Okładka wydania

Przeklęty Zakon

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Przeklęty Zakon | Autor: Craig Smith

Wybierz opinię:

Scathach

Co jest jedną z najbardziej charakterystycznych i popularnych tendencji objawiających się na rynku literackim? Oczywiście jest to pojawianie się całej masy współczesnych powieści apokryficznych lub pseudo apokryficznych.

 

Pojęcie apokryfu jest wieloznaczne i trudno o jedną spójną definicję, gdyż czym innym będzie on dla teologa, a czym innym dla literaturoznawcy. Samo słowo „apokryf" ma swoje korzenie w języku greckim i oznacza to, co ukryte, tajemne, nie stworzone z Bożego natchnienia.

 

Kościół katolicki apokryfami nazywa dzieła powstające obok Ewangelii, często opowiadania o życiu Jezusa oraz dwunastu Apostołów. Pochodzą one z początków naszej ery.
Dziś słowo apokryf jest używane w szerszym kontekście i niejednokrotnie ma zabarwienie negatywne. Oznacza bowiem wszelkie utwory pisane na podstawie fabularnych wątków biblijnych. Apokryfy powstawały i nadal rozwijają się bez jakichkolwiek ograniczeń.
Ich autorami kiedyś byli ludzie prości, próbujący wytłumaczyć sobie swoją wiarę, znaleźć odpowiedzi na dręczące problemy i wątpliwości. Często teksty te jako akt obrony przed atakami na wiarę. Dziś mamy do czynienia z sytuacją odwrotną – ma się wrażenie, że autorzy apokryfów usilnie chcą podważyć wiarę katolicką, wykorzystując utarte schematy, wprowadzając kontrowersyjne wątki. Wszystko to, w większości pisane jest jedynie dla pieniędzy i rozgłosu. W sieci nowo powstających tekstów o tematyce apokryficznej istnieją jednak jeszcze ciągle autorzy stawiający sobie za punkt wyjścia nakreślenie bogatych portretów psychologicznych przy wykorzystaniu historii znanych z historii postaci.[1]
Tekst Craiga Smitha to połączenie współczesnego apokryfu z sensacją wzorowaną na prozie Dana Browna.

 

Narracja prowadzona jest z dwu perspektyw. Jesteśmy uczestnikami zarówno wydarzeń współczesnych osadzonych w roku 2006, jak i świadkami początków naszej ery.
Według legend około roku 30 na polecenie Poncjusza Piłata wykonano portret Chrystusa, który, jeśli wierzyć podaniom przetrwał po dziś dzień. Wizerunek ten miał przynosić nieśmiertelność każdemu z jego właścicieli. Niestety, był on skrzętnie ukrywany przez Zakon Templariuszy. Dzisiaj nadal każdy chce stać się posiadaczem legendarnego dzieła uchodzącego w niektórych kręgach za Całun Turyński czy Chustę z Manopello. Jakie korzyści dla elity politycznej może mieć taka własność?

 

Craig Smith pozwala nam śledzić zarówno moment skazywania Chrystusa oraz malowania obrazu, jak i współczesne próby jego odnalezienia i zawłaszczenia.
Najważniejsze jest jednak kreślenie bogatych portretów psychologicznych. Poznamy Piłata nieustępliwego okrutnika, furiata, który chce uchodzić za łaskawego i miłosiernego, a tak naprawdę jest bezwzględnym mordercą. Antagonistycznymi postaciami będą Żydzi, którzy ukazani są jako żarliwi wyznawcy wiary, charakteryzujący się niezwykłą cierpliwością i determinacją.

 

Mimo tego, że wydarzenia współczesne są nasycone wartką akcją, ścielącym się gęsto trupem i wiecznymi pościgami, to tak naprawdę o wiele ciekawsza jest część poświęcona zdarzeniom z początków naszej ery.
Craig Smith nie zawarł w swoim tekście nic odkrywczego. Wykorzystał dobrze sprzedające się motywy [patrz: święty Graal, okultyzm, stylizacja na Dana Browna], nie dodał nic nowatorskiego, powielił znane schematy, po to by w ostatecznym rozrachunku otrzymać poprawną powieść ni to sensacyjną, ni obyczajową.

 

Wielkim atutem tekstu są właśnie bogate portrety psychologiczne, jednak nie jestem pewna czy to właśnie ich nakreślenie było głównym celem przyświecającym autorowi, czy jedynie skutkiem ubocznym prowadzonej narracji.

 

Ważnym elementem książki jest nota historyczna zawarta na końcu – dzięki niej czytelnik może przekonać się jak zręcznie autor połączył fakty z fikcją i jak wiele pracy włożył w dokładne, szczegółowe opisanie dwóch odległych rzeczywistości.

 

Zaskakującym elementem jest tytuł – owszem zakon templariuszy przewija się na kartach tej powieści kilkakrotnie, jednak nie jest w żaden sposób odpowiedzialny za rozwój akcji. Nie jest głównym motywem ani elementem, którego nie można by pominąć. Kiepski przekład z oryginału, co nie jest w Polsce zjawiskiem wcale rzadkim.

 

Powieść polecam, takim jak ja, miłośnikom i amatorskim badaczom tekstów apokryficznych, ale także fanom zagadek, tajemnic, roboczo zwanej „prozy brownowskiej", a także osobom poszukującym w książkach bogatych portretów psychologicznych.

 

[1] Przy pisaniu wstępu korzystałam ze swojej pracy naukowej APOKRYF W LITERATURZE DAWNEJ I WSPÓŁCZESNEJ. Postać Poncjusza Piłata w apokryfach staropolskich i współczesnych powieściach apokryficznych. Niektóre ze zdań są cytatami z tejże.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto
  • Zobacz Mini Tutorial