Okładka wydania

Kiki Van Beethoven

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Eric Emmanuel Schmitt
  • Tytuł Oryginału: Quand Je Pense Que Beethoven Est Mort Alors Que Tant De Cretins Vivent Suivi De Kiki Van Beethoven
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Francuski
  • Przekład: Agata Sylwestrzak Wszelaki
  • Liczba Stron: 152
  • Rok Wydania: 2011
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 9788324016426
  • Wydawca: Znak
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Kraków
  • Ocena:

    2/6

    5,5/6

    5/6

    6/6

    5/6

    5/6

     


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Kiki Van Beethoven | Autor: Eric Emmanuel Schmitt

Wybierz opinię:

Magdalena Zajkowska

Czytelnicy dzielą się podobno na tych, którzy ubóstwiają albo nienawidzą Erica Emmanuela Schmitta. Ci pierwsi wychwalają go za głębokie myśli, możliwość zajrzenia w głąb siebie, drudzy zaś wzdrygają się na samą myśl o stylu pisarskim autora. Jednak na pewno jedno jest pewne: Schmitt w każdej swojej książce odkrywa coś nowego, zabiera czytelnika w interesującą podróż w głąb ludzkości. "Kika van Beethoven" to najnowsza książka tego autora. Dołączona jest do niej płyta z utworami Beethowena, które wybrał dla czytelników sam Schmitt. Zaleca on czytanie książki wraz z nagraniem, a potem samej płyty, by stworzyć swoją własną historię.

 

Książka składa się z dwóch części: pierwsza to opowieść o mieszkance domu spokojnej starości, Kiki, która słuchając Beethovena powraca do swoich młodzieńczych lat. Na początku nie może znieść dźwięków Beethovena, drażnią ją i wprowadzają w zły nastrój. Dopiero po pewnym czasie dzięki muzyce rozprawia się niejako z przeszłością, niekiedy bolesną i tym samym nabiera chęci do dalszego, już w zupełnie innym rytmie, życia. Druga część to już osobiste zwierzenia samego autora. Opisuje on całe swoje życie, począwszy od młodzieńczej fascynacji Beethovenem, późniejszym odejściem od słuchania tejże muzyki aż w końcu niespodziewany powrót i "pogodzenie się" z Beethovenem.

 

Obie części to ciekawe studium ludzkiej psychiki, oddziaływania muzyki na duszę, a przede wszystkim na doczesne życie człowieka. Szkoda tylko, że pierwsza część, czyli opowiadanie o Kiki zostało tak skrócone i jest jak dla mnie niedokończone. Brakuje mi równowagi między tymi opowiadaniami, tak jak po przeczytaniu pierwszego czuję niedosyt, tak jak po osobistych przemyśleniach autora czuję się zwyczajnie zmęczona. Ta książka specjalnie nie przypadła mi do gustu. Lubię głębsze przemyślenia, jednak tutaj mamy czasem do czynienia z pseudofilozoficznym bełkotem, który kompletnie do mnie nie trafia. Zawiodłam się na autorze, bo zawsze ceniłam jego twórczość jednak teraz zaczyna przybierać jak dla mnie postać Paula Coelho, który także zamienił się w pseudofilozofa dla mas. A może zawsze nim był tylko ja dorosłam? Pan Schmitt ma u mnie czerwone światełko po tej książce.

Scathach

Niezwykle trudno pisać mi o twórcach, których niewiarygodnie cenię, którzy każdą swoją książką mnie poruszają i zachwycają. Każdorazowo boję się, że moja przelana na papier opinia nie będzie dość dobra, coś im odbierze zamiast dać.

 

Największe męki przeżywam jednak próbując ubrać w słowa to, co w duszy gra po lekturze kolejnych książek Erica Emmanuela Schmitta. Z jednej strony chciałabym powiedzieć wiele – z drugiej wiem, że nie jestem w stanie, że słowa grzęzną w gardle, oraz że tak naprawdę po pierwszym przeczytaniu wyciągnęłam z książki tylko maleńką część przesłań, które warto byłoby rozważyć. Gdy zamknęłam Kiki van Beethoven, czułam się jakbym dostała obuchem w tył głowy. Na 146 stronach odnalazłam tak wiele myśli, poruszonych zostało tak wiele problemów, że ciągle nie jestem w stanie dojść do siebie. Lektura tej książki mogłaby przeciągnąć się w nieskończoność, bo właściwie każde zdanie należałoby poddać osobnej refleksji. Jak on to robi?!
Kiki van Beethoven wpisuje się w ciąg tekstów poruszających tematykę przeżyć związanych z osobistym doświadczeniem muzyki znanych kompozytorów, funkcjonujący pod wdzięczną nazwą Dźwięki, które myślą.

 

Książkę podzielić można na dwie zasadnicze części, z których pierwsza stanowi opowieść snutą przez kobietę, która w młodości zachwycała się Beethovenem, lecz po drodze ku dojrzałości, gdzieś zagubiła łączącą ją z nim więź. Historia ta jest próbą powrotu do korzeni i ponownego odkrycia świata wartości kształtujących nasze dorosłe życie.

 

Kiki, jako dorosła już kobieta, rozpoczyna kurację Beethovenem, która ma na powrót wykształcić w niej wrażliwość oraz przywrócić jej ducha muzyki, na przekór czasom. Wydarzenia z życia bohaterki ukazują jak bardzo człowiek zmienia się wewnątrz, jak się starzeje, jak traci czułość. Jest to historia o poszukiwaniu sensu życia oraz refleksja nad tym, co zostanie po człowieku – bohaterka próbuje wyobrazić sobie jaki napis mógłby stanowić jej epitafium, jakie słowa stanowiłyby sedno jej życia. Bo przecież właśnie żyjąc, ryjemy sobie napis na własnym nagrobku. Po gorzkiej refleksji przychodzi czas na zmianę postępowania. Wstępnie Kiki oraz jej znajome okazują niesłychaną wręcz nienawiść do młodości pod każdą postacią. Jej bezpowrotne odejście zmieniło je w zbutwiałe, uschnięte kwiaty. Teraz, próbują przywrócić im życie. Kiki udaje się to między innymi dzięki młodemu człowiekowi, którego przypadkiem poznaje na ławce w parku, a który kompletnie nie ma pojęcia kim jest ów Beethoven. Ze słów bohaterki i jej zachowania wnioskuje, że to jej zmarły mąż, po którego odejściu właśnie cierpi.

 

Książka ta dotyka materii przeróżnej: nie jest to jedynie opowieść o muzyce jako takiej, lecz przede wszystkim o jej wpływie na człowieka. Znajdziemy tu problematykę skończoności, przemijalności, małości, braku zdolności pogodzenia się z własną nietrwałością oraz śmierci, jako jedynej pewnej rzeczy.

 

Autor porusza także jeden wielce interesujący wątek – przypomina, że naziści byli zasłuchani w Beethovenie, przy czym po każdorazowym wsłuchaniu się w jego utwory, bez żadnych oporów szli zabijać kolejne niewinne istoty. W świetle tego rodzi się pytanie, jak ze świadomością tego faktu, wciąż można słuchać jego muzyki.

 

Schmitt snuje historię o tym, jak muzyka uczy wyobraźni, daje szczęście, zmienia człowieka i kształtuje świat jego wewnętrznych wartości. Ukazuje także jak łatwo można zmienić ludzkość, zaczynając od zmieniania pojedynczych istnień, bądź co bądź składających się na całość społeczeństwa.

 

Tutaj wreszcie dochodzimy do części drugiej, odautorskiej, w której Schmitt przedstawia swoją osobistą relację z Beethovenem. Sednem jego opowieści jest problem przyzwyczajania, jako największego zbrodniarza na wrażliwości. Jest to także swoisty sąd na przeszłości, stawiający pod murem każdego człowieka i zadający mu pytanie: co zrobiłeś ze swoją młodością? Jak przeżywasz własne życie? Jak wygląda świat Twoich wartości?

 

Autor jaki się jako detektyw stawiający sobie za punkt honoru śledztwo, mające rozwiązać jedną zasadniczą kwestię: umarł Beethoven czy my? Kto tak naprawdę dzisiaj żyje?

 

Twórca przedstawia nam wycinki ze swoich spotkań z Beethovenem, wskazuje na różnice między nim a Mozartem. Różnicuje ich twórczość, jednocześnie podkreślając, że stał się ofiarą zazdrosnej walki o swoje względy.

 

Dotyka także kwestii muzyki, jako nauczyciela postawy heroizmu. Jawi Beethovena jako twórczego zwycięzcę śmierci – wykonawcę non omnis moriar, a także jako kompozytora mającego moc sprawczą – za pomocą swojej muzyki zmywa on słabość charakteru oraz bierność, uczy spełniania marzeń. Jest uosobieniem tego, co dziś nazywamy autorytetem. Autor stawia pytania natury ontologicznej, przedstawia także credo nowoczesnego humanizmu.

 

Czas w historii Schmitta przedstawiony jest jako ludożerca: i ta metafora spodobała mi się chyba najbardziej.

 

Końcowa myśl po lekturze? „O nie! Dlaczego skończyłam czytać tak szybko!". Tę książkę się pochłania, wyrazy spija się niczym nektar. Uwielbiam obcować ze słowem wychodzącym spod pióra Schmitta. Jak on łączy frazy, jak kreuje rzeczywistość, jak panuje nad językiem! Podejmuje on wysiłek ubrania w zdania tego, co Beethoven wyraża za pomocą dźwięków. Nie jestem specjalistą od muzyki, jednak czytając tę książkę miałam poczucie, że wysłuchuję przepięknego koncertu. Co ciekawe, Schmitt wcale nie wyraża się wysublimowanym językiem, jednak jego sposób doboru słów rzuca mnie na kolana. Gdy zostaję sam na sam z jego książką, świat nie istnieje. On mnie czaruje. I nieustannie zachwyca.

 

Dodatek w formie płyty, potęguje wrażenia zmysłowe. Zakosztujcie. Rozbudzi Wasze pragnienie do granic możliwości.

 

POLECAM!!!

Madmad35

„Powiedzmy to sobie otwarcie: wspólne mieszkanie z Beethovenem nie okazało się łatwe, bo gość ma ciężki charakter, twarde przekonania, mówi, krzycząc, no i nie słyszy. Na początku tylko go słuchałem, zgadzałem się z nim, byłem mu posłuszny. To był najlepszy okres. Przez te lata wiele wniósł do mojego życia, przede wszystkim taką zasadniczą kwestię: nauczył mnie siły myślenia." s. 75

 

To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Erica-Emmanuela Schmitta i na pewno nie ostatnie. Książki tego autora zawsze mnie zachwycają, zaskakują i pozwalają odkryć „prawdy" naszego życia. I tym razem spotkanie z twórczością tego autora było udane, zwłaszcza, że wzbogacone piękną muzyką Beethovena z dołączonej do książki płyty.

 

Książka „Kiki van Beethoven" została podzielona na dwie części. Obie jednak łączy ze sobą postać wielkiego muzyka. W pierwszej części spotkacie się z Kiki – kobietą, która dzięki muzyce Beethovena pogodziła się ze swoją synową i samobójczą śmiercią syna.

 

Kiki jest leciwą kobietą mieszkającą w domu starców. Nie ma już żadnej rodziny. Jej mąż zmarł parę lat temu, a syn popełnił samobójstwo o co obwinia ona swoją synową. Najbliższymi jej osobami są mieszkanki „Rezydencji pod Liliami": Candie, Zoe i Rachel. Uwielbiają wspólnie siedzieć w kawiarni, jeść lody i godzinami śmiać się z ludzi.

 

Pewnego dnia Kiki kupuje w antykwariacie maskę Beethovena. Od tej pory w jej życiu dochodzi do wielu zmian. Zaczyna wspominać swoje życie. Niestety wspomnienia te są bardzo bolesne i nasza bohaterka musi się z nimi pogodzić, stawić im czoła. Lecz nie tylko ona. Rachel wyjeżdża do miejsca gdzie zginęli członkowie jej rodziny – Auschwitz.

 

„- Słyszę go jak dawniej, lepiej niż dawniej, bo tu przyjechałam, bo zanurzyłam się w naszej strasznej przeszłości. Aż do wczoraj uciekałam, unikałam szoku. To właśnie to, kochanie, odbierało głos maskom Beethovena. Chronimy się przed tym, co tragiczne, nie chcemy wiedzieć, wolimy zapomnieć. Nie mogąc zmierzyć ogromu cierpienia, nie możemy też ocenić odwagi. Ponieważ unikamy ciszy, nie słyszymy muzyki, która się z niej odradza." s. 32

 

Dzięki masce Beethovena – Zoe, która nigdy nie mogła złapać faceta została tajemniczą autorką listów podpisującą się Daleka, Nieuchwytna.

 

Kiki też rozwiąże swoje problemy. Ale o tym już przeczytajcie w najnowszej powieści Schmitta

 

W drugiej części „Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje..." poznacie już samego autora i to jaki wpływ na jego życie miał ten wielki kompozytor. Jego refleksyjna opowieść o tym jak muzyka poważna wpłynęła na jego prywatne życie i twórczość.

 

„W chwilach życiowego zamętu słuchałem III Symfonii lub Sonaty Księżycowej, a zwłaszcza jej zakończenia... Triumfalnymi arpeggiami, wytryskującymi akordami, zwycięskimi uderzeniami Beethoven wlewał we mnie swoją niewiarygodną energię, odnawiał moje siły, przywracał mi apetyt, werwę, pragnienie, radość." s. 83

 

Autor wspomina jednak nie tylko o tytułowym kompozytorze, przypomina też twórczość Mozarta, a to już skojarzy się Wam na pewno z innym jego dziełem „Moje życie z Mozartem". Zresztą wiele mam skojarzeń z tamtym dziełem, może dlatego druga część książki już mnie tak nie urzekła jak pierwsza.

 

Jednak zawsze znajdę w powieściach tego autora jakieś mądre zdania, które dają mi do myślenia i to cenię w jego książkach.

 

„Bohaterstwo nie polega na zemście, ale na zdobywaniu siły, aby żyć, godzina po godzinie, dzień po dniu" s. 31

 

Myślę, że książka jest warta przeczytania, ale nie polecałabym jej osobą, które z twórczością tego autora nigdy wcześniej nie miały do czynienia. Boję się, że mogłyby się zrazić do jego sposobu pisania, a uważam, że jest to autor godny poznania i pokochania. Na zakończenie jeszcze jeden cytat:

 

„- Jeżeli chce się spokojnie żyć, lepiej trzymać się z daleka od piękna; inaczej przez kontrast, dostrzega się mizerność życia, jego zerową wartość. Słuchać Beethovena to jak założyć buty geniusza i zdać sobie sprawę, że mamy inny rozmiar." S. 19

Dm1994

Muzyka.
Czym tak naprawdę jest?
Do czego służy?
Po co jest tworzona?
Jaki ma wpływ na nasze życie?
Czym kierowali się kompozytorzy gdy ją tworzyli?

 

Powyższe pytania należą raczej do grupy tych, na które na co dzień nie szukamy odpowiedzi. Jednak być może warto jest zastanowić się nad nimi, by zrozumieć sens ludzkiego istnienia ...

 

O swojej słabości do twórczości Schmitta wspominałam już nie raz, o miłości do muzyki, a zwłaszcza klasycznej mówię przy każdej nadarzającej się okazji, tak więc jak łatwo się domyślić do lektury książki "Kiki van Beethoven" podeszłam z wielkim entuzjazmem. Czy się nie zawiodłam?

 

"Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje..."

 

''Kiki van Beethoven" to dwa teksty ściśle powiązane z dołączoną do książki płytą z utworami Ludwika van Beethovena. Pierwszy z nich to tytułowe opowiadanie "Kiki van Beethoven", w którym poznajemy kobietę w podeszłym wieku, która pewnego dnia postanawia kupić w antykwariacie odlew głowy Beethovena. Rzeźba ma na bohaterkę niesamowity wpływ - przywołuje dawno już zapomniane wspomnienia, przywraca ból przeszłości i zmusza do wędrówki w głąb siebie. Beethoven, a tak właściwie jego muzyka ma pomóc kobiecie i jej przyjaciółkom na nowo odkryć ich od lat nie odkrywane oblicza.

 

Druga część książki jest bardzo osobistym tekstem autora o ciekawym tytule: "Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje..." Tutaj Schmitt analizuje swoje życie, przeżycia, podjęte decyzje, emocje i najważniejsze wartości. Zastanawia się dlaczego dawniej Beethoven towarzyszył mu na każdym kroku, po jakimś czasie jednak niespodziewanie z zniknął z jego życia. Autor analizuje także niektóre dzieła Beethovena i przez to pokazuje nam, że tak naprawdę kompozytor ten w swych utworach przekazuje nam całą swoją duszę i ma na nas niesamowity wpływ.

 

Dzisiaj wyrażę się krótko i na temat - kocham tę książkę! kocham Schmitta ! i co najważniejsze uwielbiam poglądy, wartości i emocje które niosą ze sobą strony tej lektury.

 

Z mojego internetowego research'u wynika, że nie każdy zgodzi się z moimi poglądami - są czytelnicy, którzy twierdzą, że nie rozumieją przekazu tej książki, a inni mówią, że jest ona o wszystkim i o niczym. Szanuję ich opinię, gdyż uważam, że "Kiki van Beethoven" wbrew moim zachwytom nie spodoba się każdemu czytelnikowi. Mówię tutaj głównie o totalnych i restrykcyjnych przeciwnikach muzyki klasycznej - jeśli ktoś już w momencie sięgnięcia po tę lekturę ma negatywne nastawienie do tego typu muzyki, choćby Schmitt się nie wiem jak dwoił i troił nie zdoła wpłynąć na właściwe zrozumienie jego przekazu bez pewnej empatii czytelnika do muzyki poważnej.

 

By dowiedzieć się więcej o tej magicznej i bardzo wartościowej książce musicie po prostu się w nią zaopatrzyć :D O fenomenalnym stylu, a autora i świetnej okładce już nawet nie wspominam, gdyż dla mnie w przypadku tego autora i wydawnictwa są to rzeczy po prostu oczywiste :-)

 

Goooooorąco polecam!!!!

Kornelia Romanowska

To już trzecia z kolei książka Schmitta w przeciągu dwóch tygodni, którą miałam okazje przeczytać. I coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że autor ma niezwykły talent do chwytania mnie za serce. O ile wcześniejsze książki sprawiały, że potrafiłam płakać, tak ta wydobyła ze mnie niesamowite pokłady wzruszenia. Dziwnego, wręcz absurdalnego wzruszenia, ale do rzeczy.

 

Historia Kiki jest krótka, ale wartka. Starsza kobieta, mieszkająca w domu, nazwijmy go, spokojnego starości, swój czas spędza w gronie przyjaciółek. Jeśli powiem, że zafascynowana jest Beethovenem, to będzie to wielkie niedomówienie. Kiki kocha Beethovena, ubóstwia go, wręcz wielbi. To jego muzykę zaszczepia w swoim synu, to jego muzykę nosi we własnym sercu. To jego muzyka towarzyszy jej na każdym kroku. Do czasu. Gdy Kiki dorasta, Beethoven zostaje gdzieś w tyle, znika, a Kiki nawet tego nie zauważa. Dopiero gdy nabywa maskę z wizerunkiem kompozytora, zaczyna rozmyślać nad tym, kiedy przestała słuchać. Opowieść o kobiecie, która wraz z przyjaciółkami musi odbyć jedną z najtrudniejszych podróży. Podróż w głąb siebie, by odnaleźć to, co zatraciła. Podróż mająca na celu objęcie bólu i przyswojenia go.

 

Druga część książki „Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje" to esej przedstawiający osobiste odczucia autora, ujawniający jego poglądy i w nowatorski sposób przybliżający czytelnikowi sylwetkę pisarza. Dowiadujemy się o tym, jakie ma spojrzenie na muzykę, jak wielką rolę odgrywała w jego życiu. To swoista spowiedź przed odbiorcą książki, która sprawia, że sami zaczynamy zadawać sobie pytania. Podróż Schmitta wywołuje w nas nostalgię. Tak jak autor zastanawia się nad tym dlaczego zapomniał o Beethovenie, tak i my zaczynamy zastanawiać się nad tym, dlaczego. Dlaczego?

 

Książka pełna jest dziwnej melancholii i ciekawych spostrzeżeń. Refleksyjna opowieść o tym, jak zanalizować swoje własne życie. Tak jak autor powraca do tego, co było dla niego ważne, a zdołał o tym zapomnieć, tak i my powinniśmy wrócić do siebie. Znaleźć odpowiedzi. Pytać się dlaczego. Dlaczego jesteśmy tak ulotni, dlaczego pozwalamy, by cierpienie miało nad nami kontrolę. Dlaczego.

 

Schmitt zabiera nas w podróż, w której nie ma prostych odpowiedzi. Tak jak w życiu. Zestawienie Mozarta z Beethovenem, mająca na celu ukazanie kontrastu między oboma kompozytorami, może być alegorycznym przedstawieniem tego, co z siebie dajemy, a tego, co możemy dać. Schmitt pisze, że Mozart jest idealny, wręcz boski, a Beethoven ludzki. Muzyka pierwszego stworzona jest dla wyższości. Muzyka drugiego – dla wszystkich. Porównanie ich ze sobą okazało się, moim zdaniem, trafnym zabiegiem, który zmusza do myślenia.

 

Autor po raz kolejny mnie oczarował. Po raz kolejny łapie się na tym, że jestem nim coraz bardziej zafascynowana, a jego książki wprawiają mnie w dziwny nostalgiczny stan. Nie mogę też opędzić się od myśli, że zakorzenia gdzieś we mnie to wzruszenie, o którym pisałam wcześniej. Przystępny język Schmitta sprawia, że za każdym razem, gdy sięgam po jego książkę wiem, że otrzymam to, czego chce – opowiedzenie o ważnych rzeczach w sposób jak najbardziej zrozumiały.

 

Książka dla tych, którzy nie boją się pytać. Dla tych, którzy chcą pytać. A szczególnie dla tych, którzy nie wiedzą jak te pytania zadawać.

Tetiisheri

Oczarowana moim pierwszym spotkaniem z Ericiem-Emmanuelem Schmittem podczas lektury „Oskar i Pani Róża" bez wahania i praktycznie natychmiast tego samego dnia sięgnęłam po kolejną pozycję tego autora. Czy odniosłam równie dobre wrażenie jak po przeczytaniu fantastycznej opowieści o małym chłopcu?

 

Eric Emmanuel Schmitt to francuski dramaturg, eseista i powieściopisarz urodzony w 1960 roku. To nie tylko doktor filozofii, ale również uważny obserwator życia i świata. Już w wieku jedenastu lat napisał swoje pierwsze dzieło, a kolejne doczekały się wielu tłumaczeń na inne języki.

 

Najnowsze dzieło francuskiego pisarza składa się z dwóch krótkich opowieści – „Kiki van Beethoven" oraz „Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje".

 

Tytułowa „Kiki van Beethoven" to króciutkie i lekko napisane opowiadanie o staruszce mieszkającej w domu spokojnej staroci i poszukującej zatraconych wartości w swoim życiu. Któregoś dnia znajduje ona tajemniczą maskę Beethovena w antykwariacie, która później sprawia, że zaczynają do niej powracać wspomnienia. Ponadto ma ona znaczący wpływ na życie jej przyjaciółek. Ta część książki bardzo przypadła mi do gustu. Odniosłam nawet wrażenie, że opowieść jest zbyt krótka. Czytałam ją z wielkim zainteresowaniem, a dążenie Kiki do zrozumienia i pewnego rodzaju objawienia dzięki muzyce Beethovena obserwowałam z zapartym tchem.

 

Druga część historii „Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje" opisuje rolę Beethovena w życiu pisarza. „To, co wydarzyło się między mną a Beethovenem, to historia krótka, ale mocna. Pojawił się w moim życiu kiedy miałem piętnaście lat, po czym je opuścił, gdy zbliżałem się do dwudziestu. W tym czasie wprowadził się, poprzestawiał meble, ustawił płyty przy moim adapterze, na fortepianie ułożył nuty, nauczył moje palce wygrywać najbardziej płomienne stronice, wyciskał mi łzy swoimi symfoniami i tchnąwszy we mnie nowe, wzruszające uczucia, stał się ich panem." Z części tej dowiadujemy się, jak wielki wpływ na życie Francuza miała muzyka, szczególnie Mozarta i Beethovena, jakie łączyły go relacje z muzykiem oraz jak postrzegał i interpretował jego utwory.

 

Kiki to historia napisana językiem prostym i niezwykle ciekawym. Akcja książki toczy się bez pośpiechu. Muzyka Beethovena też płynie powoli. Opowieść o tytułowej bohaterce Kiki jest według mnie znakomita i pomimo tego, że druga część lektury troszkę mnie rozczarowała, uważam, że "Kiki van Beethoven" to pozycja warta przeczytania. Dodatek do książki w postaci płyty z utworami Beethovena jest miłą niespodzianką i świetnie dopełnia całości.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto