Okładka wydania

Liczby Charona

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Marek Krajewski
  • Tytuł Oryginału: Liczby Charona
  • Gatunek: KryminałPowieści i opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 248
  • Rok Wydania: 2011
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-240-1613-6
  • Wydawca: Znak
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    6/6

    4/6

    6/6

    5/6

    6/6

    3.5/6

    3/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 2 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 2 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Liczby Charona | Autor: Marek Krajewski

Wybierz opinię:

Alex9

Lwów w książkach Marka Krajewskiego nie ma uroku rodem z filmów o Szczepciu i Tońciu, w końcu to nie komedie tylko kryminały, w zamian za to czytelnik dostaje obraz miasta, gdzie na pierwszym planie są nie zabytki i widoki turystyczne, lecz ciemniejsza strona ludzkiej natury. Autor bierze to co potrzebne z klimatu przedwojennego Lwowa by czytelnik mógł poczuć jego klimat, ale nie zapomina, że najważniejsza jest intryga i bohaterowie z nią związani. To te dwa elementy są siłą książek Marka Krajewskiego, tak jak w cyklu o Eberhardzie Monku, tak i w serii "lwowskiej" mamy głównego bohatera - Jerzego Popielskiego, którego trudno uznać za typowego przedwojennego stróża prawa, jednak doskonale pasuje do do drugiego planu jakim jest nie tylko samo miasto, lecz również okres historyczny - lata trzydzieste XX w. oraz mieszanka kulturowo-społeczna przedwojennej Polski.

 

Początek lat trzydziestych nie jest zbyt łaskawy dla byłego policjanta Jerzego Popielskiego nie tylko pod względem finansowym, ale i zawodowym. Udzielanie korepetycji gimnazjalistom, niedoceniającym korepetytora i nieliczne wykłady są poniżej ambicji intelektualnych, jednak z czegoś trzeba żyć, a gdy innych alternatyw brak nie można być wybrednym. Niemniej bohater nie przyjmuje tego z pokorą, nie liczy na powrót do policji, może prelekcja w uniwersyteckim kole filologicznym będzie początkiem nowej kariery? Niestety, przedstawione teorie nie zyskują uznania w oczach szacownego grona profesorskiego, jednak tam odnajduje go była uczennica, która ma dla niego pewną misję. Jako quasi prywatny detektyw ma odnaleźć zaginioną hrabinę, pracodawczynią znajomej Popielskiego. Takie zadanie byłoby obraźliwe, lecz nuta sympatii do młodej kobiety powoduje, że podejmuje się rozwiązania tej zagadki. Niestety początek nie jest zachęcający, wręcz przeciwnie przypomina przykre wydarzenia z okresu wojny. W tym samym czasie kolega z ławy szkolnej i byłego miejsca pracy zaczyna prowadzić śledztwo, gdzie pojawia się hebrajski tekst przy ofierze- taki rodzaj zbrodni byłby raczej w guście eks policjanta i przyjaciela. Gdy następuje kolejne morderstwo dla Jerzego Popielskie otwierają się drzwi ku powrotowi do komendy wojewódzkiej, wstępnie jako konsultant, no ale od czegoś trzeba zacząć rehabilitację zawodową. Równolegle prowadzi także dochodzenie dla rodziny pierwszej zamordowanej - tutaj jako prywatny detektyw oraz sprawę zaginionej arystokratki.

 

Czy znajdowane kartki na miejscu zbrodni zawierają tylko to co zostało przetłumaczone czy może coś więcej, co do tej pory umykało tłumaczom? Może nie ważne są słowa tylko litery, z których się składają? Zakodowane wiadomości trafiły do właściwych rąk, matematyka z zamiłowania i detektywa z zawodu. Jednak nawet najważniejsze śledztwo musi ustąpić porywowi serca, jaki w obecności dawnej uczennicy odczuwa Popielski. Chociaż wydaje się, że w tym przypadku życie osobiste nie ma związku z odzyskaną pracą to zbieg okoliczności sprawia, iż postęp w śledztwie dokonuje się przy nieświadomej pomocy nowo odkrytej sympatii. Okazuje się, że każda zapisana litera przez mordercę ma swoje drugie dno - imiona i nazwiska ofiar dają w sumie tę samą liczbę, a to już nie traf losu. Kolejna zamordowana także będzie nazywać się tak by dać liczbę taką samą jak w poprzednich zbrodniach. Teraz wystarczy wytypować odpowiednie osoby, czyli w czasach przed erą komputera oznaczało to zaszycie się w archiwum i wertowanie stosów dokumentów. Następnych potencjalnie zagrożonych kobiet konsultant policyjny nie znajduje, ale za to odkrywa prawdziwą tożsamość zaginionej hrabiny, która z szlachectwem ma mało wspólnego ... Życie prywatne i dochodzenie splatają się w jeden wątek nie tylko kryminalny, lecz także etyczno-moralny, niełatwy do przełknięcia przez Jerzego Popielskiego. Podejrzany ma alibi, chociaż twierdzi, że to nie on jest mordercą, on tylko "przewidywał" kto będzie ofiarą dzięki znajomości matematyki i języka hebrajskiego, a prawdziwy sprawca to osoba, aż za dobrze znana Popielskiemu. Jednak takie rozwiązanie byłoby zbyt oczywiste i mało przekonujące, jakaś idea rodzi się w umyśle Popielskiego, jej koniec okazuje nieprzewidywalny dla czytelnika. Sprawca zmienia swoją tożsamość, a stróż prawa ma mało wspólnego z zasadami, w imieniu których działa. Stąpa po bardzo cienkiej linii odgradzającej sukces od całkowitej porażki.

 

Liczba wiedźmy, liczba nierządnicy i liczba mędrca - jedna i ta sama liczba, koronny dowód w procesie o trzy morderstwa. Cyfry są podstawą wskazania winnego i wydaje się, że wywód matematyczny nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości zbrodniarza, ale czy na pewno? Czy nie można przedstawić wyniku tak by pasował do tezy końcowej? Dopiero gdy się przyjrzeć bliżej dostrzega się pewne luki, lecz kto by ich szukał gdy odtrąbiono sukces, będący wszystkim stronom na rękę, nie licząc oskarżonego... A co z liczbami Charona? Te ukazują ludzkie życie, a może to tylko odpowiednie przedstawienie teorii, która nie ma pokrycia w rzeczywistości?

 

Bohaterów "Liczb Charona" autor sportretował tak samo jak Lwów - ostro, bez upiększających retuszów. Nie są oni kryształowo czystymi charakterami, których stawia się za wzór postępowania. To ludzie pełni sprzeczności, z nałogami, nie stroniący od przemocy. Jednak wraz z zawiłymi wątkami sensacyjnymi i folklorem lwowskim tworzą doskonałą całość, która wciąga czytelnika w świat Polski międzywojennej, tak różnej od potocznych wyobrażeń.

Katee

Liczby Charona to najnowszy kryminał Marka Krajewskiego, którego akcja kręci się wokół matematyki i języka hebrajskiego. Niebanalne połączenie, oryginalne intryga i barwni bohaterowie, to wszystko sprawia, że książkę czyta się z dużym zainteresowaniem.

 

Wobec głównego bohatera, Edwarda Popielskiego nie sposób pozostać obojętnym. U jednych budzi pozytywne emocje, u innych negatywne. We mnie od samego początku wzbudzał antypatię, jego sposób bycia i wątpliwe zasady moralne drażniły mnie przez całą akcję utworu.
Wyrzucony z pracy za niesubordynację, nadużywa alkoholu, korzysta z usług panien lekkich obyczajów, a sposób w jaki prowadzi śledztwo wzbudza wiele wątpliwości.

 

Po utraceniu pracy w policji udziela korepetycji, pewnego dnia w jego mieszkaniu pojawia się była uczennica, Renata Sperling, która prosi go o odnalezienie zaginionej chlebodawczyni. Edward podejmuje się zadania z czysto osobistych pobudek - Renata pociąga go fizycznie i liczy na jednoznaczną wdzięczność dziewczyny. W pewnym momencie sprawy zaczynają się komplikować, detektyw staje się ofiarą brutalnego pobicia, które ma ogromne konsekwencje w dalszych częściach utworu.

