Okładka wydania

Gwiazd Naszych Wina

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: John Green
  • Tytuł Oryginału: The Fault In Our Stars
  • Gatunek: Powieści i opowiadania
  • Język Oryginału: angielski
  • Przekład: Magdalena Białoń Chalecka
  • Liczba Stron: 312
  • Rok Wydania: 2013
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 135 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-62478-89-7
  • Wydawca: Bukowy Las
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    6/6

    6/6

    -

    -

    6/6

    5,5/6

    6/6

    6/6

    6/6

    -

    6/6

    6/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 37 votes
Akcja: 100% - 40 votes
Wątki: 100% - 38 votes
Postacie: 100% - 37 votes
Styl: 100% - 38 votes
Klimat: 100% - 38 votes
Okładka: 100% - 35 votes
Polecam: 100% - 29 votes

Polecam:


Podziel się!

Gwiazd Naszych Wina | Autor: John Green

Wybierz opinię:

Amelia Grey

Jest wiele rodzajów książek. Są na przykład lektury szkolne, do których większość z nas nie ma cierpliwości. Są książki, które zapowiadają się całkiem dobrze, a potem z ich czytaniem męczymy się długie godziny. Wśród nas znajdziemy też lekkie lektury na miły wieczór i takie, które czyta się naprawdę dobrze, ale potem o nich zapominamy. Każdy ma też ulubione serie, z których potem wyrasta. Wśród tego powiewu komercji i przeciętności od czasu do czasu znaleźć można perełki, które szczycą nas swym morałem, uczą życia i zajmują w pamięci miejsce szczególne. Są to pozycje ponadczasowe, piękne i niezapomniane, które szturmem podbijają serca czytelników, wywołują rewolucję, a potem nie sposób wyrzucić je z pamięci. Właśnie do takich książek, zarówno dla mnie, jak i dla wielu innych osób należą ,,Gwiazd naszych wina".

 

Fabułę zna chyba większość z nas, jednak dla porządku i dla tych, którzy może jeszcze jej nie kojarzą, przybliżę ją trochę. Główną bohaterką książki jest szesnastoletnia, chora na raka Hazel. Pewnie już by nie żyła, gdyby nie medyczny cud. Kroku dziewczynie dotrzymuje jej wierny przyjaciel - aparat tlenowy Philip - a życie kręci się wokół oglądania ,,America'sNext Top Model", czytania kolejny raz ,,Ciosu udręki", zajęciami w collegu i spotkaniami grupy wsparcia. Na jednym z takich spotkań Hazel poznaje Augustusa, za sprawą którego dowie się, co w życiu ważne, odbędzie podróż marzeń i inaczej spojrzy na świat.

 

Autorem tego dzieła jest 36-letni John Green. Zadebiutował powieścią ,,Szukając Alaski", która ukarze się u nas w nowej wersji we wrześniu. ,,Gwiazd naszych wina" przyniosła mu ogromną popularność. Otrzymał wiele nagród, m.in.: Printz Medal, Printz Honor i Edgar Awards. Niedawno w Polsce ukazała się jego kolejna książka ,,Papierowe miasta".

 

Jak każdy z nas zauważył książki pana Greena robią furorę w blogosferze. Każdy o nich mówi, każdy się zachwyca i znajduje w nich coś dla siebie. Tak więc ja, posiadaczka zatwardziałego serca postanowiłam sprawdzić czy i mnie owa lektura poruszy. Byłam pewna, że raczej nie. Wiedziałam, że powinna mi się spodobać, ale łez na swej twarzy nie oczekiwałam. I wiecie co? Zdarzył się cud. Moje twarde niczym głaz serce rozmiękło na chwilę i pozwoliło oczom ronić łzy czytając tę historię. Za to już będę tę książkę wiecznie wielbić.

 

Ci, na których ta lektura wciąż czeka, pewnie nadal się zastanawiają, co w niej jest takiego. Już mówię. Jedną z takich rzeczy jest sama koncepcja. Nie chodzi o fakt książki o raku, bo takie znaleźć możemy na każdym kroku. Wielu już autorów przedstawiało nam tę chorobę, także wydawać by się mogło, że jest już obejrzana i przetrawiona z każdej strony. Pan Green jednak miał na nią jeszcze inny pomysł. Przedstawił ją w sposób lekki, nie jako wyrzeczenie, ale sposób życia. Ominął płacz, z powodu jej nadejścia, a zaserwował nam wiele okazji do przemyśleń i całe morze mądrości życiowych, które wcale nie wydają się przerysowane, lecz idealnie wpasowują się w sytuację każdego z nas. Dzięki temu wszyscy coś wyniosą. Jeden więcej, drugi mniej, ale w jakimś stopniu ta książka w czytelniku pozostanie. Nie mamy tu jedynie wątku raka. Co to, to nie. Znajdziemy też motyw problemów dorastania, pierwszych miłości, życiowych wyrzeczeń i niesprawiedliwości losu. Można by rzec, coś dla każdego.

 

Kolejną z zalet jest sposób pisania autora. Nie raz wspominałam o tym, że pisarz musi umieć wykształcić atmosferę charakterystyczną tylko dla niego. Tutaj tak było. Trudny temat został włożony w otoczkę świeżości i wyszło z tego cudo. Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić, to byłaby to właśnie ta lekkość. Po tylu znakomitych recenzjach tej książki oczekiwałam, że będzie jedną z tych ,,mądrych", które do tej pory utożsamiałam z czymś ciężkim i dającym do myślenia w drastyczny sposób. To nie tak, że się zawiodłam. Po prostu byłam zaskoczona, że pan Green potrafił włożyć mi do głowy przemyślenia w sposób lekki, a czasem wręcz nieco banalny. Mimo, a może lepiej dzięki temu w niezwykle obrazowy, trafiający w nasze serca i przejmujący sposób wykreowana została ta podziwiana przez tłumy historia.

 

Aby książka była dobra nie może zabraknąć dobrze wykreowanych bohaterów. Najlepiej, żeby byli charyzmatyczni, dowcipni i zapadający w pamięci. O tym, że nie mogą ani przez chwilę irytować nawet nie wspominam. Tutaj ten schemat został zachowany. Począwszy od tytułowej Hazel przez barwnego Augustusa, a na rodzicach skończywszy. To właśnie ci charyzmatyczni bohaterowie przekazują nam wszystkie wartości. Na podstawie ich życia i przemyśleń uczymy się my. Poznajemy ludzką naturę i to, że choroba nie wpływa tylko na nas, ale i na każdego w naszym otoczeniu. Jedna decyzja wpływa na inne, a wspomnienie z przeszłości może zmienić obecny sposób odbierania świata. Autor nie spoczął na laurach i nie przedstawił nam kolorowego obrazka, na którym znajdują się doskonali ludzie. W życiu jest ciężko, nikt nie jest doskonały i tu właśnie widać to najlepiej. Chyba nieco przesadnie zrzyłam się z bohaterami. Już na początku dało się przewidzieć, jak to się skończy, ale nie powstrzymało mnie to od przywiązania się do Hazel i Augustusa i oczywiście późniejszego płaczu.

 

Nie jedna już osoba odkryła tajemnicę ,,Gwiazd naszych wina". Nie ja pierwsza też się nią zachwycam. Napisana jest w sposób, który zachwyci każdego. To, że jest skierowana do młodzieży nie powoduje, że tylko im się spodoba. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie i będzie ją podziwiał z dziecięcą naiwnością i bólem rozdzierającym serce. Nie zwlekajcie wiec dłużej i szybciutko rozpocznijcie lekturę tej powieści. Mogę zagwarantować, że się nie zawiedziecie!

Abigail

„- Może „okay" będzie naszym „zawsze"?
- Okay".

 

John Green jest pisarzem, autorem bestsellerów z listy "New York Timesa". Debiutował znakomitą powieścią Szukając Alaski, opublikował następnie kilka powieści, z których ostatnia, Gwiazd naszych wina przyniosła mu ogromną popularność i splendor. Otrzymał wiele nagród literackich, m.in.: Printz Medal, Printz Honor i Edgar Award. Mieszka z żoną i synem w Indianapolis. Wraz z bratem Hankiem prowadzi Vlogbrothers, jeden z najpopularniejszych projektów wideo w sieci.

 

Hazel Grace Lancaster jest szesnastolatką, która trzy lata temu zachorowała na raka i od tej pory nie chodzi do szkoły, a cały swój wolny czas spędza na czytaniu raz po raz Ciosu udręki i oglądaniu programu America's Next Top Model. Nieodłącznym elementem jej życia jest aparat tlenowy, którego nazwała Philip. Jakiś czas temu zdarzył się Cud, dzięki któremu Hazel przeżyła. Przyjęła nowe lekarstwo, Phanlanxifor, które zadziałało akurat na jej organizm i guzy w jej płucach przestały się powiększać. Co prawda, Hazel dalej jest boleśnie świadoma tego, że ten lek „kupił" jej trochę więcej życia, jednak nie zniszczył całkowicie komórek rakowych.

 

Prawdziwym przełomem w jej życiu jest moment, w którym na grupie wsparcia w Dosłownym Sercu Jezusa poznaje Augustusa Watersa. Dowiaduje się, że chłopak chorował na kostniakomięsaka, który pozbawił go jednej nogi - teraz jednak ma się o wiele lepiej i ma nadzieję, że rak nie powróci. Z Hazel łączy go rozmowa o zapomnieniu, a potem odnajdują coraz więcej wspólnych rzeczy. Dziewczyna nawet nie spostrzeże się, kiedy Augustus stanie się dla niej wszystkim. Czeka na nią niesamowita podróż, o której długo marzyła i wreszcie będzie miała możliwość spełnienia swojego marzenia.

 

„Zakochiwałam się w nim tak, jakbym zapadała w sen: najpierw powoli, a potem nagle i całkowicie".

 

Długo broniłam się przed tą książką, a im więcej pochlebnych opinii czytałam, tym bardziej nie chciałam po nią sięgnąć. Myślałam, że to nie będzie książka dla mnie, bo naprawdę ani trochę mnie do niej nie ciągnęło, jednak zakupiłam ją pod wpływem impulsu i ani trochę tego nie żałuję. To chyba najlepiej wydane 35 złotych. Bardziej nie mogłam się mylić, mówiąc, że to nie jest książka dla mnie, bo to historia dla każdego, z którą wszyscy muszą się zapoznać.

 

Są takie książki, o których chcielibyśmy powiedzieć milion rzeczy, ale żadne mądre słowo z nas nie wypłynie, bo autor tak bardzo namieszał nam daną historią w głowie. Możemy tylko cały czas odtwarzać w myślach przygody bohaterów, śmiać się przy ich licznych rozmowach i płakać nad zakończeniem. Są takie książki, które trafiają prosto do serca - taką właśnie jest "Gwiazd naszych wina". Alfabet ma niestety tylko 32 litery i to jest stanowczo za mało, żeby określić geniusz tej książki i jej autora. Miłość do tej historii chciałoby się wykrzyczeć we wszystkich językach świata, a nawet stworzyć kilka nowych, tylko po to, żebyśmy mieli pewność, iż wszyscy dowiedzą się o tym, jak bardzo jest cudowna.

 

Zanim jeszcze zaczęłam czytać tę pozycję to skojarzyła mi się z książką Oskar i pani Róża, która również wywarła na mnie wielkie wrażenie. Wydaje mi się, że nie ma co porównywać tych dwóch książek między sobą, bo obydwie są genialne, jednak przyznam szczerze, że bezapelacyjnie nie ma większego geniuszu niż "Gwiazd naszych wina". A dlaczego? Cytując autora powiem, że dlatego, iż to nie jest książka o raku, bo książki o raku to lipa. To nie jest ckliwa historia, w której bohater chory na raka jest niemożliwie twardy i niewzruszony oraz nie ustaje w walce z chorobą. Ta książka nie miała na celu wywołać litości w czytelniku, ale zaskarbić sobie jego sympatię, nie pozostawiając żadnych negatywnych doznań. Od pierwszych stron mogliśmy zakochać się w Hazel i Augustusie, a autor wykreował te postaci w taki sposób, że nawet nie odczuwaliśmy tego, iż mogą być chore na raka. Zazwyczaj smucimy się nad losem bohaterów i wywołują oni w nas litość, ale nie w tej książce - nie patrzymy na nich jak na obłożnie chorych, ale jak na zdrowych i pełnych życia ludzi, którymi są mimo swojej choroby. Hazel i Augustus nie płaczą nad swoim losem, ale cieszą się życiem i każdą chwilą spędzoną ze sobą. Bo właśnie o to chodzi w byciu silnym - nie o wzniosłe mówienie o swojej walce z chorobą, ale znoszenie ją w spokoju i nie pozwalanie na to, żeby rozprzestrzeniła się i zagnieździła w naszej mentalności oraz żeby zniszczyła nas przez nadmierny natłok myśli.

 

„ - Nie zabijają dopóki nie zapalisz - powiedział, kiedy samochód zatrzymał się przy nas. - A ja nigdy żadnego nie zapaliłem. Widzisz, to metafora: trzymasz w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by zabijał".

 

"Gwiazd naszych wina" złamało mi serce w podobny sposób jak Baśniarz. To prawda, te pozycje potrafią zdołować człowieka, jednak mimo wszystko pozwoliłabym, żeby złamały serce jeszcze milion razy, jeśli to oznaczałoby, że mogę przez choć krótką chwilę znowu pobyć razem z ukochanymi bohaterami. John Green jest naprawdę bardzo okrutny - przez prawie całą książkę prowadzi czytelnika z wielkim humorem i sprawia, że może się odprężyć, a potem nagle uderza w niego zbyt wielką falą emocji, której nie może znieść. To w pewien sposób cudowne, że w pewnej chwili śmiejemy się jak szaleńcy, a w drugiej wypłakujemy sobie oczy. Taki geniusz to tylko u Johna Greena.

 

Można sobie mówić, że ta historia na pewno nie jest dla mnie, że mi się nie spodoba, że nie przepadam za taką literaturą, ale prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy wielbicielami książek Greena - niektórzy tylko jeszcze ich nie odkryli. Nie mam słów, które mogłyby opisać to, co działo się ze mną przy czytaniu tej książki. To była miłość od pierwszej strony - już wtedy wczułam się w sytuację bohaterów i nie odstępowałam ich na krok. Chyba nie było takiej siły, która mogłaby mnie odciągnąć od tej książki. Nie pomagało absolutnie nic - żadnego jedzenia, żadnego picia, żadnych rozmów, wszystkiego musiałam się wyrzec dopóki nie skończyłam czytaćGwiazd naszych wina.

 

Trudno jest pisać o książce, gdy ma się o niej tak wiele do powiedzenia, że aż czuje się wielki ból z powodu tego, iż nie można powiedzieć wszystkiego, co się chce. Nawet nie mam możliwości, żeby przelać przez opuszki moich palców za pośrednictwem klawiatury tego wszystkiego, za co chciałabym, żebyście pokochali tę książkę. Nie mam takich słów, które trafiłyby bezpośrednio do Waszego serca i namieszałyby w nim tak bardzo jak w moim zamieszały "Gwiazd naszych wina". Wszystkie te wyrazy ukradł mi John Green i zamknął w swojej książce, więc jeśli chcecie znać moją opinię na temat tej historii to jest tylko jedno rozwiązanie: musicie ją przeczytać i odczuć na sobie jej moc. Powtórzę to jeszcze raz: To nie jest książka o raku, bo książki o raku to lipa. Powiem szczerze, że nie macie żadnej wymówki, która mogłaby Was obronić przed przeczytaniem tej książki. Po prostu musicie ją poznać, bo inaczej nie możecie w pełni odczuć tego wszystkiego, co daje nam obcowanie z literaturą. To właśnie dzięki "Gwiazd naszych wina" możemy przypomnieć sobie za co tak bardzo kochamy czytanie, a nawet rozkochać w książkach serca niedowiarków, którzy tłumaczą, że nie lubią czytać. Co to w ogóle za wytłumaczenie? Czymś takim mają się wywinąć przed przeczytaniem Gwiazd naszych wina? Każdy z nas jest czytelnikiem, ale niektórzy jeszcze o tym nie wiedzą, bo nie przeczytali żadnej książki Johna Greena.

 

„Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie (...), o których nie możesz opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się nimi wydaje się niemal zdradą".

Beatrice

"Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem marzeń."

 

Są takie książki, które wpadają do naszych rąk przez przypadek, a w sercu zostają na bardzo długo. Które skłaniają nas do przemyśleń, absolutnie wciągają oraz rozwijają. Odnosząc się do powieści "Gwiazd naszych wina" wypada na początku wspomnieć, że raczej rzadko książki o śmierci wywołują w nas pozytywne uczucia. Jednak wzbudzenie w czytelniku negatywnych emocji nie było motywem przewodnim pana Greena. Nie, "Gwiazd naszych wina" nie jest zwykłym wyciskaczem łez. Jest ambitną książką, która, choć nazywa rzeczy po imieniu, wywołuje również uśmiech na twarzy czytelnika oraz daje nadzieję.

 

Autor lekki piórem opowiada nam historię pewnej szesnastolatki, której "Instytucja Dżinów spełniająca marzenia dzieci chorych na raka" już kilka lat wcześniej sponsorowała wizytę w parku rozrywki, jako jej ostatnie życzenie. Mimo wszystko dziewczyna przeżyła dzięki niezwykłemu lekowi, który jednak jedynie przedłużył jej życie na ziemi. Teraz codziennie wstaje ze świadomością, że w każdej chwili jej płuca mogą przestać współpracować i może odejść z tego świata. Hazel Grace powinna chodzić do szkoły, spotykać się z przyjaciółmi, chodzić na randki, do kina, czy do parku, jednak rak tarczycy z przerzutami do płuc skutecznie jej to uniemożliwia. Kiedy jednak jej mama upiera się, że dziewczyna musi zacząć prowadzić życie choćby odrobinę przybliżone do życia normalnej nastolatki i wysyła ja na grupę wsparcia dla nieuleczalnie chorych, coś się zmienia. A raczej ktoś zmienia jej życie. Augustus, to imię chłopaka, którego dziewczyna poznaje na grupie wsparcia. To jedynie początek ich historii.

 

„- Jestem granatem - powtórzyłam. - Chcę trzymać się z dala od ludzi, czytać książki, rozmyślać i spędzać czas z wami, ponieważ i tak nie mogę zrobić nic, żeby was nie zranić. Jesteście zbyt zaangażowani, więc pozwólcie mi po prostu żyć tak, jak chcę, dobrze? Nie mam depresji. Nie muszę nigdzie wychodzić. I nie mogę być typową nastolatką, ponieważ jestem granatem."

 

Hazel Grace jest zarówno bohaterką jak i narratorką powieści. Opowiada nam o swoim świecie, przybliża postacie rodziców, Augustysa, Isaaca oraz swojej przyjaciółki, opisuje historię swojej choroby oraz rozwój swojego uczucia do Augustusa. Jest błyskotliwa, oczytana oraz nad wyraz mądra jak na swój wiek, jednak nie korzysta z życia, ciągle rozmyślając o nadchodzącej śmierci. Dopiero poznając na grupie wsparcia chłopaka, który wpatruje się w nią jakby była najpiękniejszą dziewczyną na świecie (chociaż po tylu "terapiach rakowych" nie była w najlepszym stanie) i otwarcie z nią flirtuje, coś zmienia się w jej nastawieniu. Staje się bardziej otwarta na ludzi i zaczyna spędzać czas z nowymi przyjaciółmi. Na stronach książki widzimy zmianę z zamkniętej i popadającej w depresję nastolatki w dojrzałą młodą kobietę, która wreszcie wie czego pragnie i rozumie, że musi korzystać z życia niezależnie od tego, jak długie ono będzie.

 

„Widzisz, to taka metafora: trzymasz w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by zabijał"

 

Metafory. To właśnie nimi przepełnione jest życie AugustusaWatersa (np. trzyma w zębach niezapalonego papierosa, ale nie daje mu mocy do działania zapalając go). Ten młody chłopak, niegdyś mistrz koszykówki (dopóki kostniakomięsak nie odebrał mu nogi), zdaje się być doskonale świadomy swojej urody i inteligencji. Z pozoru może wydawać się próżny, jednak wcale taki nie jest. Pod tym obrazem pewnego siebie nastolatka, kryje się wrażliwy i kochający chłopak z wieloma kompleksami. Nie jest idealny, chociaż dla Hazel to pewnego rodzaju wzór do naśladowania. Ze swoim wisielczym poczuciem humoru i przekonaniami idzie przez świat i robi wszystko, aby przeżyć swoje życie jak najlepiej.

 

Gus to z pewnością najlepiej skonstruowana postać powieści Johna Greena. Dzięki jego błyskotliwości i wielu metaforom, które przytacza, książka staje się płynna, mądra i skłania czytelnika do przemyśleń.

 

"To tylko efekt uboczny umierania"

 

Niewątpliwym atutem książki jest jej niesamowita bezpośredniość. Hazel często używa bardzo otwartych oraz ironicznych sformułowań, takich jak "bonusy rakowe", "Organizacja Dżinów spełniająca życzenia dzieci nieuleczalnie chorych na raka", czy "efekt uboczny umierania". Nie ma więc żadnego owijania w bawełnę, ale to właśnie przez ową bezpośredniość książka wydaje się taka realna. Również wisielczy humor Gusa, doskonale odzwierciedlający rzeczywistość, jest bardzo dobitny. Podczas rozmowy z najlepszym przyjacielem Isaaciem często żartuje sobie ze swojej amputowanej kończyny, jego ślepoty czy umierania oraz proponuje koledze wyżyć się na swoich własnych pucharach z koszykówki. Wszystko to dobitnie pokazuje powagę sytuacji w jakiej znalazła się w tak młodym wieku trójka przyjaciół.

 

Ciekawe są również dyskusje Hazel i Gusa. W wielu sprawach różnią się poglądami, a przez ich sprzeczki czytelnik sam staje się zagubiony i nie jest pewien jakie stanowisko powinien obrać. Skłania to do głębokich przemyśleń, a z przemyśleniami łączą się również wnioski, co prowadzi nas do osobistego rozwoju. Czy to nie najważniejszy plus? Że przez tę książką i my się rozwijamy?

 

"Po prostu chciałabym ci wystarczać, ale tak nie jest, nie wystarcza ci to co masz. Lecz tylko tyle masz. Mnie, swoją rodzinę i ten świat. To jest twoje życie. Przykro mi, jeśli jest beznadziejne."

 

Poruszająca i zapadająca w pamięć (a raczej w serce, przynajmniej w moim przypadku)... to są chyba najbardziej trafione określenia opisujące tę książkę. Kiedy już raz zaczniesz czytać nie skończysz dopóki nie dotrzesz do końca. I nie chodzi tu o szybką akcję, ponieważ takowej wcale nie było wiele. Temat, który nie był naciągany, mądrość i lekkość z jaką autor opisywał świat za pomocą swojej małej narratorki dają wiele do myślenia i sprawiają, że czytelnik nie jest w stanie oderwać się od lektury. Nawet, gdy w pewnym momencie można przewidzieć jak zakończy się "Gwiazd naszych wina" z zaciekawieniem czytamy do końca, jakby nie istniało nic innego.

 

Nie zrozumcie mnie jednak źle. Nie jest to bezgranicznie smutna książka. Owszem, opowiada o śmierci i jest poruszająca, nie jest to jednak równoznaczne z rozpaczą, czy smutkiem.

 

Jest po prostu piękna. I bardzo dojrzała.

 

Trudno dać mi jakąkolwiek inną ocenę niż 10/10. Po prostu się nie da.

 

„Na tym świecie jest tylko jedna rzecz okropniejsza niż umieranie na raka w wieku szesnastu lat, a jest nią posiadanie dziecka, które na tego raka umiera."

 

Medziks1

John Green to bestsellerowy amerykański autor. Jego nazwisko kojarzy się z debiutem „Szukając Alaski" czy „Papierowymi miastami". Jednak „Gwiazd naszych wina" to jedna z najsłynniejszych powieści tego pisarza. Zdobył za nią wiele nagród, m.in.: Printz Medal, Printz Honor, i Edgar Award. O powieści było głośno długo przed jej polską premierą. Została okrzyknięta książką roku przez wielu mniej i bardziej liczących się na rynku recenzentów. Moją sympatię zdobył jego pierwszą wydaną w Polsce książką i na pewno nie będzie to moje ostatnie spotkanie z panem Greenem.

 

„Pod koniec zimy siedemnastego roku mojego życia mama stwierdziła, że wpadłam w depresję. Zapewne doszła do tego wniosku, bo rzadko wychodziłam z domu, spędzałam długie godziny w łóżku, ciągle czytałam tę samą książkę, mało co jadłam i całkiem sporo wolnego czasu, którego miałam w nadmiarze, poświęcałam na rozmyślania o śmierci."

 

Hazel to szesnastolatka chora na raka, pogodzona ze swoją zbliżającą się, przedwczesną śmiercią. Pisarz nie zdecydował się na ukazanie jej jako wrażliwej nastolatki, która sprawia wrażenie męczenniczy, bez wątpienia nadającej się na kandydatkę do kanonizacji. Czyli zupełna odwrotność? Jest buntowana, nie mogąca stawić czoła rzeczywistości, a jej cel to uprzykrzenie życia otoczeniu?

 

Niespodzianka! W życiu nic nie jest czarno-białe, ludzie również. Nastrój bohaterki różni się każdego dnia. Czasem jest irytująca, kiedy indziej wydaje się być odrobinę wyidealizowana. Głównie jednak, pokazuje osobę, która z powodzeniem mogłaby uchodzić za przeciętną nastolatkę. Z jednym wyjątkiem. Moje koleżanki nie mają za przyjaciela aparatu tlenowego, nazwanego Philipem. Uczęszcza ona spotkania grupy wsparcia, gdzie poznaje intrygującego Augustusa. Chłopak wyróżnia się na tle młodzieży, gromadzącej się co tydzień, by pomagać sobie nawzajem, przetrwać trudne chwile. Jest bardzo ironiczny, przez co od razu go polubiłam. Zabawny, potrafi śmiać się z siebie.

 

Sama historia niesamowicie mnie zainteresowała i nie mogłam się od niej oderwać. Jeśli myślicie, że doskonale wiecie jak potoczą się losy Hazel i Augustusa, a zakończenie nie będzie zaskakujące... Ich związek został przedstawiony w cudowny, nie-cukierkowy sposób, który łapał czytelnika za serce.

 

Autor nie poszedł na łatwiznę, zdecydowanie nie. Jeśli spodziewacie się smutnej powieści o umierającej dziewczynce, która w tak trudnym czasie odnajdzie miłość, będzie zaskoczeni tak samo jak ja. Pomimo tego, że książek o chorobach przeczytałam wiele, ta niesie ze sobą coś nowego. Coraz częściej grupą docelową są nie dorośli, a młodzież, z którą pewnie nie rozmawia się często o śmierci. Jest to swego rodzaju temat tabu, powoli zaczynający się wyłamywać z bańki banalności i powtarzalności. Może się wydawać, że wybranie go dla swojej powieści gwarantuje jej wysokie miejsce na listach bestsellerów, ale głównym czynnikiem sukcesu książki Greena jest jej oryginalność i zupełnie odmiennie podejście do spraw życia ludzkiego.

 

Nie mogę porównać tej książki do żadnej innej, gdyż wydaje mi się na to zbyt dobra. Autor zgrabnie wplata metafory w tekst i choć powinny brzmieć zabawnie w ustach tak młodych bohaterów, nie rozmieszają nas, a zmuszają do refleksji, choć nie wydaje mi się, by ktokolwiek tak młody mówił tak wyrafinowanym językiem. Pomimo tego, styl pisania był cudowny, a bohaterowie podbili moje serce.

 

To jedna z najsmutniejszych, a zarazem najśmieszniejszych książek jakie czytałam. Definitywnie wrócę do niej w najbliższej przyszłości.

Jane Rachel

„(...) i przyszło mi do głowy, że żarłocznych ambicji ludzi nigdzie nie zaspokajają spełnione marzenia, ponieważ zawsze pojawi się myśl, że można by było wszystko zrobić ponownie i lepiej." (str. 302)

 

 

Hazel Grace Lancester od trzech lat choruje na raka tarczycy z przerzutami do płuc. Oprócz rodziców jej przyjaciółmi są dziewczyna imieniem Kaitlyn oraz aparat tlenowy, którego nazwała Philip, a jej życie ratuje cudowny antybiotyk Phalanxifor, zapobiegający rozrastaniu się guzów w płucach. Codziennie ogląda kolejne odcinki America's Next Top Model i dużo czyta. Wszystko zmienia się, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje Augustusa Watersa. Okazuje się, że pomimo odmiennych zainteresowań i różnych definicji śmierci tych dwoje łączy ogromna siła walki oraz odwaga. Razem spełniają swoje marzenia, szukają odpowiedzi na pytania takie jak: czym jest choroba, życie i poświęcenie, jak można sobie z tym poradzić, co można po sobie zostawić i jak nie zostać zapomnianym. Czeka ich długa droga to odnalezienia własnego źródła spełnienia.

 

Po tylu „ochach" i „achach", wspaniałych recenzjach, wysokich ocenach i pozytywnych opiniach nie mogłam przejść obojętnie obok powieści Johna Greena. Nieczęsto któraś książka robi wokół siebie tyle szumu (w dobrym słowa znaczeniu). Najlepsza książka roku 2012 wg m.in. „Booklist", „Publishers Weekly", „Time", „The New York Times", „The Huffington Post", „Wall Street Journal"; Od stycznia 2012 na amerykańskich listach bestsellerów; Prawa do wydania książki kupiło kilkudziesięciu wydawców z całego świata; Trwają prace nad adaptacją filmową... Trochę tego dużo, prawda? Tak więc postanowiłam jak najszybciej sięgnąć po powieść okrzykniętą mianem Najlepszej książki roku 2012 autorstwa kultowego pisarza amerykańskiego Johna Greena. Nastawiłam się do niej bardzo pozytywnie i zastanawiałam się, czy dam jej 10/10, czy też 9/10 oraz czy zasłuży na półeczkę „The Best of All". Pozwoliłam sobie na to, aby Gwiazd naszych wina porwała mnie do swojego świata, nie wypuściła przez długi czas i pozwoliła przelać mnóstwo łez. Czy tak też było? Owszem!

 

„Czasami ludzie nie rozumieją wagi obietnic, gdy je składają" (str. 67)

 

Swoją historię za pomocą narracji pierwszoosobowej w czasie przeszłym opowiada nam Hazel Grace Lancester – szesnastoletnia dziewczyna od trzech lat chora na raka tarczycy z paskudnymi przerzutami do płuc, która już raz spojrzała śmierci w oczy. Jak na chorą nastolatkę prowadzi całkiem normalne, spokojnie życie u boków kochających ją rodziców i aparatu tlenowego imieniem Philip. Już na samym początku postać ta zyskała moją sympatię. Bardzo polubiłam ją za to, że w obliczu strasznej choroby nie wylewała morza łez i nie zastanawiała się, dlaczego akurat ona musi być efektem ubocznym mutacji genetycznych. Po prostu pogodziła się z takim a nie innym wyrokiem, traktując raka jako część siebie – nie jako coś, co nie pozwala jej żyć i normalnie funkcjonować. W postawie Hazel zdumiewał mnie również jej stosunek do śmierci; jest do niej przygotowana, zdaje sobie z tego sprawę; wie, że prędzej czy później umrze i nic na to nie poradzi, bo każdy z nas odejdzie, jedni wcześniej, drudzy później.

Wspaniałym bohaterem w Gwiazd naszych wina jest wspominany w opisie Augustus Waters: postać, którą tak jak Hazel pokochałam całym sercem. Augustus wprowadził do życia głównej bohaterki mnóstwo radości, światła i powodów do uśmiechu, lecz nie zauroczył mnie tylko i wyłącznie swoim krzywym uśmieszkiem, żartami i arogancją. Jego podejście do choroby również bardzo mnie zdziwiło, wprawiło w zaskoczenie i sprawiło, że odebrałam całą historię zupełnie inaczej. O wiele bardziej zgadzałam się z jego spojrzeniem na świat i wszystko, co nas otacza. Słynne metafory Augustusa były jednocześnie zabawne, mądre i prawdziwe. Jak na siedemnaście lat wykazywał się ogromną inteligencją.
Postaci drugoplanowe pan Green również wykreował w kapitalny sposób, nie zapominając o żadnej z nich. Mówiąc to mam na myśli głównie przyjaciela Augustusa, Isaaca, ulubionego pisarza Hazel (który, na marginesie, potwornie mnie denerwował, ale oto chyba chodziło autorowi), rodziców dziewczyny i chłopaka, a także młodzież z grupy wsparcia. Wydawało mi się, że wszyscy są przygotowani na to, co miało się stać. Połączyła ich wspólna tragedia, jaką są różne odmiany raka, i nie rozdzieliła ich nawet śmierć.

 

„To żenujące, że wszyscy idziemy przez życie, ślepo akceptując to, iż jajecznica musi być kojarzona wyłącznie z porankami." (str. 148)

 

Akcja toczy się w swoim tempie. Nie jest to powieść, w której czytelnik ledwie może nadążyć nad następującymi po sobie zdarzeniami – Gwiazd naszych wina ma nas nauczyć kilku ważnych rzeczy, pomóc nam docenić dar, jakim jest życie i pokazać, jak powinniśmy z niego korzystać, aby być szczęśliwym. Z Hazel Lancester i Augustusem Watersem możemy poznać życie osób skazanych na ciągłe wizyty w szpitalu, ból, łzy, cierpienie i niepewność, co przyniesie jutro.
Pod żadnym pozorem nie wolno narzekać na styl pana Johna Greena. Jest świetny pod każdym względem. Pan Green pisze bardzo lekko, język jakim się posługuje jest przystosowany do nastoletnich czytelników, a tekst czyta się bardzo przyjemnie.
Wątek miłosny jest bardzo ładny, przemyślany, taki delikatny, z humorem i prawdziwym uczuciem. Uwielbiam Hazel i kocham Augustusa, a zwłaszcza ich konwersacje oraz wspólne dążenie do znalezienia odpowiedzi na mnóstwo pytań. W tym miejscu muszę zwrócić uwagę na błyskotliwe, zabawne, inteligentne dialogi. Nie często spotyka się powieść, w której bohaterowie są tak dojrzali i doświadczeni przez życie pomimo nastoletniego wieku.

 

Chociaż Gwiazd naszych wina naprawdę mnie oczarowała, to jednak nie czułam tych wszystkich emocji, które autor chciał przekazać nam poprzez Hazel. Może to dlatego, że za szybko przeczytałam tą książkę? Że nie mogłam delektować się nią przed długi czas i zapamiętywać każdego szczegółu? Naprawdę nie wiem. Kilka razy miałam świeczki w oczach, a moje serce ściskał żal, lecz to tyle, jeśli chodzi o kwestię uczuciową. Liczyłam na to, że powieść pana Greena zupełnie mnie rozklei i nie pozwoli pozbierać się przez długi okres, ale... no cóż. Nie śmiem jednak twierdzić, że tragedia Hazel w ogóle mnie nie poruszyła. Jest przepełniona ogromną ilością morałów, mądrości i wskazówek. Chyba do końca swojego życia zapamiętam wspaniałą walkę szesnastoletniej dziewczyny, jej odwagę, determinację, a równie ciepło będę wspominać pomoc, którą dostała od Augustusa.

 

„(...). Gdybyś jednak się tam wybrała, a mam nadzieję, że pewnego dnia ci się to uda, zobaczysz wiele obrazów przedstawiających zmarłych. Ujrzysz Jezusa na krzyżu i faceta z nożem w szyi, ludzi ginących na morzu i w bitwie, i całą paradę męczenników. Ale ani jednego dzieciaka z rakiem. Nikogo konającego na dżumę, ospę, żółtą febrę i tak dalej, bo w chorobie nie ma chwały. Nie ma żadnego sensu. Taka śmierć nie jest honorowa." (str. 220)

 

Historia Hazel i Augustusa jest jak najpiękniejsza baśń z bardzo ważnym przesłaniem – nie ważne ile cierpienia będziesz musiał znieść w swoim życiu, pamiętaj, że zawsze warto znieść ten ból, bo po nim zawsze nastają radosne chwile.
Kiedy patrzę na okładkę (naprawdę śliczną i wyrażającą wszystko, co potrzebne!) ogarnia mnie taki dziwny smutek. Rzadko po przeczytaniu jakiejkolwiek książki popadam w podobny stan, ale wiem, że świadczy to o tym, iż dana powieść do mnie przemówiła i zamieszkała w moim sercu. Gwiazd naszych wina sprawiła, że otwarłam oczy na wszystko co mnie otacza i spojrzałam na to zupełnie inaczej. Cały czas zadaję sobie pytanie, dlaczego losy Hazel i Augustusa potoczyły się w ten a nie inny sposób, ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to się nazywa „życie".
Podsumowując: pięknie, delikatnie i wzruszająco – tak było podczas czytania bez wątpienia ogromnego dzieła pana Johna Greena. Nie żałuję, że sięgnęłam po tą pozycję. Było warto. Czy wrócę do historii dwójki nastolatków skazanych na raka? Tak, chyba nawet za chwilunię. Największą zaletą tejże powieści jest fakt, że można ją czytać mnóstwo razy a i tak za każdym razem odnajdzie się w niej nowe morały. Gwiazd naszych wina polecam tym, którzy chcą spotkać się dobrą, wstrząsającą i dającą do myślenia lekturą, gdzie zwykłe „okay" może oznaczać „zawsze".

 

„Był piękny dzień, w końcu prawdziwe lato w Indianapolis – ciepłe i wilgotne. Taka pogoda, która przypomina nam po długiej zimie, że choć świat nie został stworzony dla ludzi, my zostaliśmy stworzeni dla niego." (str. 303)

 

Martyna x

Są książki, które potrafią rozbawić nas do rozpuku, są takie, które całkowicie przenoszą nas do świata fikcji. Zdarzają się powieści, które wzruszają do łez oraz takie, które niosą za sobą przesłanie i masę życiowych mądrości, a "Gwiazd naszych wina" to połączenie wszystkich tych cech.

 

Hazel ma szesnaście lat i jest nieuleczalnie chora. Nie żyje jak normalna nastolatka, nie ma przyjaciół, nie uczęszcza do szkoły i każdą wolną chwilę poświęca na czytanie i oglądanie programów telewizyjnych. W dniu, w którym na spotkaniu grupy wsparcia poznaje Augustusa, całe jej życie wywraca się do góry nogami. Jedynym problemem jest to, że nawet wielka miłość nie jest w stanie pokonać śmierci w ostatecznym pojedynku...

 

Miliony myśli, tysiące emocji i setki słów pojawiają się w tej chwili w mojej głowie, a mimo to nie mam pojęcia co napisać, bo nie chcę zabrzmieć banalnie. Chciałabym, żeby ta recenzja była dobra, żeby była jedną z najlepszych, jakie udało mi się napisać, ale to się nie uda, ponieważ jestem wstrząśnięta. Może powinnam się wstrzymać, ochłonąć i spróbować napisać coś mądrego, gdy emocje już opadną, ale nie mogę tego zrobić, ponieważ nie mogę przestać myśleć o tej książce.

 

"Gwiazd naszych wina" to powieść, która ogrzewa serce, rozrywa dusze i zmusza cię do zatrzymania się w wirze otaczających wydarzeń, przystanięcia i zastanowienia się nad życiem, nad istotą i celem podejmowanych przez ciebie decyzji. To książka, która nie zapewni ci wielogodzinnej rozrywki, nie zagwarantuje, że wszystko będzie dobrze, nie da Ci nadziei na to, że nowotwór można zwalczyć, ale pozwoli Ci uwierzyć, że każda chwila twojego życia, może być tą najpiękniejszą.

 

Każde zdanie napisane przez Johna Greena jest autentyczne. Wierzysz w każde poszczególne słowo i jesteś stuprocentowo pewien, że nie ma w tym ani grama fikcji, ani odrobiny przesady. Pozwalasz, aby treść zawarta w książce poruszyła cię i przesiąkła przez twoją skórę, uderzyła prosto w serce, bo zdajesz sobie sprawę, że "świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń", że tak naprawdę nie ma nic na pewno, że nie ma sprawiedliwości i nie każda miłosna historia musi kończyć się zdaniem "I żyli długo i szczęśliwe"...

 

"Gwiazd naszych wina" to powieść, dzięki której zrozumiesz doskonale słowo "metafora", dostrzeżesz zalety wisielczego humoru i odkryjesz jak ważny w życiu jest dystans do świata i samego siebie. Postacie, które autor wykreował są absolutnie niecodzienne, niebanalne i tak oryginalne i prawdziwe, że nie potrafisz myśleć o nich jak o bohaterach fikcyjnych.

 

Kończąc tę recenzję, która w sumie nie powinna się tak nazywać, bo jest bardziej opisem moich uczuć, niż rzeczywiście recenzją, chciałabym przytoczyć jeszcze jeden cytat:

„Ta powieść powstała z linii wydrapanych na papierze (...). Zamieszkujący ją bohaterowie nie mają żadnego innego życia poza tymi liniami. Co się z nimi dzieje? Wszyscy przestaną istnieć w chwili, gdy powieść się kończy."

 

I choć wiem, że cytat ten jest prawdą, łzy nie przestają płynąć, a ból, który odczuwam jest jak granat, który rozrywa wszystko w środku i nie pozostawia złudzeń. Dlaczego? Ponieważ choć powieść się skończyła i wszystko to przestało istnieć wraz z przeczytaniem ostatniej strony, w mojej głowie nic się nie skończyło. Wszystko trwa nadal i jestem pewna, że będzie trwało jeszcze bardzo długo.

 

Sophie Carmen

Gdyby pech przybrałby jakiś kształt, czym by się stał? Jedynką w dzienniku? Utratą ulubionych butów? A może rakiem płuc? Tak, to ostatnie jest dość prawdopodobne. I gdyby się okazało, że masz jeszcze sama nie wiesz ile czasu, i kiedy to nadejdzie? Rak, to choroba niestety nie uleczalna, aczkolwiek zobaczymy co przyniesie przyszłość. Co byś począł w takiej sytuacji, drogi Czytelniku? Właśnie. Najlepszy wybór to starać się żyć tak jak kiedyś, chociaż to nie jest do końca możliwe. A może się komuś udało...?

 

Hazel Grace Lancaster to (prawie) zwyczajna dziewczyna. Gdyby nie to , że choruje na raka z przerzutami do płuc. Jej nieodłącznym towarzyszem jest butla z tlenem którą nazwała Philip. Dziewczyna od trzech lat nie chodzi do szkoły, a wolny czas spędzana czytaniu, zresztą po raz kolejny Ciosu udręki i oglądaniu America'sNext Top Model. Dzięki nowemu lekowi, Phanlanxiforowi, Hazel „dostała" jeszcze trochę czasu, jednak jest boleśnie świadoma tego, że ten moment nadejdzie prędzej czy później. Gdy na spotkaniu grupy wsparcia w Dosłownym Sercu Jezusa poznaje ona AugustusaWatersa, jej życie staje się zupełnie inne. Po dłuższym czasie nastolatkowie znajdują wspólny język. Czy to będzie coś więcej?

 

Nigdy nie czytałam książki, gdzie któryś z głównych bohaterów był na coś chory (może to dlatego, że rzadko czytam literaturę młodzieżową, gdzie nie ma ani grama fantastyki), więc trochę się obawiałam. W ogóle nie przepadam za takim rodzajem książek. Ale ten pierwszy raz musi być, a jeśli to jest książka Greena, to warto spróbować. Tyle pozytywnych opinii, i zachwytów, więc nadszedł czas, aby wyrobić sobie własną opinię. Gwiazd naszych wina, to prezent urodzinowy, który jak zobaczyłam, to aż mi się oczy zaświeciły. Więc gdy tylko skończyłam aktualnie czytaną pozycję, na pierwszy ogień poszła właśnie książka Johna. Spodziewałam się powieści, która przedstawiała by monolog szesnastoletniej dziewczyny chorującej na raka. Zaskoczyłam się jednak pozytywnie.

 

To w jaki sposób autor manipuluje czytelnikiem jest zachwycający. Zwodzi nas za nos, gdy rozwiązanie mamy przed oczami. I to co wyczynia jest... nie do opisania. Kończąc Gwiazd naszych wina, z jednej strony przeklinałam Greena, z drugiej ubóstwiałam za takie dzieło. Która z tych emocji była poprawna? Nie wiem. Do tej pory nie potrafię zrozumieć co się ze mną dzieje. Język którym posługuje się autor, całkowicie wprowadza cię w świat powieści. Wszystko tak jak w Szukając Alaski jest do bólu realne, co jest nie do pojęcia. Od jego pierwszej książki, jego kunszt pisarski poprawił się niesamowicie. Green ukazuje, że trzeba liczyć się z każdym dniem, i czerpać z niego przyjemność.

 

W Gwiazd naszych wina znalazłam kolejne podobieństwo do jego pierwszej książki. Mianowicie to bohaterzy. Hazel jest (tak samo jak Miles) zaradna i inteligenta, zaś Augustus jest opiekuńczy, zabawny i na swój sposób mądry chociaż aż tak tego nie ukazuje. Znalazłam także kilka podobnych rzeczy jeśli chodzi o postacie drugoplanowe, ale nie chcę wam przez przypadek czegoś zdradzić. Bohaterzy są kolorowi, wyjątkowi i posiadający jakąś przeszłość. Tak jak z początku można uznać, że nic nie wiemy o Hazel, okazuje się, że John Green stopniowo nas z nią zapoznaje, co sprawia, że bardziej wczuwamy się w jej sytuacje.

 

Pod względem graficznym, jest to prawie najlepsze wydanie. Jeśli posiadasz wszystkie trzy książki które się ukazały, razem będą się pięknie prezentować. I chciałabym przypomnieć (albo powiadomić) że już w czerwcu nowa książka spod pióra tego autora nosząca wdzięczny tytuł 19 razy Kathernie.

 

Gwiazd naszych wina to książka która złamała moje serce i skleiła je na nowo. Wszystko jest idealnie, i pozostaje mi innym pisarzom życzyć takie zapału, i „niezwykłości" jaką posiada John Green. Myślisz, że to nie jest książka dla ciebie? Nic bardziej mylnego! To jest powieść, z którą powinien zapoznać się każdy, tak samo jak w przypadku Harrego Pottera.

 

„ - Może „okay" będzie naszym „zawsze"?
- Okay".

 

Katarzyna Meres

Piękna. Wzruszająca. Cudowna opowieść o miłości, przywiązaniu, trosce, dobroci... Historia pleciona zręcznymi, prostymi słowami, które poruszą każde serce. Ta opowieść sprawi, że się uśmiechniesz, wzruszysz - z Twoich oczu na pewno poleją się łzy, rzewne łzy nad losem, który jest tak niesprawiedliwy. To życie jest niesprawiedliwe. Życie jest naszą pułapką. To ono zsyła na nas trudności, z którymi musimy sobie radzić, a co najgorsze żyć, mimo tego iż często chciałoby się umrzeć, zwłaszcza, jeśli na tą śmierć czekamy...

 

Johna Greena nie muszę nikomu przedstawiać. O jego książkach wciąż jest głośno - i słusznie. Po "Gwiazd naszych wina" powinien sięgnąć każdy czytelnik, który lubi wzruszenia i piękne miłosne, choć trudne historie. Zakochałam się w tej książce wiele miesięcy przed jej przeczytaniem. Wiedziałam, że będzie niezwykła. Nie sądziłam, że aż tak...

 

Hazel to promienna szesnastoletnia dziewczyna z dużymi oczami, która wiecznie ma przy sobie towarzysza w postaci butli tlenu. Nigdzie go nie zostawia, a i on nie kwapi się, aby zostawić ją. Dzięki niemu żyje. Hazel musi zmagać się z nadopiekuńczą mamą, która cały swój czas poświęciła chorej córce; do jej kłopotów można również zaliczyć tatę, który często płacze, bo tak bardzo kocha swoje dziecko, iż nie chce, aby cierpiało. Dodatkowo ich marzeniem jest, aby Hazel wiodła normalne życie. Wysyłają ją na grupą wsparcia, która bardziej przytłacza, niż pomaga. Poznaje tam Augustusa, tajemniczego chłopaka, który się na nią zwyczajnie gapi i otwarcie ją podrywa. Dodam, że w książce głównym tematem jest także... książka. Co dzieje się dalej?

 

Zapewniam Was, że ich losy są niebanalne. A niespodziewane zwroty akcji sprawiają, że serce staje w miejscu, mózg intensywnie myśli, a ręce szybko przewracają kolejne kartki. Pochłonęłam ją w zaledwie półtora dnia, zostawiłam nawet dla niej naukę do egzaminów.

 

Fabuła jest nieprzewidywalna, akcja nie nuży - na kolejne wydarzenia czeka się z zapartym tchem. Kreacja bohaterów również jest godna pochwały. Każda postać pojawiająca się w książce jest różnorodna, ma mocny charakter, jest wyrazista i bardzo charakterystyczna. Green wykazał się dużym plusem, jeżeli chodzi o bohaterów. Żaden z nich nie jest banalny, nawet nie jest do siebie podobny. Ta różnorodność zachwyca. Wątek miłosny Hazel i Augustusa napawał mnie nadzieją i radością. Choć przedstawiona jest tutaj miłość nastolatków, to nie można powiedzieć, że jest stereotypowa i sztampowa. Jest czysta, urocza, słodka, trudna i piękna. Jako osoby oboje dodali mi wiary w życie i pokazali, że ono jest piękne i należy się cieszyć z jego daru, mimo wszelkich przeciwności losu.

 

Ta książka należy do tych, o których tak szybko się nie zapomina. Hazel i Augustus nadal we mnie żyją i czasami o nich myślę. Myślę o chorych na raka, na tą ciężką i trudną chorobę, która wprowadza w załamanie wiele osób... Ta książka dobitnie pokazuje, iż rodzina często trzyma się o wiele gorzej, niż osoba chora. One są już pogodzone z tym, że dążą tylko do śmierci. Pomyślicie, że wszyscy do tego dążymy, czyż nie? Bo co na nas czeka na końcu? Śmierć. Tylko, że chorzy na raka nie docierają do kresu swojego życia, do starości, nie mają za sobą małżeństwa, spalonych mostów, dzieci, wnuków i prawnuków, błędów na których mogliby się uczyć... Ich życie polega na kontrolowaniu organizmu, czuwaniu nad każdym bólem, siniakiem, który się pojawi. To smutna i przygnębiająca choroba.

 

Hazel oraz Augustus pokazują, jak należy być silnym. Udowadniają, że choroba wcale nie staje na przeszkodzie do spełniania pewnych marzeń. Wręcz przeciwnie. Oboje dążą do tego. Chcą ją przezwyciężyć. Green napisał piękną, ważną powieść, którą powinien poznać każdy. Ten autor potrafi wzruszyć czytelnika i sprawić, aby miał ciarki na plecach. Potrafi sprawić, aby po zakończeniu nadal było czuć tą atmosferę... Aby nikt nie zapomniał o tej pięknej historii miłości, aby ona trwała i pozostawiła ślad w naszej duszy...

Ag.

John Green to laureat wielu nagród literackich i autor bestsellerów. Największą popularność przyniosła mu książka „Gwiazd naszych wina", którą w Polsce wydał Bukowy Las. Nowe wydanie pojawiło się w 2014 roku z okładką filmową.

 

Hazel ma guza tarczycy z przerzutami do płuc. Oddychanie ułatwia jej butla tlenowa, z którą musi wszędzie chodzić. Na spotkaniu grupy wsparcia poznaje Augustusa, który miał kostniakomięśniaka. Obecnie wspiera swojego przyjaciela w walce z rakiem. Augustus zaczepia dziewczynę, która wpada mu w oko. Hazel zgadza się odwiedzić go w domu. Chłopak jest miły i zabawny. Wymieniają się lekturami i tak zaczyna się ich przygoda. Hazel i Augustus zastanawiają się, jak skończyła się książka, którą oboje czytali – główna bohaterka również chorowała na raka, a jej historia została przerwana w pół zdania. Oboje nie mogą pogodzić się z tym faktem, ciekawi ich co dalej działo się z rodziną książkowej Anny. Jednak uzyskanie odpowiedzi okazuje się kłopotliwe. Hazel pisała listy do autora, który wyjechał do Holandii. Niestety, nie otrzymała odpowiedzi. Agustus jednak ma pomysł, jak podpytać twórcę o braki w dziele.

 

Książka to przede wszystkim opowieść o miłości, przyjaźni i spełnianiu marzeń. Oczywiście, rak jest tłem dla wszystkich wydarzeń, jakie dzieją się w życiu Hazel i Augustusa. Jednak podchodzą oni do choroby z pewnym dystansem i ironią – żartują na temat „bonusów rakowych" i swoich ciał, które zjada nowotwór. Mimo wszystko ich życie jest jednak przepełnione szczęściem, czasem mąconym trudami choroby.

 

Powieść typowo młodzieżowa zaskakuje tematem. Niewiele osób decyduje się na opisywanie choroby, szczególnie tak poważnej i to w wydaniu młodych ludzi. Hazel i jej przyjaciele radzą sobie jednak całkiem nieźle z dojrzewaniem i rakiem. Czasem pojawiał się wisielczy humor, czasem żal i gorycz, jednak każdy moment przepełniony był zachowaniem tak bardzo znanym u młodzieży, że czasem aż zapominałam, że są to osoby chore, umierające.

 

Co ciekawe – w książce pojawiło się sporo odniesień do literatury. Bardzo podobało mi się to, że młodzież w tej książce czyta książki nie dla samego czytania, ale dla wyniesienia z nich czegoś więcej.

 

Język jest przyjemny. Green pozwala sobie na ironię i wisielczy humor, barwne opisy przeżyć i przemilczenia w odpowiednich momentach. Pierwszoosobowa narracja w wykonaniu Hazel jest interesująca. To młoda, schorowana nastolatka, która nie chce być ciężarem dla rodziców. Z każdą kartką zmienia się jej zachowanie, staje się bardziej otwarta, chociaż mimo ciężkiej choroby nie była załamana, tylko żyła jak każda inna dziewczyna.

 

Fragmenty nie pochodzące z narracji Hazel były wyróżnione w treści. Maile, sms pisano kursywą, co znacznie ułatwiło odróżnienie ich od narracji.

 

Kilka błędów się wkradło, głównie połączenie narracji z dialogiem, ale to dość typowe i nie można tego zbyt mocno karcić. Dobrze, że pojawiły się przypisy, które ułatwiają czytelnikowi zrozumienie treści.

 

Jeśli chodzi o wydanie z okładką filmową to jest w nim coś jeszcze, co sprawia, że lektura jest interesująca. W środku znajdziemy bowiem kadry z filmu na podstawie powieści, które wydrukowano na specjalnym papierze. To uzupełnia tekst. Ogląda się je przyjemnie, nie zdradzają absolutnie niczego czytelnikowi.

 

Pozycja ta jest wzruszającą lekturą, która porusza trudne sprawy, które dotykają nastolatków. Warto zatrzymać się przy niej na chwilę, choć nie jest to łatwe, bo wciąga od pierwszej strony. Na pewno wielu czytelników zaskoczyła nagła zmiana, która pojawia się w środku powieści. Mówiąc ogólnie – jednak z ciekawszych lektur, które udało mi się ostatnio przeczytać. Przemyślana od początku do końca, bajkowa, wzruszająca, smutna i radosna jednocześnie.

 

Polecam szczególnie młodzieży, ale także starszym czytelnikom. To naprawdę fascynująca książka, która pokazuje wielki talent Johna Greena. Jednak zanim się za nią weźmiecie, zaopatrzcie się w zapas chusteczek – mogą się przydać.

Ewa Król

„Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń" – to znamienne zdanie pojawia się kilkukrotnie na kartach bestsellerowej powieści Johna Greena. I choć nieuleczalna choroba Hazel wydaje się być potwierdzeniem tych słów, „Gwiazd naszych wina" nie jest dramatem, który wciąga nas w wir rozpaczy bohaterów. Wręcz przeciwnie – jest to wzruszająca powieść o czerpaniu z życia z całych sił i dostrzeganiu małych radości.

 

Nastoletnia Hazel, u której w wieku trzynastu lat wykryto raka bez szans na wyzdrowienie, zyskała od życia niesamowity prezent – za sprawą leku nie działającego na większość chorujących, jej guzy przestały rosnąć. Mimo to dziewczyna ciągle musi walczyć z chorobą, co oznacza stałą obecność wózka z butlą tlenową i wąsów wspomagających oddychanie, a także całkowitą rezygnację z życia, jakie zwykle wiodą nastolatki. Za namową mamy, dziewczyna regularnie uczestniczy w spotkaniach grupy wsparcia dla osób chorych na raka, gdzie pewnego dnia poznaje Augustusa Watersa. Gus jest przystojnym młodym mężczyzną, który przyszedł na spotkanie dla swojego przyjaciela, któremu grozi utrata oczu. Augustus nie znajduje się jednak przypadkowo na spotkaniu – sam także odbył długą walkę z chorobą, która już od paru miesięcy nie wykazuje obecności w organizmie chłopaka.

 

Hazel i Augustusa łączy nić porozumienia już od pierwszego spotkania. I choć wydawać by się mogło, że owo porozumienie będzie prowadziło do nastoletniej miłostki, dzieje się zupełnie inaczej. Przyjaźń tych dwojga rozwija się z każdym dniem sprawiając, że ich życie staje się pełne i jeszcze bardziej wartościowe, aby wreszcie przerodzić się w miłość dojrzałą, zupełnie nieprzystającą parze nastolatków. Nieprzystającą w teorii, bo w praktyce bardzo szczerą i dającą im wiele siły i wytrwałości.

 

Jestem daleka od sklasyfikowania „Gwiazd naszych wina" jako romansu. Choć bliska relacja głównych bohaterów staje się niemalże tematem wiodącym (choć choroba, niestety, jest równie absorbująca), tak naprawdę w tej powieści nie chodzi o eksponowanie jej w znaczeniu wizualnym (czy też fizycznym). Miłość jest tutaj jednym z wielu uczuć, jakich doświadcza człowiek, fundamentem szczęścia, które można – i należy! – znajdować nawet w najmniejszych rzeczach, niezależnie od tego, czy się choruje, tonie po uszy w problemach, czy ma świadomość stopniowego umierania. I wreszcie – miłość jest tutaj narzędziem w ręku autora, który udowodnił, że w czasach, gdy wielcy pisarze powiedzieli już o tym uczuciu wiele wzniosłych słów, a cała reszta ocierała je boleśnie o kicz, można jeszcze szczerze i pięknie ubrać miłość w słowa.

 

Język, którym posługuje się John Green jest językiem prostym; niemniej jednak „prosty" nie oznacza tutaj „lakoniczny". Wręcz przeciwnie – prostota jest tu zaletą, która pozwala budować fabułę bez niepotrzebnego jej komplikowania. W tym miejscu należą się także wielkie brawa za odważny i ujmujący sposób poprowadzenia języka bohaterów. Choć w powieści nie mogło obejść się bez momentów, które po prostu muszą być smutne, generalnie w wypowiedziach postaci dominuje bardzo smaczny rodzaj humoru (choć nie da się ukryć, niejednokrotnie jest to czarny humor); bohaterowie u Greena patrzą pogodnie, choć nie zawsze optymistycznie, w przyszłość i – po prostu – żyją najlepiej jak potrafią.

 

Postaci Hazel i Augustusa są wspaniałą inspiracją do tego, aby odetchnąć pełną piersią i spojrzeć na świat nie jak na skupisko codziennych trosk, ale jak na coś wartościowego i niepowtarzalnego. Ich pogoda ducha, mimo strasznej choroby, motywuje do świadomego kosztowania życia i odkrywania małych radości.

 

Na koniec jeszcze jedna nurtująca mnie kwestia – nie dajmy się zwieść: to nie jest powieść dla młodzieży. Jest to historia uniwersalna, absolutnie dla każdego i o wszystkim: o miłości, przyjaźni, wsparciu i zaufaniu, o sensie marzeń i ich spełniania, o chorobie, walce, smutku i śmierci, a wreszcie – o sensie istnienia. A to wszystko bez zbędnego filozofowania i komplikowania fabuły, ubrane w prostą, ale piękną i kunsztowną historię. Polecam z całego serca!

WięcejKsiążków

Nie wiem, czy jest odpowiedni sposób by mówić, czy pisać o śmierci. Ludzie mają to do siebie, że wszystko co smutne przekreślają jedną wielką linią. A co jeżeli wiesz, że umierasz? Że za moment ciebie nie będzie i pozostaną po tobie jedynie wspomnienia i rzeczy, które mogłeś nazwać swoimi?

 

Hazel Grace wie, że zostało jej niewiele czasu. Rak tarczycy nie pozwala jej o tym zapomnieć. Uzależniona od butli z tlenem, pieszczotliwie nazwanej Philip, powoli godzi się ze swoim losem. Czas wolny spędza na czytaniu swojej ulubionej książki i oglądaniu America'sNext Top Model w telewizji. Jej mama, chcąc urozmaicić jej czas, proponuje wzięcie udziału w grupie wsparcia osób chorych na raka. Co gorszego może spotkać Hazel prócz kolejnych historii przepełnionych żalem i rozgoryczeniem? Zrezygnowana, zgadza się na propozycję. Do tej samej grupy uczęszcza AugustusWaters, chłopak któremu rak odebrał nogę, ale nie pozytywne nastawienie do życia i poczucie humoru. Powoli tych dwoje zaczyna się do siebie zbliżać, próbując zatrzymać czas, który nieubłaganie się kurczy.

 

Jeżeli ktoś jeszcze nie słyszał o "Gwiazd naszych wina" to mam pytanie : GDZIE BYŁEŚ/AŚ PRZEZ OSTATNIE PÓŁTORA MIESIĄCA?! O historii przeznaczonych sobie kochanków słyszał już prawie cały świat. Książka to bestseller w wielu krajach. Może słowo "bestseller" nie przekonuje cię za bardzo? Masz rację. Ja też mu nie wierzę. Opowiem ci, czemu tak bardzo lubię tą książkę.

 

Główni bohaterowie, Hazel i Augustus, to para zwykłych nastolatków. Nie są gwiazdami, ani modelami, nie wygrali Pokojowej Nagrody Nobla, zapewne nie odnoszą lepszych rezultatów w nauce od swoich rówieśników. Takie postaci lubię najbardziej - prawdziwe. Nie przerysowane z hollywoodzkiego filmu, nie gloryfikowane. Hazel Grace to nastolatka, której przychodzi pożegnać się z życiem wcześniej, niż jej rodzicom. Nie dziwię się więc, że jest nieco cyniczna i stroni od ludzi. Nie traci przy tym jednak ciepła, które da się wyczuć od pierwszych stron opowieści. To ona jest narratorką w tej historii. Jej styl opowiadania jest nie raz zabawny, sarkastyczny i mimo wszystko, nie negatywny. Właściwie, mogę szczerze powiedzieć, że bardzo łatwo utożsamić mi się z nią, może przez dzieloną przez nas obie chorobę - wadę tarczycy, a może przez poglądy. Hazel nie stroni od ludzi, po prostu czuje się dobrze w swoim własnym towarzystwie. Trudno więc oczekiwać bogatego życia miłosnego.

 

I tu pojawia się Augustus. Tak, ten Augustus. AugustusWaters, zwany również Gusem. Chłopak jest promieniem słońca w życiu Hazel. Choć sam został naznaczony swoją własną, małą tragedią potrafi odnaleźć pozytywy w prawie wszystkim co go otacza. Uśmiech nie schodzi mu z twarzy.

 

Dodatkowo, to mistrz naprawdę dobrych sentencji, znawca filmów i były koszykarz. Powoli, ostrożnie wkrada się do życia dziewczyny, by wkrótce zająć w nim jedno z ważniejszych miejsc. Nastolatkowie uczą się czym jest upływający czas, pogodzenie się ze samym sobą, życie wedle zasady carpe diem (łac. "chwytaj dzień"). Poznają siłę spełniania marzeń, siłę w rodzinie i w przyjaciołach.

 

John Green jak zwykle dostarcza czytelnikowi wielu emocji - od śmiechu, przez zaciekawienie, do rozdzierającego smutku. Przy okazji napakowuje nasze umysły pięknymi sentencjami, które nie wydają się napuszone, przesłodzone czy surrealistyczne. Książka, mimo pozornie przytłaczającego tematu, jest lekka i łatwa do przyswojenia. Czyta się ją szybko, z niecierpliwością, a postacie stają się naszymi najdroższymi przyjaciółmi podczas lektury. Nie brakuje tu śmiesznych absurdów, tak charakterystycznych dla tego autora, ani oczywiście, elementu podróży. To najlepsza książka Johna Greena jaką przyszło mi czytać !

 

Gdybym mogła, poleciłabym ją wszystkim. Gdybym mogła, to może bym wszystkim sprezentowała. To świetna lektura, do której chce się wracać i nigdy się nie nudzi. Jeżeli szukacie czegoś niebanalnego, co czyta się szybko to GNW jest dla was ! Nie ma sensu w tym przypadku ograniczać grono odbiorców - zarówno nastolatkowie, jak i dorośli docenią kunszt pisarski pana Greena.

 

Serdecznie Wam polecam ! :)

PaniKa

„ - Siedzę w rollercoasterze, który cały czas jedzie w górę.
- Moim przywilejem i obowiązkiem, jest pojechać z tobą - zapewniłam go."*str. 221

 

Chyba każdy kojarzy Johna Greena i jego twórczość, zwłaszcza kultową „Gwiazd naszych wina", dzięki której autor zyskał tak duży rozgłos i sławę, a jego książki to jedne z najchętniej czytanych książek na całym świecie po które sięgają nastolatki, jak i dorośli. Moja przygoda z autorem zaczęła się od książki „Szukając Alaski" na którą wpadłam całkiem przypadkowo. Uwielbiam książki młodzieżowe, zaczytuję się w nich nałogowo i nigdy nie mam dosyć. John Green mnie oczarował, a po przeczytaniu Alaski wiedziałam że chcę więcej. „Gwiazd naszych wina" to książka znana i lubiana. Całkiem niedawno w kinach pojawił się film wyreżyserowany na podstawie tej powieści. Od tego czasu książka; o której i tak już było głośno; zawładnęła rynkiem czytelniczym i właściwie ciężko trafić na kogoś kto nie słyszał o tym tytule. I ja w końcu musiałam się przekonać, czy historia Hazel jest faktycznie tak urzekająca i hipnotyzująca jak wszyscy mówią.

 

Hazel Grace ma 16 lat i od dłuższego czasu choruje na raka. Choroba wyniszcza jej organizm, a zwłaszcza płuca. To sprawia że dziewczyna zmuszona jest przez cały czas być podłączona do butli z tlenem dzięki której może oddychać. Eksperymentalna terapia i leczenie na jakiś czas zatrzymało rozwój choroby, przez co zyskała dodatkowych kilka lat życia. Mimo iż nie ma całkowitych szans na wyleczenie, to stara się cieszyć życiem i jakoś przetrwać mijające dni. Dziewczyna całkowicie izoluje się od świata, zamykając się w czterech ścianach i czytając po raz setny swoją ulubioną powieść, której główna bohaterka również choruje na raka. Niestety książka nie ma zakończenia, urywa się nagle, przez co Hazel nie może poznać dalszych losów bohaterów. Jej mama robi wszystko by Hazel miała w miarę normalne życie, zmuszając ją do udziału w grupie wsparcia dla chorej młodzieży. Życie dziewczyny zmienia się pewnego dnia, gdy na jednym ze spotkań poznaje Augustusa, przystojnego młodzieńca który towarzyszy swojemu przyjacielowi Isaacowi. Chłopak ma chorobę za sobą, jednak rak i na nim odcisnął swoje piętno pozbawiając go jednej nogi. Cała trójka szybko się zaprzyjaźnia, a między Augustusem i Hazel powoli zaczyna rodzić się miłość.

 

„- Ale ja wierzę w prawdziwą miłość, wiesz? Nie uważam, że wszyscy muszą mieć oboje oczu, nie chorować i tak dalej, ale każdy powinien przeżyć prawdziwą miłość, a ona powinna trwać przynajmniej do końca jego życia." *str. 82

 

„Gwiazd naszych wina" to książka wyjątkowa. Autor w niezwykły sposób przeprowadza nas przez życie pary nastolatków. Ukazując Hazel nie jako idealną piękność, a normalną dziewczynę która boryka się z ciężką chorobą. Mimo to Augustus patrząc na nią uważa ją za piękną, dla niego Hazel pozostaje cały czas idealna. Od samego początku łączy ich silna więź, której nie sposób rozerwać. Czyste uczucie którego nawet śmierć nie jest w stanie zniszczyć. I właśnie od tej dwójki młodych ludzi powinien się uczyć każdy. Oni pokazują nam jak powinno się kochać i przede wszystkim co to znaczy prawdziwa miłość.

 

Pomimo trudnego tematu, którym jest rak i śmierć mamy tutaj niesamowitą dawkę humoru. I właśnie to w tej książce jest niezwykłe. Autor pokazuje że i o śmierci i o chorobie można pisać z uśmiechem, nie podchodząc do tematu zbyt dramatycznie. Właśnie to czyni tą książkę tak wyjątkową i magiczną. Autor po raz kolejny mnie oczarował i sprawił że po zakończeniu książki nie mogłam przestać rozmyślać. Jak zwykle pozostawił pytania, na które czytelnik sam musi znaleźć odpowiedzi.

 

Czym jest śmierć? I czym jest życie w tak ciężkiej chorobie? Co jest najważniejsze? Co pozostanie po nas gdy odejdziemy, czy ktoś będzie nas pamiętał i wspominał? Co się stanie z ludźmi których kochamy? I przede wszystkim, jaki jest sens naszego istnienia?

 

Odpowiedzi będą różne, bo każdemu z nas życie pisze inną historię, tak samo jak bohaterom książki „Gwiazd naszych wina", mimo to warto poświęcić tą chwilkę na rozmyślenia.

 

„Prawdziwi bohaterowie to nie są ludzie, którzy robią różne rzeczy. Prawdziwi bohaterowie ZAUWAŻAJĄ różne rzeczy, zwracają na nie uwagę." *str. 308

 

John Green jest dla mnie mistrzem w tworzeniu emocji. Bo jak mogę określić tą książkę? Tak właściwie mogłabym się o niej rozpisywać w nieskończoność, ale słowo: piękna, określa ją wprost idealnie.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Komentarze  

0 # Mateusz 2020-03-25 18:56
Jak się nazywał pisarz, którego chciała poznać Hazel?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto