Pierwsza Wyprawa Nepal

Autor: Kinga Choszcz

Okładka wydania

Pierwsza Wyprawa Nepal


Dodatkowe informacje

  • Autor: Kinga Choszcz
  • Tytuł Oryginału: Pierwsza Wyprawa Nepal
  • Seria: Poznaj Świat
  • Gatunek: Literatura Podróżnicza
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 224
  • Rok Wydania: 2011
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 145 x 210 mm
  • ISBN: 9788373809307
  • Wydawca: Bernardinum
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Pelplin
  • Ocena:

    5.5/6

    5/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Kinga

Od dawien dawna interesowała mnie kultura dalekiego wschodu. Przejawem fascynacji było poszukiwanie lektur z tego tematu, zagłębianie się w tajniki kuchni i poznawanie dalekowschodnich religii jak hinduizm, buddyzm i sikhizm.

 

Gdy w nowościach wydawniczych wypatrzyłam "Pierwszą wyprawę Nepal", z miejsca zapałałam chęcią pożądania – posiadania i przeczytania.

 

Ale tak naprawdę tytuł był sprawą drugorzędną, to nazwisko autorki grało kluczową rolę. Z Kingą Choszcz po raz pierwszy spotkałam się za sprawą książki „Moja Afryka", pełną pasji, cennych informacji ale i smutku. Bo Kindze nie dane było ukończyć swej podróży marzeń i wrócić do domu. Zachorowała na malarię mózgową i zmarła w Afryce w 2006 roku.

 

„Pierwsza wyprawa Nepal" to zapiski blisko 8 miesięcznej podróży Kingi do krajów bliskiego wschodu na przełomie 1995 i '96 roku. Tak, to są zapiski i tak należy je traktować. Wtedy jeszcze Kinga nie przypuszczała, że zostaną wydane w formie książki. Pisała pamiętnik – dla siebie, dla bliskich, dla utrwalenia wspomnień. Powieść została wydana po śmierci autorki, w niezmienionej formie, w takiej jaką po sobie zostawiła.

 

Kinga Choszcz wyruszyła w październiku 1995 roku w swą pierwszą „poważną wyprawę". Z Polski poprzez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię do Turcji – stopem, autami osobowymi, tirami, z kierowcami różnych narodowości. Dalej autobusem do Iranu, samolotem do Pakistanu i wreszcie pociągiem – do Indii. Tu zaczyna się prawdziwa, trwająca kilka miesięcy przygoda, którą poznamy z kart książki. Kinga była indywidualistką. Nie interesowały ją wielkie miasta i słynne, tłumnie oblegane zabytki. Wybrała coś cenniejszego, bliskość prostych ludzi. Gościnność z jaką się spotykała pozwoliła jej uczestniczyć w ich życiu rodzinnym, wnikliwie poznawać kulturę i zwyczaje panujące w odległych zakątkach Azji.

 

Niesamowite z jaką naturalnością Kinga wtopiła się w zupełnie obcą kulturę dalekiego wschodu. Przywdziewała bogato zdobione sari, pomagała przygotowywać tradycyjne posiłki i spożywała je jak wszyscy, ręką siedząc po turecku na podłodze. Zdobywała himalajskie szczyty, zwiedzała wysoko położone górskie świątynie, uczestniczyła w barwnych festiwalach, obrzędach weselnych i licznych świętach. Piła sok prosto z kokosa, jeździła na wielbłądzie, zobaczyła i doświadczyła więcej aniżeli przeciętny turysta.

 

Sięgnijcie po „Pierwszą wyprawę Nepal" i przenieście się w inny, nieopisany w przewodnikach świat wszędobylskich małp, świętych krów i niestety świat biedy i ubóstwa. Przeczytajcie, wrota orientu stoją otworem.

 

Uwielbiam książki z serii „Poznaj Świat". Pięknie wydane, bogato ilustrowane stanowią idealny prezent dla miłośników podróży, żądnych poznania nowych kultur i smaków.
„Pierwsza wyprawa Nepal" to trzecia i ostatnia książki Kingi Choszcz, zdecydowanie warta przeczytania. Polecam gorąco.

Isadora

Nareszcie! Trzymam w dłoniach kolejną perełkę Wydawnictwa Bernardinum, tym razem autorstwa młodej, nieżyjącej już podróżniczki Kingi Choszcz.
I choć książka ta została wydana jako trzecia z kolei, tak naprawdę zawiera ona pierwsze zapiski, które podróżniczka prowadziła w czasie swojej ośmiomiesięcznej wyprawy do Indii i Nepalu w 1995 roku. To od nich zaczęła się podróżniczo - literacka przygoda Kingi, pomysł dokumentowania, rejestrowania zdarzeń, zapisywania swoich spostrzeżeń, odczuć, refleksji.
Kinga odkryła w sobie pasję podróżowania już w szkole średniej. Marzenie o wyprawie do Nepalu towarzyszyło jej przez długie lata, toteż nie zastanawiała się długo nad planowaniem całego przedsięwzięcia - wybrała ostatecznie drogę lądową przez Słowację, Węgry, Rumunię, Turcję do Iranu, stamtąd przez Pakistan do Indii i Nepalu. Droga powrotna miała wieść przez Chiny, kilka dawnych republik radzieckich, Rosję i Białoruś. Jeszcze tylko kilka niezbędnych szczepień, drobne, ale praktyczne zakupy oraz największa chyba niedogodność i uciążliwość podczas wyprawy - horror związany z załatwianiem wiz... i świat stoi otworem!
Dziennik jest prowadzony przez autorkę na bieżąco, codziennie; niesprzyjające warunki takie jak brak oświetlenia czy odpowiedniego miejsca do pisania nie stanowią większego problemu. Dzięki temu zapiski zyskują na autentyczności. Notowanie "na gorąco" przeżyć i myśli, ten pozytywny brak dystansu, emocjonalne podejście do nowych wrażeń i doświadczeń sprawiają, że czytelnik ma poczucie współuczestnictwa w wyprawie. Zwykły dziennik wzbogacony barwną osobowością autorki staje się żywym, pulsującym świadectwem przeżytych chwil, pamiętnikiem w pełnym znaczeniu tego słowa.
A jest o czym pisać, gdyż podróż samotnej kobiety przez południową Europę do Azji jest nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza, jeśli fundusze są ograniczone i trzeba zdać się na życzliwość napotkanych ludzi.
Podróż jednak okazuje się równie fascynująca niezależnie od środka lokomocji - czasem jest to ciężarówka, zatłoczony pociąg, zdezelowany autobus, wielbłąd, riksza, własne nogi... to nie ma znaczenia, byle do przodu!
Na szczęście trafiają się ludzie skorzy do pomocy - jak na przykład kierowca tira, który organizuje jej transport przez Europę, bezinteresownie proponuje miejsce do spania i troskliwie udziela rad, lub też życzliwi współpasażerowie tureckiego autobusu zmierzającego w stronę granicy z Iranem, którzy nie tylko pomagają jej zdobyć potrzebną wizę, lecz również pożyczają ubranie, bez którego kobieta nie mogłaby podróżować po tak ortodoksyjnym muzułmańskim kraju.
Nie sposób wymienić tych wszystkich otwartych i życzliwych tubylców, którzy - mniej lub bardziej bezinteresownie - ułatwiali Kindze wędrówkę goszcząc ją i udzielając informacji. Podpatrując ich życie i nieśmiało w nim uczestnicząc, podróżniczka miała szansę zobaczyć i doświadczyć więcej niż przeciętny turysta. Docenia otwierające się możliwości i zwykle stroni od brudnych i hałaśliwych miast wybierając ciche i spokojne wioski, których mieszkańcy wciąż jeszcze poddają się odwiecznemu rytmowi życia.
W swoim pamiętniku autorka daje upust zdumieniu i zachwytowi nad nadzwyczajną różnorodnością i mieszanką kultur, tradycji i obyczajów. Dostrzega także rażący, niespotykany na żadnym innym kontynencie kontrast pomiędzy skrajną nędzą (czego przykładem mogą być choćby dzieci ze slumsów Delhi lub odizolowana od świata wioska trędowatych)
a ostentacyjnym bogactwem (enklawy dla bogaczy w indyjskich miastach), oraz nie mniej zdumiewający między spokojną, uduchowioną atmosferą panującą w himalajskich wioskach i buddyjskich świątyniach a skażonym cywilizacją w najordynarniejszym wydaniu miastem.

 

Miejsca, które odwiedza Kinga są naprawdę niesamowite: Złota Świątynia Sikhów w Amritsarze, legendarne miejsce narodzin Kriszny i mekka jego wyznawców we Vrindabanie, Agra z bajecznym Taj Mahal, cudowne Różowe Miasto w Jaipurze, monumentalna Świątynia Słońca w Konarak... Jednak większe znaczenie od starożytnych budowli ma dla niej kontakt z żywą kulturą i codziennym życiem tubylców; dzięki temu uczestniczy w niezapomnianych wydarzeniach takich jak nepalski Festiwal Tihar, Festiwal Rydwanów (z okazji nepalskiego Nowego Roku), czy ceremonia ślubna dżinistów; obserwuje rytualne kąpiele w Gangesie w świętym mieście Benares oraz kremacje na tamtejszych ghatach, podziwia tancerzy odtwarzających historie z eposu Ramajany, a nawet pomaga przy zbiorach bawełny...

 

Ta przyprawiająca o zawrót głowy kulturowa mieszanka, hindusi, sikhowie, muzułmanie, buddyści, chrześcijanie, dżiniści - Azja to chyba jedyne miejsce na ziemi, gdzie te odmienne kultury wzajemnie się przenikają nie tracąc własnej tożsamości i odrębności.

 

Jedna jest rzecz, która autorkę drażni do tego stopnia, że nie próbuje jej nawet ukrywać, wspólna dla azjatyckich kultur. To specyficzna mentalność i stosunek do kobiet. To głęboka pogarda przejawiająca się we wszystkich aspektach życia i niezachwiane przekonanie o męskiej supremacji. Autorka wielokrotnie miała z nią do czynienia i nic nie wskazuje na to, by miały nastąpić jakiekolwiek zmiany na lepsze.
Ta smutna refleksja często przewija się w zapiskach Kingi. W zapiskach nie tylko dokumentujących zastaną rzeczywistość, ale również komentujących ją trafnymi, błyskotliwymi i wnikliwymi spostrzeżeniami i uwagami.
Gorąco polecam tę książkę nie tylko ze względu na staranne wydanie zachwycające barwną, wręcz dopieszczoną szatą graficzną, ale przede wszystkim z uwagi na możliwość poznania baśniowej egzotyki Azji oraz tej duchowej i mentalnej zamieszkujących ją ludów. Przybliżą ją trafne komentarze i głębokie refleksje autorki. Warto udać się w tę intrygującą, obfitującą w niezapomniane wrażenia włóczęgę, która z pewnością urozmaici nam niejeden pochmurny dzień i otworzy nas na nowe, ekscytujące doznania.

Isabelle

"Pierwsza wyprawa Nepal" to relacja z podróży, jaką Kinga odbyła w 1995 roku. Książka została wydana w roku 2011, czyli już po śmierci autorki, za sprawą oddanych do redakcji, przez matkę dzienników i zdjęć. Zapiski, w niezmienionej formie, stały się treścią tej pozycji.

 

Kinga Choszcz z zawodu była nauczycielka angielskiego, ale z zamiłowania podróżniczką. Pierwszą podróż do Nepalu, odbyła w wieku 23 lat. Później od 1998 roku wraz z "Chopinem" w ciągu 5 lat objechała autostopem świat dookoła. Za swoje podróże otrzymała jedną z najbardziej prestiżowych nagród podróżniczych - Kolosa. w 2006 roku wyruszyła do Afryki, niestety nie dane jej było wrócić... Zapadła na ciężka odmianę malarii mózgowej i zmarła. Książki "Pierwsza wyprawa Nepal" i "Moja Afryka" zostały wydane już po jej śmierci. W czasie każdej podróży prowadziła dzienniki i robiła dużo ciekawych zdjęć.

 

Założeniem podróży do Nepalu, było wydać jak najmniej pieniędzy i odwiedzać i zobaczyć miejsca których nie widuje się w czasie wycieczek z biurem podróży. Do Iranu, przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i Turcję, Choszcz dotarła autostopem. Przewozili ją głównie kierowcy tirów i inni, z nimi zaprzyjaźnieni. Trzeba przyznać, że dziewczyna miała dużo szczęścia, zaledwie raz przytrafiła jej się dwuznaczna sytuacja, w pozostałych przypadkach trafiała na dobrych ludzi. W Iranie, gdzie kobieta nie ma żadnych praw i nie może podróżować samotnie, bez mężczyzny, a tym bardziej autostopem, z pomocą pewnej rodziny cudem zdobyła bilet na samolot do Pakistanu. Z Pakistanu, przez Indie, które ją zauroczyły do tego stopnia, że postanowiła do nich wrócić, już tylko krok dzielił ją od Nepalu. Do Katmandu przybyła po prawie trzech tygodniach podróży. A w Nepalu spędziła kilka owocnych miesięcy.

 

Zapiski powstawały w różnych miejscach i warunkach. Widać, że autorka wkładała w nie serce, dzięki czemu jako czytelnik byłam zafascynowana. Pochłaniałam każdą stronę, zachwycając się dźwiękami, kolorami, ludźmi. Czułam taką samą złość jak Kinga, kiedy próbowała załatwić wizę do Chin, i czułam też wielką radość z oglądania np. indyjskiego Złotego Pałacu. Udzielały mi się emocje autorki. Choszcz nie pojechała po to, żeby zwiedzać zabytki i udawać wielką turystkę, pojechała, aby doświadczać i przeżywać. W czasie podróży spała u zwykłych rodzin, często bardzo biednych i tutaj pojawia się ciekawa refleksja. Częściej mogła liczyć na pomoc ludzi naprawdę pozbawionych środków do życia, niż tych cieszących się dobrą sytuacją materialną. Chociaż trzeba napisać, że szczęście do ludzi miała wielkie.
Na niemal każdej stronie spotykamy się z zupełni odmienną od naszej kulturą, w której dziewczyna bez trudu się odnajduje. Szybko nawiązuje kontakty, a kiedy trzeba pomaga ludziom spotykanym na swej drodze. Nie czuje strachu przed nieznanym, po prostu cieszy się tym, co przynosi dzień.

 

Zazdroszczę Kindze tej podróży, tych wrażeń i miejsc których doświadczyła i aż łza mi się w oku kręci, kiedy pomyślę, że nie ma jej już z nami. Czytając dziennik, zapałałam do niej wielką sympatią, którą pewnie pogłębię sięgając po kolejne książki.

 

Naprawdę polecam!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!