 

W tym samym czasie na ulicach Lwowa dochodzi do brutalnych morderstw dokonanych na kobietach. Sprawca pozostawia po sobie jeden ślad, kartki papieru z hebrajskimi znakami. Policja zwraca się z pomocą do Popielskiego, jako znawca języków klasycznych i matematyki, a przy tym znany ze swojego niebanalnego podejścia do śledztwa, może okazać się niezwykle przydatny do rozwikłania zagadki.
Edward, któremu braku inteligencji nie można odmówić, szybko wyłapuje pewną zasadę funkcjonującą w hebrajskich zapisach. Za pomocą tzw. macierzy, rozszyfrowuje tajemnice zakodowane w nazwiskach zmarłych kobiet i dzięki temu dociera do mordercy.

 

Zauroczył mnie obraz przedwojennego Lwowa. Mimo, że autor podaje mało szczegółów topograficznych miasta, to jego charakterystyczna atmosfera jest doskonale wyczuwalna i aż chciałoby się znaleźć tam w roku 1929 by na własnej skórze odczuć uroki miasta.

 

Ciężko jest mi wystawić ogólną ocenę książki, która wzbudziła we mnie mieszane uczucia od zachwytu po niechęć. Gdyby nie główny bohater, który zniechęcił mnie do siebie swoją niepoprawnością z pewnością byłaby ona odrobinę większa.
W każdym razie książkę warto przeczytać, chociażby po to by wyrobić sobie o niej własne zdanie i sprawdzić jakie emocje wywoła u nas postępowanie komisarza Edwarda Popielskiego.

Sara

"Per aspera ad astra" (Przez ciernie do gwiazd)

 

I doczekałam się:) Niedawno, bo chyba w maju, wyszła najnowsza powieść byłego wykładowcy na Uniwersytecie Wrocławskim Marka Krajewskiego! Po lekturze "Erynii" obiecywałam sobie, że na pewno wezmę się za jego pierwszy popularny cykl kryminalny o Eberhardzie Mocku - niestety, nie mogłam znaleźć pierwszej części w bibliotece, ale chyba zdecyduje się kupić, bo uwielbiam pióro tego polskiego pisarza, a wydawnictwo Znak oferuje naprawdę wspaniałe wydania jego książek.

 

Swoją przygodę z tą częścią zaczęłam oczywiście od tego, kto to jest ten tytułowy Charon. Jak w przypadku Erynii autor zaczerpnął postać z mitologii; tzn. Charon w mitologii greckiej był to przewoźnik dusz zmarłych przez rzekę Acheron/Styks do Hadesu. Brzmi interesująca, a przede wszystkim zachęcająco. Więc znalazłam kolejny powód, do tego, aby bez jakichkolwiek oporów zabrać się za tę powieść.

 

"Liczby Charona" to kontynuacja "Erynii". Czyli znowu spotykamy się na lwowskich ulicach miasta wraz z komisarzem Edwardem Popielskim, który tym razem wyleciał z pracy. Mamy rok 1929, czyli akcja powieści dzieje się przed pierwszą częścią - kolejna ciekawostka, którą musiałam aż sprawdzić przed rozpoczęciem czytania, bo coś mi się nie zgadzało. W końcu w życiu tego mężczyzny pojawia się młoda piękna kobieta, była uczennica Renata, która "postanawia" namieszać odrobinę w jego świecie. A mianowicie prosi go o pomoc, z której bynajmniej nie może wyniknąć nic dobrego. W tym samym czasie we Lwowie dochodzi do dwóch morderstw kobiet, których śmierć w jakiś sposób łączy się ze sobą.

 

Mogłabym "powiedzieć", że ta książka to jedna wielka zagadka matematyczna z elementami języka hebrajskiego. Dzięki tym umiejętnością Edward Popielski dochodzi do zadziwiających wniosków - zna imię i nazwisko ofiary, powód śmierci oraz narzędzie zbrodni - i w przypadku obu kobiet wszystko się zgadza. W tej części nie mamy opieramy się tylko i wyłącznie na tych zbrodniach, do których dochodzi, ale bardziej na życiu osobistym głównego bohatera. Jego relacjach z córką oraz kuzynką, ale przede wszystkim z Renatą, do której żywi ewidentnie głębokie i szczere uczucie, ale jednocześnie jest strasznie zagubiony i popełnia wiele błędów, które drogo go kosztują - emocjonalnie oczywiście. Ja osobiście raz uwielbiam tego komisarza, a raz potrafi doprowadzić mnie do złości.

 

Jak już wcześniej wspomniałam, jak uwielbiam styl, jakim posługuje się Marek Krajewski. Jego książki są bardzo dobrze przemyślane, świetnie napisane i niebanalne. Naprawdę to seria znakomitych kryminałów, których treść trzyma w napięciu i zaskakuje czytelnika coraz to nowymi elementami - nawet na ostatniej stronie! I jak tu wytrzymać do publikacji kolejnych powieści?

 

Polecam szczególnie tym, których nie odstraszają dobre polskie książki oraz wplątywanie zagadek matematycznych oraz innych języków, którzy lubią klimatyczne kryminały i zaskakujących bohaterów.

Scathach

Przygodę z Markiem Krajewskim rozpoczęłam rok temu, kiedy to dotarło do mnie, że ktoś taki istnieje, ba! że jest znany, ceniony, a do tego tworzy bestsellerowe powieści kryminalne. Jako zdeklarowana miłośniczka tego typu literatury zaopatrzyłam się w całą serię z Eberhardem Mockiem w roli głównej i... rozczarowałam się.

 

Tak moi drodzy, właśnie tak. Uwielbiany przez Polaków pisarz w ogóle nie zrobił na mnie wrażenia. Fakt, jego książki są przemyślane, misternie skonstruowane, jednak żadna z nich mnie nie urzekła. Merytorycznie nie mogłam im niczego odmówić, zasługiwały na 4, i tak też zazwyczaj je oceniałam. Całą serię czytałam z lekkim znużeniem, średnio ciekawa zakończenia. Próbowałam cały czas, chciałam wszelkimi sposobami przekonać się do autora, jednak na nic zdawały się mój wysiłki. Do czasu.

 

Do czasu kiedy w zapowiedziach Wydawnictwa Znak ujrzałam Liczby Charona, będące kolejną z serii powieścią o Edwardzie Popielskim. Co teraz mogę powiedzieć? Wyłączając Erynie, której nie czytałam, najnowszy tekst jest według mnie najlepszą z dotychczasowych książek Pana Krajewskiego. Wciągający od pierwszych słów [już nawet nie stronic], intrygujący, fascynujący.
Choć Edward Popielski jest postacią wybitnie antypatyczną [wtrącenia w postaci jego myśli zaświadczają o jego przemiłym charakterku], którą w prawdziwym życiu omijałabym szerokim łukiem, to na kartach powieści budził moje uznanie. Doskonale pasował do tła powieści, jakim jest Lwów czasów powojennych.

 

Książka przenosi nas do momentu, w którym komisarz po dyscyplinarnym zwolnieniu z pracy w policji, próbuje wiązać koniec z końcem udzielając korepetycji z matematyki i łaciny i pomieszkując z córką i siostrą. Jego sytuacja może ulec zmianie, gdy odwiedza go była uczennica Renata, proponując zajęcie się sprawą pewnego zaginięcia... Na dodatek we Lwowie zaczyna grasować morderca, a w jego ujęciu może pomóc jedynie znawca matematyki... Popielski otrzymuje od losu możliwość rehabilitacji w oczach przełożonych, a także szansę na nowe uczucie...

 

Czym autor zdobył moje serce? Choć matematyka mająca ogromne znaczenie dla treści zawsze należała do grona znienawidzonych przeze mnie przedmiotów, paradoksalnie jej zastosowanie w serialach typu Wzór czy właśnie najnowszej książce Pana Marka budzi we mnie wielkie zainteresowanie. Połączenie jej z fascynującym językiem hebrajskim i wątkami religijnymi czy nawet sekciarskimi to mieszanka idealna. Do tego szczypta mitologii i literacka uczta gotowa. Krajewski zdobył mnie pomysłem na utwór i niezwykłą intrygą, której długo nie zapomnę i która każe mi nadrobić braki w lekturze Erynie.
Jedyną rzeczą, według mnie pozbawioną celowości i zbędną, w żadnej sposób nie wpływającą na akcję, jest quasi-rama jaką otoczona jest historia, a którą stanowi telewizyjny wywiad przeprowadzony w roku 1988 dla norweskiej telewizji. Jest to jedynak jedyne uchybienie, którego się dopatrzyłam, a które po pozytywnym zaskoczeniu lekturą nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

 

Co do wydania - okładka z hebrajskimi literami bardzo mi się podoba. Jednak papier na jakim wydano powieść jest fatalnej jakości. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron starałam się jak najrzadziej go dotykać, bo robi bardzo niemiłe wrażenie i zdziera naskórek.

 

Polecam zarówno miłośnikom gatunku, jak i czytelnikom szukającym nowości i kilku spędzonych w napięciu godzin.

Klara203

Marek Krajewski jest pisarzem i filologiem klasycznym. Zrezygnował z prowadzenia zajęć na Uniwersytecie Wrocławskim, by poświęcić się pisaniu. Z jego ręki wyszło wiele znakomitych dzieł a ja miałam okazję przeczytać ,,Liczby Charona".

 

Okładka książki bardzo przeciągnęła mój wzrok. Twarz człowieka i te litery hebrajskie, których znaczenie spotkać można w książce. Przede wszystkim zaciekawił mnie tytuł tejże książki, ale na szczęście wyjaśnienie jego można znaleźć w tym dziele Krajewskiego.

 

,,Liczby Charona" zaczynają się w dość ciekawy sposób, ponieważ na początku występuje wywiad. Prezenterem telewizyjnym jest Sverre Asland, który dowiaduje się wiele ciekawych informacji o Lwowie i musi jakoś walczyć przed niewiedzą. Trudno mu jest stawiać pytania, ponieważ posiada małą wiedzę a temat rozmówcy. Po epilogu znajdują się trzy rozdziały : ,,Liczba wiedźmy", ,,Liczba nierządnicy" i ,,Liczba mędrca", w których znajduje się jakiś cytat związany z matematyką.

 

Bohaterem głównym jest Edward Popielski, który jest korepetytorem i cierpi na epilepsję. Do mężczyzny zgłasza się z prośbą była uczennica Renata, która prosi o odszukanie pewnej zaginionej kobiety. Mężczyzna godzi się. Niestety brak pieniędzy powoduje, że Popielski staje się prywatnym detektywem i przyjmuje kolejne zlecenie. Okazuje się, że jego sprawa ma związek z zamordowanymi kobietami w Lwowie. Mężczyzna postanawia wrócić do policji, ale o nie jest łatwe, ponieważ warunkiem jest rozwiązanie zagadki. Dzięki swoim zamiłowaniom matematycznym profesor wpada na pewne powiązania tych dwóch spraw. W czasie poszukiwań mordercy odnajduje wiele ciekawych informacji i zakochuje się w Renacie, która ucieka. Edward Popielski w końcu odnajduje mordercę, ale przed nim stoi kolejne wyzwanie, ponieważ on posiada alibi. Dowiaduje się również o dwóch sprawcach zamordowania, ale prze każdym ciężko jest udowodnić te czyny. Czy matematykowi uda się wsadzić za kratki złoczyńców i czy odzyska swoje stanowisko? Co będzie z miłością jego do Renaty?

 

Dla kogoś kto lubi matematykę książka wyda się całkiem ciekawa. Pełno jest w niej zagadek i wyjaśnień. Poza tym można znaleźć sposób na odgadnięcie metody liczb Charona, którymi posługują się sprawcy.

 

Książkę polecam wszystkim tym, którzy kochają zagadki i pragną choć raz poczuć się jak detektyw. Dla matematyków ,,Liczby Charona" mogą stać się nauką, która ukaże im bardzo ciekawy i magiczny sposób morderców.

Jjon

Wyższa matematyka

 

Matematyka jest królową nauk. Klasyka – słyszę to co dzień. Słyszałam też o tajemniczym przewoźniku do innego świata - Charonie. Obił mi się nawet o uszy termin 'wzór Herona'. Nie słyszałam natomiast nigdy wcześniej o Liczbach Charona, choć o książki Erynie i Śmierć w Breslau autorstwa Marka Krajewskiego polecała mi już niejedna osoba. A jako że dobrym kryminałem nie gardzę, postanowiłam zapoznać się z tym, co oferuje czytelnikom Marek Krajewski.

 

Niektórym czytelnikom Liczby Charona będą kojarzyć się z mroczną tajemnicą, misternie uknutą intrygą, doskonale skonstruowaną zagadką. Ja zapamiętam ją jako książkę, która wywołuje skrajnie różnorodne odczucia. Z jednej strony daje poczucie, że wszystko zostało doskonale zaplanowane, obudowane niezwykłą wiedzą autora i językiem, któremu nie można niczego zarzucić. Z drugiej zaś strony jest coś, co odpycha. Przynajmniej mnie... Składa się na to kilka powodów.

 

Dla jednej grupy czytelników lwowskie klimaty będą atutem, mnie średnio podobały się opisane w Liczbach Charona mroczne zakątki Lwowa. Co prawda Lwów, który poznałam w realu, podobał mi się, i zdaję sobie sprawę z tego, że chodziło o to, żeby spotęgować napięcie, pokazując mniej urokliwe miejsca.

 

Drażnił mnie też język stylizowany na gwarę używaną przez wielu mieszkańców tego rejonu, choć wiem, że zabieg ten miał przybliżyć lwowskie klimaty i nadać książce realizmu.

 

Podobnie ze skrupulatnymi opisami dokonań brutalnego mordercy. Wolałabym chyba nie wiedzieć o gwoździu wbitym w czyjeś podniebienie.

 

Mimo wysokiego kunsztu językowego dla mnie styl Marka Krajewskiego okazał się zbyt ciężki.
Markowi Krajewskiemu nie można na pewno zarzucić braku wiedzy. Pod tym względem jest to wyjątkowy kryminał i tu chylę czoła przed autorem, bo naprawdę historia niebanalna. Nie wpadłam w uwielbienie pewnie tylko dlatego, że mnie królowa matematyka nie jest do życia bezpośrednio potrzebna, a do miana umysłu ścisłego nigdy nie aspirowałam. Dużo więcej frajdy sprawia mi zabawa językowa i filologia w różnych odsłonach. Dlatego o ile klasyce udało się do mojej opinii nabić kilka plusów, o tyle matematyce udało się je natychmiast zneutralizować.

 

Główny bohater Edward Popielski też nie wzbudził mojej sympatii. Na korepetycje z matematyki czy łaciny to bym się do niego nie zapisała ;-) Inteligencji mu co prawda nie brakuje, ale cynizm, brak zasad moralnych, słabość do alkoholu i do kobiet, awanturnicza natura, sprawiają, że trudno byłoby mi go nazwać bohaterem pozytywnym. Najważniejsze jednak, że udaje mu się złamać szyfr, którym posługiwał się morderca, dobierając kolejne ofiary.

 

I jeszcze dwa elementy – okładka i czcionka. Okładka, jaka jest każdy widzi. Jednym się spodoba, inni uznają ją za przerażającą. Mnie się nie spodobała. Najciekawsze było to, jak robiłam zdjęcie do tego postu – zrobiłam ich kilka, ale tylko na tym jednym, które tu zamieściłam, widoczne znaki mienią się przedziwnie. Wspomnę też, że kiedy zaczęłam czytać, bardzo mnie zmęczyła czcionka. Coś w tym chyba jest, bo już ktoś przede mną wspomniał o tym w swojej recenzji.

 

No cóż, tym razem powieść kryminalna, mimo swych wielu zalet, nie trafiła w mój gust. Zdecydowałam więc, że przekażę ją w lepsze ręce niż moje, z nadzieją, że zostanie bardziej doceniona i spodoba się następnemu czytelnikowi.

 

Dziękuję bardzo wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzencki.

Ag.

Marek Krajewski zadebiutował w 1999 roku. Od tego czasu możemy czytać jego książki, którym poświęca się bez reszty. To dla pisarstwa porzucił rolę wykładowcy na Uniwersytecie Wrocławskim.

 

W 2011 roku ukazała się książka „Liczby Charona", której głównym bohaterem jest Edward Popielski. To były policjant, który mieszka na stałe we Lwowie, wraz ze swoją kuzynką i córką. Ma dryg do wielu rzeczy – świetnie zna się na liczbach, na językach obcych i na kobietach. To właśnie przez jedną z przedstawicielek płci pięknej Popielski postanawia znowu spróbować swoich sił w zawodzie, który uwielbia. Renata, jego dawna podopieczna, przychodzi do niego z trudną sprawą – zaginęła jej opiekunka, a ona sama została zwolniona. Popielski ma też inne zdanie do wykonania – w mieście zaczynają się dziać paskudne rzeczy. Po ulicach Lwowa zaczyna krążyć morderca, który z zimną krwią pozbywa się kolejnych osób. Na dodatek gra policji na nosie i zostawia tajemnicze liściki, których szyfr jest niemal nie do złamania. Jednak nie dla Popielskiego... Sprawy zaczynają nabierać tempa, pokazują się nowe poszlaki i dowody. Czy sprawy zostaną rozwiązane?

 

Popielski to interesujący bohater. Mimo, że nie znam książek z nim w roli głównej, a takie podobno są, nie odczuwałam dyskomfortu z tego powodu. Wraz z rozkręcaniem się akcji, postać zostaje nam bliżej pokazana, poznajemy jego przeszłość, chorobę, zmagania z losem i niezbyt bohaterskie czyny. To nie jest kryształowy człowiek – jest bezczelny, arogancki, pewny siebie, używa życia. Ale ma też zalety, a największą z nich jest wytrwałość.

 

Książka to dobry przykład kryminału. Akcja rozwija się powoli, ale ciągle coś nas zaskakuje. Przy okazji wielkim plusem jest zabieg stylizacji języka, który możemy tu zobaczyć. Trzecioosobowa narracja nie jest pozbawiona archaizmów, a dialogi prostych ludzi wyraźnie odróżniają się od mów profesorskich. Za to należy pochwalić „Liczby Charona" – za język. Czytać nie jest trudno, większość słów można domyślić się z kontekstu, a jeśli nie to są one wytłumaczone w przypisach na dole strony. Przydatne i godne pochwały.

 

Krój czcionki też jest niezwykły. Nie jest on nowoczesny, nowy rozdział zaczyna się od kilku słów napisanych wersalikami, a numeracja stron zawsze jest tylko na prawej kartce. Proces liczenia, wypisywania znaków i liter hebrajskich jest schludny i czytelny – pojawiają się tabelki, schematy, które ułatwiają zrozumienie treści.

 

Bardzo dobra robota została też wykonana ze strony korekty i redakcji. Błędów nie zauważyłam, przecinki są idealne, a styl nie utrudnia czytania.

 

Moim zdaniem książka jest ciekawa. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest wybitna. Dla kompletnego nieuka matematycznego jakim jestem wiele kwestii było niejasnych za pierwszym razem. Sprawę ratowały tabelki. Również przesadny naturalizm w książce nie przypadł mi do gustu. Inni na pewno będą zachwyceni faktem tak dobrego oddania rzeczywistości, ja jednak uważam że niektóre kwestie mogły zostać pominięte i opisane mniej szczegółowo.

 

Komu polecam książkę? Fanom Krajewskiego na pewno nie muszę. Zatem kto powinien po nią sięgnąć? Na pewno ludzie, którzy nie mają za często okazji do czytania czegoś, co ma wybitnie dobrą stylizację językową. Również ci, którzy chcą zobaczyć kunszt autora powinni wyjąć „Liczby Charona" z półki.

 

Czy ja stałam się fanką Krajewskiego po tej książce? Nie jestem pewna. Klimat opowieści bardzo mi się podobał, jednak nie do końca przekonuje mnie jej forma. Nie zniechęcam, ale też nie polecam jako numer jeden na liście „do kupienia". Jeśli już to jako jedna z pozycji w pierwszej pięćdziesiątce.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto