Okładka wydania

Kiedy Byłem Dziełem Sztuki

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Eric Emmanuel Schmitt
  • Tytuł Oryginału: Lorsque j'étais une œuvre d'art
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Francuski
  • Przekład: Maria Braunstein
  • Liczba Stron: 264
  • Rok Wydania: 2007
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 130 x 200 mm
  • ISBN: 9788324007622
  • Wydawca: Znak
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    5,5/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 6 votes
Akcja: 100% - 4 votes
Wątki: 100% - 6 votes
Postacie: 100% - 7 votes
Styl: 100% - 4 votes
Klimat: 100% - 5 votes
Okładka: 100% - 7 votes
Polecam: 100% - 6 votes

Polecam:


Podziel się!

Kiedy Byłem Dziełem Sztuki | Autor: Eric Emmanuel Schmitt

Wybierz opinię:

Jjon

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, nie wiedziałam, co myśleć. Najpierw wydawało mi się, że scenariusz, w którym człowiek pozbawia drugiego woli i człowieczeństwa, robiąc z niego dzieło sztuki, może przyjść do głowy tylko dewiantowi. Ale jak do tej pory Éric-Emmanuel Schmitt zachwycał mnie słusznością spostrzeżeń i nie zakrawał na dewianta. Postanowiłam wytrwać, licząc na miłe zaskoczenie w dalszej części książki. I owszem zaskoczenie było – ale czy miłe? Na pewno nie żałuję, że tę książkę przeczytałam w całości, bo rzucenie jej w połowie pozostawiłoby niesmak wobec autora, którego lubię. Dopiero po przeczytaniu całej książki, z głową zawaloną pytaniami, poczułam, że Schmitt wykonał dobrą robotę :-) Bardzo dobrą.

 

Bohatera poznajemy, kiedy stoi nad przepaścią. Podjął już decyzję i już, już ma zamiar skoczyć w przepaść. Od desperackiego kroku powstrzymuje go Zeus Peter Lama – bogaty artysta. Panowie zawierają więc układ. Zeus, który, jak dla mnie, spokojnie mógłby mieć na imię Mefistofeles, proponuje młodemu Firellemu, że w dwadzieścia cztery godziny sprawi, że zachce mu się żyć... Czy rzeczywiście? Czy człowiek ubezwłasnowolniony, obdarty z ludzkiej godności może poczuć smak życia? Z drugiej strony – czy jeden człowiek jest w stanie tak totalnie obedrzeć drugiego z godności, a samemu nadal uważać się za człowieka? Gdzie kończy się sztuka a zaczyna się kicz, brak dobrego smaku i manipulowanie odbiorcą?

 

Nie wiem, czy gdybym przeczytała tę książkę Schmitta jako pierwszą, sięgnęłabym po następne... Książka jest mocna. To prawda, że niesie ważne przesłanie, ale czytając ją, krążyły mi po głowie myśli, że Schmitt jednak posunął się za daleko. Przecież chcąc pokazać przekraczanie granic dobrego smaku, sam musiał je przekroczyć. Jednak chyba dobrze, że tak się stało, bo książka na pewno mogłaby wiele nauczyć niedoceniających swojego życia młodych buntowników, którzy nie potrafią być wdzięczni za to, co mają, dla młodych ludzi szukających tanich rozwiązań swoich problemów, dla tych, którzy niszczą swoje życie. Tylko czy oni zechcą ją przeczytać?

Cinnamon

Większość z Was Érica-Emmanuela Schmitta zna pewnie poprzez powieść „Oscar i pani Róża", którą to sama przeczytałam będąc w drugiej klasie gimnazjum. Chwilę po niej sięgnęłam po „Dziecko Noego". Podobały mi się obie powieści, ale aż do niedawna nie myślałam o ponownym spotkaniu z autorem – jakoś nie było po temu okazji. W końcu trafiłam na książkę „Kiedy byłem dziełem sztuki" - i wszystko się zmieniło...

 

„Wszystkie moje samobójstwa były nieudane.
Właściwie wszystko było nieudane: i życie, i samobójstwa."

 

Tak zaczyna się powieść. Dosyć żałosne, prawda? Ale wyobraźmy sobie człowieka tak bardzo normalnego, że praktycznie niewidzialnego, tak mało błyskotliwszego, że aż nudnego, wydawać by się mogło, że życiowego nieudacznika, który w cieniu swoich pięknych i sławnych bracibliźniaków nie potrafi odnaleźć samego siebie. Człowiek ten ma dwadzieścia lat – całe życie stoi przed nim otworem – i jest mężczyzną. Mężczyzną, który już trzy razy próbował położyć kres swojemu życiu doczesnemu.
Oto nadeszła ostateczna próba. Mężczyzna wybiera się nad skalisty brzeg Palomba Sol, gdzie dokonało się najwięcej udanych samobójstw. Już nasuwa się wizja opłakującej go rodziny, nadchodzi ukojenie, ale... Okazuje się, że nie jest sam. Za nim na golfowym stołeczku siedzi ekscentryczny człowiek, który oferuje mu nowe życie. W zamian za co? Żąda od niego wyrzeczenia się własnego człowieczeństwa.

 

„Oddaję się całkowicie w ręce Zeusa Petera Lamy, który zrobi ze mną, co zechce. Jego wola zastąpi moją w sprawach mnie dotyczących. Ze wszystkich sił i wolnej nieprzymuszonej woli, które jeszcze posiadam, postanawiam dobrowolnie stać się jego całkowitą własnością. JA".

 

Nasz bohater jeszcze nie wie, że jego krok jest gorszą decyzją, niż popełnienie samobójstwa...

 

Zeus Peter Lama, nazywany przez mężczyznę Dobroczyńcą, przeprowadza na swojej nowej „własności" eksperymentalną operację, poprzez którą bohater staje się żywą rzeźbą, najnowszym dziełem sztuki ekstrawaganckiego artysty. Zostaje nazwany Adamem bis. i w nowej, szokującej roli (autor daje tutaj szerokie pole do popisu naszej wyobraźni nie opisując dokładnego wyglądu bohatera, a podając epitety w stylu „Czy to człowiek, czy nie człowiek?") odnajduje się nadzwyczaj dobrze: wzbudza wielkie zainteresowanie wśród ludzi, szybko staje się najsławniejszym „dziełem sztuki" na świecie. Nareszcie nie jest niewidzialny, przewyższa nawet swoich sławnych braci! Ego Adama zostało zaspokojone, a troskliwa opieka Zeusa Petera Lamy pozwala mu zapomnieć o poprzednim życiu. Do czasu, kiedy na plaży spotyka niewidomego malarza Carlosa Hannibala i jego córkę Fionę. Odkrywa, że wraz z nowym życiem stracił to, co miał najcenniejszego: wolność...

 

Na tylnej okładce książki widnieją pytania: „Czy za cenę sławy warto tracić wolność? Co decyduje o naszej wyjątkowości? Gdzie szukać sensu życia?" One najlepiej obrazują właściwy sens wyrazu tej powieści. Éric-Emmanuel Schmitt, jako filozof z wykształcenia, po prostu nie mógł napisać takiej sobie, płytkiej powieści. W swoich dziełach zawiera prawdziwy sens życia oraz skłania czytelnika do refleksji. Schmitt przedstawia nam historię z przymrużeniem oka, raczej nierealną w naszym świecie, ale jak najbardziej prawdziwą w nas samych.

 

I nie zgodzę się w porównaniem Schmitta do Paula Coelho! Obaj mają swój własny styl – Coelho patetyczny i ckliwy; Schmitt – jak najbardziej bliski ludzkiemu sercu, bez zbędnych upiększeń i usilnych filozofii. Panowie (a raczej ich twórczość) są różni jak dzień i noc, dlatego warto samemu przekonać się o zaletach i wadach ich twórczości.

 

Książka „Kiedy byłem dziełem sztuki" bardzo na mnie wpłynęła, poruszyła pewną nić w mojej duszy i uświadomiła mi, czym jest wolność i miłość. Powieści daję najwyższą ocenę.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto