu "Kosogłosa" niezbyt mnie zdziwiła. Pomimo całej mojej sympatii i sentymentu do uznanej amerykańskiej Autorki, Suzanne Collins, wiązałam z tą częścią sporo nadziei, ale i obaw. Bałam się, że "Kosogłos" nie utrzyma poziomu dwóch poprzednich części, że okaże się nic nie wartą i mdłą opowiastką, zamykającą futurystyczną Trylogię. Teraz jednak widzę jak bardzo się myliłam.

 

"Kosogłosa" zdecydowanie można nazwać podsumowującym i w moim odczuciu, najbardziej udanym tomem Trylogii. Znacznie różni się od dwóch poprzednich części, nie tylko bohaterami, ale także fabułą, odczuciami, ogólnym zarysem tej książki. Podczas lektury, niezmiennie towarzyszył mi przedsmak zmian, które wprowadziła Autorka w niezwykle szokujący sposób. Pewne rzeczy pozostały nie zmienione - narracja jest stała, z tej samej perspektywy i w tym samym czasie. Akcja, w przeciwieństwie do poprzednich części nie pędzi w szaleńczym tempie. Tutaj zdecydowanie towarzyszy nam nostalgia, zaduma, a w moim przypadku odrobina rozczarowania, że wszystko się zmieniło, niekoniecznie na lepsze. Ta część jest zdecydowanie bardziej sentymentalna, a zarazem bardziej szokująca i wbijająca w fotel niż wszystkie inne. Brutalność, zarówno duchowa jak i cielesna została przeniesiona na wyższy i wręcz wyrafinowany poziom. Autorka nie ucieka przed opisami scen batalistycznych, a morze krwi to w jej książkach chleb powszedni. "Kosogłos" jest znakomicie skonstruowany, złożony i w każdym calu fantastyczny, aczkolwiek zupełnie inny od tego co dotychczas serwowała Czytelnikowi Suzanne Collins. Niekiedy wydarzenia opisane w książce były absolutnie szokujące i wywołujące niespotykane emocje, innym razem zupełnie zwyczajne, ocierające się o codzienność - w każdym wypadku chciało się o nich czytać. Obojętnie, czy była to brutalna wojna czy opis niedzielnego obiadu któregoś z bohaterów.

 

"W oddali łąki wejdźże do łóżka,
Czeka tam na cię z trawy poduszka.
Skłoń na niej główkę, oczęta zmruż,
Rankiem cię zbudzi słońce, twój stróż."

 

O ile bohaterowie Pani Collins od pierwszej chwili zaskarbili sobie moją sympatię, o tyle teraz podchodziłam do nich wręcz z rezerwą. Dokonała się w nich niesamowita zmiana, którą trzeba przyznać - Autorka znakomicie ukazała. Główni bohaterowie są wykończeni fizycznie i psychicznie, a dziewczynie która igra z ogniem brak już tego co najcenniejsze. Zabrakło jej iskry, chęci do walki i do życia, symbol oporu przeciw kapitolańskiej władzy, żałuje, że przeżył. Znacząca jest także przemiana w głównym męskim bohaterze, Peecie Mallarku. Chłopak uprowadzony przez władze, zostaje niemalże doprowadzony do obłędu i zmienia się diametralnie. To już nie jest ten wesoły, zadziorny nastolatek z tacą lukrowanych ciastek, którego zapamiętałam i którego kochałam. Bohaterowie bezsprzecznie dorośli, dojrzeli, a ich dylematy dalekie są od dylematów współczesnych nastolatków, czy nawet ich własnych, kilka miesięcy wcześniej. Stają przed niemożliwym wyborem i decyzją, czy wojna usprawiedliwia nawet najbardziej okrutne zachowania wobec ludzi? Czy w jej chaosie jest miejsce na uczucia, na współczucie?

 

"Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię."

 

Każda z części wywołała we mnie emocje - począwszy od chichotu, kończąc na napadach płaczu, ale "Kosogłos" zdecydowanie największe. Historia opisana w książce jest absolutnie nieprawdopodobna, a jednocześnie prawdziwa i to właśnie ta mieszanka tak szokuje. Tutaj okrucieństwo nie ma żadnych granic. Po skończeniu książki, całą sobą czułam olbrzymią pustkę. Miałam tę świadomość, że coś się zakończyło, a jednak zakończenie nie do końca mnie satysfakcjonowało. Nie potrafię opisać słowami, co czułam po skończeniu lektury. Rozpacz i łzy przyniosły pewnego rodzaju ukojenie, a ja dalej czułam się po prostu pusta. Jakby "Kosogłos" zabrał część mnie i nigdy nie miał jej oddać. Podczas czytania niejednokrotnie płakałam, natomiast w przeciwieństwie do wcześniejszych części - nie śmiałam się. Tragizm którym "Kosogłos" był przesycony, sprawiał, że nie mogłam nawet zachichotać.

 

Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę piękną, krwawą i przesyconą emocjami powieść. Nie jest podobna do innych dzieł Pani Collins, ale w każdym aspekcie tak samo szokująca, prawdziwa i świetnie napisana. Ja ze swojej strony obiecuję, że nie będziecie rozczarowani. Teraz Wesołych Głodowych Igrzysk życzyć Wam nie mogę, historia zatoczyła koło i już się nie powtórzy. A nawet jeśli, to my już tego nie doczekamy. Tak naprawdę nie wiemy. Może za kilka, kilkadziesiąt lat, na ruinach naszego kraju rozlegnie się głos: "Panie i Panowie, Siedemdziesiąte Piąte Głodowe Igrzyska uważam za otwarte !" Życzę Wam zatem powodzenia w zmierzeniu się z tą historią. Nie jest to książka łatwa, ani przyjemna w czystym tego słowa znaczeniu, ale z pewnością warto po nią sięgnąć.

 

Lilien

Oto trzecia część wspaniałej sagi opowiadająca o młodej dziewczynie buntującej się przeciwko okrutnemu Kapitolowi. Jest to już ostatnia część tej poruszającej, ale i przerażającej trylogii. Suzanne Collins i tym razem nie zawiodła swoich czytelników wieńcząc wszystko takim, a nie innym zakończeniem tejże wspaniałej historii.

 

Autorka tej bestsellerowej sagi to tak właściwie zwykła amerykanka, która dzięki historii o buntowniczej Katniss Everdeen przekazała światu tak wiele. Tak po prawdzie pani Collins swoją karierę pisarską rozpoczęła w roku 1991, jako twórca programów telewizyjnych dla młodszych odbiorców. Trylogia "Igrzysk Śmierci" nie była jej debiutem, ponieważ przed nią napisała kilka bajek, opowiadań, czy nawet pięciotomową serię kronik o Gregorze i podziemnym świecie. Szczerze powiedziawszy nie czytałam ich, ani się na nie natknęłam, mimo, że to właśnie dzięki nim zasłynęła w świecie wydawniczym.

 

Jeśli chodzi o samo wydanie "Kosogłosa" to tak, jak przy pozostałych częściach wprost oniemiałam. Nie wiem, dlaczego, ale mimo, że okładki są dość proste potrafią mnie poruszyć do głębi. Tak samo, jeśli chodzi o przekład to też tutaj należą się gratulacje, czy chociażby za to, że nie zauważyłam praktycznie żadnego błędu w tekście. Książka od samego początku do końca aż mnie przyciągała. Dlatego cieszę się, że mam całą trylogię tylko dla siebie i może ona zdobić nie tylko moją półkę, ale i cieszyć moje oko. Dzięki temu wiem, że zawsze mogę po nią sięgnąć i na nowo przeżyć wszystko od nowa.

 

W ostatniej części Głodowych Igrzysk Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą przenoszą się do Trzynastki. Dlaczego? Ponieważ ich dystrykt został zbombardowany i po prostu zmieciony z powierzchni ziemi przez Kapitol na skutek buntu dystryktów, jaki wzniosła Kat. Trzynastka to legendarny, podziemny dystrykt, o którym dotąd Kapitol nie miał nawet pojęcia, że takowy istnieje. Nie dość, że przetrwał to szykuje się w dodatku szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą. Kat, która z początku była przeciwna, w końcu ulega i zostaje symbolem buntu - żywym Kosogłosem stając na czele buntowników. Obalenie Kapitolu nie jest może i zadaniem łatwym, ale tez nie niemożliwym. Kat mimo tego musi się borykać nie tylko z problemami obalenia prezydenta Snowa i odebrania mu władzy, ale i z własnymi demonami i przeszłością, która jest dla niej dodatkowym ciężarem. Wszystko razem tworzy pełną napięcia akcję, w której wszystko dzieje się w zawrotnym tempie, a i ciężko jest przewidzieć, co się stanie za moment.

 

Bohaterów poznaliśmy już w poprzednich tomach. Kat, jako główna bohaterka, Kosogłos, symbol przeciw tyrańskiej władzy Snowa. Dziewczyna uległa w tej części dość niepokojącej zmianie. Jest bardziej spokojna, zgodna, zamroczona, czy nawet powiedziałabym wyprana z emocji. Nie jest już tą szaloną osobą, którą była chociażby w pierwszej części, gdy wystartowała w Głodowych Igrzyskach by móc ochronić siostrę. Nie jest już ta osobą, która tak zażarcie walczyła o przetrwanie. Jak dla mnie małym minusem było przedstawienie jej w świetle "dziewczyny z napadami schizofrenii", ponieważ zaczyna się ją brać mniej poważnie niż dotychczas.

 

Jest tutaj również jej matka, oraz siostra, które w tej części przedstawiono bardziej szczegółowo, niż w poprzednich. Mają one za zadanie nie prowadzenie walk, jak pozostali buntownicy, ale pomoc chorym i rannym, którzy doznali uszczerbku na zdrowiu w ich wyniku.

 

„Więc kiedy szepce: - Kochasz mnie. Prawda czy fałsz? Odpowiadam: - Prawda."

 

Nie obyłoby się tutaj bez wątku miłosnego, a tym samym bez Peety i Gale'a, którzy wciąż walczą o względy Kat. W tej części dziewczyna musi podjąć wreszcie ostateczną decyzję i wybrać jednego z nich. Jeśli chodzi o mnie to wybrała dobrze, mimo, że mnie odrobinę zaskoczyła. Gdy przeglądałam komentarze innych na różnych stronach, to mimo wszystko zdania były dość mocno podzielone. Jedni zażarcie stali murem za Galem, inni zaś za Peetą. Ja swojego wyboru nie skomentuję tutaj, bo bym jeszcze odebrała wam przyjemność czytania, a tego nie chcę.

 

„Czy chcesz, czy chcesz Pod drzewem skryć się? Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy. Dziwnie już tutaj bywało, Nie dziwniej, więc by się stało, Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz Pod drzewem skryć się? Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, Nie dziwniej więc by się stało, Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy Czy chcesz, czy chcesz Pod drzewem skryć się? Tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, Nie dziwniej więc by się stało, Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy Czy chcesz, czy chcesz Pod drzewem skryć się też? W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy. Dziwnie już tutaj bywało, Nie dziwniej więc by się stało, Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy."

 

Pieśń Wisielców. Tak po prawdzie to nie jej sens, czy przesłanie tak mną poruszyło, ale jej historia. Naprawdę. Przyznaję, że przy tej powieści roniłam łzy naprawdę wiele razy i jednym z takich momentów był właśnie ten moment. Drugim takim było samo zakończenie. A dokładniej odwaga Prim oraz wybór Kat. Co do siostry głównej bohaterki mogłabym ją wychwalać naprawdę długo, ale jej historię zostawię, jako moją małą tajemnicę tak, by was bardziej zaciekawić i zachęcić, byście po tą książkę sięgnęli.

 

„(...)Chwyta Gale'a, pogrążonego w rozmowie, i obraca go ku nam - przystojniak z niego, co? -Nie spodziewaj się, że będziemy pod wrażeniem. Przed chwilą widzieliśmy Finnicka Odaira w samych majtkach."

 

Książka może i potrafi poruszyć, ale nie zapominajmy, że umie tez rozbawić. Pani Collins naprawdę doborowo dobrała akcję grając na uczuciach czytelników tak wprawnie, że ma się wrażenie, iż wszystko jest takie realne i ma swoje odwzorowanie w rzeczywistości. Mimo, że to wszystko jej się udało, to czuję niedosyt i mam tym samym wrażenie, że przy zakończeniu mi czegoś brakuje, gdzie tak naprawdę nie wiem sama, czego. Język prosty, trafiający do czytelnika, ale czegoś tu jest za mało. Może chodzi tutaj o to, że Suzanne Collins skupiła się wyłącznie na Kapitolu i na Trzynastce pomijając tak naprawdę wiele istotnych fragmentów z życia pozostałych dystryktów? Nie wiem sama. Być może. No cóż. Co się stało, to się nie odstanie. Ale mimo to książka jest godna polecenia i ze szczerym sercem mogę jej dać 5/6 pkt.

 

„Pozbierać jest się dziesięć razy trudniej, niż rozsypać."

 

Szczere. Ale prawdziwe... Bo Kosogłos jest tylko jeden. I mimo, że nie zawsze wszystko jest tak, jak by się tego chciało, trzeba żyć dalej...

 

Gosiarella

„Nagle przychodzi mi do głowy straszna myśl. A jeśli oni nie zamierzają mnie zabić?"

 

Od wydarzeń opisanych w „W pierścieniu ognia" minął niecały miesiąc, który Katniss spędziła na dojściu do zdrowia. Peeta jest przetrzymywany w Kapitolu i nie wiadomo, co się z nim dokładnie dzieje. Katniss wraz z żyjącymi mieszkańcami Dwunastego Dystryktu znajdują się w Trzynastce. Mimo iż Trzynasty Dystrykt przetrwał Mroczne Dni to życie tutaj nie jest usłane różami. Ludzi zdziesiątkowała choroba, a tych którzy przetrwali pozbawiła możliwości prokreacji. Wszędzie panuje surowa dyscyplina, która przyczyniła się do zniekształcenia systemu wartości wyznawanych przez tutejszych mieszkańców. Obecnie najważniejszym zadaniem Centrum Dowodzenia pod przewodnictwem Prezydent Coin jest pokonanie Kapitolu. W tym celu chcą uczynić Katniss symbolem rebelii. Po pewnym czasie i pod kilkoma warunkami dziewczyna zgadza się na to i rozpoczyna się kręcenie filmów podżegających mieszkańców dystryktów do buntu. Katniss nie jest jednak w najlepszej kondycji psychicznej, która dodatkowo pogarsza się, gdy uzmysławia sobie po co Prezydentowi Snow'owi jest Peeta. Coin nie pozostaje nic innego, jak odbić go z rąk wroga. Wszystko jakoś się udaje i chłopak w końcu jest bezpieczny, jednak gdy tylko widzi Katniss próbuje ją zabić.

 

„- Sojusznik - powtarza Peeta powoli i delektuje się brzmieniem tego słowa. - Przyjaciółka. Ukochana. Zwyciężczyni. Wróg. Narzeczona. Cel. Zmiech. Sąsiadka. Myśliwa. Trybytka. Sojusznik. Dodam to do listy wyrazów, których używam, żeby cię rozgryźć."

 

Jestem pod wielkim wrażeniem w jaki sposób zmieniają się bohaterowie książki. Praktycznie każda postać, którą poznaliśmy w pierwszym tomie i jednocześnie dożyła trzeciego dojrzewa wraz z akcją. Właściwie z rozdziału na rozdział byłam świadkiem dojrzewania trójki głównych bohaterów. Katniss Everdeen brała udział w dwóch Głodowych Igrzyskach, jest symbolem rebelii i ma siedemnaście lat. Przez to ile w życiu już przeszła wszyscy zapominają, że tak naprawdę ona jest jeszcze dzieckiem, a przynajmniej powinna nim być. Sama nie raz złapałam się na tym, że patrzę na nią, jak na dojrzałą kobietę z bagażem doświadczeń weterana wojennego. Z Peetą jest dokładnie ta sama sytuacja, z tym wyjątkiem, że on jest jeszcze bardziej poharatany psychicznie. Przeszedł przez tortury, osaczanie, jego rodzina nie żyje, a on sam nie ma pojęcia, które z jego wspomnień są prawdziwe, a które wpojone przez Kapitol. Nie umiem sobie nawet wyobrazić, co powoduje, że ta dwójka ma siłę, żeby dalej żyć. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że czytelnik niesamowicie przeżywa każdą tragedię, jaka dotyka bohaterów. Postacie z tej serii są niesamowicie wykreowane, wielobarwne, z indywidualnym charakterem, historią i słabościami – są tak dobrze stworzeni, że momentami zapominam, iż są fikcyjni.

 

„Pozbierać jest się dziesięć razy trudniej, niż rozsypać."

 

Kosogłos jest inteligentną powieścią, która potrafi w jednej chwili zalać nas mnóstwem sprzecznych emocji, wprawić w osłupienie i zachwycić. Złożona fabuła wciąga, czyta się ją jednym tchem i nie można się ani na chwilę oderwać. Kosogłos jeszcze bardziej, niż poprzedniczki jest skąpana w brutalności i okrucieństwie. Autorka w genialny sposób sprawia, że walka na ulicach przypomina potyczki na arenie. Nie mogę odmówić jej geniuszu, a mimo wszystko jej umiejętności mnie nieustannie wprawiają w zachwyt

 

„Więc kiedy szepce: - Kochasz mnie. Prawda czy fałsz?
Odpowiadam: - Prawda."

 

Spotkałam się z opiniami, że jest to najbardziej nie udana część serii. Nie mam pojęcia skąd to przekonanie się w ludziach bierze, bo jak dla mnie jest równie perfekcyjna, jak jej poprzedniczki, jeśli nawet nie lepsza. Zawsze powtarzano mi, że powinno się patrzeć, jak ktoś kończy, a nie jak zaczyna, a Suzanne Collins zakończyła cykl po mistrzowsku. Niby jest happy end, a jednak serce aż się ściska z żalu, jak silne piętno minionych wydarzeń odcisnęło się na bohaterach. Znów na ostatnich kartkach płakałam, jak małe dziecko i przez długi czas nie mogłam się uspokoić. Moje emocje szalały przez całą książkę zupełnie, jakbym czytała książkę po raz pierwszy. Po czym tak naprawdę poznać, że książka jest genialna? Dla mnie taką oznaką jest głód – kończę czytać książkę, a mimo to przez długi czas nie potrafię przestać o niej myśleć. Igrzyska Śmierci nie są książką, która znika po odłożeniu na półkę. Nie ukrywam, że seria IŚ jest moją ulubioną i chciałabym kiedyś móc przeczytać coś, co byłoby choć w połowie tak dobre, jak ona.

 

"Jestem ptakiem Cinny, płonącym, latającym gorączkowo, by uniknąć nieuniknionego. Grzywa płomieni wyrasta z mojego ciała. Uderzenia moich skrzydeł tylko podsycają pożar. Trawię się sama, ale nie widać temu końca. Ostatecznie moje skrzydła zaczynają słabnąć, tracę wysokość, grawitacja spycha mnie do spienionego morza w kolorze oczu Finnicka. Unoszę się na plecach, które ciągle płoną pod powierzchnią wody, agonia uspokaja się do bólu. Kiedy tak dryfuję, niezdolna do nawigowania, przychodzą oni. Zmarli."

 

Beatrice

Wstrząsająca. To określenie idealnie pasuje do „Kosogłosa". Do całej serii.

 

Trzynasty dystrykt istnieje, wbrew fałszywej propagandzie Kapitolu i szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą. Jednak i oni potrzebują wsparcia. Po obmyśleniu sekretnego planu odbicia z areny zawodników, przystępują do akcji. Nie wszystko idzie jednak zgodnie z planem i część z nich wpada w ręce kopitolońskich władz. Główny cel, a zarazem przyczyna, zostaje osiągnięty. Co jednak, gdy nie będzie chciał współpracować?

 

Katniss pomimo wyczerpania psychicznego i fizycznego, stawia opór. Dlaczego trzynastka tak bardzo przypomina jej to, czego się najbardziej boi? Nie ma jednak wyboru. Musi stanąć w obronie bliskich, na czele powstańców. A co najważniejsze- musi uratować Peetę.

 

Kiedy zabierałam się za czytanie Kosogłosa myślałam tylko o oszustwie Haymitha i okrutnym potraktowaniu Katniss. Nie mieściło mi się w głowie pojmanie Peety i cały tajny plan, który w końcu ujrzał światło dzienne. Dopiero po paru rozdziałach zaczęłam się zastanawiać, dlaczego inni mają gorszą opinię o ostatniej części trylogii. Czy to przez mniejszą ilość akcji? Nie wiem, ale moja reakcja mówi sama za siebie. Roztrzęsiona o pierwszej nad ranem nie mogłam się położyć spać, na przemian chodziłam po pokoju, płakałam, trzęsłam się i leżałam. W końcu pomogła mi rozmowa, która pozwoliła mi powoli ustabilizować emocje. Trzykrotnie budziłam się jednak z koszmarami i żałowałam, że nie ma przy mnie Peety, który przytuliłby mnie tak jak Katniss. „Kosogłos" jest książką rewelacyjną, ale i straszną. Więc zastanówcie się, czy chcecie doczytać do końca, czy wymyślić własne zakończenie, bo finiszu nikt się nie będzie spodziewał. A czasem lepiej jest wiedzieć mniej, niż za dużo.

 

Już podczas pierwszej części przypadł mi do gustu język, którym posługuje się pani Collins. Jest bardzo przystępny dla odbiorcy oraz bogaty we wszelkie opisy. Książka nie pozostaje jednak nudna, choć akurat w tej części znajdziemy zdecydowanie mniej akcji, niż w jej poprzedniczkach. W zamian wchodzą rozmyślania, często natury filozoficznej, oraz emocje, które dopadają nas na każdym kroku. Wielu osobą może przeszkadzać tak mała ilość zdarzeń, powiem nawet, że może zawiać nudą w pewnym momencie, jednak gdy człowiek wdroży się w książkę, czas przeleci bardzo szybko, bo taki pomysł nie mógłby pójść na marne.

 

Najlepszym momentem w książce była końcówka. Ostatnie sto stron, było wręcz zapierające dech w piersiach. Autorka nie zapomniała o nagłych zwrotach akcji i ciągu wydarzeń. Serce bije jak szalone, a czytelnik słowo po słowie zapoznaje się z dalszym ciągiem lektury. Co rusz giną postacie, a ty się modlisz, aby nie zginęła Twoja ulubiona. Z wielkimi oczami przeżywasz kolejne niespodziewane wypadki, a niekiedy aż łza w oku się kręci. Wkrótce nastaje spokój, koniec. A potem względna pustka, która wypełniona jest szlochem i smutkiem. Szczęśliwe zakończenie? Cóż, o tym trzeba się przekonać samemu.

 

Podsumowując więc, nigdy nie czytałam książki, która wzbudziłaby we mnie tak głębokie uczucia. Wpadłam w histerię, przeklinałam się za to, że dokończyłam książkę, a nie dopisałam swojego zakończenia. Teraz siedzi to głęboko we mnie i co rusz zadaję sobie pytanie, co przeżyła takiego w swoim życiu Suzanne Collins, że była w stanie napisać tak okrutną, ale i piękną książkę. Byłoby wbrew mojemu sumieniu wystawić Kosogłosowi ocenę mniejszą niż 10/10, bo choć może dużo osób ocenia ją inaczej, sama nie potrafię znaleźć odpowiednich słów na podsumowanie jej. Igrzyska śmierci pozostaną głęboko we mnie, bo nie ma drugiej książki, która sięgnęłaby równie głęboko.

