Departament Q Kobieta W Klatce

Autor: Jussi Adler Olsen

Okładka wydania

Departament Q Kobieta W Klatce


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Miqa

„Dla nich jest kobietą w klatce, ale to ona decyduje o odległości między prętami."

 

Carl Morck policjant z kopenhaskiego wydziału zabójstw, który niedawno szczęśliwym trafem uniknął śmierci jest jedną z głównych postaci w książce. Podczas pracy na miejscu zbrodni zostali postrzeleni jego dwaj koledzy – Anker Hojer, który zmarł i Hardy Henningsen, który leży sparaliżowany w szpitalu. Carl nie potrafi sobie poradzić z poczuciem winy, przecież słyszał, że ktoś wchodzi do domu, a nie zareagował.

 

„Atak nadszedł z tyłu i tak ją zaskoczył, że nie zdążyła nawet krzyknąć."

 

Merete Lynggaard przewodnicząca demokratów, piękna i tajemnicza kobieta sukcesu znika z pokładu promu na trasie Szlezwik-Holsztyn. Jakiekolwiek śledztwo prowadzone w tej sprawie nie daje jasnych rezultatów. Pojawiają sie różne teorie, a że ciała kobiety nigdy nie odnaleziono to ciężko jest określić, która z nich jest prawdziwa. Ale Merete została porwana. Umieszczona w ciemnym pomieszczeniu będzie poddana pewnej torturze, która ma doprowadzić ją do śmierci. Ale kto I dlaczego porwał kobietę?

 

„Dlaczego trzymamy cię w klatce, jak zwierzę? Dlaczego musisz przez to przechodzić? Czy doszłaś już do rozwiązania, Merete, czy mamy cię znów ukarać? Jak będzie? Prezent urodzinowy czy kara?"

 

W dzieciństwie Merete i jej brat Uffe jechali autem z tatą. Zdarzył sie wtedy straszny wypadek i ich auto zderzyło się z autem jadącym znad przeciwka. Zginęli ludzie, a brat Merete w wyniku wypadku został upośledzony. Sama Merete wyszła z tego wypadku bez szwanku. Jaki wpływ na przyszłość Merete miał ten tragiczny w skutkach wypadek?

 

Czym jest Wydział Q? Jest to nowy wydział policji kryminalnej, wymyślony przez Piv Vestergard na cześć Partii Danii. Na jego czele staje Carl Morck, którego zadaniem będzie rozwiązywanie spraw szczególnej wagi. Carl dostaje pomocnika do swojego wydziału, a raczej człowieka, który z czasem staje się jego asystentem – Hafez el-Assada z Syrii. Jest to postać wprowadzająca do książki dużo humoru. Carl bierze pod lupę sprawę z 2002 roku, która do tej pory nie została wyjaśniona. Razem będą starali sie rozwiązać zagadkę zaginięcia Merete Lynggaard. Co się stało z Merete? Czy jest możliwość, by jeszcze żyła?

„Odcięła sie od innych I zamknęła w sobie jak w klatce."

 

W książce pojawiają się dwa podłoża zamknięcia w klatce kobiety. Pierwsze jest to zamknięcie się przez nią samą na świat, na obcych ludzi, powodowane strachem. Drugie zamknięcie jest znacznie prostsze w zrozumieniu – dotyczy po prostu jej uwięzienia. Tam gdzie się znajduje, czuje się jakby była zamknięta w klatce.

 

Akcja rozwija się z każdą stroną, a chociaż w pewnym momencie domyśliłam się kto za tym wszystkim stoi, to wiele elementów układanki musiało jeszcze zostać dopasowanych na swoje miejsce. W książce rozgrywa sie wiele okrutnych zbrodni, co zaspokoi „kryminalne" potrzeby czytelnika. Autorka świetnie pokazuje psychologiczne aspekty motywacji porywacza.

 

Każdy rozdział stanowi nową lub dalszą część już rozpoczętej historii, która dzięki zabiegowi retrospekcji raz dotyczy wydarzeń z przeszłości, a raz z teraźniejszości. Pojawi się też dużo drastycznych scen idealnych dla podtrzymania klimatu thrillera, które z pewnością spodobają się miłośnikom tego rodzaju książek. „Kobieta w klatce" to świetna lektura trzymająca w napięciu do ostatniej strony.

Marpil

JUSSI NIE JEST KOBIETĄ!

 

Gdy widziałam tę książkę w zapowiedziach wydawnictwa pomyślałam, że to będzie jakaś autobiografia uwięzionej kobiety, że to może kolejna historia rodem z Afganistanu, że klatka to symbol na przykład czarczafu.

 

Tymczasem „Kobieta w klatce" to pierwszy tytuł nowej serii skandynawskich kryminałów. Autor, który jest przystojnym starszym mężczyzną, pisze powieści od 1997 roku. Znane, lubiane, doceniane, ale lokalnie. On chciał, żeby jego książki czytali w nowojorskim metrze, w pociągach kolei transsyberyjskiej i nawet w gdańskiej SKMce. Dlatego powołał do życia Departament Q.

 

To wydział policji, który wymyśliła pewna rzutka członkini Partii Danii. Znalazła na wydział pieniądze i określiła jego cel – ponowne badanie spraw kryminalnych, których wiele lat temu nie rozwiązano, a które mają szczególne znaczenie dla dobra publicznego. Szefem wydziału został Carl Morck – genialny policjant z doświadczeniem, ale też traumą. Niedawno wrócił do pracy po zwolnieniu lekarskim – podczas służby on i jego dwaj koledzy zostali zaatakowani przez nieznanych sprawców – jeden nie przeżył, a drugi leży w szpitalu sparaliżowany. Carl boryka się ze swoi poczuciem winy, którego nie chce nikomu pokazać. A dodatkowo z korupcją w policji, z brakiem należytego zaangażowania w sprawy i ze stosem akt, które, tak na początek, spoczęły na biurku Departamentu Q. Jest ich mnóstwo i tylko przypadek sprawia, że Carl sięga po akta sprawy sprzed pięciu lata, kiedy zaginęła Merete Lynggaard – piękna młoda parlamentarzystka. Wypadła za burtę promu, podczas majowej wycieczki. Sprawę uznano za wypadek i zamknięto, mimo, że nigdy nie odnaleziono ciała.

 

Carl chce odłożyć akta niemal od razu, pewien, że po tylu latach nie dowie się niczego nowego. Ale policjantowi pomaga tajemniczy Assad, mężczyzna zatrudniony do sprzątania i parzenia kawy. Ma oczy otwarte szerzej i widzi więcej, niż zwykły sprzątacz. Nie pozwala aktom upaść z biurka i pokryć się kurzem.

 

Zamknęłam książkę i pomyślałam, że to nierealne, że to bajka i coś, co ma zaszokować i przestraszyć. Ale po chwili z telewizyjnymi wiadomościami dotarło do mnie, że ta książka wyszła z okładki, że to, co w niej pokazane dzieje się naprawdę, że jest obok mnie. Że w istocie ten kryminał to kronika dzisiejszego świata, że jutro w dzienniku mogę o tym usłyszeć.

 

Jednocześnie ze śledztwem, posuwającym się wolno, leniwie, widzimy też Merete, kobietę w klatce, najpierw otwieramy razem z nią zdumione oczy, a potem, razem z nią poznajemy wnętrze klatki i wybiegamy myślami poza nią, do świata, który kiedyś był jej udziałem, i do którego najprawdopodobniej już nie wróci. To studium człowieka zamkniętego, studium więzienia za "brak winy", zaglądanie w myśli i w ciało człowieka, który nie ma już tak naprawdę nic swojego. Okrutne, ale nie jest to przemoc nastawiona na szokowanie, to nie bezmyślne przelewanie czyjejś krwi. Ma wstrząsnąć, ale nie odpychać, ma dać do myślenia, ma nam pokazać nas samych.

 

To kryminał nietypowy, bo odkrywa bardzo wiele na początku – mamy szansę iść jednocześnie dwoma drogami – drogą policji i drogą ofiary. Typowe jest tylko to, że do końca nie znamy sprawcy.

 

No i typowe jest też to, że to kryminał, który trzyma w napięciu i w grozie. Jest jak schody, po których się wchodzi, wchodzi, wchodzi, nie widać końca, niebezpiecznie trzeszczą, buja się balustrada – miałam wrażenie, że autor nie wybrnie z tych wszystkich zawiłości i ogromu nazwisk, że schody runą. Ale wytrzymały, doszłam na szczyt, zupełnie nagle i zjechałam po poręczy słów jak szalona i miałam tylko nadzieję, że tam na dole wyjdę z tego bez szwanku. Wyszłam trochę poobijana. I chcę więcej.

Scathach

Przy lekturze tej książki zaskoczeniom nie było końca. Pierwszym było autorstwo. Dałabym wiele w zakładzie o to, że autorką jest kobieta. Przegrałabym z kretesem.

 

Jussi Adler-Olsen to postać niezwykle barwna. W wieku pięciu lat otrzymał królewskie pozwolenie na posługiwanie się swoim oryginalnym imieniem. Zanim zaczął pisać trudnił się wieloma zajęciami: był redaktorem encyklopedii, harcerzem, kompozytorem, operatorem i scenarzystą filmowym, a także rockowym gitarzystą. Studiował politologię, socjologię, medycynę. Wiele doświadczeń wyniósł ze szpitali psychiatrycznych, w których przebywał za sprawą zawodu ojca. Jego debiut przyda na rok 1997, kiedy to na europejskie listy bestsellerów trafił Alfabethuse, jednak jego nazwisko rozsławiło się dopiero za sprawą serii powieści o Departamencie Q, do której należy Kobieta w klatce.

 

Ów Departament Q to oddział zajmujący się trudnymi sprawami z przeszłości, które nie doczekały się do tej pory rozwiązania. Oglądaliście kiedyś Dowody zbrodni? Mniej więcej ten sam sposób działania.

 

Carl, do tej pory pracował w wydziale zabójstw, lecz po wypadku, w którym jeden z jego kolegów stracił życie, drugi walczy o nie w szpitalu, a on sam wyszedł z niego jedyne z urazem psychicznym, został przeniesiony do nowo stworzonego Departamentu. Wraz ze swoimi pomocnikiem o nieznanej przeszłości – Assadem – poszukują sprawców zbrodni, którzy przez wiele lat pozostawali bezkarni. Winę za ich przebywanie na wolności ponoszą opieszałe organy ścigania, a po części także i niedoskonałość metod dochodzeniowych, które ulegają ciągłej ewolucji.

 

Pierwszą sprawą jaką zajmie się detektyw jest sprawa zaginionej przed pięcioma laty parlamentarzystki.

 

Narracja prowadzona jest dwutorowo. Z jednej strony możemy obserwować postępy w śledztwie i sposoby dochodzenia prawdy o zaginięciu młodej kobiety przez Carla i jego pomocnika, a z drugiej czeka na nas coś zupełnie innego – będziemy świadkami tego co działo się z zaginioną Merete od dnia porwania do momentu rozwiązania sprawy. Autor zafundował nam coś niezwykłego – wiemy znacznie więcej niż śledczy, na bieżąco obserwujemy co dzieje się z zaginioną, a co w tym samym czasie robią organy ścigania.

 

Widzimy jak każda minuta prowadzi do nieopisanego cierpienia bohaterki uwięzionej przez bezwzględnych porywczy szukających zemsty za wydarzenia z przeszłości. Jedyną szansą na jej ratunek jest przypomnienie sobie kto i dlaczego mógł chcieć ją ukarać. Niestety, nie przychodzi to łatwo...

 

Książka zawiera wiele opisów powodujących pojawianie się ciarek. Męki jakim poddawana była bohaterka są przedstawiane tak realistycznie i szczegółowo, że czasami miałam wrażenie, jakbym to ja była uwięziona i to ja przeżywała to co Merete. Czytelnik bez problemu może wyobrazić sobie co czuła, myślała bohaterka. Do samego końca zadziwiała mnie jej determinacja i siła. Nie poddała się, mimo, że wielokrotnie miała ku temu okazję. Postanowiła walczyć dla czekającego na nią upośledzonego brata.

 

Autor wykreował niezwykle barwne i indywidualne postaci: oprócz zdeterminowanej Merete na uwagę zasługuje Assai – bystry, piekielnie inteligentny i dokładny pomocnik Carla.

 

Jedyną wadą powieści jest jej przewidywalność. Książka ma 410 stron, a ja już na 175 wiedziałam kto jest sprawcą. Mimo wszystko, to drobne niedociągnięcie nie wpływa na odbiór tekstu. Jest on tak skonstruowany, że znajomość porywacza zamiast utrudniać, wiele ułatwia.

 

Seria o Departamencie Q zapowiada się niezwykle interesująco. Moi Drodzy, zwolnijcie miejsce na półkach. Jussi Adler-Olsen musi się na nich znaleźć!:)

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!