Potomstwo

Autor: Jack Ketchum

Okładka wydania

Potomstwo

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Vivienne

Nierzadko powtarzam, że jestem maniakiem literatury grozy. Lubię czuć ten fajny dreszczyk wzdłuż kręgosłupa, rozchodzący się do palców i karku. Lubię to napięcie. Lubię tę tajemnicę nieznanego. Patrząc na to z boku może wydawać się to co najmniej chore, ale takie są moje upodobania. Dziwaczne.

 

Jack Ketchum od zawsze owiany sławą mistrza horroru, zagościł w końcu w moich dłoniach, a ja bez najmniejszego zastanowienia wyszłam mu naprzeciw w naszym pierwszym spotkaniu. Nie ma tak naprawdę dużo do powiedzenia w tej recenzji. Żałuję jedynie, że tak późno dowiedziałam się jak dużo tracę odsuwając dorobek owego autora na bok.

 

To może coś na temat fabuły... Przed ponad jedenastoma laty kult kanibali zamieszkiwał stare jaskinie Dead River. Mieszkańcy nie mieli najmniejszej świadomości o ich istnieniu i przypłacili to swoim życiem. Jednak klan również został zlikwidowany. Ale czy do zera? Po długich latach regenerowania sił i zbierania członków na powrót stanął u progu swej światłości i... wychodzi na łowy. Zabijają z zimną krwią, patroszą, torturują, będąc zaledwie dziećmi. Emerytowany policjant, który brał udział w masakrze sprzed jedenastu lat ponownie krzyżuje swoje ścieżki z kanibalami, stając się ostatnią deską ratunku pewnej rodziny, zamieszkującej mały domek w górach, który stał się celem krwiożerczych i bezdusznych bestii.

 

Jack Ketchum niezaprzeczalnie dostarcza ostre, wstrząsające czytelnikiem wrażenia. Okropności tych wizji przyprawiają mnie o mdłości. Opisy bezlitosnych scen obrządków mroziły krew w żyłach. Zaczynam się zastanawiać, czy osoba pisząca takie historie, aby na pewno ma równo pod sufitem... Bardzo spodobała mi się bezpośredniość autora. Chociaż w każdej lekturze horroru możemy spotkać się z bezpruderyjnymi scenami. Niektórych może to odrzucać, ale do tych osób mówię stanowcze: Nie czytajcie! Bo po co brać się za grozę, jeżeli później nie możemy przez to spać, czy lądujemy z głową w sedesie?

 

Co najbardziej zadziwiło mnie w tej powieści? Fakt, że książka nie skończyła się tak jak przewidywałam, czyli jak każda lektura tego typu. Dramatem. Akcja toczyła się naprawdę błyskawicznie, chociaż z początku była nieco powolna, acz nieprzewidywalna, ustąpiła miejsca wartkości. Na pierwszej stronie spotykamy się ze zwłokami bez rąk, które suszą się w zlewie, dzieckiem w worku oraz siekierą między oczami. A na następnej z opisem spokojnego życia małżeństwa z dzieckiem. Podobnego zwrotu zdarzeń nie spotkacie w fantastyce, czy romansidłach. Dlatego zapraszam do czytania Jacka Ketchuma i jego makabry.

 

Dosiak

O twórczości Jacka Ketchuma naczytałam się tyle pozytywnych opinii, że nie mogłam doczekać się momentu, w którym wreszcie trafię do wykreowanego przez niego świata. Jako miłośniczka wszelkich tekstów grozy czułam niemal wstyd, że ciągle odwlekam sięgnięcie po prozę pisarza cenionego przez samego Stephena Kinga. Spodziewałam się naprawdę mocnych wrażeń i ogromnej dawki przemocy. Po przeczytaniu książki stwierdzam, że właściwie dostałam to, czego chciałam, a nawet nieco więcej, ale nie obyło się też bez pewnych zgrzytów, które rzutują na ostateczną ocenę powieści.

 

Emerytowany szeryf miasteczka Dead River George Peters nie może zapomnieć o tym, co zdarzyło się jedenaście lat temu. Makabryczne obrazy ciągle prześladują go w koszmarach, a wspomnienia sprawiają, że przeszłość wciąż trzyma w szponach starego mężczyznę. Pomimo tego, że po śmierci żony rozpił się i zaniedbał miejscowi policjanci nadal darzą go szacunkiem. Pewnej nocy do Petersa przychodzi nowy szeryf, prosząc go o pomoc przy śledztwie dotyczącym wyjątkowo bestialskiej zbrodni. Zamordowano i okaleczono kilkumiesięczne dziecko oraz jego matkę i wynajętą opiekunkę. Ślady pozostawione na miejscu zbrodni jednoznacznie wskazują, że potwory w ludzkiej skórze powróciły i po raz kolejny polują na mieszkańców Dead River. Czy tym razem uda się pokonać ich raz na zawsze?

 

Po przeczytaniu około pięćdziesięciu stron byłam tą powieścią zawiedziona. Co prawda mocny jest już sam początek i na brak akcji narzekać nie można, ale nie potrafiłam wciągnąć się w wir wydarzeń na tyle, by z niecierpliwością przewracać kolejne kartki. W pewnej chwili pomyślałam nawet, że pisarstwo Ketchuma jest przereklamowane, bo wszelkie rozczłonkowywanie ciał i inne makabryczne operacje nie budzą we mnie grozy, a jedynie obrzydzenie. Preferuję horrory, uruchamiające wyobraźnie i podważające logiczny porządek rzeczy jedynie pewnymi sygnałami. Historie o nadprzyrodzonych istotach wydają mi się znacznie bardziej przerażające niż psychopaci biegający z siekierami. Na szczęście w pewnym momencie Ketchum wprowadza genialny zabieg, sprawiający, że tuż po pięćdziesiątej stronie czytelnikowi niemal serce zamiera ze strachu. Autor buduje atmosferę grozy na kilka sposobów. Pierwszym jest szereg tortur, jakimi poddawani są bohaterowie oraz okrutnych morderstw, których opisy z pewnością wzbudzą niesmak wśród wrażliwszych odbiorców. Jak już wspomniałam horror spod znaku gore, także ten literacki, nie należy do moich ulubionych odmian, więc to nie najbardziej drastyczne momenty są odpowiedzialne za to, że Potomstwo uważam za udaną powieść grozy. Drugim sposobem pisarza na wykreowanie odpowiedniego nastroju stała się znana metoda, polegająca na wrzuceniu niczego nieświadomych bohaterów w centrum przerażających wydarzeń. Odważny policjant czy młode, kochające się małżeństwo wzbudzają sympatię, dzięki czemu czytelnik zaczyna interesować się ich losem i gorąco kibicować im w walce o przeżycie. Im bardziej nieświadomi, uczciwi i dobrzy ludzie tym lepiej. Spirala strachu w pewnym momencie nakręca się sama i ani się obejrzałam, a zaczęłam nerwowo rozglądać się za siebie i nasłuchiwać czy nic niepokojącego nie dzieje się za oknem. Jednak za najlepszy chwyt grozy uważam mistrzowskie opisy pościgów niedoszłych ofiar, przypominających polowanie na dzikie zwierzęta. Gęsty, mroczny las staje się jednocześnie wybawieniem i więzieniem. Różnorodne krzaki oraz wysokie drzewa mogą dać schronienie, ale mogą też zdradzić położenie osoby nieostrożnie stąpającej po poszyciu. Ketchum zadbał o odpowiednią oprawę i przejmujące sceny, w których postaci myślą, że jeszcze tylko kilka kroków dzieli ich od opuszczenia śmiertelnie niebezpiecznej okolicy, a w rzeczywistości kierują się wprost na czekającego kata. Najbardziej przeraża to, co niewidoczne, dlatego skóra cierpnie na samą myśl, że w pobliskich zaroślach czai się zło w najczystszej postaci.

 

Pisarz wprowadził wielu bohaterów, ale nie radzę przywiązywać się do nich, ponieważ większość szybko traci życie. Za najważniejsze postaci uznaję byłego szeryfa, rodzinę Halbardów oraz ich przyjaciółkę Claire, która przyjechała do tego, bądź co bądź, malowniczego zakątka, by odzyskać siły po rozwodzie. W powieści występuje jednoznacznie rozgraniczenie na dobrych ludzi i czarne charaktery. Jednych natychmiast obdarza się sympatią, a innych odrzuca z przyklejoną łatką szaleńca, okrutnika, potwora. Postaci nie posiadają skomplikowanych osobowości, przez większą część powieści po prostu walczą o przetrwanie. W horrorach zawsze zadziwia mnie fakt, że bohaterowie przyjmują do wiadomości nawet najbardziej koszmarne przeżycia i znajdują siłę na ucieczkę lub wezwanie pomocy. Nie inaczej jest w recenzowanej książce. Jack Ketchum nie precyzuje jak wygląda późniejsze życie kogoś, kto widział jak jego bliscy zostają pozbawieni kończyn i narządów wewnętrznych. Nie wyobrażam sobie jak można dojść do siebie po tak tragicznych przeżyciach i żałuję, że autor Potomstwa nie zadał sobie trudu, żeby tę kwestię doprecyzować.

 

Najsłabszą stroną powieści jest styl. Wulgaryzmy są usprawiedliwione i w przypadku takiej książki nie mogę się ich czepiać, ale dosadne sformułowania, dotyczące zwłaszcza erotyki uważam za żenujące. Ketchum nie bawi się w subtelności i to widać od razu. Jest to zaletą w kreowaniu opowieści mrożącej krew w żyłach, ale wszelkie niewybredne uwagi o częściach ciała lub aktualnych potrzebach bohaterów działały na mnie odstraszająco. Później nieco przyzwyczaiłam się do takiej stylistyki, ale i tak uważam, że to rynsztokowe słownictwo jest zupełnie zbędne. Muszę też wspomnieć o słabej korekcie. Nie rozumiem, jakim cudem nikt z wydawnictwa nie wyłapał błędów typu „13 maj 1992". Oczywiście to nie ma żadnego znaczenia przy ocenie książki, bo w końcu zła odmiana nie jest winą autora, ale taka pomyłka od razu rzuca się w oczy.
Potomstwo to książka dla czytelników o mocnych nerwach. Pisarz zadbał o to, żeby każdy znalazł w jego dziele coś, co porządnie go wystraszy. Dla jednych przerażające będą opisy krwawych rytuałów, w innych największą grozę wzbudzi myśl, że człowiek jest zdolny do okrucieństwa nawet wobec członków własnej rodziny. Recenzowana powieść rozwija wątek z książki Poza sezonem, w pewien sposób stanowiąc jej drugą część. Jednak znajomość wcześniejszej pozycji nie jest konieczna do zrozumienia historii opisanej w Potomstwie. Pierwsze spotkanie z twórczością Jacka Ketchuma uważam za udane. Mimo że nie obyło się bez wytknięcia kilku wad, to opowieść odniosła zamierzony skutek – przestraszyła, pochłonęła na kilka godzin i zachęciła do przeczytania innych dzieł pisarza.

 

Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa Replika.

Buffy1977

Amy i David wraz z małą córeczką mieszkają w uroczym domku w nadmorskim miasteczku Dead River. Pewnego dnia odwiedza ich przyjaciółka Claire z synkiem Lukiem, która boryka się z poważnymi problemami finansowymi, w które wpędził ją jej były mąż psychopata. Tymczasem w innej części miasteczka policja znajduje brutalnie zamordowane kobiety. Przeczuwając, co to może oznaczać zwracają się po pomoc do emerytowanego szeryfa, Petersa, który przed jedenastoma laty, jako jeden z niewielu wyszedł cało z potyczki z krwiożerczą rodzinką kanibali, zamieszkującą okoliczną jaskinię. Peters szybko dochodzi do wniosku, że wbrew pozorom, wcześniej nie udało mu się wybić wszystkich dzikusów i właśnie teraz, będąc w podeszłym wieku będzie miał szansę, aby to naprawić. Wraz z policjantami rusza w głąb lasów na poszukiwania znienawidzonych wrogów. Tymczasem kanibale przypuszczają atak na domek Amy i Davida, nade wszystko pragnąc porwać ich małą córeczkę.

 

Nakład wydanej po raz pierwszy w 1981 roku kontrowersyjnej książki „Poza sezonem" szybko się wyczerpał, a wydawcy nie przewidywali jego wznowienia. Po paru latach Jack Ketchum, mimo to, postanowił przypomnieć czytelnikom o swojej najkrwawszej powieści, wypuszczając na rynek sequel zatytułowany „Potomstwo", zekranizowany w roku 2009. Polscy czytelnicy mieli okazję zapoznać się z tą pozycją dopiero w roku 2012, dzięki uprzejmości wydawnictwa Replika, które już zapowiedziało wydanie ostatniej części kanibalistycznej trylogii Ketchuma, pt. „The Woman", która w 2011 roku również doczekała się swojej filmowej wersji.

 

Nie sposób oprzeć się porównaniom do idealnego „Poza sezonem", który dzięki wszechobecnej brutalności zyskał sobie uznanie wielbicieli nurtu gore. Tymczasem „Potomstwo", zdaje się podążać odrobinę odmiennym torem. Przez większą część powieści nie uświadczymy tutaj zbyt wielu krwawych momentów – wyłączając oczywiście finalną scenę w jaskini, zamieszkiwanej przez dzikusów. Ketchum zdaje się przede wszystkim skupiać na charakterystyce wewnętrznej swoich bohaterów i to zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Mistrzem literackich kreacji postaci w horrorach bez wątpienia jest Stephen King, natomiast Ketchum nigdy nie czuł się zbyt dobrze w tego rodzaju zabiegach. W „Potomstwie" serwuje nam dość irytujące, długie wstawki opisów odczuć protagonistów, którzy starają się za wszelką cenę dopasować do nowej, ekstremalnej sytuacji, w której stali się zwierzyną łowną, ściganą przez odrażających dzikusów. I niestety, pomimo najszczerszych chęci autora, nie udało mi się całkowicie wczuć w ich rozpaczliwe położenie, w moim odczuciu byli zwyczajnie mało przekonujący. Zupełnie inaczej rzecz ma się z antagonistami. Tym razem Jack Ketchum pozwolił nam lepiej poznać odrażającą rodzinkę antropofagów, ze szczególnym wskazaniem na ich przywódczynię, zwaną po prostu Kobietą. Mamy szansę poznać nie tylko motywy ich postępowania, ale również okoliczności, w jakich doszło do spotkania poszczególnych członków ich klanu. Takie rozwianie tajemnicy, osnuwającej ich sylwetki w „Poza sezonem" tutaj całkowicie zdało egzamin i choć cywilizowanemu człowiekowi ciężko będzie zrozumieć ich zachowanie to przynajmniej dowie się kilku interesujących rzeczy na temat ich prymitywnej egzystencji.

 

Mimo częściowej rezygnacji z epatowania nieludzką przemocą Ketchum zaoferował swoim czytelnikom prawdziwie survivalową przygodę. Nasi bohaterowie będą musieli zarówno zmierzyć się z przerażającymi kanibalami, jak i miejscem, w którym dane im było stanąć do walki o przetrwanie. Uciekając przez skąpany w mroku las, nie znając terenu, mając za sojusznika jedynie księżyc, który oświetla im drogę, będą musieli wybierać pomiędzy zachowaniem człowieczeństwa a przeżyciem. Bowiem, aby przetrwać, choć na chwilę będą musieli upodobnić się do swoich oprawców, kierując się podobną bezwzględnością i łamaniem cywilizacyjnych norm. Bardzo, lubię taką tematykę powieści, nawet kosztem ograniczenia sugestywnych scen gore, więc wbrew pozorom Ketchumowi udało się całkowicie zatopić mnie w lekturze, aż do wstrząsającego zakończenia, gdzie autor ponownie odkrywa swoją znakomitą zdolność do skutecznego zniesmaczenia widza, zaspokojenia jego najniższych instynktów, kreując nam trudną do zniesienia rzeczywistość, w której rządzi zezwierzęcenie i prymitywizm, w której homo sapiens nie ma absolutnie żadnych szans przeżycia.

 

Osobom zaznajomionym z pierwszą częścią trylogii Ketchuma radzę nie spodziewać się powtórki z poprzednich, krwawych wydarzeń. W „Potomstwie" autor wykorzystał odrobinę odmienne elementy do nakreślenia zachowań człowieka w ekstremalnych warunkach. Natomiast czytelnicy, którym jakimś cudem umknęło „Poza sezonem" mogą być mocno zaszokowani nawet tymi szczątkowymi bestialstwami, z którymi będzie miał tutaj do czynienia. Niskobudżetowa ekranizacja książki z 2009 roku jest dosyć wierna powieści, tak więc po zapoznaniu się z pozycją literacką polecam również zaznajomienie się z jej filmową wersją – oczywiście, tylko tym osobom, których nie razi amatorska realizacja.

 

Za książkę bardzo dziękuję najlepszemu polskiemu portalowi w całości poświęconemu Jackowi Ketchumowi - http://www.jackketchum.com.pl/

 

Isadora

Kanibale powracają! Jeśli ktokolwiek z Was po lekturze "Poza sezonem" optymistycznie i naiwnie wierzył, że to już koniec koszmaru, srodze się rozczaruje i z pewnością poczuje dreszcz przerażenia pełznący wzdłuż kręgosłupa.

 

Takie uczucie z pewnością dopadło emerytowanego szeryfa miasteczka Dead River, George'a Petersa, który przed dziesięciu laty dowodził akcją mającą na celu wytępienie prymitywnego klanu kanibali. Kolejne po latach wyjątkowo brutalne i makabryczne morderstwo każe uwierzyć w to, co z trudem toruje sobie drogę do świadomości: plemię przetrwało, rozmnożyło się i znów zaczyna polować na ludzi. Peters po raz wtóry bierze na siebie ciężar odpowiedzialności, gdyż tylko on jeden tak naprawdę zdaje sobie sprawę, z czym mają do czynienia. Jedna upiorna noc zdecyduje o losach wielu ludzi i nie jest przesądzone, kto wyjdzie z tego starcia zwycięsko...

 

Fabuła "Potomstwa" stanowi kontynuację "Poza sezonem", jednak na tyle luźną, że nic nie stoi na przeszkodzie, by obie części poznawać niezależnie od siebie i w dowolnej kolejności. W zasadzie na czytelnika nie czeka nic nowego, zaskakującego czy oryginalnego, z czym nie zetknąłby się w poprzedniej powieści Ketchuma: akcja zamykająca się w dwudziestu czterech godzinach skupia się na polowaniu - kanibali na ludzi i policji na kanibali, zaś jej punktem kulminacyjnym jest noc, podczas której ważą się losy bohaterów. Prosta i nieskomplikowana fabuła jest zarazem mocną, jak i słabą stroną powieści. Autor zrezygnował z powolnego rozkręcania się akcji i gradacji napięcia (które ja osobiście preferuję) na rzecz nagłego i gwałtownego epatowania grozą i makabrą, które dosłownie chwytają za gardło od pierwszej strony i nie rozluźniają uścisku do samego końca; napięcie nie narasta powoli, ale chłoszcze raz po raz doznaniami jak ulewa strugami deszczu. Takie rozwiązanie ma swoje dobre strony - czytelnik nawet nie pomyśli o odłożeniu książki na bok, zwyczajnie nie ma na to czasu pochłonięty bez reszty lekturą, jednakże jest to broń obosieczna, gdyż książkę czyta się błyskawicznie, a po jej zakończeniu w pamięci pozostaje jedynie obraz zmasakrowanych ciał, chlustającej krwi, oderwanych kończyn i gotujących się podrobów. Zważywszy na to, jaką finezją i głębią psychologiczną wykazał się Ketchum w takich perełkach jak "Jedyne dziecko" czy "Dziewczyna z sąsiedztwa", trudno pozbyć się uczucia niedosytu i delikatnego ukłucia rozczarowania.

 

Nie sposób jednak odmówić autorowi wykreowania antybohaterów budzących autentyczną grozę. Kanibale nie są bezładną i bezrozumną bandą, lecz zhierarchizowaną i zorganizowaną, działająca metodycznie wspólnotą, w której każdy ma do spełnienia określone zadanie. Są silni, skuteczni, bezlitośni i okrutni, nie sposób nie dostrzec też ich prymitywnej inteligencji - potrafią planować, przewidywać, działać w grupie. Grozę budzi także fakt, że większość członków plemienia stanowią kilkuletnie dzieci, których okrucieństwo dorównuje dorosłym, co jest tym bardziej przerażające.

 

Jeśli natomiast chodzi o bohaterów po przeciwnej stronie barykady, to są oni dość przeciętni, a na pewno nie wyróżniają się niczym szczególnym: młode małżeństwo z maleńką córeczką, ich przyjaciółka samotnie wychowująca synka, jej były mąż o psychopatycznych skłonnościach oraz starzejący się emerytowany policjant, który w alkoholu topi makabryczne wspomnienia sprzed lat. Ketchum stawia ich wszystkich w sytuacji granicznej by pokazać, do czego zdolny jest człowiek w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Okazuje się, że taka sytuacja wydobywa z niego albo najgorsze, albo najlepsze cechy i ostatecznie go definiuje.

 

Jeśli spodziewaliście się po "Potomstwie" finezyjnej uczty psychologicznej, możecie poczuć się rozczarowani. Ketchum przygotował dla Was ucztę zupełnie innego rodzaju, i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. To brutalna, makabryczna, gwarantująca zatrważająco silne wrażenia lektura - ale mająca do zaoferowania niewiele ponad to. Jestem jednak przekonana, że miłośnicy czystej makabry i obezwładniającej grozy będą należycie usatysfakcjonowani. Ja czuję lekki niedosyt, ale może to kwestia nadmiernych oczekiwań?

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: