Okładka wydania

Wiezień Labiryntu

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 10 votes
Akcja: 100% - 11 votes
Wątki: 100% - 9 votes
Postacie: 100% - 13 votes
Styl: 100% - 8 votes
Klimat: 100% - 9 votes
Okładka: 100% - 10 votes
Polecam: 100% - 11 votes

Polecam:


Podziel się!

Wiezień Labiryntu | Autor: James Dashner

Wybierz opinię:

Dusia

Antyutopie stały się w Polsce popularne dzięki sukcesowi Igrzysk śmierci - niemal co chwilę wydawany jest nowy tytuł z tego gatunku. Nie tak dawno podobny boom przeżywaliśmy na fali popularności Zmierzchu i romansów paranormalnych. Czy także w przypadku dystopii i recenzowanego dzisiaj Więźnia labiryntu czujemy już przesyt i wtórność?

 

Thomas nie pamięta, kim był. Nie wie, ile ma lat, kim są jego rodzice ani dlaczego zjawił się w Strefie - miejscu zamieszkałym przez nastoletnich chłopców, otoczonym Labiryntem. Młodzi ludzie w ciągu dwóch lat zbudowali sprawnie funkcjonującą społeczność, bezskutecznie próbując znaleźć wyjście z Labiryntu i nie dać się spacyfikować Bóldożercom. "Nowi" przywożeni są do Strefy co miesiąc. Po pojawieniu się Thomasa, coś w funkcjonowaniu panującego systemu się zmienia. A kolejnego dnia pojawia się pierwsza dziewczyna - Teresa - będąca jednocześnie ostatnim przysłanym dzieciakiem. Zapoczątkowała ona Koniec; co to znaczy dla bohatera i jego nowych znajomych? Z jakiego powodu Thomas jest wyjątkowy?

 

Sam początek książki sprawia wrażenie mocno niejasnego - wraz z Thomasem, który właśnie przybył do Strefy, znajdujemy się w ciemnościach i po raz pierwszy widzimy nowe otoczenie. Wraz z chłopcem poznajemy zasady w nim rządzące oraz poszczególnych chłopców. Pojawienie się dwóch "świeżaków" w tak krótkim okresie czasu oraz zapoczątkowanie Końca wprowadzają ogromne zamieszanie. Akcja cały czas płynie wartko, nie sposób się oderwać od lektury. Znajdziemy tu też sporo dialogów, dzięki czemu czyta się jeszcze szybciej. Lekka monotonia wkrada się na początku, gdy główny protagonista zapoznaje się z zasadami Strefy, ale rekompensują to króciutkie rozdziały. Nawet nie zauważyłam, kiedy przebrnęłam przez przeciętne rozpoczęcie i przepadłam... Autor przygotował dla czytelników oraz swoich bohaterów mnóstwo niespodziewanych zwrotów akcji, trudnych pytań oraz dramatycznych wyborów. Nie trzeba wiele, by się wczuć.

 

Mam pewne zastrzeżenia co do kreacji głównego bohatera. Nieustannie miałam wrażenie, że Thomas strasznie "gwiazdorzy", jest zdecydowanie zbyt bohaterski, odważny, bezinteresowny... wyidealizowany. Także Teresę odbieram jako typową żeńską postać antyutopijnych historii: pragnącą za wszelką cenę chronić głównego bohatera, gotową rzucić się z zębami i pazurami choćby na nieprzebrane hordy Bóldożerców, byle tylko JEGO ochronić. Ta cecha niesamowicie mnie irytuje w antyutopijnych dziewczynkach. Niemniej wszyscy protagoniści są wyraziści i wielowymiarowi, niemal realni - za to należy się Dashnerowi pochwała.

 

Zatem czy warto sięgać po Więźnia labiryntu? Tak, moim zdaniem warto. To dopiero pierwszy tom trylogii, druga część zapowiada się niesamowicie interesująco (ach, te zakończenia ;/) i nie mogę się doczekać polskiej premiery (chociaż w sumie po angielsku też można przeczytać, czemu nie?). Książka emocjonująca, wciągająca fabuła, stosunkowo oryginalny pomysł - James Dashner nie odkrywa w swojej powieści kolejnej Ameryki, ale wybiera (i realizuje) najlepsze i najciekawsze pomysły.

 

Beatrice

„Znajdż wyjście, albo giń"

 

„Kiedy Thomas budzi się w ciemnej windzie, jedyną rzeczą jaką pamięta jest jego imię. Kiedy drzwi się otwierają jego oczom ukazuje się grupa nastoletnich chłopców, która wita go w Strefie - otwartej przestrzeni otoczonej wielkimi murami, która znajduje się w samym centrum wielkiego i przerażającego Labiryntu.
Podobnie jak Thomas, żaden z mieszkańców Strefy nie wie z jakiego powodu się tu znalazł i kto ich tu zesłał. Czują jednak, że ich obecność nie jest przypadkowa i każdego ranka próbują znaleźć odpowiedź, przemierzając korytarze otaczającego ich Labiryntu. Jednak ta droga nie jest łatwa, bowiem Labirynt skrywa swoje okrutne tajemnice.
Kiedy następnego dnia po Thomasie windą do Strefy po raz pierwszy zostaje dostarczona dziewczyna przynosząc tajemniczą wiadomość, wszyscy Streferzy zdają sobie sprawę, że od tej pory nic nie będzie już takie jak było. Thomas podświadomie czuje, że to właśnie on i dziewczyna są kluczem do rozwiązania zagadki Labiryntu i znalezienia wyjścia. Ale z każdą chwilą czasu na to jest coraz mniej, a pytań wciąż więcej.

 

 

Dlaczego w ogóle znaleźli się w Strefie?
Jaka jest ich rola?
Kim są Stwórcy, którzy sprawują nad nimi kontrolę?
Czym jest Labirynt i czy można znaleźć z niego wyjście?
Jaką cenę przyjdzie im za to zapłacić i czy są na to gotowi?"

 

Labirynt. Rzecz od wieków intrygująca ludzi. Motyw bezradności i nadziei na odnalezienie wyjścia. Z każdej, nawet najgorszej sytuacji, jest jakieś wyjście, prawda? W labiryncie jednak zaczynamy w to wątpić. Co jeśli nie owego wyjścia nie ma? Jest tylko ściana za ścianą, a potem kolejna. Po dwóch latach bezustannych poszukiwać, szkicowaniu map i przyglądaniu się zmianom następującym w labiryncie, każdy z nas byłby zawiedziony. Kiedy jednak osiągamy najwyższy stopień desperacji, jesteśmy w stanie zrobić wszystko- nawet wyjść do labiryntu nocą, co jest jednym z najważniejszych zakazów Strefy.

 

James Dashner stworzył dla nas nowy, niezmiernie przytłaczający świat, który dopracował w każdym najmniejszym szczególe. Pojawiają się rozmaite pytania: „skąd jesteśmy", „kim jesteśmy", „dlaczego nas tu zesłano". Każdy z chłopców w tajemniczy sposób stracił pamięć. Każdy z nich również walczy o przetrwanie w Strefie, a grupa Zwiadowców codziennie przemierza Labirynt w poszukiwaniu wyjścia z tej okrutnej rzeczywistości. Co jeśli jest jednak jakiś powód, dla którego zostali tam umieszczeni?
„DRESZCZ jest dobry", napisała ta, która zapoczątkowała koniec.

 

Powieść pana Dashnera, podobnie jak świat który stworzył, została znakomicie dopracowana. Może nie jest to bardzo wymagająca lektura, jednak język, którym została napisana, doskonale odwzorowuje świat Labiryntu. Autor stworzył nowy slang młodzieżowy, którym posługują się streferzy, a czytelnik oswaja się z nim strona za stroną, śledząc losy Thomasa. To właśnie z jego perspektywy obserwujemy losy mieszkańców Labiryntu.
Wartka akcja i zaskakująca fabuła to kolejne, z bardzo licznych plusów powieści. Kiedy już raz zacznie się czytać, za szybko nie będzie dało się oderwać. Nie jesteśmy również w stanie przewidzieć tego, co za chwilę się wydarzy, czy wyłapać rozwiązania tej łamigłówki. Dlatego z zapartym tchem czytamy aż do ostatniej strony i zaskoczeni nagłym zakończeniem, nie umiemy doczekać się kolejnej części.

 

„-Więc po co w ogóle zawracać sobie głowę wychodzeniem do labiryntu?
Minho spojrzał na niego.
- Po co zawracać sobie głowę? Ponieważ to jest gdzieś tutaj. I musi być jakiś powód. Ale jeżeli wydaje ci się, że znajdziemy ładną małą bramę, która zaprowadzi nas do Szczęśliwic, to jesteś parującym krowim klumpem.
Thomas patrzył przed siebie, czując tak wielki ogrom przytłaczającej go bezradności, że o mało się nie zatrzymał.
- Do dupy w tym wszystkim.
- To najmądrzejsza rzecz jaką powiedziałeś, świerzuchu."

 

Na zakończenie mogę powiedzieć, że „Więzień Labiryntu" zdecydowanie i ostatecznie przekonał mnie do dystopii. Połączenie naturalnej Michaelowi Grantowi „schizowości" (jak zwykłam to nazywać) wraz z poważnymi tematami Igrzysk Śmierci, zdecydowanie mnie zachwyciło. Tak więc, mimo że postanowiłam oceniać książki, nieco ostrzej niż dotychczas, nie miałabym serca tej lekturze przyznać oceny niższej niż 10/10, bo choć ostatnio niełatwo mnie zaskoczyć, ta książka okazała się na prawdę nieprzewidywalna. Polecam, jak najbardziej polecam :)

 

Miqa

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia budzicie się w ciemnym, małym, wydającym metaliczne odgłosy, poruszającym się wolno pomieszczeniu. Nie wiecie gdzie jesteście ani dokąd zmierzacie. I nagle słyszycie głosy, pomieszczenie, które okazuje się być pewnego rodzaju windą, zwaną później Pudłem, otwiera się. Wychodzicie na zewnątrz i znajdujecie się w kompletnie nieznanym miejscu wśród samych młodych chłopaków, niekoniecznie pozytywnie nastawionych do nowego przybysza.

 

Właśnie w takiej sytuacji poznajemy głównego bohatera powieści „Więzień Labiryntu" - odważnego Thomasa. Nastoletni chłopak stracił pamięć i niewiele pamięta, jednak coś mu mówi, że już tu był. Wkraczając na terytorium Streferów, czyli mieszkańców Strefy zostaje nazwany „świeżakiem", „Njubi". Wokół tej tajemniczej Strefy rozciąga się Labirynt, który jest o tyle niebezpieczny, że jego ściany co noc zmieniają swoje położenie, a wewnątrz niego grasują żądne ludzkiego mięsa i krwi niewyobrażalne potwory – Bóldożercy. Są to przypominające mieszankę krowy z maszyną stwory, których podstawowym zadaniem jest eliminowanie Streferów. Ukąszenie tego stworzenia, powoduje śmierć, chyba, że podane zostanie serum. Wtedy następuje dziwna Przemiana.

 

Już od pierwszych dni Thomasa w Strefie zaczynają dziać się dziwne wydarzenia. Jego przybycie zdecydowanie stanowi pewien przełom. Czy uda mu się, razem ze swoim przyjacielem Chuckiem, odnaleźć odpowiedzi na wszystkie dręczące ich pytania? Kto i dlaczego ich tam uwięził? Czy zostali ocaleni, czy uwięzieni? I najważniejsze: czy to Thomas będzie tym jedynym, który znajdzie drogę z Labiryntu do domu?

 

Język powieści jest prosty w odbiorze, ale jednocześnie pełen neologizmów, które stanowią wyjątkowy ozdobnik treści. Rodzicom na pewno spodoba się brak wulgaryzmów (oprócz takich słówek jak „smrodas"). Na uwagę zasługują również bohaterowie powieści bardzo skrupulatnie wykreowani, wyjątkowi i różni od siebie. Nie zabraknie również czarnych charakterów.

 

Autor stworzył bardzo mistyczny świat. Cała powieść jest owiana wielką tajemnicą. Dużym plusem jest to, że Dashner nie podaje wszystkich ważnych detali od razu, a dawkuje je czytelnikowi, sprawiając, że od lektury niełatwo jest się oderwać. Nie raz musiałam doczytać jeszcze parę rozdziałów zanim poszłam w końcu spać. Napięcie, nieprzewidywalny rozwój wydarzeń to kolejne plusy powieści Jamesa Dashnera.

 

Słyszałam, że seria jest porównywana do „Gone" czy „Igrzysk śmierci" jednak nie wydaje mi się, bym mogła zgodzić się z tym stwierdzeniem. Chyba, że mówimy tu o spektakularnym sukcesie, na który na pewno zdobędzie „Więzień labiryntu".

 

Naprawdę ciężko mi ubrać w słowa, co czuję po przeczytaniu tej książki. Tak jak labirynt mnie pochłonął, tak ja pochłonęłam jego. Mogę powiedzieć z czystym sercem, że jestem całkowicie oczarowana pierwszym tomem bestsellerowej trylogii Jamesa Dashnera. Z wielką niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnych części, które, mam nadzieję, ukażą się wkrótce. Zdecydowanie polecam nie tylko nastolatkom, ale także dorosłym!

 

Varia

Pamiętacie serię filmów o zagadkowym tytule The Cube, gdzie grupa ludzi zamknięta jest w sześcianie, którego pokonanie wymaga od nich sporo sprytu i ostrożności?

 

Więzień labiryntu to powieść zbudowana na podobnym schemacie. Mamy tu do czynienia z gromadą chłopców, którzy z niewiadomego powodu budzą się nagle w dziwnej rzeczywistości. Niby jest to świat taki ja nasz, lecz zbudowany w pomieszczeniu. O niezbędne do życia materiały proszą „pudełko", ale uwaga wszystkich i tak skupiona jest tylko na jednym – labiryncie. Wierzą, że odnalezienie z niego wyjścia da im odpowiedź na pytanie „jak" i „dlaczego" się tu znaleźli. Jest tylko jeden problem. Po roku poszukiwań wciąż nie mają pojęcia gdzie ono się znajduje.

 

Przystępując do lektury nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Reguły życia i panujące tam warunki idealnie wpasowują się w konwencję grozy, jednak młodzi bohaterowie jakoś nie bardzo mi do niej nie przystawali. Obawiałam się zbytnich uproszczeń, pójścia przez autora na łatwiznę, ale ostatecznie spotkała mnie tu miła niespodzianka.

 

W trakcie czytania wszystkie wątpliwości się zniknęły, natomiast główny bohater – Thomas – choć ma naście lat, okazał się odważny i zdeterminowany. Społeczność w której żyje została podzielona na grupy, a dla niezdyscyplinowanych przewidziano dotkliwe kary. I wszystko byłoby piękne i uporządkowane, gdyby nie śmiercionośne maszyny, które nieustannie im zagrażają.

 

Mój opis jest może nieco zagmatwany, ale samą książkę czyta się sprawnie i przyjemnie. Po prostu jest ona na tyle rozbudowana i niejednoznaczna, że trudno w kilku zdaniach opisać wszystko co się tu dzieje. Nie brak w niej elementów zaskoczenia, odrobiny humoru czy wiarygodnych postaci, dlatego śmiało mogę stwierdzić, że Dashner stworzył młodzieżową powieść, którą z powodzeniem mogą przeczytać wszystkie zainteresowane osoby.

Avenix

"Więzień labiryntu" to pierwsza część bardzo znanej trylogii antyutopijnej o tej samej nazwie. Została napisana przez James'a Dashner'a, Amerykanina urodzonego w 1972 roku w stanie Georgia, który wcześniej zasłynął już dzięki serii "The 13th Reality", niestety nie przetłumaczonej na język polski. "The Maze Runner" została wydana w Polsce w 2011, jego kontynuacja w 2012 a trzecia część spodziewana jest na 2013. Już w pierwszych miesiącach, seria podbiła serca czytelników fantasy. Teraz, również i moje.

 

Gdy Thomas budzi się w zamkniętym, ciemnym pomieszczeniu, pamięta tylko swoje imię i przebłyski dawnego świata. Gdy bramy windy otwierają się, rozpoczyna się jego nowe życie, życie w Strefie. Z początku jest w ogromnym szoku, niczego nie rozumie, ma do zadania milion pytań. Jak się okazuje, od jego przybycia zacznie zmieniać się wszystko. Gdy do Labiryntu dotrze dziewczyna w śpiączce, cały świat zawali się... Rozpocznie się gra o przetrwanie.

 

Już od kilku miesięcy książki antyutopijne podbijają polski rynek, zyskując coraz więcej fanów. Moja przygoda z tym gatunkiem rozpoczęła się od serii pani Collins, mianowicie trylogii "Igrzyska Śmierci". Od czasu ukończenia tego udanego dzieła, z radością zaczytuję się w podobnych lekturach. Gdy dowiedziałem się o trylogii pana Dashnera, od razu wiedziałem, że muszę ją przeczytać. Gdy trafiła się okazja na wypożyczenie lektury, nie czekałem. I błędu nie popełniłem.

 

Od pierwszych stron, książka zadziwia światem i bohaterami, którzy zostali przedstawieni. Strefa to dość duży plac, z czterech stron otoczony murami, z czterema bramami, wychodzącymi do labiryntu z czterech stron świata. Mieszkają tam tylko chłopcy, w wieku średnio od trzynastu do siedemnastu lat. Posługują się dość dziwnym językiem, slangiem, który wykształcił się po dwóch latach mieszkania w odosobnieniu od prawdziwego świata. W tym małym świecie dowodzi grupka najstarszych chłopaków; każdy dzieciak ma swoje zadanie i wszystko jest idealnie zaplanowane.
Pomysł naprawdę niesamowity i oryginalny. Labirynt to bardzo ciekawe miejsce, które można opisać w sposób niewiarygodny. Jak wspomniano w książce, jest to dobra przenośnia tego, że ciężką pracą można odnaleźć wyjście. Dlatego też uważam, że Dashner powinien otrzymać ogromny plus już za samo przygotowanie świata przedstawionego, za pomysł na slang i pracę chłopaków w Strefie jak jednej maszyny.

 

Dalej, akcja toczy się tak niesamowitym, nieprzewidywalnym i trudnym do zrozumienia torem, że nie można oderwać się od książki. Przybycie jednej dziewczyny decyduje o końcu wszystkiego. I jak się okazuje, jeden świeżuch, będący w Strefie od tygodnia, potrafi zdziałać więcej niż przywódcy, mieszkający tu dwa lata.
Tak szybka akcja, fabuła pędząca do przodu nie pozwalająca zwolnić, jest ogromnym atutem. Poza tym, nieprzewidywalne zwroty akcji, dużo napięcia i emocji, oraz bólu i prawdziwości nadają lekturze mistrzowski status. Przynajmniej według mnie. Wszystko zostało świetnie przemyślane przez autora i zaskakuje on na każdym kroku. Nieraz musiałem po zakończeniu rozdziału zamknąć na chwilę książkę i ochłonąć po tym, czego się dowiedziałem. Coś niesamowitego...

 

W książce zostali przedstawieniu bardzo interesujący bohaterowie. Ich imiona pochodzą w większości od sławnych naukowców. Alby i Newt, przywódcy Strefy, bardzo pilnują zasad, są ostrzy i nie lubią użerać się ze świeżuchami. Newt okazał się postacią o wiele bardziej przyjazną, wręcz przyjacielską, w stosunku do Thomasa, którym początkowo gardzili właściwie wszyscy - tylko dlatego że był nowy. Newt był wyrozumiały dla Tommy'ego, wspierał go (na swój sposób) ale nie oznaczało to, że dawał mu jakąś taryfę ulgową. Moim zdaniem, on nadawał się na najważniejszą osobę w Strefie bardziej niż Alby, który zwariował po Przemianie i zwyczajnie mnie irytował.
Thomas i Chuck zaprzyjaźnili się już od pierwszych chwil. Chuck był małym i najmłodszym w Strefie dzieciakiem. Przybył równo miesiąc przed Thomasem. Był przyjacielski, wygadany ale czasem denerwujący. Mimo to, był to bardzo długo jedyny przyjaciel naszego głównego bohatera i bardzo się ze sobą zżyli.

 

Thomas był osobą nieprzewidywalną. Przed chwilą podkulony ubolewał nad swoim losem, a zaraz walczył zawzięcie z innymi i wybuchał złością. Tom był także odważny i arogancki, nie obchodziły go zasady, szczególnie kiedy komuś działa się krzywda. To on odmienił losy Strefy i Labiryntu, zostając tym samym bohaterem, choć wielu z chłopaków również nim gardziło. Dzielił ludzi na pół - na swoich miłośników i na wrogów.

 

Sądzę, że książka jest naprawdę warta uwagi. Szybka akcja, prosty język i unikalny slang wymyślony przez samego autora, sprawiają, że naprawdę nie można się oderwać i nim się obejrzycie, będziecie czytali epilog. Ponadto, zakończenie jest tak nieprzewidywalne, że sam w życiu nie pomyślałbym, iż coś takiego mogłoby się wydarzyć. Gdy uwierzyłem już w dobre zakończenie... epilog znów odmienił moje patrzenie na nadchodzące wydarzenia. Naprawdę, świetna książka. Tylko tyle mogę powiedzieć.

Martyna x

Dystopia jest obecnie jednym z moich ulubionych gatunków. Po niesamowitych "Igrzyskach śmierci" coraz częściej zdarzało mi się sięgać po książki tego typu i niemal za każdym razem byłam nimi zachwycona. Nieprawdopodobne jest to, że wśród tak wielu pozycji przedstawiających futurystyczną wizję świata, znajduję co raz to nową historię, która za każdym razem potrafi mnie zaskoczyć i pochłonąć. "Więzień labiryntu" nie jest wyjątkiem od tej reguły, gdyż znalazłam w tej książce wszystko to, co w tym gatunku cenię...

 

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak to by było obudzić się w jakimś zupełnie nowym miejscu? Kiedy Thomas budzi się w ciemnej windzie, jedyną rzeczą którą pamięta jest jego imię. Nie ma pojęcia o tym, kim jest, skąd się tu wziął ani dokąd zmierza. Na domiar złego okazuje się, że utrata pamięci jest ledwie zalążkiem problemu, bo kiedy drzwi windy się otwierają, Thomasowi ukazuje się grupa młodzieńców witających go w miejscu zwanym Strefą. Ogromny obszar ziemi otoczony murami śmiertelnie niebezpiecznego labiryntu okazuje się miejscem, w którym chłopakowi przyjdzie spędzić najbliższe.. dni, miesiące, a może nawet lata? Tego nie wie żaden z obecneych, ale jedno jest pewne - początek czegoś nowego właśnie się zaczął...

 

O "Więźniu labiryntu" dowiedziałam się tak naprawdę dopiero kilka tygodni temu na fanpage'u Wydawnictwa Papierowy Księżyc. Dlaczego dopiero teraz powieść ta przyciągnęła moją uwagę? Wszystko to jest zasługą wspaniałego Dylana O'Brien'a, który w ekranizacji wcieli się w rolę głównego bohatera. Kiedy tylko zobaczyłam, że aktor ten zagra główną rolę w tym filmie, wiedziałam, że książkę przeczytać muszę, żeby później móc z czystym sumieniem zasiąść do oglądania filmu. Och, jakże wielka jest moja radość z wyboru tego aktora, bo gdyby nie to, prawdopodobnie jeszcze przez długi czas nie wzięłabym się za lekturę tej powieści.

 

Świat przedstawiony przez James'a Dashner'a jest pełen tajemnic, zagadek i niejasności. Sam labirynt z czymś takim mi się zresztą kojarzy. Początek nie jest może zbyt dynamiczny, jednak ma bardzo specyficzny klimat, który trafił w mój gust i choć akcja nie rozwija się od razu, to z pewnością nie brakuje jej na dalszych stronach. Różnorodność wykreowanych postaci jest niewątpliwą zaletą powieści. Bohaterowie są wyraziści i szybko zaczynamy ich rozróżniać dzięki zupełnie odmiennym charakterom, które autor dla nich stworzył. Nie poznajemy oczywiście każdego z osobna, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie jest to nikomu potrzebne. Na pierwszym planie jest oczywiście Thomas, który (jak to bywa w książkach tego typu) jest osobą niemalże idealną. Momentami było to delikatnie irytujące jednak szybko okazało się, że i on ma swoje słabości. Również styl jakim Dashner się posługuje jest przyjemny. Chwilami czytając powieść, dało się odczuć język typowy dla mężczyzny, ale właściwie było to może celowe z racji tego, że w książce jest absolutna przewaga płci męskiej nad żeńską.

 

Mówiąc o stylu i języku autora, warto również wspomnieć o żargonie, który został stworzony na potrzeby (?) powieści. Streferzy mają bowiem swój własny dialekt, którym się posługują. Na początku wyrażenia takie jak "purwa" czy "klump" trochę mnie denerwowały, jednak z czasem stało się to dla mnie dość nietypowym rozwiązaniem i zaczęłam się do tego przyzwyczajać.

 

"Więzień labiryntu" ma też swoje minusy, ale ja nie wyłapałam ich zbyt wielu. Może czasami opisy były dla mnie przydługie, może tajemnic było zbyt wiele, może niektóre wątki poprowadziłabym inaczej, ale koniec końców, książka zasługuje na uwagę.

 

James Dashner stworzył nietypowy obraz świata. Wykreował społeczność oryginalną i fabułę pełną zwrotów akcji i ciągłego napięcia. Nie jest to powieść romantyczna, ale przygodowa. Czytelnik, czy chce czy nie chce, zmuszony jest analizować poszczególne zachowania bohaterów i wraz z nimi zastanawiać się nad rozwiązaniem zagadek i odkryciem sekretów. Jeśli więc lubisz łamigłówki i tajemniczą aurę, powinieneś obowiązkowo zmierzyć się z lekturą tej powieści, bo jest to naprawdę dobra powieść przygodowa.

 

Turquiss

Zagubieni (?) w labiryncie.

 

W związku z tym, że już tydzień temu do kin weszła ekranizacja pierwszej części trylogii „Więzień Labiryntu" wydaje mi się, że warto napisać kilka słów i o tej serii. Dzisiaj pierwszy tom.

 

Po książki sięgnęłam na fali „Igrzysk śmierci" (podobnie miałam zresztą z Niezgodną). W sumie nie jest to mój ulubiony tym literatury, ale lubię być na bieżąco.

 

O co chodzi? Thomas budzi się w windzie i nic nie pamięta (uwielbiam motyw utraty pamięci). Kiedy winda dociera na miejsce, chłopak trafia do „innego świata". Otacza go grupka nastolatków, która urządziła sobie życie na placu otoczonym ogromnymi murami. Uwaga - grupkę stanowią sami faceci. Co ciekawe mury „zasuwają się" o określonej porze i blokują wyjścia z placu. Główny bohater ma mnóstwo pytań (na które nie uzyskuje odpowiedzi), ale próbuje się jakoś wpasować w otaczającą go rzeczywistość. Wszystko zmienia się w dwóch momentach: po pierwsze, kiedy dowiaduje się, że za murami jest ogromny labirynt bez wyjścia (wtedy zapragnie wybrać się za mur i osobiście tego wyjścia poszukać) oraz kiedy do ich typowo męskiego grona przybywa dziewczyna, która przez sen woła Thomasa i która przekazuje dziwną wiadomość. Przybycie dziewczyny powoduje też jakiś „zgrzyt" w całym systemie, który sprawia, że mury przestają się zamykać na noc. A żeby nie było tak różowo labirynt jest oczywiście zamieszkany przez pewne paskudztwa zwane Bóldożercami - piękna nazwa, prawda?

 

Książka jest ciekawa. To nie podlega dyskusji. Bardzo podobało mi się w niej, że nie wszystkie postaci są zdefiniowane. Dla przykładu taki Alby – określony jako przywódca, ale przedstawiony także jako zwykły chłopak, który także się boi, który popełnia błędy. Albo Gally – niby wariat, ale też nie zupełnie. Tylko Chuck mnie irytował swoją naiwnością.

Z pozytywnych aspektów – gratuluję serdecznie tłumaczowi (tłumaczył Łukasz Dunajski - wielkie brawa!). Nie wiem co prawda jak ta opowieść wygląda w oryginale, ale tu świetnie wymyślono/przetłumaczono zarówno nazwy własne jak i slang, którym posługują się uwięzieni.

 

I sama narracja – bardzo dobrze prowadzona. Książkę czyta się w związku z tym całkiem przyjemnie.
Czego mi brakowało? Humoru. Nie jest to książka przy której człowiek dobrze się bawi. Nawet wątek „miłosny" jest średni. I ... jest to książka chyba bardziej „męska" niż „damska". Nie jestem fanką takich podziałów, ale tak jak w wypadku serii Selekcja Kiery Cass ciężko polecać ją chłopakom, tak Więźnia Labiryntu nie polecałabym wszystkim dziewczynom (nie mówię jednak, że na 100% żadnej dziewczynie się nie spodoba, są gusta i guściki).

 

Zastanawiało mnie jeszcze jedno: w labiryncie życie jest bardzo poukładane – jest jasny podział obowiązków, wyraźna hierarchia, konkretne prawa, za złamanie których grozi konkretna kara. I tak porównuję sobie to z serią Gone i zastanawiam się, która wersja jest bardziej prawdopodobna. Po cichu powątpiewam, że młodzi ludzie potrafią się ze sobą dogadać i tak doskonale zorganizować społeczność. Może jestem niedowiarkiem, ale nawet jako była harcerka, która umiałaby poradzić sobie sama w lesie jakoś ciężko mi sobie wyobrazić tak doskonale zorganizowaną społeczność młodzieży.

 

Książka trzyma w napięciu. I to od początku do końca trzeciego tomu (o kolejnych tomach pewnie niedługo). Wiele wątków rozpoczętych w pierwszym tomie rozwiązuje się dopiero w tomie trzecim – dzięki temu autor trzyma nas skupionych a historia nas wciąga.

 

I mimo całej listy patronów medialnych przedstawionych na okładce nie uważam, żeby była to pozycja must have. Mimo zdecydowanych plusów całej opowieści jakoś nie jest to książka po którą szybko sięgnę znowu. Ale może dlatego, że jestem dziewczyną i nie doceniam porządnych historii.

 

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto