Okładka wydania

Syreny Tom 1 Syrena

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Syreny Tom 1 Syrena | Autor: Tricia Rayburn

Wybierz opinię:

Versatile

Letni wyjazd do domku nad jeziorem w prowincjonalnej miejscowości Winter Harbor miał być dla Vanessy Sands i jej starszej siostry okazją do błogiego lenistwa i beztroskiej zabawy z przyjaciółmi. Wymarzone wakacje jednak szybko zamieniają się w koszmar, gdy martwe ciało Justine zostaje wyłowione z morza. Wszystko wskazuje na to, że nastolatka po wykonaniu skoku z urwiska, nie była wstanie poradzić sobie z silnymi prądami morskimi i w rezultacie poszła na dno. Pogrążona w smutku Vanessa nie wierzy w oficjalny powód śmierci siostry i postanawia na własną rękę odnaleźć prawdziwą przyczynę zgonu Justine. Z pomocą przychodzi jej dwójka chłopców z sąsiedztwa – Simon i Caleb. Bohaterowie odkrywają, że Winter Harbor wcale nie jest bezpieczny miejscem, a Justine nie to nie jedyna ofiara, która tego lata straciła życie w kurorcie.

 

Pierwsze, co ukazuje mi się przed oczami, gdy słyszę słowo „syrena" to znana wszystkim bohaterka disneyowskich bajek, Ariel. Będąc małą dziewczynką niejednokrotnie marzyłam o tym, żeby znaleźć się na miejscu tej rudowłosej piękności. Pływająca wśród raf radosna postać pozostawiła w mojej wyobraźni pozytywny wizerunek morskich nimf. Aczkolwiek z jakimi innymi źródłami byśmy się nie spotkali, każde z nich opisuje syreny w nieco odmienny sposób. Tricia Rayburn pisząc swoją debiutancką powieść posłużyła się wyobrażeniem syren, znanym z mitologii. Przedstawione stworzenia przybierają postać atrakcyjnych i podstępnych uwodzicielek, wodzących mężczyzn do niechybnej zguby. Za doskonały przykład może posłużyć Zara, która jawnie posługuje się swoją urodą dla osiągnięcia zamierzonych celów.

 

„Syrena" to pierwsza powieść z gatunku literatury młodzieżowej, która ma tak znakomicie rozwinięty wątek kryminalny. Pisarka w fantastyczny sposób poradziła sobie z opisaniem poszukiwań i dochodzeń, prowadzonych przez głównych bohaterów. Co więcej połączenie motywów baśniowych, mitologicznych i przestępczych idealnie do siebie pasuje. Z całą pewnością książka Tricii Rayburn nie należy do szeregu tekstów z serii paranormal romance, których w ostatnim czasie jest pełno na polskim rynku wydawniczym.

 

W książce brakowało mi jednak jasno nakreślonego opisu życia syren. Z fabuły można było wywnioskować, że morskie nimfy mogą przebywać zarówno w wodzie jak i na lądzie, gdzie do przetrwania potrzebna jest im słona woda. Autorka nie wyjaśniła natomiast, czy kobiety przebywając w głębinach zmieniają swoją postać. Od samego początku najbardziej ciekawiła mnie sprawa występowania u kobiet rybiego ogona, który jest nieodłącznym symbolem syren. Niestety w całej powieści nie znalazłam żadnego fragmentu, który wyjaśniałby tę kwestię.

 

Kontynuując sprawę niedomówień, zawartych w „Syrenie", wspomnieć należy też o głosie starszej siostry, który główna bohaterka często słyszy w swoich myślach. Nie wiadomo, czy jest on tylko wynikiem wybujałej wyobraźni dziewczyny, czy też realną próbą kontaktu zmarłej Justine z żyjącą rodziną. Jeśli chodzi o osobowość Vanessy to na kartach książki przechodzi ona znaczną metamorfozę. Pierwsze strony przedstawiają nastolatkę jako bojaźliwą, nieśmiałą i tchórzliwą, natomiast wraz z rozwojem akcji jej charakter ulega zahartowaniu.

 

Klimat, jaki książka roztacza przed czytelnikiem, nazwałabym jednym słowem – mroczny. Cieszę się, że na „Syrenę" trafiłam w takim zimowo-wiosennym okresie, ponieważ atmosfera utworu fantastycznie współgra z aurą za oknem. Dodatkowo innowacyjny pomysł i lekkie pióro autorki, jak najbardziej zachęca do sięgnięcia po tę powieść. Pierwsza część trylogii o syrenach mimo że nie jest wymagającą lekturą, z pewnością usatysfakcjonuje każdego entuzjastę historii z dreszczykiem.

Agnes Recenzentka

„Syrena" to pierwsza część trylogii opowiadającej historię młodej Vanessy, która musi sobie poradzić ze śmiercią najbliższej przyjaciółki i siostry – Justine Sands. Dziewczyny wraz z rodzicami lubiły spędzać lato w niewielkim miasteczku Winter Harbor. Jednak pewnego dnia, po burzliwej rodzinnej kłótni, Justine uciekła na urwisko, gdzie często spędzała czas z siostrą i chłopakiem, by skoczyć z niego do wody. Następnego dnia fale wyrzuciły jej ciało na brzeg. Vanessa przeczuwała, że to nie był jedynie nieszczęśliwy wypadek. Niedługo po tym wydarzeniu w miasteczku zaczęło dochodzić do serii tragicznych zdarzeń. Miejscowi coraz częściej znajdowali na plaży ciała mężczyzn z twarzami, na których malowały się szerokie uśmiechy...

 

W czasach, w których na półkach księgarni odnaleźć można w większości wampiry i wilkołaki, postanowiłam oderwać się od przyjętych przez szersze grono odbiorców nowości i spróbować swoich sił w świecie równie fantastycznym, lecz mniej popularnym. Choć szczerze mówiąc kupiłam książkę bez większego do niej przekonania, jestem w pełni usatysfakcjonowana z dokonanego wyboru.

 

„Syrena". Po tytule (błędnie) wywnioskowałam, że cała książka będzie się opierać na historii mitycznych stworzeń, które uwodziły mężczyzn, by następnie wyrzucić ich na brzeg z błogim uśmiechem na twarzy. Książkę można czytać, czytać, czytać i aż do połowy zastanawiać się – gdzie są te wszystkie syreny? Nie ma ich. A jednak tytuł jest w pełni trafiony w schemat opowieści. Czytelnik cały czas czeka, a gdy dostaje to, czego chciał, jest zadowolony ze swojego oczekiwania.

 

Na okładce widnieją trzy przymiotniki – „tajemnicza, romantyczna, pełna grozy". Nie da się lepiej tego opisać. Główna bohaterka od razu wprowadza odbiorcę w swój świat. Nie jest to jedna z wielu opowieści zaczynających się frazą „dawno, dawno temu", opisem mieszkania, ani rodziny. Akcja rozpoczyna się na samym początku i trwa do samego końca, nie pozwalając się nudzić. Vanessa przedstawia kawałek swojej przeszłości. I znowu – nie jest to zwykła historyjka, z której trzeba wywnioskować, że ma tyle lat i lubi takie, a nie inne rzeczy. Dziewczyna zaczyna od swoich wad. Krótkiej historii dziecięcego strachu, który na pozór zostaje stłamszony. Następnie autorka przenosi bohaterów do czasów im współczesnych, powodując, iż poczucie lęku stopniowo narasta wraz z biegiem wydarzeń. Z kolejnymi stronami pojawiają się nowe zagadki, które trzeba rozwiązać. Co ciekawe, czytelnikowi może się wydawać, że zna już prawdę, a więc książka jest przewidywalna. Nic bardziej mylnego – zdaje się, że przy tej powieści każdy domysł prędzej czy później legnie w gruzach. Napięcie narasta i nie opada, co sprawia, że nie można oderwać się od lektury.

 

Co do bohaterów – ich sylwetki są bardzo dobrze nakreślone. Od razu wiadomo, czy się kogoś lubi, czy nie. Wewnętrzne rozterki każdej przedstawianej osoby skłaniają do refleksji i wielokrotnie zmuszają do upierdliwego upominania bohaterów głosem rozlegającym się w głowie, no, chyba, że ktoś ma manię krzyczenia do książki na głos.

 

Od lektury nie można się oderwać. Nie polecam czytania jej późnym wieczorem, bo grozi to utratą snu. Bez wątpienia to jedna z tych powieści, które czyta się z zapartym tchem w dzień i w nocy. Całość można zakończyć w jeden dzień.

 

Podsumowując – polecam tę książkę każdemu. Myślę, że spodoba się zarówno fanom fantastyki, jaki i innej literatury. Nie brakuje emocji. Należy także zaznaczyć, że choć „Syrena" to dopiero pierwsza część trylogii, pozostałe części są równie zdumiewające i nie brakuje w nich znanego wszystkim napięcia.

Sophie Carmen

Stoisz nad urwiskiem Chione. Sama. W ciemną noc. Morze szaleje, a fale sięgają dość wysoko aby wzbudzić strach i niepokój turystów. Ale ty się nie boisz. Przychodzisz tu od kilku lat. Nagle, zauważasz jakiś ruch pod powierzchnią wody. Wmawiasz sobie że ci się przewidziało. Ale... Kto wie co może się kryć w głębinach morza? Kto to może być? Przepraszam, wróć. Co tam się znajduje? Jakie tajemnice kryje morze. Gdzieś masz świadomość, że za glonami i wodorostami, znajduje się coś. O n e. Tajemnicze kobiety. Mitologiczne, greckie stworzenia. Zwodząc mężczyzn... Stop! Ignorujesz to przeczucie. Postanawiasz skoczyć. Odwracasz się tyłem do morza, pewna że nic ci się nie stanie. W najgorszym wypadku zahaczysz o skałę i się lekko zranisz. Skaczesz. Dzieje się coś gorszego od skały. Będąc pod wodą coś ciągnie cię w dół. Śmierć. Przeszła po ciebie, ale nie naturalnym sposobem. To coś straszniejszego...

 

Rodzina Sands co roku przyjeżdża do Winter Harbor w stanie Mine. Co roku znakomicie się tam bawią. Razem z synami państwa Carmichaelów. Kilka temu odkryli urwisko Choine, i od tego czasu przyjeżdżają tam co roku. Pewnego dnia, po bardzo burzliwej kłótni, Justine udaje się nad urwisko. Następnego dnia policja znajduje jej ciało wyrzucone na brzeg. Załamana rodzina wraca do Bostonu. Ale z dnia na dzień Vanessa wraca do Winter Harbor, mając dziwne przeczucie że to nie był zwykły przypadek. Zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Giną ludzie. Mężczyźni (czyli prawie wszystkie ofiary) są znajdowani z ustami zastygłymi w szerokim uśmiechu. Caleb, młodszy syn Carmichaelów, ucieka. Tak się bynajmniej wydaje Vanessie i Simonowi. Szukają go. Caleb dzwonił do brata. Lecz nic nie mówił. Było tylko słychać sapanie, a następnie damski głos wymawiające jego imię. Simon i Vanessa przyjeżdżają do miejsc z których on dzwonił. Jednak nic nic nie wiedział. Nikt nic nie słyszał. A jego jak nie było tak nie ma. Prawda okaże się straszniejsza niż ktokolwiek przypuszczał...

 

Syreny. Każdy zna je od dzieciństwa. Na przykład słodka Arielka. Ta książka jednak nie opowiada o typowych syrenkach. Są tu one postrzegane jakie żądne śmierci morderczynie. Ja jak to ja, odmieniec, nie przepadałam za nimi. Wróć. Nie kochałam je tak jak inne dziewczęta. Nie sądziłam że są, jakby to ująć... Takie odlotowe jak wszyscy myślą. Jedyne które przypadły mi do gustu to te z H2O, ale to inna historia. Osobiście nie cierpię horrorów, a można go do tego z początku porównać. Książki z nutką tajemniczości nawet, nawet lubię. A najbardziej ten moment kiedy mówisz sobie : „Co będzie dalej?!". Tajemniczość, nagłe zwroty akcji. To możesz znaleźć w książce. Zaintrygowało mnie to, że wreszcie spróbuję czegoś innego. Nie tylko wampiry, wilkołaki, elfy i tym podobne. I dobrze wybrałam. Oderwałam się od mojego świata. Spróbowałam czegoś nowego i... Nie wiem co o tym sądzić. Nieprzespane noce, ze strachu jaki znajdował się na początku. Ale później było już tylko lepiej. Zamiast horrorów, to pełne napięcia akcje, które czekały aż je przeczytasz. Słyszałam różne recenzje tej oto książki. Niektóre dobre niektóre złe. Ale sama postanowiłam się za nią zabrać i się przekonać czy jest aż tak źle. Poddałam się. Nie mogę. Jest tyle rzeczy które muszę napisać że aż szok!

 

Język jakim jest ona napisana nie podszedł mi do gustu. Lubię jak emocję są rozpisane. Nie znalazłam tu tego. Da się jednak mieć z tego jakąś przyjemność. Przez większość książki, drogi Czytelniku, odniosłam wrażenie że książka opowiada o dziewczynie, która straciła siostrę. Odkrywa dziwne tajemnice, i się zakochuje w najlepszym przyjacielu. Pani Tricia miała wiele sposobów aby dodać trochę, choćby ociupinkę magii w środku. Ale ona zostawiła to na koniec. Wyglądało to jakby Syrena miała być najciekawsza na sam koniec. Jednak wolałabym aby było to przez całą książkę, a nie pod koniec. Też przez parę książkowych „dni" było po prostu nudno. Ten sam, powtarzający się schemat. Wstałam, umyłam się, zjadłam, poszłam do Simona. Nudny monolog, który ciągnął się i ciągnął.

 

A teraz postacie. Haha, najlepsze jest to że praktycznie wszystkie postacie był czarno-białe. Szare. Dobrze jeśli chociaż główna bohaterka jest pełna kolorów, a najlepiej jeśli wszystkie postacie. Nawet nie znamy cech bohaterki głównej, czyli Vanessy. Nie wiemy jak wygląda. Wiemy tylko to że jest strasznie strachliwa. Nie wyjątkowa, najnormalniejsza nastolatka. Jedyna wyróżniająca się postać to Zara. Jest opisana. Dokładnie. To wyglądało troszkę jakby Rayburn skupiła na nią calutką uwagę. Ale postać w której się zakochałam i polubiłam była Pacie. Kocham ją Jest cudowna.

 

Książka jest nudnawa. W trans wpadasz po połowie książki. Miejmy nadzieję że następna część będzie lepsza.

 

"Moja siostra Justine, zawsze wierzyła, że najlepszy sposób na opanowanie lęku przed ciemnością to udawać, że jest naprawdę jasno."

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto