Okładka wydania

Miasteczko Salem

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 5 votes
Akcja: 100% - 8 votes
Wątki: 100% - 4 votes
Postacie: 100% - 9 votes
Styl: 100% - 4 votes
Klimat: 100% - 8 votes
Okładka: 100% - 9 votes
Polecam: 100% - 6 votes

Polecam:


Podziel się!

Miasteczko Salem | Autor: Stephen King

Wybierz opinię:

 

Buffy1977

Pisarz, Ben Mears, po latach wraca do miasteczka Jerusalem, w którym spędził najlepsze, a zarazem najstraszniejsze lata swojego dzieciństwa. Pragnie wynająć owiany złą sławą Dom Marstenów, w którym za młodu przeżył coś przerażającego. Jednak po dotarciu do Salem dowiaduje się, że dom został sprzedany. Ben zatrzymuje się w miejscowym pensjonacie i zaczyna pisać książkę o Domu Marstenów, przy okazji poznaje również Susan Norton, w której zakochuje się. Jednakże mimo tej sielanki wkrótce w Salem zaczynają znikać ludzie i to między innymi Ben staje się podejrzanym.

 

Tym razem Stephen King stworzył klasyczną powieść wampiryczną, która w wielu szczegółach przypomina sławetnego "Draculę" Brama Stokera - sam pisarz przynaje, że "Miasteczko Salem" miało być niejakim hołdem złożonym tej legendarnej książce. Muszę przyznać, że pomieszanie znanych z "Draculi" motywów ze współczesnymi realiami stanu Maine wyszło Kingowi nadzwyczaj dobrze. Mistrz nie zapomniał o tym, jak należy straszyć czytelnika, więc na początku powieści serwuje mu stały element swoich książek - tajemniczy klimat małego, spokojnego miasteczka oraz skupia się na wzajemnych relacjach mieszkańców Jerusalem, które nie są tak różowe, jak wydawałoby się na pierwszy rzut oka.

 

"Miasteczko wiedziało wszystko o ciemności. Wiedziało wszystko o ciemności, która okrywa ziemię, gdy słońce skryje się za linią horyzontu, a także o tej, która panuje w ludzkiej duszy."

 

Jednym z głównych elementów powieści Kinga są bohaterowie - bez ich dokładnej charakterystyki literatura Kinga nie miałaby tak wielkiej siły rażenia. W tym przypadku Mistrz przedstawia nam pisarza z mroczną przeszłością, rezolutnego chłopca, cynicznego nauczyciela, wesołkowatego lekarza oraz piękną artystkę - są to osoby, które wkrótce odegrają rolę łowców wampirów. A z drugiej strony barykady mamy krwiopijców, których sposób przedstawienia idealnie odzwierciedla klasyczną postać wampira - King pokazał nam jak naprawdę powinien wyglądać i zachowywać się Wiecznie Żywy, nie to co pani Meyer w swoim "Zmierzchu". "Miasteczko Salem" nie tylko przeraża, ale również często wzrusza czytelnika, szczególnie na początku powieści. Potem mamy już tylko nieustającą akcję, która jak zwykle u Kinga nie kończy się tak, jakbyśmy tego oczekiwali.

 

"Miasteczko Salem" zdecydowanie jest najlepszą pozycją wampiryczną, jaką dane mi było przeczytać. King swoim przedstawieniem krwiopijców pobił nawet samą mistrzynię Anne Rice i stworzył książkę, którą znają wszyscy, nie tylko jego fani. Polecam wszystkim to nowoczesne spojrzenie na postać Draculi, a spragnionych więcej odsyłam do ekranizacji w reżyserii Toba Hoopera z 1979 roku lub miniserialu Mikaela Salomona z 2004 roku.

 

Książkówka

Nęci Cię tematyka wampirów w książkach?
A jednocześnie słabo robi Ci się na myśl o przedstawicielu w/w grupy, który:

 

a) z radością pomyka sobie wśród promieni słońca;
b) jego uroda gogusia zmiękcza niejedno niewieście serce;
c) naturalnie jest żądny krwi ale w imię miłości, akurat tej wyjątkowej dziewuszynie nie upuści tego życiodajnego dla siebie eliksiru z ostrym postanowieniem „Nie będę pił !!"*.

 

Jeśli zgadzasz się z powyższym to „Miasteczko Salem" jest lekturą dla Ciebie. Wampiryzm w czystej i pierwotnej postaci, groza z nim związana oraz dodatkowo – ładna i ciekawa oprawa graficzna w przypadku wydania ilustrowanego.

 

* Cezary Pazura w jednym ze swoich skeczy.

 

Dosiak

Położone dwieście mil na północ od Portland niewielkie miasteczko Jerusalem nie wyróżniało się niczym szczególnym. Była to prowincjonalna amerykańska miejscowość jakich w kraju wiele. Niemal wszyscy mieszkańcy znali się z widzenia, chodzili do jednej szkoły, kupowali w tych samym sklepach, a wieczorem spotykali się w okolicznym barze u Della, by smutki dnia codziennego utopić w kuflu taniego piwa. Jak w każdej takiej mieścinie mała plotka mogła urosnąć nagle do rozmiarów wielkiego skandalu, o którym rozprawiano z ożywieniem przez kilkanaście następnych lat. Pojawienie się w Jerusalem Bena Mearsa wywołało spore ożywienie wśród większości mieszkańców, ponieważ mężczyzna chciał na jakiś czas osiąść w miasteczku po ty, by gromadzić materiały do swojej najnowszej powieści. Jednak tuż po jego przyjeździe w Salem zaczęło dziać się coś dziwnego. Mieszkańcy po prostu znikali, jeden po drugim, dorośli i dzieci. Przestali przychodzić do pracy i szkoły, a ich domy wyglądały tak, jakby opuścili je tylko na chwilę. Czy miasto zostało opanowane przez złe moce? Co z tym wszystkim wspólnego ma wspomnienie Bena z czasów wczesnego dzieciństwa?

 

Jakiś czas temu postanowiłam zapoznać się z całym dorobkiem literackim Stephena Kinga. Przeczytawszy kilka jego książek przekonałam się, że pisarz wolno, ale konsekwentnie tworzy nastrój grozy, przygotowując grunt pod punkt kulminacyjny, który swoim rozmachem zaskoczył mnie już niejeden raz. Miasteczko Salem wybrałam dość przypadkowo. Nie wiedziałam, o czym opowiada ta książka, miałam jedynie świadomość, że to jedna z pierwszych powieści Kinga. Moim zdaniem nie jest to dzieło porównywalne z Lśnieniem czy Cmętarzem Zwieżąt, ale mimo tego jego lekturę zaliczam do udanych. Otrzymałam to, czego od Kinga oczekuję, czyli stopniowo gęstniejącą atmosferę, w której Zło pojawia się w sposób z jednej strony zupełnie fantastyczny, ale z drugiej niepokojąco prawdopodobny. Ponadto miałam okazję po raz kolejny zapoznać się z bardzo charakterystycznym elementem twórczości Kinga – wnikliwym opisem prowincjonalnego miasteczka, okraszonym trafnymi komentarzami, dotyczącymi życia mieszkańców i ich poglądów na sprawy ówcześnie aktualne i kontrowersyjne.

 

Bohaterowie tej powieści dzielą się na dwie grupy. Do jednej należą ludzie, którzy po krótkim okresie zdziwienia i przerażenia przyjmują do wiadomości, że Zło w najczystszej postaci istnieje naprawdę, a co gorsza zakorzeniło się właśnie w ich miasteczku. Natomiast drugą grupę tworzą bohaterowie wątpiący we wszystko, czego nie można logicznie wytłumaczyć. Za swoje niedowierzanie i brak akceptacji istnienia zjawisk nadprzyrodzonych płacą najwyższą cenę. Stephen King skonstruował swoją historię tak, że jako czytelnik jestem w stanie zrozumieć zarówno przedstawicieli pierwszej jak i drugiej grupy. W zracjonalizowanym świecie dwudziestego wieku trudno uwierzyć, że tuż po zachodzie słońca na świat wychodzą istoty, stanowiące temat kiepskich horrorów emitowanych wieczorem w telewizji lub komiksów, którymi emocjonują się dzieciaki. Należy obawiać się ataku nuklearnego, kolejnej wojny światowej lub psychicznie chorego sąsiada, wmawiającego porządnemu człowiekowi, że po zmroku widuje twarze zmarłych ludzi, a nie upiorów pogrzebanych razem z wierzeniami prostych ludzi wiele wieków temu. Jednak z drugiej strony trudno negować istnienie czegoś, na co wskazują nie tylko poszlaki, ale także zdobyte dowody. Uwierzyć niestety nie oznacza poznać drogę do pokonania nieczystej siły, o czym brutalnie przekonuje się Ben Mears, stawiający czoła piekielnym mocom razem z katolickim księdzem, miejscowym lekarzem, nauczycielem oraz niezwykle odważnym i opanowanym dwunastolatkiem.

 

Ben w pewien sposób został predestynowany do tego, by po zmierzyć się ze złem. Jego przeżycia z dzieciństwa sprawiły, że znacznie łatwiej jest mu przyjąć do wiadomości to, co większość osób zdecydowanie odrzuca. Mężczyzna w swoim życiu wiele już przeszedł, ale dopiero przyjazd do Salem wystawił jego psychikę na najcięższą próbę. Ojciec Callahan zawsze pragnął walczyć z Szatanem, chciał być kapłanem, który wzorem egzorcystów oczyszcza świat z demonów i chroni niczego nieświadomych ludzi. Ale czy jest na tyle silny? Czy jego wiara jest tak mocna i niezachwiana, że w obliczu najgorszego nie ugnie się przed nim? Galerię barwnych postaci dopełniają także doktor Cody, którego chęć niesienia pomocy innym nie ogranicza się tylko do przeprowadzania medycznych zabiegów, Matt Burke oddający się pracy nauczyciela z prawdziwą przyjemnością oraz nastoletni Mark Petrie, zadziwiający wszystkich swoją dojrzałością i odpowiedzialnością. King wykreował kilku wyrazistych bohaterów i chociaż nie każdy został wyposażony w rozbudowany portret psychologiczny, to z pewnością nikt nie pojawił się w powieści przypadkowo. Pisarz dokładnie przemyślał rolę jaką jego bohaterowie mają do odegrania i konsekwentnie przeprowadził ich przez zaplanowane wydarzenia.

 

W tej powieści początkowo nie dzieje się nic, co mogłoby wskazywać, że już niedługo czytelnik zostanie rzucony w sam środek rozgrywki pomiędzy siłami Zła a zwykłymi ludźmi. Krążąca między mieszkańcami opowieść o dziwnym mężczyźnie, który wiele lat temu popełnił samobójstwo w swojej pięknej willi sprawia wrażenie lokalnej atrakcji niż historii, mogącej mieć jakiś związek z późniejszymi zdarzeniami. Jednak stopniowo pojawiają się sygnały świadczące o tym, że czytana książka z całą pewnością należy do literatury grozy. Opisy przeczuć bohaterów, ich ulotnych wrażeń, że są przez kogoś obserwowani i, że w Salem coś się zaczyna zmieniać wywołały u mnie dreszcz niepokoju, który stawał się intensywniejszy w miarę jak dalej poznawałam tę opowieść. Stephen King potrafi podnieść ciśnienie i sprawić, że ze strachem będziemy spoglądać w nocną ciemność za oknem, obawiając się, że oprócz znanych kształtów dostrzeżemy coś jeszcze.

 

Żałuję tylko, że ta misternie budowana sieć przerażenia zrywa się w finałowej scenie. Zakończenie mnie zawiodło ze względu na brak dramatyzmu. Pozostali przy życiu bohaterowie po prostu wykonują plan i na tym koniec. Ostateczne starcie okazało się dla mnie trochę zbyt proste. Wcześniej bohaterowie muszą zmagać się z własnymi słabościami, niedowierzaniem innych i pułapkami zastawionymi przez ich przeciwnika, a na koniec idzie im jak z płatka, co moim zdaniem kłóci się z budowanym wcześniej wrażeniem walki z czymś znacznie potężniejszym niż człowiek może sobie wyobrazić. Uważam też, że King nieco zbyt wcześnie zdradził, czym jest to Zło sukcesywnie opanowujące Salem. Trzymanie czytelnika w niepewności i zostawianie jedynie tropów ma nieporównywalnie większą moc oddziaływania na wyobraźnię, niż napisanie wprost, o co chodzi. Niemniej Miasteczko Salem to dobra powieść grozy i wszystkich miłośników gatunku zachęcam do jej przeczytania.

PJK

Mężczyzna i chłopiec uciekają – nie wiadomo dokąd ani przed czym. Nagłówek jednego z artykułów gazety z Portland pyta „Czyżby nawiedzone miasto?", zaś tekst nie udziela odpowiedzi. Musimy się cofnąć w czasie do wydarzeń sprzed roku, kiedy to w małym miasteczku Jerusalem zjawił się ambitny pisarz, Ben Mears, który dawno temu mieszkał tu u ciotki.

 

„W takich małych, sennych miasteczkach nie dzieje się zbyt wiele dobrego"

 

Dom Marstenów, opuszczony przed laty, stanowi coś „w rodzaju akumulatora naładowanego złymi uczynkami", strzegącego miasteczko ze wzgórza niczym bożek obejmujący wzrokiem okiennic całe, wpisane w okrąg, Salem. Tragiczne wydarzenia, które wydarzyły się w owym domu, wciąż nawiedzają starszych wiekiem mieszkańców, a i Ben Mear wciąż budzi się z krzykiem, wspominając niesamowite związane z domem zdarzenie z dzieciństwa. Aczkolwiek, by przegonić swoje lęki i zdobyć materiały do kolejnej powieści, pragnie wynająć ten dom. Przybycie Bena do Salem zbiega się jednak ze sprzedażą domu... Kto by kupował stary, zrujnowany budynek, w którym podobno straszy?!

 

Straker, sędziwy jegomość wraz ze wspólnikiem, Barlowem (którego nikt jeszcze nie widział). Oprócz domu kupili również mały lokal, by go przerobić na sklep z antykami. Szaleni! Kto by kupował drogie antyki na takim zadupiu...

 

„Cóż, nawet w pełnym blasku życia zawsze towarzyszy nam cień śmierci"

 

Na początku nic nie zwiastuje tragedii. Dwaj chłopcy wychodzą do kolegi, pogapić się na plastikowe figurki potworów. Idą na skróty przez las. Jeden z nich znika, drugi umiera w szpitalu kilka dni później na ciężką anemię. Oto jak zaczyna się horror miasteczka Salem. Od tej pory zdarzają się coraz dziwniejsze rzeczy, a każdy racjonalnie myślący człowiek będzie postawiony przed ogromnym dylematem: uwierzyć w zbieg okoliczności, czy w nadprzyrodzone?

 

 

„Gdy słońce wschodzi, kończą się nocne żniwa"

 

„Miasteczko Salem" to bardzo przyzwoita opowieść o wampirach. Bardzo schematyczna, jak na Kinga; nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że „Sklepik z marzeniami" był prawie kopią tej historii (dziwny człowiek wynajmuje lokal, prowadzi dziwny sklep, dziwne rzeczy się dzieją... a i finały obu książek są podobne). Pomimo tego muszę przyznać, że „Miasteczko Salem" jest znacznie lepsze od „Sklepiku...". Classic King, można rzec – świetny, klaustrofobiczny klimat małego miasteczka, atmosfera typowa dla niewielkich społeczności (uprzedzenia, plotkowanie) i Zło, czające się gdzieś w mroku. Opisy wampirów – pierwszorzędne, i tu nawet gawędziarstwo Mistrza nie poszło za daleko, stanowiąc doskonałe uzupełnienie opowieści, a nie nudne przeciąganie historii. Uczucie rodzące się między Benem a Sue - wiarygodne, delikatnie zarysowane, wręcz subtelne. Bardzo podobał mi się sposób ukazania jak powoli świadomość zagrożenia i umiejętność nazwania go przemienia się w pewność; bohaterowie, którzy zmierzą się z wampirami, dość długo pozostają w zaprzeczeniu, nie potrafią uwierzyć w to, co się dzieje i wciąż próbują wytłumaczyć wszystko racjonalnie. Wszak „na litość boską, co ci się może stać, kiedy masz w zasięgu wzroku swój własny dom?" To wielki plus, historia dużo by straciła, gdyby nie te rozterki i analizy; dzięki nim opowieść jest niejako bardziej wiarygodna.

 

„Śmierć przychodzi wtedy, kiedy dopadnie cię któryś z potworów"

 

Czytałam różne opinie o tej powieści. Większość była przychylna, ale zdarzyły się też takie, w których autor recenzji wytyka Kingowi brak plastyczności, kładąc ten deficyt na karb małego doświadczenia autora (to jedna z pierwszych powieści Mistrza). Zupełnie się z tym zarzutem nie zgadzam, a mam za sobą zarówno najstarsze powieści Kinga, jak i najnowsze. Dla mnie to właśnie "Miasteczko Salem" zawiera w sobie kwintesencję prozy mistrza, jaką jest stopniowanie napięcia, mnogość różnorodnych bohaterów, atmosferę ciasnoty i wszechogarniający lęk. Widać Mistrz potrafił jeszcze w 1975 roku wycisnąć coś z tak oklepanego tematu, jakim są wampiry i zrobił to w doskonały sposób, nie ocierając się nawet o groteskę czy śmieszność.

 

Polecam zarówno fanom Stephena Kinga, jak i osobom, które go jeszcze nie znają. Myślę, że to doskonała, wciągająca powieść, a pomimo schematyczności i przewidywalności można się nieźle przy lekturze zabawić. Czy przerażająca? Być może. Cóż, jak to bywa u Kinga, nawet główny bohater nie zawsze jest bezpieczny...

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial