Masakra Na Wyspie Utoya

Autor: Adrian Pracoń

Okładka wydania

Masakra Na Wyspie Utoya


Dodatkowe informacje

  • Autor: Adrian Pracoń
  • Tytuł Oryginału: Masakra Na Wyspie Utoya
  • Gatunek: Pamiętnikidziennikiwspomnienia
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 192
  • Rok Wydania: 2013
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 130 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-7642-201-5
  • Wydawca: Pascal
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Bielsko-Biała
  • Ocena:

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Dosiak

Tytuł tej książki nie pozostawia żadnych wątpliwości, co do zdarzeń jakie zostały w niej opisane. 22 lipca 2011 roku Anders Breivik dokonał zamachu na siedzibę norweskiego rządu, a następnie w przebraniu policjanta udał się na wyspę Utøya i zaatakował uczestników obozu sympatyków Młodzieżowej Ligii Robotników (AUF). W wyniku jego działań zginęło 77 osób, a ponad 30 zostało rannych. Ostatnią ofiarą terrorysty był autor tej książki, który postanowił opowiedzieć o swoich traumatycznych przeżyciach, by zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się przed dwoma laty. Wszystkie europejskie media huczały o serii ataków w Norwegii zarówno tego feralnego dnia jak i wiele miesięcy później. Ogromne emocje budzi fakt, że w kraju uchodzącym za bezpieczny, dostatni i tolerancyjny pojawił się bezwzględny terrorysta, który w ciągu kilkudziesięciu minut pozbawił życia tak wiele osób. Grozą napawa również świadomość, że tylko jeden mężczyzna był w stanie wyrządzić tyle zła. W swojej relacji Adrian Pracoń drobiazgowo opowiada o tym, co działo się na kilka dni, godzin, a nawet minut zanim Breivik przypłynął na wyspę. Nie omija również najbardziej bolesnych wspomnień związanych z samym momentem ataku na obozowiczów oraz spotkaniem oko w oko z bezwzględnym zamachowcem.

 

Nie mam wątpliwości, że każdy, kto przeczyta tę książkę będzie z całego serca współczuł nie tylko rodzinom i przyjaciołom zmarłych, ale także ocalałym, których życie już nigdy nie będzie takie samo. Tragedie odciskają ślad w duszy człowieka, powracają w postaci koszmarów sennych, napadów paniki czy myśli samobójczych. W takich przypadkach niektórzy ludzie starają się jak najszybciej wyprzeć z pamięci traumatyczne przeżycia, inni nieustannie do nich wracają, a Adrian Pracoń poszukuje odpowiedzi. Nurtujących go kwestii jest bardzo wiele, ale większość raczej nie doczeka się wyjaśnienia. Zanim zaczęłam czytać tę relację byłam przekonana, że znaczna jej część została poświęcona na zastanawianie się nad tym, dlaczego Breivik zaatakował i czy można było zrobić coś, żeby go wcześniej powstrzymać. Okazało się jednak, że wcale nie takie rozważania dominują w przekazie Praconia, ponieważ mężczyzna głównie koncentruje się na rzetelnym opowiedzeniu, co dokładnie widział na wyspie, jaki nastrój towarzyszył przebywającym na niej ludziom nim uświadomili sobie, że w każdej chwili mogą paść ofiarą terrorysty, a także, o czym myślał, ukrywając się przed zabójcą.

 

Początek książki przybliża czytelnikom nie tylko okoliczności, które sprawiły, że Polak znalazł się na wyspie, ale przede wszystkim wyjaśnia jaki jest cel obozów organizowanych na Utøyi, jaka panuje zazwyczaj na nich atmosfera i jacy ludzie się tam spotykają. Uważam, że taka charakterystyka jest bardzo potrzebna, ponieważ lepiej pozwala pojąć ogrom tragedii. AUF-owcy, co roku spotykali się na wyspie, organizowali wystąpienia, zapraszali polityków, uczestniczyli w zajęciach sportowych, poznawali też młodych ludzi o podobnych poglądach i wartościach. Grupa zapewniała im poczucie bezpieczeństwa i przynależności do pewnej wspólnoty. Dla Adriana Praconia ten ostatni aspekt okazał się bardzo ważny. Niestety dwa lata temu zwyczajowy rytm obozu został zakłócony i nie wydaje się, by kiedykolwiek sytuacja wróciła do normy. Opowieść Praconia wywarła na mnie bardzo duże wrażenie, głównie dlatego, że pozbawiona jest górnolotnych stwierdzeń i nie epatuje dosadnymi szczegółami. Autor w sposób chłodny i wyważony dzieli się swoimi spostrzeżeniami i przeżyciami. Nie próbuje manipulować czytelnikiem, nie przytacza drastycznych szczegółów, on po prostu opisuje wydarzenia, w których uczestniczył. Wydaje mi się, że oszczędny styl wyszedł tej publikacji na dobre. Obozowa rutyna, rozmowy i śmiechy zostały brutalnie przerwane najpierw przez doniesienia o zamachach w Oslo, a później przez samego Breivika. Ludzie byli zupełnie zdezorientowani i w desperacji próbowali zrobić cokolwiek, by ocaleć. Podziwiam Adriana Praconia za to, że zachował zimną krew w decydującym momencie i dzięki temu ocalił swoje życie. Książka nie kończy się w momencie ataku czy tuż po nim. Relacja Polaka obejmuje również wspomnienia ze szpitala, obchodów ku pamięci ofiar Breivika oraz rozprawy sądowej, w czasie której Adrian dowiedział się, dlaczego nie został zastrzelony, mimo że oprawca wycelował już w niego broń.

 

W zachowaniu autora tej publikacji dziwi mnie jednak pewna rzecz. Nie chcę, żeby zostało to odebrane jako czepialstwo i szukanie dziury w całym, ale dość nietypowe wydało mi się uaktualnianie przez Adriana statusu na facebooku w czasie ukrywania się przed zamachowcem. Chłopak nie zadzwonił do rodziny i nie napisał do osób mu najbliższych, bo pierwszą myślą było przesłanie wiadomości na portal społecznościowy. Osobliwa wydaje mi się również jego ponadprzeciętna aktywność w mediach. Już pierwszej nocy w szpitalu zaczął udzielać wywiadów licznym stacjom telewizyjnym i radiowym. Regularnie utrzymywał także kontakt z portalami internetowymi i gazetami. Nie krytykuję go i nie oceniam, po prostu się dziwię, że miał ochotę wciąż na nowo opowiadać o tak bolesnych sprawach. Muszę wspomnieć również o tym, że recenzowana książka pierwotnie zawierała nieco inną treść. W pierwszej wersji wspomnień Praconia wielokrotnie występowało nazwisko jednej z ofiar. Okazało się jednak, że rodzice zmarłego chłopca nie wyrażają zgody na publikowanie jego personaliów, więc nakład musiał zostać wstrzymany, a książka zredagowana na nowo. Zanim Masakra na wyspie Utøya ukazała się na naszym rynku autor twierdził, że jeśli znajdzie się Polski wydawca, po raz kolejny zmieni nieco treść publikacji, dodając więcej szczegółów o swoim pochodzeniu. Nie wiem czy ostatecznie tak zrobił, ponieważ nie odnalazłam w niej zbyt wielu wzmianek o Polsce, ale w żadnym razie nie uważam, żeby ten brak podważał wiarygodność autora. Z oczywistych względów lektura tej książki należy do wyczerpujących emocjonalnie, ale mimo tego polecam ją każdemu, kto chciałby poznać świadectwo ostatniej ofiary Breivika i spojrzeć na norweską tragedię z zupełnie innej niż dotychczas perspektywy.

 

Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa Pascal.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!