Kroniki Krwi Tom 1

Autor: Richelle Mead

Okładka wydania

Kroniki Krwi Tom 1


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 4 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 3 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 2 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Lilien

Wielu z nas pamięta porywająca serię o wampirach autorstwa pani Richelle Mead. Oczywiście, że tak. Mimo, iż „Akademia wampirów" na pozór wydawała się kolejnym przeciętnym cyklem o wampirach, to i tak podbiła serca wielu. Moje również. Dlatego też z niecierpliwością wyczekiwałam kontynuacji serii w nowym cyklu powieściowym pani Mead. Tak, więc, mając ku temu możliwość, z miejsca zaczęłam się na nowo zagłębiać w historię starych-nowych „przyjaciół" z Akademii Świętego Władimira.

 

„Kroniki krwi" może i nie opowiadają bezpośrednio o dalszych losach Rose, Dymitra i Lissy, a mimo to się z nimi stykają. Od tego momentu główna bohaterką staje się nasza nowo poznana alchemiczka Sydney, która by odzyskać zaufanie współpracowników oraz rodziny udaje się na szaleńcza misję, której głównym tematem jest ochrona wampirzej księżniczki. Nie jest to zadanie łatwe, zwłaszcza dla kogoś, kto panicznie boi się morojów i ich magicznych zdolności. Wraz z strażnikiem Eddiem oraz zabójczo zadufanym w sobie Adrianem Iwaszkowem udają się do Palm Springs, gdzie ich kryjówką staje się... zwykła szkoła dla śmiertelników. Ukrycie się przed strzygami, czy łowcami wampirów to dopiero nic w porównaniu z tajemniczymi tatuażami, które zdobywają coraz to większa popularność w szkole. A to dopiero początek mniej lub bardziej tajemniczych przygód Sydney i jej przyjaciół.

 

Dwa cykle powieściowe tak bardzo ze sobą powiązane, co ma swoje plusy, ale i minusy. Dużym atutem jest fakt, że fani „Akademii..." na pewno po nią sięgną – co zresztą sama uczyniłam. Z drugiej strony całość bardzo szybko może się znudzić, ulec przejedzeniu, a pomysły na kolejne tomy łatwo wyczerpać. Szczerze powiedziawszy, gdy tylko zaczęłam czytać, od razu czułam, że coś się zmieniło. Nie spodobał mi się fakt, ze to akurat Sydney jest tutaj narratorką, bowiem mam wrażenie, że styl jej opowieści znacząco różni się od tego, do którego przyzwyczaiłam się w Akademii. Poza tym mam wrażenie, że przez większość książki nie dzieje się praktycznie nic, a całość nabiera rozpędu na ostatnie sto stron. W dodatku mam spory zarzut co do owego „romantycznego wątku". Nie wiem dlaczego, ale ja praktycznie go w fabule nie wychwyciłam – no może chwilami jakieś przebłyski. Gdybym jednak z góry nie wiedziała „co się świeci" to w życiu bym nie pomyślała, że będzie tak, a nie inaczej. Co do ogółu to trzeba przyznać, że było parę momentów zaskakujących, ale przyrównując je do całości to stwierdzam śmiało, że było ich zdecydowanie za mało, by „Kroniki krwi" mogły mnie porwać, zachwycić, czy chociażby poruszyć. Nie powiem, że czytało mi się źle, ale strasznie mi się dłużyło. Bywały chwile gdy tylko myślałam ile to mi jeszcze do końca zostało i czy dam radę finiszować jeszcze tego samego dnia. Oprócz tego już nie raz porzuciłam książkę w kąt zabierając się za coś innego, gdzie według mnie działo się zdecydowanie więcej. Chcąc nie chcąc przeczytałam całość i dopiero przy końcówce denerwowałam się dlaczego to już koniec i kiedy wreszcie zdobędę kontynuację.

 

Ciężko było mi rozstrzygnąć czy serię spisać na straty, czy też dać jej kolejną szansę. Koniec końców zdecydowałam, że spróbuję ponownie, gdy tylko ukaże się drugi tom. Możliwe też, że bohaterowie, którzy do tej pory wręcz mnie irytowali (no może za wyjątkiem Iwaszkowa oraz ojca Rose) zyskają w moich oczach i co tu dużo mówić – będzie mi się z przyjemnością czytało o ich przygodach. Póki co zaś mogę jedynie na koniec dodać, że styl, czy pomysłowość pani Mead zdecydowanie podupadła (zwłaszcza w przypadku budowania napięcia i wzajemnych relacji między bohaterami) i szczerze liczę na to, że to tylko przejściowy „kryzys" pisarski. W przypadku „Kronik krwi" nawet okładka nie do końca przypadła pod moje gusta. Nie podobają mi się ukazani na niej bohaterowie – a raczej ich fizyczny wygląd. Poza tym mogę przyznać, że nie mam nic więcej, czego bym mogła się przyczepić. Całość może i jest lekka, ale nie przyznam, że czytało się szybko i przyjemnie, gdyż zależy to od momentu, gdzie aktualnie fabuła się rozkręcała, lub był jej całkowity brak. Naprawdę liczę na to, że wraz z zapowiedzią tomu drugiego moja ciekawość będzie na takim poziomie, że zabiorę się za przygody Sydney ponownie i z równie wielkim zaangażowaniem, które mam nadzieję, nie będzie na wyrost, a Wam mogę jedynie powiedzieć, że mimo tego, iż niekoniecznie się powieścią zachwyciłam to wiem, że ma ona wielu swoich fanów i trzeba samemu się przekonując o jej zawartości i o tym, czy zaspokaja własne upodobania i oczekiwania względem niej.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!