 

Caroline Ratliff

Trylogia 'Igrzyska śmierci' autorstwa amerykańskiej autorki Suzanne Collins, to już swoistego rodzaju światowy fenomen. Kiedyś modny był Hogwart, potem ludzkość oszalała na punkcie tajemniczego i seksownego Edwarda. Teraz na każdym kroku możemy spotkać się z fascynacją Głodowymi Igrzyskami. Dookoła nas występuje tylko i wyłącznie motyw kosogłosa, w telewizji i internecie pojawiają się coraz to nowsze ploteczki na temat książek jak i ekranizacji, a w księgarniach cała trylogia wiedzie prym i złowieszczo uśmiecha się do nas z półki wdzięcznie podpisanej jako 'bestsellery'. Pozwolę sobie jednak rzec, iż moim zdaniem, gdyby nie film nakręcony na podstawie historii wymyślonej przez Collins, szumu wielkiego by nie było. Popatrzmy na to krytycznym okiem - pierwsza część powstała już w 2008 roku, w Polsce Media Rodzina wydała ją rok później. Do marca bieżącego roku książka czytelników wielu nie znalazła., choć owszem, znaleźli się farciarze, którzy mieli możliwość napawać się tymi dziełami bez medialnej otoczki. Kiedy jednak do kin wszedł film, każdy chciał zapoznać się z pierwowzorem, przez co wybuchła ogromna marketingowa bomba. I gdzie tu logika? No właśnie. Koniec jednak już mojego gawędzenia. Z ręką na sercu dumnie oświadczam, że trylogia 'Igrzyska śmierci' zyskała moje serce. Zarówno pierwsza jak i druga część były fenomenalne. Czas wziąć na ostrze noża część trzecią, a mianowicie - 'Kosogłosa'.

 

Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą zamieszkała w legendarnej Trzynastce - dystrykcie, który według wielu ludzi od dawna powinien już nie istnieć. Po zniszczeniu Dwunastki ich życie stało się jeszcze bardziej nerwowe i chaotyczne. Katniss, wykończona przeżyciami na arenie, mimo wielu wątpliwości postanawia zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi. Nastaje czas zamieszek, buntów. Wojny.

 

Trylogia 'Igrzyska śmierci' zaczarowała mnie, opętała i zawładnęła całym moim światem. Historia Katniss i Peety jest mi niesamowicie bliska, niemalże w równym stopniu, co wyżej wspomniany świat Harry'ego Pottera. Tak, moi drodzy państwo. Ośmielam się porównać dzieło Suzanne Collins do fenomenu, który wyszedł spod pióra J.K. Rowling. Czynię to, abyście w jasny sposób zrozumieli, że 'Igrzyska...' są uszyte tą samą nicią. Nicią magii, miłości, przyjaźni i honoru. Ta trylogia to już światowy bestseller, niedługo każdy człek będzie wiedział, co to są Głodowe Igrzyska. I to jest piękne. Niezmiernie się cieszę, że w końcu doceniono te powieści (mimo, że w dużym stopniu przyczyniła się do tego ekranizacja). Te książki zasługują na wielka uwagę ze strony czytelników, bo są to książki fascynujące, interesujące, zawierające morał i wiele prawd życiowych. I nie, ja tutaj wcale nie piszę listu pochwalnego tudzież ody o zacności owych powieści. Nie. Mam tylko na celu, aby jak najwięcej ludzi doceniło twórczość Collins. Bo te trzy, dosyć niepozornie wyglądające tomy, mają potencjał.

 

Po 'Kosogłosie', nie powiem, oczekiwałam wiele. Liczyłam na to, że część trzecia będzie równie świetna co i dwie poprzednie. Nieraz spotkałam się już z opiniami, jakoby właśnie ten tom był najgorszy z całej trójki. Myślałam, że to tylko czcze gadanie wybrednych czytelników, niemających innych zajęć prócz narzekania. Szkoda tylko, że moje nadzieje okazały się płonne. Z bolącym sercem ogłaszam wszem i wobec, że 'Kosogłos' jest faktycznie najgorszą częścią trylogii. Jest to moje własne zdanie, wcale nie oparte na opinii innych. Nikim się nie sugerowałam, bo jak już wspomniałam, do samego końca miałam nadzieję, że ten tom jest równie dobry jak poprzednie. Zawiodłam się, czuję niedosyt. Ufałam, że Collins z klasą zakończy historię Katniss i Peety, jednak tak się nie stało. Co więc mi się nie podobało? Dużo, dużo rzeczy. Przede wszystkim - naciągana do granic możliwości fabuła. Odniosłam wrażenie, że autorka nie miała juz pomysłu na siebie i postanowiła napisać 'Kosogłosa' po to, by jakoś zakończyć trylogię. Wiele wątków jest nieprzemyślanych, prymitywnych, pustych. To już nie ta sama Suzanne! Owszem, język dalej powala na kolana, bo czyta się miło i lekko. Ale w wielu momentach wieje nudą na kilometr. Myślałam, że trzeci tom nas zaskoczy czymś świeżym i nowym, że to będzie coś niesamowitego, liczyłam na jakieś wielkie bum!, chciałam emocji, łez i śmiechu - nic z tego nie otrzymałam. Było nudno, schematycznie, chwilami jedynie, w niewielkim stopniu, potrafiłam wciągnąć się w akcję. Ogółem zaś - jedna wielka klapa. Klapa, do której już zawsze będę miała sentyment.

 

Bohaterowie, bo i o nich wspomnieć trzeba. W tej części ogromnie brakowało mi Peety. Jego humoru, charakterystycznych zachowań, czułości wobec Katniss... Wszystkiego. Niezwykle cenię sobie jego postać, dlatego też odczuwałam ogromną pustkę podczas czytania 'Kosogłosa'. W pewien sposób Collins zepsuła mi w trzecim tomie wizję Peety, przez co wydawał mi się trochę bardziej obcy. A wszystko przez to wrogie nastawienie do Katniss! Więcej nic nie zdradzam, przekonacie się, o co mi chodzi podczas lektury. Co zaś tyczy się panny Everdeen - jej postać, tak niezwykle charyzmatyczna i wyjątkowa, utraciła swój blask i iskrę. Brakowało mi jej pozytywnego nastawienia do życia i pozytywnego toku myślenia. Chociaż nie powiem, zmiana jaka zaszła w bohaterce jest iście fascynująca, autorka genialnie pokazała nam przemianę ze zwykłej, odważnej dziewczyny w steraną życiem, ale mocno stąpającą po ziemi kobietę. Ogółem rzecz biorąc bohaterowie są fantastycznie wykreowani, kocham ich mocno, ale nie mogłam się pogodzić z niektórymi zmianami, które w nich zaszły. A może powinnam?

 

'Kosogłos' to niestety najsłabsza część fenomenalnej trylogii 'Igrzyska śmierci' autorstwa Suzanne Collins. Fabuła jest naciągana, przez co mam wrażenie, że autorce brakło pomysłów. Spodziewałam się po tej części czegoś niezwykłego, zaskakującego - nic z tych rzeczy nie otrzymałam. Liczyłam na mocne, oryginalne zakończenie, ale niestety się zawiodłam. Patrząc jednak przez pryzmat całej serii, twórczość pani Collins już na zawsze będzie miała swoje miejsce w moim sercu. Dlatego też z sentymentu nie zaniżam oceny tejże części, aczkolwiek nie ukrywam głębokiego rozczarowania. Szkoda, że to już koniec. Będzie mi brakowało Panem, Katniss, Peety i całej magii tych książek. Kiedyś z pewnością do nich powrócę. I to nie raz.

 

Wiki

"Kosogłos", czyli wojna z Kapitolem

 

"Kosogłos" to ostatnia część trylogii Suzanne Collins, w której opisana jest otwarta walka rebeliantów państwa Panem z Kapitolem.

 

Tworzenie recenzji ostatniej części cyklu jest arcytrudne, uniknięcie spoilerów nie jest możliwe. Z racji tego, osoby, które nie czytały poprzednich części "Igrzysk śmierci" (a mają zamiar), powinny najpierw się z nimi zapoznać, a dopiero potem z moją recenzją.

 

Akcja powieści rozgrywa się w państwie Panem, okrutnym i nieprzyjaznym miejscu, które powstało na ruinach Ameryki Północnej. Na samym środku znajduje się Kapitol, który otacza 12 dystryktów. Ich mieszkańcy są zmuszani do krwawej daniny. Do niedawna odbywały się tam Głodowe Igrzyska, podczas których 12 chłopców i 12 dziewczyn w wieku 12-18 lat stawali do walki na śmierć i życie. Mogła wygrać tylko jedna osoba, reszta ginęła z rąk uczestników. Wszystko transmitowane było przez telewizję, ku uciesze Kapitolu. Jednak mieszkańcy Panem mieli dość takiego życia i postanowili powstać przeciwko władzy...

 

Główną bohaterką jest Katniss Everdeen, dziewczyna z dawnego Dwunastego Dystryktu, która miała odwagę postawić się Kapitolowi. Cudem ocalona z areny obecnie mieszka z mamą i siostrą w legendarnej Trzynastce, podziemnym dystrykcie, który chce obalić władzę. Rebelianci chcą zrobić ją Kosogłosem, symbolem oporu przeciwko tyranowi - prezydentowi Snowowi. Katniss początkowo się waha, gdyż Peeta jest więziony w Kapitolu, a ona nie może sobie tego wybaczyć. Czy mimo to stanie na czele rebelii i ocali osoby, które kocha?

 

Jak już wspomniałam, "Kosogłos" jest ostatnią częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa Panem (poprzednie części to: "Igrzyska śmierci" oraz "W pierścieniu ognia"). Tym razem zamiast zmagań na arenie, autorka zaserwowała czytelnikom opis otwartej walki przeciw władzy. Walki, w której giną także niewinni ludzie. Ale zazwyczaj na wojnie nie ma miejsca na sentymenty, wszak cel uświęca środki.

 

Powieść czyta się szybko, gdyż napisana jest lekkim językiem. Z napięciem śledziłam dalsze losy bohaterów i kibicowałam Katniss, Gale'owi i Peecie. Ale chyba najbardziej Katniss, by przejrzała na oczy i podjęła jedyną słuszną decyzję. To właśnie ten zagmatwany watek miłosny interesowała mnie najbardziej. Ale nic w tym dziwnego, gdyż nigdy nie emocjonowałam się powieściami wojennymi. A w to niestety przerodziła się ta część trylogii. Zdecydowanie wolałam walkę na arenie.

 

Podobnie jak w poprzednich dwóch częściach narracja jest pierwszoosobowa - wydarzenia opisuje Katniss. Możemy przeniknąć do jej umysłu, niestety bardzo rozchwianego psychicznie, poznać emocje, które jej towarzyszą. Niestety dziewczyna zachowuje się bardzo nieodpowiedzialnie i egoistycznie, przez co naraża wiele osób na pewną śmierć. I to jest bardzo denerwujące.

 

Powieść obfituje w nagłe zwroty akcji, które odwracają sytuację o 180 stopni. Została podzielona na trzy części, które opisują życie w nowym miejscu, ataki na wroga oraz osobistą misję Katniss. Najbardziej dynamiczna i krwawa jest trzecia część, w której trup ściele się gęsto, jak to zwykle bywa na wojnie. Rozwiązuje się także wątek miłosny Peeta - Katniss - Gale. Choć autorka chyba nie za bardzo wiedziała, jak powinno to wyglądać.

 

Zakończenie jest pod wieloma względami zaskakujące, choć niektórych rzeczy się spodziewałam. Oczywiście mogłoby być trochę weselsze, ale może dzięki tego że jest słodko-gorzkie skłania do myślenia na temat idei wojny. Bez względu na to, jaki cel jej przyświeca, zawsze jest to najgorsze rozwiązanie. Niestety w wielu wypadkach jedyne możliwe.

 

"Kosogłos" podobał mi się najmniej, choć nie nazwałabym go złym. Po prostu poprzednie części miały wyższy poziom. Niemniej jednak całą trylogię polecam miłośnikom science-fiction, niebanalnych historii oraz Suzanne Collins. Najpierw warto jednak zapoznać się z poprzednimi częściami trylogii. Trochę szkoda, że ta historia już się skończyła i mam nadzieję, że Suzanne Collins napisze jeszcze coś równie emocjonującego.

 

Ciarolka

Po megabombowym zakończeniu W pierścieniu ognia i po ogromnych emocjach związanych z obejrzeniem rewelacyjnej ekranizacji, na którą wybrałam się do kina bodajże dzień po zakończeniu lektury, nie mogłam wytrzymać i szybko zabrałam się za czytanie Kosogłosa. Byłam arcyciekawa, jak zakończy się ta trylogia, kogo wybierze Katniss i czy rzeczywiście jest to najsłabsza część.

 

Katniss przebywa wraz z rodziną w Trzynastym Dystrykcie. Peeta został porwany przez Kapitol i prawdopodobnie jest torturowany. Dziewczyna obwinia się za całą zaistniałą sytuację, ale postanawia być Kosogłosem czyli symbolem rebelii. W prawie wszystkich dystryktach panują powstańcze nastroje, ludzie walczą o swoje prawa i o wolność. Także Trzynasty Dystrykt oraz mieszkańcy Dwunastego przygotowują się do ostatecznej walki.

 

Autorka skupiła się tu na opisach działań wojennych. Wydawać by się mogło, że po tym wszystkim, co działo się na arenie brutalniej być nie może. Ale może być. Wojna jest o wiele bardziej okrutna i pochłania o wiele więcej ofiar. W Kosogłosie towarzyszy nam dużo przelewającej się krwi i śmierci, a także nieustannego strachu o życie własne i najbliższych.

 

" - Gdy przebywasz na arenie, reszta świata staje się bardzo odległa. Wszyscy ukochani ludzie i ulubione przedmioty, a także to, na czym nam zależy, przestaje istnieć. Ostateczną rzeczywistością staje się różowe niebo, potwory w dżungli oraz trybuci łaknący twojej krwi. Nie ma znaczenia, jak człowiek się czuje, po prostu trzeba zabijać, bo na arenie ma się tylko jedno życzenie i trzeba za nie słono zapłacić.
- Życiem.
- Och, skąd, to kosztuje znacznie więcej niż życie. Mordowanie niewinnych ludzi? Żeby to robić, trzeba poświęcić, wszystko, czym się jest."

 

Bohaterowie są poważniejsi, można powiedzieć dojrzalsi. Mam tu na myśli bohaterów, których znamy z poprzednich części. Wszystkie te okropne rzeczy, które im się przytrafiły ukształtowały ich, ale jednocześnie zabrały beztroskę i radość życia. Bardzo mi się podobało to, że w tej części jest więcej Gale'a i Prim, bo w poprzednich, mimo iż są bardzo ważni, pojawiali się stosunkowo rzadko, raczej we wspomnieniach Katniss. Z drugiej strony nie podobało mi się przekształcenie Finnicka w osobę załamaną psychicznie, wolałam go jako odważnego, nieokrzesanego, walecznego, zabawnego chłopaka z drugiej części. W tej natomiast jakoś stracił całą swoją osobowość.

 

Wydawać by się mogło, że Katniss wreszcie może decydować sama o sobie, podejmować samodzielne decyzje. Ale nie, choć teraz nie jest pionkiem w grze Kapitolu, to stała się nim w momencie gdy zdecydowała się być Kosogłosem. Musi tańczyć tak, jak jej zagrają, w przeciwnym razie poniesie konsekwencje swoich czynów.

 

Akcja jest wartka, czasem zwalnia, ale za chwilę znowu przyspiesza i nie da się oderwać od czytania. Zgadzam się z powszechną opinią, że jest to najsłabsza część z całej trylogii, może dlatego, że nie było tu stałego elementu czyli Głodowych Igrzysk, areny? Zakończenie w kilku sprawach zaskoczyło mnie, do kilku rzeczy mogłabym się przyczepić, ale w ostatecznym rozrachunku podobało mi się.

 

Żałuję, że to ostatnia część trylogii, bo naprawdę bardzo polubiłam ten świat, bohaterów i całą historię. Z drugiej strony jednak dobrze, że to już koniec, bo niestety autorka ma tendencję spadkową, więc nie wiem, jak odebrałabym kolejne części. To jedna z moich ulubionych serii i gorąco chciałabym ją Wam polecić, jeśli zastanawiacie się, czy warto ją przeczytać, to mówię, że warto:) Z pewnością kiedyś do niej powrócę, a teraz pozostaje mi tylko czekać na ekranizację Kosogłosa.

 

Dosiak

Na listę noworocznych postanowień czytelniczych wpisałam punkt dotyczący szybkiego poznawania rozpoczętych serii, bo nie może być tak, że dany cykl czytam przez lata i w końcu zapominam, co działo się w pierwszych częściach i jakie emocje towarzyszyły mi w trakcie ich lektury. Połowa roku już za nami i niestety nie mogę pochwalić się imponującymi osiągnięciami ani w kwestii tego postanowienia, ani kilku innych, ale przynajmniej w końcu udało mi się skończyć trylogię Suzanne Collins. Igrzyska śmierci czytałam niespełna trzy lata temu i pamiętam, że książka wywarła na mnie duże wrażenie, o czym zresztą świadczy bardzo entuzjastyczna recenzja. Kontynuacja nadal mi się podobała, chociaż maksymalnej noty wystawić już nie mogłam. Teraz wreszcie przyszedł czas na ostatni tom i od razu mogę zdradzić, że odebrałam go pozytywnie, mimo że bez pewnych zgrzytów się nie obyło.

 

Katniss Everdeen przetrwała Głodowe Igrzyska, przetrwała też Ćwierćwiecze Poskromienia, które miało przypomnieć wszystkim obywatelom Panem, że władza Kapitolu wciąż jest potężna i nikt w państwie nie może czuć się bezpieczny, nawet jeśli należy do grupy zwycięskich Trybutów. Po dramatycznych wydarzeniach opisanych w poprzedniej części dziewczyna została przeniesiona do dystryktu, który według informacji podawanych przez władze od dawna nie istnieje. Wydaje się, że w Trzynastce zarówno Katniss jak i jej bliskim nic nie grozi, ale czy na pewno tak jest? Czy wszystkim rebeliantom zależy na obaleniu prezydenta Snowa i skończeniu z rządami tyranii? Bohaterka musi szybko znaleźć odpowiedzi na te pytania, ponieważ staje się Kosogłosem–symbolem buntu przeciwko dotychczasowej władzy i osobą zagrzewającą do walki o wolność, co sprawia, że niespostrzeżenie może stać się jedynie pionkiem w rękach doświadczonych polityków niewahających się wykorzystać jej pozycji do własnych celów.

 

W poprzedniej części Suzanne Collins skupiła się na podkreśleniu okrucieństwa i potęgi władz sprawiających, że w państwie Panem niezwykle ciężko żyło się wszystkim, którzy w jakiś sposób próbowali przeciwstawić się systemowi. Natomiast w ostatnim tomie pisarka położyła nacisk na pokazanie jak imperium prezydenta Snowa stopniowo chyli się ku upadkowi. Zgodnie z moimi przewidywaniami Kosogłos opowiada o wojnie mającej przywrócić nowy porządek i zlikwidować bestialskie zawody na arenie z udziałem nieletnich obywateli. Oczywiście każdy taki konflikt niesie liczne straty, niektóre bardzo dotkliwe, inne nieco mniej bolesne, ale na zawsze pozostawiające ślad w psychice walczących. Cieszę się, że w powieści nie ma sztucznie umoralniających fragmentów, bo przecież nie trzeba czytelnikom łopatologicznie tłumaczyć, że każda wojna jest tragedią, nawet ta prowadzona w teoretycznie słusznej sprawie. Taki wniosek jest oczywistością i bardzo dobrze, że Collins unika moralizatorstwa i patosu, a zamiast tego pokazuje, w jaki sposób jednostka może nagle zostać uwikłana w szereg intryg i zależności nakazujących przewidywanie konsekwencji każdej podjętej decyzji. Ponadto przypomina, że rzadko kiedy walczący dzielą się po prostu na tych dobrych albo złych.

 

Dynamice akcji nic nie mogę zarzucić, ponieważ od powieści wieńczącej trylogię wprost nie można się oderwać dzięki cliffhangerom niemal w każdym rozdziale. Wiele razy obiecywałam sobie, że przeczytam jeszcze tylko jeden rozdział, a potem wreszcie wstanę/pójdę spać/wezmę się za obowiązki itd. Chyba nie muszę dodawać, że nigdy słowa nie dotrzymywałam, bo większość rozdziałów kończy się tak zaskakującym oraz emocjonującym wydarzeniem, że nie sposób odłożyć książkę na półkę bez poznania dalszych losów bohaterów. Jak zwykle na plus zasługuje także kreacja większości postaci, pozwalająca mnie jako czytelnikowi uwierzyć w prawdziwość stworzonych charakterów, a tym samym nie być obojętną na to, co dzieje się z protagonistami. Nie zawsze zgadzałam się z postępowaniem Katniss, ale ani razu nie odczułam, że jej zachowanie jest przypadkowe czy nielogiczne, co oznacza, że autorka dobrze skonstruowała tę bohaterkę i wiarygodnie pokazała jej przemianę z anonimowej, pragnącej jedynie zapewnić godziwe życie swojej rodzinie dziewczyny w młodą kobietę porywającą tłumy do walki, a przy tym wciąż skromną i zachowującą rozsądek. Inni protagoniści również zostali świetnie sportretowani, chociaż musze wytknąć irytujące niedomówienia dotyczące relacji pomiędzy Katniss i Gale'em, wynikające ze zbyt małej uwagi poświęconej przyjacielowi nastoletniej rebeliantki. Gale był zawsze jedną z ważniejszych postaci, a w tej części autorka w dość znaczący sposób zmarginalizowała jego rolę, co moim zdaniem wyszło dość niezręcznie, bo przecież to właśnie Gale i Peeta od pierwszej części rywalizowali o uwagę panny Everdeen.

 

Skoro poruszyłam już aspekt tak zwanego wątku romansowego, to muszę zaznaczyć, że autorka wykazała się konsekwencją i w ostatniej części również nie poświęciła zbyt wiele miejsca na sercowe dylematy bohaterów. Nie będę ukrywać, że mnie takie rozwiązanie bardzo odpowiadało, bo znacznie bardziej byłam zainteresowana tym czy uda się pokonać Kapitol i po czyjej stronie ostatecznie opowie się Katniss niż tym, którego adoratora wybierze. Niemniej oczywiście Collins zadbała o to, żeby i ta sprawa wyjaśniła się na samym końcu, chociaż w mojej ocenie pisarka poszła nieco na łatwiznę, bo tak naprawdę to nie główna bohaterka dokonała wyboru, a określony splot wydarzeń zadecydował niejako za nią.

 

Nie da się ukryć, że mój zachwyt nad książkami Suzanne Collins trochę osłabł. Dalej uważam, że to fajne i dość oryginalne powieści, ale myślę, że gdybym dzisiaj po raz pierwszy przeczytała Igrzyska śmierci, to najwyższej oceny raczej bym nie wystawiła. Jeśli chodzi o ostatnią część to uważam, że Kosogłos jest udaną historią, chociaż kilka niedociągnięć w postaci marginalizacji wątku Gale'a czy też pobieżnych wyjaśnień pewnych wydarzeń (np. fragment przed rezydencją prezydenta Snowa i to, co spotkało Katniss) oraz informowanie w kluczowych momentach, że dana osoba z Kapitolu też stoi po stronie rebeliantów, sygnalizują zbyt wygodne dla autorki rozwiązania trudnych sytuacji. Niemniej całą trylogię polecam amatorom dynamicznie rozwijającej się akcji oraz przerażającej wizji przyszłości, w której najwyższą wartością dla wielu ludzi jest dobra zabawa przyjmująca formę śledzenia krwawych zmagań na arenie, będących prawdziwą walką na śmierć i życie.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial