Papierowe Miasta

Autor: John Green

Okładka wydania

Papierowe Miasta


Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 96.77% - 46 votes
Akcja: 100% - 46 votes
Wątki: 100% - 53 votes
Postacie: 100% - 47 votes
Styl: 100% - 49 votes
Klimat: 100% - 49 votes
Okładka: 100% - 47 votes
Polecam: 100% - 49 votes

Polecam:


Podziel się!

Wybierz opinię:

Abigail

„Margo zawsze kochała tajemnice. (...) Nigdy nie opuszczała mnie myśl, że być może kochała je tak bardzo, że sama stała się tajemnicą".

 

John Green jest pisarzem, autorem bestsellerów z listy „New York Timesa". Debiutował znakomitą powieścią Szukając Alaski, opublikował następnie kilka powieści, z których ostatnia, Gwiazd naszych wina przyniosła mu ogromną popularność i splendor. Otrzymał wiele nagród literackich, m.in.: Printz Medal, Printz Honor i Edgar Award. Mieszka z żoną i synem w Indianapolis. Wraz z bratem Hankiem prowadzi Vlogbrothers, jeden z najpopularniejszych projektów wideo w sieci.

 

Quentin Jacobsen, dla przyjaciół Q, jest w ostatniej klasie szkoły średniej. Już niedługo rozstanie się z całą swoją klasą i wkroczy w dorosłe życie, jednak zanim szkoła zakończy się na dobre, okaże się, że ostatnia klasa może być naprawdę zaskakująca. Q od dawna kocha się w Margo Roth Spiegelman - ale któż mógłby jej nie kochać? To najbardziej popularna dziewczyna w szkole, otoczona wianuszkiem przyjaciółek i adoratorów, więc niepozorny Quentin nie może dla niej zbyt wiele znaczyć. Pomimo tego, że znają się od przedszkola. Pomimo tego, że są sąsiadami i często rozmawiali ze sobą przez okno. Pomimo tego, że osiem lat temu połączyło ich, i jednocześnie oddaliło od siebie, wydarzenie, które zatarło się głęboko w ich pamięci.

 

Nie spodziewa się tego, że Margo może chcieć z nim rozmawiać, chociaż naprawdę bardzo by tego chciał - przecież nie są dla siebie obcymi ludźmi. Dalej więc wiedzie swoje monotonne życie, które nie przeszkadza mu, bo od zawsze lubił rutynę, jednak nagle tę nudę przerywa obiekt jego westchnień. Oto Margo zjawia się późnym wieczorem przy jego oknie ubrana w strój nindży i wciąga go w swoją intrygę, która dużo namiesza w życiu Quentina, a potem nagle znika... Dla niej to coś normalnego, bo kilkanaście razy wymykała się z domu, jednak tym razem Q ma przeczucie, że to nie jest kilkudniowy wypad za miasto. Obawia się, że Margo mogła chcieć uciec i wierzy w to, że to on musi ją odnaleźć.

 

„Może popękały w nim już wszystkie struny".

 

John Green niedawno podbił rynek wydawniczy swoją najnowszą książką pt. "Gwiazd naszych wina", która w zaskakującym tempie podbiła serca czytelników na całym świecie. Ja również zakochałam się w historii Hazel i Augustusa, więc po tak dobrym początku znajomości z twórczością tego autora, nie mogłam przepuścić okazji do przeczytania jego książki Papierowe miasta, która niedawno miała swoją premierę w Polsce. Czy mi się podobało? No proszę Was, przecież to jest John Green, a jego nazwisko to synonim dobrego pióra i genialnych książek.

 

Na początku zaznaczę, że nie mam zamiaru porównywać "Papierowych miast" do "Gwiazd naszych wina" ze względu na to, że nie jest dobrze oceniać jedną książkę przez pryzmat drugiej - tak samo nie można oceniać autora na podstawie przeczytania tylko jego jednej powieści. Te dwie książki diametralnie się od siebie różnią i każda z nich jest niesamowita na swój odmienny sposób, więc jeśli myślicie, że Papierowe miasta to drugie "Gwiazd naszych wina" to bardzo się mylicie. Historie ukazane w tych książkach są całkowicie inne i nie można ich ze sobą porównywać.

 

W "Papierowych miastach" jest kilka niedociągnięć, które mi się nie spodobały, jednak jest ich na tyle mało, że pozytywne aspekty tej lektury przeważają. Zacznijmy od tego, że John Green pisze o sprawach nastolatków z wielką łatwością, tak jakby cały czas nosił w głowie wspomnienie siebie sprzed tych kilkunastu lat, gdy sam kończył szkołę średnią. Poza tym jego pióro cechuje się tym, iż pisze swobodnie o wszystkich tych rzeczach, które chciałby przekazać czytelnikowi. Prawie jakby siedział koło nas i opowiadał historię, która powstała w jego głowie. Można poczuć niemal namacalną więź z autorem, gdyż on poprzez swoje książki mówi o nas i do nas - zwraca się do każdego z osobna, a nie do ogółu ludzi. Łatwo przychodzi mu pisanie o sprawach prostych i trudnych również, a przez swoje książki próbuje wprowadzić młodzież w świat dorosłości i pokazać im jakie życie może się czasami okazać. Jego postaci mają takie same problemy jak my przez co wydają się nam jeszcze bardziej bliższe.

 

„To była słaba struna, fakt, ale jedyna, jaka mi pozostała, a każda papierowa dziewczynka potrzebuje choć jednej struny, nieprawdaż?"

 

Quentin jest według mnie naprawdę świetnie przemyślaną postacią. Nie jest przebojowy i wyidealizowany, ale też nie zachowuje się jak typowy „szaraczek" - John Green znalazł złoty środek między tymi cechami i stworzył bohatera, który świetnie wpasowuje się w realne życie. Wie kiedy ma zasznurować usta, a kiedy stanąć w obronie innych i walczyć o tę osobę, którą naprawdę kocha. Natomiast Margo na pozór jest wręcz idealną dziewczyną, jednak im bliżej ją poznajemy, tym bardziej przekonujemy się, że wcale nie jest taka cudowna jak sobie ją wyobrażaliśmy, ale po prostu jest zwykłą dziewczyną, która często się boi i snuje niestworzone wizje. Oprócz dwójki głównych bohaterów również postaci drugoplanowe są dobrze przedstawione. Relacje Quentina z Benem i Radarem są kwintesencją dobrej przyjaźni oraz idealnym dopełnieniem tej książki, a to właśnie ci chłopcy dostarczają nam najwięcej zabawy i dobrego humoru. Powiem szczerze, że takiego kreowania postaci jak John Green, powinno zazdrościć wielu pisarzy i brać z niego przykład. Bohaterowie są realni i niewyidealizowani - zdaje się, że siedzą koło nas i razem z nami przyglądają się swoim poczynaniom na kartkach tej książki.

 

Prawdziwy talent Johna Greena przejawia się w tym, że potrafi przyciągnąć do siebie czytelnika i zaserwować mu tak dobrą lekturę, że aż nie chce się przestać jej czytać. Ja nie mogłam odłożyć na bok "Papierowych miast" i cały czas powtarzałam sobie, że „to na pewno będzie ostatni rozdział", a czytałam jeszcze kilka następnych. Nawet szkoła mnie nie powstrzymała przed czytaniem książki Greena, więc na lekcjach siedziałam wpatrzona w lekturę i głucha na wszystko, co działo się wokół mnie. Dotarłam do zaskakującego momentu w tej książce, gdy kończyła się ostatnia lekcja i wychodziłam ze szkoły z tak wielkim natłokiem myśli, że zachowywałam się jak nieżywa. Cały czas tylko roztrząsałam to, co może się wydarzyć z bohaterami i od razu pobiegłam do domu, żeby móc znowu zanurzyć się w lekturze. A powracając do czytania książki w szkole, to nawet podczas przechodzenia przez korytarz bądź wchodzenia po schodach potrafiłam nie odrywać wzroku od tej historii. Chyba to wystarczająco przekonujący argument na to, żeby przeczytać tę lekturę, prawda? Wciąga na wiele godzin i pozostaje w głowie na długi czas, sprawiając, że roztrząsamy losy bohaterów przez następne kilka dni.

 

To przede wszystkim historia o poszukiwaniu siebie i własnego miejsca na ziemi. "Papierowe miasta" otwierają nam oczy na to, że pozornie idealni ludzie mogą mieć więcej problemów niż ktokolwiek inny i to właśnie dlatego budują koło siebie taką bańkę - może to być bańka niedostępności bądź idealizmu. Zazwyczaj pod najserdeczniejszym uśmiechem kryje się najgłębszy smutek. Bo przecież łatwiej jest udawać szczęśliwego niż tłumaczyć wszystkim co niedobrego dzieje się w życiu. Papierowe miasta to kolejna książka Greena, która mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła i z pewnością jeszcze na długi czas pozostanie w moich myślach. Jeśli pokochaliście twórczość Greena poprzezGwiazd naszych wina to z pewnością Papierowe miasta pozwolą ją Wam podtrzymać swoje uwielbienie do tego autora, a jeżeli jeszcze nie zapoznaliście się z twórczością Greena to mam do Was jedno pytanie: Co Wy w ogóle wyprawiacie?! Musicie szybko nadrobić swoje zaległości i pozwolić Johnowi Greenowi zawładnąć Waszymi myślami. Ja ze swojej strony ją naprawdę gorąco polecam, bo jest to książka, obok której nie można przejść obojętnie.

 

„ - Jak się całowało z moją nogą?
- Całkiem nieźle - odparłem zgodnie z prawdą. (...)
- Ogoliłam się dziś rano specjalnie na tę okazję. Pomyślałam sobie: „Hmm, nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś rzuci się na moją łydkę i będzie próbował z niej wyssać jad węża".

Beatrice

Papierowe miasta, kruche i podatne na zniszczenia, a w nich papierowi ludzie trzymający się na ostatnich strunach i niedosłyszalnie wołający o pomoc. Aby jednak pomóc, trzeba zrozumieć, trzeba stać się choć na chwilę papierowym człowiekiem.

 

Margo RothSpiegelman, zbuntowana i porywcza, podtrzymująca porządek a zarazem zakochana w łamaniu prawa i planowaniu, pewnego dnia znika. Tym razem jednak nie wraca z powrotem tak jak to było poprzednio. I tylko jedna osoba jest w stanie ją odnaleźć- Quentin, zakochany w niej od dzieciństwa chłopak, który jednak nie znajdował się nigdy w gronie jej najlepszych przyjaciół. Tylko on jeden wie, że Margo odeszła na zawsze. To on posiada odpowiednie wskazówki do znalezienia jej. To jemu dziewczyna wywróciła świat do góry nogami, zjawiając się w nocy w jego oknie i (pierwszy raz od czasu dzieciństwa) prosząc o przysługę, niedosłyszalnie wołając o pomoc.

 

"Jak w przypadku metafory, która przez swoją wieloznaczność staje się niezrozumiała, w tym, co zostawiła mi Margo, było dość miejsca na nieskończoną liczbę wyobrażeń, na niezliczone odsłony Margo."

 

Chłopak wyruszając w podróż za niesamowitą dziewczyną odkrywa, jak niewiele tak naprawdę o niej wie. Zagłębiając się w tom wierszy Walta Whitmana "Źdźbła trawy" orientuje się, że aby naprawdę poznać Margo, musi zacząć słuchać, rozumieć, stać się nią. Tylko w ten sposób będzie w stanie naprawdę ja poznać. Odkrywa w ten sposób samego siebie, podążając za dziewczyną orientuje się, że słuchanie tak naprawdę najwięcej mówi o samym słuchającym.

 

Podróż zmienia życie chłopaka, który nagle zdaje sobie sprawę z wielu małych szczegółów, które połączone w całość mają znaczenie nie tylko dla niego, ale i dla jego bliskich. Dopiero gdy zauważa te szczegóły, może pójść do przodu, z Margo lub bez niej.

 

"W którymś momencie będziesz musiał przestać wpatrywać się w niebo, bo inaczej pewnego dnia spojrzysz z powrotem w dół i zorientujesz się, że ty także uleciałeś w przestworza."

 

Czytając drugą (zaraz po "Gwiazd naszych wina") ksiazkę Johna Greena możemy zauważyć jego szczególne zamiłowanie do metafor. W "Papierowych miastach" zauważamy liczne porównania do źdźbeł trawy, czy strun, które mają szczególne znaczenie dla głównych bohaterów. Autor pokazuje, że każdy z nas jest w pewnym sensie metaforą, a jak wiemy, aby zrozumieć daną metaforę, musimy się z nią wgłębić, poznać i zrozumieć. Trzeba również uważać, którą metaforę się wybiera, ponieważ niektóre z nich mogą się okazać niebezpieczne dla nas samych.

 

"Ostatnim razem kiedy tak się bałem musiałem de facto stanąć przed Czarnym Panem, żeby uczynić świat bezpiecznym miejscem dla czarodziejów."

 

Wypadałoby wspomnieć również o bohaterach, bez których książka nie okazałaby się taka pozytywna. Nikt tak nie mógł dodać jej humoru jak właśnie Radar i Ben, czyli jedyni w swoim rodzaju przyjaciele Q. Poszliby za Quentinem w ogień, jeśli zaszłaby taka potrzeba, a jednocześnie strzegli go przed popełnianiem błędów. Byli dla niego zawsze, a jednocześnie wiedzieli, że Q zrobiłby to samo dla nich. Oczywiście nie obyło się bez sprzeczek, ale przyjaźń polega na rozwiązywaniu problemów, a nie na ich usilnym unikaniu, prawda?

 

"Wiesz na czym polega twój problem, Quentin? Stale oczekujesz, że ludzie nie będą sobą."

 

Powieści nie brakowało humoru, dreszczyku emocji, ani przygody, przede wszystkim wiązało się to jednak z przemyśleniami i "filozofowaniem", przez co książka stała się mądrą i wartościową lekturą. Jest to bardzo przyjemna historia, opowiedziana przez młodego chłopaka językiem przystępnym, a zarazem nie banalnym (bo powiedzmy szczerze, nie ma nic bardziej denerwującego, niż książka napisana beznadziejnym językiem). Spotkawszy się jednak już wcześniej z twórczością autora, nie było najmniejszej obawy, że powieść może okazać się kiepska po względem języka, czy treści. Zgodnie z przewidywaniami, "Papierowe miasta" okazały się naprawdę porządną i dobrą lekturą, z którą warto się zapoznać.

 

"Możesz się przekonać jakie to wszystko jest sztuczne. Nie jest nawet na tyle sztuczne, by nazwać je miastem z plastiku. To papierowe miasto."

 

Tak, tak, książka godna polecenia. Oczywiście niczego innego się nie spodziewałam, biegnąc po nią zaraz w dniu premiery. Jeśli dobra książka = dużo przemyśleń, ta okazała się naprawdę świetna, bowiem miałam czas przemyśleć niejedno. Plus stałam się prawdziwą fanką metafor, no ale nic w tym dziwnego.

 

Moja ocena: 10(z małym minusem)/10

 

"Nie cierpimy z powodu braku metafor. Jednak trzeba uważać, którą metaforę się wybiera, bo to ma znaczenie."

Daria CreatedEternity

Jak sobie wyobrażamy drugiego człowieka? Tworzymy wyobrażenie o nim na podstawie naszych spostrzeżeń, uwag, poglądów. Chwil, w których obcowaliśmy z drugą osobą. Widzimy jej zachowanie i to właśnie według niego oceniamy, wyobrażamy sobie pełen zarys tej osoby. Ale czy mamy pewność, że ten ktoś pokazuje nam prawdziwe 'ja'? Czy możemy być pewni, że ktoś z kim się zadajemy, niczego przed nami nie ukrywa, jest prawdziwy taki, jaki jest? Możemy się z kimś zadawać i mieć o nim wyrobione zdanie, wyobrażenie tej osoby, ale nie możemy mieć pewności, iż to, co sobie myślimy o tej osobie, jest prawdziwe. Może się okazać, że tak naprawdę wcale nie znamy tego kogoś. Nasze spostrzeżenia mogą być złe. Więc może nim wyznaczymy opinię na temat kogoś, kogo jak nam się wydaje znamy, nim zaczniemy dzielić się z innymi własnymi wyobrażeniami na temat drugiej osoby, upewnijmy się, że z pewnością go znamy. Bo może się okazać, że oblicze, jakie jest nam pokazywane, to tylko poza, maska, pod którą ukrywane jest prawdziwe 'ja'.

 

"Zawsze wydawało mi się absurdalne, że ludzie chcą się z kimś zadawać tylko dlatego, iż ten ktoś jest ładny. To jakby wybierać płatki śniadaniowe ze względu na kolor, a nie na smak."

 

Quentin wiedzie normalne, spokojne, niekiedy nudne życie. Chodzi do ostatniej klasy w szkole średniej, ma pokręconych najlepszych przyjaciół: Bena i Radara i nie należy do tak zwanej elity. Pewnego dnia wszystko się zmienia. Margo Roth Spiegelman wchodzi do pokoju Q przez okno i prosi o pomoc w jej wieloetapowym, nocnym planie. Q się zgadza i spędza z Margo jedną z najbardziej szalonych chwil w swoim życiu. Następnego dnia dziewczyna znika. Nie przychodzi do szkoły. Uciekła. Margo miała w zwyczaju uciekać i zostawiać innym wskazówki, by najbliżsi wiedzieli, gdzie podziewa się nastolatka. Tym razem okazuje się, że dziewczyna zostawiła wskazówki tylko dla Quentina. Margo chce, by to właśnie Q był tym, który ją odnajdzie. Czy mu się uda?

 

Jonh Green jest amerykańskim pisarzem. Debiutował znakomitą powieścią "Szukając Alaski", lecz prawdziwą sławę przyniosła mu powieść "Gwiazd naszych wina". Ja, jak zapewne wielu z Was, swoją przygodę z panem Greenem zaczęłam od powieści o Agustusie i Hazel. Pisarz zdobył moje serce tą poruszającą pozycją, ale czy tak samo moje serce zdobyła jego powieść "Papierowe miasta"? To mało powiedziane!

 

"Chodzi mi o to, że w którymś momencie będziesz musiał przestać wpatrywać się w niebo, bo inaczej pewnego dnia spojrzysz z powrotem w dół i zorientujesz się, że ty także uleciałeś w przestworza."

 

Coś, co rzuca się w oczy i nadaje tej pozycji charakteru to humor! Dowcip Johna Greena jest po prostu fenomenalny! Jego pomysły, zabawne teksty, które są zawarte pomiędzy kartkami, sprawiają iż wybuchasz szczerym śmiechem. Każdy rozdział jest w stanie wywołać u czytelnika niekontrolowaną salwę śmiechu. Bardzo cenię książki z przesłaniem i humorem. Tu miałam obie te rzeczy. Uważam, iż dowcip był tutaj naprawdę potrzebny, bo gdyby nie on, książka utrzymana byłaby w barwach szarości, powagi.

 

Przesłanie w "Papierowych miastach" jest niezwykłe. Dogłębne, szczere przemyślenia, ludzkie spostrzeżenia i ciekawe uwagi dotyczące codzienności, człowieczeństwa, miast. Uwielbiam książki z przesłaniem. Dzieło Johna Greena niesie ze sobą nieprzeciętny przekaz, który zmusi do refleksji.

 

"Odchodzenie jest przyjemne i czyste, tylko kiedy zostawia się za sobą coś ważnego, coś, co miało dla nas znaczenie. Kiedy wyrywa się życie razem z korzeniami. Ale tego nie da się zrobić, dopóki nasze życie nie zapuści korzeni."

 

Pomysł na książkę, jest bardzo ciekawy. Oryginalny. Pan Green miał wielki potencjał w tej historii i wykorzystał go w pełni. Nie dopatrzyłam się żadnych niedociągnięć, braku spójności, ani schematyczności. Pan John zaskakiwał czytelnika ciekawymi pomysłami i nie dał ani chwili na nudę.

 

Bohaterzy zostali świetnie wykreowani! Zdecydowanie nieschematyczni, ani szablonowi. Ciekawi, barwni i dopracowani w każdym calu. Pisarz nie skupił się tylko na głównych postaciach, ale również przywiązał dużą uwagę do kreowania postaci drugoplanowych. Quentin jest w stanie zyskać sympatię czytelnika, tak samo jak Radar i (w szczególności) Ben. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu Johna Greena.

 

"Jakże łatwo można dać się zwieść, wierząc, że człowiek jest czymś więcej niż tylko człowiekiem."

 

Język, jakim posługuje się pisarz, jest bez zarzutu. Łatwy, przystępny, lecz ma w sobie 'to coś', dzięki czemu, czytanie jest najprawdziwszą przyjemnością. Nie dopatrzyłam się żadnego minusa w tej powieści. Niezwykłe, prawda?

 

"Papierowe miasta" jest głęboką, nietuzinkową powieścią, pełną humoru i niecodziennych refleksji. Uważam, iż każdy powinien zapoznać się z tą pozycją. To nie jest książka, to jest wręcz arcydzieło! Gorąco polecam!

 

"Być może wyobrażając sobie te przyszłe chwile, czynimy je realnymi, a może i nie, jednak i tak musimy je sobie wyobrażać."

Aga

W twórczości Johna Greena zakochałam się podczas lektury „Gwiazd naszych wina", która wystawiła moją wrażliwość na ciężką próbę. Autor ujął mnie swoją szczerością, nazywaniem rzeczy po imieniu i brakiem upiększeń, które podczas podejmowania pewnych tematów są nie na miejscu. Sięgając po „Papierowe miasta" nawet nie czytałam opisu okładkowego, ponieważ nazwisko autora stanowiło dla mnie gwarancję wrażeń na najwyższym poziomie.

 

Papierowe miasta to miejscowości, które istnieją tylko na mapach, pułapki stworzone przez kartografów w celu ochrony praw autorskich, mające zabezpieczyć twórców przed nielegalnym kopiowaniem ich dzieła. Tytuł książki nie jest przypadkowy, ale każdy kto miał przyjemność obcowania z twórczością autora, wie, że za tym kryje się więcej niż podróż do miejsca, które istnieje tylko na papierze.

 

Bohaterem książki jest osiemnastoletni Quentin Jacobsen, przeciętny nastolatek znajdujący się na dole hierarchii szkolnej, od lat zakochany w swojej sąsiadce Margo Roth Spiegelman. Dziewczyna należy do elit szkolnych, otoczona wianuszkiem przyjaciół wiedzie w szkole prym. Jest skarbnicą niezwykłych pomysłów i czasem zdarza się jej znikać na kilka dni w celu odbycia szalonych podróży. Bohaterowie w dzieciństwie byli świadkami tragicznego wydarzenia, które w pamięci Quentina pozostało na zawsze, natomiast na Margo na pozór nie zrobiło większego wrażenia, poza skłonieniem jej do rozwikłania zagadki. Akcja książki rozpoczyna się kilkanaście dni przed ukończeniem szkoły, kiedy pewnego wieczoru Margo zjawia się w oknie chłopaka i wciąga go w swój tajemniczy i szalony plan zemsty. Oboje spędzają pełną wrażeń noc, po czym dziewczyna znika zostawiając przyjacielowi wskazówki, co do swojego miejsca pobytu, ale czy Quentinowi uda się dopasować wszystkie elementy układanki i rozwikłać tajemnicę zniknięcia przyjaciółki ?

 

Bohaterowie stworzeni przez autora są postaciami przeciętnymi niczym nie wyróżniającymi się, a każde z nich ma wady i zalety. Ich życie skupione jest na tym, czym zajmują się zwykli nastolatkowie. Chłopcy uwielbiają gry komputerowe i wchodzą w pierwsze poważne związki z dziewczynami. Niektórzy bronią się przed balem na zakończenie szkoły, ale są i tacy, którzy nie poddadzą się zanim nie znajdą partnerki na to najważniejsze szkolne wydarzenie. Dziewczyny, skupiają się na ciuchach, plotach i przekraczaniu kolejnych baz związku.

 

Autor w bardzo obrazowy sposób pokazuje przekrój szkolnego środowiska i panujecie w nim zależności. Od elit w których królują cheerleaderki i gwizdami sportu po sam dół, gdzie znajdują się mniej piękni i słabsi, z których można drwić i robić im głupie żarty. Wydawać by się mogło, że na tym tle Margo jest jedyną postacią, której pomysły i zachwianie wyróżnia ją z tłumu, ale kiedy bliżej poznajemy pozostałych bohaterów okazuje się, że każdy z nich ma charakter i jest wyjątkowy w swojej przeciętności.

 

John Green pod podszewką poszukiwań Margo przemyca ponadczasowe wartości i zwraca uwagę czytelnika na ważne problemy takie jak brak akceptacji, ocenianie drugiego człowieka po pozach i szufladkowanie zanim dobrze się go pozna. W tej książce znajdziecie także przyjaźń i poświecenie dla drugiego człowieka. Przekonacie się, że informacje dostarczane przez oczy czasem mylą, a idealizowanie drugiej osoby może skończyć się rozczarowaniem.

 

Autor wprowadza kilka elementów o znaczeniu symbolicznym, które w znacznym stopniu dopełniają wykreowaną rzeczywistość i pozwalają czytelnikowi wejść „głębiej" w przedstawioną historię. Portrety psychologiczne bohaterów są dopracowane, a to sprawia, że czytelnik nie ma problemu ze zrozumieniem ich zachowań i podejmowanych decyzji i choć wydarzenia śledzimy z punktu widzenia Quentina, poprzez jego wspomnienia i przemyślenia bardzo dobrze poznajemy też Margo

 

Muszę przyznać, że jestem pełna uznania dla Johna Greena, który w prostej historii zwrócił uwagę na tak wiele ważnych kwestii nie zmuszając odbiorcy do czytania między wierszami. Nie ma tu może wielkich emocji, ale czytelnik przez cały czas prowokowany jest do myślenia, wyciągania wniosków i refleksji. W tej książce znajdziecie wszystko, co niezbędne do przeżycia ciekawej przygody: tajemnice, zagadki i bohaterów tak realnych, że mogliby być waszymi sąsiadami i nawet nie spostrzeżecie się kiedy autor wciągnie Was w swoją grę

 

Książka przeznaczona jest dla młodzieży i myślę, że w tej grupie znajdzie najwięcej fanów, choć i dla „starszej młodzieży" czas spędzony z tą lekturą nie będzie stracony. „Papierowe miasta" jest tak różna do swojej poprzedniczki, że nawet nie mam zamiaru zastanawiać się, czym mnie zaskoczy autor w „Szukając Alaski" ponieważ po dwóch spotkaniach z Jego twórczością i skrajnych wrażeniach i emocjach jakich mi dostarczył muszę przyznać, ze jest zdolny do wszystkiego.

Mai

Nie jest tajemnicą, iż pokochałam „Gwiazd naszych wina". Do tej pory, chociaż było to już dobre kilka miesięcy temu, polecam każdemu tę książkę i sama wspominam ją, gdy tylko mój wzrok spocznie na półce, gdzie leży ów świetny egzemplarz. To żaden sekret – pokochałam Greena za tę powieść! Kiedy więc do księgarni trafiły „Papierowe miasta", szybko się w niego zaopatrzyłam i... przeczekałam pierwszą burzę recenzji. Z czystym kontem – bez czytania innych opinii – rozpoczęłam lekturę. I... dobrze, że poczekałam.

 

John Green to amerykański autor bestsellerów. Jego książki królują w listach New York Times. Debiutował powieścią „Szukając Alaski", którą już w przyszłym miesiącu będziemy mieli przyjemność czytać, dzięki wydawnictwu Bukowy Las. To właśnie ostatnia książka – „Gwiazd naszych wina" – przyniosła mu ogromny oraz, nie ukrywajmy, zasłużony rozgłos. Jest laureatem licznych nagród literackich. Prywatnie prowadzi videobloga ze swoim bratem, Hankiem. Obecnie ma ponad milion fanów na Twitterze.

 

Quentin Jacobsen ma osiemnaście lat i nigdy nie pomyślałby, jak bardzo jego życie może zmienić się z dnia na dzień. Wszystko to za sprawą wspaniałej, choć zbuntowanej koleżanki – Margo Roth Spigelman. Od zawsze był w niej zakochany – w dzieciństwie przeżyli razem coś niezwykłego, a teraz chodzą do tego samego liceum. Nic ich jednak nie łączy poza wspólną przeszłością. Pewnego wieczora Margo zjawia się w pokoju chłopca w stroju ninja i wciąga go w niezłe tarapaty. Następnego dnia... znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie Margo. Ta podróż uświadamia mu, jak bardzo ludzie różnią się od naszych wyobrażeń. Czy faktycznie znał Margo?

 

Wielokrotnie sięgając po inne książki autorów, którzy mnie zachwycili, obawiam się. Obawiam się, że mnie zawiodą i ten obraz idealnego pisarza rozmyje się. Nie inaczej było w sytuacji Greena. Niezależnie od wszystkiego – czułam, że będę porównywać „Papierowe miasta" do „Gwiazd naszych wina". W istocie właśnie tak się stało.

 

Początek powieści szedł mi opornie – to nie styl Greena się zmienił, a tematyka była diametralnie różna. „Papierowe miasta" to jednak z tych książek, które trzeba czytać, zagłębiając się w każde słowo. Być może tworzy to cięższy orzech do zgryzienia, jednak zdecydowanie nie jest „niesmaczny". Z czasem – lektura coraz bardziej mnie wciągała, widziałam w niej coraz więcej ciekawych sentencji życiowych, a przy tym niesamowicie mnie bawiła!

 

Pióro Greena to czysta przyjemność dla czytelnika. Autor ten pisze prosto, przez co jego powieści – dosłownie – połyka się. Nie jest to jednak banalna pisanina! Green ma swój własny, indywidualny styl. Potrafi w ciekawy sposób przedstawić pewne prawdy dotyczące działania społeczeństwa oraz nas samych. Chyba to właśnie najbardziej wyróżnia go na tle innych autorów.

 

„Gwiazd naszych wina" podbiła moje serce, „Papierowe miasta" dzielnie dotrzymywały wymienionej kroku. Green wpaja czytelnikom pewną naukę – objaśnia, jak działa świat. Jest to naprawdę ambitne działanie, jak na książkę dla młodzieży, która jestem przekonana, iż spodoba się również tym starszym czytelnikom!

 

„Papierowe miasta" obfitują w ciekawe i niebanalne osobowości. Zarówno Quentin jak i Margo to postacie o różnych twarzach – tego pierwszego bohatera mamy okazję poznać bliżej. Q zmienia się na naszych oczach – dorasta, a wraz z nim dojrzewają poglądy o świecie. Poprzez swoje poszukiwania ukazuje nam również Margo – dziewczynę, którą każdy widzi w inny sposób. W mistrzowski sposób Green przedstawił nam efekt złudzenia – nikt nie zna nas lepiej od nas samych.

 

Bez wątpienia ten autor jest nietuzinkowy. „Gwiazd naszych wina" to nie był jednorazowy dobry numer i z pewnością – nie tylko nim może się Green popisać. Lekcja życia, to coś, co wychodzi mu z niezwykłą łatwością. Nie widać też w jego stylu moralizatorskiego tonu, to jego poglądy, które... naprawdę mają sens.

 

„Papierowe miasta" były dla mnie ciekawą przygodą – dodałabym nawet: ogromnym zaskoczeniem! Jestem pewna, że Green znowu mnie zaskoczy, podobnie jak resztę swoich fanów. Ja na pewno do tego grona się zaliczam i czekam nakolejne powieści. Polecam każdemu sięgnąć po „Papierowe miasta" – nie tylko czytelnikom najnowszego hitu autora, ale również tym, którzy... być może szukają w jakimś stopniu „siebie". A nuż – podróż Quentina pomoże im to odkryć!

Ania

Często różne sytuacje stawiają przed nami pytania: „Po co żyć?", „Jaki jest tego sens?", „Co jest dla mnie ważne?". Ludzie poszukują odpowiedzi na te pytania. Niektórzy jednak postanawiają żyć dalej codzienną rutyną, nie zastanawiając się nad tym co jest tak naprawdę ważne. Właśnie takim osobom (którymi najczęściej są nastolatki) podsunęłabym książkę „Papierowe miasta" pisarza Johna Greena.

 

Głównym bohaterem książki jest Quentin Jacobson, na którego przyjaciele mówią po prostu Q. W dzieciństwie przeżył on coś niesamowitego z Margo Roth Spiegelman, w której jest od tego czasu zakochany. Dziewczyna ta, która jest znana w całej szkole ze swego ekstrawaganckiego zachowania, pewnej nocy przychodzi pod okno Q w stroju nindży. Chłopak zauroczony dziewczyną od razu zgadza się z nią wyjść tej nocy. Nie wie jeszcze ile będzie go kosztować ta decyzja. Margo wprowadza w życiu Q niezły bałagan, a następnego dnia znika. Quentin zaczyna poszukiwania fascynującej go Margo, która zostawiła dla niego skomplikowane wskazówki. Podczas poszukiwań dowie się wielu rzeczy o ludziach, którzy są w rzeczywistości zupełnie inni niż sądzimy.

 

Nadal pamiętam jak wiele emocji towarzyszyło mi czytaniu książki „Gwiazd naszych wina". Tylu łez nigdy jeszcze nie wylałam podczas lektury. Nigdy. John Green postawił sobie wysoką poprzeczkę. Miałam duże wymagania co do jego innej książki – „Papierowych miast". Gdzieś w głębi mnie czułam, że się nie zawiodę. Że autor cudownych „Gwiazd naszych wina" znów mnie zachwyci. I nie pomyliłam się.

 

Q uważa, że w jego życiu wszystko jest na miejscu, że nie ma w nim miejsca na niespodzianki. Dogaduje się z rodzicami, ma przyjaciół z którymi lubi spędzać czas, dobrze radzi sobie w szkole. Wtedy w jego życie wkracza Margo. Dziewczyna, której życie jest zupełnym przeciwieństwem życia Q. Pełne ekstrawagancji, niespodziewanych zdarzeń, nieporozumień z rodziną, kłótni z przyjaciółmi. Margo sprawia wrażenie szczęśliwej, jednak tak naprawdę w głębi siebie szuka tego, co jest dla niej ważne, próbuje odpowiedzieć na pytania, które są najistotniejsze. Dlatego ucieka. Ale czy ucieczka jest dobrym rozwiązaniem?

 

Nasz świat jest zbudowany z papieru. „[...] popatrz na te wszystkie ślepe zaułki, ulice, które zawracają same na siebie, wszystkie te domy zbudowane po to, by się rozpaść. Na wszystkich tych papierowych ludzi mieszkających w swych papierowych domkach i wypalających swoją przyszłość, byle tylko siedzieć w cieple. Na wszystkie te papierowe dzieciaki pijące piwo, które kupił im jakiś menel w papierowym całodobowym. Każdy opętany jest manią posiadania przedmiotów. Cienkich jak papier i kruchych." (str.78) Wszystko przemija. Wszystko jest delikatne jak papier. Tylko od nas zależy jak wykorzystamy dany nam czas, dane nam życie.

 

Bardzo polubiłam pana Greena. Polubiłam go za to, że potrafi trafić do młodzieży w swoich książkach i pisze do nich mądrze. Dotyka spraw naprawdę istotnych. Zagubiona młodzież może odkryć w książkach Johna Greena odpowiedzi na pytania, które krążą w ich głowach. Te powieści, zarówno „Gwiazd naszych wina" jak i „Papierowe miasta" przekazują wartości, które są naprawdę ważne i istotne. Często pomijane i skreślane w dzisiejszych czasach.

 

Zachęcam Was do przeczytania „Papierowych miast". Mimo, że jednak mniej mi się one podobały od wspaniałych „Gwiazd naszych wina", warto się zapoznać z tą książką. Przyjemnie czyta się tę powieść, gdyż autor ma niezwykłe poczucie humoru, a jednocześnie przekazuje on ważne wartości. Warto, naprawdę warto.

Ciarolka

John Green to pisarz, którego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Twórca kilku książek, które stały się bestsellerami. Miałam ogromne szczęście mogąc przeczytać Gwiazd naszych wina. Powieść tę cały czas wspominam z sentymentem i planuję nawet ponownie jej przeczytanie. Nie jest więc chyba dziwne, że postanowiłam zapoznać sie z pozostałymi dziełami Greena, które podobno są równie dobre. O Papierowych miastach naczytałam się wiele i z każdą kolejną pozytywną recenzją miałam ogromną chrapkę na zapoznanie się z tą książką.

 

Jej bohaterem jest osiemnastoletni Quentin, który znajduje się w tym samym okresie swego życia co ja, dlatego jest mi naprawdę bliski. Czekają go egzaminy końcowe, koniec szkoły, pójście na studia oraz bal, na który się nie wybiera. To czas bardzo stresujący dla każdego nastolatka, ale też taki, który pozostaje w pamięci na zawsze. W tym napiętym okresie spotyka go przygoda, którą powinnam być może nazwać przygodą życia.

 

"Rozmawianie z pijaną osobą było jak rozmawianie z niezwykle szczęśliwym trzylatkiem dotkniętym poważnym uszkodzeniem mózgu."

 

Quentin to chłopak bardzo spokojny, ułożony, dobrze dogadujący się z rodzicami, nie chodzi na imprezy, ma grupę przyjaciół, ale nie jest wyrzutkiem społeczeństwa. Żyje sobie spokojnie, bez wariacji, można by powiedzieć, że nie jest typem amerykańskich nastolatków, których często spotykamy w filmach. To bohater, który od samego początku zdobył moją sympatię. Jego sąsiadką jest dziewczyna, z którą przed wielu laty połączyło go niezbyt przyjemne zdarzenie. Idealizuje ją, a nawet powiedziałabym, że podkochuje się w niej, choć tak naprawdę zna ją tylko jako popularną i odważną Margo, a nie wie, jaka jest tak naprawdę. Pewnej szalonej nocy zjawia się u niego w pokoju z dosyć nietypową prośbą i spędzają ze sobą całą noc jeżdżąc po mieście i wyrównując rachunki z nielubianymi przez nich osobami. Quentin jest zachwycony takim obrotem spraw, jednak następnego dnia czeka go rozczarowanie - Margo znika bez śladu. Nie wahając się ani przez moment, chłopak postanawia ją odnaleźć, angażując w to swych niesamowitych przyjaciół.

 

"Tak trudno jest odejść - dopóki się nie odejdzie. Wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem."

 

Po przeczytaniu dwóch książek Greena zauważyłam, że lubi on wplatać w niby zwyczajne powieści dla młodzieży bardzo mądre sentencje, morały i daje czytelnikowi bodziec do zastanowienia się nad niektórymi sprawami, do zwolnienia na chwilę tempa. Język, jakim się posługuje jest dostosowany do młodych ludzi, ale nie jest prostacki ani nie "odmładzany" na siłę.

 

"W pewnym momencie będziesz musiał przestać wpatrywać się w niebo, bo inaczej pewnego dnia spojrzysz z powrotem w dół i zorientujesz się, że ty także doleciałeś w przestworza."

 

Sama historia bardzo mi się podobała, choć przyznam szczerze, czuję lekki niedosyt. Gwiazd naszych wina jest moim zdaniem o wiele lepszą książką, wywołała u mnie o wiele więcej emocji i myślę, że też pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Papierowe miasta podzielone są na trzy części i to właśnie ta ostatnia część, w której opisana jest szalona przygoda - wielogodzinna podróż minivanem przez całe Stany Zjednoczone, którą odbywają Quentin i jego przyjaciele. To wtedy najczęściej wybuchałam śmiechem (wystarczy, że sobie przypomnę togi chłopaków, pod którymi nie mieli nic i biegając jak w sukienkach, rozpaczliwie poszukiwali normalnych ciuchów).

 

Samą Margo - tę niedostępną, wyidealizowaną, a jednocześnie bardzo kruchą dziewczynę jakoś niezbyt polubiłam. Uważam, że Quentin po prostu wytworzył sobie w głowie jakiś jej mylny, nieprawdziwy obraz, który nijak ma się do rzeczywistości. Wybory, jakich dokonała wcale mnie nie usatysfakcjonowały.

 

Papierowe miasta to z pozoru lekka i przyjemna powieść młodzieżowa, która jednocześnie bawi i uczy, między innymi tego, że powinniśmy wybierać taką drogę życiową, która sprawi, że będziemy szczęśliwi. Oczekiwałam powieści na miarę Gwiazd naszych wina, a może nawet lepszej, wnioskując z wielu pozytywnych recenzji, jakich się naczytałam, jednak pod tym względem czuję się odrobinę rozczarowana. Nie znaczy to jednak, że jej nie polecam, wręcz przeciwnie - Green ma naprawdę wielki talent, który można wyczuć na każdej stronie jego powieści.

 

WięcejKsiążków

Gdy myślę o ucieczkach, w głowie zaraz maluje mi się obraz jak z "PrisonBreak" albo z "Skazani na Shawshank". Skrupulatnie planowana akcja, wędrówka pod osłoną nocy, łamanie prawa.I co prawda, "Papierowe miasta" po części nam to serwują.

 

Margo RothSpiegelman jest królową szkoły. Właściwie można o niej powiedzieć, że to chodząca legenda swojego liceum. Nikt jednak nie wie, iż Margo pała gorącym entuzjazmem do tajemnic i zagadek. Nikt, poza Quentinem Jacobsenem, przyjacielem z dzieciństwa, który zakochał się w Margo po uszy. Dlatego, kiedy dziewczyna znika bez śladu po swoim ostatnim, spektakularnym numerze, Quentin i jego przyjaciele wyruszają na ekspedycję by odnaleźć Margo i jej papierowe miasta.

 

Zacznijmy od tego, że Margo to takie moje drugie "ja", które bardzo chciałabym mieć. Dziewczyna jest sprytna, przebiegła i inteligentna. Zna się na dobrej muzyce i książkach. Używa ciemnoczerwonego lakieru do paznokci (co w moim przypadku jest niemożliwe, bo mam paznokcie tak małe, jak przedszkolak) i nie boi się niczyjego zdania. Dlatego jej postać bardzo przypadła mi do gustu. Do czasu...

 

Inaczej maluje się Quentin. Bo tak, jak bardzo chciałabym być Margo, tak bardzo przypominam Quentina. A tych dwoje to ogień i woda. On jest nieco bardziej stonowany, nie lubi się wyróżniać. Po cichu przeżywa swoje życie, dogaduje się z rodzicami i ani mu się śni wyruszać na nocne eskapady. Urzekła mnie jego troska o dziewczynę, która traktuje go jak kolejnego kolegę. Chwila, chwila, Daria, czemu piszesz "kolegę", skoro wcześniej nazwałaś ich "przyjaciółmi"? Ich relacja to dość skomplikowana sprawa. Quentinowi wydaje się, że zna Margo - w końcu, w dzieciństwie często spędzali razem czas, a teraz widuje ją codziennie na szkolnym kortarzu. Dla niej z kolei, Q to płytka, papierowa postać, która nie uświadamia sobie, co się dzieje dookoła niej. Margo jest zdeterminowana, by pokazać mu nowy świat, bez wyrzeczeń i wiążących obietnic. Chce go uwolnić od nadchodzącego ciężaru dorosłości.

 

Książka to typowy popis pisarskich możliwości Johna Greena. Słodko-gorzka historia i realni bohaterowie, to coś, co jest dobrze znane wszystkim fanom amerykańskiego pisarza. Sięgając po tą książkę miałam wysokie wymagania, po dwóch świetnych książkach - "Gwiazd naszych wina" oraz "Szukając Alaski". I być może tym razem troszeczkę się przeliczyłam. Nie do końca zrozumiałam intencje Greena, Z drugiej strony jednak, książka zmusiła mnie do myślenia. Nie od razu doszłam do wniosku, iż fabuła uczy czytelnika, że nie zawsze to, co gloryfikujemy, faktycznie zasługuje na tę gloryfikację. Że nie każdy posiada bohatera w sobie, który tylko czeka na odpowiedni moment, by się obudzić. I właśnie to jest genialne w tej powieści - te ukryte przesłania, małe ciekawostki, które można odkrywać i odkrywać, elementy, które mówią nam "SZUKAJ!". Dlatego dałam jej 8/10 zamiast 7/10. To nie jest kolejna płytka, bezwartościowa książka dla młodzieży, ani typowa opowieść o ucieczce, poszukiwaniu i odnalezieniu. Nie ma przewidywalnego motywu miłosnego, nie ma typowej grupy przyjaciół. Wszystko jest zaskoczeniem, pudełkiem z niespodziankami, które można odkrywać bez końca.

 

Do ostatniej strony nie byłam pewna jakie jest przesłanie tej książki. Nie widziałam sensu w zniknięciu Margo, która ucieka, choć tak naprawdę nie wiadomo przed czym, która z jednej strony chce, a z drugiej nie chce zostać znaleziona. Działa trochę chaotycznie.

 

Dla kogo są "Papierowe miasta"? Powiedziałabym, że dla odbiorców piętnaście plus. Młodzież znajdzie w tej powieści ciekawą historię, która została okraszona genialnym humorem wpasowującym się w ducha czasu. Dorośli z kolei szybciej zauważą te sekrety ukryte między wierszami. Bo tak naprawdę, historia Margo to historia, po części, każdego z nas. Wszyscy mieliśmy z nią styczność - czy to osobiście, czy to przez naszych znajomych. Poszukujemy ciągle nieznanego, licząc iż odkrycie przyniesie nam euforię i poczucie spełnienia, kiedy to tak naprawdę chodzi o drogę, o to szukanie. Dlatego mam dla was propozycję - chodźmy odnaleźć Margo.

Wiktoria

„Nic nigdy nie zdarza się tak, jak to sobie wyobrażamy. [...] Z drugiej strony, jeśli sobie niczego nie wyobrażasz, nigdy nic się nie wydarza."

 

Wyobraź sobie, że w dzieciństwie znajdujesz ze swoją przyjaciółką ciało martwego mężczyzny, który nikt dla Ciebie nie znaczył. Przyjaźń się urywa, ale kilka lat później ta osoba staje w oknie... Ubrana na czarno i wymalowana ciemną farbą na twarzy, jakby 18-latka miała nagle ochotę zabawić się w ninję. Spokojnie, to tylko początek najlepszej nocy Twojego życia, podczas której naprawicie wiele zła i po prostu będziecie się dobrze bawili, jak za dawnych czasów. Tylko że następnego dnia przyjaciółki już nie ma w mieście. Uciekła, prawdopodobnie na kolejną fascynującą podróż. Czy uda Ci się ją odszukać?

 

Jak wiele osób po raz pierwszy spotkałam się z Johnem Greenem czytając „Gwiazd naszych wina". Nie płakałam, ale historia tam przedstawiona bardzo mnie dotknęła i utkwiła w pamięci. Podobało mi się w tamtej książce, że mimo bohaterowie przeżyli lub przeżywali jakąś chorobę, to aż tak tego nie odczułam - zauważyłam tam piękną parę, która ma takie same marzenia jak zdrowi ludzie. W „Papierowych miastach" autor zadbał o to, żebyśmy się dużo uśmiechali.

 

„Pójdziesz do papierowych miast i nigdy już nie powrócisz."

 

Quentin Jacobsen - dla przyjaciół Q - jest głównym bohaterem tej książki. To zwyczajny nastolatek (nienależący do „elity"), który ma za rodziców psychologów i naprawdę dobrych kumpli. Radar i Ben dużo czasu z nim spędzają. Jeden z nich ma manię nazywaniem płeć żeńską „królisiami", co na początku mnie denerwowało, a potem zaczęło bawić. :D Zresztą tak jak wspominałam, dużo tu dobrego humoru.

 

Przejdźmy jednak do Margo Roth Spiegelman, zagadki tej powieści. Jest totalnym przeciwieństwem Q. Uwielbia tajemnice, intrygi, przygody i wydawałoby się, że kłopoty w jej wydaniu. Po tej pamiętnej nocy Quentin ciągle myśli, gdzie mogła wyruszyć - razem z Radarem, Benem i Lacey szukają wskazówek. Czy im się to uda? Gdzie ją znajdą? Żywą, czy martwą? Koniecznie przeczytajcie!

 

„Widzisz, jestem gorącą zwolenniczką przypadkowego użycia wielkich liter. Obowiązujące zasady są okropnie krzywdzące wobec wyrazów w środku zdania."

 

JOHN GREEN

to amerykański pisarz. W 2006 wygrał nagrodę Printz Award za debiut Szukając Alaski, w 2012 jego powieść Gwiazd naszych wina osiągnęła pierwsze miejsce na liście bestsellerów New York Timesa. Wspólnie ze swoim bratem Hankiem tworzy projekt vlogbrothers w serwisie youtube, który dał początek wspaniałemu ruchowi zwanemu "nerdfighterią".

 

„Pamiętaj, że czasami nasze wyobrażenie drugiej osoby niewiele ma wspólnego z tym, kim ona naprawdę jest."

 

Autor pisze z niesamowitą lekkością, przez co niestety dosyć szybko czyta się tą książkę. John Green ma dar, który posiada bardzo mało pisarzy - coś przyciąga do tego, żeby jeszcze raz czytać jego książki, podobnie jest w przypadku „Papierowych miast". Książka jest ciekawa, zabawna, inspirująca i zachęcająca do tego, żeby wyruszyć na poszukiwania samego siebie i prawdziwych przyjaciół.

 

Mam jednak jedno zastrzeżenie co do tej książki i jest to właśnie Margo, która w pewnym momencie mnie nieźle wkurzyła - aż odjęłam punkt. :P Zachęcam Was do tego, żebyście mimo wszystko zapoznali się z twórczością tego pana. Książka trafi na moją specjalną półkę na regale, gdzie trzymam tylko te powieści, które bardzo doceniam.

 

„Ja: Ale szczury.
Ja: No tak, ale wygląda na to, że trzymają się sufitu.
Ja: Ale jaszczurki.
Ja: Daj spokój. Gdy byłeś mały, ciągałeś je za ogony. Nie boisz się jaszczurek.
Ja: Ale szczury.
Ja: Szczury tak naprawdę nie mogę cię zranić. One bardziej się boją ciebie niż ty ich.
Ja: No dobrze, ale co ze szczurami?
Ja: Zamknij się."

 

Ruda Recenzuje

Quentin od dzieciństwa podkochuje się w swojej sąsiadce Margo. Nieustraszona dziewczynka stanowi dla niego ideał, z którym musi zmierzyć się każda kolejna sympatia chłopca. Kiedy, tuż przed zakończeniem szkoły, Margo ucieka z domu, Quentin stawia wszystko na jedną kartę i postanawia za wszelką cenę ją odszukać.

 

Wyobraźcie sobie, że macie wszystkiego dosyć, a codzienność coraz bardziej Was męczy i nuży. Nie jesteście zadowoleni ani z siebie, ani z innych. Macie wrażenie, że otacza Was beznadzieja, z którą nie można nic zrobić. Tak właśnie czuła się Margo. Nie chciała dłużej się uśmiechać, kiedy nie czuła radości. I udawać, że rzeczy banalne mają dla niej najwyższą wartość. Każdy z nas zna to uczucie, prawda? I doświadczył go przynajmniej raz. Zagłębiając się w jej historię przypominałam sobie, jak to było mieć 18 lat i jak wówczas podchodziłam do różnych spraw. Mówiąc krótko rozumiałam ją, bo kiedyś czułam to samo. Autor bardzo dobrze oddał świat pozornie dorosłych nastolatków, którym wydaje się, że nie dadzą rady zmierzyć się z komplikacjami losu i którzy nie widzą wyjścia z tego ponurego labiryntu codzienności.

 

Drugim bohaterem tego przedstawienia jest Quentin. W przeciwieństwie do Margo chłopak lubi swoje życie- przesiadywanie z przyjaciółmi przed lekcjami, powtarzalność kolejnych dni i znajomą rutynę. Ucieczka Margo sprawiła jednak, że przyszło mu przewartościować swoje życie, zatrzęsła jego podstawami i rozniosła je w pył. Jedna chwila, która tak wiele zmieniła. Podróż śladami Margo stała się dla niego jednocześnie życiową podróżą w głąb siebie i swojego umysłu. Byłam nieodłączną towarzyszką tej podróży i z przyjemnością patrzyłam, jak docierają do niego kolejne fakty i jak zmienia się na moim oczach. Z potulnego syna i ugrzecznionego ucznia stał się młodym i interesującym mężczyzną, który nareszcie był w stanie tupnąć nogą i głośno wyrazić swoje zdanie. I wiecie, ten nowy Quentin może się podobać.

 

Choć momentami książka wydawała mi się oderwana od rzeczywistości, wydaje mi się, że wiem, co autor miał na myśli. Mimo że poruszamy się w obrębie literatury młodzieżowej, to problemy książkowych bohaterów mogłyby być również naszymi bohaterami. Ja również, podobnie jak Margo, nie mam czasami chęci wstać z łóżka i wykonywać standardowych obowiązków. Nie zawsze mam chęć na udowadnianie czegoś, czy nawet bycie sobą. Nie zawsze też jestem pewna, czy ludzie wiedzą, kim naprawdę jestem i o czym marzę. I właśnie to najbardziej mi się podoba- fakt, że w tych postaciach znalazłam odrobinę siebie. Urzekł mnie, ten smutny, choć magnetyczny realizm, który jest dla mnie tak pożądany.

 

Na kolejnych kartkach rozpycha się łokciami prawdziwa przyjaźń. Ta piękna, niezastąpiona relacja między uczniami szkoły średniej- tymi niby dorosłymi, a w rzeczywistości jeszcze dziećmi. Podoba mi się fakt, że tutaj dotyczy ona chłopców, to dla mnie pewna odmiana, bo zazwyczaj książki, które czytam skupiają się przede wszystkim na kobietach i ich problemach. Autor udowadnia nam, że istnieje prawdziwa przyjaźń i pozostawia nas z nadzieją, że w ekstremalnych sytuacjach możemy liczyć na przyjaciół, nawet jeśli do tej pory łączyło nas przede wszystkim wspólne podziwianie płci przeciwnej

 

Jak już wspomniałam, wydaje mi się, że w tych książkowych poszukiwaniach chodzi przede wszystkim, by odnaleźć siebie i zrozumieć, co dla nas jest ważne. Nie można patrzeć na innych i oczekiwać od nich aprobaty, jeśli nie zaakceptujemy najpierw samego siebie, a czasami, żeby to zrobić musimy zupełnie się zatracić i podążyć w nieznanym kierunku. Na szczęście nie zawsze było tak refleksyjnie i niemalże mrocznie. Kilka razy się uśmiechnęłam, przede wszystkim dzięki niezastąpionym kolegom Quentina. Obawiam się, że nie będzie mi dane szybko zapomnieć, jak jeden z nich nazywał licealne piękności „królisiami" oraz, że rodzice drugiego mieli kolekcje czarnoskórych mikołajów. Choć z drugiej strony, wcale mi to nie przeszkadza. Podoba mi się ten młodzieżowy klimat, a „Papierowe miasta" urzekły mnie nie mniej, niż „Gwiazd naszych wina". Może nawet bardziej?

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!