Krwawy Fiolet

Autor: Dia Reeves

Okładka wydania

Krwawy Fiolet

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

MirandaKorner

Czym jest szaleństwo?
Można nazwać tak coś, co robimy ku trwodze naszym bliskim; coś zupełnie nietypowego i zwariowanego. Tym mianem można określić również decyzję, która w oczach innych uchodzi za coś niebezpiecznego czy absurdalnego. Szaleństwem jest również choroba psychiczna – i właśnie na tę formę obłędu cierpi Hanna, bohaterka książki „Krwawy fiolet" autorstwa Dii Reeves.

 

Hannę poznajemy, kiedy dociera do miasta, w którym mieszka jej niewidziana od dawien dawna matka, Rosalee. Dziewczyna włamuje się do domu rodzicielki i beztrosko informuje ją, że nie ma się gdzie podziać, ponieważ właśnie zabiła swoją ciotkę za pomocą wałka do ciasta. Brzmi oryginalnie? I właśnie taka jest ta historia.

 

Niestety, nastolatka nie zastaje tego, czego oczekiwała. Zamiast ciepłych matczynych uścisków czekają ją wrogie spojrzenia i niechęć. Rosalee ani trochę nie cieszy się z wizyty córki; mało tego, jest zrozpaczona. Chce za wszelką cenę odesłać nieproszonego gościa do miejsca, z którego przybył, lecz nie jest to takie proste. Dochodzi do pewnego kompromisu: jeżeli Hanna zaaklimatyzuje się w niewielkiej miejscowości w przeciągu dwóch tygodni, może zostać na stałe. Jeżeli nie, będzie musiała wrócić do domu. Jednak miasteczko nie jest tak zwyczajne, na jakie wygląda, a dziewczyna wcale nie jest typową nastolatką. Czy takie połączenie może przynieść pozytywne efekty? A może z góry skazane jest na niepowodzenie?

 

Podczas lektury pierwszych stron po mojej głowie krążyło zdanie: „Co za dziwna książka!" No cóż, dziewczyna cierpiąca na chorobę maniakalno-depresyjną, małe miasto pełne odbiegających od natury anomalii i halucynacje stanowią raczej nietuzinkowe połączenie. Początkowo zupełnie nie mogłam wciągnąć się w opowieść, jednakże po pewnym czasie całkowicie przeniosłam się do Portero, które normalnością bynajmniej nie grzeszy.

 

Bardzo spodobał mi się zabieg zastosowany przez autorkę. W miejscowości, do której przybyła Hanna działo się wiele nierealnych rzeczy; należy jednak pamiętać o dolegliwości głównej bohaterki. Na ile wydarzenia przedstawione w „Krwawym fiolecie" były prawdziwe, a na ile po prostu wymyślone przez dziewczynę? Najpierw sądziłam, że te wszystkie stwory, które pojawiają się na kartach książki są jedynie halucynacjami nastolatki, ale później zaczęłam mieć wątpliwości. W Portero wszystko było możliwe: od żywych pluszowych zabawek po drzwi widoczne tylko dla wybranych, mające na celu przenoszenia w przeróżne miejsca. Dlaczego więc istota zwana „rozpłodowcem" miałaby nie mieć racji bytu?

 

W historii znajdują się urozmaicone postaci. Jest ich co prawda niezbyt wiele, ale każda z nich posiada swoją własną, wyjątkową osobowość, dzięki której wyróżnia się na tle innych. Miasteczko, w którym żyją jest niemalże synonimem absurdu; obywatele bez większych emocji przyjmowali do wiadomości fakty, które we mnie budziły szok czy niedowierzanie. Jednak przez panujący w mieścinie chaos mnie również szybko przestały dziwić przedstawione w opowieści odchylenia od normy.

 

Jesteście gotowi wkroczyć do Portero, w którym dosłownie wszystko może się zdarzyć? Więc lepiej załóżcie coś czarnego, chwyćcie „Krwawy fiolet" i ruszajcie! Dobra zabawa gwarantowana – choroba dwubiegunowa, szalone miasto i zwariowani bohaterowie to mieszanka wybuchowa, której grzechem byłoby nie spróbować.

Sil

Sama nie wiem, czego spodziewałam się po tej powieści. Jedno jest pewne – nie tego! Już po pierwszych przeczytanych wersach chciałam zacząć pisać recenzję. W głowie uformowało mi się jedno znakomite zdanie, które towarzyszyło mi podczas tej zdumiewającej podróży z Krwawym fioletem Dii Reeves. Mianowicie: „CO ZA DZIWNA KSIĄŻKA". Nic dodać nic ująć. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

 

Nie wiem skąd mi się wzięło przeświadczenie, że ta powieść będzie standardowym paranormalnym opowiadaniem. Że będzie chłopak i dziewczyna, wielka miłość, gigantyczne problemy, on – wilkołak, wampir, anioł etc., ona jakikolwiek inny potwór. Chyba za dużo standardów ostatnio przerobiłam. Tym milsze było zaskoczenie tą książką.

 

Przygodę z Hanną zaczynamy w dniu, w którym postanawia ona zamieszać ze swoją matką, Rosalee, której nigdy w życiu nie widziała. Przyjeżdża do Portero nocą, prosi taksówkarza o wysadzenie się w sporej odległości od domu matki, pod jej posesję zakrada się niczym złodziej, dochodzi do werandy i... postanawia, że najlepiej nie budzić matki dzwonkiem do drzwi. Znajduje klucz i wchodzi do środka. Biało-niebieskie mieszkanie tylko czasem udekorowane jest pojedynczymi czerwonymi akcentami. Jedna chryzantema, jeden fotel, jedna lampa... A to dopiero początek lawiny dość nietypowych rzeczy. Bo powiedzmy sobie szczerze, Rosalee jest delikatnie mówiąc niezadowolona, że w jej życiu, z dnia na dzień zagościła nieznana jej córka. A ona wcale nie chce jej tutaj. I za wszelką cenę chce się jej pozbyć. Czy jej się to uda? Jakie tajemnice kryje w sobie Portero? Dlaczego matka nie wychowywała swojej córki? Czemu Hanna z dnia na dzień postanowiła z nią zamieszkać? Czym są wabiki i twardogłowi? Na te, i na wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź podczas pasjonującej lektury Krwawego fioletu autorstwa Dii Reeves.

 

Jak już wspomniałam – nie tego się spodziewałam. Do książki podchodziłam nieco sceptycznie – pewna, że dostanę ten sam, utarty już tak bardzo, schemat. Zawiodłam się – ale nawet nie wyobrażacie sobie, jaki ten zawód był przyjemny. Bo pokochałam tę powieść. Pokochałam Hannę, pokochałam jej tatka, pokochałam Wyatta, łabędzie, szmatka, Rosalee i wiele innych postaci. Płakałam, gdy w życiu bohaterów działy się tragedie, śmiałam się, gdy byli lub starali się być szczęśliwi. Choć z ich ust tak trudno było usłyszeć wyznania jakichkolwiek uczuć, czułam, że palą ich one od środka. Nie opuszczało mnie przekonanie, iż mimo twardej skorupy, którą wytworzyli wokół siebie, w środku są czułymi istotami pragnącymi miłości. Lękający się jej, równocześnie jej pożądając. Wszyscy bohaterowie – tak pełni sprzeczności, zasługiwali na poświęconą im przez autorkę uwagę. Chyba nikogo bym nie mogła wyciąć. Nikogo się pozbyć. I każdy zostawił w moim sercu ślad. Ślad, którego tak łatwo nie wymaże czas.

 

Gdzieś w połowie lektury zaczęłam buszować w Internecie. Nie chciałam by książka się kończyła, delektowałam się czytaniem każdej strony, każdego akapitu, równocześnie szukając jakiejkolwiek wzmianki o kontynuacji tej powieści. Nie znalazłam nic. Ani słowa. Autorka w swym dorobku ma jeszcze jedną książkę, którą napisała już po wydaniu Krwawego fioletu. Czy jest więc na co liczyć? Raczej wątpię. Tym bardziej, że po skończeniu lektury, doszłam do wniosku, że nie chciałabym czytać dalej. Że zakończyła się właściwie, że jakiekolwiek dalsze machinacje mogłyby zniweczyć cały trud, jaki Pani Reeves włożyła w napisanie tej pozycji. Czy kończy się źle? Tego niestety nie mogę Wam zdradzić. Powiem Wam jednak, że nie pożałujecie tej lektury. Że Krwawy fiolet zdecydowanie powinien znaleźć się w Waszej prywatnej biblioteczce. I to nie tylko u fanatyków paranormalnej literatury. Myślę, że książka uderza w tak wiele strun, że dotyka tak wielu problemów, że tak mocno gra na ludzkich uczuciach, iż nie ma na nią mocnych. A jeśli są, to jest ich niewielu.

 

Mnie zauroczyły, i plastyczny język, i dobór postaci, i piękne opisy. Nie ominęłam ani jednego akapitu. Niektóre czytałam nawet kilkakrotnie. Z racji braku fioletowych zakładek zużyłam niemal cały zapas różowych. Są strony nawet z trzema zakładkami – a bardzo rzadko zdarza mi się przyklejać więcej niż jedną. Jest to więc nie lada osiągnięcie. I powiem Wam, że pomimo tego, iż w książce opisano wiele strasznych rzeczy, to chciałabym znaleźć się na miejscu głównej bohaterki. Choć Hanna nie jest zwykłą nastolatką, choć nie ma łatwego życia, choć czuje się od tak dawna prześladowana – chciałabym być nią. Chciałabym zobaczyć, jak to jest, trafić do takiego świata, jak to jest być tą cząstką. Z całego serca zachęcam Was do lektury, mam nadzieję, że zachwyci Was równie mocno, jak i mnie zachwyciła.

Agnesja

Dia Reeves to nieznana dotąd autorka. Nic dziwnego – "Krwawy fiolet" to jej debiut. Po wielu pozytywnych opiniach i zapoznaniem się z pierwszym rozdziałem książki, postanowiłam sama się przekonać, czy jest tak zachwycająca. Krwawy fiolet jest tak niekonwencjonalny, że nie wiem co napisać. Mam w głowie ogromny mętlik, więc z góry przepraszam za bałagan w mojej recenzji.

 

Szesnastoletnia Hanna, po śmierci ojca (co wcale nie znaczy, że z nim nie rozmawia) zamieszkuje u ciotki Ulli. Jednak po małym incydencie, gdy ciotka ląduje w szpitalu, Hanna wyjeżdża do Portero aby odnaleźć matkę. Nie chce wracać do Ulli, ponieważ ta zamknęłaby ją w szpitalu psychiatrycznym. Hanna ma nadzieję, że w Portero odnajdzie miłość i szczęście, ale zamiast tego matka ignoruje córkę i chce odesłać z powrotem do Dallas. Zawierają razem układ – albo dziewczyna dopasuje się do innych mieszkańców, albo wraca do ciotki. Hanna, aby spełnić obietnicę, zapoznaje się z Wyattem. Nie podejrzewa, że Portero jest jeszcze bardziej szalonym miastem niż ona sama.

 

Takiej postaci jak Hanna nie było w żadnej książce. Dziewczyna choruje na dwubiegunowe zaburzenie maniakalno-depresyjne – gdy nie zażyje leków, często ma urojenia, wpada w depresję. Zdolna byłaby nawet do zabici ciotki wałkiem. Hanna ubiera się tylko w uszyte przez siebie suknie, najczęściej fioletowe – dla uczczenia pamięci ojca. Ta dziewczyna była dla mnie jedną niewiadomą, ponieważ co chwila zadziwiała mnie swoim postępowaniem. Trudno było przewidzieć, co zrobi w danej sytuacji. Hanna poznaje co tak naprawdę kryje Portero wtedy, gdy zbliża się do przystojnego, odważnego Wyatta. Brzmi to znajomo? Być może, ale to tylko brzmienie. Chciałabym pogratulować autorce za bujną wyobraźnię. Co chwila zaskakuje czytelnika nowymi pomysłami: latające pijawki, mleczne glisty, twardogłowi, wabiki, duchy zamieszkujące w ludzkich ciałach, rozpłodniki. Wszystko to jest pomysłowe, oryginalne. Za każdym razem, gdy w książce pojawiał się nowy potwór, miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ze ktoś jest w stanie wymyślić coś tak ohydnego i dziwnego.

 

Powieść ma cechy groteski. Pomimo że w Krwawym fiolecie jest dużo brutalności, krwi oraz potworów, to jednak wszystkie te cechy są przedstawione w zabawny sposób. Do tego dochodzi wiele niedorzecznych i tak głupich, ze aż śmiesznych sytuacji, np. kąpiel chłopca w rzece po to, aby pozbyć się pryszczy. Świat przedstawiony w tej książce jest niczym szalony koszmar senny. Autorka wyraźnie poszerzyła horyzonty mojej wyobraźni przemieniając coś niedorzecznego w rzeczywistość.

 

W książce nie podobało mi się to, że tak naprawdę to fabuła ukształtowała się pod koniec książki. Brakowało mi jakiejś trzymającej w niepewności i napięciu akcji. Miałam wrażenie jakby ta książka była tylko jednym długim zabawnym gadaniem o niczym konkretnym. Nie było jakiegoś powiązania wątków, a wszystko było tak jakby „porozrzucane" na wszystkie strony, co też nie znaczy, że się nudziłam. Byłam zbyt zajęta poznawaniem Porto, żeby mieć czas się nudzić.

 

Ta książka jest iście szalona i niezwykle oryginalna. Polecam Krwawy fiolet, bo doskonale potrafi oderwać od rzeczywistości, ale muszę przyznać, że trochę się zawiodłam na fabule i akcji.

Tristezza

Dia Reeves to nieznana dotąd autorka, Krwawy fiolet to jej debiut. Postanowiłam sięgnąć po tę książkę, czytając liczne opinie na jej temat. Były one różne, jednak zdawało się, że oto trafiłam na książkę zupełnie odmienną od pozycji, z którymi do tej pory miałam do czynienia.

 

Hanna choruje na dwubiegunowe zaburzenia maniakalno-depresyjne. Dziewczyna ucieka z domu ciotki Ulli, prawie pozbawiając ją życia, po tym jak miała zostać odesłana do miejsca dla psychicznie chorych. Nic jej nie powstrzyma przed osiągnięciem swojego celu. Hanna, której wszystkie rzeczy są fioletowe, trafia do miasteczka równie dziwnego, jak ona sama. Matka nie chce przyjąć jej do domu, wszyscy ubierają się na czarno i płaczą nad dziwnymi posągami. Dziewczyna, jeszcze nie wie w jak dziwne miejsce trafiła, w Portero jej halucynacje stają się rzeczywistością, lecz to nie wszystko co skrywają mury tego małego miasteczka...

 

Fabuła książki rozwinęła się, tak naprawdę, dopiero pod koniec. Wcześniej zapoznawaliśmy się z małą mieściną i jej mieszkańcami, którzy nie mieli ochoty otwierać się przed tymczaską, jak nazywali Hannę. Dowiadujemy się wszystkiego stopniowo i powoli, co trochę wydłużało książkę i zniechęcało do czytania. W trakcie czytania miałam wrażenie, że akcja stoi w miejscu, nie pozbyłam się tego wrażenia nawet po przeczytaniu, gdyż w książce nie działo się wiele.

 

Miejscem rozgrywającej się akcji było małe miasteczko – Portero. Było to miejsce daleko odbiegające od normy. Można było w nim spotkać różne stwory, a było to codziennością. Miasto sprawiało niekiedy wrażenie żywego, tak jak znajdujące się nim budynki. W Portero działo się wiele niewyjaśnionych rzeczy. Autorka rozciągnęła przed nami krajobraz niesamowity i nieznany.

 

Hanna była postacią dość nietypową, zdawać by się mogło, że jest całkiem nienormalna i zdolna do wszystkiego, jednak to nie było wszystko. Była przede wszystkim silna i było widać, że potrzebuje bliskości innych, nie cierpi być zepchnięta na dalszy plan. Poza tym zawsze musiała osiągać wyznaczone sobie cele, nie bacząc na wszystko inne. Hanna, przyjeżdżając do miasta, gdzie mieszkała jej matka, znalazła się pośrodku niesamowitych zdarzeń, niektórych zresztą była źródłem. Ta postać była wyrazista, jednak zdawała mi się być nierealna. Reszta bohaterów także wydawała mi się sztuczna, szczególnie ich zachowanie. Jedyną postacią, która była dla mnie prawdziwa, okazał się brat Wyatta, Paulie. Jego zachowanie pasowało do czterolatka, nawet w tak dziwnej sytuacji, w jakiej mógł się znaleźć. Postacie były, według mnie, wielkim minusem tej książki.

 

Styl pisania autorki był nietypowy. Choć pisała w narracji pierwszoosobowej nie potrafiłam wczuć się w sytuację Hanny, tylko byłam, w pewnym sensie, postronnym obserwatorem. W trakcie czytania miałam wrażenie, że prowadzona jest narracja trzecioosobowa i dopiero po pewnym czasie zauważyłam swój błąd. Książka nie zawierała zbyt wiele opisów przeżyć wewnętrznych, przez co główna bohaterka stała mi się jeszcze bardziej obca i nierealna.

 

„Krwawy fiolet" jest nietypową pozycją z jaką się jeszcze nie spotkałam. Widzimy świat z zupełnie innej perspektywy. Patrzymy na wszystko oczami osoby nie do końca normalnej, która musi podejmować bardzo trudne decyzje. Widzimy małe miasteczko, które okazuje się śmiertelną pułapką jego mieszkańców. Nie spotkałam się z książką podobną do tej autorstwa Dii Reeves, która zdecydowała się na śmiały krok, ukazując zupełnie inną panoramę, z którą się jeszcze nie zetknęliśmy.

 

Książka ta nie przemówiła do mnie zbytnio. Była tylko książką, którą przeczytałam, lecz która nie zapadnie mi w pamięć. Lecz pomimo tego i tak musiałam zastanowić się nad przeczytaną treścią, która zmuszała mnie do refleksji. Książka ta była także zupełnie nowym aspektem w moim życiu, gdyż jeszcze nie spotkałam się z czymś podobnym. Była to dla mnie odmiana, lecz nie jestem pewna czy na dobre. Na minus książki przemawiają marni bohaterowie i dość słaba fabuła. Sądzę, że autorka miała wspaniały pomysł, jednak nie do końca udało się jej go zrealizować. Pozycja ta jest, pomimo moich narzekań, lekturą godną polecenia dla tych, którzy szukają czegoś nowego i innego od rzeczywistości. Uważam też, że powinno się przekonać na własnej skórze co sądzi się o tej książce.

Leanne

Opis Wydawcy:

Szaleństwo nigdy nie było tak pociągające. W Portero, niewielkiej, z pozoru sennej mieścinie dzieje się coś niepokojącego... A Hanna liczyła, że właśnie tu znajdzie bezpieczny dom... Tymczasem odkryje mroczne sekrety, które każdego normalnego człowieka śmiertelnie by przeraziły. Jej jednak na szczęście daleko do normalności. Jeśli szalona dziewczyna trafia do jeszcze bardziej szalonego miejsca tylko dwie rzeczy są pewne: wszystko się może zdarzyć, a bezpieczeństwo jest złudne.

 

Drzwi Samobójcy i Klucz z Trupa, czyli Absurd spowity purpurą.

 

Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, czym są najnowsze konwencje w literaturze młodzieżowej. Nawet ci, dla których słowo pisane zdaje się mieć rogi, wiedzą czym jest Paranormal Romance, na czym polega nurt Antyutopii. Wampiry, wilkołaki, anioły, zmiennokształtni i wróżki - to wszystko już było. Te tematy nazbyt często powielały się w literaturze i stanowczo zbyt szybko zostały wyczerpane. "Krwawy Fiolet" to coś zupełnie nowego i niekonwencjonalnego. Na próżno szukać tam krwiopijców, czy stworzeń o pięknych pierzastych skrzydłach, zwanych Aniołami Stróżami. Rozpoczynamy podróż do niewielkiego, pozornie sennego miasteczka Portero, gdzie majaki chorej na umyśle głównej bohaterki, wydają się zatrważająco realne w porównaniu z dziwactwami jakie kryje ta urocza mieścina. Zapraszam do Portero. Oczywiście, jeśli tylko macie odwagę się tam znaleźć.

 

Mroczne sekrety jakie kryje Portero, powinny przerazić każdego człowieka, w tym i szesnastoletnią Hannę, szukającą w miasteczku spokoju i ukojenia, w ramionach matki, której daleko do stania się wzorem do naśladowania. Ale Hanny nie przerażają. Na szczęście, dziewczyna jest specjalistką od dziwnych rzeczy. Dlatego nie dziwi jej, że w szkole musi nosić zatyczki do uszu, a chłopak który jej się podoba zabija tak dziwaczne stworzenia, których nie znajdziemy nawet w najdziwniejszych koszmarach. Jedyne suche fakty zawarte w tej książce, zasługujące na wzmiankę, to narracja poprowadzona idealnie, z perspektywy głównej bohaterki. Wydaje mi się, że powinnam wspomnieć też o akcji, wadach, zaletach, fabule i tak dalej. Debiutancka powieść Dii Reeves, zasługuje jednak na szczególne traktowanie, bowiem "Krwawy Fiolet" zdecydowanie nie jest książką jak każda inna.

 

Zawsze sądziłam, że to ja mam wybujałą i spaczoną wyobraźnię - czego ja w tej swojej głowie nie tworzyłam! Teraz widzę jednak, że przy Autorce książki jestem osobą tak zwyczajną, że aż nudną. Tak naprawdę cała fabuła kręci się wokół obłędnej i niesamowitej wyobraźni Pani Reeves. "Krwawy Fiolet" to jeden wielki absurd. W tym świecie niczego nie można być pewnym. Jakże mogłoby być inaczej, skoro narratorką książki jest chora umysłowo dziewczyna? To świat, w którym miesza się "Alicja w Krainie Czarów" doprawiony grozą i szaleństwem. Ta książka jest po prostu pokręcona. Bynajmniej nie zdrowo. Czasem, obrzydliwa a czasem doprowadzająca do ataku histerycznego śmiechu. To właśnie urocze szaleństwo, sprawia, że "Krwawy Fiolet" jest powieścią w każdym calu oryginalną i zadziwiającą. Żaden z czynów głównych bohaterów nie ma logicznego uzasadnienia. Nie wiemy też, skąd potwory i inne dziwy w Portero. O to właśnie w tym wszystkim chodzi. Szaleństwo, to jedyna względnie normalna rzecz w świecie gdzie niczego nie można być pewnym. Spotykasz śliczną i seksowną Hannę, odzianą od stóp do głów w najróżniejsze odcienie fioletów? Bądź ostrożny - ta dziewczyna pośle Ci pocałunek, by za chwilę spróbować morderstwa wałkiem do ciasta.

 

Bohaterowie są uroczo zwariowani - czasem tak dziwni, że przekonujemy się, iż słowo "absurd" ma bardzo szeroki margines. Sama Hanna, jest typem dziewczyny który rzadko występuję w jakimkolwiek gatunku - silna, niezależna, pewna siebie, doskonale zdająca sobie sprawę z własnej wartości. No i rozmawiająca ze swoim zmarłym ojcem. Wspominałam już o tym? A przede wszystkim szalona. Chociaż może, to ona jest normalna, wszyscy wokół zwariowali, a incydenty w Portero to tylko kolejny epizod maniakalny? Niezmiernie cieszy mnie fakt, że Hanna nie jest cnotliwą Panną z dobrego domu, których mamy już zdecydowanie przeżytek. To typ dziewczyny, która idzie do łóżka z każdym chłopcem z klasy - warto dodać, że w kolejności alfabetycznej. Jakiś porządek musi być!

 

W całym tym chaosie, nie ginie dopracowana do perfekcji fabuła, doskonali bohaterowie, ani znakomita akcja - tak szybka, że momentami przyprawiająca o zawrót głowy. Autorka jest mistrzynią szokujących zwrotów akcji i kiedy wydaje nam się, że wreszcie możemy odetchnąć, zza ściany wyskakuje kolejna anomalia. Autorka wykreowała piękny i zadziwiający, acz absurdalny świat. Jeśli jesteście racjonalistami, z analitycznym umysłem, to niestety muszę Was rozczarować - tu prawa logiki nie obowiązują. A jedyna zasada jest taka, że nie ma żadnych zasad.

 

Emocji towarzyszących w trakcie lektury, nie brakuje. Były chwile wzruszenia i chwile w których płakałam, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że wyłam. Parsknięcia śmiechem - oczywiście, w ogromnej, uderzającej do głowy dawce. Momentami zaś chichotałam tak głośno, czasem zupełnie bez powodu, iż doszłam do wniosku, że może ja też jestem szalona. Właściwie ten wniosek wcale mnie nie zmartwił. Jeśli jesteście gotowi na przygodę z zupełnie niekonwencjonalną groteską, to napijcie się Soku z Mrocznych Brzoskwiń (od tej pory odnajdywać go będę w każdym soku którego spróbują moje usta. To przez tę nieziemską książkę, albo moją wyobraźnię. Może jedno i drugie) i rozpocznijcie swoją przygodę z krainą absurdalnej purpury.

Sihhinne

Do ,,Krwawego fioletu" ciągnęło mnie już od jakiegoś czasu. Nie chodziło o treść, ale o fantastyczną okładkę, która przyciągnęła moje spojrzenie na którejś z licznych wypraw do empiku. Wahałam się nad kupnem, bo pomimo cudownej okładki, opis nie rzucił mnie na kolana. Słyszałam opinie, że książka jest niewarta czytania. Aż nagle natrafiła się okazja, debiut Dii Reeves wylądował w moim domu, więc wzięłam się za czytanie, by dowiedzieć się, czy moje obawy były słuszne.

 

Hanna nie jest normalna. Cierpi na zaburzenia maniakalno-depresyjne. Ma halucynacje, rozmawia ze swoim zmarłym ojcem. Po próbie morderstwa swojej ciotki Ulli, która chciała ją wysłać do wariatkowa, ucieka do Portero, miejscowości, w której mieszka jej matka. Niestety, rodzicielka Hanny z chęcią wywaliłaby ją za drzwi. Poddaje się, umawia się ze swoją córką na to, że będzie mogła zostać z nią, jeśli zaklimatyzuje się w szkole.

 

Jednakże, nic nie idzie po jej myśli. Hanna wydaje się być normalna w porównaniu do osób uczęszczających do Liceum w Portero. Wszyscy ubierają się na czarno, noszą zatyczki do uszu i lamentują nad dziwnymi posągami. Z tłumu wyróżnia się Wyatt. Może przez to, że jako jedyny nosi kolorowe ubrania, a dokładniej zielone rzeczy. Jak możecie się domyśleć, Wyatt zaczyna intrygować Hannę z wzajemnością. Szalona dziewczyna trafia do szalonego miasta, i jedno jest pewne: wszystko się może zdarzyć.

 

,,Krwawy fiolet" zaskoczył mnie tym, iż spodziewałam się książki napisanej słabym językiem. A okazało się, że autorka posiada doskonały warsztat pisarski, tworząc książkę szaloną i nieprzewidywalną. Wszystko jest jak najbardziej dopracowane, choć na pierwszy rzut oka wydaje się czytelnikowi, że książka była pisana spontanicznie. Dia Reeves musiała włożyć wiele serca i poświęcenia w powieść, ponieważ pisze z pasją zarezerwowaną tylko dla osób, które kochają to co robią.

 

Sama powieść jest unikalna, dziwna. Nie sądzę, że ktoś inny byłby w stanie tak wspaniale ubrać w słowa koncepcję wymyśloną przez autorkę. Szalony świat przez nią wykreowany przyciąga jak magnes, zachęca, by zagłębić się w książce. Dziwni ludzie i potwory- to codzienność Portero. A Hanna sobie radzi jak mało kto. Przecież trafił swój na swojego, prawda?

 

,,Krwawy fiolet" jest fantastyczną powieścią, i można go kochać lub nienawidzić. Nie można się znaleźć pomiędzy, o nie! Ja pokochałam świat Hanny, jej codzienność, dziwne zachowania, skłonności, halucynacje i optymizm towarzyszący na każdym kroku. Debiut Dii Reeves jest książką, którą przeczytać trzeba, jest perełką wśród morza romansów paranormalnych.

 

Jednakże, pod koniec książki, akcja zaczęła stawać, zatrzymywać się. To mnie istnie zirytowało, i spowodowało, że moja opinia o książce spadła. Stawiam 5/6 i mam nadzieję, że zakończenie was nie zdenerwowało, że autorkę doceniacie, i książką jesteście zachwyceni.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: